<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><!-- generator="wordpress.com" -->
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	>

<channel>
	<title>krapul &amp;laquo; WordPress.com Tag Feed</title>
	<link>http://wordpress.com/tag/krapul/</link>
	<description>Feed of posts on WordPress.com tagged "krapul"</description>
	<pubDate>Fri, 18 Jul 2008 17:59:37 +0000</pubDate>

	<generator>http://wordpress.com/tags/</generator>
	<language>en</language>

<item>
<title><![CDATA[III Dni Kultury Żydowskiej]]></title>
<link>http://izanna.wordpress.com/?p=224</link>
<pubDate>Mon, 09 Jun 2008 17:52:07 +0000</pubDate>
<dc:creator>izanna</dc:creator>
<guid>http://izanna.wordpress.com/?p=224</guid>
<description><![CDATA[Minęło już trochę czasu. Wcześniej nie miałam sił pisać, bo ten festiwal wymęczył mnie fiz]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Minęło już trochę czasu. Wcześniej nie miałam sił pisać, bo ten festiwal wymęczył mnie fizycznie, a jak nabrałam sił, przyszło trochę innych, ważnych spraw, o których napiszę później. </p>
<p>Tym razem festiwal trwał cztery dni. Sporo mediów, jeszcze więcej ludzi i pracy. Niemniej jednak praca ta była przyjemna, bo miałam styczność z kulturą, która pochłonęła mnie prawie całkowicie.<br />
Z Warszawy przyjechała M. razem z P., spędziliśmy aktywnie dwa dni DKŻ, bo później musieli wracać. Udało nam się jednak załatwić wstępnie wystawę <strong>Żyd niemalowany</strong> w Krośnie. Jestem przekonana, że fundacja zorganizuje cykl wykładów, może degustację kuchni żydowskiej. Mnie przypadnie przygotowanie odpowiedniej oprawy muzycznej. Na DKŻ wypadło wszystko nieźle, niczego nie mogę sobie zarzucić. Nawet warsztaty hebrajskiego poszły mi gładko, a tak się stresowałam. Moi <em>uczniowie</em> powiedzieli mi nawet, że mam talent pedagogiczny (no tak, co w rodzinie, to nie zginie). Najwięcej energii zabrał mi jednak przegląd filmów izraelskich nagrodzonych na <strong>Ha Motiv Ha Jehudi 2008</strong> w Warszawie. Konferansjerka, oglądanie wszystkich po kolei, no i wywiady, nie ma przebacz. Po zakończeniu festiwalu znalazłam kilka w Internecie, ku mojemu zdziwieniu dwa w ogóle nie przeredagowane.<br />
Przez cały festiwal towarzyszyła mi <strong>Majka</strong>, moja osobista paparazzi z czata radia Zachód. Dzięki Niej mam trochę zdjęć z udzielania wywiadów czy wspomnianych wcześniej warsztatów. Poza tym duchowe wsparcie <strong>Krapula</strong> i <strong>Tomasza</strong> też sporo pomogło, jeśli chodzi o moje biedne, skołatane wtedy nerwy.<br />
DKŻ były tym, na co czekałam. Wyznacznik zakończenia matury, symboliczny odpoczynek, sympatyczny przerywnik. Znów poznałam nowych ludzi. Polaków, Żydów i jednego, starszego Niemca, dzięki któremu udowodniłam sobie, że dwanaście lat nauki języka nie poszło na marne. Skoro dyskutowaliśmy o odbudowie cmentarza żydowskiego w Krośnie, to chyba nie jest z moim niemieckim tak źle.<br />
Kilka dni temu dostałam propozycję wstąpienia do fundacji, którą przyjęłam i za kilka dni jadę dopełnić formalności, które się z tym wiążą.</p>
