<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><!-- generator="wordpress.com" -->
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	>

<channel>
	<title>kroniki-nosgoth &amp;laquo; WordPress.com Tag Feed</title>
	<link>http://wordpress.com/tag/kroniki-nosgoth/</link>
	<description>Feed of posts on WordPress.com tagged "kroniki-nosgoth"</description>
	<pubDate>Fri, 25 Jul 2008 22:06:41 +0000</pubDate>

	<generator>http://wordpress.com/tags/</generator>
	<language>en</language>

<item>
<title><![CDATA[Rozdział Drugi - Ucieczka.]]></title>
<link>http://anomandaris.wordpress.com/2008/04/05/rozdzial-drugi-ucieczka/</link>
<pubDate>Sat, 05 Apr 2008 12:15:59 +0000</pubDate>
<dc:creator>Anomandaris</dc:creator>
<guid>http://anomandaris.wordpress.com/2008/04/05/rozdzial-drugi-ucieczka/</guid>
<description><![CDATA[Rozdział drugi – Ucieczka.
 
 
Cesarzu Nieba, Władco Burzy,
Wiatr w swej lekkości Tobie tylko s]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p class="MsoNormal"><strong><em><span style="font-size:16pt;font-family:&#34;">Rozdział drugi – Ucieczka.</span></em></strong></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:center;" align="center"><em> </em></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:center;" align="center"><em> </em></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:center;" align="center"><em>Cesarzu Nieba, Władco Burzy,</em></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:center;" align="center"><em>Wiatr w swej lekkości Tobie tylko służy,</em></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:center;" align="center"><em>Chmur bez liku na Twe żądanie,</em></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:center;" align="center"><em>Spełnić deszcz rzęsisty na ziemi wołanie</em></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:center;" align="center"><em>Równości istot twych w niebie błaganie</em></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:center;" align="center"><em>Czystości krwi w ich żyłach czekanie,</em></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:center;" align="center"><em>Aż zejdziesz na ziemi gnaty marne,</em></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:center;" align="center"><em>I zapełnisz je deszczem i gradem.</em></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:center;" align="center"><em> </em></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:center;" align="center"><em>Kochanko wiatru, niespokojna pani,</em></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:center;" align="center"><em>Czy widzisz ich? Czy słyszy ich wołanie?</em></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:center;" align="center"><em>Czy spełnisz je? Czy zatrzymasz swe sanie,</em></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:center;" align="center"><em>Którymi po niebiosach krążysz nieprzerwanie,</em></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:center;" align="center"><em>Wiatr niosąc, chłód morskiej bryzy,</em></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:center;" align="center"><em>A ludzie na ten wiatr stawiają płaszczy kryzy.</em></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:center;" align="center"><em> </em></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:center;" align="center"><em>Wichrze potężny, sługo Cesarza prężny,</em></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:center;" align="center"><em>Na Twe zawołanie</em></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:center;" align="center"><em>orkanów tysiące tutaj stanie!</em></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:center;" align="center"><em>Na Twe zawołanie</em></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:center;" align="center"><em>setki bryz morskich stanie!</em></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:center;" align="center"><em>Na Twe zawołanie</em></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:center;" align="center"><em>Kochanka Wiatrów zatrzyma swe sanie!</em></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:center;" align="center"><em>Na Twe zawołanie,</em></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:center;" align="center"><em>Sztorm wielki na morzu powstanie!</em></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:center;" align="center"><em>Po Twoim zawołaniu,</em></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:center;" align="center"><em>Nikt przy życiu nie ostanie.</em></p>
<p class="MsoNormal">
<p class="MsoNormal" style="text-align:right;" align="right">Zawołanie do burzy, część pierwsza.</p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:right;" align="right">Gradobiciel</p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:right;" align="right">
<p class="MsoNormal">
<p class="MsoNormal"><span> </span>Morze szalało.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>Wylewało z siebie tony wściekłości, uderzając raz po raz falami o burty statku, których chwiał się i chwiał, a jednak nie chciał utonąć. Marynarze w pocie czoła, z nieludzkim prawie wysiłkiem próbowali wymknąć się nagłej burzy, która nawiedziła północne krańce Morza Mistrali, tuż przy zatoce Kła. Wiatr i fale nieuchronnie niosły okręt w stronę zatoki, a dla załogi oznaczało to wyrok śmierci.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>Bowiem na pokładzie była sama księżniczka Mostanii, Alasara Venturion, która chciała pilnie dostać się na Wyspy Jaszczura, w celu omówienia traktatu o wzajemnej pomocy wojennej. Jednak ta burza pokrzyżowały i szanse na traktat, i pogrążyły w niepamięci szanse na zachowanie pokoju. Królestwo Mostanii od dobrych kilkudziesięciu lat miało zatarg z Czerwonym i Małym Kłem, podwójnymi stolicami państwa, które utworzyła istota zwana Karmazynowym Królem. Zatarg ten był na tyle poważny, że Czerwońcy, jak nazywano mieszkańców Kłów, na pewno spróbują przejąć okręt.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>Alasara wiedziała, że ona przeżyje, by zgnić w jakimś lochu, podczas gdy dyplomaci Karmazynowego Króla będą doprowadzać jej ojca do rozpaczy omawianiem warunków kapitulacji jego królestwa. Ale jej załoga.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>Oni już nie żyli.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>Wicher po raz kolejny uderzył z niespotykaną furią, po raz kolejny wielkie bałwany wody zalały pokład i zmiotły zeń kilku pechowych marynarzy. Reszta nadal usiłowała walczyć z naturą i losem, których ich tu rzucił. Każdy z nich walczył ile tylko mu zostało sił, ale również każdy wiedział, że marynarz umiera na morzu, sami wybrali swój los, decydując się na taki zawód. Bosman również to wiedział, ale on był odpowiedzialny za swoich ludzi i nie chciał dać im zginąć. Dlatego, woląc niepewną śmierć w Zatoce Kła, od pewnej na morzu, skierował swoje kroki pod pokład, w celu znalezienia Alasara i przemówienia jej do rozumu.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>Zapukał do jej kajuty.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>- Wejść! – rozległ się krzyk pani kapitan, jej książęcej mości Alasary II Venturion.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>Otworzył drzwi i zachwiał się, gdy rzuciło statkiem na bok. O ile dobrze słyszał, złamał się jeden z pomocniczych masztów. Księżniczka nie zachwiała się, wisiała w powietrzu, z nogą założoną na nogę, co spowodowało nagły dopływ krwi do kroku bosmana.</p>
<p class="MsoNormal" style="text-indent:35.4pt;">Alasara była nieziemsko piękna. Jej długie, platynowe włosy opadały do nęcącego wcięcia w talii, która to stanowiła rozdroże dla przyjemności wzroku. Na górze oczy mogły napotkać pokaźne, kształtne piersi, wychylające się lekko z rozpiętej koszuli, na dole jednak były nogi księżniczki. Pełne uda, na których delikatnie rysowały się mięśnie, wyrzeźbione łydki z starannością, której nie powstydziłby się arcymistrz rzeźby.</p>
<p class="MsoNormal" style="text-indent:35.4pt;">- Tak? – jej dźwięczny głos, przekrzyczał wiatr, gnący żagle okrętu. Bosman wiedział, że księżniczka jest również zdolną władającą ścieżkami, dlatego coś takiego jak przekrzyczenie wichru było dla niej fraszką.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>- Najjaśniejsza pani, nie możemy nadal kierować się na zachód. Tam jest same jądro burzy. Okręt pójdzie na dno.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>- Więc co proponujesz?</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>- Płynąć z wiatrem.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>- Do zatoki Kła? Zgłupiałeś? Tam czeka was śmierć.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>- Niekoniecznie, najjaśniejsza pani. Możemy zboczyć z kursu wytyczonego przez burzę i zatrzymać się przy brzegach Puszczy Kre’s’talnath.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>Księżniczka zamilkła i potem nagle zaszczyciła bosmana spojrzeniem pomarańczowych, gorejących oczu.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>- Zgoda.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span></p>
<p class="MsoNormal">
<p class="MsoNormal">
<p class="MsoNormal" style="text-align:center;" align="center">*<span> </span>*<span> </span>*</p>
<p class="MsoNormal">
<p class="MsoNormal">
<p class="MsoNormal">
<p class="MsoNormal"><span> </span>A jednak się nie udało, pomyślała Alasara, gdy bosman zakomunikował jej, że widzieli zbliżające się okręty Kłów. Nie dało się w żaden sposób naprawić statku. Uderzył w nich tak potężny wicher, że złamał wszystkie maszty i porwał jej kilku marynarzy. Na statku zostało może z siedem osób, kompletnie zrezygnowanych i do cna wyczerpanych.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>Ale to nie koniec, pomyślała Alasara.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>Nie damy tym gnojom możliwości rozpoczęcia wojny. Albo oni zginą, albo my zginiemy. Nikt mnie nie uwięzi i nikt moją osobą nie będzie szantażował mojego ojca, Serenasa Venturion. Nikt się do niej nie odzywał. Wszyscy ocalali marynarze wiedzieli dlaczego giną i przez kogo, ale nie mieli siły na nic. Czekali tylko końca.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>Bosmana nie było od wczoraj. Zmyła go fala.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>A czerwone żagle okrętów wojennych Kła cały czas rosły. Nadszedł czas. Wóz albo przewóz.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>- Przyjaciele. – powiedziała cicho do ocalałej załogi. – Możemy wpaść w ich ręce i być kartą przetargową w nadchodzącej wojnie. Wykorzystają nas i będą szantażowali całe Królestwo Mostanii. Innymi słowy, jesteśmy zagrożeniem dla bezpieczeństwa kraju. Z chwilą naszego pojmania skazujemy Mostanię na fatalny konflikt, który może się skończyć unicestwieniem naszej ojczyzny. Wiecie, co chce wam zaproponować. Wybór należy do was. Ja mam zamiar zginąć w walce.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>Odwróciła się na pięcie i stanęła na sfatygowanym dziobie statku. Rozpostarła szeroko ręce i skupiła swą moc, potem objawiła ją nagle w błysku magicznej energii, która pomknęła, odbijając się od wody, w kierunku pierwszego statku Kłów. Przed nimi wyrosła jednak ciemnozielona ściana wody, którą ją pochłonęła.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>Księżniczka nie żałowała ani siebie, ani swych ścieżek. Uderzała raz za razem coraz większymi porcjami mocy, aż osunęła się na kolana ze zmęczenia. Obejrzała się do tyłu i zobaczyła, że jej załoga leży w kałużach krwi, a oczy, teraz szkliste i nieruchome, wpatrują się w nią z niemym wyrzutem. Za jej plecami roiło się od Karmazynowej Gwardii, najpotężniejszych czarodziejów Czerwonego i Małego Kła, gwardii honorowej Karmazynowego Króla.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>Jeden z nich ukłonił się przed klęczącą Alasara i powiedział w najczystszym mostańskim.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>- Księżniczko Alasaro Venturion, shalah rem, o Dobrotliwa.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>- Pierdol się, magu.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>- Księżniczko, jeśli nie zachowasz konwenansów, które Cię chronią przed traktowaniem jak śmiecia, to będę zmuszony powiadomić Karmazynowego Króla, że jednak chcesz być jego jeńcem wojennym, a nie gościem w Czerwonym Kle.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>- I myślisz, że się na to nabiorę?</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>- Moje intencje są czyste jak źródlana woda C’ters Hak’th. – Karmazynowy Gwardzista wspomniał o potokach, nad którymi rozciągała się letnia rezydencja Rodziny Królewskiej Mostanii. Nie mógł tego wiedzieć.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>- C’ters Hak’th. Zdumiewająca wiedza, Gwardzisto, doprawdy zdumiewająca. Szkoda, że przez pozorną czystość Twoich intencji widzę szlam Twojego władcy.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>- Księżniczko. To nie są bezpieczne słowa. Moi towarzysze szybko się uczą tego języka i niektórzy czują się osobiście odpowiedzialni za zmycie zniewagi ich pana.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>- A twojego nie?</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>Mężczyzna ubrany w czerwone szaty zamilkł na moment, rzucając jej wrogie spojrzenie.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>- Karmazynowy Król nie musi kwestionować mojego oddania. Ty też nie powinnaś.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>- Doprawdy?</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>- Doprawdy. Księżniczko Alasaro, krótkie pytanie, skoro nie chcesz bawić się w protokół rozmów rodem z dworu w Zastrock: Wolisz spać na zimnym kamieniu czy w ciepłym łóżku?</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>Alasara spojrzała na niego i jakoś dowlekła się do trupa jednego z marynarzy. Swoimi pięknymi, idealnymi wręcz dłońmi dotknęła jego zakrwawionej piersi i wymalowała nią pewien symbol na pokładzie.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>Wszyscy magowie cofnęli się ze zgrozą. Jej rozmówca westchnął głośno.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>- Więc wolisz kamień.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>- Tak, głupcze.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>- Sparaliżować ją i do ładowni. Może być do beczki z słonymi rybami. Aha, przedtem połamać jej palce u rąk i nóg. Potem nadgarstki. Wykonać.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>Błogosławiona ciemność wyuczonego omdlenia zapewniła jej spokój na kilka godzin. Potem obudziła się w celi.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>Nikt nie słuchał jej krzyków, gdy w końcu ją złamali.</p>
<p class="MsoNormal">
<p class="MsoNormal">
<p class="MsoNormal" style="text-align:center;" align="center">*<span> </span>*<span> </span>*</p>
<p class="MsoNormal">
<p class="MsoNormal">
