<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><!-- generator="wordpress.com" -->
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	>

<channel>
	<title>krotki-przeglad-dlugich-ksiazek &amp;laquo; WordPress.com Tag Feed</title>
	<link>http://wordpress.com/tag/krotki-przeglad-dlugich-ksiazek/</link>
	<description>Feed of posts on WordPress.com tagged "krotki-przeglad-dlugich-ksiazek"</description>
	<pubDate>Sat, 17 May 2008 02:37:05 +0000</pubDate>

	<generator>http://wordpress.com/tags/</generator>
	<language>en</language>

<item>
<title><![CDATA[Tom Standage: "Historia świata w sześciu szklankach"]]></title>
<link>http://krotoszynski.wordpress.com/?p=188</link>
<pubDate>Thu, 20 Mar 2008 11:14:00 +0000</pubDate>
<dc:creator>Michał Krotoszyński</dc:creator>
<guid>http://krotoszynski.wordpress.com/?p=188</guid>
<description><![CDATA[HISTORIA ŚWIATA W SZEŚCIU SZKLANKACH (Tom Standage, 2005, tyt. oryg. A History of World in Six Gla]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p ALIGN="justify"><strong>HISTORIA ŚWIATA W SZEŚCIU SZKLANKACH (Tom Standage, 2005, tyt. oryg. A History of World in Six Glasses, tłum. Anna E. Eichler i Piotr J. Szwajcer)</strong></p>
<p ALIGN="justify">Jeżeli spytacie mnie o najbardziej niezwykłą periodyzację dziejów - to bez cienia wątpliwości wskażę na tę zaproponowaną przez Toma Standage'a. Trzeba mieć tupet i poczucie humoru, by historię świata podzielić nie według bitew, władców czy dominującej ekonomii - a według tego, co człowiek ma w szklance. Tak jednak właśnie czyni ów Szalony Periodyzator, tnać nasze dzieje na - kolejno - erę piwa, wina, whisky i rumu, kawy, herbaty i coli. Opisując historię każdego z trunków, Standage znajduje czas na kilka zabawnych anegdot: dowiemy się więc, że colę sprzedawano pierwotnie w aptekach, kawie wytoczono w dziejach przynajmniej dwa procesy, a na jednej ze słynnych piramid widnieje starożytne graffiti głoszące, że byli tam "pijacy Menkaury". I takie drobne ciekawostki, takie michałki, takie mało istotne, ale błyskotliwe przyjemnostki są największą zaletą tej książki. Może w niej razić upór i jednostronność z jakim autor stara się tłumczyć ważkie wydarzenia takim czy innym napojem; Polaków i Rosjan musi zaś boleć zupełny brak wódki. Ale robi błąd ten, kto tę książkę traktuje poważnie: to przecież tylko zbiór selektywnie dobranych i przedstawionych faktów, okraszonych smacznym humorem i lekkim w lekturze stylem. Po co więc ta książka? Chyba po to, by przy kieliszku móc zabłysnąć ciekawą anegdotą - jak pokazuje Standage tak także tworzy się historię ludzkości.<BR></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Mirka Szychowiak "Dżudżudżudżu"]]></title>
<link>http://krotoszynski.wordpress.com/?p=187</link>
<pubDate>Sun, 16 Mar 2008 16:01:10 +0000</pubDate>
<dc:creator>Michał Krotoszyński</dc:creator>
<guid>http://krotoszynski.wordpress.com/?p=187</guid>
<description><![CDATA[Wiersz do przeczytania TUTAJ.
