<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><!-- generator="wordpress.com" -->
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	>

<channel>
	<title>kultura-masowa &amp;laquo; WordPress.com Tag Feed</title>
	<link>http://wordpress.com/tag/kultura-masowa/</link>
	<description>Feed of posts on WordPress.com tagged "kultura-masowa"</description>
	<pubDate>Fri, 18 Jul 2008 18:00:09 +0000</pubDate>

	<generator>http://wordpress.com/tags/</generator>
	<language>en</language>

<item>
<title><![CDATA[Kultura masowa a demokracja]]></title>
<link>http://poszukiwania.wordpress.com/?p=19</link>
<pubDate>Sun, 29 Jun 2008 16:56:18 +0000</pubDate>
<dc:creator>Jaroslaw Zielinski</dc:creator>
<guid>http://poszukiwania.wordpress.com/?p=19</guid>
<description><![CDATA[Kultura masowa i demokracja są ze sobą powiązane: &#8220;Zarówno krytycy demokracji, jak i jej z]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Kultura masowa i demokracja są ze sobą powiązane: "Zarówno krytycy demokracji, jak i jej zwolennicy widzą związek istniejący między istnieniem masowej kultury – czyli udostępnieniem dóbr kulturalnych szerokim masom (…) a zwycięstwem i umocnieniem się współczesnych instytucji demokratycznych" – wskazuje Wiatr. (Jerzy J. Wiatr, Socjologia zaangażowana, Książka i Wiedza, Warszawa 1965, strona 35)</p>
<p>Wiatr wskazuje na cztery fakty wyróżniające kulturę masową jako formację kulturową:<br />
"1) technologia – od wynalazku druku poprzez radio i film aż po ostatni w chronologii (choć na pewno nie ostatni z możliwych) wynalazek telewizji trwa nieustający rozwój środków, przy pomocy których można docierać nie do wybranych, lecz do tysięcy i milionów;<br />
2) zmniejszone bariery socjalne w kulturze – likwidacja przywilejów feudalnych i kościelnych, rozwój demokratycznych instytucji politycznych oraz upowszechnianie oświaty powodują pojawienie się w połowie dziewiętnastego wieku nowego z punktu widzenia socjologii odbiorcy dóbr kulturalnych;<br />
3) treść kultury – zarówno czynniki technologiczne, jak i społeczne rodzą tendencję do wprowadzenia do kultury treści odpowiadających masowemu odbiorcy, innych niż treści, w których zwykły lubować się kręgi elitarne;<br />
4) polityka kulturalna – pojawia się jako czynnik, z którym twórcy kultury muszą liczyć się, choć żywią złudzenie niezależności" (Jerzy J. Wiatr, Socjologia zaangażowana, Książka i Wiedza, Warszawa 1965, strona 38.)</p>
<p>Związek między demokracją a kulturą masową najdobitniej pokazują konsekwencje zmniejszenia barier socjalnych; ale zmiany technologicznie również mają głęboki związek z polityką. Powstanie środ-ków masowego przekazu zmieniło politykę, pozwoliło na dotarcie z przekazem politycznym do szerokich mas społeczeństwa; masy te jednak w większości są biernym odbiorcą owego przekazu.</p>
<p>Pojawienie się polityki kulturalnej jest również cechą współczesnej demokracji. Przez pewne działania państwo stara się promować cenne przedsięwzięcia kulturalne, i to raczej te skierowane do mniej masowego odbiorcy – rozmaitych elit i mniejszości. Jest to realizacją zasady wspierania mniejszości różnego rodzaju, charakterystycznej dla współczesnych demokracji. Polityka kulturalna jest także wyrazem pewnej wizji państwa i społeczeństwa; zależy od ideologii i programów politycznych. Wyborcy oceniają rządy i partie również po deklarowanych założeniach polityki kulturalnej i ich realizacji. </p>
<p> "Masowe uczestnictwo w polityce – na przykład powszechne prawo wyborcze – jest produktem tego samego procesu co kultura masowa i jak ona może ulegać wypaczeniom, choć zawiera w sobie określony potencjał możliwości. Demokracja nowoczesna jest nie do pomyślenia bez zagwarantowanego powszechnie dostępu obywateli do życia politycznego i dóbr kulturalnych, ale masowość tego udziału kryje w sobie niebezpieczeństwa" – stwierdza Wiatr. (Jerzy J. Wiatr, Socjologia zaangażowana, Książka i Wiedza, Warszawa 1965, strona 41)</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[David Lynch - skandalista czy postmodernista]]></title>
<link>http://netkobiety.wordpress.com/?p=31</link>
<pubDate>Mon, 05 May 2008 23:10:32 +0000</pubDate>
<dc:creator>netkobiety</dc:creator>
<guid>http://netkobiety.wordpress.com/?p=31</guid>
<description><![CDATA[Niesamowite to za mało powiedziane. Straszne, absurdalne, pokręcone, diabelnie nudne, niezrozumia]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://netkobiety.files.wordpress.com/2008/05/lynch.jpg"></a>Niesamowite to za mało powiedziane. Straszne, absurdalne, pokręcone, diabelnie nudne, niezrozumiałe, chore, durne, tajemnicze, surrealistyczne, groteskowe...Tak określane są <a href="http://www.netkobiety.pl/t154.html">filmy Davida Lyncha</a>. Dla laików to czysta abstrakcja - zero fabuły, po prostu nuda. Dla miłośników jego twórczości- to prawdziwa gratka, zabawa z postmodernistyczną sztuką, dzięki której można odkryć najgłębsze i najdziksze oblicza ludzkiej natury. Lynch próbuje nam udowodnić, że ludzki umysł to labirynt, studnia bez dna i nikt z nas tak naprawdę nie zna siebie do końca. David Lynch, to z całą pewnością skandalista, ale przede wszystkim wielki artysta postmodernistyczny robiący filmy z górnej półki.</p>