<p class="MsoNormal"><span> </span>Selvil Sareloth śmiał się i klaskał, skacząc dookoła półelsana, który przed chwilką zniknął z tego świata. Jego ciało leżało powyginane w różnych kierunkach, zadając kłam ludzkiej anatomii, która by nie dopuściła do tak skomplikowanie rozstawionych kończyn. Ale to już nie było ważne, on i tak nie miał duszy.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>Pożarł ją Selvil, który teraz pląsał wesoło wokół trupa, klaszcząc i śmiejąc się potępieńczo. W tym dzikim tańcu zawadził o złamaną rękę półelsana i runął jak długi na posadzkę okrągłego pomieszczenia. Popłynęła krew, ale on się tym nie przejmował. Wstał i otrzepał się z kurzu, dotknął swojej zakrwawionej głowy i oblizał z lubością krew.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>Potem usłyszał znajome głosy.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>- Zaznakor jeklanacar zaznabar kanzelar!</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>- Moksero’va Ugh’ry’thet’hyrth nolones!</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>- Zabić?</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>- Puścić?</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>- Zostawić? – szeptali bez opamiętania. Selvil nie wiedział kto. Ale to było nieistotne.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>Obejrzał się dookoła i zobaczył kupę wijących się białych, oślizgłych larw na podłodze. Splunął na nie gęstą flegmą, a ta podniosła się nagle i utworzyła z grubsza humanoidalną postać, ubraną w grubą czarną szatę z kapturem. Po niej biegały najróżniejsze robale.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>- Spóźniłeś się! – krzyknął Selvil.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>- Nie!</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>- Tak!</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>- Nie!</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>- Tak!</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>- Esanor się spóźnia. – warknął ochryple Feathos Larvin, kolejny z duszożerców. – Powinien już tu być.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>- I jestem. – rozległ się suchy jak wiór głos tuż za ich plecami. Esanor zawsze zjawiał się niespodziewanie. Był potężnym władającym ścieżkami, tak potężnym, że Selvil wzruszył ramionami i splunął po raz kolejny. Tym razem na ziemię.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>- Dobrze.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>- Oczywiście.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>Zapadła cisza.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>- Selvil, idiot, po co nas wezwałeś?</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>- Ha! Chcecie odpowiedzi? Poproście!</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>- Mówże, kretynie.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>- Poproś!</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>- Mów.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>- Poproś. – zanucił Selvil, przybliżając swoje zwierzęce oblicze w kierunku kaptura Feathosa. Wijące się larwy mu nie przeszkadzały.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>- Dobra, proszę.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>- Ha! Księżniczka Alasara wpadła w ręce Karmazynowej Gwardii! I jest w drodze na Kieł.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>- Doprawdy? – warknął Esanor, skrzypiąc szyją, gdy obracał głowę w stronę Selvila.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>- Sprawdź, trupku.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>Duszożerca pokręcił znowu głową i skinął głową. Wszystkiemu towarzyszyło tarcie o siebie kości.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>- Rzeczywiście. Selvil ma rację, Feathosie. Co zamierzamy?</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>- Trącić albo popchnąć. Jak wolisz.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>- Trącić tylko. Poczekamy, aż się konflikt rozwinie. Ale…</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>- Ale co?! – ryknął nagle Selvil, podskakując gorączkowo wokół nich.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>- Musimy powstrzymać kukiełki.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>Zapadła krótka chwila milczenia.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>- Selvil?</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>Mag rzucił mu zdumione spojrzenie.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>- Zajmiesz się kukiełkami?</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>- Nie no, jasne, jak kłopoty to Selvil. Jesteście okropni, sami będziecie podróżować zwiedzać dalekie krainy, odwiedzać potężnych wrogów, a Selvil ma się zająć kukiełkami w zapchlonym, ohydnie śmierdzącym zgniłymi rybami Nosgoth!</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>- No, taka twa rola, Sarelothcie.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>- Nie no, fajnie. Zostanę i się nimi pobawię. Kto przeszkadza?</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>- Nikt. Sssskieruj ich gdzie nie będą przeszkadzali.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>- Ostatnio ktoś im sprawił łomot, hihihi, duży łomot. Uciekali. Haha. Jak zające. Jakie zające?</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>- Więc dowiedz się kto im sprawił łomot. A potem obejmij go.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>Mag oblizał nagle wargi swoim czarnym, upstrzonym zielonymi plamkami, językiem.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>- Się zrobi.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>- Za dekadzień w tym samym miejscu. – oznajmił Esanor i zniknął, jakby nigdy go tu nie było.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>Feathos Larvin rozwiał się na strumienie wielkich, ciemnych ciem, które znikały w ciemnościach korytarzy, znajdujących się pod Nosgoth. A Selvil zwiesił tylko smętnie głowę i ruszył korytarzem.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>On nie znał takich fajnych sztuczek.</p>
<p class="MsoNormal">
<p class="MsoNormal">
<p class="MsoNormal" style="text-align:center;" align="center">*<span> </span>*<span> </span>*</p>
<p class="MsoNormal">
<p class="MsoNormal"><span> </span>Okolice Parku Nosgoth były najdroższymi nieruchomościami w całym mieście. To tutaj najczęściej nie było mgły, ani smrodu wiecznie pracujących hut, tu też mieszkała sama elita Nosgoth, rzesze nic nie wartych szlachetków i potężnych osobistości.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>Jedną z owych osobistości był Kelthalion Seregnar, bajecznie bogaty kupiec, właściciel kilkunastu wielkich kompanii kupieckich, które prowadziły interesy z wszystkimi krajami, miastami-państwami, plemionami, ludami i rasami, jakie można było znaleźć na tym kontynencie.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>Mieszkał on w ogromnej rezydencji, która była obiektem przeraźliwej zazdrości każdego z patrycjuszy miasta. On sam jasno im dawał do zrozumienia, że nie wie, jak mogą ściskać się w ich malutkich domkach. Nikt go nie lubił. Każdy mu zazdrościł. Bo i było czego.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>Wysoki, zdobione ornamentami w dziwnym języku, mur odgradzał rezydencję od zgiełku ulicy, a jednocześnie ochraniał pięknie utrzymany ogród, w którym Kelthalion lubił przesiadywać w słoneczne dni i czytać książki, jednocześnie paląc fajkę wodną. Sama posiadłość pana Seregnara była ogromna, jej dwa skrzydła wznosiły się wysoko ponad inne budynki i błyszczały oślepiającą bielą, gdy padało na nie światło. Specjalny, sprowadzony z Nostrogu marmur o srebrnej barwie znakomicie odbijał światło. I skutecznie odstraszał podglądaczy, którzy nader często chcieli dowiedzieć się o tym bajecznie bogatym człowieku.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>Zwykle próbowali się dowiadywać tego czy owego poprzez podglądanie przez okna, jednak na tą ewentualność Kelthalion również się przygotował. Okna działały jako lustro, odbijały wścibskie spojrzenia, jednocześnie pozwalając wszystkim domownikom obserwowanie okolicy. Ale rzadko kto miał okazję korzystać z tych zdobyczy techniki. Pan Seregnar był bardzo samotny.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>Oprócz służby mieszkał u niego przyjaciel o wątpliwej reputacji skrytobójcy, którego nikt – pewnie poza samym Kelthalionem – nie znał z imienia czy nazwiska. W zasadzie mało kto wiedział jak on w ogóle wygląda. Ale wszyscy wiedzieli, że on tam mieszka.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>I mieli rację.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>Kelthalion, siedząc w głębokim fotelu i pykając fajkę, czytał opasły tom, obleczony w skórę jakiegoś demona. Obok niego, na wysokim szklanym stoliczku stał kieliszek z winem, nienapoczęty, czekający na swojego właściciela.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>Na Varga Vickernessa, przyjaciela pana Seregnara, który to właśnie zmaterializował się w rogu pomieszczenia i wolno podszedł do drugiego fotela. Usiadł na nim i czekał.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>Zawsze musiał czekać, aż Kelthalion przeniesie na niego swoją uwagę.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>- Witaj, przyjacielu. Z czym dzisiaj do mnie przychodzisz?</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>- Z wojną, przyjacielu. Z wojną.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>- Och, to zaskakujące. A między kim ta wojna, można wiedzieć?</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>- Między Karmazynowym Królem a Królestwem Mostanii.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>Zapadła krótka cisza, przerwana nagle przez strącony kieliszek i rzuconą w dal książkę. Zwykle spokojny pan Seregnar wstał z fotela i pykając fajkę, zaczął chodzić po pomieszczeniu. Był wściekły.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>Był wściekły dlatego, że spora część jego kapitału znajdowała się właśnie w filiach kompanii kupieckich, mających siedzibę w Mostanii. Oczywiście nie mogło to zaszkodzić to jego całemu interesu, ale lwia część dochodów mogła nagle przepaść. Wszystko przez bezużyteczny konflikt, dzięki któremu Mostania przestanie istnieć, a wraz z nią, przestaną istnieć kompanie handlowe.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>Jego kompanie handlowe!</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>- Co się stało? – spytał Varga, nabijając tytoniem fajkę i rozpalając ją od płonącej świecy.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>- Głupia sprawa, przyjacielu. Statek księżniczki Alasary Venturion został zniesiony przez gwałtowną burzę do Zatoki Kła. Została zatrzymana. Teraz pewnie już jest w jakimś lochu pod Czerwonym Kłem.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>- Cudownie, po prostu cudownie. Czy ten idiota, Serenas, ojczulek naszej ważkiej księżniczki, zdaje sobie sprawę, że nie może wygrać z Karmazynowym Królem? Że nie odkryto jeszcze sposobu, który by potrafił pokonać ich niszczącą magię? Że nie ma żadnej armii na tym cholernym kontynencie, która by pokonała Karmazynowy Korpus?!</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>- Przyjacielu. Myślę, że nie zdaje sobie sprawy. Czy to mam mu przekazać?</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>- Nie! Nie! I jeszcze raz nie! Daj mi chwilę pomyśleć. I nalej sobie wina. Znakomity rocznik. Wybacz, że stłukłem ci kieliszek. – Kelthalion machnął ręką i szkło połączyło się.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>Skrytobójca wiedział, że nie można przeszkadzać swojemu przyjacielowi w myśleniu. Ono było dla niego swoistym wybawieniem, drogą ucieczki od wszelkich kłopotów i problemów. Zwykle po „daj mi pomyśleć” następowała chwila ciszy, a potem długie i żmudne wyjaśnienie dlaczego ma zrobić tak, a nie inaczej. Varg nigdy nie sprzeciwiał się jego zdaniu. Znali się już tak długo, że nauczył się mu ufać całkowicie. Zwłaszcza, że to Kelthalion ciągle zapewniał mu nowe wyzwania.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>A te skrytobójca kochał ponad wszystko.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>- Mam! – krzyknął pan Seregnar. – Już ci tłumaczę.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>- Słucham.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>- Na pewno zdajesz sobie sprawę, że księżniczka będzie w najlepiej strzeżonym lochu, zabezpieczonym przed każdym rodzajem ścieżek, będzie tam gęsto od strażników. Ale! Ale! Ale co jest największą siłą Kłów?</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>- Magowie, oczywiście.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>- Otóż to. Gdy ktoś znajdzie się w Kle i ruszy do lochów, nie wzbudzając podejrzeń, wyrzynając ręcznie strażników, wtedy nic ich nie zaalarmuje. Jednak, gdy już się tam dojdzie, wtedy przy wejściu będzie czekała Karmazynowa Gwardia, a wtedy wszystko szlag trafi. A więc potrzebny jest plan, na mocy którego Karmazynowy Król da rozkaz zdjęcia blokady i umożliwi transport. Musisz więc wedrzeć się do pałacu, narobić zamieszania, uciec do lochów i czekać na zdjęcie blokady. Lochy pod Kłem są rozległe, pobawisz się w chowanego.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>- Jest jeden szkopuł.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>- Jaki?</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>- Nie przeżyje walki z dwoma magami, a na murach zawsze jest dwójka magów. W związku z uwięzieniem księżniczki zapewne będzie ich więcej.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>- A więc pojedziesz tam z Szkarłatnymi. Myślę, że Łajza, Veit i Mesrath zapewnią Ci należyte wsparcie. I pomogą odciągnąć uwagę.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>- Czy…?</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>- Nie, nie musisz się o nich obawiać. Masz wydobyć księżniczkę w lochów i skierować ją tutaj. Potem zniknij na jakiś czas. Skontaktuje się z tobą, gdy nadejdzie pora.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>- Po co mam znikać?</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>Kelthalion uśmiechnął się lekko.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>- Myślisz, że Karmazynowy Król ogłosi, że stracił księżniczkę? Nie. Zwyczajnie wyśle za tobą pogoń, będzie szukał Twoich śladów, a w międzyczasie będzie kontynuował prowadzenie zwycięskiej kampanii.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>- Racja.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>Skrytobójca podniósł się. To kolejne wyzwanie. A wyzwania nie mogą czekać. Podszedł do cieni w rogu pokoju i zniknął.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>Ach, Varg, jak ja lubię cię za twoje nie dociekanie przyczyn, jak ja lubię tą twoją ignorancję, która pozwali mi oszukiwać cię na nieprawdopodobne pieniądze, jak ja ją lubię, gdy raz po raz ryzykujesz życie, by się sprawdzić. Ktoś kto by nas znał, mógłby powiedzieć, że mnie kochasz i zrobisz dla mnie wszystko. Ale to nieprawda. Przynajmniej to pierwsze.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>Ja natomiast kocham…, co ja kocham? Chyba nikogo oprócz siebie. No cóż, trudno. Mam przynajmniej tą świadomość, że moja miłość jest cholernie wielka. A pożądanie… zgaśnie, gdy przybędzie tu Alasara Venturion, najpiękniejsza księżniczka Królestwa Mostanii.</p>
<p class="MsoNormal">
<p class="MsoNormal">
<p class="MsoNormal" style="text-align:center;" align="center">*<span> </span>*<span> </span>*</p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:center;" align="center">
<p class="MsoNormal" style="text-align:center;" align="center">
<p class="MsoNormal"><span> </span></p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>Varg zmierzał szarymi, pustymi ulicami nocnego Nosgoth, poszukując pewnej grupy ludzi, których musiał zabrać na drugi zatracony koniec kontynentu, gdzie mieli podrzynać gardła, przebijać serca, ogółem zabijać i mordować. Oczywiście ci ludzie będą musieli być uzdolnieni magicznie, by przeżyć. Magowie z Kła nie zwykli patyczkować się z kimkolwiek, a na widok wojowników pozbawionych magicznej osłony mogliby tylko wybuchnąć szyderczym śmiechem. Dlatego Varg wziął to pod uwagę i wybrał ludzi z najlepszych służących mu i Kelthalionowi. Będą musieli się ukrywać, by potem – nagle – odsłonić całą swoją moc i przyciągnąć uwagę wszystkich. Nie wykluczone, że przy okazji zginą. Ale zarówno Varg jak i pan Seregnar nie ukrywali, że życie ludzkie ma dla nich niewielkie znaczenie.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>Mijał kolejne ulice, kolejne wielki, monumentalne katedry, pamiętające jeszcze czasy rządów Serafina Ulth’ogora, fanatyka i mordercy, który na blisko dwieście lat sprawował rządy nad całym Nosgoth. Jego rycerze mordowali za każdego odstępstwo od wytyczonych przez niego ścieżek. Ulice miasta wtedy codziennie widziały zabójstwa, nazywane wtedy ręką sprawiedliwości. Ale mieszkańcy cieszyli się z tego. Wszystko było lepsze niż rządy ostatnich wampirów, w tym Lethiasa i oczywiście, legendy całego kontynentu, Caine’a.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>Caine był na swój sposób dobrym władcą. Każdy przejaw potęgi, która mogła mu dorównać, skrupulatnie likwidował. I to wcale nie zabijając delikwenta.</p>