Mirka Szychowiak - która, czym zawsze się chwalę, publikowała kied]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Wiersz do przeczytania <a HREF="http://www.poezja-polska.art.pl/stary/new/debiuty.php?users_id=3760&#38;str=3">TUTAJ</a>.</p>
<p ALIGN="justify">Mirka Szychowiak - która, czym zawsze się chwalę, publikowała kiedyś także w Periodyku - ma już na swoim koncie debiutancki tomik i licznych czytelników, zwłaszcza w internetowym kręgach. Wiersz "Dżudżudżudżu" (link powyżej) ulubiłem sobie szczególnie; co mnie tu zachwyca, to język i tempo przekazu. Wiersz nie jest może pośpieszny, ale czuć w nim ciągły ruch, zmiany tempa, wicie się i kotłowanie; słowa kręcą się po kartce jak stado <i>ruszaków</i>. Zachwyca mnie też język, pozbawiony wzniosłości, przyziemny i codzienny - ale nie zwyczajny. Dzięki niemu przekaz jest autentyczny, nie widać też - tak częstej u innych autorów - pracy nad estetyką wiersza; tu swoiste piękno powstaje mimochodem i jest odmiennego rodzaju. Tu, pomiędzy <i>"Póki nie/ odkurwi się hotel nowy świat od strychu po piwnicę."</i> a <i>"z uwagi na gwałt zbiorowy, w którym przypadła mi/ rola ofiary"</i>, mamy jak na dłoni całe bogactwo słownictwa, całą rozmaitość językową, tak charakterystyczną dla autorki. Tak jak gleba jest pełna interesujących stworzeń, tak język Mirki Szychowiak bogaty jest w zdania ciekawe i cieszące oko.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Ryszard Kapuściński: "Heban"]]></title>
<link>http://krotoszynski.wordpress.com/2008/01/06/ryszard-kapuscinski-heban/</link>
<pubDate>Sun, 06 Jan 2008 14:38:52 +0000</pubDate>
<dc:creator>Michał Krotoszyński</dc:creator>
<guid>http://krotoszynski.wordpress.com/2008/01/06/ryszard-kapuscinski-heban/</guid>
<description><![CDATA[HEBAN (Ryszard Kapuściński, 199  
&#8220;Ten kontynent jest za duży żeby go opisać. To istny oc]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><strong>HEBAN (Ryszard Kapuściński, 1998)</strong></p>
<div ALIGN="justify"><i>"Ten kontynent jest za duży żeby go opisać. To istny ocean, osobna planeta, różnorodny, przebogaty kosmos. Tylko w wielkim uproszczeniu, dla wygody, mówimy - Afryka. W rzeczywistości, poza nazwą geograficzną, Afryka nie istnieje."</i> - tak Ryszard Kapuściński rozpoczyna "Heban". "Heban", czyli niezwykły kolaż afrykańskich krajobrazów, kultur, mitów i opowieści, zbiór punktów widzenia i pojedynczych obrazów. To książka złożona z drobnych anegdot i podstawowych uwag, pasujących jednak do tej przestrzeni, w której nie idee rewolucjonizują życie -  tu zmienia się ono za pomocą czegoś tak banalnego jak plastikowy kanister. W Afryce bowiem rzeczy podstawowe - cień, woda, miska ryżu - decydują o życiu lub śmierci; to książka o tej niezwykłej biedzie, o wojnach toczonych o żywność i leki i o tym jak wiele ma Europa - i jak trudno jej się tym podzielić. Jednocześnie jednak - zdaje się mówić Kapuściński - krzywda, jaką biały człowiek wyrządził czarnej Afryce czyni go za ten kontynent odpowiedzialnym; tylko ktoś kto tej biedy nie widział, może o niej myśleć obojętnie. Tak trzeba patrzeć na "Heban": to nie opowieść geopolityczna czy historyczna, a książka o nędzy drugiego człowieka.  Trzeba ją więc czytać z wielką pokorą i świadomością własnego szczęścia; zrozumieć coś - to już jakiś początek.</div>
