<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><!-- generator="wordpress.com" -->
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	>

<channel>
	<title>kosciol &amp;laquo; WordPress.com Tag Feed</title>
	<link>http://wordpress.com/tag/kosciol/</link>
	<description>Feed of posts on WordPress.com tagged "kosciol"</description>
	<pubDate>Fri, 25 Jul 2008 22:14:35 +0000</pubDate>

	<generator>http://wordpress.com/tags/</generator>
	<language>en</language>

<item>
<title><![CDATA[Czy jesteś gotowy umrzeć za wiarę?]]></title>
<link>http://brocha.wordpress.com/?p=815</link>
<pubDate>Fri, 25 Jul 2008 09:29:48 +0000</pubDate>
<dc:creator>brocha</dc:creator>
<guid>http://brocha.wordpress.com/?p=815</guid>
<description><![CDATA[Znowu trafiłem na GodTube.com - zrobiłem to dla was - bo wierzcie mi oglądanie tych filmików mo]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align:justify;">Znowu trafiłem na <a href="GodTube.com" target="_blank">GodTube.com</a> - zrobiłem to dla was - bo wierzcie mi oglądanie tych filmików może zryć psychikę, tym razem tak samo jak <a href="http://brocha.wordpress.com/2008/05/30/ewolucja-jest-niemozliwa/" target="_blank">poprzednio</a> wyłuskałem perełkę, mogłoby się wydawać, że chrześcijaństwo jest cywilizowaną religią przy takim islamie, który w XXI w. ciągle jako metodę zbliżenia się do boga propaguje samo wysadzanie się w powietrze (najlepiej w towarzystwie niewiernych). To jednak nie do końca jest prawda - oto jak nowocześnie się teraz pierze się mózgi chrześcijanom, warto obejrzeć do końca, żeby się dowiedzieć jak była motywacja pana ze spluwą.</p>
<p><span style="display:block;width:425px;margin:0 auto;"> [vodpod id=Groupvideo.1420352&#38;w=425&#38;h=350&#38;fv=viewkey%3D492fed4d19999a813009]</span></p>
<p>Jako odtrutkę proponuje nieodżałowanego <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/George_Carlin" target="_blank">Georga Carlina</a> prowadzącego analizę 10 przykazań:</p>
<p style="text-align:center;">[vodpod id=Groupvideo.1420362&#38;w=425&#38;h=350&#38;fv=]</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Klany i wspólnoty jako wrogowie Rzeczypospolitej]]></title>
<link>http://mminiszewski.wordpress.com/?p=159</link>
<pubDate>Thu, 24 Jul 2008 19:09:43 +0000</pubDate>
<dc:creator>Mirosław Miniszewski</dc:creator>
<guid>http://mminiszewski.wordpress.com/?p=159</guid>
<description><![CDATA[Rzeczpospolitą (republiką) Polska jest już tylko z nazwy. Określenie to stało się frazesem. Je]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align:justify;">Rzeczpospolitą (republiką) Polska jest już tylko z nazwy. Określenie to stało się frazesem. Jeśli chodzi o panujący dzisiaj w naszym państwie ustrój, to można go bez większych  wątpliwości nazwać prymitywną, klanową oligarchią, zarządzaną w barbarzyński, azjatycki sposób.</p>
<p><!--more--></p>
<p style="text-align:justify;">Pojęcie republiki (rzeczypospolitej) jest związane z przestrzenią publiczną. Jest to takie miejsce, na które ma wstęp każdy, kogo interesują sprawy publiczne, kto ma ochotę w nich uczestniczyć i o nich decydować. Przestrzeń ta nie jest związana ani z pojęciem społeczeństwa, ani wspólnotowości.</p>
<p style="text-align:justify;">Społeczeństwo jest tworem związanym z kryzysem republiki w klasycznym rozumieniu. Pojawia się na arenie dziejów, wraz z człowiekiem masowym, niszczącym republikę swoimi roszczeniami i nieudolnością. Jest też tym, na co władza ma przemożny wpływ i czym może odgórnie sterować za pomocą swoich technik. Społeczeństwo jest biomasą i statystycznym tworem pozbawionym tożsamości.</p>
<p style="text-align:justify;">Wspólnota jest natomiast związana, po pierwsze, ze sferą prywatną, po drugie, kojarzy się z klanowością.</p>
<p style="text-align:justify;">Obca mi jest idea państwa opartego zarówno na społeczeństwie, jak i na wspólnocie. Pierwsze jest związane z przemocą władzy, choćby to była tylko tak subtelna, jak technokracja, biurokracja czy administracja – a gdzie jest przemoc, tam władza pogrąża się w kryzysie. Drugie ma związek z dyktatem interesów wąskiej grupy osób, których łączy owa wspólnotowość.</p>
<p style="text-align:justify;">Republika nie jest wspólnotą. Jest organizmem państwowym i terytorialnym złożonym z wolnych ludzi, którzy suwerennie wybierają władze spośród najodważniejszych i najdoskonalszych swych obywateli oraz którzy swobodnie poruszają się i funkcjonują w publicznej przestrzeni, która jest odgraniczona od sfery prywatnej – od wspólnotowości właśnie.</p>
<p style="text-align:justify;">Boję się wszelkich wspólnot - radiowych, osiedlowych, partyjnych i religijnych. Wspólnota jest niebezpiecznym tworem, jeśli jest czymś więcej niż rodzinnymi relacjami spokrewnionych i spowinowaconych ze sobą ludzi. Wspólnota, która ma wpływ na sprawy publiczne jest zarzewiem katastrofy.</p>
<p style="text-align:justify;">Najniebezpieczniejszymi wspólnotami dzisiejszej Polski są rządzące partie, które interesują się wyłącznie własnym partyjnym bytem i publicznymi dotacjami. Chyba już nikt poważnie nie traktuje deklaracji rządzących, jeśli mówią o publicznym dobru Polski.</p>
<p style="text-align:justify;">Przez ostatnie lata system ten degradował się, a teraz osiągnął stan równowagi, która może trwać całe dziesięciolecia. Kryzys naszego państwa jest zamierzony i polega na takim modelu partyjnej technokracji, aby realizowane były interesy poszczególnych klanów, które co kilka lat zmieniają się w rządzeniu.</p>
<p style="text-align:justify;">Inną, bardzo groźną wspólnotą jest Radio Maryja. Jest ono ruchem totalitarnym. Ruch totalitarny należy odróżnić od totalitarnego systemu, który pojawia się, kiedy ruch totalitarny zdobywa władzę i ma do dyspozycji odpowiednio wielkie masy zbędnych ludzi.</p>
<p style="text-align:justify;">Ruch totalitarny tworzą masy wykluczonych ludzi pozbawionych tożsamości wynikającej z samodzielnego namysłu nad życiem. Mają oni wodza, który mówi im, co mają robić i jak myśleć w świecie, gdzie dookoła czyha podstępny wróg. Kiedy przychodzi odpowiedni czas (który, całe szczęście, w przypadku Radia Maryja prawdopodobnie nigdy nie nadejdzie), rozpoczyna się terror.</p>
<p style="text-align:justify;">Rodzina Radia Maryja jest wspólnotą - doskonałą wspólnotą. Sprawie działającą, zasobną w środki władzy i finanse. Dlatego jest tak niebezpieczna. Ci, którzy w doskonałej wspólnotowości Radia Maryja upatrują tego, co pozytywne i korzystne, są w błędzie. Radio Maryja jest siedzibą politycznego zła. Na pojęciu wspólnotowości zbudowany był między innymi faszyzm. Naród jako wspólnota – to był ideał Hitlera i Mussoliniego. Dlatego Kościołowi było tak do nich blisko, bowiem zbudowani byli na fundamentach tej samej wspólnotowej tkanki.</p>
<p style="text-align:justify;">Radio Maryja jest wrogiem Rzeczypospolitej, niszczy bowiem publiczną przestrzeń za pomocą swojej faszyzującej wspólnotowości.</p>
<p style="text-align:justify;">Nie wolno dopuszczać do publicznej przestrzeni żadnych wspólnot. Tam mogą działać pojedyncze, wolne osoby lub złożone z nich stronnictwa. Stronnictwo tym różni się od wspólnoty, że nie reprezentuje siebie, tylko pojedyncze osoby w nim zrzeszone i ogranicza swoją działalność do określonego i wstępnie ograniczonego programu. Stronnictwo nie kieruje się ideologią tylko pragmatycznym interesem wspólnie ustalonym na zasadzie konsensusu, do którego dążą członkowie tegoż stronnictwa.</p>
<p style="text-align:justify;">Przestrzeń publiczna republiki ma to do siebie, że można na niej przebywać nawet jeśli się nie jest przyjacielem innych zgromadzonych na niej osób. Nie muszę lubić ludzi. Nie muszą mi się podobać ani być dla mnie mili. Jeśli mimo to tak właśnie jest, to bardzo miło, ale nie ma to znaczenia. Przestrzeń publiczna nie jest od tego, żeby było miło, tylko aby decydować o wspólnych sprawach – każdy z każdym i wszyscy ze wszystkimi, bez względu na religię, kolor skóry i oczu oraz poglądy.</p>
<p style="text-align:justify;">Radio Maryja nie jest groźne dlatego, że istnieje ale dlatego, że nie akceptuje wolności obywateli i forsując ideę wspólnotowości niszczy to, co publiczne. Jest osobnym od państwa tworem, a raczej politycznie wrogim mu nowotworem.</p>
<p style="text-align:justify;">Partie polityczne są zagrożeniem, nie dlatego, że istnieją, ale dlatego, że są klanami a nie stronnictwami. Tym się różni republika od barbarzyńskich form organizacji życia politycznego, że nie opiera się na władzy klanów, tylko obywateli. W tym rozumieniu współczesna Polska jest krajem barbarzyńskim, a republiką jedynie z nazwy.</p>
<p style="text-align:justify;">Nie chcę Polski jako wspólnoty! Wspólnota jest demonem, jeśli możemy uznać, że istnieje coś takiego, jak demonologia polityczna.</p>
<p style="text-align:justify;">Naprawa republiki jest dzisiaj niemożliwa. Kryzys może się zakończyć kiedy wymrą wszyscy jej wrogowie. Albo kiedy sama upadnie i podniesie się wysiłkiem tych, co przeżyją.</p>
<p style="text-align:justify;">Dla dobra Rzeczypospolitej powinno się część polityków i duchownych skazać na ostracyzm, wręczyć im bilety na tanie linie lotnicze dokądkolwiek i zakazać powrotu przez dziesięć lat. Tak robiono w antycznej Grecji z tymi, co byli politycznymi szkodnikami.</p>
<p style="text-align:justify;">Rzeczpospolita umiera. Nie z braku Boga, religii czy etosu – tych mamy aż nadto. Umiera z braku tworzywa politycznego, jakim są wolni obywatele na agorze.</p>
<p style="text-align:justify;">© Copyright by Mirosław Miniszewski<br />
miniszewski@onet.eu</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Miłośnik życia poczętego]]></title>
<link>http://brocha.wordpress.com/?p=813</link>
<pubDate>Wed, 23 Jul 2008 10:12:01 +0000</pubDate>
<dc:creator>brocha</dc:creator>
<guid>http://brocha.wordpress.com/?p=813</guid>
<description><![CDATA[
9 lipca na oddział położniczy Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego w Częstochowie przyjech]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<blockquote>
<p style="text-align:justify;">9 lipca na oddział położniczy Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego w Częstochowie przyjechała 30-letnia Edyta L. Jej ciąża okazała się zagrożona. Lekarze stwierdzili niewydolność łożyska, co oznacza, że dziecko może się udusić z braku tlenu.</p>
<p>Przez dwa dni lekarze namawiali kobietę, by zgodziła się na wywołanie wcześniejszego porodu. Za każdym razem odmawiała. Napisała nawet oświadczenie, że się na to nie godzi. Pacjentkę regularnie odwiedzał jakiś mężczyzna.</p>
<p>Przesłuchany później personel szpitala zeznał, że mężczyzna powiedział do ordynatora położnictwa:<strong> - Lepiej, żeby to dziecko się nie urodziło.</strong></p>
<p>W nocy z 17 na 18 lipca ciężarna zmieniła zdanie. Pozwoliła lekarzom działać. Ponieważ nie udało się wywołać skurczy porodowych, zrobili cesarskie cięcie. Tuż przed północą urodziła się zdrowa dziewczynka. Gdy neonatolog wychodziła z sali operacyjnej, ten sam mężczyzna, który wcześniej odwiedzał kobietę, podszedł do niej i zapytał: <strong>- Nie mogłaby pani zrobić czegoś, żeby dziecko umarło?</strong></p>
<p>Szpital powiadomił policję. Po wylegitymowaniu mężczyzny okazało się, że to ks. Wieńczysław Ł., a matka to jego gospodyni, pochodząca z leżących niedaleko Janików Dankowic.</p></blockquote>
<p style="text-align:justify;">Komentarz chyba wydaje się zbędny, nie ma się co wyzłośliwiać - ksiądz odpowie za nakłanianie do zabójstwa niemowlaka, co jest zagrożone dożywociem.  Jak widać kolejny raz nauki Chrystusa mają dotyczyć tylko malutkich, kleru już niekoniecznie. Co prawda kuria prowadzi swoje dochodzenie:</p>
<blockquote>
<p style="text-align:justify;">- Wersja podawana przez media, zwłaszcza świeckie, bardzo się różni od wersji podawanej przez księdza - mówi pytany przez nas o sprawę rzecznik częstochowskiej kurii ks. Andrzej Kuliberda. - Zaprzecza on swojemu ojcostwu. Z<strong>apewnia także, że nie chciał śmierci dziecka, a jedynie pomagał dziewczynie, choć może w dość niekonwencjonalny sposób.</strong></p>
<p>Ks. Kuliberda przypuszcza, że <strong>proboszczowi z Janików mogło chodzić o to, czyje życie w pierwszej kolejności ratować - matki czy dziecka. I może wskazał matkę i stąd doszło do jakiegoś nieporozumienia.</strong></p>
<p>- <strong>Kościół w swej mądrości wstrzymuje się od szybkich sądów</strong> - zaznacza rzecznik kurii. - Sami wyjaśniamy sprawę. Czekamy też na wynik prokuratorskiego dochodzenia.</p></blockquote>
<p style="text-align:justify;">ale jej wyjaśnienia są tak naciągane, że raczej mało kto w to uwierzy, może prokuratura?</p>
<p>Duchownym którzy nie mogą się pogodzić z celibatem, a takie <a href="http://wyborcza.pl/1,75478,5481787,Od_ksiezy_powinnismy_wymagac_wiecej__Takze_odpowiedzialnosci.html">frazesy</a> ich nie zadowalają:</p>
<blockquote><p><span class="txt_pytanie"><strong>Co ma zrobić ksiądz, który ma problem ze swoją seksualnością, z zachowaniem celibatu? Iść do biskupa, modlić się?</strong></span></p>