<p class="MsoNormal">Więził ich i torturował całymi latami, a potem wypuszczał – całkowicie odartych z woli – na ulice, gdzie padali pod ciosami znacznie słabszych drapieżników miasta. A tych było dosłownie mnóstwo.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>Sam Varg kiedyś do nich należał. Był wtedy jeszcze młody, nie wiedział zbyt wiele o świecie i prawach nim rządzących, wtedy liczyło się dla niego wino, śpiew, kobiety i walka. Potem przyszły ciężkie czasy, gdy skrytobójcy nie byli potrzebni i Varg klepał biedę, nawet nie mogąc kogoś zabić dla pieniędzy. Rycerze Serafina znaleźliby go i natychmiast zabili. A to Varga zupełnie nie interesowało.</p>
<p class="MsoNormal">Potem nagle, zupełnie niespodziewanie, dostał zaproszenie do sporej rezydencji pewnego kupca.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>Jak zasięgnął informacji, to dowiedział się, że kupiec ten jest niebywale bogaty i znienawidzony przez wszystkich, łącznie z Serafinem i jego rycerzami. To go zastanowiło. Skoro ktoś jest obiektem nienawiści władcy Nosgoth, to zwykle szybko kończył, albo z przebitym sercem, albo siedząc w beczce na stosie i obserwując coraz szybciej zbliżające się płomienie. Ów kupiec jednak chyba był im potrzebny na tyle, by go zostawić w spokoju.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>Przyszedł do jego rezydencji z zamiarem zdobycia informacji, które pozwoliłyby mu go bezkarnie zabić. Odszedł pobity, stłamszony, całkowicie rozpracowany, a przy tym mając ogromną nadzieję na przyzwoite życie. Bo kupiec, którego odwiedził, był najbogatszą istotą na kontynencie. Miał takie ilości złota, o jakich Varg nawet nie marzył. I chciał je pomnożyć. Przy pomocy Varga.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>On jednak widząc stosy złotych monet, od razu zaatakował kupca, gotów porwać tyle ile tylko zdoła unieść i wynieść się do dalekich południowych krajów, gdzie mógłby spokojnie wieść życie dobrze płatnego skrytobójcy. Jego plan nie powiódł się – głównie dlatego, że kupiec nie dość, że odbił jego sztylety, skopał go jak psa, a potem zelżył jak burą sukę, to wyciągnął rękę i pomógł mu wstać.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>Varg niczego nie rozumiał.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>Potem mu to kupiec wytłumaczył. Używając słów, które skrytobójca pamiętał do dziś.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>- Drogi panie Vickerness, jestem bardzo zniesmaczony pańską reakcją na widok mojego złota. Zachował się pan jak, nie przymierzając, złodziejaszek, którym pan nie jest. Od dawna nikt nie przekraczał progu mojego domostwa, nigdy nikt nie oglądał tego skarbca, nikomu też nie mówiłem o moich planach i stanie finansowym moich kompanii handlowych. Od dawna też nie pomogłem wstać pokonanemu przeciwnikowi. Teraz to robię. Wie pan dlaczego?</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>Varg nie miał pojęcia, ale kupiec nie dał mu odpowiedzieć. Kontynuował.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>- Bowiem potrzebuje kogoś obdarzonego wystarczającym talentem do ścieżek, a pan taki ma, niech pan nie robi zdziwionej miny, wiedział pan o tym od dawna, tylko nie umiał pan tego nazwać, oraz oczywiście umiejętności cichego, skrytego zabijania. Panie Vickerness, zaprosiłem tu pana, pokazałem panu moje bogactwo, nie po to, żeby pan mógł się ślinić na jego widok, a po to, żeby mógł pan sobie wyobrazić, że posiada pan takie ilości złota. Jest pan mi potrzebny, rozumie pan?</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>Varg nie rozumiał, ale skinął głową.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>- Dlatego od tej chwili, jesteśmy wspólnikami. Pan wykonuje za mnie zadania, których nie mogę się podjąć ze względu na moją pozycję, pan również zapozna mnie ze półświatkiem Nosgoth, powie pan wszystko, co pan wie o swoich byłych przyjaciołach, którzy pana zdradzili. Któregoś dnia przyjdzie pan i zobaczy ich głowy na złotych tacach. To będzie pierwsza forma zapłaty. Drugą będzie nauczenie pana jak właściwie używać mocy, którą potocznie zwie się magią. Obawiam się, że ma pan talent tylko do Arald Tren, ale to nic nie szkodzi, tylko ona będzie panu naprawdę potrzebna.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>- Ale dlaczego ja? – odważył się wtedy zapytać Varg.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>- Dlatego, że się pan marnuje w tych nędznych slumsach, zabijając pomywaczki i stajennych, byleby tylko mieć co do gęby włożyć. Ale również dlatego, że pańskie umiejętności są potrzebne mi do obalenia tejże tyranii pod której jarzmem jesteśmy. Ale to będzie wymagało dużo czasu i dużo wysiłku.</p>
<p class="MsoNormal">Czy jest pan na nie gotowy?</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>Skrytobójca kiwnął głową.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>- Chodzi mi oczywiście o przejęcie jak największej liczby bogactw, które to posłużą do zapewnienia sobie monopoli na rynkach innych państw, by pomnożyć to co pan widzi tysiąckrotnie. Oczywiście, dostanie pan swoją część, dziesięć od sta uzyskanych dóbr, co pewnie da panu możliwość życia jak król, do końca pana dni, jednak czy nigdy pan nie marzył o nieśmiertelności? Ja marzę cały czas. A nieśmiertelność to albo ascendencja albo wieczna pamięć prostego ludu. Co pan by wolał?</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>Wtedy Varg nie wiedział. Teraz już był prawie pewien.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>- Och, widzę, że nie jest pan gotowy dać odpowiedź na to pytanie. Spodziewałem się tego. Proszę, niech pan za mną pójdzie, do gabinetu, gdzie omówimy pańskie przenosiny do tej rezydencji, oczywiście tylko do czasu, aż znajdziemy panu dogodniejsze miejsca do zatrzymywania się między zadaniami…</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>I to było na tyle. Varg zdołał powiedzieć tylko jedno zdanie podczas całej przemowy owego kupca, ale w tej chwili rozumiał, że on czuł się zwyczajnie samotny. Mimo, że nigdy by się do tego nie przyznał, to czuł potrzebę współpracowania z kimś, przełożenia części odpowiedzialności na czyjeś barki. Wiedział też, że zadania, które mu zlecał Kelthalion zwracały uwagę Ascendentów, a więc istot na tyle potężnych, by wstrząsnąć posadami każdego z państw na Nosgoth. Widocznie sam nie chciał z nimi walczyć – dlaczego? – tego Varg nie wiedział.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>Przypominał sobie jednak spotkanie z jednym Ascendentem, Nalsanderem, Heroldem Ścieżki Ciemności, który na swój sposób okazał mu sympatię.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>Usłyszawszy dla kogo pracuje, nie zabił go, a jedynie poturbował.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>Tak, to była korzystna transakcja.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>Skrytobójca podejrzewał, że Kelthalion jest również Ascendentem, ale on wyprowadził go z błędu. Zwyczajnie przyznał się, że nie jest człowiekiem, a członkiem rasy liczącej sobie kilkaset tysięcy lat. Sam – jak mówił – miał blisko dwieście tysięcy lat, ale kto mógł to sprawdzić? Wtedy Varg stał się ostrożny wobec swojego wspólnika. Istoty takie jak on miały nieznane motywy i ambicje, równie dobrze mogły chcieć mieć wszystkie pieniądze na świecie, ale równie dobrze mogły pragnąć zagłady całego Nosgoth. Pamiętał doskonale ten dzień, gdy Kelthalion wyprowadził go z błędu.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>- Przyjacielu. – wtedy już mówił do niego per<span> </span>„przyjaciel”. – Unikasz mojego wzroku jak ognia, starasz się nie pokazywać mi na oczy, ukrywasz się, kluczysz, starasz się uciec ode mnie i naszego zadania.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>- Jakiego znowu zadania? – warknął Varg, trzymając dłonie na rękojeściach noży. Był przygotowany do walki. Jak zawsze podczas spotkań ze swoim przyjacielem.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>- Zdobycia ekonomicznej władzy nad światem oczywiście. Myślisz, że do czego dążę od kilku tysięcy lat? Do zdobycia pieniędzy, które zapewnią mi dobrobyt? Spójrz, mogę zapewnić dobrobyt sobie i połowie mieszkańców Nosgoth, ale to byłoby marnotrawstwo surowców, które można przekuć na narzędzia. Narzędzia sprawowania władzy.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>- A więc interesuje cię władza nad milionami istnień?</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>- Skądże, po co mi taka odpowiedzialność? Po co mi zainteresowanie bóstw i Ascendentów? Żeby mogli mnie odszukać i zabić? To niedorzeczne.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>- Więc po co?</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>- By kupić sobie wolność.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>Wtedy Varg zaniemówił, ale Kelthalion pośpieszył z wyjaśnieniami.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>- Kilkadziesiąt tysięcy lat temu moja rasa przegrała zakład z inną rasą. Zakład o tyle ważny, co absurdalny. Wyobraź sobie, że my – es’lan’verzy – założyliśmy się z Klanem Księżyca, patriarchami feniksów. My, urodzeni pod zbawienną gwiazdą Losu, mający zawsze ogromne szczęście, założyliśmy się z największymi oszustami wszelkich czasów. No i oczywiście myśleliśmy, że wygramy. Nie dostrzegliśmy pułapki i wtedy moja rasa musiała uciekać z tego świata. Ja musiałem zostać. Jako poręczenie naszej przegranej.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>- Co z tymi feniksami?</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>- Oni również przegrali! Los zadrwił z naszych ras. Oni musieli znaleźć inne miejsce, nad którym mogliby latać na swych ognistych skrzydłach, a my musieliśmy opuścić Nosgoth, przenosząc się do Arald Tren, gdzie uwięzili nas wasi bogowie. Och, mój lud zaprawdę jest nieszczęśliwy. Tyleż wieków w niekończących się labiryntach bez wyjścia. To smutne.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>- Cholernie.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>- Władza nad ludźmi i nad ich wieczna bolączką – pieniądzem, jest dla mnie kluczem do wolności. Obiecałem Klanowi Księżyca, że zdobędę pieczę nad ekonomią każdego królestwa, miasta-państwa, plemienia czy rasy, by potem im to oddać.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>- W zamian za co?</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>- Za własne życie, oczywiście.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>- A ja do czego jestem ci potrzebny? Jak już będziesz miał wszystkie bogactwa tego świata, to nie będę ci potrzebny. A wtedy mnie zabijesz.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>- Kolejny absurdalny pomysł, przyjacielu. Gdzie się podziała twoja inteligencja? My obaj się nie rozstaniemy. Gdy Klan Księżyca wróci, my uciekniemy stąd na wschód.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>- Na wschodzie nic nie ma.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>- Ależ jest, mój drogi. Feniksy gdzieś musiały odlecieć prawda?</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>To go naprawdę zaniepokoiło. I niepokoiło nadal, jeśli trzeba być szczerym.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>Ale nauczył się już wiele lat temu ignorować niepokój, tak samo zrobił teraz, gdy dochodził do dwóch strzelistych katedr, by znaleźć wciśnięty między nimi maleńki kościółek – miejsce pobytu Szkarłatnych, jednej z wielu grup skrytobójczych, które kontrolowali z Kelthalionem. Varg nie miał zielonego pojęcia jak dostali się do środka, ale w sumie niewiele go to obchodziło. On w końcu od dawna nie używał drzwi.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>Podskoczył i zatrzymał się na samym skrawku niezbyt ciekawego witraża zdobiącego podwyższenie ołtarza. Położył na nim ręce i przeniknął do środka. Oczywiście nie widzieli go. Byli już całkiem pijani, ale nie była to tylko zasługa alkoholu – skrytobójca otoczył się wianuszkiem ukrywających go cieni. Potem całkowicie w nich zniknął, by opaść wolno na podłogę i podejść niepostrzeżenie do Veita. Wyjął bezszelestnie sztylet i przyłożył mu do tętnicy szyjnej.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>Mężczyzna znieruchomiał, a pozostali natychmiast wzięli z niego przykład. Łajza, przyjaciel Veita, wysoki i barczysty mężczyzna o wyglądzie niezbyt rozgarniętego rolnika; Mesrath Błękitny siedział nadal i przyglądał się kropelce krwi, która pojawiła się na szyi jego towarzysza. No i Gutlaff Nostras, skrzyżowanie krasnoluda z człowiekiem, wielkie, podejrzanie inteligentne chłopisko.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>- Panowie. – odezwał się cicho Varg, dopiero wtedy zabierając sztylet. Wiedział, że jego głos ich uspokoi – w końcu nie zabija się zdolnych podwładnych, ot tak, dla zabawy. – Nieco więcej ostrożności następnym razem.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>- Jasne, panie Vickerness. Zapamiętamy. – odparł natychmiast Gutlaff, wstając i przyjmując pozycję wskazującą, że jest gotowy do otrzymania rozkazów.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>- Co pana do nas sprowadza? – odważył się zapytać Łajza, potrącając ręką dzbanek, który pięknie udekorował ceramicznymi odłamkami i plamami wina posadzkę kościółka.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>- Interes, panie Łazja, interes. A cóż innego? – powiedział całkowicie obojętnie, a potem dodał. – Za dwadzieścia dzwonów macie być trzeźwi i gotowi do podróży ścieżkami.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>- Znowu będę rzygał… - mruknął Veit, sprawdzając czy nadal ma puls.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>- Wszyscy idziemy do Kła. Resztę dowiecie się później. Do zobaczenia, panowie. – powiedział cichutko skrytobójca i podszedł do jednego z cieni w rogu pomieszczenia. Po chwili już go nie było.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>- Brr, zawsze mnie przechodzą dreszcze, gdy tak się zjawia, mówi coś i nagle znika. – odezwał się nagle Mesrath, chwytając kolejny dzbanek wina.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>Po chwili reszta zrobiła to samo.</p>
<p class="MsoNormal">
<p class="MsoNormal">
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;text-align:center;" align="center">*<span> </span>*<span> </span>*</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;">