<p>P.S.<br />
Spotkałam <strong>Buxtehude’a</strong> podczas festiwalu. Musiał nieźle o mnie znajomym naopowiadać, bo wstydził się nawet kiwnąć w moją stronę głową. Miałam wrażenie, że albo się mnie wystraszył, albo nie wierzył w to, co zobaczył. A przecież świat jest taki mały. Dziwnym trafem <strong>Dż</strong> też się na mnie wścieka, pewnie nie chodzi tu całkiem o pieniądze, a o to, jak moja znajomość z Jej przyjacielem się skończyła.<br />
Parę spraw się powaliło, ale jak mawia Hania, szklanka jest zawsze do połowy pełna. Tylko dlaczego wszystko nie jest takie proste, czarno-białe? A może jest, tylko ja tego nie dostrzegam?</p>
<p>Nie mówiąc jużo tym, jak bardzo wnerwia mnie atopowe. Zamówiłam już dwa znaczki w stylu "jestem atopikiem", z forum atopowe.pl, więc przyczepię sobie do torebki, tak na znak protestu i wkurzenia.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Szukam, szukania mi trzeba...]]></title>
<link>http://izanna.wordpress.com/?p=222</link>
<pubDate>Wed, 28 May 2008 19:31:43 +0000</pubDate>
<dc:creator>izanna</dc:creator>
<guid>http://izanna.wordpress.com/?p=222</guid>
<description><![CDATA[Szukam jakiejś koncepcji, punktu odniesienia, jakiegokolwiek zaczepienia, od czego zacząć pisanie]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Szukam jakiejś koncepcji, punktu odniesienia, jakiegokolwiek zaczepienia, od czego zacząć pisanie posta.<br />
Wszystko jest. Kawa, sporo wydarzeń, zapalona lampka (pomaga się skupić), wyłączony komunikator- jeden, drugi, trzeci. Nie, trzeci włączony. W razie czego.</p>
<p>Sporo zmian. Fryzura, plany, program III Dni Kultury Żydowskiej. Wersja pierwotna była taka: cztery wejścia z pieśniami żydowskimi. <em>Hava nagila</em>, <em>Jeruszalaim szel zahav</em>, <em>Hatikvah</em>, <em>Mishaela</em>, <em>Avinu malkeinu</em>, motyw z <em>Pianisty</em>, <em>Rebeka</em> i <em>Hine ma tow</em>. Kilka dni temu telefon od prezesa LFJ z prośbą o przedmowy do projekcji filmów nagrodzonych na 5. Międzynarodowym Festiwalu <em>Żydowskie Motywy</em> 2008. Nie ma problemu. Stres przed dużą publicznością został u mnie zażegnany jakiś czas temu. A dzisiaj kolejna wiadomość- chłopak, który miał poprowadzić warsztaty hebrajskiego niestety się nie pojawi i zostałam o to poproszona. Nie odmówiłam. Nawet chętnie przystałam na propozycję. Od piątku bardzo ciężkie i pracowite cztery dni.</p>
<p>Dostałam też laptopa na nową drogę życia, oczywiście pomaturalnego. Jest piękny, boski, wspaniały, funkcjonalny, wymarzony. Czy mówiłam, że jest piękny i kobiecy? HP Pavilion dv6000 Entertainment. Do tego mały, zgrabny pilocik, na pokrywie srebrnoszare wzory <em>quasi</em> orientalne.</p>
<p><em></em><em>Zachodzi słońce. Lampy już świecą. Niesamowita kolorystyka.</em> </p>
<p>Zmieniłam fryzurę. Dość radykalnie. Od razu blond wygląda żywiej. Inaczej. Czyżbym zaczynała nowe życie? (znowu?)</p>
<p>Do trzeciej w nocy gadać przez telefon z Krapulem. To nienormalne, ale pomaga. :) Dzię-kuuuu-ję!  Został mi nawet wybaczony zapłakany i załzawiony głos.<br />