<p><br></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Helen Langdon: "Caravaggio"]]></title>
<link>http://krotoszynski.wordpress.com/2007/12/29/helen-langdon-caravaggio/</link>
<pubDate>Sat, 29 Dec 2007 00:23:11 +0000</pubDate>
<dc:creator>Michał Krotoszyński</dc:creator>
<guid>http://krotoszynski.wordpress.com/2007/12/29/helen-langdon-caravaggio/</guid>
<description><![CDATA[CARAVAGGIO (Helen Langdon, tyt. oryg. Caravaggio: A Life) 
Michelangelo Caravaggio był nie tylko w]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><strong>CARAVAGGIO (Helen Langdon, tyt. oryg. Caravaggio: A Life) </strong></p>
<p ALIGN="justify">Michelangelo Caravaggio był nie tylko wielkim i udanym malarzem; był także ciekawą postacią. W swoim krótkim życiu zdołał namalować kilka arcydzieł, zapoznać kilka prostytutek i umieścić kilka prostytutek na swych arcydziełach; jako zaś, że malował głównie przedstawienia religijne, to wywołał też parę skandali. Był natury porywczej i łatwo ulegał frustracji; u szczytu sławy zabił w kłótni człowieka i został za to obłożony przez papieża karą śmierci. Ścigany, uciekał i jego życie do końca wisiało na włosku. Z ludźmi takimi jak Caravaggio ciężko jest wytrzymać - przyjemnie jednak o nich czytać, bo ich życie to jeden wielki western, kryminał i opowieść zbójnicka. Tak właśnie czyta się biografię Helen Langdon, biografię wzbogaconą jednak o analizę obrazów włoskiego malarza. Langdon jest często niezwykle stanowcza w swych niepewnych sądach - trzeba więc jej interpretacje przyjmować z dystansem - nie można jednak odmówić jej pisarskiego talentu. Napisać ciekawie biografię ciekawego człowieka - to wcale nie tak łatwa sprawa.</p>
<p><BR></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Kinga i Chopin: "Prowadził nas los. Autostopem dookoła świata"]]></title>
<link>http://krotoszynski.wordpress.com/2007/10/28/kinga-i-chopin-prowadzil-nas-los-autostopem-dookola-swiata/</link>
<pubDate>Sun, 28 Oct 2007 21:48:49 +0000</pubDate>
<dc:creator>Michał Krotoszyński</dc:creator>
<guid>http://krotoszynski.wordpress.com/2007/10/28/kinga-i-chopin-prowadzil-nas-los-autostopem-dookola-swiata/</guid>
<description><![CDATA[PROWADZIŁ NAS LOS. AUTOSTOPEM DOOKOŁA ŚWIATA (Kinga Choszcz i Radosław &#8220;Chopin&#8221; Siud]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p ALIGN="justify"><strong>PROWADZIŁ NAS LOS. AUTOSTOPEM DOOKOŁA ŚWIATA (Kinga Choszcz i Radosław "Chopin" Siuda, 2004)</strong></p>
<p ALIGN="justify">Świat jest wielki, przepastny i nieodkryty i zdaniem wielu to właśnie powód, aby go zobaczyć. Można opłacać się biurom podróży i przewodnikom; można jednak - tak jak Kinga i Chopin - zdać się na los i dać się porwać przygodzie. Para ta wyruszyła z domu z jednym celem: zwiedzić świat i uczynić to w najlepiej im znany, a więc i najpewniejszy sposób - autostopem. Gdy rozpoczynali wędrówkę mieli w kieszeniach niewiele więcej ponad sto dolarów; mieli jednak wiarę w to, że to nie pieniądze będą ich biletem. Ta wiara towarzyszyła im w samochodach, samolotach i na pokładach statków; z nią płynęli barkami i z nią jechali na rowerach. Tak zjeździli pięć z siedmiu kontynentów, widząc przy tym to wszystko, czego nie sposób zobaczyć z okna hotelu. Po drodze pisali dziennik, na bazie