<p class="MsoNormal"><span> </span>Zatoka Wolnych Miast była zaiste pięknym miejscem na osiedlenie się i zbudowanie swojej przyszłości. Każde z Wolnych Miast było ostoją spokoju i oazą życzliwości. Ich założyciele byli ludźmi, którzy wiele przeżyli i to ich trzymało razem, wiedzieli bowiem, że rozproszeni zostaną pożarci przez molocha jakim było Nosgoth.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>Prawie trzydzieści wieków temu spod tyranii Caine’a w Nosgoth wyrwało się kilku wielkich władających ścieżkami, którzy zjednoczyli kilka okolicznych plemion i stworzyli państwo, które potem przez blisko dwa tysiące lat musiało walczyć o swoją niepodległość z bliskim sąsiadem. Dwa tysiące wieków zmieniło wojownicze, brutalne i barbarzyńskie plemiona w zorganizowany lud, który zaczął odpierać ataki armii Nosgoth, a nawet czasami kusił się na atak na Filary Nosgoth.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>Oczywiście nic to nie dało. Nosgoth było nie do zdobycia przez żadną śmiertelną armię, jednak dało to kolejnym władcom miasta, że Wolne Miasta nie są wioskami pełnymi dzikusów, a zorganizowanym państwem. Państwem, które cały czas rosło w siłę i coraz bardziej zagrażało hegemonii jego największego rywala na północnej części kontynentu.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>A wszystko to dzięki potomkom założycieli Wolnych Miast, Dargdanu, Celestianu i Koranu, którzy od wieków tworzyli Bractwo, organizację de facto sprawującą władzę w owych miastach. Oczywiście, byli królowie, królowe, całe dynastie, które upadały i rosły na nowo, jednak ponad tym wszystkim stali Mistycy Bractwa, potężni władający ścieżkami, dbający o dobrobyt i spokój mieszkańców.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>A teraz jeden z mistyków, Halvar Kenturion, potomek Celestiana Wielkiego, niepokoił się coraz bardziej o pokój między Wolnymi Miastami a Nosgoth. Kruchy traktat o wzajemnej nieagresji w każdej chwili mógł być złamany, a głównym tego powodem była niespodziewana burza, która zniosła statek księżniczki Alasary do Zatoki Kła, do miejsca gdzie czekały ją lata gnicia w lochach i długie godziny tortur. Do czasu, aż Karmazynowy Król zdobędzie całą Mostanię.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>Burza z pewnością nie była przypadkowa, Halvar był wręcz pewien, że ktoś ją wywołał specjalnie, by zachwiać równowagą na kontynencie, doskonale zdając sobie sprawę, że jeśli Kły uderzą na Mostanię, to Nosgoth – mając spokój na południu – zechce odzyskać swoje dawne terytoria i dostęp do Oceanu Lodu. Mistyk musiał się dowiedzieć kto to zrobił. Musiał to wiedzieć.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>By znaleźć sprawcę i pokazać mu swoją moc.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>Ale to nie było realne w jego gabinecie, w celestiańskiej siedzibie Bractwa. Musiał ruszyć swoje stare, sfatygowane ciało i znaleźć swojego głównego informatora, Vex’a Cwanego, największą mendę świata przestępczego Celestianu, który był nader niewielki. Mistyk wstał z kanapy, postawił kropkę na końcu swoich notatek i wyszedł na taras Wieży Bractwa. Stamtąd łagodnie spłynął na ruchliwą ulicę.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>Żaden z mieszkańców nie dziwił się, że siwobrody staruszek spływa powietrzem na ziemie i ruszył ku kantorowi Mordreda. Wszyscy doskonale znali tutaj Kenturiona i rozumieli na czym polega jego rola. Pozdrawiali go zdejmowaniem nakryć głowy i życzliwymi uśmiechami, które radowały serce starca.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>Po niedługim marszu mistyk dotarł do kantoru Mordreda, wysokiego, wąskiego budynku o przyciemnianych szybach, na którym wisiał niezgrabny, prawie nieczytelny szyld „Mordred – adwokat”. Oczekujący, a tych było naprawdę wielu, rozstąpili się przed nim, wskazując miejsce przy ladzie, by mógł pierwszy skorzystać z usług Mordreda, ale on tylko przywitał się z nim i skierował na zaplecze, gdzie jak zwykle urzędował Vex. Zapewne coś w tej chwili jadł.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>Mistyk się nie mylił – on w ogóle rzadko się mylił – ale tym razem trafił w sedno. Wielki, z brzuszyskiem wylewającym się zza pasa, mężczyzna o czerwonej owalnej twarzy, wyposażonej w kilka lejących się podbródków, pochłaniał właśnie ogromną miskę gulaszu. Obok miski stało kilka podobnych o resztkach, podobnych do potrawy, którą właśnie spożywał oraz kilka wypitych butelek wina.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>- Witaj, Vex. Widzę, że apetyt ci dopisuje, przyjacielu. – powitał go Halvar, siadając naprzeciwko szpiega; ten machnął niecierpliwie ręką, co pewnie miało oznaczać gest powitania.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>- Doskonale wiesz, że kiedy się stresuje, to dużo jem. A ciekawi cię czym się stresuję?</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>- Proszę bardzo, mów. Tylko nie chcę słyszeć o grożących ci zabójcach, zemstach zza grobu, prewencyjnych ataków wrogich wywiadów i podobnych, nieistotnych, sprawach.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>- Nie to nie. – Vex zabrał się ponownie za jedzenie.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>- Doskonale wiesz, że chroni autorytet Bractwa. Ktokolwiek się na ciebie będzie chciał porwać, to dowie się o naszym zdaniu w tej sprawie. Bądź spokojny.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>- Nadal nie jestem. Wasz autorytet ostatnio mocno podupadł. Zwłaszcza w Nosgoth. Moi szpiedzy znikają jak…</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>- … kęsy w twoich ustach? – odważył się zapytał Halvar.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>- To nie było grzeczne, starcze. Przepadają jak kamienie w wodzie, o, to porównanie jest lepsze.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>- A z jakiego powodu?</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>- Moje żarcie zawsze wychodzi z drugiej strony, nie?</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>Mistyk nie skomentował.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>- Dobra, prawdziwie niepokoi mnie nagła zmiana polityczna między Mostanią, a Kłami. Zmiana nader dla nas niefortunna.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>- Właśnie w tej sprawie do ciebie przychodzę, przyjacielu. – szpieg wyraźnie skrzywił się, gdy staruszek tak go nazwał.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>- O, nie. Nie wchodzę w ten interes.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>- Dlaczego?</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>- Za dużo tam się zmieni. Mam zamiar zniknąć z moim dobytkiem, schować się w jakiejś dziurze, gdzie mnie nikt nie znajdzie, a gdzie będę mógł korzystać z uciech życia.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>Czyli z jedzenia, pomyślał Halvar.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>- Czyli zapewne wiesz o uwięzionej Alasarze Venturion?</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>- Jasne, dowiedziałem się przedwczoraj rano. Uwierz mi, ale wtedy chyba zjadłem całego barana bez odchodzenia od stołu.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>- Wierzę ci oczywiście. Kto zamierza się tam wybrać? I po co?</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>- No cóż, lista jest długa. Karmiciele Dusz, Tancerze Spirali i chyba Szkarłatni. Być może ruszą także Zieloni i Czarni, ale tego nie jestem pewien.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>- A tych pierwszych jesteś?</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>- Jak na to, że umrę z wyrazem szczęścia na twarzy.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>- Zapewne. Vex, na bogów, nie uspokoiłeś mnie. Myślałem, że byłem pierwszy.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>- Za dużo myślisz, staruszku, a za mało działasz. Tu wszyscy z Nosgoth biją cię na głowę, a bogowie, których przed chwilą wezwałeś, doskonale wiedzą, że w dzisiejszych czasach liczy się tylko szybkość reakcji. Siła już utraciła znaczenie. A szkoda.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>- Zaiste. Więc każ natychmiast wyruszać Kompanii Wron do miasta, żeby dostali się jakoś do lochów i oswobodzili księżniczkę.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>Szpieg milczał przez chwilę, bez żadnego wahania mieszając w misce ręką i wyławiając kolejne kawałki mięsa.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>- Nadstaw uszy, staruszku. Wytęż słuch. Karmiciele Dusz i Tancerze Spirali. Rozumiesz? Dociera to do twojego starego mózgu?</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>- Dociera. Zaleć im ostrożność w używaniu ścieżek. Najlepiej by było, gdyby w ogóle ich nie używali.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>- Hm… wiesz, że będziesz potrzebował nowego mistrza szpiegów?</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>- O, a to dlaczego?</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>- Bo Dreuz i Gothrom wyprują mi flaki, gdy usłyszą te rozkazy. Chyba, że wyprzedzi ich Pomidor i dostanę w łeb toporem. Tak czy inaczej, niezbyt przyjemna perspektywa.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>- Niech mają się na baczności. Ich dawne winy jeszcze nie przeminęły. W każdej chwili możemy ich zacząć szukać.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>- Nie no, jasne, wykorzystać autorytet Bractwa i wszyscy poszczają swoje spodnie. Tak czy inaczej, starcze, to będzie cię więcej kosztować – transport, wyżywienie, dziwki dla tych matołów, opłacenie jakiegoś władającego ścieżkami, by wysłał ich na ścieżkę, z której ty już zdołasz ich ściągnąć.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>- Wyślij cenę do Banku Ciangardich. Dostaniesz stosowną zapłatę. No i premię.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>W oczach szpiega błysnęła chciwość.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>- Jeśli akcja się uda.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>I natychmiast zgasła. Vex wyjął kolejną butelkę wina i kolejny kubek. Na szczęście wcześniej wytarł tłuste łapska w serwetkę.</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>- Napijesz się? Mam tu pyszne półwytrawne, gordoriavińskie wino z dzikiego easlatha.</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>- Widocznie za dużo ci płacimy, skoro sprowadzasz wino od tych cholernych ukrywających się wyrzutków. A niech tam, nalej.</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>Wino zostało rozlane. Następnie skosztowane.</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>- Rzeczywiście dobre, sprowadź kilka skrzynek na mój rachunek do Wieży Bractwa.</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>- Zamierzasz leczyć niepokoje winem? – błysnął uśmiechem szpieg, jednak zaraz się opamiętał. Pomimo, że staruszek był zwykle życzliwy i skory do wybaczania drobnych obraz, to nadal władał mocą zdolną spopielić Vexa, budynek, w którym był oraz całą dzielnicę. – Dobra, nie było pytania.</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>- Hm, widzę, że wyprzedzasz moje reakcje. Dobrze, że pracujesz dla mnie.</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>- Zaiste, zaiste, starcze…</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;">
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;">
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;text-align:center;" align="center">*<span> </span>*<span> </span>*</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;">
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;">
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;">
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;">
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>Kapitan Thras’goth Orlantar, oficer zamkowy Kła, spokojnie spał sobie w swoim domu w dzielnicy najbogatszej szlachty. Obok niego leżały dwie kompletnie nagie półelsanki o czarnych włosach i migdałowych oczach, bliźniaczki. Obie były krańcowo wyczerpane i wyglądały jakby przebiegło po nich stado rozjuszonych słoni. Nie można było zaprzeczyć, że Kapitan Orlantar był uzdolniony w ars amandi i to wcale nieźle.</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>- Ty, bierzemy go, czy robimy zawieruchę? – mignął Dreuz palcami w stronę Gothroma.</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>- Bierzemy po cichu. Nie możemy sobie pozwalać na zwracanie uwagi, przyjacielu.</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>- Jasne, przyjacielu. – odmignął mu ponownie Dreuz.</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>Język migowy, którym się posługiwali dwaj skrytobójcy został wymyślony przez ową dwójkę, gdy jeszcze należeli do Akademii Nosgoth, całkiem jawnej szkoły skrytobójców, potężnego narzędzia w rękach patrycjatu Nosgoth. Żaden z mistrzów szkoły nie podejrzewał jednak, że dwaj najlepsi studenci są zdrajcami, że któregoś dnia dostaną rozkaz i zdekapitują Akademię, zabijając całą Radę Siedmiu i uciekając. Nikt tego nie spodziewał. Oprócz, naturalnie, Dreuz i Gothroma.</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>Obaj mieli nawet podobny sposób poruszania, charakteryzujący się cichy, pewnym krokiem, przypominającym nieodłącznie skradającego się kota. Posługujący się taką samą bronią, znający te same posunięcia podczas walki tworzyli zespół zgrany do tego stopnia, że niewiele śmiertelników mogłoby im stawić czoła.</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>No, ale w Czerwonym Kle mieszkali praktycznie tylko magowie.</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>A to komplikowało sprawy.</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>Uderzenie ciężkiej i twardej jak kowalski młot pięści spadło na skroń kapitana, który znieruchomiał na łóżku. Sam cios obudził jedną z półelsanek, ale dostała tak samo i również znieruchomiała.</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>Dreuz i Gothrom w imię tylko sobie znanych zasad byli przeciwnikami kobiet. Ale pozostała część Kompanii Wron, lubiła je. I to nawet bardzo. Megnador uwielbiał osoby płci przeciwnej i to nieważne w jakim stadium rozkładu czy w mniejszym czy większym kawałku. Nie robiło mu to specjalnie różnicy, biorąc pod uwagę, że kiedyś już zaspokajał się beznogim trupem pewnej szlachcianki z Last. Ale Megnador był krasnoludem. A to wiele znaczyło.</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>Natomiast Krelnxer Otolion był inny. On lubił kobiety piękne, eleganckie, wiedzące czego chcą, które wcześniej pozbawiał całego hartu ducha i dumy za pomocą Ścieżki Emocji, Arald Teos. Wtedy dopiero zabierał się do konsumpcji. A po niej niewiele z tych kobiet dochodziło do siebie. Ale nikogo to nie obchodziło. Ważnym było, że Krelnxer był wielkim władającym ścieżkami Arald Teos.</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>Każdemu by to wystarczyło, jeśli dysponował on mocą, którą mogła ugotować mózg w ciągu dwóch czy trzech uderzeń serca.</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>Kompania Wron istotnie była wredną zgrają. Dwóch skrytobójców, bliźniaczo do siebie podobnych, krasnolud nekrofil i cholernym mag władający Arald Teos. Każdy z innymi dewiacjami i innymi sposobami ich zaspokajania. Można by pomyśleć, że Bractwo nie powinno zatrudniać takich ludzi, ale Bractwo wiedziało co znaczy termin „profesjonalista” i wiedziało, że profesjonalistom wiele się wybacza. Dlatego Dreuz i Gothrom mogli zabijać kiedy chcieli, Megnador mógł gwałcić ścierwa kobiet ile chciał, a Krelnxer mógł uwodzić i niszczyć każdą kobietę jaką chciał.</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>Byle tylko wykonali zadanie.</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>A to – dziś przynajmniej – było cholernie trudne.</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>Samo miasto, do którego zostali wysłani słynęło z notorycznego przechwytywania szpiegów każdego królestwa Nosgoth. Czerwony Kieł miał wysoce wyspecjalizowanych magów właśnie w Arald Teos, mogących wykryć nową obecność w mieście po kilkudziesięciu uderzeń sercach. Wtedy Karmazynowa Gwardia dostawała wyraźny rozkaz przechwycenia szpiegów, a wtedy złapanych czekało kilkadziesiąt lat tortur i wyciągania zeznań. Los doprawdy nie do pozazdroszczenia. Kilkadziesiąt lat temu, dziadek Gothroma, również skrytobójca, zniknął tu podczas jednej ze swoich myśli. Potem wnuczek próbował go odnaleźć.</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>I odnalazł.</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>Ścierwo podwieszone pod sufitem za nogi i ręce, z wielką kupą białych larw w żołądku. Gothrom ocenił, że jego dziadek umierał ponad dwa miesiące, cierpiąc niewyobrażalne męki. Od tej pory stał się ostrożniejszy w wykonywaniu zadań dla Bractwa, ale teraz – gdy stał nad nieprzytomną trójką Czerwońców – wspomnienia wracały. Doskonale wiedział, że musi dać z siebie wszystko. Dreuz, pomimo oczywistego talentu, był jeszcze młody, nie miał niezbędnego doświadczenia do wykonywania takich zadań. Ale on go tego nauczy. W końcu jak można by nie nauczyć czegoś własnego…</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>- Gothrom! Idziemy! Krelnxer mówił, że wykrył coś w zamku, coś innego niż obecność zwykłych Czerwonych Magów. Niepokoi się.</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>- Jasne, Dreuz, jasne, przyjacielu. Już lecimy.</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>- Wziąć go?</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>- Jeśli możesz. Ja poprowadzę.