I tak dziwne, że moja Nokia jeszcze działa. Ostatnio, podczas spełnienia warunków ostatecznego wręczenia laptopa przed wynikami pisemnych egzaminów telefon wpadł mi do miski z Prontem. Pronto może i posprząta, ale na dwie godziny spowodował u mnie spore niedociśnienie i dygotanie połączone z myślami stricte niebiałymi. Potem zaczął działać, ale nic nie zastąpi metalicznego sygnału łączenia.</p>
<p>Dzisiaj oglądam "Ostrze pamięci" ("True, true, lie") na laptopie, ale wcześniej "You can dance" dla zabicia czarnych myśli i uspokojenia skołatanych nerwów.</p>
<p>P.S.<br />
Poplątanych snów ciąg dalszy...</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Wakacyjnie pomaturalnie]]></title>
<link>http://izanna.wordpress.com/?p=218</link>
<pubDate>Thu, 22 May 2008 13:06:15 +0000</pubDate>
<dc:creator>izanna</dc:creator>
<guid>http://izanna.wordpress.com/?p=218</guid>
<description><![CDATA[Relaks. Odpoczynek. Koc, kawa i Nazista i fryzjer Edgara Hilsenratha. Do tego Noa w ipodzie. Żyć, ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Relaks. Odpoczynek. Koc, kawa i <em>Nazista i fryzjer</em> <strong>Edgara Hilsenratha</strong>. Do tego Noa w ipodzie. Żyć, nie umierać.<br />
Matura minęła, niedługo rekrutacja na studia. Ale póki co chcę odetchnąć, poukładać sobie sprawy, które ostatnio zaniedbałam. Poza tym w sobotę szykuje się reinkarnacja Intermezzo, ale z inną wiolonczelistką. Szkoda by było, gdyby kwartet się rozleciał...</p>
<p><a href="http://izanna.files.wordpress.com/2008/05/pic_0031.jpg"><img src="http://izanna.wordpress.com/files/2008/05/pic_0031.jpg?w=300" alt="" width="300" height="243" class="alignnone size-medium wp-image-219" /></a></p>
<p>Mam mnóstwo planów. Teraz opierają się na lenistwie i przygotowaniach do Dni Kultury Żydowskiej. Za miesiąc wyjazd do Krakowa. Po Krakowie rzecz jasna Wisełka. Dwa tygodnie nad morzem z dziećmi. Praca, zabawa, praca, radość, słońce.  Mam nadzieję, że wcześniej uda mi się wpaść do Warszawy i poszaleć z Zarazą (jakoś do Rosy przyzwyczaić się nie mogę). Jeśli nie, będę mogła pojechać tam dopiero w połowie lipca. To będzie zupełnie inny pobyt, niż rok temu. </p>
<p>Do Gazety Lubuskiej zajrzę dopiero w sierpniu, albo nawet i we wrześniu.<br />
A jeszcze w międzyczasie obóz językowo-jeździecki. Niestety mój grafik nie zgrywa się z rekrutacją i nie mam zielonego pojęcia, jak to wszystko pogodzić.</p>
<p>Dużo się dzieje. Atopowe też wróciło i nie zamierza mnie opuścić w najbliższym czasie. Śpię więc z Protopikiem, w rękawiczkach i bandażach, żeby w nocy się nie drapać. Moje słynne piżamowe spodnie z kurami są przesiąknięte kortykosterydami i poplamione przez kąpiel borową. Stare czasy wróciły. Koniec żartów i remisji (lub żartów z remisji).</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Katharsis II]]></title>
<link>http://izanna.wordpress.com/?p=214</link>
<pubDate>Sat, 10 May 2008 19:47:09 +0000</pubDate>
<dc:creator>izanna</dc:creator>
<guid>http://izanna.wordpress.com/?p=214</guid>
<description><![CDATA[Pora na kolejną, ważną piosenkę. 