<p>Kino postmodernistyczne, awangardowe jest mieszanką stylów i gatunków, stawia na chaos, różnorodność nadmiar, przesadę. Korzysta z zapożyczeń, cytatów, żartów, kalamburów, piętrzą się w nim symbole i metafory, nie może być zatem mowy o jednoznaczności. Często pojawiają się w nim spowolnienia lub rwanie toku akcji. Lynch to  mistrz metafory i absurdu, stawiający przede wszystkim na niesamowitość: <em>Chodzi o to by stworzyć poczucie tajemnicy(...)Przecież w życiu zdarzają się neizrozumiałe rzeczy, ale kiedy pokazuje się je w kinie ludzie zaczynają się niepokoić.</em></p>
<p>Lynch nigdy publicznie nie interpretuje swoich filmów: <em>Film robi się po to, by go oglądać(...)Tajemniczy i ciemny, oto najpiękniejsze z istniejących słów</em> - zwykł mawiać grając na skłoności widzów do analizowania a nie przeżywania.</p>
<p>Klimat jest chyba najważniejszy w filmach Lyncha. Atmosferę reżyser buduje operując głównie kolorem(czerń i czerwień) oraz dźwiękiem. Tło filmów jest zwykle ciemne( Czarna Chata w <em>Twin Peaks</em>). Przeważają sceny rozgrywające się pod osłoną nocy(<em>Blue Velvet, Zagubiona autostrada</em>), przy zasłonietych zasłonach- zwykle są to czerwone kotary( czerwony pokój). Pojawiaja się też ciemne elementy jak popiół, błoto , krew. Czerń według Lyncha daje wrażenie głębi, zbyt dużo kolorystyki dawałoby natomiast po prostu realność.</p>
<p>Ogromną rolę odgrywają też budujące nastrój  dźwięki - rewelacyjne <em>Fallin</em> Julee Cruise z<em> Miasteczka Twin Peaks</em> czy utwór <em>Blue Velvet</em> a nawet muzyka zespołu  Rammstein w <em>Zagubionej autostradzie</em>. I tu ujawnia się dwuwarstwowość- z jednej strony zwykłe historie, z drugiej ich wieloznaczność.</p>
<p>Lynch uwielbia umiejscawiać swoje historie w sielskich i sympatycznych miasteczkach amerykańskich, np. Twin Peaks. Z pozoru piękne, szybko ujawniają swe ciemne strony: popełnione zbrodnie, dzikie instynkty ludzkie, sadomasochstyczne skłonności. Całe to zło nie pochodzi z zewnątrz, lecz z wnętrza ludzkiej nieokiełznanej i niezbadanej natury.</p>
<p>Owej metaforyczności służyć mają wprowadzane celowo przedmioty, np. ucho(<em>Blue Velvet</em>)- symbol głębi, ogień(Dzikośc serca)- jako odpowiednik agresji, mocne makijaże próbą ukrycia się przed sobą, słuchawki telefoniczne i literki(<em>Twin Peaks, Alfabet</em>), postaci- Tajemniczy Mężczyzna z <em>Zagubionej autostrady</em> czy Człowiek Stamtąd z <em>Miasteczka Twin Peaks</em>.</p>
<p>Lynch wprowadza też aluzje, np. wiele elementów z <em>Czarodzieja z Oz</em> można odnaleźć w <em>Dzikości serca</em>( postać Bobby'ego i Dobrej Wróżki). Reżyser między tragizm wplata komizm i groteskę, m.in. płaczący policjant Andy Brennan (<em>Miasteczko Twin Peaks</em>), płonące sutki(<em>Blue Velvet</em>),ciastka wiśniowe będące specjalnością mieszkańców Twin Peaks.</p>
<p>Lynch nazwany kiedyś <em>papieżem filmowego postmodernizmu</em> z całą pewnością zasługuje na to miano. On doskonale wie na czym ma polegać dobre kino: ma mieć klimat, ma szkokować, wywoływac emocje, czasem strach, zmuszać do myślenia(często bezskutecznego).Nie każdy potrafi zrozumieć filmy Lyncha, ale to nieistotne- ważne żeby poczuł dreszcz emocji, uświadomił sobie, że pod przykrywką układności i piękna czai się ukryte ZŁO i niegdy tak naprawdę nie wiadomo kiedy pokaże swoją paszczę.</p>
<p>Do dyskusji na temat <a href="http://www.netkobiety.pl/t154.html">Inland Empire Davida Lyncha</a>, <a href="http://www.netkobiety.pl/f10.html">kultury</a>, <a href="http://www.netkobiety.pl/t44.html">filmów na które warto iść do kina</a>, festiwali, koncertów, <a href="http://www.netkobiety.pl/t481.html">książek, które czytacie</a> zapraszam na nasze <a href="http://www.netkobiety.pl/">forum kobiet</a>.</p>
<p>eVa</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Egalitaryzm? Jestem "za", a nawet "przeciw"...]]></title>
<link>http://defendo.wordpress.com/?p=60</link>
<pubDate>Fri, 25 Apr 2008 08:33:00 +0000</pubDate>
<dc:creator>defendo</dc:creator>
<guid>http://defendo.wordpress.com/?p=60</guid>