którego powstała ta książka; książka, nagrodzona w 2004 roku najważniejszą polską nagrodą przyrodniczą - Kolosem. Ta książka to jednak więcej niż przewodnik po świecie: to książka o tym, że świat, choć olbrzymi i nieznany, jest miejscem ciepłym i opiekuńczym - jeśli mu tylko zaufać. A jeśli zaufać ludziom i wierzyć w nich mimo, że czasem zawodzą, to okaże się, że człowiek to w rzeczywistości istota dobra. Że ludzie chętni są do pomocy i że często czynią to beznteresownie; a przede wszystkim, że najważniejszą z ludzkich cech jest zaufanie. Póki ufasz drodze, którą idziesz, - zdają się mówić Kinga i Chopin - ta zawsze cię dokądś zaprowadzi.</p>
<p><BR></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[KaJeTan: "Za`Krzy?Wi*onE Zwie!rCI@dŁ.O"]]></title>
<link>http://krotoszynski.wordpress.com/2007/10/26/kajetan-zakrzywione-zwiercidlo/</link>
<pubDate>Fri, 26 Oct 2007 15:19:22 +0000</pubDate>
<dc:creator>Michał Krotoszyński</dc:creator>
<guid>http://krotoszynski.wordpress.com/2007/10/26/kajetan-zakrzywione-zwiercidlo/</guid>
<description><![CDATA[Tekst do przeczytania TUTAJ
Drugi tekst autora w historii magazynu Action Mag i pierwszy, który za]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Tekst do przeczytania <strong><a HREF="http://www.87.actionmag.net/dane/teksty/g9.htm" TARGET="_blank">TUTAJ</a></strong></p>
<p ALIGN="justify">Drugi tekst autora w historii magazynu Action Mag i pierwszy, który zasługuje by go tu wyróżnić. Co się w nim naprawdę udało, a co jest rzadkością, to fakt, że autor bardzo umiejętnie buduje nastrój na przeleństwach. To niezwykłe, bo przekleństwa dość często potrafią dobrze zapowiadający się tekst zniszczyć - jak każdy środek stylistyczny, który jst źle użytu. Tu jednak wulgaryzmy nie są tanie - one bardzo umiejętnie oddają świat, w którym obraca się schizofrenik. Tak tworzy się straszny, wrogi klimat; coś jak u Dantego, tyle że naprawdę.</p>
<p><BR></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Julio Cortázar: "O symetrii międzyplanetarnej"]]></title>
<link>http://krotoszynski.wordpress.com/2007/09/25/julio-cortazar-o-symetrii-miedzyplanetarnej/</link>
<pubDate>Tue, 25 Sep 2007 16:45:57 +0000</pubDate>
<dc:creator>Michał Krotoszyński</dc:creator>
<guid>http://krotoszynski.wordpress.com/2007/09/25/julio-cortazar-o-symetrii-miedzyplanetarnej/</guid>
<description><![CDATA[O SYMETRII MIĘDZYPLANETARNEJ (Julio Cortázar, 1943, tyt. oryg. Retorno de la noche, tłum. Marta J]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><strong>O SYMETRII MIĘDZYPLANETARNEJ (Julio Cortázar, 1943, tyt. oryg. Retorno de la noche, tłum. Marta Jordan)</strong></p>
<p ALIGN="justify">Julio Cortázar znany jest przede wszystkim jako autor "Gry w klasy", dzieła o nieszablonowej i wielopoziomowej budowie;  argentyński pisarz zaczynał jednak od form krótkich - i te także są warte uwagi. Przykładem opowiadanie"O symetrii międzyplanetarnej", otwierające zbiór "Prolegomena do astronomii". Gościmy w nim na Faros, planecie zamieszkałej przez istoty podobne do pająków, lecz istoty gościnne i wykwintne w obyczajach. Naucza tam mistrz Illi i łatwo zauważyć, że podobny jest w swym nauczaniu do Jezusa Chrystusa; zakończenie pokaże, że i tu, daleko od Ziemi, najtrudniej być prorokiem we własnym kraju. Prawa wszechświata, zdaje się mówić Cortázar, są niezmienne: jednostki wybitne w starciu z tłumem są zawsze skazane na porażkę. Tłum bowiem nie potrafi zrozumieć tych, którzy wyprzedzają swoją epokę - a to, co niezromiałe, budzi strach i agresję. Nie jesteśmy więc gorsi od tych, którzy byli, którzy będą i którzy są obok; marne to jednak pocieszenie, bo to równość w małości.</p>