</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>Dreuz wziął na ramię ciało kapitana jakby ważyło one niecałe kilkanaście kilo, a nie kilkadziesiąt. Tak samo zrobił z jedną z półelsanek i wyszedł z sypialni. Gothrom wyjął zielonkawy sztylet i przesunął nim po szyi drugiej kobiety. Zapadła w ciężki, mocny sen.</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>Nie miała już się obudzić.</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>To trucizna wyprodukowana przez Kithayczyków ze Wschodniej Baszty, szara śmierć, była najlepszym środkiem na zapewniania sobie dyskrecji. Jeszcze nikt nie obudził się po zaaplikowaniu Szarej Śmierci, a jeśli budził się to gwałtownie umierał na nagłe pękanie wszystkich naczyń krwionośnych. Nie wyglądało to sympatycznie, ale no cóż. Kithayczycy nie byli sympatycznym ludem.</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>Gothrom delikatnie przykrył ją jedwabną pościelą i wyszedł cichutko niczym kot z sypialni. Zeskoczył ze schodów, znowu nie powodując najmniejszego dźwięku, i ruszył do wyjścia. Dreuza nie było, pewnie już biegł z dwoma ciała w kierunku kamienicy, którą zajęła na czas operacji Kompania Wron. W zasadzie to dobrze.</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>Zamknął drzwi na klucz, a tego wsunął pod wycieraczkę, tam gdzie go zresztą znalazł. Specjalnie wybrali Kapitana Thras’goth Orlantara, czołowego idiotę sceny politycznej Czerwonego Kła, a przy tym naczelnika lochów Kła. To bardzo ułatwiało sprawę, zwłaszcza, gdy Krelnxer zrobi mu wodę z mózgu, a potem dzięki niemu dostanie się cała Kompania Wron do zamku, by uwolnić księżniczkę Alasarę, Venturion, dziedziczkę tronu Królestwa Mostanii.</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>Zadanie to nie podobało mu się. Zwykle wysyłali ich do Nosgoth, miejsca, gdzie ukryć się to najłatwiejsza rzecz pod słońcem, jednak teraz trafili w sam środek politycznej grze w mieście łaknącym krwi szpiegów. Politycznej gry, której uczestnicy będą ścigani przez całe lata. A wizja choćby prób walki z Czerwonymi Magami była doprawdy nie do pozazdroszczenia.</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>Ruszył ulicą.</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>Ulice Czerwonego Kła były szerokie i przestronne, co zupełnie Gothromowi się nie podobało. Czuł się odsłonięty, idąc środkiem wielkiej ulicy, a nie – tak jak zwykle – ciasnym, śmierdzącym zaułkiem w Nosgoth. Ale cóż – co kraj to obyczaj. A te państwa leżące tym bardziej na południe, zdumiewały niektórymi rozwiązaniami w kwestii administracji ulic miasta czy w ogóle swoją kulturą. Skrytobójca nie czuł się w nich dobrze. Prawdopodobnie dlatego, że było tam zwyczajnie za ciepło.</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>Teraz nawet pocił się pod szaro, czarnym strojem szlachcica w barwach jakiejś pomniejszej rodziny, idąc po szerokich brukowanych ulicach i słuchając okolicznych dźwięków, które w żaden sposób nie uspokajały go, choć były najzwyklejszym oddechem nocnej ulicy. Koty w jakiś sposób omijały go szerokim łukiem, jakby coś w nim wyczuwając, czego nie powinien mieć normalny człowiek. Psy chowały się po szerokich zaułkach, kryjąc się w cieniach okolicznych kamienic i domów. Inne zwierzęta w panicznym, zupełnie niezrozumiałym dla nich strachu, uciekały ile wlezie. Byle jak najdalej od Gothroma.</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>Nigdy nie mógł tego zrozumieć, dlaczego zwierzęta bały się go jak ognia. Od początku swojego życia, pamiętając jeszcze piękne czasy własnego dzieciństwa, zawsze pragnął mieć zwierzątko, które w żaden sposób nie odwzajemniało sympatii przyszłego skrytobójcy. Każde zwierzę, jakie sobie sprawił, uciekało od niego w szaleńczym przestrachu. Kiedyś pytał o to Krelnxera, ten spojrzał na niego badawczo i odparł:</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>- Nosisz w sobie ducha Imago, mój drogi. Jesteś naznaczony. Te zwierzęta widzą w tobie tylko drapieżnika, czyhającego na ich życia.</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>Nie żeby to poprawiło nastrój Gothroma, ale jednak niejako go podbudowało. Od tego czasu zaczął w myślach tytułować się drapieżnikiem, przelewającym niewinną krew zwierząt. A zwierzętami dla Gothroma byli wszyscy. <span> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>Minął znajomy kształt kościoła ku czci Karmazynowego Króla, obok którego stała kamienica, promieniejąca światłem z okien, za którymi migały ciemne sylwetki. Widocznie kapitan już się ocknął. Skrytobójca, gubiąc gdzieś po drodze myśl o tym, że Karmazynowy Król w swym kraju jest już bóstwem, wszedł do budynku i skierował się ku pokojowi przesłuchań.</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>Gdy stanął<span> </span>w jego progu, pojął, że Krelnxer naprawdę przeszedł samego siebie. Stał w wielkiej sali tortur, ogromnym lochu, pełnym płonących żagwi, pełnym koszów z żarzącymi się węglami, z ogromną gablotą narzędzi tortur na ścianach. Na środku tego pomieszczenia, tak sprytnie wykreowanego przez umiejętności władania Arald Teos ich maga, stał stolik, przy którym siedział kapitan Thras’goth. Wokół niego stali Megnador, Dreuz i pan Otolion, jak zwykł przedstawiać się mag, zanim gotował swym wrogom umysły. Panienka z krwią elsanów w żyłach gdzieś leżała. Gothroma nie obchodziło gdzie, podszedł natychmiast do więźnia i strzelił mu w pysk.</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>- Thrass’gothcie. – wyszeptał mu do ucha. – Zostałeś oskarżony przed Naczelny Trybunał Karmazynowej Gwardii o zdradę stanu.</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>- Jaką zdradę stanu?! – wykrzyknął głośno kapitan, nie zdając sobie sprawy, że Megnador za nim ze swoim ogromnym pasem. Przylał mu po plecach.</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>- Spałeś z szpiegami Królestwa Mostanii. Zdążyliśmy pojmać drugą zbrodniarkę, a pierwsza nam uciekła. Odpowiesz za to. Ale możesz osłabić swój wymiar kary.</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>- Jak, panie? – kapitan istotnie był idiotą, kompletnym debilem, zdegenerowanym przez ciągłe pieprzenie się i chlanie.</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>-Wiemy gdzie się kieruje. Musimy tam dostać się niepostrzeżenie, by ją złapać. Podejrzewamy, że jest potężną czarodziejką.</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>- Co mam zrobić, panie? Co robić?</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>- Musisz z nami iść do lochów Czerwonego Kła.</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>Kapitan spojrzał na nich z nagłym błyskiem inteligencji w oczach.</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>- Chodzi o tą księżniczkę z Mostanii, tak?</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>- Tak.</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>Nagle inteligencja zamieniła się paniczny strach. Próbował się zerwać z krzesła.</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>- Musimy tam iść! Musimy natychmiast tam iść! Karmazynowy Król mnie zabije, gdy ona zostanie uwolniona!</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>- Myślę raczej, że resztę życia spędzisz w lochach, żyjąc o wodzie i kaszce, płynącej ściekiem. Albo kleikiem. Albo kisielem. – mruknął Dreuz, jednak mignięcie Gothroma powstrzymało go od kontynuowania.</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>- Istotnie, musimy tam iść. Natychmiast.</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>- Rozwiążecie mnie?</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>- Tak, wiedz jednak, że każda próba ucieczki będzie przypieczętowaniem Twojego losu.</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>- Oczywiście, panie.</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>Dreuz, na znak dany przez Gothroma, przeciął mu więzy i wskazał wyjście z iluzorycznej sali tortur. Kapitan pomimo wrodzonego kretynizmu zachował godność, roztarł nadgarstki, otrzepał się z niewidocznego kurzu i skierował się do wyjścia.</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>Kompania Wron jak cienie podążyła za nim.</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;">
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;">
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;">
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;text-align:center;" align="center">*<span> </span>*<span> </span>*</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;">
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;">
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;">
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>- Łajza, ubrałeś się?</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>- Chwila, Veit, chwila. Spodnie mnie cisną! W kroku.</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>- Nie pierdziel, tylko się ubieraj. Musimy stąd spadać. Mesrath i Słowiczek już pobiegli. – warknął Veit, wychylając się na korytarz i rozglądając się chwilę. Wydawało mu się, że słyszy ciężkie kłapnięcia Słowiczka, ale mógł się mylić. Zresztą odkąd Gutlaff zapiszczał jak mała przerażona dziewczynka, gdy pan Vickerness pojawił się, by zabrać ich do Czerwonego Kła, usiłował swoimi ciężkimi krokami udowodnić, że nie jest jednak Słowiczkiem. Veit i Łazja jednak nie chcieli uwierzyć i dla nich został Słowiczkiem.</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>A Słowiczek, cwana ptaszyna, wybrała się z zmiennokształtnym na rekonesans i nie wracali. Zresztą, rekonesans polegał na tym, że szukali zejścia do lochów, które było ukryte w sposób iście diabelski. Jeśli by znaleźli, mieli od razu brać księżniczkę i uciekać, nie czekać na pozostały skład Szkarłatnych. Gdzieś po pałacu krążył również Varg Vickerness, ściągając uwagę Czerwonych Magów. De facto istniały trzy grupy niezależnie próbujące wykonać to samo zadanie, szanse teoretycznie rzecz ujmując były trzykrotnie większe niż na początku. Jednak praktycznie sprawa wyglądała zupełnie inaczej.</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>Doskonale wiedzieli co mają zrobić, wiedzieli co mogą spotkać na swej drodze, mieli przygotowane środki zapobiegawcze alarmom, a jednak zawiódł jeden szkopuł. Nikt nie wiedział gdzie jest zejście do lochów, a zamek był oszałamiająco ogromny. Setki pomieszczeń, tysiące korytarzy, przejść, girland, dziesiątki podobnych do siebie atrium, tuziny schodów prowadzących niewiadomo gdzie. Zamek był istnym labiryntem, po którym krążyły brygady strażników, magów i Karmazynowych Gwardzistów.</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>Veit i reszta nie mieli łatwego zadania.</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>- Ty, ubrałeś się?</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>- No, ale nadal ciśnie.</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>- No to lecimy.</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>- Ale gdzie?</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>- Nie wiem gdzie! – warknął Veit do swojego przyjaciela, który patrzył na niego z powątpiewaniem.</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>- Musisz wiedzieć. W końcu po coś przebraliśmy się za tych strażników, nie?</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>- Słuchaj, Łazja, ja nie wiem gdzie jesteśmy, ale za to wiem, że mi się to kurwa nie podoba. Nie podoba mi się chodzenie po tym cholernym zamku, teraz po zmroku, gdy w każdej chwili mogą wyskoczyć mi jacyś żądni krwi Czerwońcy, którzy zaatakują nas wielkim gradem cholernych zaklęć, które to z kolei zmiotą nas z siebie, nawet nie zdążywszy zakosztować bólu. – Veit był masochistą. Uwielbiał wszelaki ból.</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>- Dobra, unikamy kogokolwiek. Jak coś, to jesteśmy głupimi strażnikami.</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>- W razie czego powiem, że się zgubiliśmy i jesteśmy ze straży więziennej.</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>- Dobra, jak wolisz. Mi to obojętne. – mruknął Łazja i przybrał minę znudzonego idioty, czyli oczywiście mało ważnego strażnika w ogromnym kompleksie Kła.</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>- Ty, ale jakoś musimy znaleźć lochy, co nie?</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>- No, powinniśmy. Inaczej, nas wypatroszą!</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>- I będzie nas boleć?</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>- No, raczej tak, przy wypatroszeniu zwykle pojawia się leciuteńki ból. – powiedział Łazja, patrząc na błyszczące z podniecenia oczy Veita.</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>- Naprawdę? Skąd wiesz?</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>- Stary znajomy mi mówił.</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>- Jak się zwał?</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>- A tam, nie znasz go.</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>- No kurde, powiedz mi jak się zwał.</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>- Nie. I tak go nie znasz. A jego imię niewiele Ci powie.</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>Veit fuknął obrażony i zabrał się do przymocowywania rzemieniami noży i sztyletów do swojej ledwo co zdartej z trupa kurtki koloru głębokiej czerwieni.</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>- Ty, Łazja, to co? Idziemy?</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>- No, chodźmy. Czas ruszyć leniwe dupska.</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>Wyszli z maleńkiej komórki, gdzie zostawili trupy dwóch strażników, i ruszyli długim, ciemnym korytarzem, leciutko tylko oświetlonym przez zapalone na końcu świece. Te były jedynym drogowskazem gdzie iść, bo Veit i Łazja kompletnie nic nie widzieli.</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>Doszli do skrzyżowania, rozwidlającego się w czterech kierunkach. No i powstał dylemat.</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>- Gdzie idziemy?</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>- Nie wiem, kurde. Musimy się zdecydować. Poczekaj… - mruknął Veit i przysunął ucho do ściany. Łazja tymczasem splunął gęstą żółtą flegmą na posadzkę.</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>- Słyszę coś.</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>- Super.</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>- Ale to coś ważnego.</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>- Rewelacyjnie.</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>- Łazja, kurwa, naprawdę.</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>- Dobra, dobra. Mów co słyszysz.</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>- Że idą po nas.</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;">
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;">
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;text-align:center;" align="center">*<span> </span>*<span> </span>*</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;">
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;">