<description><![CDATA[Nie jestem przeciwna egalitaryzmowi płacowemu. W tej dziedzinie powinna panować sprawiedliwość, ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Nie jestem przeciwna egalitaryzmowi płacowemu. W tej dziedzinie powinna panować sprawiedliwość, polegająca na tym, że ktoś, kto dysponuje większą wiedzą i zdolnościami - powinien być wynagradzany lepiej niż ten, kto tych walorów nie posiada. Ale lepiej - nie znaczy "niebotycznie", lecz adekwatnie. Bożek wolnego rynku pożera własne dzieci - młodych ekonomistów, zafascynowanych i ślepo wierzących jednym teoriom i bezwzględnie odrzucających inne. Wyuczona wiedza nie pozwala im na rozumienie rzeczywistości - dziwią się, że  lekarze czy nauczyciele strajkują, bo chcą mieć większe dochody. Ekonomiści zapominają, że od jakości pracy szczególnie tych grup zawodowych zależy jakość kapitału ludzkiego. Usiłują wtłoczyć wszystko w mechanizmy wolnorynkowe, tracąc z oczu uwarunkowania pozarynkowe(McCloskey przeprowadził znane badanie wśród młodych ekonomistów na Zachodzie; tylko 3% z nich zakwestionowało pogląd, że "taryfy celne i kwoty importowe redukują dobrobyt społeczeństwa", a tymczasem nikt z wybitnych speców od ekonomii, badających problem, nie stwierdził, że np. wysokie cła w USA w XIX w. wpłynęły na oniżenie dobrobytu Amerykanów; w odpowiedziach badanych ekonomistów dominowało więc przekonanie, nie wiedza). Płace managerów w Polsce są wyższe od średniej krajowej 20-50 razy; tłumaczy się społeczeństwu, że muszą być ludzie bardzo bogaci, żeby biedniejszym żyło się lepiej, bo Ameryka, Niemcy, Japonia też tak robią. Nie mówi się tylko, że w dużych japońskich firmach(zatrudniajacych ponad 1000 osób) manager otrzymuje trzy do pięciu razy wyższą płacę od szeregowego pracownika. Szefowie Banku Światowego przyznali(M.Bruno, L.Squire, "Im większe nierówności zasobów, tym wolniejszy wzrost", 1996): "nasze badania nie potwierdzają szeroko podzielanego poglądu, że rządy stają przed alternatywą: równość czy wzrost. Najefektywniejsza okazała się polityka, która równocześnie promuje obie te rzeczy". Wystarczy zresztą spojrzeć na "cud gospodarczy" w  wykonaniu azjatyckich tygrysów. Anglia potrzebowała na podwojenie dochodu narodowego per capita aż 58. lat, a egalitarna Korea Pd.- jedenastu(zainwestowała w edukację i zdrowie, nie w płace kadry zarządzającej, być może nieumiejętność podjęcia takich działań jest przyczyną klęski ekonomicznej krajów Ameryki Południowej). Powielamy błędy? Powtarzamy lekcję, którą przerobili inni - ale powtarzamy razem z bykami, uważając je za konieczne. Powielamy też błędy  angielskiego systemu edukacyjnego, powielamy system testów, który wytresował młodych Amerykanów tak rewelacyjnie, że większość naukowców muszą oni importować spoza USA. Ale ich na to stać.</p>
<p>Nie jestem zwolenniczką egalitaryzmu w nauce czy kulturze. Chłam finansuje się sam. Kicz niech pozostanie w zasięgu mechanizmów wolnorynkowych. Edukacja - zgodnie z postulatem, wyrażonym w komentarzu Rojpliego - powinna dawać równe szanse. Trzeba sobie jednak zdawać sprawę z tego, że dzieci wychowane w domach, w których panuje kult wiedzy, nie życiowego cwaniactwa, którego efektem jest posiadanie "fury, skóry i komóry"  - mają o wiele większe szanse na zdobycie dobrego wykształcenia.  Właściwie miałyby, bo system testów skutecznie eliminuje perły, preferując przeciętniaków.  Renomowane uczelnie, chcąc pozostać w gronie najlepszych, wcześniej czy później wypracują własne kryteria naboru, żeby te perły wyłowić. Albo wypadną z rankingu. Nie zamkną też wydziałów humanistycznych - nie tylko zarządzanie i bankowość, nie tylko ekonomia(z różnymi przymiotnikami), nie tylko kierunki politechniczne będą dla nich ważne. Nadal będą kształcić etnologów i politologów. Po to, żeby potem co mądrzejsi ekonomiści wpadli wreszcie na pomysł,  że warto im płacić na tyle dobrze, żeby swój zawód wykonywali. Bo jest potrzebny. Dobry bibliotekarz to osoba, dzięki której ogromna część czyjejś pracy jest wykonywana szybciej i lepiej.</p>
<p>Kultura - nie ta masowa - nie sfinansuje się sama. Opery są dotowane. Nikomu nie przychodzi do głowy dziki pomysł(dziki, bo godny dzikusa), żeby sama się utrzymywała. Teatr eksperymentalny, film niekomercyjny, filharmonia, dobra książka - to luksusowe kochanki. Należy je utrzymywać dla rozkoszy, której nie da prostytutka. Wyrafinowania można uczyć, również konsumentów. A że konsumenci popu będą liczniejsi? Jedni wolą metresy, inni dziewczyny uliczne - i tych drugich jest znacznie więcej, sądząc z podaży. Martwi tylko bezczelność nieuków, którzy nie dość, że przechwalają się swoją niewiedzą, to jeszcze okazują pogardę tym, którzy ośmielają się mieć gust bardziej subtelny. Przeżywamy chyba kolejny najazd barbarzyńców. Czas się bronić.<br />
Ekonomiści - zwłaszcza młodzi - sądzą, że filozofowie, teatrolodzy, literaturoznawcy, muzykolodzy itp. są niepotrzebni, mogą być więc nędznie wynagradzani, jako że nie tworzą dochodu narodowego. Otóż tworzą, drodzy mlodzi panowie w pięknych garniturach, do których końskie okulary nijak nie pasują - to oni wpływają na jakość kształcenia Polaków, to oni budują w nich poczucie piękna, kształcą dobry gust, zmuszają do myślenia i polemik. To właśnie oni budują wam lepszy kapitał ludzki(jak to określacie), a lepszy kapitał daje większy zysk. Popatrzcie czasem na całość problemów społecznych, bo ekonomia jest tylko ich częścią. "Kochani ludożercy..."</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Bollywoodzkie LOL]]></title>