My Immortal, Evanescence
I&#8217;m so tired of being here
Supp]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Pora na kolejną, ważną piosenkę. </p>
<p><strong>My Immortal</strong>, <em>Evanescence</em></p>
<p><em>I'm so tired of being here<br />
Suppressed by all my childish fears<br />
And if you have to leave<br />
I wish that you would just leave<br />
'Cause your presence still lingers here<br />
And it won't leave me alone</p>
<p>These wounds won't seem to heal<br />
This pain is just too real<br />
There's just too much that time cannot erase</p>
<p>When you cried I'd wipe away all of your tears<br />
When you'd scream I'd fight away all of your fears<br />
And I held your hand through all of these years<br />
But you still have<br />
All of me</p>
<p>You used to captivate me<br />
By your resonating light<br />
Now I'm bound by the life you left behind<br />
Your face it haunts<br />
My once pleasant dreams<br />
Your voice it chased away<br />
All the sanity in me</p>
<p>These wounds won't seem to heal<br />
This pain is just too real<br />
There's just too much that time cannot erase</p>
<p>I've tried so hard to tell myself that you're gone<br />
But though you're still with me<br />
I've been alone all along</em></p>
<p><a href="http://izanna.files.wordpress.com/2008/05/user_2255_smutek.jpg"><img src="http://izanna.wordpress.com/files/2008/05/user_2255_smutek.jpg?w=300" alt="" width="300" height="207" class="alignnone size-medium wp-image-215" /></a></p>
<p>Ostatnimi czasy często jeżdżę nad Odrę. Łąka, most. Śpiew ptaków, rechot żab. Ja siedzę pod drzewem i czytam. W uszach album „Genes&#38;Jeans”. Wczoraj spotkałam się z Kamą. Udowodniłam Jej, że nie da się gwizdać po dwóch dużych piwach.<br />
Jeszcze pięć dni do następnego egzaminu maturalnego. Prezentacja się pisze, historia muzyki się czyta. Ciężko mi się skupić. Zastanawia mnie, dlaczego. Każdy dzień wygląda właściwie tak samo- rano półtoragodzinna joga, kąpiel, śniadanie, serial, pisanie prezentacji, jeden rozdział z historii, serial, obiad, Skype, domowa symulacja prezentacji, spacer, kąpiel, film. W międzyczasie kilka telefonów. Mimo tego czuję jakąś pustkę.<br />
Zaczęłam planować wyjazd do Warszawy. W związku z tym muszę zaoszczędzić trochę grosza, żeby nie było tak, jak ostatnim razem.<br />
Myślę, co zagrać na wernisażu w piątek. Potrzebowałabym pianisty. Wszystko wiem, mam plany, ale nie mogę zmusić się do ich zrealizowania.<br />
Jak to jest- ile razy człowiek może być zakochany? Dlaczego stara miłość nigdy nie rdzewieje? To mnie przytłacza. Nie potrafię wyzbyć się tych wszystkich uczuć. Zamiast jogi powinnam chyba kupić rękawice bokserskie i porządnie w coś przywalić. Wdech, wydech, zmiana asany…pięć minut na głowie. Świat wygląda zupełnie inaczej. Znikają te wszystkie twarze, cała nienawiść i tęsknota. </p>
<p>Wczoraj znów zaatakowało atopowe. Przypomniał mi się pierwszy atak. Wszystko tak samo. Czekają mnie nowe testy. Ręce w <em>atopowcach</em>, swędzi i szczypie. To jest chyba największa przyczyna mojego rozdrażnienia.</p>
<p>Mówi się, że pisanie oczyszcza…i coś w tym jest.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Majowo]]></title>
<link>http://izanna.wordpress.com/?p=211</link>
<pubDate>Wed, 07 May 2008 13:26:20 +0000</pubDate>
<dc:creator>izanna</dc:creator>
<guid>http://izanna.wordpress.com/?p=211</guid>
<description><![CDATA[Maj się zaczął. &#8220;Proszę Państwa do sali&#8221;. Zaczęła się matura. Póki co z głowy ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Maj się zaczął. <em>"Proszę Państwa do sali"</em>. Zaczęła się matura. Póki co z głowy mam pisemny język polski. Wiedziałam, że moje zainteresowanie twórczością Mrożka do czegoś się przyda. Niestety nie mogę tego powiedzieć o Miłoszu. Po maturze będzie mnie od niego odrzucać, to pewne.</p>
<p>Jak na razie, to piszę prezentację, <strong>Krapul</strong> dzielnie mi recenzuje i wprowadza poprawki, czasem drastyczne- wywalił mi jedno zdanie! Ale jak się ma żyłkę humanisty i takie studia w CV, <em>o litości nie ma mowy</em>. :)</p>
<p>Jutro pisemny język niemiecki. W planach mam powtórkę zwrotów do listu prywatnego i formalnego. Niczego więcej się nie nauczę. Przed ustną trzeba będzie popracować.</p>
<p>16. maja, oprócz matury z historii muzyki i urodzin, Noc Muzeów. Nareszcie chwila wytchnienia.</p>
<p><a href="http://izanna.files.wordpress.com/2008/05/1057platki-stokrotki1.jpg"><img src="http://izanna.wordpress.com/files/2008/05/1057platki-stokrotki1.jpg?w=300" alt="" width="300" height="225" class="alignnone size-medium wp-image-213" /></a></p>
<p>Rosa zakochana, Yoozek będzie miał dziecko, Krapul biega po Wawie w pasiaku, Buxtehude nawet nie wiem, czy żyje... się porobiło na tym świecie...</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Geny,dżinsy,dziewczynka,rower,torebka i bunkry.]]></title>
<link>http://izanna.wordpress.com/?p=204</link>
<pubDate>Sun, 27 Apr 2008 12:59:04 +0000</pubDate>
<dc:creator>izanna</dc:creator>
<guid>http://izanna.wordpress.com/?p=204</guid>
<description><![CDATA[Noa wydała nowy krążek &#8220;Genes&amp;Jeans&#8221;. Nareszcie! 