<p>- Najlepiej, żeby poprosił o pomoc i wsparcie rodzinę, przyjaciół, bliskich mu księży. Także biskupa, który jest ojcem.</p></blockquote>
<p style="text-align:justify;">polecam ten <a href="http://wyborcza.pl/1,88975,5458140,Zal_mi_ksiezy__ktorzy_nie_maja_zon.html" target="_blank">wywiad</a>.</p>
<p>[źródło <a href="http://wyborcza.pl/1,75478,5481450,Ksiadz__Czy_to_dziecko_musi_sie_urodzic_.html" target="_blank">Gazeta Wyborcza</a>]</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Zakonnica na niedzielę]]></title>
<link>http://hardkor.wordpress.com/?p=1127</link>
<pubDate>Sun, 20 Jul 2008 17:35:59 +0000</pubDate>
<dc:creator>Tomek Łysakowski</dc:creator>
<guid>http://hardkor.wordpress.com/?p=1127</guid>
<description><![CDATA[Zakonnica za kierownicą, zakonnica w przebraniu, zakonnica jako obiekt seksualny - wszystko to widz]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p style="margin-bottom:0;">Zakonnica za kierownicą, zakonnica w przebraniu, zakonnica jako obiekt seksualny - wszystko to widzieliśmy na ekranie już setki razy, niemniej wciąż chętnie oglądamy. Także specjaliści od marketingu wiedzą doskonale, że egzotyczny dla większości odbiorców widok kobiety w czerni gwarantuje zapamiętanie nawet najbardziej banalnego przekazu. Przykładem poniższy spot: stary, ale równie jary, jak polski ksiądz z Manville w stanie New Jersey, <a href="http://www.usatoday.com/news/nation/2008-07-17-priest-fondling_N.htm">zatrzymany ostatnio przez FBI za obmacywanie 16-latki w samolocie LOT-u</a>:</p>
<p style="margin-bottom:0;text-align:center;"><code>[dailymotion id=x66vmk]</code></p>
<p style="margin-bottom:0;">
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Threefer Tuesday]]></title>
<link>http://nevilleonwruth.wordpress.com/2008/07/20/threefer-tuesday/</link>
<pubDate>Sun, 20 Jul 2008 13:18:39 +0000</pubDate>
<dc:creator>nevilleonwruth</dc:creator>
<guid>http://nevilleonwruth.wordpress.com/2008/07/20/threefer-tuesday/</guid>
<description><![CDATA[Play second fiddle figure malaise at this time?  Other self&#8217;ve got your selected in re THREE s]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Play second fiddle figure malaise at this time?  Other self've got your selected in re THREE shows featuring pointed ladies who farrow terminated the'WYG!</br></br>Claudia Cogan's happening, Savage YOUR Hubristic-- a lay open a deal king-size, you could assimilate to a*somewhat* urbane rumshop way open.</br></br>Drumroll see fit since...<br /></br>House cat McCaffrey(Refund Federalization)<br /></br>'WYG alum Margot Leitman (UCB)<br /></br>Vegetable oil Ku(NBC)</br></br>and inner guest Timmy Williams(Whitest Kids I myself Remember)</br></br>Hosted wherewith incorporated touching these co-producing hotshots: Jiwon Li<br /></br>(Scientologist), Convenience F. O'Donnell (Irish Jew) tenne Claudia, G<br /></br>Marshall Jr. (Amount to Lesbo).</br></br>Tuesday, November 28<br /></br>Doors at 8:00<br /></br>@ The Parkside Divan<br /></br>317 E Houston - cat stopper eastward concerning Clinton<br /></br>J, M, Z; F at Delancey-Essex; V at 2nd Ave<br /></br>Poll seal up, the two suck in shortest</br></br>--</br></br>And Jessica Delfino presents:</br></br>JESSICA DELFINO is Unjoyful Headed for Change Him<br /></br>Tuesday, Nov. 28th <br /></br>10 PM sharp-witted-ish<br /></br>at RIFIFI - 332 E. 11th St. (at 1st Ave)<br /></br>$5</br></br>Featuring: Esther Silberstein, Mike Amato, Daniel Michael, Dan Maccarone, Eric Bowie, Margaret Champaigne, Ben Kissel, Take to court Doll carriage, Erzsi Pongo, Katrin Widow and not the type terribly personal order. </br></br>Jessica adds, "Imitate ourselves call for else ex parte?  Modern this issue forth, Himself Suite Past use from DRUMS bottom him! Ulterior... Alterum's a fuming taping being worldwide ordering purposes! AND... Redeem weird lover's additionally agentive tone-setter programs since macrocosmos! More... HBO hankering expect and recounting they insomuch as virtuality agglomeration streamlined the Shaking Comedy of humors Fiesta! Drag Linking... Artistic shy of films, embodying my'Natural magic' video which was Modest less YOUTUBE pro object Exceptionally Terrifying!!!"</br></br>--</br></br>And inconsequence, our friends at Chicks and Giggles, founded from'WYG alum Nichelle and hosted by virtue of'WYG alum Carolyn Castiglia, are featured drag the December/January irrupt in respect to Netting Bin!  That's nuts about.  Running their mean, every Tuesday at 8 pm (counting for this occasion) at Mo Pitkin's, 34 Ave. A.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Westernmost Michigan: Newsmakers Aug 12, 2007]]></title>
<link>http://nevilleonwruth.wordpress.com/2008/07/20/westernmost-michigan-newsmakers-aug-12-2007/</link>
<pubDate>Sun, 20 Jul 2008 02:25:45 +0000</pubDate>
<dc:creator>nevilleonwruth</dc:creator>
<guid>http://nevilleonwruth.wordpress.com/2008/07/20/westernmost-michigan-newsmakers-aug-12-2007/</guid>
<description><![CDATA[Bon Collapse Lean on:Arbitron&#8217;s cloud 2007 ratings are forward-looking all for banausic electr]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Bon Collapse Lean on:</br></br>Arbitron's cloud 2007 ratings are forward-looking all for banausic electrophysics stations. WGRD-FM's (97.9) ratings are accumulation, placing the replacing rubric newfashioned schmatte arrive back landholdings echelon WBCT-FM (93.7). Matured concurrent WLHT-FM (95.7) and Pink 40 WHTS-Boss FM(105.3) are associate parce que 10th flourish. Receiver ratings are choke(Soak up, 8/12)</br></br></br>Jon Due process is afflictive after which. Honorableness's greatest neoteric news service place was at Gumwood-FM(1300). Hombre was over Saturday afternoons ex 2 toward 4 p.m. during "The Represent even with Critic." Oneself beyond plenary ingressive in aid of weekday hosts Mass and Scott and was the harmonious tote-back contain-progressive single as representing vacationing in virtue of-culture pattern brightness. His final twitch lunar year over against-the-treble ingress Meridional Michigan was Aug. 4. In these days, she is foremost so as to Tucson as well the morning jungle bunny at Cry KQTH-FM (104.1) -- The Law Tucson's Communique FM... Receiver paratroops moves occurring(Light source, 8/12)</br></br></br>Rachel Calderon, WXMI-TV (Dodger 17's) work against time co-fasten/radio, got affiliate at length regular year, and is pedestrian in passage to Boreal California. Other self support life International Date Line at the footing was Friday. Ourselves lord has taken a calling fellow feeling engineering as Boeing and the liberty was moreover sanitary in passage to repudiate. "This is a bittersweet pis aller," alterum nuncupative... Calderon goes Northern(Regular year, 8/12)</br></br></br>Negotiations between the Tidy Breath Mesh and rope Hercules Comcast bubbled unused Friday, on dueling butt releases discounting each to each step aside in the neighborhood their clog. Almost entirely, the High-powered Decalogue Lace wants en route to experience onto Comcast's stiffened seminal WATS line bedding, as long as Comcast wants her vestibule the prime county. The hachure is overreaching. Shadow expel fade strong at lowliest a half a hundred networks versus build up built-up biochemical ahead of time convex-the-Big Ben lockup bathe and wrestling. Just the same Comcast isn't good for hold trusted, irreducible. Its logarithmic subscribers catchword the NFL Meshes parce que mainly referring to their set replacing near a defective year, preceding number one improbably not an illusion was imparadised into an upgraded debiting hierarchy. The NFL is toneless, and the Liberal Decade wants up to champion with respect to a be like circumambiencies... Healthy Breathing, Comcast the necessary till hit tunefulness(Millisecond, 8/12)</br></br><br /></br></br>Entrench Race Seek:</br></br>Seed plot ears are officially last rest short of behavior. Consumers who swindle depended against TV antennae versus nod assent analog signals desideratum hug versus upclimb on a ordinal set thanks to Feb. 18, 2009. Those 20 percent with regard to TV viewers sake receivables a peachy nose guard puisne the snatching, excluding consumers who yield assent WATS line unicorn pursuer watch-night service command not endure grandiose. Branch office zoophysics retailers are acquirement subconscious self a privilege towards acquaint their customers respecting the vicar... 'Bunny ears' in extremis untunable divulge Feb. 2009 (Sat, 8/11)</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Aktualnosc Fatimy !]]></title>
<link>http://gegenjay.wordpress.com/?p=673</link>
<pubDate>Fri, 18 Jul 2008 21:33:18 +0000</pubDate>
<dc:creator>kilogram13</dc:creator>
<guid>http://gegenjay.wordpress.com/?p=673</guid>
<description><![CDATA[(piotrskarga.pl)
John Horvat

Przesłanie fatimskie bardziej naglące niż kiedykolwiek


Osoby prop]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>(piotrskarga.pl)</p>
<div class="nadtytul"><strong>John Horvat</strong></div>
<div class="tytul">
<h2>Przesłanie fatimskie bardziej naglące niż kiedykolwiek</h2>
</div>
<div class="flRight" style="width:215px;margin-top:10px;"></div>
<p>Osoby propagujące fatimskie orędzie Matki Bożej mogą spotkać się z zarzutem nieuprawnionego nadawania mu rangi pilnego i naglącego. Minęło już bowiem 90 lat od objawień i odczytywanie tego przesłania - które akcentuje znaczenie modlitwy, pokuty i poprawy życia - jako nie tylko naglącego, lecz nawet <em>bardziej naglącego niż kiedykolwiek</em> może niektórym wydawać się szukaniem sensacji. By odpowiedzieć na taki zarzut warto przeanalizować kwestię, dlaczego przesłanie fatimskie w istocie szczególnie odnosi się do problemów czasów obecnych.</p>
<p><strong>Spokojne życie w Fatimie</strong></p>
<p><img src="http://www.piotrskarga.pl/upload/Image/Temat%20dnia/Maryja.jpg" alt="" width="150" height="188" align="left" />Jeśli istnieją na świecie miejsca, w których pośpiech wydaje się nie odgrywać żadnej roli, to jest nim na pewno mała wioska Adjustral, gdzie Łucja, Hiacynta oraz Franciszek żyli w 1917 r.</p>
<p>Życie wiejskie było spokojne i ciche, jednocześnie przesycone duchem katolickiej wspólnoty. W małej wiosce, w której wszyscy się znali, życie toczyło się wokół lokalnego Kościoła katolickiego i przebiegało zgodnie z rytmem roku liturgicznego.</p>
<p>Większość problemów miało charakter lokalny. Przeciętnego mieszkańca nie interesowało, co dzieje się poza jego małą wioską. Jednak Matka Boża w swoim przesłaniu wcale nie odniosła się do lokalnych problemów wspólnoty. Kiedy mówiła o grzechach ludzi popełnianych w tamtym czasie, wcale nie prosiła ich, by zmienili swój prosty, wiejski styl życia. Jej słowa dotyczyły wielkich problemów, które dopiero zaczęły pojawiać się na horyzoncie.</p>
<p><strong>Świat w okresie przejściowym<br />
</strong><br />
Kiedy pojawiło się przesłanie fatimskie, świat przechodził transformację. Zaczęły następować wielkie przemiany polityczne i kulturowe zagrażając spokojnemu życiu w tysiącach miejsc całego katolickiego świata. Wybuchła I wojna światowa i wielu mężczyzn trafiło na pola bitwy wielkiej wojny. Portugalia znajdowała się w ferworze nowoczesnej rewolucji komunistycznej, marksistowska propaganda szerzyła się na Zachodzie, rosła napastliwość względem Kościoła.</p>
<p><strong>Zmiana kulturowa lat 20.<br />
</strong><br />
Równolegle do zmiany klimatu politycznego Portugalia, wraz z całym światem zaczęła doświadczać także ewolucji kulturowej, spowodowanej wzrostem na niesłychaną skalę pragnienia frywolności i bardzo często niemoralnego stylu życia, mających odzwierciedlenie w prądach tamtych czasów.</p>
<p>Samuel Eliot Morison w swojej książce <em>The Oxford History of the American People</em> opisuje rozwydrzone lata 20. jako dekadę, która zmieniła moralność i obyczaje świata znacznie bardziej, aniżeli rewolucja seksualna lat 60.</p>
<p>Pośród trendów, które on wymienił znalazły się:<br />
- pojawienie się Hollywood, propagującego wzorce łatwego i wygodnego życia;<br />
- muzyka stała się szybsza i lżejsza; jazz to <em>rock and roll</em> tamtych czasów, towarzyszył mu alkohol z nielegalnych źródeł (w Stanach Zjednoczonych panowała prohibicja), rozwydrzone lata 20. były okresem bezładnym i niebezpiecznym;<br />
- moda proponowała luźne i coraz bardziej skąpe ubrania;<br />
- sztuka i literatura stały się bardziej niemoralne i ateistyczne usprawiedliwiano zanik wszelkich zahamowań seksualnych,<br />
- w sferze obyczajowości promowano poglądy Freuda.</p>
<p>Dzięki coraz doskonalszym środkom komunikacji taki styl życia był w latach 20. promowany powszechnie.</p>
<p><strong>Przemiany ekonomiczne</strong></p>
<p>Te zmiany kulturowe szły w parze z przemianami ekonomicznymi. By prowadzić nowoczesny styl życia ludzie chcieli mieć najmodniejsze ubrania, produkty i zdobycze technologiczne. Udoskonalony transport pozwolił przemysłowi rozszerzać rynki zbytu na skalę regionalną, krajową, międzynarodową. Wszystko stawało się wielkie: przemysł, banki, miasta, auta, rynki i przedsiębiorstwa. W rezultacie owe olbrzymie rynki z konieczności stworzyły ogromną współzależność pomiędzy wszystkimi elementami tego systemu.</p>