<p><BR></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Mró: "Wariatkowo"]]></title>
<link>http://krotoszynski.wordpress.com/2007/09/24/mro-wariatkowo/</link>
<pubDate>Mon, 24 Sep 2007 20:35:45 +0000</pubDate>
<dc:creator>Michał Krotoszyński</dc:creator>
<guid>http://krotoszynski.wordpress.com/2007/09/24/mro-wariatkowo/</guid>
<description><![CDATA[Tekst do przeczytania TUTAJ 
Nasycony tekstem poczułem się dopiero po jego drugim czytaniu. Do]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p ALIGN="justify">Tekst do przeczytania <strong><a HREF="http://www.89.actionmag.net/dane/teksty/d12.htm">TUTAJ</a> </strong></p>
<p ALIGN="justify">Nasycony tekstem poczułem się dopiero po jego drugim czytaniu. Dopiero wtedy trochę ochłonąłem, co nie oznacza, że mniej mi się podoba. To jest - albo jest niemal - taki przykład współczesnej literatury obozowej: jest człowiek zlagrowany, jest to opisywane przez Borowskiego zezwierzęcenie i jest język, język obozowy, to pójscie w baleron, to palulu, te wszystkie zwroty, które tak świetnie przekazują zamkniętość takich miejsc i takich społeczności. Dla mnie ten tekst, to jest - na mniejszą oczywiście skalę, z zachowaniem proporcji - takie współczesne świadectwo jakiejś niewyobrażalnej hekatomby i cierpienia, którego tylko wycinek autorka ten ukazuje - zupełnie jak w opowiadaniach Borowskiego. To opis czegoś, czym fascynacja wydaje mi się jakoś niezdrowa, ale co człowiek ma jednocześnie obowiązek poznać. I ma oczywiście rację autorka: świadomość, że inny los człowiekowi przypadł, powinna mu dać motywację do działania: bo skoro oszczędzono mu losu straconych (jak tej pani po pięćdziesiące, jak Parówy), to ma jakiś moralny obowiązek działania, jakiś dług do spłacenia wobec nich. To wszystko, sobie myślę, jest w tym tekście. Dla mnie to jest rzecz, którą Action Mag - mój macierzysty magazyn internetowy - ma prawo się chwalić; to jest właśnie to, co mamy w AM najlepsze.</p>
<p><BR></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Mario Vargas Llosa: "Kto zabił Palomina Molero?"]]></title>
<link>http://krotoszynski.wordpress.com/2007/09/09/mario-vargas-llosa-kto-zabil-palomina-molero/</link>
<pubDate>Sun, 09 Sep 2007 22:26:45 +0000</pubDate>
<dc:creator>Michał Krotoszyński</dc:creator>
<guid>http://krotoszynski.wordpress.com/2007/09/09/mario-vargas-llosa-kto-zabil-palomina-molero/</guid>
<description><![CDATA[KTO ZABIŁ PALOMINA MOLERO? (Mario Vargas Llosa, 1986, tyt. oryg. Quién mató a Palomiro Molero?, t]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p ALIGN="justify"><strong>KTO ZABIŁ PALOMINA MOLERO? (Mario Vargas Llosa, 1986, tyt. oryg. Quién mató a Palomiro Molero?, tłum. Enrique Porcel Ortega)</strong></p>