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>Księżniczka Alasara Venturion, dziedziczka całego Królestwa Mostanii, zwieszała smętnie głowę, patrząc na nierówną ścianę swojego więzienia. Bloki skalne były ogromne, aczkolwiek źle ułożone, co kiedyś pewnie zaowocuje zawaleniem się tego cholernego zamku. Ale do tego czasu, Alasara zgnije w lochu.</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>Chyba, że ktoś ją wcześniej uwolni.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>Nie, nie ma po co łudzić się taką nadzieją. Z lochów Kła nikt nigdy nie wyszedł. Tysiące strażników, zamek zaprojektowany przez umysł szaleńca, samego Karmazynowego Króla, dziesiątki potężnych magów, czuwających nad najmniejszymi objawami magii w okolicy zamku. I oczywiście bariera magiczna.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>To dzięki niej Alasara czuła się jak ryba wyciągnięta z wody. Czasami łapała się na tym, że patrzy na swoje niegdyś cudownie wypielęgnowane palce i myśli jakie zaklęcie nimi rzucić. Potem zwijała nagle się w pozycję embrionalną i wymiotowała krwią i żółcią. Niegdyś cudowne platynowe włosy, powiewające za nią na wietrze, teraz były skołtunione i zapaskudzone rzygowinami. Na szczęście nie uszkodzili jej twarzy.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>Nagle usłyszała ciche, dobiegające z daleka krzyki. Brak artykulacji i tony wściekłości i bólu, wyraźnie przebijały się poprzez żelazne, grube na pół metra, drzwi. Krzyki umierających.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>Ratunek?</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>Naprawdę?</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>Krzyki się przybliżały, doszedł do nich szczęk oręża i przeraźliwe wycie wiatru.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>Wiatr w lochach?</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>Alasara wstała z śmierdzącego barłogu, który służył jej jako posłanie, i padła na kolana. Wymruczała pierwszą modlitwę do Kochanki Wiatru.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>- Bogini mego ludu, Kochanko Wiatru, okaż mi swe miłosierdzie. Ześlij na mnie ratunek, którego tak potrzebuje. Niech ktoś mnie uratuje! Niech ktoś tu przybędzie! Niech ktoś zajebie tych Czerwońców i pozwoli mi używać Ścieżek. Kochanko Wiatru…</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>- Księżniczko Alasaro.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>Zza drzwi rozległ się cichy, absolutnie beznamiętny głos.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>- Odsuń się od drzwi.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>Odsunęła się posłusznie.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>Pierwsze uderzenie zwaliło ją z nóg, drzwi się zachwiały, ale wytrzymały. Nagle rozgorzały czerwonością, gdy jakieś ostrze zaczęło przecinać metal. Pryskały iskry, a temperatura cały czas rosła, wrota do jej wolności zaczęły upadać, przecinane raz po raz przez tajemniczego wybawiciela. W końcu zasuwa opadła, gwałtowne kopnięcie urwało zawiasy i przed księżniczką Mostanii stanęła szaroczarna postać, odziana w męski, gustowny, wams. W rękach trzymała rozgrzane do czerwoności sztylety.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>- Księżniczko Alasaro, przybyłem ci na ratunek. Jeśli chcesz stąd odejść żywa, wykonuj moje polecenia.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>- Kim jesteś?</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>- Nikim.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>Przybysz schował niewiadomo kiedy ostrza i podał jej swoją dłoń. Uścisnęła ją i wstała. Nagle poczuła przypływ sił. Bariera magiczna zniknęła. Zdziwiło ją, że jej tajemniczy wybawiciel się zaniepokoił, ba, wręcz przeraził. Wyczuła to mimowolnie, dzięki Arald Toes, Ścieżki Emocji, choć nie widziała twarzy mężczyzny, który jej pomógł.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>- Uciekamy. – powiedział szeptem i pociągnął ją korytarzem. Gdzieś na górze wrzała walka na ścieżki. Czuła na języku ich posmak. Ścieżka Karmazynowego Króla jeszcze się nie uaktywniła, słabsze jej wersje – moc Karmazynowej Gwardii – jednak dawały o sobie znać. Sprzeciwiały im się w rozpaczliwej walce Arald Thes i Arald Minor, z góry skazane na przegraną.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>Biegli korytarzami, mijając drzwi kolejnych cel. Cała bariera magiczna zniknęła. Kto?! Co?! Usłyszała wybuchy na poziomie, przez który biegli. Kilka wrót wyleciało z ogromną siłą i rozwaliło się na antycznych ścianach lochów Kła. Kieł więził wiele potężnych istot.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>- O kurwa. – wyszeptał jej wybawiciel, rzucając wzrokiem do tyłu. Biegł za nimi szary jak popiół mężczyzna, powiewając długimi do pasa, skołtunionymi włosami. W jego rękach tańczył poszarzały ogień, w jego oczach natomiast tańczyło szaleństwo.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>Nie wiedzieć czemu zatrzymał się. I odwrócił do Karmazynowego Gwardzisty, który pojawił się na końcu korytarza. Struga ciemnoczerwonego ognia poleciała w Szarego, ten jednak uchylił się nieznacznie i podbiegł do maga. Uderzył go dwa razy, dwa razy w mostek. Pierwsze uderzenie zgruchotało klatkę piersiową Gwardzisty, drugie przebiło ją, wyrywając na zewnątrz bijące jeszcze serce, które Szary wyrwał i zjadł. Bezwładne zwłoki padły na posadzkę lochu, w fontannie krwi.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>- Uciekaj, księżniczko! – warknął jej do ucha wybawicieli i wyjął swe sztylety. Oba zapłonęły teraz czarnym ogniem. Zaczął iść w stronę istoty, trzymając ostrza za plecami.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>Walki nie widziała, biegła, przyśpieszając się Arald Thes i zamykając ślad w Arald Theos. Słyszała natomiast ohydne ryki i trzaski zderzającej się magii. Skręciła w prawo, zamykając swoje ścieżki, zaraz po tym, jak wyważyła impulsem mocy drzwi do celi i tam się schowała. Nic nie widziała. Czuła jednak ohydne ścierwo leżące pod ścianą, dawno już zgniłe i skonsumowane przez <em>khylarvi</em>, ohydną odmianę ludzkich larw zwanych więziennymi robakami.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>Usłyszała przeciągły, prawie ludzki, krzyk. Krzyk agonii. Potem kroki, szybkie, niecierpliwe, tak doskonale pasujące do kroków jej wybawiciela.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>Odwróciła się gwałtownie do jednej z ścian, osnutej całkowitą ciemnością.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>- Księżniczko, uciekamy. Zaraz tu będą.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>Arald Tren, Ścieżka Ciemności, znakomicie opanowana. Kim on jest?</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>Uciekali.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span></p>
<p class="MsoNormal">
<p class="MsoNormal" style="text-align:center;" align="center">
<p class="MsoNormal" style="text-align:center;" align="center">*<span> </span>*<span> </span>*</p>
<p class="MsoNormal">
<p class="MsoNormal">
<p class="MsoNormal">
<p class="MsoNormal"><span> </span>Megnador jadł. Zjadał właśnie ciało strażnika, któremu przed chwilą uciął głowę. Krew jeszcze sikała troszkę z szyi, ale nie przejmował się. Wyrywał mu wątrobę i wgryzał się w nią ze smakiem. Nie czuł gorzkiego smaku nadużywania alkoholu, widocznie strażnik nie pił. Wątroba była smaczna.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>Pokój strażników lochów Kła był skąpany we krwi. Rozbryzgi tej karminowej cieczy poznaczyły ściany fantazyjnymi deseniami, flaki walały się po podłodze, niczym zabawki zostawione przez roztargnione dziecko. Sześć trupów było porzuconymi zabawkami Megnadora, który teraz zabawiał się z ostatnim strażnikiem. Wątroba rzeczywiście była smaczna.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>- To się nazywa ukryte walory. – wymamrotał do siebie Megnador, nie zważając, że ociekający krwią kawałek wątroby wisi mu z ust. – Byle chmyz, a tu taka smaczna wątroba. Ciekawe czy inni też takie mają. Wziąć na później? Nie, nie zdążę. W zasadzie, powinienem już się stąd zmywać.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>Zniknęło go przytłaczające uczucie bariery magicznej.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>- O tak, muszę stąd uciekać. Natychmiast.</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>Zapachniało korzennym aromatem i w pokoju pojawił się młody człowieczek w czerwonych szatach.</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>- Stać w imię Kła!</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>- Ha, ha, ha. – odpowiedział mu cierpko Megnador i ruchem topora urwał mu łeb.</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>Kolejny do kolekcji.</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>Ci magowie z Kła byli strasznie zadufani w sobie. W ogóle nie ćwiczyli swych zdolności bojowych, tylko magia, tylko ścieżki, tylko wielka – rzekomo – moc. A głowy urywało im się tak samo jak innym, ba, nawet łatwiej. Co nie zmieniało tego, że zabity przez Megnadora mag był ledwo nowicjuszem któregoś tam stopnia. Z wyższymi stopniami wtajemniczenia, krasnolud rzeczywiście mógłby mieć kłopot. Dlatego należało spierdalać.</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>Podniósł się, wytarł resztki wątroby z brody i szyi, otrzepał się z ochłapów mięsa i ruszył korytarzem, który miał – chyba – go zaprowadzić do kanałów miasta, którymi miał się wydostać. Oczywiście po drodze pewnie spotka strażników i magów, ale jakoś sobie z nimi poradzi.</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>Megnador zawsze sobie z wszystkim radził.</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>Gdzieś z daleka, dobiegały go wybuchy, coraz to donioślejsze i potężniejsze. Raz zdarzyło się nawet, że zachwiał się, bo wybuch wstrząsnął posadami Kła. Cholerni magowie. To niesprawiedliwe, że oni niszczą ludzi na odległość. To niesprawiedliwe, że mogą niszczyć całe miasta, objawiając swoją moc.</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>Kiedyś słyszał o grupach skrytobójczych z Nosgoth. Ci to mieli dopiero dobrych magów. Być może nawet te grupy tutaj były i to one walczyły z Karmazynową Gwardią. Być może nawet wygrywały.</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>Być może w słowniku Megnadora oznaczało – na pewno.</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>Nagle zapanowała cisza. Nic się nie działo.</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>I wtedy Megnador osunął się na kolana, ze sztyletem w sercu.</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>Ostatnia myśl przemknęła przez jego gasnący umysł.</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>Przynajmniej, kurwa, nie zabił mnie mag.</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;">
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;">
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;text-align:center;" align="center">*<span> </span>*<span> </span>*</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;">
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;">
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;">
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>- Ty! Popatrz! Zabiłem kogoś!</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>Łazja spojrzał na trupa, leżącego u nóg Veita.</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>- Idioto, to krasnolud! Chcesz mieć na łbie cały jego klan?! Zresztą i tak już masz.</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>- Ale on był bezklanowy.</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>Łajza zdziwił się i rzucił okiem na krasnoluda.</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>- O kurwa, uciekamy stąd. To członek Bractwa. Zaatakowaliśmy Bractwo, ty idioto! Varg nas zabije.</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>- Cicho. Nie dowie się.</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>- Akurat!</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>- Nie dowie się. Mam pomysł.</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>Łajza spojrzał na niego sceptycznie, a potem wzruszył ramionami.</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>- Dobra, co to za pomysł?</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>- Wskrzesimy go! Ha ha!</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>- Niby jak?</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>- Zaniesiemy go na Orle Gniazdo, potem rzucimy na niego Pajęczynę Ewentualności Asimpreth, następnie Galeocką Opończę Magdireth, a potem rzucimy go na środek Filarów Nosgoth.</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>- Veit. Posłuchaj. Jesteś w Kle. Na dodatek nie władasz ścieżkami. Kto niby rzuci te zaklęcia?</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>- Mesrath oczywiście. Albo Kelthalion.</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>- Jesteś idiotą.</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>- A Ty moim przyjacielem. Przyjaźnisz się z idiotą. Czemu?</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>Kurwa, co za debil. Pomyśleć, że czterdzieści lat życia razem, zbierania ziarnko do ziarnka, by jakoś się utrzymać, potem wstąpienie na służbę do pana Vickernessa i pana Seregnara, zabijanie setek ludzi, nadal nie dawało Veitowi poczucia, że są przyjaciółmi. On był idiotą. A Łajza był idiotą, bo się z nim przyjaźnił.</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>Zaprawdę byli siebie warci.</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>- Nieważne, Veit, nieważne. Ruszajmy.</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>Korytarz kończył się wielkimi wrotami, które nie wiadomo po co i jak się tutaj znalazły. Błyszczące opończe czarów rozświetlały okolice, a swoje epicentrum znalazły właśnie w drzwiach. Dwójka przyjaciół stanęła pod wrotami i zaczęła się zastanawiać nad sposobem ominięcia bariery.</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>- Dobra, potrzebny nam jakiś mag.</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>- Nie możemy po prostu ich otworzyć?</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>- Widzisz te runy? To Arald Teos, uwięzi nas, gdy tylko dotkniemy drzwi. Potem przyjdą Gwardziści i wyciągając nam jelita, będą nas przesłuchiwali. Dodatkowo znarkotyzują nas, byśmy musieli mówić prawdę. Wydamy naszych panów.</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>- No i co z tego?</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>Łajza wzruszył ramionami.</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>- Nic z tego. Ale, znając Kelthaliona, to nawet martwi nie znajdziemy spokoju.</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>-Aha, dobra, poszukajmy jakiegoś maga.</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>Z korytarza, którym przybiegli, wynurzyła się kolejna grupka ludzi. Kilkunastu strażników, charakterystycznie odzianych w emaliowane na czerwono kirysy i długie włócznie.</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>Kto normalnym zabierał do lochów włócznie?</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>Ryknęli coś, co przypominało okrzyk bojowy i zaczęli biec w ich stronę, nastawiając włócznie.</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>Aha, po to się zabiera włócznie.</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>Dwa szeregi żołnierzy dzierżący włócznie szarżowało na Veita i Łajzę, którzy nie za bardzo mieli pomysł co robić. Byli w ślepym zaułku. Ich broń była zwyczajnie za krótka, zanim się do nich dostaną, to zostaną przebici i uniesieni na lśniące magią wrota. Plątanina ścieżek ich uwięzi i będzie źle.</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>Do spotkania się z grotami włóczni zostało góra trzy czy cztery uderzenia serca. Wtedy z ziemi, wprost z podłogi wyrósł Mesrath Błękitny. Stanął bokiem do włóczników, podniósł wyprostowana rękę i wypuścił z dłoni strumień lazurowego płomienia.</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>Kilkanaście kupek pyłu znaczyło miejsca, gdzie przed chwilą byli żołnierze Kła.</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>- Ha! Mesrath, uratowałeś nas! – ryknął Veit. – Niechże Cię uściskam! Niechże pocałuję!</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>Rzucił mu się na szyję.</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>Mesrath z zapałem próbował uwolnić się od obleśnych pocałunków i jeszcze gorszych uścisków, które podejrzanie błądziły po jego pośladkach.</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>Już zaczynał żałować, że nie zostawił tych kretynów na pastwę grotów Czerwońców. Ale byli jedną kompaniją, jednym organizmem, który działa prawidłowo tylko w komplecie. Więc tylko zrzucił Veita na ziemię, spojrzał na Łajzę, patrzącego wrogo na kupki popiołu i ruszył do drzwi.</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>- Panowie. Za tymi drzwiami jest wejście do kanałów. Musimy przepłynąć. Z racji tego, że nie znam Ścieżki Wody, to musimy przepłynąć.</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>-Cudownie! Kąpiel! – entuzjazm w głosie Veita przyprawił Mesratha o zawrót głowy.</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>- Dobrze, że się cieszycie, bo…</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>Coś mu przerwało. Coś się budziło. Coś wróciło do ciała.</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;">
