<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><!-- generator="wordpress.com" -->
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	>

<channel>
	<title>kretyn &amp;laquo; WordPress.com Tag Feed</title>
	<link>http://wordpress.com/tag/kretyn/</link>
	<description>Feed of posts on WordPress.com tagged "kretyn"</description>
	<pubDate>Mon, 08 Sep 2008 09:17:34 +0000</pubDate>

	<generator>http://wordpress.com/tags/</generator>
	<language>en</language>

<item>
<title><![CDATA[Skończony idiota...]]></title>
<link>http://miszczq.wordpress.com/?p=70</link>
<pubDate>Sun, 23 Mar 2008 22:30:34 +0000</pubDate>
<dc:creator>Gb.Ottis vel. MiszczQ</dc:creator>
<guid>http://miszczq.wordpress.com/?p=70</guid>
<description><![CDATA[Dziś będzie krótko, bardzo krótko. Trasa Radom - Kozienice, na tej trasie postawiono kilka (trzy]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Dziś będzie krótko, bardzo krótko. Trasa Radom - Kozienice, na tej trasie postawiono kilka (trzy, może cztery, góra pięć) specjalnych przejść dla pieszych, które powodują, że ulicę trzeba pokonać zygzakiem. Przy dozwolonej jeździe 90 km/h jest to naprawdę uciążliwe i wymaga wyjątkowego wpatrywania się w drogę, bowiem nijak nie jest to oznakowane. Przez cały czas istnienia tego gówna, więcej było wypadków spowodowanych nagłym zmianą toru jazdy w celu ominięcia owej niefortunnej przeszkody, niż przed zainstalowaniem tego dziadostwa.</p>
<p>Apel do idioty, które owo takie coś zastosował na drodze. Drogi kretynie, droga nie służy do utrudniania drogi kierowcom, droga służy to płynnej i bezpiecznej jazdy. Droga ma być przejrzysta i bezpieczna. Jeśli już chcesz na siłę pomagać pieszym to zamontuj coś co natychmiast uśmierci kierowcę pojazdu, a samochód zepchnie w bezpiecznym miejscu do rowu. Zdecydowanie lepsze rozwiązanie. A jeśli już musisz walić popieprzone zygzaczki, to weź chociaż ustaw lampki, cokolwiek co sprawi, że będzie to widoczne nocą, podczas pogorszonej widoczności, z odległości większej niż sto metrów.</p>
<p>A czego Tobie życzę w te święta, drogi twórco owych pułapek? Żebyś tak jak ten ktoś jadący przede mną jako pierwszy wpakował się w BETONOWE SŁUPY zabezpieczające znaki.</p>
<p>Precz z idiotami.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Ad patres, ad absurdum]]></title>
<link>http://tedeward.wordpress.com/2007/12/04/ad-patres-ad-absurdum/</link>
<pubDate>Tue, 04 Dec 2007 17:19:48 +0000</pubDate>
<dc:creator>tedeward</dc:creator>
<guid>http://tedeward.wordpress.com/2007/12/04/ad-patres-ad-absurdum/</guid>
<description><![CDATA[Z żywota wyrwan zostałem tak nagle. Z trudem oddzieliwszy co żywe, a co po śmierci głos tajemny]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p align="justify">Z żywota wyrwan zostałem tak nagle. Z trudem oddzieliwszy co żywe, a co po śmierci głos tajemny posłyszałem - "Podejdź" - rzecze - "Podejdź tu bliżej". We mgle krążąc nic jeno "podejdź". Gdzie mam podejść nieznajomy? Tu wszystko mgła przecie. Wnet jakby z góry ból mnie przeszywa i stąd się już jawię stojąc w dziurze jakiej mięsem całej wyścielonej jakby źwierzęcia bebechy ogromnego. Tam głęboko pośród żył wiszących, flaków i innych okropności w stawie zielonej smoły