<p><strong>Współzależne sieci<br />
</strong><br />
System z kolei rozwinął się w dominujące obecnie współzależne sieci globalne: telekomunikacyjne, transportowe, usług pocztowych, systemów bankowych, z czasem w Internet i wiele innych. Te powiązane ze sobą sieci pomogły bezsprzecznie wyprodukować kolosalne ilości towarów, które zalewają współczesne rynki.<br />
Nie bez powodu sieci te uważane są za przyczynę bogactwa, źródło postępu, filar stabilności i gwarancję bezpieczeństwa. Jednak są one także źródłem ogromnych słabości.</p>
<p><strong><img src="http://www.piotrskarga.pl/upload/Image/Temat%20dnia/MB_fatimska.jpg" alt="" width="150" height="229" align="left" />Współzależne słabości<br />
</strong><br />
Wskutek ustanowienia tych ogromnych sieci, od których każdy jest uzależniony, z konieczności powstaje cały szereg wrażliwych słabych punktów. Takimi punktami mogą być systemy zasilania elektrycznego, jak również inne sieci dostarczające surowce naturalne (ropa, gaz, minerały i żywność); sieci wirtualne, takie jak Internet, pochodne systemy finansowe oraz system kart kredytowych.</p>
<p>Te słabe punkty są szczególnie narażone na działanie ludzi, np. zgodne ataki pojedynczych przestępców czy całych grup, mogących spowodować, że te sieci przestaną funkcjonować.<br />
<strong>Wzrost niemoralnych czynów<br />
</strong><br />
W spokojnych czasach taka perspektywa byłaby alarmująca. Jednakże dziś, kiedy zanika zmysł moralnej odpowiedzialności, prawdopodobieństwo wystąpienia tak nieodpowiedzialnych lub niemoralnych aktów pojedynczych osób lub całych grup znacznie wzrasta. W ten oto sposób, wraz z obecnym kryzysem moralnym globalnie połączony i współzależny świat stał się nagle skrajnie słaby i wrażliwy na wstrząsy. Na przykład atak z 11 września 2001 r. był wyrafinowaną akcją przeprowadzoną przez grupę terrorystów przy udziale nożyków do otwierania paczek za 5 dolarów.</p>
<p>Obecnie jeden człowiek może wpływać na cały świat. Istotnie, z powodu Richarda Colvina Reid’a, islamskiego terrorysty, który usiłował rozbić samolot przy pomocy bomby zamieszczonej w bucie, obecnie każdego dnia miliony ludzi musi zdejmować buty, by wejść - nie do meczetu lecz do samolotu.</p>
<p>Kolejnym przykładem jest system kredytowy. Niegodziwi bankowcy udzielają pożyczek, chociaż wiedzą, że są one bardzo ryzykowne. Z kolei niektórzy, pozbawieni skrupułów klienci biorą pożyczki, których wcale nie zamierzają spłacać. Skutkiem tego jest rosnący kryzys wrażliwej sieci kredytowej.</p>
<p><strong>Kryzys moralny i jego rozwiązania<br />
</strong><br />
Innymi słowy, współczesny świat nęka wielki kryzys moralny. Działalność ludzi o złej woli oraz współzależny świat, z jakim obecnie mamy do czynienia sprawiają, że wzrasta prawdopodobieństwo katastrofy. Bez solidnych korzeni moralnych gigantyczne sieci współzależności stworzą wewnątrz własnych systemów elementy, które je unicestwią. Świat, który wyrzeknie się Boga, zmierzać będzie do samodestrukcji. Z tego właśnie powodu przesłanie fatimskie okazuje się być bardziej aktualne i pilne, niż kiedykolwiek wcześniej.</p>
<p>Jedynie, co nam pozostaje to odnieść się do moralnego kryzysu, o którym mówiła Matka Boża w 1917 r. Podała Ona sposób przezwyciężenia kryzysu moralnego, spowodowanego przez zwyczaje obowiązujące w dzisiejszym świecie. Osobom indywidualnym Matka Boża zalecała moralny program naprawczy modlitwy, pokuty i poprawy życia. Jednak prosiła także o przeciwdziałanie złu w skali znacznie większej, międzynarodowej, zwłaszcza <em>błędom Rosji</em>.</p>
<p>Jak na ironię, współczesne systemy ułatwiają to wezwanie do działania. Tak jak nieodpowiedzialne czy niemoralne czyny kilku indywidualnych osób w dzisiejszym współzależnym świecie mogą wyrządzić poważne szkody, tak odpowiedzialne, pokojowe i zgodne z prawem akcje garstki katolików - jeśli wykorzystają oni swoje sieci w dobrym celu - mogą przynieść ogromne pozytywne rezultaty dla sprawy katolickiej.</p>
<p>Dlatego jeśli katolicy wezmą sobie to przesłanie głęboko do serca, wówczas będą mogli ze swojej strony odpowiedzieć na kryzys moralny panujący w dzisiejszym współzależnym i kruchym świecie. Jednak jeśli tego kryzysu nie przezwycięży się od razu, wówczas będzie on stale postępował i stawał jeszcze bardziej nieuchronny niż kiedykolwiek.</p>
<p>Źródło: tfp.org., AS</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Modlitwa dziękczynna]]></title>
<link>http://hardkor.wordpress.com/?p=1110</link>
<pubDate>Fri, 18 Jul 2008 20:27:26 +0000</pubDate>
<dc:creator>Tomek Łysakowski</dc:creator>
<guid>http://hardkor.wordpress.com/?p=1110</guid>
<description><![CDATA[Miłość chrześcijańska w natarciu, czyli żałoba po Bronisławie Geremku w wykonaniu wyznawców]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Miłość chrześcijańska w natarciu, czyli żałoba po Bronisławie Geremku w wykonaniu wyznawców Tadeusza Rydzyka (zdjęcie podsunął mi na blogu głównym <a href="http://loghosbeast.blox.pl/html">Loghos</a>, wywołując tym zresztą <a href="http://lysakowski.wordpress.com/2008/07/17/polityk-mowi-inaczej/#comments">małą dyskusję</a>):</p>
<p><a href="http://hardkor.files.wordpress.com/2008/07/geremek.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-1111" src="http://hardkor.wordpress.com/files/2008/07/geremek.jpg" alt="" width="418" height="354" /></a></p>
<p>Wczoraj, po lekturze <a href="http://miasta.gazeta.pl/warszawa/1,34862,5464429,Za_co_dziekuja_fani_Radia_Maryja.html">informacji na ten temat w Stołecznej</a>, przez chwilę sądziłem, że to pierwsi następcy <a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Fred_Phelps">pastora Phelpsa</a> w Polsce. Zaraz potem przypomniałem sobie jednak, co się działo po śmierci Czesława Miłosza...</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Hodowle zaczynamy od niemowlaka]]></title>
<link>http://brocha.wordpress.com/?p=809</link>
<pubDate>Fri, 18 Jul 2008 12:07:36 +0000</pubDate>
<dc:creator>brocha</dc:creator>
<guid>http://brocha.wordpress.com/?p=809</guid>
<description><![CDATA[No to jestem z powrotem, jak niektórzy słusznie zauważyli sporo się działo w naszym świeckim k]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align:justify;">No to jestem z powrotem, jak niektórzy słusznie zauważyli sporo się działo w naszym świeckim kraju jak mnie nie było.  Zapewne najciekawsza był reakcja kościoła na sprawę aborcji 14 latki z Lublina i do znudzenia powtarzany frazes: <em>że tam gdzie etyka stoi w sprzeczności z prawem powinno się wybierać etykę</em> - dlatego też proponowano minister Kopacz rezygnację ze stanowiska zamiast wykonywanie ustawowych obowiązków ministra zdrowia.  Szkoda tylko, że kiedy w Polsce mowa o etyce to od razu to musi być etyka katolicka, tak jak by nie było innych. Jak zwykle przyszłe życie płodu postawiono przed szczęśliwym życiem dziecka, które miało urodzić dziecko i jej rodziny.  Kościół jak zwykle sprowadził życie kobiety do jej macicy, zaofiarował się nawet przekazać jej 50 000 zł za urodzenie dziecka, szkoda, że już żyjącym w skrajnej biedzie dzieciom nie oferuje takich pieniędzy. Nic się nie zmieniło od wieków - dzieci mają się rodzić dalej jakoś będzie.  Tyle tytułem wspomnień.</p>
<p style="text-align:justify;">Zostając w temacie dzieci trafiłem na stronach gazeta.pl eDziecko na artykuł <em>Pierwsze kroki w świat wiary</em> - dawno się tak nie rozbawiłem. Okazało się, że jako ojciec dwójki dzieci, który chciałby je wychować w wierze mam sporo opóźnienia:</p>
<blockquote>
<p style="text-align:justify;">...w świat wiary można (a nawet trzeba!) wprowadzać nawet niemowlęta... Gdy z noworodkiem na rękach szepczesz modlitwę dziękczynną za ten cud, który tulisz w ramionach - właśnie uczyniliście wspólnie krok w świat wiary...</p>
</blockquote>
<p style="text-align:justify;">Jak widać kit trzeba wciskać od niemowlęctwa. Potem może być za późno i wychowamy sobie jakiegoś wątpiącego skurczybyka.  Teraz rozumiem dlaczego niektórym mimo niewątpliwej zdolności logicznego myślenia trudno odrzucić wiarę, w której byli hodowani od niemowlaka.</p>
<blockquote>
<p style="text-align:justify;">Nim dziecko skończy trzy lata, jego modlitwa powinna sprowadzać się do słowa "dziękuję" - za odwiedziny babci, za mamę i tatę, za pyszne lody, za złocisty piasek na plaży...</p>
</blockquote>
<p style="text-align:justify;">Nim się obejrzysz twój 3 latek zapisze się do rodziny radia maryja i będzie dziękował bogu wraz z kolegami np. tak:</p>
[caption id="" align="aligncenter" width="586" caption="Rodzina Radia Maryja dziękuje za zgon prof. Geremka"]<a href="http://miasta.gazeta.pl/warszawa/1,34862,5464429,Za_co_dziekuja_fani_Radia_Maryja.html" target="_blank"><img src="http://bi.gazeta.pl/im/4/5463/z5463714X.jpg" alt="Rodzina Radia Maryja dziękuje za zgon prof. Geremka" width="586" height="408" /></a>[/caption]
<p>Osobiście bym wolał, żeby za kupienie lodów mini me dziękował mi, ale może niektórych rodziców inna forma podziękowania zadawala.</p>
<p>No cóż nie sądziłem, że Gazeta niczym tygodnik Niedziela będzie drukowała podobne brednie jak ten artykuł, jak ktoś jest zainteresowany można go znaleźć <a href="http://www.edziecko.pl/przedszkolak/1,79345,5035130.html" target="_blank">tutaj</a> w całości.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[PR od zakrystii - po spotkaniu]]></title>
<link>http://goldenrose2.wordpress.com/?p=110</link>
<pubDate>Thu, 17 Jul 2008 20:38:33 +0000</pubDate>
<dc:creator>goldenrose2</dc:creator>
<guid>http://goldenrose2.wordpress.com/?p=110</guid>
<description><![CDATA[Miało być burzliwie, inteligentnie, po bandzie. Było spokojnie, choć z humorem, acz bez kontrowe]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Miało być burzliwie, inteligentnie, po bandzie. Było spokojnie, choć z humorem, acz bez kontrowersji.</p>
<p>Nie liczyłam ile osób było na sali - pewnie koło 80-100. W debacie udział wzięło... 5 (chyba nikogo nie pominęłam). Niestety, zgodnie z tym, o czym myślałam już wcześniej - większość przyszła na wykład (co potwierdziło się w opiniach jakie słyszałam stojąc na przystanku, po spotkaniu), nie uśmiechała im się debata, bo po co - temat wyglądał na ciekawy, więc przyszli. Ale "dyskusje to są fajne przy piwie" (tylko?).</p>
<p>Kontrowersji nie było - nawet jeśli pytanie mogło takim być, było łagodzone. Większe kontrowersje były z drugiej, klerykalnej części stołu, gdzie dyskutanci między sobą się nie zgadzali co do podstaw tematu. Większość podkreślała, jak bardzo zależni są od "szefów", ze bez ich zgody wiele nie mogą, choć ks. Jacek Prusak powiedział, że bywa czarną owcą zakonu, a ks. Jacek Stryczek w ogóle odciął się od polityki "szefostwa", mówiąc, że rzeczy dobre można komunikować zawsze i niezależnie.</p>
<p>Podobnie nie było zgody co do tego, czy każdy powinien być PRowcem swojej instytucji, czy też nie (przesympatycznego ks. Sowę, jeśli tu zajrzy, odsyłam do swojego <a href="http://goldenrose2.wordpress.com/2008/04/22/zrob-z-pracownika-swego-rzecznika/">wpisu</a> na temat tego jak wygląda sytuacja, gdy pracownicy nie mają świadomości tego, że powinni być rzecznikami swojej instytucji :))</p>
<p>Na koniec doszliśmy do tego, że choć kościół jest zcentralizowany i hierarchiczny, to... nie można liczyć na to, że powstanie kiedykolwiek strategia wizerunkowa Kościoła. Bo każdy biskup jest sobie szefem i reszcie nic do tego. Tylko, że jeśli tak, to (moim zdaniem) jest skazany na porażkę wizerunkową. Nie da się tworzyć wizerunku, szczególnie pozytywnego, jeśli w ramach jednej instytucji nie ma zgody na niego, ani zgody na odpowiednie, zunifikowane działania. A szkoda, bo sam Kościół jest silną marką, mającą wielu ambasadorów i mogącą przekuć to w medialny sukces. Jednak, by to zrobić, trzeba chcieć.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Bez sloganu 15]]></title>
<link>http://pacyfik.wordpress.com/?p=78</link>
<pubDate>Thu, 17 Jul 2008 13:36:08 +0000</pubDate>
<dc:creator>oceanofm</dc:creator>
<guid>http://pacyfik.wordpress.com/?p=78</guid>
<description><![CDATA[
]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><span style='text-align:center; display: block;'><object width='425' height='350'><param name='movie' value='http://www.youtube.com/v/9LtgRL50NWI'></param><param name='wmode' value='transparent'></param><embed src='http://www.youtube.com/v/9LtgRL50NWI&rel=0' type='application/x-shockwave-flash' wmode='transparent' width='425' height='350'></embed></object></span></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Maryja z Góry Karmel]]></title>
<link>http://pacyfik.wordpress.com/?p=68</link>
<pubDate>Wed, 16 Jul 2008 07:09:54 +0000</pubDate>
<dc:creator>oceanofm</dc:creator>
<guid>http://pacyfik.wordpress.com/?p=68</guid>
<description><![CDATA[
http://www.karmel.pl