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;">
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;text-align:center;" align="center">*<span> </span>*<span> </span>*</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;text-align:center;" align="center">
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;text-align:center;" align="center">
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span><span> </span>Z oślepiającą prędkością, z myślą tysięcy lat, z przekleństwem sięgającym zarania dziejów, on podróżował. Mknął po skrzydłach swego umysłu, przed którym uginały się coraz to liczniejsze hordy stworów w Arald Dos, płomiennych ifrytów, wielkich salamander wygrzewających się<span> </span>w basenach lawy czy Akra’legothów, latających chmarami po rozdygotanym od gorąca niebie.</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>Arald Dos. Starożytna kraina, jego dziedzictwo, spuścizna jego przodków, a jedynie przedbramie do prawdziwego Królestwa Ognia, które zostało zamknięte, pomimo usilnych prób otwarcia i przebudzenia Płomienia. Wściekłość jego ducha nagle zadomowiła się w tysiącach tysięcy istot żyjących w tym Świecie, gdy Brama Szalejących Ogni po raz kolejny odmówiła mu wejścia i objęcia Arald Dos’Reth.</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>W jego umyśle pojawiła się zgoła niemiła myśl, że coś zagraża jego fizycznej postaci. Uzurpacja? Nie. Atak? Nie. Problemy? Tak.<span> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>Podróż trwała dziesiątki dni. Powrót trwał jedno uderzenie serca.</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>Otworzył oczy, a komnatę zalało czerwone światło. W ciągu ułamka uderzenia serca odszukał dusze tych, którzy mieli pilnować księżniczki, a zawiedli.</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>O nie, nie uciekniecie za Bramę Bliźniaczych Śmierci. Jeszcze nie.</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>Ale najpierw kara fizyczna i objawienie.</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>Lud Kła kochał objawienia.</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;">
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;">
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;text-align:center;" align="center">*<span> </span>*<span> </span>*</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;text-align:center;" align="center">
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;text-align:center;" align="center">
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>Królestwo Arald Tren było wypaczeniem rzeczywistości, paskudnym, obłąkanym obrazem świata, który każdy człowiek widział. Wykrzywione pod dziwnymi kątami ściany budynków, paszcze pełne ostrych kłów wyzierające z bruku – uosobienia cienia krat do kanałów. Ileż istnień, ileż żyć i marzeń, musiały one pochłonąć, by zyskać Arald Tronowską imitację życia, pełnego głodu i braku wyrzeczeń. Ulice Czerwonego Kła były tutaj puste i ciche, nikt im nie przeszkadzał uciekać, choć wiadomym było, że nikt ich ucieczki nie daruje, było wiadomym, że będą ścigani do końca świata, a nawet później.</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>Księżniczka Alasara Venturion, cały czas trzymając wybawiciela za rękę, szła posłusznie przez skąpaną w cienistych światłach ulicę, która przerażała ją i jednocześnie fascynowała. Tak samo jak jej skryty towarzysz, obdarzony niesamowitym talentem do walki i magii. Teraz milczał, ciągnąc ją w kolejne zaułki i nagłe mosty, zrodzone z jakiejś ciemnoszarej materii, po której można było w jakiś sposób stąpać, choć wydawała się być ulotna i tak samo trwała jak dym.</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>Weszli na ogromny budynek, który w rzeczywistym świecie byłby pewnie siedzibą jakiegoś szanowanego rodu szlacheckiego, tutaj był zapuszczoną ruiną, która w jakiś sposób żyła i poruszała się pod ich stopami.</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>- Cień żyje. – wyszeptał jej towarzysz, nie odwracając się i stając na środku budynku.</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>Nie skomentowała. Przerażał ją Cień, pomimo, że była wielką władająca ścieżkami. Przerażały ją okropne kształty i brutalne myśli, które raz po raz szturmowały jej siłę woli. Wiedziała, że gdy ulegnie, otworzy wszystkie swoje groty i spopieli każdego, kto znajdzie się w zasięgu jej wzroku. Jej towarzysz zastygł w bezruchu, jakby na coś czekając. Po chwili wyjął z kieszeni idealnie okrągłą kulkę ze szczerego złota i rzucił ją na dach budynku, na którym stali. Kulka pękła z ogłuszającym rykiem.</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>W Królestwie Cienia pojawiły się objawienia światła, cztery stworzenia złożone z płynnych słońc, rozświetlających całą okolicę. Każdy ich ruch promieniał nieśmiertelnym światłem, które nikt ani nic nie mógł zgasić.</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>- Księżniczko.</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>- Tak?</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>- Jakimi ścieżkami władasz?</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span><span>- Arald Teos, Arald Misteriom, Arald Kresslath i Arald<span> </span>Dos.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span><span> </span></span>- Czyli na nic mi się przydasz.</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>- Doprawdy? Mogę walczyć.</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>- Nie możesz. Karmazynowa Gwardia odszuka twoje ślady mocy i dotrze do mnie, a jak dotrze do mnie, to dotrze do mojego pana, a jak dotrze do mojego pana, to twój ojciec i twoja ojczyzna jest zgubiona.</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>- Nie rozśmieszaj mnie. Królestwo Mostanii nie jest zależne od jednej osoby. – odparła spokojnie Alasara.</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>- Ależ jest, księżniczko, ależ jest… - odpowiedział równie spokojnie jej towarzysz.</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>- Skoro tak twierdzisz. Dobra, po co te luxy?</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>- By odwrócić od nas uwagę.</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>- Stoimy w ich świetle.</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>- Czekamy na transport.</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>Rozejrzała się po okolicy. Wszystkie budynki rzucały dziesiątki cieni, które gryzły się i plątały w niesamowitej pajęczynie światła, które wydawało się być najbardziej nietypowym zjawiskiem w tym królestwie. Gdzieś daleko zamigotały podobne światła, tyle, że znacznie słabsze.</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>- One odkrywają naszą pozycję! – warknęła Alasara, przygotowując objawienie ścieżki.</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>- One nas bronią.</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>- Przed czym?</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>- Przed nim. – jej towarzysz wskazał ręką na najwyższy, ledwo widoczny z tej odległości, budynek.</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>Kieł. A na jego szczycie wielki czerwony ptak, unoszący się coraz wyżej nad miastem. Z jego rozpostartych skrzydeł bił ogień, raz po raz, uderzający w dół, w samo centrum twierdzy, przenikając przez ściany, spopielając tylko tych, których ptak wybrał.</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>- Co…to? – zdołała wykrztusić Alasara.</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>- Karmazynowy Król.</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>Zamilkła.</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>Ptak latał nad twierdzą i palił ją swoim nieśmiertelnym ogniem, dziedzictwem jego przodków. Alasara zorientowała się, że widzi na własne oczy legendę, mitycznego Feniksa, przedstawiciela rasy tak starożytnej, że wspominanej tylko w bajkach dla małych dzieci. Niepodzielny władca Kłów objawił swą moc, która w tym królestwie była zdecydowanie przytłumiona, ledwo widoczna, ale i tak zapierała dech w piersiach.</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>Bogowie, dobrze, że jestem w Cieniu, nie w Nosgoth.</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>Nagle coś się stało. Na nieprzejrzyście czarnym niebie pojawił się słup niebiesko-szarego światła, który spłynął na nich i na pozostałe światełka, widziane w mieście.</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>Przyśpieszona do granic możliwości podróż między królestwami była ohydnym doświadczeniem i zwykle po niej następował spektakularny paw.</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>Tak też było teraz.</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;"><span> </span>Tyle, że ktoś przygotował im wszystkim miski.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>Potem straciła przytomność.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Rozdział Pierwszy - Uwolnienie.]]></title>
<link>http://anomandaris.wordpress.com/?p=126</link>
<pubDate>Sat, 05 Apr 2008 09:07:33 +0000</pubDate>
<dc:creator>Anomandaris</dc:creator>
<guid>http://anomandaris.wordpress.com/?p=126</guid>
<description><![CDATA[Szukanie, zaiste, drogą do celu jest
Szukanie wytrwałe, szukanie ma ten gest,
że kiedy już znajd]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p class="MsoNormal" style="text-align:center;" align="center"><em><span style="font-family:&#34;">Szukanie, zaiste, drogą do celu jest</span></em></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:center;" align="center"><em><span style="font-family:&#34;">Szukanie wytrwałe, szukanie ma ten gest,</span></em></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:center;" align="center"><em><span style="font-family:&#34;">że kiedy już znajdziesz, osiągniesz cel,</span></em></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:center;" align="center"><em><span style="font-family:&#34;">wtedy w plecy uderzy Cię noża kieł.</span></em></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:center;" align="center"><em><span style="font-family:&#34;"> </span></em></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:center;" align="center"><em><span style="font-family:&#34;">Gdy znalazłeś, szczęśliwy, swoich nocy marnych</span></em></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:center;" align="center"><em><span style="font-family:&#34;">istnienia celu, tych bezprzykładnych </span></em></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:center;" align="center"><em><span style="font-family:&#34;">Spełnienie z Niebios na łeb na szyję spada</span></em></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:center;" align="center"><em><span style="font-family:&#34;">Oj, biada, Tobie, człowieczku, biada.</span></em></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:center;" align="center"><em><span style="font-family:&#34;"> </span></em></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:center;" align="center"><em><span style="font-family:&#34;">Wszystko rozbiło się o istotę istnienia, </span></em></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:center;" align="center"><em><span style="font-family:&#34;">Ty żyjesz dla celu,</span></em></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:center;" align="center"><em><span style="font-family:&#34;">inni chcą uciec od zatracenia.</span></em></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:center;" align="center"><em><span style="font-family:&#34;">Ty marzysz o nadejściu dnia następnego, </span></em></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:center;" align="center"><em><span style="font-family:&#34;">oni chcą kolejnej ich władzy epoki,</span></em></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:center;" align="center"><em><span style="font-family:&#34;">i nie zawahają się podjąć odpowiednie kroki,</span></em></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:center;" align="center"><em><span style="font-family:&#34;">byś Ty, mój drogi śmiertelniku, sczezł jak wielu.</span></em></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:center;" align="center"><em><span style="font-family:&#34;"> </span></em></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:center;" align="center"><em><span style="font-family:&#34;">Och, magia – powiadasz. ścieżek znasz bez liku,</span></em></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:center;" align="center"><em><span style="font-family:&#34;">Myślisz więc, że staniesz bestiom w przełyku?</span></em></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:center;" align="center"><em><span style="font-family:&#34;">Myślisz, że zbawi Cię Twoich ścieżek moc?</span></em></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:center;" align="center"><em><span style="font-family:&#34;">Myślisz, że będzie ona jak ochronny koc, </span></em></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:center;" align="center"><em><span style="font-family:&#34;">Który odrzucony przez silniejszych, </span></em></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:center;" align="center"><em><span style="font-family:&#34;">Staje się narzędziem uzurpacji osób żałośniejszych?</span></em></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:center;" align="center"><em><span style="font-family:&#34;"> </span></em></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:center;" align="center"><em><span style="font-family:&#34;">O nie, śmiertelniku, o nie, drogi głupcze,</span></em></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:center;" align="center"><em><span style="font-family:&#34;">Niech nic Cię nie martwi, niech nic nie kłopocze,</span></em></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:center;" align="center"><em><span style="font-family:&#34;">Bo i tak świtu nie doczekasz w tym miejscu,</span></em></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:center;" align="center"><em><span style="font-family:&#34;">W którym bogowie marzą o szczęściu,</span></em></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:center;" align="center"><em><span style="font-family:&#34;">W którym Tiam dzieci prostują swe skrzydła, </span></em></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:center;" align="center"><em><span style="font-family:&#34;">I lecą stąd, bo przez Ciebie okolica ta zbrzydła.</span></em></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:center;" align="center"><em><span style="font-family:&#34;">No cóż, mój drogi, żegnaj się z życiem.</span></em></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:center;" align="center"><em><span style="font-family:&#34;">Oto Ścieżka Dróg, cała w swym rozkwicie.</span></em></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:center;" align="center">
<p class="MsoNormal" style="text-align:right;" align="right">Martel Wierny</p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:right;" align="right">
<p class="MsoNormal" style="text-align:right;" align="right">
<p class="MsoNormal">
<p class="MsoNormal">
<p class="MsoNormal">
<p class="MsoNormal">
<p class="MsoNormal"><strong><em><span style="font-size:16pt;"><span> </span></span></em></strong><strong><em><span style="font-size:16pt;font-family:&#34;">Rozdział Pierwszy – Uwolnienie</span></em></strong><strong><em><span style="font-size:16pt;font-family:Papyrus;"></span></em></strong></p>
<p class="MsoNormal">
<p class="MsoNormal" style="text-align:center;" align="center">