Ostatnimi czasy miewam dość ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Noa wydała nowy krążek "Genes&#38;Jeans". Nareszcie! </p>
<p><a href='http://izanna.files.wordpress.com/2008/04/gj_cover.jpg'><img src="http://izanna.wordpress.com/files/2008/04/gj_cover.jpg" alt="" width="175" height="175" class="alignnone size-full wp-image-205" /></a></p>
<p>Ostatnimi czasy miewam dość nietypowe sny. Najpierw ta dziewczynka.</p>
<p><strong>Sen I</strong><br />
Ciemno. Słyszę głos. Dziewczęcy, młody. Bardzo. Mówi: <em>"Mamo, mamo...". </em>Mimo ciemności jestem szczęśliwa.</p>
<p><strong>Sen II</strong><br />
Dziewczynka. Stoi w niebieskiej przestrzeni. Widzę Ją wyraźnie. Zielona sukienka, blond włosy, duże, niebieskie oczy i szczelinka między mlecznymi jedynkami. Ma mniej więcej pięć lat. Tym razem widząc Ją ogarnia mnie dziwnie bezbrzeżny niepokój i smutek. Uśmiecha się i w końcu mówi: <em>"Nie martw się. Nie płacz. Tak miało być. Będzię dobrze." </em>Potem rozmywa się i znika.</p>
<p><strong>Sen III</strong><br />
Dom z ogrodem. Lato. Jadę na rowerze. Z tyłu, w koszyczku siedzi ta sama dziewczynka. Młodsza. Przejeżdżamy przez tory kolejowe. Wypada z roweru. Ja, nie wiedzieć dlaczego, nie mogę się po Nią cofnąć. Jadę dalej. Zatrzymuję się przy sklepie i próbuję wytłumaczyć młodemu małżeństwu, co mi się przytrafiło, chcę prosić i pomoc. Nagle odzywa się kobieta: <em>"Dlaczego mężczyźni nie mają torebek? W tym leży problem nadwagi u kobiet. Posiadając torebki mają gdzie włożyć sobie coś do jedzenia. A potem mężczyźni narzekają- że tu możesz schudnąć, i tu, bo lato w pełni. A to ich wina."</em></p>
<p>Aż strach iść dzisiaj spać...</p>
<p>Wczoraj była impreza w bunkrach. Maturzyści z "Kotarba" (czyli i ja) bawili się do białego rana. Niestety w nocy złapał przymrozek, a w bunkrach było tylko jedno palenisko, więc do domu wróciłam wcześniej niż niektórzy, czyli koło piątej. Jedzenie, picie, palenie, taniec, rozmowy, kłótnie, nowe znajomości i spacery. Właściwie do tego zamknęła się impreza.<br />
Było miło, ale się skończyło. Zarówno nauka w "Kotarbie", jak i błogostan. Został lekki (!) kac i dobre wrażenie. Jednak Mama miała rację- lepiej wrócić z imprezy w punkcie kulminacyjnym, niż zostać do końca i patrzeć na ludzi, którzy mają słabe głowy=delikatne żołądki.</p>
<p>Coś się skończyło. Niedługo zacznie się matura-etap przejściowy, ale niezwykle ważny. Później coś zupełnie nowego. Jestem bardzo ciekawa, co będę robić w październiku...</p>
<p>Krapul w dresie, Zaraza pisząca bloga...<strong>świat się pomylił!</strong> :)</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Koncert]]></title>
<link>http://izanna.wordpress.com/2008/03/16/koncert/</link>
<pubDate>Sun, 16 Mar 2008 13:12:04 +0000</pubDate>
<dc:creator>izanna</dc:creator>
<guid>http://izanna.wordpress.com/2008/03/16/koncert/</guid>
<description><![CDATA[
wyk. Krzysiek Garbaliński
Zapraszam wszystkich serdecznie!