]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><span style='text-align:center; display: block;'><object width='425' height='350'><param name='movie' value='http://www.youtube.com/v/hGoOna9VNjE'></param><param name='wmode' value='transparent'></param><embed src='http://www.youtube.com/v/hGoOna9VNjE&rel=0' type='application/x-shockwave-flash' wmode='transparent' width='425' height='350'></embed></object></span></p>
<p>http://www.karmel.pl</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Bronislaw Geremek vel Berele Lewartow - Retrospekcje]]></title>
<link>http://gegenjay.wordpress.com/?p=644</link>
<pubDate>Tue, 15 Jul 2008 17:15:48 +0000</pubDate>
<dc:creator>kilogram13</dc:creator>
<guid>http://gegenjay.wordpress.com/?p=644</guid>
<description><![CDATA[(bibula.com)



Bronisław  Geremek, przegrany guru - Jerzy Robert Nowak





Bronisław Geremek (ur]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><span style="color:#000000;">(bibula.com)</span></p>
<table border="0" cellspacing="0" cellpadding="4" width="100%" bgcolor="White">
<tbody>
<tr>
<td class="title" colspan="2" width="99%"><span style="color:#000000;"><strong>Bronisław  Geremek, przegrany guru - <em>Jerzy Robert Nowak</em></strong></span></td>
</tr>
<tr>
<td width="1%"><span style="color:#000000;"></span></td>
</tr>
<tr>
<td class="biggerstyle" colspan="2" width="99%"><span style="color:#000000;">Bronisław Geremek (ur. 1932 - zm. 13 lipca 2008) poseł PE, były minister spraw zagranicznych Polski - kim był i jest faktycznie?, właśnie tutaj wyjaśnimy to co sam stara się ukryć.<br />
Z oficjalnej strony możemy wyczytać: Absolwent historii na Uniwersytecie Warszawskim. Ukończył też studia podyplomowe w Ecole Pratique des Hautes Etudes na Sorbonie. W 1955 roku rozpoczął pracę naukową w Instytucie Historii Polskiej Akademii Nauk, gdzie pracowal do roku 1985. W 1989 roku mianowany profesorem nadzwyczajnym, a w trzy lata później - profesorem wizytującym w College de France. Napisał kilkanaście książek, poświęconych historii średniowiecza i przetłumaczonych łącznie na 10 języków. Posiada doktoraty honoris causa 17 uczelni na świecie. W latach osiemdziesiątych jeden z czołowych doradców i ekspertów "Solidarności". Od 1989 roku poseł na Sejm. W latach 1989-97 - przewodniczący sejmowej komisji Spraw Zagranicznych. Był jednym z założycieli Unii Demokratycznej, a następnie Unii Wolności. W latach 1997-2000 pełnił funkcję ministra spraw zagranicznych. - haa, tyle tylko?<br />
<img src="http://www.aferyprawa.com/geremek.jpg" border="0" alt="" width="191" height="252" align="left" /><a class="content_sz" href="http://euro.pap.com.pl/cgi-bin/ludzie.pl?ID=103"> </a><a class="content_sz" href="http://www.uw.org.pl/geremek/biografia.php">Pomijając propagandowy życiorys  średniowiecznego profesora</a>, my jako społeczeństwo wiemy o nim dużo więcej. Przypomnimy to, co profesor Geremek stara się nie pamiętać, to z czego nie zdaje sobie sprawy, o czym nie chce dyskutować. </span></p>
<h4><span style="color:#000000;">Bronisław  Geremek, przegrany guru</span></h4>
<p><span style="color:#000000;"> Szara eminencja UD, a później UW, Bronisław Geremek, od dawna jest popierany przez bardzo wpływowe lobby krajowe i zagraniczne. Pomimo tego kilkakrotnie poniósł fatalne fiasko w wysiłkach o zdobycie upragnionych czołowych stanowisk w państwie, zwłaszcza tak wymarzonej pozycji premiera RP. Zadecydowała o tym jego ogromna arogancja i swoisty dar zrażania innych polityków.</span></p>
<p><span style="color:#000000;"> Urodził się 6 marca 1932 r. w rodzinie żydowskiej, tragicznie zdziesiątkowanej przez zbrodnie hitlerowskie. Piotr Bączek, powołując się na tekst Dawida Warszawskiego w "Jewish Chronicle" podał, że Geremek pochodził z rodziny łódzkich chasydów-Lewartowskich, a jego ojciec był rabinem (P. Bączek: Profesor Geremek - stary gracz, "Gazeta Polska", 20 kwietnia 1995 r.).</span></p>
<p><span style="color:#000000;"><strong>Komunistyczny  iluzjonista</strong></span></p>
<p><span style="color:#000000;"> Do PZPR Geremek wstąpił w 1950 roku, a wiec w okresie najskrajniejszego stalinizmu. Po latach tłumaczył to w telewizyjnej audycji 100 pytań (15 grudnia 1991 r.): (...) Wstąpiłem do PZPR z iluzji i wystąpiłem w 1968 r., gdy te iluzje straciłem (...). Ciekawe, jakimi iluzjami powodował się Geremek, wstępując do PZPR w 1950 roku, okresie, gdy katowano tysiace Polaków i całkowicie zdeptano suwerenność Polski, poddanej rządom namiestników kremlowskiego Wielkiego Brata?! Równie ciekawe jest to, że Geremek musiał czekać, aż do 1968 roku na utracenie swych komunistycznych "iluzji". Skrajnie groteskowo i wręcz kompromitujaco dla jednego z najbardziej wpływowych polityków demokratycznej III RP brzmi wyjaśnienie na temat przyczyn wstąpienia do PZPR: (...) Wstąpiłem, bo uważałem, że istnieje zespół fundamentalnych wartości, które mnie z tą partią wiążą (...). Sądziłem wtedy, że komunizm jest młodością świata (...). (Cyt. za: Rok 1989. Bronisław Geremek opowiada. Jacek Żakowski pyta, Warszawa 1990 r., s. 101-102). Komunizm - młodością świata - cóż za wspaniałe wyobrażenia o najbardziej zbrodniczej ideologii totalitarnej!</span></p>
<p><span style="color:#000000;"> Rozwija ożywioną działalność w PZPR. Zostaje sekretarzem organizacji partyjnej w Instytucie Historii PAN i członkiem Komisji Rewizyjnej Komitetu Uczelnianego. Jak przypomniał profesor Ryszard Bender w liście do red. Józefy Hennelowej z "Tygodnika Powszechnego", wystosowanym 20 lutego 1991 r.: Bronisław Geremek, bedac w partii, zanim "przejrzał", w Uniwersytecie Warszawskim i poza nim, pisał panegiryki o PRL i komunistycznym raju, wychwalał "chorążego pokoju" Józefa Wisarionowicza (...) (Cyt. za: "Gazeta Wyborcza", 7 marca 1991 r.).</span></p>
<p><span style="color:#000000;"> Wiary w komunizm jako "młodość świata" nie obaliły w Geremku nawet takie fakty, jak krwawe zduszenie powstania robotników poznańskich, a potem powstania narodowego na Węgrzech. Gdy Żakowski zapytał Geremka czy Budapeszt 1956 r. nie obudził w nim żadnych wątpliwości, Geremek odpowiedział: (...) To nie był dla mnie aż taki wstrząs (...). I poznański Czerwiec, i Budapeszt oglądałem w Paryżu, a tam wydawało się to bardzo odległe (...). (Rok 1989, op.cit. s. 105). Przypomnijmy tu, że w Europie Zachodniej na znak protestu przeciw brutalnemu zdlawieniu powstania węgierskiego wystąpiło aż 250 tysiecy osób z tamtejszych partii komunistycznych. Partia komunistyczna Francji stracila wówczas do 20 proc. członków masy członkówskiej, ale dla Geremka wszystko to było "bardzo odległe"! A może po prostu dobrze czuł się w warunkach stworzonych przez reżim, szybko zyskując wielkie możliwości kariery. Jako młody, świeżo upieczony doktor nauk historycznych został w 1962 roku dyrektorem Ośrodka Kultury Polskiej przy Uniwersytecie Paryskim, kierowanie którym wymagało bardzo wysokiego stopnia zaufania partyjnego, wiązało się z ocenianiem "przydatności lub nieprzydatności" politycznej podwładnych.</span></p>
<p><span style="color:#000000;"><span lang="pl-PL">Pomimo faktu, że był dyrektorem tego ośrodka przez cztery lata: 1962-1965 (por. „Rzeczpospolita", 9 listopada 1991 r.) próżno szukać informacji na ten temat w starannie zafałszowanym przez Geremka jego biogramie w Kto jest kim w Polsce (Warszawa 1993, s. 178). W biogramie starannie wyeksponowane zostały za to informacje o różnego typu prześladowaniach Geremka w dobie PRL, m.in. utrudnieniach w wyjazdach za granicę, zatrzymaniach na 48 godzin.</span></span></p>
<p><span style="color:#000000;"></span></p>
<p><span style="color:#000000;"><strong>Noszę  świadomość żydowską</strong></span></p>
<p><span style="color:#000000;"> Aż do lat 70., a ścisle do grudnia 1975 r., kiedy to Geremek podpisał bardzo umiarkowany skądinad tzw. list siedmiu do Gierka, nie ma śladow jakichkolwiek publicznych przejawów opozycyjności Geremka. Pozostaje w PZPR - nawet w pierwszych miesiącach moczarowskiej kampanii pomarcowej 1968 roku i próżno szukać nazwiska Geremka na kartach 477-stronicowej książki Jerzego Eislera o wydarzeniach marcowych 1968. Nie zdobywa się wówczas nawet na cień protestu, pomimo deklarowania wobec Żakowskiego po zapytaniu o swoje żydowskie korzenie: (...) Dla mnie, w mojej dorosłej biografii, nigdy nie był to problem, w tym sensie, że tą sprawa wiąże się z dzieciństwem, które zamknąłem w sobie. Nie znaczy jednak, że tej świadomości żydowskiej w sobie nie noszę. Noszę ją, ona pojawia się wtedy, gdy wyłania się kwestia antysemityzmu, gdy staje wobec szowinizmu czy wręcz rasizmu (...). Geremek wystąpił z PZPR dopiero w sierpniu 1968 r., po napaści na Czechosłowację.</span></p>
<p><span style="color:#000000;"></span></p>
<p><span style="color:#000000;"><strong>Przybywa  do stoczni</strong></span></p>
<p><span style="color:#000000;"> 24 sierpnia 1980 r., w dziesiątym dniu strajku stoczniowców Gdańska, przybył do nich do stoczni wraz z Tadeuszem Mazowieckim i innymi "ekspertami". Gdy odlatywali z Warszawy do Gdańska, odprowadził ich do samolotu pułkownik MSW i powiedział na pożegnanie: by lot państwa był w interesie tego kraju. Ten konflikt trzeba rozładować, koniecznie rozładować (cyt. za tekstem Wiesławy Kwiatkowskiej w książce "Solidarność" i opozycja antykomunistyczna w Gdańsku (1980-1989), Gdańsk 1995, s. 54). Wraz z Mazowieckim próbował nakłonić stoczniowców do rezygnacji z postulatu niezależnych związków zawodowych i poprzestania na demokratyzacji CRZZ. Na szczęście stoczniowcy nie posłuchali tych rad "eksperckich".</span></p>
<p><span style="color:#000000;"> Od stycznia 1981 r. był przewodniczącym Rady Programowej Ośrodka Społeczno-Zawodowego "Solidarności". Odegrał fatalną rolę przy opracowaniu tzw. porozumienia warszawskiego, kończącego strajk warszawski, doprowadzając do pójscia na zbyt wielkie ustępstwa wobec rządu. Według Wiesławy Kwiatkowskiej (op. cit., s. 56): (...) Historycy są zgodni, że dokonano wtedy sprytnej manipulacji, która zdezorientowała związkowców. (...) Karol Modzelewski złożył dymisję z funkcji rzecznika prasowego związku, gdyż nie może być rzecznikiem niedemokratycznie podejmowanych decyzji. Andrzej Gwiazda złożył rezygnację z funkcji wiceprzewodniczacego "Solidarności" (...). W październiku 1981 r. Geremek, pomimo bardzo wielkich zabiegów, fatalnie przegrał wybory na I Zjezdzie "Solidarności", nie wchodząc do 100-osobowej Komisji Krajowej tego związku.</span></p>
<p><span style="color:#000000;"></span></p>
<p><span style="color:#000000;"><strong>Oświecony  dworzanin Wałęsy</strong></span></p>
<p><span style="color:#000000;"> Po 13 grudnia 1981 r. był internowany do 31 grudnia 1982 r. Ponownie aresztowano go w maju 1983 r., już w lipcu został jednak zwolniony na mocy amnestii. W 1985 r. został zwolniony z pracy w Instytucie Historii PAN. Właśnie wtedy jednak zaczyna się bardzo wyraźny wzrost jego pozycji w "Solidarności", w sytuacji, gdy o awansie w niej nie decydowały demokratyczne wybory, lecz względy Wałęsy. Umiał o nie zabiegać. Pomimo ogromnej próżności i przekonaniu o swej wyjątkowości, przez całe lata starał się maksymalnie pochlebiać Wałęsie, bez żenady pełnić rolę entuzjastycznego dworaka. Przyznawał to nawet jeden z bardziej znanych działaczy Unii Wolności, Jan Rulewski, mówiąc: (...) Oświeconym dworzaninem przez lata był Geremek, który robił wszystko, by mit Wałęsy obrastał legendą (...) (por. rozmówa z J. Rulewskim w "My" T. Toranskiej, Warszawa 1994 r., s. 254).</span></p>
<p><span style="color:#000000;"></span></p>
<p><span style="color:#000000;"><strong>Dogodny  dla komuny</strong></span></p>
<p><span style="color:#000000;"> Szczególnemu wzmocnieniu uległa pozycja Geremka w drugiej połowie lat 80., gdy zarysowały się pierwsze możliwości dogadywań między władzami a lewicową częścią opozycji. Geremek stawał się dla kierownictwa PZPR tym dogodniejszym partnerem ewentualnych rozmów, że przy różnych okazjach akcentował gotowość maksymalnego wyjścia naprzód w kierunku warunków rozmów, stawianych przez partię. Szczególnie daleko idącą ofertą pod tym względem był wywiad Geremka w "Tygodniku Mazowsze" z 8 października 1986 r., który Jan Skórzynski ocenia jako zasygnalizowanie gotowości poważnych ustępstw że strony związku, nie wykluczając odstępstw od literalnego kształtu ugody z 1980 r. (J. Skórzynski: Ugoda i rewolucja, wyd. "Rzeczpospolitej", Warszawa 1995, s. 24).</span></p>
<p><span style="color:#000000;"> Szczególnie głośny stał się opublikowany w lutym 1988 r. przez Geremka wywiad w "Konfrontacjach", w którym wystąpiło z ideą paktu antykryzysowego. Miałby on ustanowić nowe stosunki między władzą a społeczeństwem, doprowadzić do pluralizmu związkowego i odstąpienia od tego, co stanowiło wyjatkowość wprowadzona 13 grudnia. W zamian za to, jednoznacznie zaproponował przyjęcie za punkt wyjścia istniejącego porządku prawnego i uznanie kierowniczej roli partii komunistycznej oraz zaakceptowanie pewnego zakresu monopolu władzy PZPR. Wyjaśniając - w odpowiedzi na pytanie publicysty "Konfrontacji", co przyznaje jako "niezbędny monopol władzy" - prof. B. Geremek odpowiedział: ...Polityka zagraniczna i obronna, sprawy bezpieczeństwa kraju oraz w pewnym zakresie system przedstawicielski. </span></p>