<link>http://humitum.wordpress.com/?p=17</link>
<pubDate>Mon, 07 Apr 2008 20:40:22 +0000</pubDate>
<dc:creator>Hum</dc:creator>
<guid>http://humitum.wordpress.com/?p=17</guid>
<description><![CDATA[Ola postanowiła zabrać mnie do kina na bollywoodzki film, w którym główną rolę grał najwięk]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Ola postanowiła zabrać mnie do kina na bollywoodzki film, w którym główną rolę grał największy amant indyjskiego kina, Shahrukh Khan. Była nas piątka: trzy ekspertki od Bolly, przyjaciółka Oli, która postanowiła sprawdzić, czy "Szaruk" faktycznie jest brzydki, ale bardzo męski i ja, który widziałem wcześniej bodaj dwa hity znad Oceanu Indyjskiego. Przed projekcją ogłoszono konkurs wiedzy o Bollywood. Spośród widzów, którzy szczelnie wypełnili dużą salę w poznańskim multikinie, wylosowanych miało zostać troje szczęśliwców, którzy po udzieleniu odpowiedzi na proste pytanie otrzymać mieli nagrodę-niespodziankę.</p>
<p>Jak to zwykle bywa, żartowaliśmy sobie, że byłoby śmiesznie, gdyby wylosowano mnie (jednego z nielicznych facetów na sali, mającego bardzo blade pojęcie o tematyce konkursu) albo wspomnianą przyjaciółkę Oli, która wiedziała jedynie, że główną rolę gra Shahrukh Khan. Kiedy prowadząca konkurs wylosowała miejsce Q23, nie od razu dotarło do mnie, że dowcip słowem się stał i los sprawił, że stanąłem przed szansą zdobycia nagrody... bądź też skompromitowania się przed kinową publicznością. Nie myśląc wiele pobiegłem w dół pod ekran.</p>
<p>Pierwsza z uczestniczek konkursu pytanie otrzymała banalne (też zamierzałem wybrać szóstkę!), drugie, choć kulinarne, byłoby dla mnie nie do odgadnięcia. Mnie zapytano o miasto stanowiące główny ośrodek produkcji filmów w Indiach. Myślałem już, że jestem ugotowany (choć pytanie nie było nadzwyczaj trudne i można było skojarzyć słowo "Bollywood" z nazwą miasta), ale stojąca obok zawodniczka podpowiedziała mi teatralnym szeptem prawidłową odpowiedź. I tak oto wygrałem dwa zaproszenia na film, które mogę wymienić na dwa bilety na dowolny seans. :)</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[PS Kocham Cię]]></title>
<link>http://humitum.wordpress.com/?p=15</link>
<pubDate>Fri, 22 Feb 2008 01:01:49 +0000</pubDate>
<dc:creator>Tum</dc:creator>
<guid>http://humitum.wordpress.com/?p=15</guid>
<description><![CDATA[Walentynki obrodziły w tym roku obficie - przynajmniej jeśli chodzi o premiery kinowe. Zaczęło s]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Walentynki obrodziły w tym roku obficie - przynajmniej jeśli chodzi o premiery kinowe. Zaczęło się dość wcześnie, bo już 18 stycznia. Wtedy na ekrany weszła produkcja Disneya "Zaczarowana". Sympatyczna opowieść o łamiącej stereotyp bezmózgiej księżniczki, oparta na ciekawym pomyśle połączenia dwóch światów: bajkowego i realnego. Akcja rozgrywa się w Nowym Yorku, filmowego amanta gra Patrick Dempsey (znany w Polsce głównie z serialu "Chirurdzy"), księżniczka Giselle (grana przez Amy Adams, nominowaną za tę rolę do Złotego Globu) ma suknie ślubną wielkości M1, fabuła jest lekka, łatwa i przyjemna, a całość tworzy potrawę całkiem smaczną. Nie mamy może do czynienia z smażonym na złoto łososiem, ale do najlepszej na świecie bitej  śmietany z Białegostoku spokojnie można ten film porównać. Może i jest przewidywalny, ale nawet jego nieskomplikowana fabuła zapewnia 107 minut dobrej rozrywki, po której widz nie czuje zażenowania i z uśmiecham na ustach wychodzi z sali.</p>
<p>Kolejnym filmem, który - obserwując kolejki do kas biletowych - stał się walentynkowym przebojem, jest polska produkcja "Lejdis". Przyznam się, że nie byłam zachwycona pomysłem nakręcenia babskiej wersji "Testosteronu". Jakoś trudno było mi sobie wyobrazić 5 kobiet siedzących przy winie i narzekających na facetów. Zwiastun tylko potwierdził moje obawy. Aż tutaj nagle niespodzianka. Poszłam do kina i przez dwie godziny oglądałam bardzo interesujący obraz współczesnej kobiety. Oczywiście, dla większości widzów jest to przede wszystkim kopalnia dobrych dowcipów (mój ulubiony dotyczy Maseraka), dobra gra aktorska (zapewne nie bez znaczenia jest to, że w końcu kobiety miały co zagrać, a ich obecność na ekranie nie ograniczała się do falowania biustem, odrywania roli materaca, noszenia markowych ciuchów i przegryzania marchewki w międzyczasie). Dla mnie to udana żonglerka stereotypami, a także dowód na to, że nie wszystkie filmowe niewiasty muszą cierpieć na syndrom Magdy M. (i mieć dylematy typu: wybaczyć Piotrowi jutro czy w przyszłym tygodniu). Chociaż przyznam się szczerze, że jeśli bohaterki "Mody na sukces" nosiłyby ubrania Korby, jednej z bohaterek, byłabym skłonna uznać, że serial ten zasługuje na Oscara ;)</p>