Jeśli zdecydujecie się na przybycie, ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><a href='http://izanna.wordpress.com/files/2008/03/iza-plakat-2.jpg' title='iza-plakat-2.jpg'><img src='http://izanna.wordpress.com/files/2008/03/iza-plakat-2.thumbnail.jpg' alt='iza-plakat-2.jpg' /></a><br />
wyk. Krzysiek Garbaliński</p>
<p>Zapraszam wszystkich serdecznie!<br />
Jeśli zdecydujecie się na przybycie, proszę o kontakt telefoniczny (w przeciwnym razie nie zostaniecie wpuszczeni) :)</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[W Dniu Kobiet]]></title>
<link>http://izanna.wordpress.com/?p=190</link>
<pubDate>Sat, 08 Mar 2008 18:09:27 +0000</pubDate>
<dc:creator>izanna</dc:creator>
<guid>http://izanna.wordpress.com/?p=190</guid>
<description><![CDATA[Musi byc do wyboru.
Zmieniać się, żeby tylko nic się nie zmieniło.
To łatwe, niemożliwe, trud]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><em>Musi byc do wyboru.<br />
Zmieniać się, żeby tylko nic się nie zmieniło.<br />
To łatwe, niemożliwe, trudne, warte próby.<br />
Oczy ma, jeśli trzeba, raz modre, raz szare,<br />
czarne, wesołe, bez powodu pełne łez.<br />
Śpi z nim jak pierwsza z brzegu, jedyna na świecie.<br />
Urodzi mu czworo dzieci, żadnych dzieci, jedno.<br />
Naiwna, ale najlepiej doradzi.<br />
Słaba, ale udźwignie.<br />
Nie ma głowy na karku, to będzie ją miała.<br />
Czyta Jaspersa i pisma kobiece.<br />
Nie wie, po co ta śrubka i zbuduje most.<br />
Młoda, jak zwykle młoda, ciągle jeszcze młoda.<br />
Trzyma w rękach wróbelka ze złamanym skrzydłem,<br />
własne pieniądze na podróż daleką i długą,<br />
tasak do mięsa, kompres i kieliszek czystej.<br />
Dokąd tak biegnie, czy nie jest zmęczona.<br />
Ależ nie, tylko trochę, bardzo, nic nie szkodzi.<br />
Albo go kocha, albo się uparła.<br />
Na dobre, na niedobre i na litość boską.  </em></p>
<p><strong>Wisława Szymborska, Portret kobiecy</strong></p>
<p><a href='http://izanna.wordpress.com/files/2008/03/kobieta.jpg' title='kobieta.jpg'><img src='http://izanna.wordpress.com/files/2008/03/kobieta.thumbnail.jpg' alt='kobieta.jpg' /></a></p>
<p>Kupiłam płytę z mantrą. Wróciłam na jogę, tym razem z Hanią. Odwiedziłam <strong>Krapula</strong>, zabalowałam na i po szabacie w Bejcie. Przeżyłam w Warszawie piękne chwile. Pożegnałam się z Tomaszem. Zaczynam porządkować swoje życie. W krótkim czasie dużo się wydarzyło. Za dużo. Przeżyłam przesilenie i sprawy nabrały innych barw. Jaśniejszych i wyraźniejszych.<br />
Kwartet ma nieformalny urlop. Szykuję się do matury. Język polski, niemiecki, historia muzyki. Co do prezentacji, nie mam jeszcze nic. Nie mogę znaleźć dobrej, chwytliwej tezy. Ale zdążę. Muszę.<br />
Do tej pory spontaniczność nie była moją domeną. A tymczasem bez żadnych planów minął mi jeden tydzień, potem drugi. Nie, żebym się nudziła. Przeciwnie. Odświeżyłam "stare" kontakty.<br />
Zaczynam dostrzegać, że życie naprawdę ma sens.<br />
I te czekoladki w kształcie serc rano na poduszce, która nie służy już wyłącznie do pochłaniania łez.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Dies irae]]></title>
<link>http://izanna.wordpress.com/?p=189</link>
<pubDate>Fri, 15 Feb 2008 09:58:21 +0000</pubDate>
<dc:creator>izanna</dc:creator>
<guid>http://izanna.wordpress.com/?p=189</guid>
<description><![CDATA[Lacrimosa dies illa
Qua resurget ex favilla
Judicandus homo reus.