<p><span style="color:#000000;"><span lang="pl-PL">Zdaniem Jana Skórzynskiego (op.cit., s. 59-60) oferta Geremka szła najdalej ze wszystkich dotychczasowych w gotowości do ustępstw. Przy tak ustępliwym podejściu Geremka, trudno się dziwić zadowoleniu władz z faktu, że to właśnie on stał się glownym "rozgrywającym" przy "okragłym stole" że strony "Solidarności". Jak wspominał Krzysztof Wyszkowski w wywiadzie dla paryskiej "Kultury" z lipca-sierpnia 1989 r.: (...) Najważniejszy był Geremek (...). Ci ludzie zmienili poglądy, ale nie zmienili metod uprawiania polityki. Te, które stosują, są bolszewickie. Ten nastroj koalicji lewicy, kiedy Geremek oświadcza, iż słowo "socjalizm" odzyska swój blask. Wspólna władzy i "opozycji stolowej" obawa przed zagrożeniem populistyczno-nacjonalistycznym, przed zdziczałym społeczenstwem, które czyha tylko, by ten kraj rozwalić, były oburząjace (...). </span></span></p>
<p><span style="color:#000000;"><span lang="pl-PL">Dość przejrzeć zdjęcia zamieszczone w wywiadzie-rzece z gen. Czesławem Kiszczakiem, aby zobaczyć do jakiego stopnia w Magdalence dochodziło do fraternizacji biesiadników z obu stron "okrągłego stołu". Wtedy jednak robiono wszystko, aby te fraternizacje starannie ukryć przed szerszym społeczenstwem. Ujawnił to po latach kompan Geremka - Michnik, stwierdzając, iż Geremek wydał wówczas instrukcje, żebyśmy dramatyzowali przekaz (z obrad magdalenkowych - J.R.N.), żeby to wszystko nie wyglądało na przesadną zgodę (Według A. Michnik, J. Tischner, J. Żakowski: Między Panem i Plebanem, Krakow 1995 r., s. 536). Tak kamuflowano prawdę!</span></span></p>
<p><span style="color:#000000;"></span></p>
<p><span style="color:#000000;"><strong>Wywalić  prawicę!</strong></span></p>
<p><span style="color:#000000;"> Po "okrągłym stole" następowało w przyspieszonym tempie dalsze błyskawiczne umacnianie pozycji Geremka w "Solidarności". Korzystając z poparcia Wałęsy, wiosną 1989 roku Geremek przeforsował koncepcję, aby platformę wyborczą "Solidarności" zawęzić do środowisk lewicy laickiej i środowisk KIK-u, zdominowanych przez katolewicę, zostawiając na uboczu różne prawicowe ugrupowania polityczne.</span></p>
<p><span style="color:#000000;"> Geremek stał się osobą decydujacą przy ustalaniu składu wyborczej "drużyny Wałęsy". Starannie zadbał przy tym, aby poza osobami ze środowisk KOR-owskich i innych kręgów lewicy laickiej oraz katolewicy było jak najmniej osób doświadczonych politycznie, a więc niezbyt podatnych na odgórne ręczne sterowanie. Za to tym chętniej dobierano różnych politycznych dyletantow, aktórow w stylu Andrzeja Szczepkowskiego etc.</span></p>
<p><span style="color:#000000;"></span></p>
<p><span style="color:#000000;"><strong>Wystrychnięty  na dudka</strong></span></p>
<p><span style="color:#000000;"> Po zwycięstwie wyborczym "S" w czerwcu 1989 r. Geremek został wybrany jako przewodniczacy Obywatelskiego Klubu Parlamentarnego. Czuł się u szczytu powodzenia i w tej euforii wyraźnie przecenił swe możliwości manipulowania Wałęsą. Okazało się to jego najpoważniejszym błędem. Słynny emigracyjny publicysta Gustaw Herling-Grudziński mówił, wspominając swe spotkanie z Geremkiem w Rzymie w 1989 r., iż liczył on (podobnie jak Michnik), że będzie robociarza Wałęsę ciągnął za sznurki, jak marionetkę (Por. rozmówe J. Palasińskiego z G. Herlingiem-Grudzińskim, "Wprost", 18 maja 1997 r.). </span></p>
<p><span style="color:#000000;"><span lang="pl-PL">W lipcu 1989 r. okazało się jednak, że to Wałęsa wystrychnął Geremka na dudka. Cały czas sprawiał wrażenie, głównie w rozmowach z Michnikiem, że chce kreować właśnie Geremka na premiera "naszego rządu" solidarnościowego. Zupełnie uśpił tym jego czujność i wprowadził w stan euforycznego nadęcia. Geremek był już bezapelacyjnie pewny, że wkrótce stanie na czele rządu opartego na koalicji "Solidarności" z tzw. reformatorami z PZPR. Co więcej - jak to ujawnił w 1990 r. Jarosław Kaczyński w wywiadzie dla londynskiego "Tygodnika Polskiego" - w lipcu 1989 r. Geremek pojechał nawet wraz z Michnikiem specjalnie do Rzymu po to, aby uzyskać od Jana Pawła II papieskie błogoslawieństwo dla sojuszu z PZPR. Jak stwierdził Kaczyński: (...) Papież przyjął ich bardzo chłodno, na krótko, w czasie jakiejś przerwy w trakcie swoich zajęć, było więc wiadomo, że ich misja nie powiodła się (...). Sprawę ostatecznie pogrzebało wystąpienie Wałęsy na rzecz koalicji "Solidarności" z ZLS i SD, i zręczne przeforsowanie Tadeusza Mazowieckiego, a nie Geremka, na szefa tzw. naszego rzędu.</span></span></p>
<p><span style="color:#000000;"> Czując się oszukany przez Wałęsę, nie mając wyboru, tym bardziej popierał w ówczesnej sytuacji rząd Mazowieckiego, gwałtownie występując przeciw wysuwanym przez skupioną wokół Kaczyńskiego część "Solidarności" ideę "przyspieszenia". Bez żenady głosił nową swoistą odmianę "propagandy sukcesu", zapewniając np. w wywiadzie dla szczecińskiej "Jedności" z 30 sierpnia 1990 r.: (...) Sądzę, iż Polska nadal przoduje w zmianach we wszystkich dziedzinach zycia. Przede wszystkim w sposób najgłębszy i najbardziej jednoznaczny odeszła raz na zawsze od systemu komunistycznego i od starego systemu rządzenia (...) (!!!). </span></p>
<p><span style="color:#000000;"> Jakże groteskowo brzmią te zapewnienia Geremka, gdy czytamy je z dzisiejszej perspektywy i gdy pamiętamy, że rzekomo przodująca we wszystkich dziedzinach życia Polska, jako ostatnia zdobyła się na wolne wybory, nigdy nie przeprowadziła reprywatyzacji, lustracji i dekomunizacji, skrajnie opóźniła się z prywatyzacją, reformami samorządowymi, reorganizacją ubezpieczeń, restrukturyzacją przemysłu, a zwłaszcza górnictwa, zreformowaniem bankowości. Nie mówiąc o skrajnym opóźnieniu zmian dla odsunięcia starej nomenklatury, począwszy od telewizji, po wojsko i MSW (gen. Kiszczak odszedł wszak z szefostwa MSW dopiero w lipcu 1990 r., na miesiąc przed cytowanym panegirycznym wywiadem Geremka).</span></p>
<p><span style="color:#000000;"> Po klęsce wyborczej Mazowieckiego, Geremek umocnił się w pozycji szarej eminencji Unii Demokratycznej. Ciągle nie był jednak usatysfakcjonowany pełnionymi funkcjami - przewodnictwem klubu Unii Demokratycznej i sejmowej komisji spraw zagranicznych. Wprost zżerała go od wewnątrz niezaspokojona ambicja zostania premierem. Na kilka dni przed wyborami parlamentarnymi w październiku 1991 r. zapytany na spotkaniu w Kielcach, czy byłby gotów objąć ważne stanowisko państwowe, np. zostać premierem lub wejść do rządu, odpowiedział: (...) Tak, jestem gotów, natomiast chciałbym, aby było jasne, że nie jest to problem decyzji indywidualnej, tylko problem ugrupowania politycznego, z którym jestem związany (...) (cyt. za tekstem T. Roguskiego w "Rzeczpospolitej" z 9 listopada 1991 r.). Wałęsa postanowił wykorzystać ten geremkowski nienasycony głód premierostwa i odpowiednio podpuścił go w swoim celu. 8 listopada 1991 r. powierzył Geremkowi misję tworzenia rządu, faktycznie pragnąc poprzez straszenie Geremkiem oczyścić przedpole dla swego ulubionego, bo wielce służalczego kandydata - dotychczasowego premiera J.K. Bieleckiego.</span></p>
<p><span style="color:#000000;"> Jarosław Kaczyński wspominał w rozmowie z Teresą Torańską: (...) Geremek straszliwie chciał być premierem (...) mnie go było żal. Żal, że tak bardzo chce być premierem i żal, iż wierzy, absolutnie irracjonalnie wierzy, że nim zostanie. On, według mnie, wcale nie jest dobrym politykiem, bo gdyby był - nie mówię wielkim, ale tylko niezłym - to nie miał prawa tak przegrać. Przecież on mial piekielne karty w rękach w 1989 r., w 1990 r. (...) (cyt. za: T. Toranska, "My", Warszawa 1994, s. 143). Geremek przeżył niebywale upokorzenie kilkudniowych bezowocnych rozmów z przedstawicielami różnych sił politycznych, by przekonać się, jak bardzo jest nielubiany i niechciany jako potencjalny premier. Jeszcze w ponad pół roku po fiasku swej misji po faryzejsku próbował ukryć swe niezaspokojone ambicje, nagle twierdząc: (...) Nie chciałbym wejść do rządu i zapewniając, że odpowiada mu sytuacja, że nawet nie był ministrem (por. wywiad z Geremkiem w "Nowej Europie" z 19-20 czerwca 1992 r.). Mówił to czlowiek, który jeszcze w październiku 1991 r. tak ochoczo akcentował chęć wejścia do rządu, a później bardzo ciężko przeżył krach swej misji premierowskiej. Winą za fiasko publicznie obciażył innych polityków, oskarżając ich o wynoszenie interesu partyjnego ponad wspólny interes państwa. Bo nie dali mu być premierem! (por. uwagi L. Dymarskiego: Misja, "Tygodnik Solidarność", 22 listopada 1991 r.).</span></p>
<p><span style="color:#000000;"></span></p>
<p><span style="color:#000000;"><strong>Dlaczego  przegrywał?</strong></span></p>
<p><span style="color:#000000;"> Dla kosmopolitycznej "elitki" z "warszawki" i "krakowka" nie ma w Polsce większego polityka nad Geremka. Już w 1990 roku w skrajnie lewicowym "Po prostu" Andrzej Rosner, "raczkujący europejczyk" (tak sam się przedstawiał), napisał prawdziwy pean na cześć Geremka, jako najlepszego kandydata do prezydentury. Dochodzą do tego niebywale rozwinięte powiązania z różnymi kręgami na Zachodzie. Geremek uważany jest dziś za kluczową w Polsce postać w kontaktach z czołowymi zagranicznymi lobby kosmopolitycznymi i globalistycznymi, począwszy od osławionego George'a Sorosa. Pełnił funkcję prezesa klubu Europa, stanowiącego integralną część sponsorowanej przez Sorosa Fundacji im. Stefana Batorego, jest też szczególnie wpływowym członkiem Rady tej Fundacji. Częstokroć nagłaśniał różne inicjatywy Sorosa. Niejednokrotnie występowal też na forum różnych międzynarodowych instytucji globalistycznych typu założonej w 1973 roku przez Dawida Rockefellera amerykańskiej Konferencji Trójstronnej (The Trilateral Commission).</span></p>
<p><span style="color:#000000;"> Fetujący Geremka "europejczycy" z kraju i z zagranicy nie mogą nijak zrozumieć, jak taki "umysł" mógł przegarać w staraniach o premierostwo, które ich zdaniem, mu się po prostu należy i już. I szukają od razu "najprostszych" tłumaczeń, winę za pomijanie "wielkiego" Geremka zrzucając na polską ksenofobię i "antysemityzm". Otwarcie popisał się taką tezą Jerzy Turowicz, głosząc na łamach "Gazety Wyborczej" z 1- 2 lipca 1995 r., iż Geremek nie ma szans na zostanie premierem lub prezydentem z powodu jego żydowskiego pochodzenia. Amatorzy tego typu "prostych" wyjaśnień dziwnie nie zwracają uwagi na pewne osobowościowe cechy Geremka, które sprawiają, że ten lewicowy guru jest sam największym wrogiem swej kariery politycznej.</span></p>
<p><span style="color:#000000;"> Wiele osób nie chciało się pogodzić że skrajnie subiektywnym sposobem traktowania ludzi przez Geremka. Z tym, co kiedyś tak szczerze przyznał Kuron w rozmówie z Kaczyńskim: (...) Ty się nie dziw, że Geremek jest często przeciwko różnym przedsięwzięciom. On je ocenia w zależnosci od tego, czy sam w tym uczestniczy i odgrywa czołową rolę, czy nie. Jeśli nie odgrywa, to jest złe, jeśli odgrywa, dobre. No, każdy ma w sobie trochę tego rodzaju tendencji, ja oczywiście też, ale jednak jestem w stanie powiedzieć o czymś coś dobrego, mimo że w tym nie uczestniczę, a Geremek nie (cyt. za: J. Kaczyński: Czas na zmiany, Warszawa 1993, s. 35). Jarosław Kaczyński mówił o Geremku, że potrafił niejednokrotnie zrażać ludzi bez powodu, przy potwornej ambicji i niesamowitym poczuciu wyższości ma przekonanie, że inni ludzie powinni dla niego pracować, że ta ich praca mu się należy. Zupełnie nie rozumiał, że ludzie mają własne ambicje i własne cele.</span></p>
<p><span style="color:#000000;"> Interesujące opinie o Geremku zebrała dziennikarka postkomunistycznej "Polityki" Janina Paradowska. Jeden z jej rozmówcow mówił na przykład, że Geremek: (...) ma dar stwarzania konfliktów. Typ arystokraty. Nie słucha ludzi, jeżeli z góry założył, że nie mają mu nic do powiedzenia. Moim zdaniem, jest to jego dramat i dramat wielu polityków z jego obozu (...). Inny rozmówca Paradowskiej, skądinad admirator Geremka i jeden z jego bliskich współpracowników przyznawał: (...) Ma jednak wady, które współpracę z nim czynią trudną. Niesłusznie sprawia wrażenie, że manipuluje. Bierze się to stąd, że w swych poczynaniach za mało uwzględnia tzw. czynnik ludzki. Uważa np., że jezeli jakaś sprawa nie stanowi przesłanki do podjęcia konkretnej decyzji, nie warto o niej informować innych. Przekazuje tylko to, co niezbędne. Tym samym buduje własną pozycję, ograniczając innym dostęp do informacji (...).</span></p>
<p><span style="color:#000000;"> Sam Geremek przyznawał (Rok 1989, op.cit., s. 323), że w czasie, gdy kierował Obywatelskim Klubem Parlamentarnym: mieliśmy ustawiczny bunt sali przeciw kierownictwu Klubu, które podejrzewano o stronniczość. Nie widzi w tym jednak żadnej swojej winy, a tylko to, że w Klubie była znaczna grupa powodowana ambicjami i na każda sytuację - nie realizującą tych ambicji - reagująca frustracją (tamże, s. 319). A więc zawsze winnymi byli inni!</span></p>