<p ALIGN="justify">Spektakularne morderstwo i niezbyt spektakularna lektura - tak w skrócie przedstawić można książkę Vargasa Llosy. Dwóch policjantów prowadzi śledztwo w sprawie morderstwa Palomina Molero, młodego żołnierza pracującego w pobliskiej bazie lotniczej. Nie jest to jednak zadanie łatwe: Silva i Lituma mają przeciw sobie aparat państwowy, zainteresowany jak najszybszym wyciszeniem sprawy. Namacalnie doświadczają tego, co społeczeństwo wie od dawna: władzy się nie ufa. Ten brak zaufania do elit jest prawdziwie polski i nasz; i u nas zakłamanie sięgnęło tak daleko, że - jak pisał Raczkowski - nawet "białe jest czarne od brudu". Jest też w tej książce miłość: ta czysta, skłaniająca do poświęceń i ta brudna, pełna grzechu i zwierzęcego pożądania. Gdzieś w tle pojawia się problem rasizmu; żywa jest też refleksja, że samo ujawnienie prawdy nie jest równoznaczne z triumfem sprawiedliwości - także dlatego, że mało kto w tę prawdę wierzy. Nie można jednak zapominać, że tym, za co rozlicza autora czytelnik, jest w tym przypadku przede wszystkim warstwa kryminału. Ta nie prezentuje się dobrze, bo nazbyt łatwo i przewidywalnie zdążamy do rozwiązania - książka w swej zasadniczej sferze, w sferze historii, którą opowiada - rozczarowuje. Szkoda, że Vargas Llosa nie wybrał innej formy, by opowiedzieć o poruszanych problemach: zagadka, którą nam zadaje, jest zbyt mało tajemnicza, by naprawdę wciągnąć. Odbiorca raczej czyta o śledztwie niżby je miał prowadzić, a przecież kryminał - poza, nazwijmy to, walorami tła - to przede wszystkim prywatne śledztwo w ulubionym fotelu.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Mario Vargas Llosa: "Miasto i psy"]]></title>
<link>http://krotoszynski.wordpress.com/2007/09/06/mario-vargas-llosa-miasto-i-psy/</link>
<pubDate>Thu, 06 Sep 2007 10:52:16 +0000</pubDate>
<dc:creator>Michał Krotoszyński</dc:creator>
<guid>http://krotoszynski.wordpress.com/2007/09/06/mario-vargas-llosa-miasto-i-psy/</guid>
<description><![CDATA[MIASTO I PSY (Mario Vargas Llosa, 1962, tyt. oryg. La ciudad y los perros, tłum. Kazimierz Piekarec]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p ALIGN="justify"><strong>MIASTO I PSY (Mario Vargas Llosa, 1962, tyt. oryg. La ciudad y los perros, tłum. Kazimierz Piekarec)</strong></p>
<p ALIGN="justify">Książka o smutnym triumfie testosteronu. W szkole wojskowej imienia Leoncia Prado - najbardziej prestiżowej kuźni <em>prawdziwych mężczyzn</em> w Peru - tylko z pozoru panuje porządek i dyscyplina. Szkoła ta, to już nawet nie więzienie, choć wychowankom doskwiera brak swobody; to raczej pole wojny o przetrwanie, miejsce ewolucyjnego boju. Rzeczywistą regułą jest tu triumf silniejszego nad słabszym; w tym zunifikowanym świecie jedyny realny podział to podział na oprawców i ofiary. Świadectwem takich stosunków są cztery przeplatające się wzajemnie opowieści kadetów; trzy z nich (Poety, Boi i Jaguara) są w gruncie rzeczy podobne do siebie, czwarta jednak jest już znacząco odmienna. To - urwana nie bez przyczyny - historia Ricardo Arany, niedostosowanego nadwrażliwca, który jest popychadłem nie tylko tu, w Leoncia Prado, ale i wszędzie indziej. Linia podziału na poniżanych i poniżających biegnie bowiem nie tylko przez Szkołę Kadetów, ale i przez Peru, a może i przez całą Amerykę Łacińską. Po jednej stronie są ofiary: bezbronne zwierzęta, zdradzane i upokarzane kobiety, traktowane przedmiotowo dzieci i osoby słabe, takie jak Arana. Po drugiej