wielki mózg unosi opleciany mackami i wskazuje na mnie ramieniem ze ściany wyrosłym. "Dorah na prawo" - głosem ochrypłem, niskiem jakby ze wszystkich stron mnie mózg ten otoczał. "Dorah na prawo" ponagla wołanie. Jeno ja nigdzie iść z wami nie chcę. Mózg na to rzecze - "Dobrze więc człecze, lecz czasu ci mamy pod dostatek. Możesz li dwa milenia ze mną przesiedzieć, nic to nie zmieni." Więc i zgodzony poszedłem w prawo, gdzie potworności się nie kończyły. Wpierw morze ciał ludzkich nagich i żywych. Jęczeli wszyscy, młodzi i starzy. Kobiety, mężczyźni jedno wołali - "pomocy, pomocy". Dalej i ludzie na ścianach rozpięci jak zasłony rozciągnięte. Lecz jak mnie się zdaje - jeno to pokaz, bo większość potępionych człeków w ogromnej komnacie stoi stłoczonych, ruszać jedynie zdolni głowami. A przed ich oczy ukazywane wszystkie ich straty i same przykrości. Nic zrobić mogą, ni przerwać, ni czego pominąć z tego widowiska. A ci najgorsi co życie burzyli w oddzielnej komnacie wciąż mordowani na milion sposobów w jednej sekundzie i wciąż i na nowo się odradzali. Lecz to nie wszystek co się znajduje na tym jednym tylko poziomie, bo głos znów mnie indziej kieruje - "W lewo skręć, w lewo". Gdzie kończy się mięso. Tam zaś komnata wyłożona samem bursztynem i złotem. I wszystkie kamienie szlachetne i wszelkie dobro. Wszystko co wspaniałe dziś i z dawnych czasów. Sklepienie zaś całe we freski bogate, co i piękniejszych w życiu'm nie widział. Na końcu tejże cudnej komnaty tron szczerozłoty wyłożon futrem zwierza różnego - niedźwiedzi, tygrysów i innych dziwów. Stoję zdumiony pośród tych cudów, co w sensie ziemskich lecz w istocie niebiańskich. Wtem słyszę kroki za mym plecami. I oto wymija mnie cudowna postać. Wspaniale piękna i naga kobieta. Jak anioł piękna to była, o włosach koloru jak heban. Skóra jej gładka, figura idealna, a lico przyćmiewa wszystkie bogactwa z całej komnaty. Oczy jak magnes, głębia z nich biła i tajemnica. Zasiadła na tronie ja zaś całkiem już oniemiały podchodzę zawołan cudnem spojrzeniem. "Pewnieś zdziwion drogi człecze. Czemuś ze mną miast z tamtemi." - szepce do mnie głosem słodzem niż jakiej innej niewiasty na świecie. Mówię - czemuż jestem tutaj nie wiem. "Boś nie dawał wiary w piekło, ot co. Boś nie wierzył w niebo. To i trafisz do reszty, która strachu nie czuła żyć własnemi zasadami. Spędzisz resztę czasu tutej, doglądając ze mną katusze serwowane tym marniejszym". Czemu ja jestem w piekle, a nie w niebie, skoro żadnym nie podlegam? Kobieta szepce mnie do ucha - "Bo Bóg takich jak ty nie chce". A więc z diabłem mam pozostać? "Zwij jak chcesz co tu widzisz jednak trzeba ci tu wiedzieć, że ja, to piękne ciało sama jestem częścią Boga twego. Częścią, której on sam nie chce. Jego gniewną, mściwą stroną. Jego sądem, jego karą. Jego pożądaniem, jego egoizmu pełnią. Z tego więc utworzył mnie, bym to ja ostrzem była. Bym to ja krew przelewała. Bym to ja zło czyniła. A on by pozostał tym najświętszym. Tym wspaniałym, najnudniejszym. Bóg chciałby być tem co ja, lecz nie może. Musi świętym być! Całe piekło - tylko pokaz, że Bóg jest czemś lepszym". Lepszym niż co? "Niż wszystko co stworzył".</p>
]]></content:encoded>
</item>

</channel>
</rss>