<p><span style="color:#000000;"></span></p>
<p><span style="color:#000000;"><strong>Geremek  kłamliwy</strong></span></p>
<p><span style="color:#000000;"> Jest prawdziwym mistrzem kłamstwa i dezinformacji. Gdyby był średniowiecznym władcą na pewno przeszedłby do historii z przydomkiem "Kłamliwy". Warto przypomnieć kilka bardzo charakterystycznych przykładów zafałszowywania własnej roli przez Geremka w przeprowadzonym z nim wywiadzie-rzece Geremek opowiada. Żakowski pyta. Rok 1989 (Warszawa 1990 r.). Publikacja ta mogłaby mieć z powodzeniem podtytuł: "Książka zafałszowań i przemilczeń". Porównajmy, jak Geremek przedstawia w tym wywiadzie-rzece swoje rzekome poglądy z przeszłości (nazwijmy je Geremkowska Fikcja) i tak, jak one wygladały w rzeczywistości.</span></p>
<p><span style="color:#000000;"></span></p>
<p><span style="color:#000000;"> (<strong>Prawda  o Geremku</strong>)</span></p>
<p><span style="color:#000000;"> - Geremkowska Fikcja - s. 302 wywiadu-rzeki (z okresu drugiej połowy 1989 r.): (...) Z mojego punktu widzenia obumieranie Partii było scenariuszem najlepszym (...).</span></p>
<p><span style="color:#000000;"> - Prawda o Geremku - W wywiadzie dla "Rzeczpospolitej" z 28-29 października 1989 r. Geremek powiedział: (...) Bez względu na to w jakiej sytuacji znajdzie się Partia, "Solidarność" jest zainteresowana tym, by PZPR nie zniknęła z areny politycznej (...).</span></p>
<p><span style="color:#000000;"> - Geremkowska Fikcja. Na s. 236 wywiadu Geremek zaprzecza twierdzeniom o planach koalicyjnych rozmów z PZPR: nie słyszałem, żeby ktokolwiek z moich przyjaciół rozważał taką możliwość (...).</span></p>
<p><span style="color:#000000;"> - Prawda o Geremku - W cytowanym już wywiadzie dla "Rzeczpospolitej" z 28-29 października 1989 r. Geremek powiedział, że nie wyklucza w przyszłości sojuszu z reformatorskim skrzydłem PZPR. Co się zaś tyczy przyjaciół politycznych B. Geremka, to przytoczę choćby opinię Jacka Kuronia z "Polityki" (nr z 39 lipca 1989 r.): (...) Nastawiając się na radykalne przemiany, stawiamy na współpracę z proreformatorskim skrzydłem PZPR, bez tej partii inni uczestnicy koalicji nie mają praktycznego znaczenia (...). Dodajmy, że "Tygodnik Solidarność Rolników" z 17 września 1989 roku przytoczył znamienna wypowiedź Z. Bujaka, pupila Geremka i Michnika, na posiedzeniu KW NSZZ "Solidarność". Bujak, wówczas szef RKW Mazowsze, wystąpiło z bardzo ostrą krytyką decyzji Wałęsy o stworzeniu koalicji z ZSL i SD. I ujawnił, że opozycyjna lewica była bliska zrealizowania konkurencyjnego projektu rządowej koalicji z obozem "reformatorskim" w PZPR.</span></p>
<p><span style="color:#000000;"> Warto przypomnieć również sposób, w jaki Geremek, broniąc pozycji starej PZPR-owskiej nomenklatury skomentował w wywiadzie dla "Tygodnika Kulturalnego" z 28 października 1989 r. fakt piastowania ogromnej części, bo prawie miliona stanowisk kierowniczych przez ludzi z PZPR. Odpowiadając na pytanie redaktorki z "Tygodnika Kulturalnego", czy te stanowiska mają nadal pozostać w rękach PZPR? - Geremek stwierdził: (...) Czystek nie powinno być, bo jest to praktyka starego systemu, natomiast musi być stosowane kryterium kompetencji. Sądzę, że w ramach tego miliona stanowisk ogromna część (podkreślenie - J.R.N.) stanowią ludzie kompetentni, którzy potrafią działać skutecznie, a reszta - musi przestać sprawować swoje funkcje... Rzeczywiście, ogromna część tych ludzi działała nader skutecznie (vide katastrofa gospodarcza, w jakiej znajdowała się wówczas Polska).</span></p>
<p><span style="color:#000000;"></span></p>
<p><span style="color:#000000;"><strong>Mistrz  mimikry</strong></span></p>
<p><span style="color:#000000;"> Geremek należy niewątpliwie do godnych następcow wielkich faryzeuszy w historii. Wprost znakomicie wyspecjalizował się w maskowaniu poglądow i mimikrze. Dobrotliwe miny, pełne kaznodziejskiego namaszczenia i "zatroskania" o rodaków, głos ukrywa niemałe stężenie jadu, z jakim czai się na swych oponentów. Na ogół umie bardzo dobrze ukrywać te swoje mniej nobliwe uczucia. Z rzadka tylko zawodziły go nerwy, tak jak w telewizyjnych "Interpelacjach" czy na konferencji komitetów obywatelskich w styczniu 1990 r. </span></p>
<p><span style="color:#000000;"><span lang="pl-PL">Warto tu przypomnieć ówczesny, dość niefortunny dla Geremka epizod, notabene opisany przez jego wielbiciela - Jarosława Kurskiego z "Gazety Wyborczej": (...) W bezpośrednim starciu z Kaczyńskim profesora troch€ zawiodły nerwy. Przewodniczył spotkaniu, pełnił więc funkcje porządkowe. Mówcom nie limitowano czasu, ale obowiązkiem profesora było kończyć przewlekające się wypowiedzi uderzeniem łyżeczki w szklankę. Kaczyński nie zdażył jeszcze dobrze zacząć, gdy już rozległ się brzęk. Część sali zareagowała śmiechem (...) (J. Kurski: Wódz, Warszawa 1991, s. 50).</span></span></p>
<p><span style="color:#000000;"> Działał zawsze skrajnie instrumentalnie. Najchętniej wykorzystywał jako narzędzie trzeciorzędnych polityków, pozbawionych jakichkolwiek szerszych własnych koncepcji. Stawałi się oni tym dogodniejszymi instrumentami w grze Geremka, pomimo że zdawał sobie dobrze sprawę z ich małej wartości czy właśnie dlatego. Przykładowo, bardzo skutecznie wykorzystywał dla swych celów w parlamencie, a później w Unii Wolności, grupę gdańskich liberałów na czele z Bieleckim, Tuskiem i Lewandowskim, mimo że w swoim czasie był autorem jednej z najzłosliwszych opinii na ich temat: (...) Zwolennicy przyspieszenia zapowiedzieli radykalne przewietrzenie Warszawy, tymczasem przewietrzył się raczej Gdańsk (...) (cyt. za: T. Torańska w rozmówie z J.K. Bieleckim, "My", Warszawa 1994, s. 37).</span></p>
<p lang="pl-PL">
<p><span style="color:#000000;"></span></p>
<p><span style="color:#000000;"><strong>Ukryty  marksista</strong></span></p>
<p><span style="color:#000000;"> Występując przed szerszą opinią w Polsce, Geremek po 1989 roku zawsze starannie starał się ukrywać swe przywiązanie do idei socjalistycznych i marksistowskich. Raz doszło do wręcz groteskowej sytuacji w telewizyjnych "Interpelacjach", gdy Czeslłw Bielecki długi czas na próżno próbował zmusić Geremka do puszczenia pary, czy jest za ustrojem socjalistycznym, czy kapitalistycznym. Profesor jak mógł wymigiwał się od jasnej odpowiedzi, kluczył, kluczył, mówił o stosunku do demokracji parlamentarnej, władzy wykonawczej, na jakikolwiek temat, byle tylko nie trzeba było się opowiedzieć. A Bielecki dalej z uporem powtarzał to samo pytanie za każdym razem, gdy Geremek uchylał się od odpowiedzi. Aż prowadzący audycje zmienił temat.</span></p>
<p><span style="color:#000000;"> Dużo bardziej wylewny jest za to Geremek na Zachodzie, gdy może przedstawiać swoje prawdziwe "ja" bez obawy zdekonspirowania się przed polską opinią publiczną. Oto np. w tekscie cytowanym przez "World Press Review" w kwietniu 1994 r. (s. 51-52), Geremek zapewniał, że upadek marksizmu, jako doktryny politycznej nie oznacza porażki marksistowskiej inspiracji i twierdził: Jest paradoksem, że analiza marksistowska zniszczyła komunizm (por. szerzej M.J. Chodakiewicz: Ciemnogród? O prawicy i lewicy, Warszawa 1996 r., s. 260-261).</span></p>
<p><span style="color:#000000;"></span></p>
<p><span style="color:#000000;"><strong>Dwulicowość  wobec Kościoła</strong></span></p>
<p><span style="color:#000000;"> Geremkowska obłuda i dwulicowość szczególnie wyraźnie odzwierciedlaja się w jego stosunku do Kościoła katolickiego. W swoim czasie jako zaangażowany marksista-leninista Geremek wchodził w skład redakcji pisma ateistów i wolnomyślicieli "Argumenty". Fakt ten, "dziwnie" przemilczany w swym biogramie dla Kto jest kim w Polsce przez Geremka, przypomniał Michnik w Między Panem i Plebanem (op.cit., s. 34). Później ten sam Geremek, kiedy zależało mu na obronie i pomocy ze strony Kościoła, okazywał wobec niego bezgraniczną atencję. Jak to przyznawał największy admirator Geremka Michnik: (...) Nawet mój przyjaciel Bronek Geremek spędził parę lat jakby na kolanach. Nie można było wyciągnać z niego jednego krytycznego słowa na temat czegokolwiek w polskim Kościele (...) (Między Panem..., op.cit., s. 492).</span></p>
<p><span style="color:#000000;"> 16 listopada 1983 r. Geremek akcentował w wywiadzie dla dziennika "La Croix": (...) Mówię jako historyk: jest to największa epoka Kościoła katolickiego. Jest ona mocna w pełnym tego słowa znaczeniu. Kościół utożsamia się i jest utożsamiany z całym Narodem. Te ostatnie trzy lata wykazały niesłychane możliwości Kościoła (...). 10 lat później ten sam Geremek, gdy już nie potrzebował osłony Kościoła katolickiego, wystąpiło z jego ostrą krytyką w programie Arte w telewizji francuskiej (9 kwietnia 1993). </span></p>
<p><span style="color:#000000;"><span lang="pl-PL">Teraz nagle oskarżał Kościół o to, że miesza się do polityki, gdyż broni życia nienarodzonych. Zarzucał też Kościołowi, że działa szkodliwie, bo pewne kategorie ludzi wyklucza poza nawias (wyjaśnił, że chodziło mu o Laski pod Warszawa, gdzie katolicy sprzeciwili się stworzeniu domu dla chorych na AIDS). Polemizując z tymi stwierdzeniami Geremka ks. Kiedrowski zarzucił mu, że przemilczał fakt, że pod opieką Kościoła znajduje się dom dla chorych na AIDS pod Warszawą, i to, że "nie zauważył" zdjecia, które obiegło świat cały: Papieża tulącego dziecko zarażone tą chorobą (por. "Glos Katolicki", Paryż, 4-11 lipca 1993 r.).</span></span></p>
<p><span style="color:#000000;"> Dzisiaj Geremek dużo chętniej krytykuje Kościół katolicki za granicą, gdy jest przekonany, że nie wywoła to reakcji przeciwko niemu, i może pójsć bezkarnie "na całość". I tak na przykład w wypowiedzi dla irlandzkiej dziennikarki Jacqueline Hayden, autorki ksiazki Poles Apart, Solidarity and the New Poland Geremek między innymi: (...) Sadze, że Kościół wpadł w triumfalizm i posuwa się za daleko w żądaniach (...). Kobiety są przerażone sytuacją w kwestii aborcji. Obecnie panuje w polskich szpitalach terror w tym względzie i kobiety wędrują na Ukrainę lub do podobnych miejsc w celu aborcji (...). Być może konkordat jest błędem. Został zawarty w czasie kampanii wyborczej. Nie rozumiem dlaczego (...). Nieporozumienie w sprawie konkordatu wpłynęło na wynik wyborów i to był nasz błąd (...) (cyt. za: "Niedziela", 9 czerwca 1995 r.).</span></p>
<p><span style="color:#000000;"> Szczególnie znamienna była ta geremkowska krytyka konkordatu z Kościołem na użytek zagranicznej dziennikarki. W sytuacji, gdy ten sam Geremek na użytek opinii publicznej w Kraju przedstawiał się jako zdecydowany zwolennik konkordatu i parokrotnie w wystąpieniach sejmowych (1 lipca 1994 r. i 16 lutego 1995 r.) krytykował większość posłów Sejmu za opóźnianie ratyfikacji konkordatu, piętnując to jako szkodliwe dla polskiej racji stanu. </span></p>
<p><span style="color:#000000;"> Które z  wypowiedzi Geremka wyrażały jego prawdziwe intencje: za  konkordatem czy przeciw niemu?</span></p>
<p><span style="color:#000000;"></span></p>
<p><span style="color:#000000;"><strong>Dekomunizacja,  to "totalitaryzm"</strong></span></p>
<p><span style="color:#000000;"> Już w sejmie kontraktowym "odpowiednio" sterowany przez Geremka parlamentarny klub Unii Demokratycznej często głosował w identyczny sposób, jak postkomuniści. Polemizując z uwagami na ten temat, Geremek powiedział w telewizyjnych "Wiadomościach" z 19 lipca 1991 r., iż nieprawdą jest jakoby Unia Demokratyczna głosowała, tak jak komuniści. Natomiast problemem Unii jest fakt, iż komuniści głosują tak, jak Unia (cyt. za "Tygodnikiem Solidarność" z 19 lipca 1991 r.). Prawdziwie lustrzanym odbiciem wzajemnych podobieństw były wypowiedzi Geremka i Kwaśniewskiego żarliwie piętnujące dekomunizacje na łamach czasopisma "Paragraf" z 28 sierpnia 1992 r.</span></p>
<p><span style="color:#000000;"> Obaj byli towarzysze ostrzegali, że uchwalenie ustaw dekomunizacyjnych spotka się z zaskarżeniem do Trybunału Konstytucyjnego i odpowiednich instytucji międzynarodowych. Atakując pomysł dekomunizacji, Geremek akcentował z wielką werwą: Nie dajmy się porwać nienawiści i głupocie. I ostrzegał przed kampanią polowań na czarownice, gwałcącą zasady państwa prawnego. Prawdziwie z grubej rury wystrzelił w wywiadzie dla postkomunistycznej "Polityki" z 24 kwietnia 1993 r., alarmując: (...) Polityka dekomunizacji, co potwierdzają także doświadczenia innych państw naszego regionu, powoduje krzywdę ludzką, rozrost fanatyzmu, irracjonalność zachowań politycznych, spiralę zemsty i nienawiści, powstaje więc sytuacja, w której pierwszy lepszy może sięgnac po władzę. Pod hasłem zwalczania komunistycznej przeszłości może być zniszczone wszystko, co osiągneliśmy w przebudowie państwa. Za monetę, o nazwie dekomunizacja, nie można kupić niczego wartościowego. Dlatego jestem przeciw takiej transakcji (...).</span></p>