stronie triumfuje zaś męska siła i witalność, która ma jednak i ciemną stronę: towarzyszy jej brutalność, bezwzględność i - podświadoma czasem - pogarda dla wszystkiego, co wątłe. Uwodzić, walczyć i zwyciężać: to przepustka do sukcesu, cel - a i nie do końca uświadomiony, bo i niemoralny ideał. Tacy bowiem, silni i bezwzględni, południowoamerykańscy <em>machos</em>, otaczani są kultem: jednocześnie jednak jest to cześć nieetyczna, bo oparta na zwierzęcych przesłankach. Ten kult - nęcący, bo pierwotny i bliski naszej naturze - należy jednak odrzucić. Człowieczeństwo zobowiązuje; jak pisał Josif Brodski:<em> "Wśród wyznawców każdej wiary/ są mordercy i ofiary -/ twe milczenie wskaże teraz/ kogo wspierasz."</em></p>
<p><BR></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Jorge Luis Borges: "Autobiografia"]]></title>
<link>http://krotoszynski.wordpress.com/2007/08/08/jorge-luis-borges-autobiografia/</link>
<pubDate>Wed, 08 Aug 2007 20:15:10 +0000</pubDate>
<dc:creator>Michał Krotoszyński</dc:creator>
<guid>http://krotoszynski.wordpress.com/2007/08/08/jorge-luis-borges-autobiografia/</guid>
<description><![CDATA[AUTOBIOGRAFIA (Jorge Luis Borges, 1970, tyt. oryg. Autobiografía, tłum. Adam Elbanowski)
Krótkie ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><strong>AUTOBIOGRAFIA (Jorge Luis Borges, 1970, tyt. oryg. Autobiografía, tłum. Adam Elbanowski)</strong></p>
<p ALIGN="justify">Krótkie streszczenie z życia, jakie niewidomy już wówczas Borges podyktował Thomasowi di Giovanni, swemu wieloletniemu tłumaczowi, to książka zwięzła i lakoniczna. Jest sprawą urzekającą, że autor - uważany przecież za jednego z najważniejszych argentyńskich pisarzy - nie znajduje w sobie dość buty, bo opowiadać szerzej. "Dobre pisarstwo", przeczytamy, "wymaga skromności"; Borges z gracją przemilcza więc postacie, miejsca i zdarzenia. To godne podziwu wycofanie, nieufność wobec własnych przeżyć - trzeba było poświęcić wiele ważnych wrażeń, by mówić tak konkretnie. Osobiście jednak żałuję tej skrótowości, bo sfera przemilczeń jest za szeroka: przez nią książka staje się właściwie spisem literackich fascynacji, prób pisarskich i zajmowanych posad. Borges bardziej odnotowuje niż opowiada, pozwala sobie jedynie na kilka (zaznaczmy: ciekawych) dygresji. Mówiąc wiele o swych rodzicach, Borges przemilcza niemal zupełnie swą siostrę; tu i ówdzie wspomina o młodzieńczych, niespełnionych miłościach - o tym jednak, że ma żonę dowiadujemy się dopiero na stronie przedostatniej. To jedyne w tej książce słowa o kobietach, które się kocha, co może dziwić, bo o przyjaźni Argentyńczyk pisze wiele. Wolę myśleć, że Borges uznał to po prostu za sferę intymności, której nie należało naruszać; nadal jednak to jeden z tych przypadków, gdy brak czegoś jest bardziej widoczny, niż rzeczy obecność. Książka jest więc, w moim odczuciu, ofiarą zamierzenia autora: bo choć wierzę, że pisarz wiódł życie ciekawe, ono samo może się czasem wydać sumą przeczytanych lektur. A przecież sam Borges wiedział, że tak nie jest. Kiedyś, w czasie pobytu w Europie, spotkał hiszpańskiego księdza, który w życiu nie przeczytał żadnej powieści. Ten, zapytany dlaczego, odpowiadał: "Wszystko, co mi potrzebne, mam od przyrodzenia".</p>
]]></content:encoded>
</item>

</channel>
</rss>