Huic ergo parce, Deus:
Pie Jesu Do]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><em>Lacrimosa dies illa<br />
Qua resurget ex favilla<br />
Judicandus homo reus.<br />
Huic ergo parce, Deus:<br />
Pie Jesu Domine,<br />
Dona eis requiem. Amen.</em></p>
<p><em><strong>Pamięci wujka F.</strong></em></p>
<p>Ciężkie dni nastały. Najpierw problem z dyskiem w kręgosłupie, nawrót atopii, śmierć wujka, przełożenie w związku z tym wyjazdu do Wawy i spotkania z <strong>Krapulem</strong>, dzień 14. lutego i cała reszta feralnych niepowodzeń.<br />
Noc zarwana, nie pierwsza. Tak to jest, jak złe wiadomości dostaje się w nocy. Ale z reguły tak jest, że jeśli jest coś się stało złego, dzwonią z tym w nocy. Nigdy w dzień. Po wschodzie słońca to dzwonią zawsze zaprosić na chrzciny, może jakiś ślub, choć to zawsze potwierdzają listownie, dzwonią, że przyjęli cię do szkoły, na uczelnię, o pracy. Nigdy nie zadzwonią z tym w nocy, żeby człowiek lepiej spał. Powiedzą za to, że zmarł ktoś z Twojej bliskiej rodziny. I koniec. Kropka. Już po spaniu. Godzina trzecia trzydzieści. <em>Godzina za godziną niepojęcie chodzi...</em><br />
Nadchodzi dzień. Wstaje słońce. Zimno. Idę do szkoły, sprawdzian z czytania ze zrozumieniem. Staram się przez godzinę skupić się na obozach koncentracyjnych w ujęciu Borowskiego i Herlinga-Grudzińskiego. Wieczorem trzeba świętować. Jemy uroczystą kolację, bo tak wypada. Po mieście spaceruję już sama. Staram się zabić czas i to cholernie bolące uczucie. Dzwonię do <strong>Buxtehude'a</strong>, bo chyba razem zagramy na pogrzebie. Potem, jakby na pocieszenie za to wszystko, za cały beznadziejnie smutny tydzień, dostaję od <strong>Tomasza</strong> osiołka, którego w porozumieniu z <strong>Krapulem</strong> nazywam <strong>Heniu</strong>. Oprócz niego mam jeszcze tofifi i słonia, zapewne na szczęście, bo trąbę ma zadartą ku górze. Dumny. Też bym była. Ot, co. Być słoniem z porcelany, zbierać kurz i martwić się jedynie, czy właściciel się mną należycie zaopiekuje i nie spadnę z hukiem na podłogę tracąc trąbę lub nawet jej część. Ale porcelanowym słoniom nie umierają bliscy.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Sucharowe ferie]]></title>
<link>http://izanna.wordpress.com/?p=187</link>
<pubDate>Fri, 01 Feb 2008 20:05:18 +0000</pubDate>
<dc:creator>izanna</dc:creator>
<guid>http://izanna.wordpress.com/?p=187</guid>
<description><![CDATA[I bynajmniej nie chodzi o to, że są nudne, jałowe i do bani.