<p>Ostatnim filmem z fali walentynkowej, który zobaczyłam, było "PS Kocham Cię". I tak sobie myślę, że można ten obraz porównać do najsmaczniejszej potrawy, jakiej miałam okazję spróbować w tym roku, czyli do potrawki tureckiej zrobionej przez tatę Huma. Niby składniki wszystkim dobrze znane - miłość, dobry humor, znani aktorzy (Hilary Swank, Dean Winters, Lisa Kudrow, Kathy Bates), przyjemna muzyka, ciekawa historia - ale sposób połączenia tych elementów, sprawia, że mamy wrażenie obcowania z dziełem sztuki. Okazuje, że sekret tkwi w ogórkach kiszonych, a dokładnie w proporcjach. Można by nakręcić strasznie smutny film o żałobie, o utraconej miłości, w którym wdowa z rozpaczy zamyka się w domu i tylko wspomnienia trzymają ją przy życiu. Gdyby dodać do tego wątek o uzależnieniu od alkoholu i narkotyków, to film zapewne dostałby wszystkie możliwe nagrody na polskich festiwalach i zyskał status arcydzieła. Film Richarda LaGravenese jest wyjątkowy właśnie dlatego, że temat żałoby potraktowany jest naturalnie. Oczywiste jest to, że każda śmierć jest tragedią, że trudno ułożyć sobie życie na nowo, ale żałoba kiedyś się kończy. I to jest właśnie film o pożegnaniu, które jest początkiem nowego życia. Strasznie banalnie to zabrzmiało, ale (na całe szczęście) to nie ja pisałam scenariusz tego filmu i jest on wolny od nieznośnego moralizatorstwa, banałów i taniego romantyzmu. A jego największą siłą jest fakt, że każdy widz odbierze go na swój sposób. Ja płakałam chyba z 5 razy. Kto da więcej? ;)</p>
<p>I na tym kończy się mój przegląd walentynkowego kina. Już niedługo nowy film z Johnnym Deppem - mam nadzieję, że już od niedzieli laureatem Oscara. Póki co, wracam zaś do świata baroku. ;)</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Jeszcze o inteligentach i kulturze masowej]]></title>
<link>http://humitum.wordpress.com/2008/01/10/jeszcze-o-inteligentach-i-kulturze-masowej/</link>
<pubDate>Thu, 10 Jan 2008 02:12:09 +0000</pubDate>
<dc:creator>Hum</dc:creator>
<guid>http://humitum.wordpress.com/2008/01/10/jeszcze-o-inteligentach-i-kulturze-masowej/</guid>
<description><![CDATA[Mówiąc krótko: ważniejsze niż to, co inteligent czyta (ogląda, słucha itd.), jest świadomoś]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Mówiąc krótko: ważniejsze niż to, co inteligent czyta (ogląda, słucha itd.), jest świadomość, z jaką to robi. Gdyby mojej "starej" przyszło do głowy poklaskać u Rubika (na szczęście nie miewa takich pomysłów ;) ), nie uznałbym jej za idiotkę - ona doskonale wie, że to nie jest Haendel, a po koncercie wróciłaby do słuchania swoich (przepięknych!) rosyjskich romansów. Jeśli mam czasem ochotę na humor w typie <i>American Pie</i>, to nie znaczy, że zapominam o liryzmie, subtelności i niepowtarzalnym uroku <i>Kabaretu Starszych Panów</i>, których uwielbiam. Nie to odróżnia prawdziwego smakosza od krowy, że nie trawi celulozy, lecz to, że odróżnia trawę od szpinaku.</p>
<p>Rzecz jasna można kultury masowej po prostu nie lubić i dlatego jej unikać, trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że daleko częściej spotyka się pozę, która każe odrzucić wszystko, co nie jest "klasyczne" i "wysokie". Do niczego nie trzeba się zmuszać, trudno jednak nie zauważyć, że kultura masowa i wysoka przenikają się nawzajem i trudno w pełni czerpać z jednej, nie mając pojęcia o drugiej. Jeśli inteligent już coś powinien (i jeśli ja mogę się na temat powinności inteligenta wypowiadać), to orientować się w rzeczywistości, która go otacza i starać się ją rozumieć, a nie odgradzać się od niej szczelnym murem. Diabeł zaś tkwi... w proporcjach.</p>
<p>PS Nie zgadzam się tylko z często powtarzanym sloganem, że wszystko trzeba przeczytać, przesłuchać i obejrzeć od początku do końca, by móc stwierdzić, że jest to kiepskie. Tak jakby ocenianie Harlequina po okładce było wielką głupotą.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Inteligent a Bollywood?]]></title>
<link>http://humitum.wordpress.com/2008/01/10/inteligent-a-bollywood/</link>
<pubDate>Thu, 10 Jan 2008 01:40:34 +0000</pubDate>
<dc:creator>Tum</dc:creator>
<guid>http://humitum.wordpress.com/2008/01/10/inteligent-a-bollywood/</guid>
<description><![CDATA[Na dobry nastrój dobra jest zupa z bobra, a jeszcze lepsza jest zupa z wieprza - tak zwykła mawia]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><i>Na dobry nastrój dobra jest zupa z bobra, a jeszcze lepsza jest zupa z wieprza</i> - tak zwykła mawiać bliska mi osoba. Niestety, polowanie na mojego wieprza nadal trwa, a ja, zmuszona do podjęcia radykalnych kroków, postanowiłam sprzedać mój zły humor - całkiem tanio. Niestety, zjawił się tylko jeden nabywca (na dodatek niewypłacalny), więc jako kobieta pracująca poszłam po rozum do głowy i zwołałam w pokoju współlokatorek sabat czarownic. Cel - słodka chwila zapomnienia.  Wykorzystane zaklęcie: <i>Kabhi Alvida naa Kehna</i>. Dobry nastój - przywrócony.</p>