<p class="MsoNormal" style="text-align:center;" align="center"><em>Cesarzu zapomnienia, wzywam Cię z pokory,</em></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:center;" align="center"><em>Cesarzu kresu myśli wszelkich, do łaski nieskory</em></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:center;" align="center"><em>Władco ciał zimnych i dusz wyklętych</em></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:center;" align="center"><em>Strażników przepaści i dróg pokrętnych</em></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:center;" align="center"><em>Przybądź na moje wezwanie,</em></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:center;" align="center"><em>I ześlij śmierć na mnie.</em></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:center;" align="center"><em> </em></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:center;" align="center"><em>Cesarzowo krańca uczuć, wzywam Cię z pokory,</em></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:center;" align="center"><em>Cesarzowo żałości końca, smutne Twe twory,</em></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:center;" align="center"><em>Pozbawione życie, jako i moja osoba,</em></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:center;" align="center"><em>Gdy już doszedłem tam, do swojego boga,</em></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:center;" align="center"><em>Za Bramą Śmierci czekają na mnie bliscy</em></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:center;" align="center"><em>Od wieków martwi i od robaków śliscy.</em></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:center;" align="center"><em> </em></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:center;" align="center"><em>Heroldzie przeklętych, usłysz wołania,</em></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:center;" align="center"><em>Przybądź na czas, szczędź nam gadania,</em></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:center;" align="center"><em>Ześlij na nas śmierć, o wielki panie,</em></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:center;" align="center"><em>Przybądź, o wielki, na nasze wezwanie!</em></p>
<p class="MsoNormal">
<p class="MsoNormal" style="text-align:right;" align="right">
<p class="MsoNormal" style="text-align:right;" align="right">Pierwszy Hymn Ku Bliźniaczej Śmierci,</p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:right;" align="right">autor nieznany.</p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:right;" align="right">
<p class="MsoNormal">
<p class="MsoNormal">
<p class="MsoNormal">
<p class="MsoNormal"><span> </span>Nosgoth jak zwykle było zasnute ciężkimi oparami mgły i dymów z okolicznych hut, które razem tworzyły szarobiały obłok wiszący nad ulicami miasta. Wąskie brukowane uliczki, w dzień tak pełne i żywe, teraz pustoszały z każdą mijającą chwilą. Ostatni kupcy, rzemieślnicy czy po prostu mieszkańcy Nosgoth śpieszyli do swych domów – wiedzieli, że po zmroku na ulicach nie jest bezpiecznie.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>Ivellios Sznur nie bał się żadnych rzezimieszków; Ivellios był Tancerzem Spirali – jego imię wszyscy wymawiali z szacunkiem, który graniczył nierzadko z krańcowym przerażeniem. Sznur stał, oparty nonszalancko o jakąś wysoką kamienicę i obserwował przedstawicieli różnych ras, od wielkich i potężnych krasnoludów, poprzez chudych i enigmatycznych elsanów, na zwykłych ludziach kończąc. Jakiś mężczyzna spojrzał na Ivelliosa badawczo, ale zaraz potem odwrócił wzrok z grymasem szoku na twarzy.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>Otóż Tancerz Spirali nie był zbyt przystojny – on zwyczajnie nie posiadał coś takiego jak twarz. Nie miał ani oczu, ani uszu, ani nosa, czy ust, tylko zwykłą skórę, ot, może nieco bardziej zadbaną niż większość ludzi. To bardzo niepokoiło wszystkie istoty, z którymi Ivellios miał do czynienia, widok czaszki pozbawionej twarzy dla wielu osób jest zbytnim obciążeniem psychicznym. Mężczyzna również niepokoił otaczających go ludzi swoim wyglądem.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>Był wysoki i dość potężnie zbudowany, widać było, że umie komuś rozkwasić nos, jeśli zechce. On jednak nigdy nikomu nie rozkwasił nosa – od razu sięgał po swoje ostrza, by po raz kolejny wypróbować ich ostrość. Teraz te krótkie, zakrzywione narzędzia śmieci spoczywały w pochwach i dawały o sobie znać cichym brzęczeniem. Ivellios nie słuchał brzęczenia.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>Słuchał ulicy.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>Ktoś otyły szedł zaułkiem, nosił torbę. Nieco dalej ktoś biegł, szybko, utykał na lewą nogę; kot spacerował cichutko po dachu kamienicy, o którą się opierał Tancerz Spirali. Szczur wysunął bezgłośnie pyszczek z kanałów, strącając trzy maleńkie kamyczki w dół, do kanałów i systemu kanalizacyjnego znajdującego się pod miastem. Z daleka niosła się pieśń, którą Sznur doskonale znał, którą ubóstwiał na swój makabryczny sposób. Ta pieśń zawsze niosła kogoś śmierć. Dzisiejsze nuty zostały wzbogacone i wersy, których Ivellios nie kojarzył. Było w tym coś niepokojącego, ale on tylko westchnął bezgłośnie.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>Nagle wyskoczył w górę, odbił się od ścian pobliskich budynków i znalazł się na dachu, tuż obok czarnego kocura, który zwiał niespodziewanie głośno miaucząc. Ivellios tego nie słyszał. Jego sylwetka poruszała się z niesamowitą szybkością skacząc z dachu na dachu przez całe miasto. Aż do miejsca pieśni.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>Aż do miejsca śmierci.</p>
<p class="MsoNormal">
<p class="MsoNormal">
<p class="MsoNormal" style="text-align:center;" align="center">*<span> </span>*<span> </span>*</p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:center;" align="center">
<p class="MsoNormal" style="text-align:center;" align="center">
<p class="MsoNormal"><span> </span>Gęsty, posiadający prawie fizyczną postać, mrok spowijał komnatę, której to filary łączyły się z legendarnymi Filarami Nosgoth, znajdującymi się prawie trzysta kroków wyżej. W tej ciemności, tak lepkiej i nieprzeniknionej, trwał zawieszony w czasie i przestrzeni pewien podróżnik z boską iskrą w duszy. Przed dwudziestoma tysiącami lat wpadł w pułapkę tego miejsca, która z czasem stała się jego ratunkiem przed zagładą.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>Coś się jednak wydarzyło. Kara dobiegła końca.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>Najpierw mrok rozproszyło maleńkie świecenie się znaku na dłoni podróżnika, potem zajarzyła się cała jego sylwetka, spowijając oślepiającym blaskiem całe pomieszczenie i dziewięć filarów, zdobionych misternymi ornamentami w starożytnych językach. Rozległ się dźwięk tłuczonego kieliszka z najdelikatniejszego szkła, który to przerodził się w odgłos upadającego na ziemię ciała.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>Ciała, które zaraz się podniosło, otrzepało z kurzu i pyłu; potem wolnym krokiem powędrowało korytarzem wychodzącym z komnaty i znalazło się w wielkim labiryncie przejść pod Nosgoth.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>Podróżnik wiedział jak iść, wiedział doskonale dokąd zmierza i co jest jego celem. Pamiętał te wszystkie przejścia, nieskończone schody, niekiedy prowadzące w górę, a niekiedy prowadzące do najciemniejszych czeluści ziemi.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>Szedł tonącymi w ciemności korytarzami, wspinał się po szerokich marmurowych schodach, aż doszedł do pokoju, który pamiętał, jakby był tam wczoraj.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>Pomieszczenie było okrągłe, każdy cal powierzchni został pokryty znakami w dziwnych językach, nie miało oprócz tego żadnych mebli czy innych przedmiotów. Miało za to lokatora, który nie miał twarzy, za to ubrany był w elegancki ciemnoszary wams, zdobiony srebrną nicią. Jego dłonie obejmowały rękojeści zakrzywionych, cicho brzęczących, ostrzy.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>- Kim jesteś? – w jakiś sposób mężczyzna bez ust, dobył z siebie gardłowy, niemile brzmiący głos.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>- Podróżnik. Wędrowiec. Znalazca – zależy jak na to spojrzeć, mój dziwny przyjacielu. – odpowiedział Uwolniony, skłaniając się lekko w jego stronę. Spojrzał na obnażone klingi. – Czyżbyś poszukiwał walki, przyjacielu?</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>- Nie jestem Twoim przyjacielem. Kim jesteś?</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>- Hm…, przedstawię Ci się moim prawdziwym imieniem, jeśli wolisz. Jestem członkiem starego i szanowanego rodu Rauliatharów, moja rodzina nazywała mnie Wędrowcem w Czasie.<span> </span>– odparł swobodnie Wędrowiec w Czasie, uśmiechając się lekko do mężczyzny bez twarzy.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>Ten jednak nie odpowiedział; milcząc, patrzył na swojego rozmówcę, gdy nagle poruszył się, a wtedy zerwał się gwałtowny wicher, istny huragan. Beztwarzowy wtedy już biegł w kierunku Podróżnika, pokonał dzielący ich dystans w ciągu uderzenia serca, wyskoczył w powietrze i zawirował w powietrzu, tnąc swymi zakrzywionymi mieczami. Ostrza przecięły ze świstem powietrze, nie trafiając Wędrowca; agresor opadł w idealny przyklęk i zamarł w bezruchu.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>Był zaskoczony.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>- Naprawdę musimy rozwiązać to w ten sposób, przyjacielu? – głęboki głos rozległ się tuż za plecami mężczyzny bez twarzy. Ten ponownie wyskoczył w powietrze, zawirował ponownie, tnąc równolegle sztychami mieczy. Nic się nie stało.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>Wędrowiec w Czasie stał sześć kroków od niego i obserwował go badawczo. Potem strzelił palcami lewej dłoni, a beztwarzowiec zachwiał się przed nagłymi, niewidzialnymi razami z powietrza. Znalazca się nie poruszył nawet o cal. Pstryknął drugi raz, a kopnięcie w krocze wyrzuciło przeciwnika na wysokość kilku metrów, potem pstryknął trzeci raz, a opadającego mężczyznę bez twarzy uderzył niewidzialny taran, rzucając go na ścianę komnaty. Wszystko trwało może dziesięć uderzeń serca.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>Podróżnik uśmiechnął się pod nosem i podszedł wolnym krokiem do nieprzytomnego mężczyzny, obejrzał sobie jego miecze, a potem kopnął go silnie kilka razy w brzuch. Splunął białą flegmą na jego elegancki wamsik i ruszył do schodów, które wcześniej mu zasłaniał beztwarzowiec. Kolejny poziom labiryntu korytarzy i pomieszczeń leżący pod Nosgoth miał jednak pewne udogodnienie, o którym wiedział tylko Podróżnik. Na tym poziomie funkcjonowała winda, zasilana związanymi magicznie duszami. Nią można było dostać się pod samą powierzchnię Nosgoth.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>Obok niego coś zawyło potępieńczo, gnając na łeb na szyję korytarzem. Wędrowcowi w Czasie mignął szary, zapaskudzony krwią wams i zniknął za rogiem. Wzruszył ramionami i musnął opuszkiem palca kawałek ściany, która natychmiast rozpłynęła się w powietrzu, ukazując kwadratową platformę i sporą dźwignię. Oczywiście Podróżnik mógł wykorzystać swoją moc i wznieść się do miasta, jednak wiedział, że moc przyciąga moc, a to zawsze jest niebezpieczne dla graczy niezorientowanych co się dzieje w wojnach pomiędzy Ścieżkami i ich władcami. Dlatego wszedł na platformę i razem z nią ruszył do góry.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>Wysiadł z niej i od razu poczuł specyficzny, tak doskonale mu znany zapach kanałów Nosgoth, esencji tego miasta; poczuł istną rozkosz powonienia, które szalało z radości, gdy otrzymało tyle bodźców zapachowych. Nos Wędrowca nie wybrzydzał, wchłaniał każdy zapach jak najdokładniej, jak najbardziej szczegółowiej. Zgniłe ryby, ekskrementy, kocie szczyny, gnijące mięso bawoła rhuds, pomyje, których to złożoność zapachu powalała nos Podróżnika na kolana i kazała mu wołać o pomstę do nieba. Czuł już wiejący leciutko wicherek, który dodawał do zapachu kanałów, pewną dozę elegancji, zawierającej się w dymie z hut i zapachu mokrego bruku. Oraz strachu.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>Idąc, wsłuchiwał się w rytm swoich kroków i dostosowywał go wedle swoich potrzeb, jego ciało było nierozerwalnie podległe umysłowi, a umysł Wędrowiec miał wyjątkowy. Teraz jego kroki były sprężyste, długie, pełne gracji i nonszalancji, zawierały w sobie groźbę i obietnicę, najważniejsze dwa narzędzia władzy nad śmiertelnikami. One właśnie zaniosły go do wyjścia, do jasnego punktu w ciemnych kanałów, jako do ostatecznego szczęścia z uzyskanej wolności, której Wędrowiec miał nigdy nie mieć, o której to już dawno zapomniał, której nawet nie był świadom.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>Z pierwszym promykiem światła gwiazd padającym na postać Podróżnika, wypełnił go wielki zachwyt, spotęgowany widokiem miasta, które nie dość, że nie zostało zniszczone, to jeszcze najpewniej przeżywało lata swojej świetności. Wielkie słupy dymu wzbijały się nad miastem, gdy ogromne huty pracowały bez ustanku, przetapiając najróżniejsze metale. Kolosalne magazyny gromadziły się na horyzoncie świecąc naftowymi latarniami i odblaskami świec od szyb w oknach. Kamienice wyrosły przez ten czas na jeszcze większe, jeszcze bardziej niebezpieczne i jeszcze bardziej piękne. Każdy fragment frontu kamienicy był wykorzystany przez jakichś artystów. Na jednych były płaskorzeźby, na innych szkice węglem, na innych całe pejzaże.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>Wtedy właśnie go dopadli. Gdy przyglądał się światu, rozumiejąc nagle, że odzyskał wolność, uderzyli.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>Znienacka, niemiło.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>Absolutnie niehonorowo.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>Zza pobliskiego rogu wyskoczył ogromny niebieskoskóry mężczyzna z dwoma spiralnie zakończonymi rogami na głowie, dzierżąc ogromny topór wykonany z ciemnego żelaza. Nie wyglądał na takiego, który potrzebuje zachęty do walki, ale biegnąc w kierunku Wędrowca ryczał ile sił w płucach. Obok niego pojawiła się zadziwiająca postać – muskularny, wysoki jaszczuroczłek z piórem w pokrytej łuskami dłoni i z tomikiem, zapewne wierszy, pod pachą.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>Z ulicy naprzeciw wyjścia z podziemi Nosgoth dobiegła Wędrowca muzyka, piękna i porażająca w swej straszności muzyka. Wzajemnie uzupełniające się nuty przebiegły przez umysł Uwolnionego i wypełniły go ekstazą, nieporównywalną z niczym czego przedtem doświadczył. Chwileczkę potem rozległ się gardłowy śpiew, bardziej przypominający okrzyk wojenny, sygnał do masowego mordu. Z dachów pobliskich kamienic na bruk opadły dwie identyczne postacie, dwóch ubranych w ciemnoszare wamsy mężczyzn bez twarzy. Ani jeden ani drugi nie miał swych oblicz, jakby zostały im je ukradnięte w okrutnej grze. Może i rzeczywiście tak było?</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>Wędrowiec nie wiedział. Patrzył na biegnące krasnoluda z toporem, słuchał straszliwej pieśni, która coraz to wyżej wznosiła się, aż przekroczyła możliwości ludzkiego ucha i skrystalizowała się moc, wyrywającą bruk z ulic. Obserwował bliźniacze klingi, które pojawiły się w dłoniach mężczyzn bez twarzy, które naraz rozpoczęły szybki śmiercionośny taniec, poprzedzony jednak krótkim, syczącym, słowem jaszczuroczłeka i machnięciem piórka w stronę Wędrowca.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>Trzepot nie był zwykłym trzepotem, jak uświadomił sobie Podróżnik, był on trenem morderczych sztyletów, które całym stadem poleciały w kierunku Uwolnionego, potem uderzyła w niego straszliwa pieśń, wyrzucając jego ciało w górę, gdzie stało się celem ostrych jak brzytwy mieczy beztwarzowców, a potem głuchego uderzenia wielkiego topora krasnoluda. Sztylety cięły, kłuły, miecze boleśnie wgryzały się, topór rozczepił na dwoje powietrze, które pozostałe po Wędrowcu.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>Stał dwa metry dalej, patrząc na nic