Wręcz przeciwnie. Są świetne- sp]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>I bynajmniej nie chodzi o to, że są nudne, jałowe i do bani.<br />
Wręcz przeciwnie. Są świetne- spędzam je aktywnie. Do dzisiaj ponownie miałam praktyki w Gazecie Lubuskiej, znów wylądowałam z Grzegorzem :)<br />
Skąd więc sucharowe? Ano stąd, że podczas tygodniowego pobytu u sióstr razem z Adą zjadłyśmy dwie paczki <em>Sucharów delikatesowych </em>dołączając do tego dwa zestawy <em>Hochland Tercet</em>.<br />
Jutro wyjazd do Wrocławia. Zapowiada się ciekawie :) Zdaje się, że nie będą to tylko dzieci, brat i bratowa. I dobrze! Też mi się coś od życia należy! Pracowałam grzecznie i przykładnie przez tydzień, to teraz mam prawo do solidnego wypoczynku.</p>
<p><strong>Wanilia pachnie coraz słabiej. Ale jeszcze ją czuć. </strong></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Warszawa. Spontanicznie.]]></title>
<link>http://izanna.wordpress.com/2008/01/05/warszawa-spontanicznie/</link>
<pubDate>Sat, 05 Jan 2008 15:44:59 +0000</pubDate>
<dc:creator>izanna</dc:creator>
<guid>http://izanna.wordpress.com/2008/01/05/warszawa-spontanicznie/</guid>
<description><![CDATA[Piątek. Czwarta nad ranem (może sen przyjdzie?). Pobudka, koniec trzygodzinnego snu. Za półtorej]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Piątek. Czwarta nad ranem (może sen przyjdzie?). Pobudka, koniec trzygodzinnego snu. Za półtorej godziny odjeżdża intercity relacji Zielona Góra- Warszawa. Wstaję, chcę się ubrać. Ciemno. Zimno. Mam mdłości, biegnę do łazienki boso. Jeszcze zimniej. Męczę się, ale wiem, że nie zrezygnuję z wyjazdu. Dzień wcześniej, a właściwie kilka godzin temu zdecydowałam się pojechać. Nie odpuszczę.<br />
W pociągu śmierdzi. Niedobrze mi. Chyba zatrułam się tortillą z Mc Donald’s. Sześć godzin katorgi i litry wody.<br />
Po przyjeździe pędzimy do głównego sztabu WOŚP, gdzie spotykamy się z organizatorami i wyrabiamy sobie identyfikatory. Przy okazji ja dostaję zadanie- opieczętować i zalaminować identyfikatory innemu sztabowi z Wielkopolski. W związku z tym, że moje samopoczucie jest, lekko mówiąc, nieciekawe, ktoś chce wezwać karetkę. Jeszcze tego brakowało. Ja tu się umówiłam z Krapulem przy Pałacu Kultury i musimy się zobaczyć! Poza tym nie uśmiecha mi się ewentualny pobyt w warszawskim szpitalu. Powszechnie wiadomo w moim środowisku, że nie toleruję tych zapachów i widoku białych kitlów. Jakoś nie jest mi lepiej.<br />
Przychodzi czas spotkania z w.w. Krapulem. Spędzamy razem całe popołudnie. Rozmawiamy, wspominamy. Jem pierwszy posiłek od czasu pechowej tortilli. Na dodatek jest to węgierski gulasz. Niestety rodzące się w moim żołądku obawy nie pozwalają mi dokończyć posiłku, więc bierzemy bułkę do kieszeni i opuszczamy lokal :)Następnie marszobieg na Starówkę, przejazd tramwajem i metrem i pożegnanie. <strong>„Krapul my boss”</strong> hasłem dnia. Czuję się lepiej, w końcu decyduję się zjeść cokolwiek, co przepłacam bólem brzucha.<br />
Do domu przyjeżdżam około północy, jem kaszkę manną i zasypiam.</p>
<p>Dziś rano uświadomiłam sobie, że studniówka już za trzy tygodnie. Sukienka już jest. Jeszcze "tylko" buty, torebka i biżuteria. Ale doradzi mi Krapul, bo przecież "Krapul my boss". :)</p>
<p>A w głowie ciągle Rybowicz.<br />
<a href='http://izanna.wordpress.com/files/2008/01/tabletki.jpg' title='tabletki.jpg'><img src='http://izanna.wordpress.com/files/2008/01/tabletki.jpg' alt='tabletki.jpg' /></a></p>
]]></content:encoded>
</item>

</channel>
</rss>