<p>Tak, przyznam się bez bicia - lubię filmy z Bollywood. Ba, powiem więcej, cenię je. Cenię za szczerość, pasję, prawdę i naiwność. Doceniam to, że znam zakończenie, zanim minie 15 minut filmu. Nie przeszkadza mi przerysowana gra aktorów, banalne dialogi. Dlaczego? Hum powiedział kiedyś, że filmy z Bollywood są dziwne, gdyż pomimo tego, że opowiadają banalne historie, pojawiają się w nich sceny, na które niejeden hollywoodzki reżyser nigdy by się nie odważył w błahej z pozoru historii. Nie kończą się klasycznym "żyli długo i szczęśliwie", ale przekonują widza, że nie ma szczęścia i spełnionej miłości, jeśli zostały zbudowane na czyjejś krzywdzie.</p>
<p>Banalne to, przewidywalne... i tanie. Ale jestem kobietą i będę bronić swojego prawa do <i>Mody na Sukces</i>, Bollywood i kilogramów lodów orzechowych zjadanych w ciągu jednej nocy...</p>
<p>Dziś na zajęciach z historii ustroju usłyszałam, że postępowanie, zainteresowania i styl życia inteligenta powinny różnić się od modelu prezentowanego przez większość społeczeństwa. Czy to oznacza, że mam przestać czytać plotki, oglądać komercyjne filmy i śpiewać w samochodzie kiepskie piosenki, których słowa przyprawiają mnie o mdłości? Czy inteligent to koniecznie człowiek poważny, zdystansowany i negatywnie nastawiony do kultury masowej? Jeśli tak, to ja wracam do lodów orzechowych i z cynicznym uśmiechem patrzę na wzorcowych inteligentów, którzy nie wiedzą jak wspaniałym polem do badań jest kultura masowa...</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Cechy których mojstary chciałby się pozbyć.]]></title>
<link>http://mojstary.wordpress.com/2007/11/24/cechy-ktorych-mojstary-chcialby-sie-pozbyc/</link>
<pubDate>Sat, 24 Nov 2007 15:50:56 +0000</pubDate>
<dc:creator>mojstary</dc:creator>
<guid>http://mojstary.wordpress.com/2007/11/24/cechy-ktorych-mojstary-chcialby-sie-pozbyc/</guid>
<description><![CDATA[ Wbrew pozorom mojstary nie jest idealny, ale nie ma z tego powodów jakiś kompleksów&#8230;
Indy]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p> Wbrew pozorom mojstary nie jest idealny, ale nie ma z tego powodów jakiś kompleksów...<!--more--></p>
<p><strong>Indywidualizm</strong> - Zastanawiam się czy nie byłoby lepiej jakbym był próżny i ograniczony tak jak większość otaczających mnie osób w moim wieku, ubierałbym się według trendów dyktowanych przez kolorowe szmatławce, słuchałbym mózgojebnej muzyki, miał w dupie cały świat, czas spędzałbym na imprezowaniu i gadaniu o dupach. Nosiłbym takie same ubrania co 3 znajomy, a co 2 przechodzień na ulicy, moje zdanie opierałoby się na tym co mówią koledzy i tym co pokazuje telewizja, zainteresowania nie odbiegałyby od tego czym na co dzień jarają się wszyscy.<br />
Tak po prostu, nie wychylać się poza cień innych, stać w równym szeregu, wpasowany w ich zasady i opinie. Dużo mówić o modzie, życiu innych i zaznaczać swoją naginaną oryginalność - taka jest prawda, osoby które mówią najwięcej o oryginalności swojego stylu są najmniej oryginalne.<br />
Przypomina mi się dziewczynę którą pamiętam jeszcze z czasów gimnazjum, pamiętam jak dziś. Stała sama pod ścianą, miała poszarpane dżinsy, gdzie nie gdzie wyglądające jakby ubrudzone z farby, spod swetra - który wydawał się jakby ktoś przewrócił się na nią i trzymając za środek runął o ziemię - wystawała biała koszulka na ramiączkach, włosy przypominały dzisiejsze fryzury emo (na prawdę nie lubię tego słowa i tego określenia, bo kurwa nie wiem jak je odmieniać nawet), ale było to tak dawno, że takie określenie a raczej subkultura jeśli tak to można nazwać nie istniały albo nie były jeszcze tak popularne. Te bezguście stojące same pod ścianą było oryginalne, ubrania były zrobione przez nią samą, nikt nie miał takich samych a nawet w małym stopniu podobnych do jej, możliwe, że wyrażała się przez te ubrania, możliwe, że nie było jej stać na modne ubrania, możliwe, że te ubrania były cenniejsze niż te wszystkie z sklepowych witryn w centrum bo włożyła w nie serce. Ale dlaczego stała sama? Czy oryginalność w takim razie nie jest oryginalna a jest dziwactwem i powoduje alienacje? Więc w takim razie czy istnieje oryginalność?</p>
<p>Przyznam, że nie oglądam kolorowych czasopism, co najmniej mogę wymienić nazwy gazet których nigdy nie kupię dla siebie. Wybierając ubrania po prostu idę do sklepu i kupuję co mi sie podoba, czy to osobiście czy to przez internet zawsze tak samo to wygląda i wszystkie ubrania które kupuje muszą mi się w pełni podobać bo poco kupować ubrania tylko dla znaczka i dla wpasowania się w obecną modę skoro ta moda odejdzie tak jak każda inna. Po niej przyjdzie nowa jeszcze bardziej popierdolona od poprzedniej.<br />
Pamiętam kiedy kupiłem swoje pierwsze begi (mam je w szafie do dzisiaj), pamiętam od jakich płyt zaczynałem przygodę z hip hopem, pamiętam pierwsze wlepki i pierwsze zniechęcenia przy tagowaniu.<br />