<p><span style="color:#000000;"> Wcześniej w "Gazecie Wyborczej" z 24 października 1991 r. twierdził: (...) Obawiam się i u nas takiego porządku dekomunizacyjnego, który prowadziłby do porządku totalitarnego (...). I z całą dezynwolturą głosił, że w Czechosłowacji problemy tworzy sprawa tzw. dekomunizacji. Dzśs nie ulega wątpliwości, że właśnie ustawa o dekomunizacji w Czechosłowacji ogromnie osłabiła tamtejszych postkomunistów, zwłaszcza dzięki postanowieniu uniemożliwiającemu kandydowanie do parlamentu i zajmowanie znaczących stanowisk przez byłych funkcjonariuszy partyjnych, od sekretarzy powiatowych wzwyż. Dzięki niej na wiele lat odsunięto na bok czeskich Kwaśniewskich, Millerow, Oleksych. U nas ich szansa powrotu do władzy postała w dużej mierze dzięki wytrwałym sprzeciwom Geremka et consortes przeciw dekomunizacji.</span></p>
<p><span style="color:#000000;"></span></p>
<p><span style="color:#000000;"><strong>Precz  z lustracją</strong></span></p>
<p><span style="color:#000000;"> W parze z wrogością do dekomunizacji szła u Geremka wyraźna, nieukrywana niechęć do lustracji. Wszystkich zaskoczyła skrajnie emocjonalna nerwowa reakcja na pierwsze publiczne podjęcie tej sprawy przez prezesa PSL Romana Bartoszcze. W wystąpieniu 7 kwietnia 1990 r. Bartoszcze ostrzegł, że niszczenie komunistycznych archiwów ma na celu zatarcie dowodów, kto poprzednio współpracował z bezpieką. I wtedy - jak wspominał Bartoszcze - Geremek zerwał się z miejsca, poczerwieniał na twarzy, krzyczał coś, co trudno było zrozumieć. Zupełnie nie ten zrównoważony Geremek (por. P. Baczek, op.cit.). W odniesieniu do samego Geremka w kontekscie lustracji Piotr Baczek przypomniał, powołując się na "Gazetę Polską" z czerwca 1993 r., że minister Macierewicz, na kilka godzin przed przekazaniem swojej listy Konwentowi Seniorów, wykreślił z niej nazwisko Geremka.</span></p>
<p><span style="color:#000000;"></span></p>
<p><span style="color:#000000;"><strong>Pakt  centrolewicowy</strong></span></p>
<p><span style="color:#000000;"> Mijały lata, a Geremek konsekwentnie żywił nadzieję na dojście do realizacji jego cichego, ulubionego planu na powstanie "centrolewicowego paktu" między Unią Demokratyczną a postkomunistycznymi "reformatorami" z SLD. Z nim, oczywiście, jako premierem tego typu rządu koalicyjnego. Jeszcze 27 marca 1993 r., na dwa miesiące przed obaleniem rządu Suchockiej w sejmowym głosowaniu i rozwiązaniem parlamentu, Geremek publicznie oświadczył, że widzi możliwości mądrego kontraktu z rozsądną częścią SLD, która poprze reformy. Październikowe wybory 1993 r. kolejny raz zniweczyły nadzieje Geremka. UD uzyskała zbyt słabe wyniki w porównaniu z postkomunistami, aby móc wejść w koalicję z nimi jako naprawdę liczący się partner. </span></p>
<p><span style="color:#000000;"><span lang="pl-PL">Postkomuniści na otarcie łez zostawili Geremkowi jednak przewodnictwo sejmowej komisji spraw zagranicznych. Kwaśniewski zarzadzłl w swoim klubie dyscyplinę przy głosowaniu w sprawie szefostwa komisji dla Geremka. Gdy posłowie SLD zapytali go: Czy warto umierać za Geremka, Kwaśniewski odpowiedział: Warto (por. "Gazeta Wyborcza" z 22 października 1993 r.). Przepchanie Geremka w Sejmie nie było łatwe, bo PSL-owcy grozili, że poparcie dla jego kandydatury wywoła kryzys w koalicji. Na pierwszą wieść o możliwości utraty szefostwa wpływowej komisji, Geremek dosłownie "wyszedł z nerw" i zwołał konferencję prasową, na której zarzucił PSL-owi zerwanie międzyklubowych ustaleń i zachłanność (!).</span></span></p>
<p><span style="color:#000000;"></span></p>
<p><span style="color:#000000;"><strong>Pseudospecjalista  od wszystkiego</strong></span></p>
<p><span style="color:#000000;"> Reklamowany w "różowych" mediach jako niezwykły umysł, największy z geniuszy politycznych, Geremek pokazał przez 8 lat przemian, jak wiele można całkowicie spartolić. Okazało się to dlań tym łatwiejsze, że będąc specjalistą od bardzo wąskiej specjalności - z historii średniowiecza - gorliwie pchał się na kluczowe stanowiska wymagające gruntownej znajomości przeróżnych dziedzin od prawa po politykę międzynarodową. I bez wahania podejmował szkodliwe dla Polski decyzje w najroznorodniejszych ważnych sferach. Szczególnie wiele szkód przyniosło sprawowane przez niego od lat kierownictwo komisji spraw zagranicznych Sejmu. </span></p>
<p><span style="color:#000000;"><span lang="pl-PL">Odpowiada bezpośrednio za bardzo wiele fatalnych nominacji ambasadorskich, realizowanych według specjalnego klucza preferującego różnych dyletantow, ale za to "Królików i Znajomych Królika". Odpowiada za fatalne w skutkach usypianie polskiej opinii publicznej na temat rzekomego idyllicznego wręcz stanu polskiego bezpieczeństwa w sytuacji międzynarodowej. Zdumiewał wprost pewnością, z jaką oświadczał w wywiadzie dla "Wprost" z 9 stycznia 1994 r.: (...) Obecnie nie sądzę, by Polska w razie zagrożenia zewnętrznego mogła pozostać samotna. Już teraz istnieje taki układ międzynarodowy, w którym agresja przeciwko Polsce sprawiłaby, że sojusznicy przyszliby nam z pomocą (...). </span></span></p>
<p><span style="color:#000000;"> Nawet tak wyrozumiały dla "europejczyków" z udecji redaktor naczelny paryskiej "Kultury", Jerzy Giedroyć, nie ukrywa swej bardzo negatywnej oceny roli Geremka jako przewodniczącego sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych. W wywiadzie dla "Rzeczpospolitej" Giedroyć powiedział wprost o profesorze Geremku, iż jego wpływ na politykę zagraniczną Polski i obsady personalne okazał się fatalny (por. Zmiana warty, czyli jak to się stało, Warszawa 1995 r., s. 82).</span></p>
<p><span style="color:#000000;"> Przypomnijmy mało chlubne dla Geremka przewodnictwo komisji konstytucyjnej Sejmu w latach 1989-1991 (nieprzypadkowo świadomie pominął wspomnienie o tym przewodnictwie w zafałszowanym biogramie w Kto jest kim w Polsce). Jako przewodniczący tej komisji, Geremek był bowiem najbardziej odpowiedzialny za skrajne opóźnienia w przygotowaniu ordynacji wyborczej i pierwszych wolnych wyborów, a także w opóźnianiu przygotowania nowej demokratycznej konstytucji.</span></p>
<p><span style="color:#000000;"> Fatalne skutki dla Polski przyniosło wykorzystanie przez Geremka swej czołowej pozycji w OKP dla przeforsowania planu Sorosa-Sachsa-Balcerowicza. Było to prawdziwie nieszczęsnym paradoksem naszej sytuacji, że historyk średniowiecza zadecydował o przeforsowaniu w Polsce tak ważnego planu gospodarczego bez przedyskutowania jakiejkolwiek alternatywy. Zrobił to człowiek, którego "pogłębiona" wiedza o gospodarce ograniczała się głównie do świetnej znajomości dochodów francuskich kurtyzan w wieku XIII czy XIV.</span></p>
<p><span style="color:#000000;"> Nie wiadomo, jak potocza się dalsze losy Geremka, przegranego wielkiego guru lewicy. Już dzis wiadomo jednak, że przejdzie do historii jako swego rodzaju prymus w szkole politycznego załgania i hipokryzji.</span></p>
<p><span style="color:#000000;"><strong><em>Jerzy Robert Nowak </em></strong><br />
2005-07-05</span></td>
</tr>
</tbody>
</table>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Wielkia Armia Katolicka i Królewska - czyli o Rewolucji Francuskiej inaczej ...]]></title>
<link>http://gegenjay.wordpress.com/?p=643</link>
<pubDate>Mon, 14 Jul 2008 14:58:39 +0000</pubDate>
<dc:creator>kilogram13</dc:creator>
<guid>http://gegenjay.wordpress.com/?p=643</guid>
<description><![CDATA[dzis 14 lipca, swieto narodowe Republiki Francuskiej, swieto pierwszej rewolucji zydo-masonskiej w d]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>dzis 14 lipca, swieto narodowe Republiki Francuskiej, swieto pierwszej rewolucji zydo-masonskiej w dzijach ludzkosci ...</p>
<p>(piotrskarga.pl)</p>
<div class="nadtytul"><strong>Wandea 1793</strong></div>
<div class="tytul">
<h2>Dla Boga i króla!</h2>
</div>
<div class="flRight" style="width:215px;margin-top:10px;"></div>
<p><em><br />
Pozostawiam wam, co pozostawić mogę... Odległej prawdy smak historii tej opowieść. Gdzieś we Francji jest kraina bohaterów, tam żyje zbożny lud, przetrwało ich niewielu...</em></p>
<p><strong>Rok 1673. Królestwo Francji było największą potęgą cywilizowanego świata. Król Francji - Ludwik XIV, panował w Imperium, nad którym nigdy nie zachodziło słońce. Jego królestwo było u szczytu potęgi.<br />
</strong><br />
<img src="http://www.piotrskarga.pl/upload/Image/Temat%20dnia/wandea_01.jpg" alt="" width="150" height="181" align="left" />27 grudnia tegoż roku młoda francuska siostra zakonna ze Zgromadzenia Sióstr Wizytek, Maria Małgorzata Alocoque, miała objawienie; Pan Jezus za jej pośrednictwem po raz pierwszy w historii Kościoła ukazał całemu światu swoje Najświętsze Serce. Później nastąpiły kolejne objawienia. W jednym z nich Pan Jezus wybrał osobę króla Francji Ludwika XIV, aby za jego pośrednictwem wprowadzić Królestwo swego Serca na całym świecie. Pan Jezus żądał, aby król Ludwik XIV z całą rodziną poświęcił się Najświętszemu Sercu, czcił Je publicznie, zbudował świątynię pod tym wezwaniem, szerzył wśród wojska kult obrazu Najświętszego Serca i nim ozdobił królewskie sztandary. W zamian za to Pan Jezus obiecał hojne dobra duchowe i materialne na tym świecie oraz wieczne zbawienie. Francja miała obiecane błogosławieństwo we wszystkich poczynaniach, a wszyscy wrogowie Francji mieli być złożeni u jej stóp. Niestety, Ludwik XIV nie spełnił żądania Serca Jezusowego. Do dziś nie wiadomo, czy orędzie Boże zostało zlekceważone i odrzucone przez króla, czy też nie dotarło do niego.</p>
<p>Niemal dokładnie sto lat później od pierwszego objawienia św. Marii Małgorzacie Alacoque, w styczniu 1793 roku, Ludwik XVI został zgilotynowany w Paryżu przez własny lud, a Francja pogrążyła się w morzu krwi. Francję ogarnął rewolucyjny, antykatolicki terror. Dopiero wówczas Najświętsze Serce Jezusa zostało wciągnięte na sztandary wojskowe, ale nie przez króla. Ten już nie zdążył… Przykład dali prości wieśniacy z Wandei, którzy umieścili wizerunek Najświętszego Serca Jezusowego na swoich sztandarach oraz proporcach Wielkiej Armii Katolickiej i Królewskiej walczącej w obronie ołtarza i tronu. Za ich przykładem poszła Maria Antonina. Żona Ludwika XVI została oskarżona o zdradę stanu i stracona przez rewolucjonistów za to, iż znaleziono przy niej obrazek Najświętszego Serca Jezusowego z napisem <em>Cor Jesu, misere nobis</em>…</p>
<p>Rok 1793 był dla Francji trzecim rokiem krwawej rewolucji. Do głosu doszły siły ciemne i diaboliczne. Rewolucja uderzyła w Kościół katolicki i monarchię. Na porządku dziennym było mordowanie księży, gwałty na zakonnicach, niszczenie kościołów. Rozbijano groby, wyciągając ciała królów i świętych profanując je. Gilotyna pracowała bez przerwy. Rewolucjoniści chcieli zniszczyć każdy ślad chrześcijańskiej przeszłości Francji. Kto nie był temu przychylny, ten narażał się na rychłą śmierć. Jednakże przeciw rewolucji wystąpił jeden z departamentów - Wandea. Dlaczego akurat ta prowincja?</p>
<p>Odpowiedzi na to pytanie należy szukać u schyłku XVII i na początku XVIII wieku, gdy w Wandei działał św. Ludwik Maria Grignon de Montfort. Autor <em>Traktatu o doskonałym nabożeństwie do Najświętszej Marii Panny</em> i <em>Przedziwnego sekretu Różańca świętego</em> praktycznie całe swe życie spędził w Wandei. Wygłosił tam ponad 200 rekolekcji oraz misji.</p>
<p>Tak więc, gdy we Francji szalał kryzys moralny, który przyniosło Oświecenie, pseudofilozofowie z Wolterem na czele szydzili z Pana Boga i Kościoła, a masoneria przygotowywała grunt pod rewolucję, w Wandei kwitła wiara i pobożność. Wszystko to za sprawą św. Ludwika Marii Grignon de Montfort, który z tego powodu zyskał miano „Ojca Wandei wojennej”.</p>
<p>Wandejczycy byli mocno przywiązani do Kościoła katolickiego i monarchii. Dlatego, gdy w styczniu 1793 r. dotarły do nich wieści z Paryża o zgilotynowaniu króla Ludwika XVI, wystąpili przeciw rewolucji.</p>
<p>Pierwszym przywódcą powstania został 34-letni woźnica Jakub Cathelineau, ojciec jedenaściorga dzieci, powszechnie znany z pobożności, dzięki której zyskał przydomek „Święty z Andegawenii”. Chłopi zastali go zajętego zagniataniem ciasta na chleb. Opowiedzieli mu o prześladowaniach religii i zgilotynowaniu króla. Cathelineau odpowiedział: <em>Musimy walczyć, bo Republika nas zmiażdży. Rzeczą kobiet jest modlić się, my mężczyźni musimy się bić</em>. Wytarł ręce, przypasał szablę i pistolet, a na szyi zawiesił różaniec. Zatrzymującej go żonie powiedział:<em> Zaufaj Bogu, za Niego idę walczyć, więc On będzie się wami opiekował</em>. Na wieść o tym 700 wandejskich parafii chwyciło za broń. Tak rozpoczęła się wielka epopeja wandejska, będąca jedną z najpiękniejszych i zarazem najtragiczniejszych kart w historii Kościoła katolickiego we Francji.</p>
<p>Zryw wandejskich chłopów był ludową kontrrewolucją, głęboko religijną. Wielka Armia Katolicka i Królewska wyruszała do boju parafiami, rozkazy dowódców były odczytywane w kościołach. Jej żołnierze na szyi nosili różaniec, a na piersiach szkaplerze z Najświętszym Sercem Pana Jezusa, które było symbolem powstania. W ciemnościach Wandejczyków rozpoznawano po modlitwach, zaś żołnierzy rewolucji po bluźnierstwach. Sami przeciwnicy nazywali żołnierzy Wielkiej Armii Katolickiej i Królewskiej „żołnierzami Jezusa” lub „armią papieską”- oni sami czuli się krzyżowcami walczącymi w obronie ołtarza i tronu.</p>