To samo, ta sama moda dotyczy innych aspektów życia: muzyki - gdzieś na początku 2004 roku nastąpił ogólnospołeczny zachwyt hip hopem, wszyscy zaczęli słychać i tworzyć tą muzykę tylko, że ten zapał do tej muzyki stopniowo wygasił się i pozostali Ci którzy słuchali tej muzyki wcześniej, ubrania - to co dzisiaj jest modne, jutro albo pojutrze zostanie zasypane nową jeszcze bardziej odrzucającą kolekcją, myślenie - klepanie zasłyszanych frazesów, uczenie się nie pamięć jakiś mądrych sentencji, aforyzmów, złotych myśli i zaniedbywanie tego co w życiu najważniejsze.</p>
<p>Zabijanie własnej osobowości jest proste i może być bardzo szybkie, życie będzie łatwiejsze, nie będziemy musieli podejmować żadnych decyzji, inni pokarzą nam drogę, będziemy dobierać się według utartych norm bez względu na to co bieżące kroki nie przeczą naszym własnym, dawnym zasadom.  Będziemy nawet tak samo śnić. Osoby które będą się różnić chociaż trochę od nas będą frajerami. Przyzwyczaić się do życia w którym nie podejmujemy żadnych decyzji, będziemy mówić tylko to co inni chcą rezygnując z człowieczeństwa w którym zamyka się m.in wolna wola. Bo przecież o to, aby wszyscy byli równi… wiedzą i spostrzeżeniami.</p>
<p><strong>Duma</strong> - jestem dumny, a może zbyt dumny by płaszczyć się przed kimś, by udawać, by pracować w Anglii i szorować kible, by przeprosić i przyznać się do swojego błędu.<br />
To ostatnie przynosi mi najwięcej problemów szczególnie jeśli byłem pewniejszy swojego niż wszyscy inni. Słowem polaczek prawdziwy, wychodzę z założenia, że jestem nieomylny i wolę puścić mój brak racji mimochodem i nawet jeśli miałoby mnie skręcić nie przyznam się do błędu. Zbyt dumny, żeby pracować na obczyźnie i myć kible - wielka kasa to tylko wabienie idiotów, po powrocie do Polski musiałbym odpowiedzieć na pytanie kim tam byłem i co robiłem, powiedzieć rodzinie, dziewczynie, że myłem kible albo szorowałem gary, chwytałem się pracy której nie chciał żaden murzyn albo żółtek. Byłem jak szmata, poniewierany przez ludzi którzy potrafili mnie zatrudnić do najcięższej pracy jaka tylko istnieje.</p>
<p><strong>Uprzedzenie</strong> - nie trzeba zaznaczać, że osoby które mają otwarte umysły odnoszą największe sukcesy nie tylko zawodowe ale także osobiste. I nie ma tutaj się nad czym rozpisywać, uprzedzenie a właściwie blokada przed nowym, dotąd nieznanym powoduje zawężenie ludzkiego myślenia i ograniczanie się do już przetartych drug. Ci którzy byli pionierami w nieznanych dziedzinach dorobili się majątków i sławy którą starają się pomnożyć inwestując w kolejne ciemne sfery.</p>
<p><strong>Współczucie</strong> - budzi się we mnie od czasu do czasu ale też umiarkowanie i nie dla wszystkich, nie mam go w sobie dla osób które świadomie spierdoliły sobie życie, ale jest dla osób które nie z własnej winy wpadły w bagno i nie siedzą z założonymi rękami ale próbują sie z niego wydostać.<br />
A niby dlaczego współczuję tym osobom i chciałbym w miarę własnych możliwości pomóc? Przecież nie są z mojej winy w tym bagnie. Świat rozpędził się i nabrał takiego tempa, że słabsi odpadają, ludzie którzy przez tysiące lat ewoluowali zaczynają wracać do korzeni i stają się ponownie zwierzętami, życie w obecnym świecie znowu jest dyktowane przez prawa dżungli gdzie osobniki najsłabiej przygotowane do życia giną i spadają na samo dno. Świat w którym zobojętnienie i bierność jest na porządku dziennym.<br />
Czas który marnujemy na pomaganie innym i ten cały skurwiały humanitaryzm możemy przecież spożytkować na budowanie swojej pewnej, nienaruszalnej pozycji - takiej z której nie będziemy mogli wpaść do bagna - prosty wniosek:<br />
bezowocnie pomagając innym tracimy swój czas i możemy także wpaść do tego bagna,<br />
niepomagając innym budujemy swoją pozycje i w najgorszym przypadku oni dotkną ziemi ale tym razem bez nas.</p>
<p><strong>Ambicje</strong> - spotykam coraz mniej młodych osób które rozpaczają nad czymś innym niż sprawy sercowe, przez ostatnie czas spotkałem może kilka osób którym nie odpowiadała sytuacja w której się znajdowały - <em>wszystkim się tak dobrze żyje?</em> - ze względu na to, że ich ambicje były wyższe niż to do czego obecna droga ich prowadziła, bo mieli i mają jakieś plany na przyszłość, wierzą w to, że kiedyś wszystko to co założyli sobie gdzieś na początku własnych drug zrealizują. Prawda jest smutna, bo wiele osób które dzisiaj wykładają chemie w Tesco albo kradną radia z samochodów miało ambicje i zapał większy niż niejeden z tych którzy dosięgli szczytu. Ci drudzy po prostu żyli, nie przejmowali się przyszłością i tym gdzie zajdą, po prostu chwytali dzień a zaszli tak daleko tylko dzięki przypadkowi, łudzie szczęścia czy znajomościach - ale nie dla każdego tak bywa.<br />
Czy może nie warto mieć ambicji? bo przecież brak ambicji znieczuliłby nas na sytuacje w jakiej się znajdujemy i ewentualnie w jakiej możemy się znaleźć za kilka dni, miesięcy czy lat? Przytłumiłby jakieś niepowodzenia te drobne i te wielkie. Oszczędziłby nam chorób psychicznych, schizofrenii, nerwicy.</p>
<p>Gdzieś w środku gimnazjum postawiłem sobie jakieś cele, początkowo niewielkie niewybiegające dalej niż powiedzmy 2 lata, po ich zrealizowaniu pojawiły się nowe i kolejne. Teraz już moje myśli wybiegają dużo dalej i z każdym dniem do tego plecaka z marzeniami, ambicjami i pragnieniami wkładam nowe pomysły na życie. Obawiam się, że kiedyś ten plecak przeważy na mnie i przygniecie mnie, nie będę potrafił wstać, to co sobie postanowiłem będzie ciążyć na mnie jeszcze bardziej bo będzie do mnie dochodzić to, że nie jestem w stanie zrealizować wszystkiego co postanowiłem,</p>
<p><strong>Szczerość </strong>- Utarło się przekonanie, że każdy chce mieć szczerych przyjaciół bo kto takich nie chce mieć? ale czy tak na prawdę szczerość nie jest powodem konfliktów ludzkich? Czy szczerość nie przynosi nam najwięcej problemów, szczerym warto być w błahych spławach lub w momentach kiedy 2 osoba jest na to gotowa i ustawia nas pod ścianą, ale w momencie kiedy mówimy osobie bez kompleksów co o niej sądzimy - pół biedy, ale jeśli mówimy to samo osobie która ma inne podejście do siebie? możemy liczyć na to, że w trybie nagłym odsunie się od nas.<br />
Tak więc czy warto być szczerym wobec innych? Czy kłamstwo nie jest łatwiejszym wyjściem? Oszczędzi nam tej całej przyczynowo-skutkowej sytuacji, problemów, niepotrzebnych rozmów i kłótni, krzywych spojrzeń i dodatkowych wrogów - dodatkowych bo jak wiadomo nikt nie jest sam na tych cholernym świecie i ludzie potrafią sie jednoczyć w nienawiści osiągając niesamowitą zgodność myśli jak w żadnej innej sytuacji czyniąc nas wrogiem społecznym numer jeden.</p>
<p>Więc czy nie warto być częściej dwulicowym lub chociaż "gorszą część prawdy" przemilczeć? bo tak na prawdę mało kto dzisiaj docenia to, że jest się szczerym, każdy mówi o tym jak ważna jest szczerość w związku 2 partnerów (nie koniecznie darzących się tymi wyższymi uczuciami) ale nikt nie porusza tematu jakim są konsekwencje szczerości. Dwulicowość - wszystko wydaje się dobrze, osoba myśli, że jesteśmy wobec niej szczerzy a to w rzeczywistości tylko wierzchołek góry lodowej i fragment tej "prawdy właściwej".<br />
Trudno mi zliczyć ilość sytuacji w których byłem szczery i ile razy miałem przez to problemy ilość sytuacji w których byłem tym złym bo powiedziałem o kilka słów za dużo. Jak w powracającej chorobie jestem szczery i wciąż parzę się na tym. Kłamstwo też jest wybitną sztuką, należy kłamać tak by osoby okłamywane nie zorientowały się w czym leży rzecz i przez to nie straciły do nas zaufania.<br />
Całość nakreśla dość wyraźne błędne koło- bycie szczerym może doprowadzić do zgrzytu a nieumiejętne kłamstwo do utracenia zaufania.</p>
<p><strong>Kultura</strong> -</p>
<blockquote><p><em>-Przesunie się pan?!?<br />
-Gdzie?<br />
-No przesuń się pan!!<br />
-Podeptałaś mnie, zdeptałaś moje nowe buty swoim brudnymi łapami.<br />
-Bo próbuję, przejść żeby sobie usiąść<br />
-Kurwa, wiecznie siedzieć - w tramwaju siedzieć, w autobusie siedzieć - tylko emigrujecie do chuj wie gdzie i płaszczycie wszędzie dupy.<br />
-Jakby się pan przesunął to by nie było problemu.<br />
-Pokarz mi gdzie mam się przesunąć, pokarz mi to wolne miejsce w które mam się przesunąć bo kurwa nie widzę?<br />
-Yyy...<br />
-No właśnie kurwa, teraz masz mnie przeprosić...</em></p></blockquote>
<p>Dlaczego mam szacunek dla ludzi, mimo, że mogę ich obrażać nie robię tego, mimo, że mam możliwość określenia ich w niewyszukanych słowach a jednak tego nie robię, daję sobie wchodzić na głowę tylko dlatego, że zostałem wychowany w taki sposób i od najmniejszych lat byłem uczony szacunku do innych. Szczególnie dla osób dorosłych, które wykorzystują to dość często, w chwili kiedy przeciwstawię się komuś lub powiem co sądzę o danej rzeczy od razu zostaję zwymyślany od "chamskiej młodzieży".</p>
<p><strong>Poczucie odpowiedzialności</strong> - za innych, za rodzinę, za znajomych, za powierzone tajemnice i drobne rzeczy. Dodatkowe obarczanie człowieka niepotrzebnymi informacjami, stwarzanie kolejnych problemów tylko po co? jesteśmy uczeni jej od najmniejszych lat odpowiedzialności. Odpowiedzialność świadczy o naszej dorosłości psychicznej ale po co to wszystko? Dlaczego mamy być odpowiedzialni za kogoś, skoro wszyscy mają być odpowiedzialni to niech będą odpowiedzialni za siebie, po raz kolejny nie interesujmy się innymi, niech każdy żyje na swój sposób a my nie ingerujmy w jego byt.</p>
<p><em>Czy człowiek który może przeżyć w dzisiejszym świecie, nie obciążony zbędnymi balastami które przeszkadzają mu w wzbiciu się na wyżyny to ten który nie ma ambicji, jest nieszczery, niekulturalny, dumny, uprzedzony i oschły? Człowiek idealny nie jest wcale człowiekiem?</em></p>
]]></content:encoded>
</item>

</channel>
</rss>