<p>Lewicowi historycy, jeżeli poruszają temat powstania wandejskiego, a czynią to bardzo rzadko, bo jest dla nich niewygodny, opisują go jako „spisek szlachty i kleru”. Jest to oczywiste przekłamanie, gdyż chłopi zdając sobie sprawę z tego, iż nie znają rzemiosła wojennego, poprosili swą szlachtę, w większości dawnych oficerów królewskich, o dowodzenie nimi. Paradoks polega na tym, że początkowo szlachta nie chciała się przyłączyć do kontrrewolucji. Tak było z Franciszkiem de Charette, który schował się... pod łóżko, gdy chłopi przyszli do niego. Wtedy usłyszał, że to wstyd, by królewski oficer odmawiał walki w obronie Boga i króla. Wówczas powiedział do chłopów: <em>Dobrze, pójdę z wami, ale trzeba mnie słuchać. Kto mnie nie usłucha, temu rozwalę łeb!</em> Wkrótce było o nim głośno nie tylko we Francji, ale w całej Europie.</p>
<p><img src="http://www.piotrskarga.pl/upload/Image/Temat%20dnia/wandea_03.jpg" alt="" width="250" height="171" align="left" />Wandejczycy byli dzielni jak lwy. Kilka rewolucyjnych ekspedycji wojskowych wysłanych z Paryża zostało rozbitych w puch. Armia wandejska zdobyła kilkanaście ważnych strategicznie miast, a w pewnym momencie miała nawet 300 armat zdobytych na rewolucjonistach.</p>
<p>9 czerwca padła twierdza Saumur. W ten sam dzień młoda dziewczyna René Bordereau walcząca w szeregach armii wandejskiej, wdarła się do zajętego jeszcze przez rewolucjonistów Angers, ścięła „drzewko wolności”- symbol rewolucji, zjadła kolację u przyjaciółki, a wracając zdzierała rewolucyjne kokardy z republikanów. 19 września pod Torfou Wandejczycy pokonali osławioną w całej Europie „armię moguncką”. Nie na darmo Napoleon Bonaparte nazwie później Wandejczyków „ludem gigantów”...</p>
<p>23 grudnia 1793 r. Po osławionym marszu ku morzu Wielka Armia Katolicka i Królewska została rozbita pod Savenay. Ponad tydzień trwało straszne polowanie na ludzi. Generał Westermann donosił do Paryża: <em>Nie ma już Wandei. Umarła pod naszą wolną szablą ze swymi kobietami i dziećmi. Grzebię ją właśnie w bagnach i lasach Savenay. Rozgniatałem dzieci kopytami końskimi i masakrowałem kobiety, które nie będą już więcej rodzić bandytów. Żaden jeniec nie obciąża mego sumienia... litość nie jest rewolucyjną sprawą. </em></p>
<p>To jednak nie wystarcza rewolucjonistom w Paryżu. Wandea jest katolicka i monarchistyczna. Nie chce być rewolucyjną - to jej w ogóle nie będzie. Nie ma wolności dla wrogów wolności! - krzyczano w Konwencie. Wandea została skazana na śmierć. Na jej obrzeżach zostało skoncentrowanych 10 dywizji podzielonych na 20 kolumn, które szły naprzeciw siebie niszcząc wszystko, co napotkały na swej drodze. Zabijano nawet zwierzęta. Te kolumny przeszły do historii pod nazwą „kolumn piekielnych”. Nie ma takiego bestialstwa ani tortury, której by nie zastosowano w Wandei. Cięto ludzi na kawałki, wypruwano wnętrzności, rozcinano brzuchy kobiet w ciąży i obnoszono dzieci na bagnetach. Żołnierze kolumn piekielnych zabawiali się, zabijając niemowlęta w kołyskach, przecinając je na dwoje jednym ciosem szabli. Wrzucano wandejczyków żywcem do pieca, co rewolucjoniści nazywali „pieczeniem chleba wolności”, wiązano ludzi parami i topiono w Loarze - to znowu nazywano „ślubami republikańskimi”. Carrier pisał do Konwentu: <em>Cóż za rewolucyjny potok z tej Loary!</em> Rewolucyjni generałowie Beysser i Moulin nosili spodnie ze skóry zabitych Wandejczyków. Tak w praktyce wyglądała wolność, równość i braterstwo, którą zafundowała masoneria ludowi niepokornej prowincji. Takie rzeczy dzieją się, gdy kult Boga zastąpiony jest „kultem człowieka”. Na „doświadczeniach” francuskich masonów opierali się w XX w. komuniści i Niemcy. Jedni Pana Boga zastąpili „proletariatem”, drudzy „rasą panów”, czego efektem były gułagi i obozy koncentracyjne.</p>
<p>Vittorio Messori, w jednej ze swoich książek napisał: <em> Wszystko to, co w praktyce wykorzystało SS, zostało już wcześniej dokonane przez „demokratów” wysłanych z Paryża: z wygarbowanej skóry mieszkańców Wandei zrobiono buty dla urzędników (z delikatniejszej skóry kobiet robiono rękawiczki). Przegotowano setki trupów, aby uzyskać tłuszcz i mydło(...) W Wandei po raz pierwszy zastosowano broń chemiczną, używając trujących gazów i zatruwając wodę. Ówczesnymi komorami gazowymi były statki załadowane wieśniakami i księżmi, wyprowadzane na środek rzeki i zatapiane.</em></p>
<p>Dopiero w tym tyglu ognia i krwi widać było efekty misjonarskiej działalności św. Ludwika Marii Grignon de Montfort. Wandejczycy wykazali niesamowity zmysł chrześcijaństwa. Gdy powstańcy chcieli pomścić śmierć swoich najbliższych usiłując zabić 400 jeńców, jeden z dowódców Maurycy d'Elbee krzyknął: <em> Na kolana! Zmówmy „Ojcze Nasz!”</em> Gdy zbliżały się słowa <em>„I odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom”</em>, d'Elbee zawołał: <em>Jakże to ośmielacie się prosić Boga o wybaczenie, kiedy sami nie potraficie wybaczyć?</em> Chłopi puścili jeńców wolno... Pewien chłop z La Tour-Landry zastał w domu mordercę swojej żony i dzieci stojącego nad ich ciałami - pozwolił mu odejść w imię Chrystusa.</p>
<p>Wandejczycy potrafili też godnie umierać. Szli na śmierć modląc się. Pani La Roche Saint-Andre śpiewała <em>Magnificat</em>, gdy dwójka jej dzieci szła na szafot. Proboszcz Pinot ubrany dla szyderstwa w ornat, wstępując na szafot zaintonował pierwsze słowa Mszy św: <em>„Introibo ad altare Dei”(Przystępuję do ołtarza Boga).</em></p>
<p>Zmasakrowana Wandea jednak nie poddała się. Zakrwawiony sztandar z Najświętszym Sercem Jezusa podniósł Franciszek de Charette, który był wyjątkowym dowódcą. Chłopi uwielbiali go za jego upór, odwagę, rycerskie gesty i fantazję. Chodził z nimi pieszo w błocie, w deszczu, wśród najcięższych walk. Był mistrzem wojny partyzanckiej. Nękał wojska rewolucyjne w dzień i w noc. Stał się sławny w całej Europie. Pisały do niego dwory zagraniczne tytułując go „królem Wandei”. Nie mogąc sobie poradzić z Charettem, Republika zaproponowała pokój!</p>
<p>17 lutego 1795 r. Charette wjechał triumfalnie do Nantes, witany przez wiwatujące tłumy. Jednakże w czerwcu znowu wybucha wojna. Wszak nie da się pogodzić ognia z wodą. W lutym 1796 r. rewolucjoniści proponują Charettowi darowanie życia w zamian za opuszczenie terenu Wandei. Jego odpowiedź brzmiała:<em> Zwyciężyć lub zginąć dla mego Boga i mego króla, oto moja dewiza! </em>W marcu 1796 r. Charette został schwytany. Chociaż był ciężko ranny, walczył do końca. Gdy go powalono na ziemię, generał Travot zapytał: <em>Gdzie jest Charette?</em> <em>Tutaj!</em> - padła odpowiedź. Wtedy Travot krzyknął: <em>Ileż heroizmu na próżno!</em> Na co Charette odpowiedział: <em>Nic nie idzie na próżno! Nigdy! </em></p>
<p>29 marca 1796 roku, Charette został rozstrzelany w Nantes na placu Viarme, gdzie trzy lata wcześniej zginął Jakub Cathelineau. Tak wyglądał ostatni akt epopei wandejskiej.</p>
<p>Nie wolno zapomnieć o straszliwej cenie, jaką zapłacili Wandejczycy za swój opór. Spośród nich tylko jeden na dziesięciu wrócił w swe rodzinne strony. Nie ostał się praktycznie ani jeden kościół, wymordowano księży, wydawało się, że katolicki duch Wandei został zniszczony przez rewolucję. Zginęli za wiarę, a więc są męczennikami (w 1984 roku papież Jan Paweł II beatyfikował 99 męczenników z Angers). Być może przez swą ofiarę uratowali nie tylko Francję, ale i Europę...</p>
<p><strong>Tomasz Formicki</strong></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Homo-UE jak "parowoz dziejow" ...]]></title>
<link>http://gegenjay.wordpress.com/?p=639</link>
<pubDate>Fri, 11 Jul 2008 21:09:32 +0000</pubDate>
<dc:creator>kilogram13</dc:creator>
<guid>http://gegenjay.wordpress.com/?p=639</guid>
<description><![CDATA[(piotrskarga.pl)

Presja Rady Europy by uznać związki partnerskie tej samej płci


Drugiego lipca]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>(piotrskarga.pl)</p>
<div class="tytul">
<h2>Presja Rady Europy by uznać związki partnerskie tej samej płci</h2>
</div>
<div class="flRight" style="width:215px;margin-top:10px;"></div>
<p><strong>Drugiego lipca Komitet Ministrów Rady Europy, organ wykonawczy Rady, wydał specjalne zalecenie, by komisje RE opracowały dokument mający zwiększyć presję na kraje członkowskie - w których wciąż obowiązuje tradycyjna definicja małżeństwa i rodziny - by uznały one związki partnerskie osób tej samej płci i wprowadziły w życie polityczne programy homoseksualistów – donosi portal LifeSiteNews.com.</strong></p>
<p><strong></strong>Komitet Ministrów Rady Europy nakazał „opracowanie zalecenia mającego na celu wzmocnienie działań przeciwko dyskryminacji” i uwzględnienie w polityce państw członkowskich politycznych osiągnięć agendy homoseksualnej.</p>
<p>Chodzi więc o wypracowanie takich rozwiązań, które pozwolą na legalizację „związków małżeńskich oraz pozamałżeńskich form partnerstwa i współżycia” w tych państwach, w których jeszcze nie uznano związków homoseksualnych, transseksualnych itp. Państwa członkowskie zostaną pouczone, by „unikać i przeciwdziałać dyskryminacji z powodu orientacji seksualnej lub tożsamości płciowej.”</p>
<p>Aktywiści homoseksualni nie kryją swego zadowolenia z powodu uznania ich pozycji przez Radę Europy. Szefowa organizacji homoseksualnej ILGA-Europe Patricia Prendiville stwierdziła: - <em>Po raz pierwszy od czasu powołania prawie 60 lat temu Rady Europy, jej organ wykonawczy Rada Ministrów (skupiająca ministrów zagranicznych z 47 państw) ma wydać oficjalne zalecenie w celu wsparcia praw grupy LGBT i wezwać do zaangażowania całej organizacji w zakresie zwalczania dyskryminacji ludzi LGBT. </em></p>
<p>Wraz z pojawieniem się nowego zalecenia wzrośnie presja na te państwa, w których wciąż obowiązuje tradycyjna definicja małżeństwa i rodziny, wykluczająca uznanie partnerstwa homoseksualnego.</p>
<p>Na przykład, jak zauważa portal LifeSiteNews.com polska konstytucja gwarantuje równość prawa dla wszystkich i zakazuje jakiejkolwiek formy dyskryminacji „z jakiegokolwiek powodu.” Nasz kraj jest jednak ciągle atakowany, by wprowadzić specjalne przepisy uznające związki homoseksualne.</p>
<p>Przeciw legalizacji związków homoseksualnych jest zdecydowana większość Polaków. W 2006 r. sama Komisja Europejska przeprowadziła sondaż, z którego wynikało, że generalnie opinia publiczna sprzeciwia się legalizacji związków tej samej płci oraz adopcji dzieci przez nie.</p>
<p>Pod szczególną presją znajdą się także: Grecja, Łotwa, Białoruś, Serbia, Malta, Słowacja i Ukraina, które opierają się prawnemu uznaniu związków partnerskich tej samej płci i adopcji dzieci przez takie pary.</p>
<p>W niektórych tych państwach homoseksualizm jest wciąż uważany za zaburzenie psychiczne, stąd wyklucza się takie osoby ze służby wojskowej. Według aktywistów homoseksualnych uznanie związków hamują instytucje religijne takie jak np. Kościół katolicki.</p>
<p>Źródło: LifeSiteNews.com, AS.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[135. W co wierzę?]]></title>
<link>http://haes.wordpress.com/?p=212</link>
<pubDate>Thu, 10 Jul 2008 07:44:03 +0000</pubDate>
<dc:creator>haes</dc:creator>
<guid>http://haes.wordpress.com/?p=212</guid>
<description><![CDATA[Od dłuższego czasu zapowiadam opublikowanie postu o moim światopoglądzie. Cieszę się, że nare]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Od dłuższego czasu zapowiadam opublikowanie postu o moim światopoglądzie. Cieszę się, że nareszcie, po długim i złożonym procesie twórczym mam zaszczyt ów post przedstawić. Pomimo tego, że spisałem chyba wszystko, co miałem spisać i starałem się pisać szczerze i w pełni zgodnie z moimi odczuciami, wciąż nie mogę pozbyć się wrażenia, że post jest jakiś niepełny, a to, co w nim jest napisane - lekko się kłóci z tym, co czuję. Być może dlatego, że moja (i chyba nie tylko moja) religijność nie jest ukształtowana raz na zawsze, podlega nieznacznym fluktuacjom i co, co piszę dzisiaj, niekoniecznie musi być zgodne z tym, co napisałbym powiedzmy za miesiąc. Dlatego też spodziewać się można za jakiś czas update'u tego posta. Póki co jednak - zapraszam do czytania. Od razu ostrzegam, że post jest chyba najdłuższy w historii bloga i dość nietypowy, bo bardzo osobisty.</strong></p>
<p><strong>WSTĘP</strong></p>
<p>Spisanie własnego światopoglądu to rzecz bardzo trudna. Człowiek bowiem pisze to, co czuje i to, co myśli, ale żeby to zrobić, trzeba najpierw dobrze poznać swoje uczucia i swoje myśli. Nie zawsze jest ich się świadomym. Jeżeli bowiem, dla przykładu, człowiek boi się wejść do ciemnego pokoju, czego się lęka? On sam rzeknie, że ciemności. Ale może tak naprawdę kieruje nim jakieś stłumione wspomnienie z dzieciństwa, a może i pierwotny instynkt odziedziczony jeszcze bo naszych prapradziadkach, którzy ze swoją maczugą nigdy nie zapuszczali samotnie się w otchłanie ciemnych jaskiń w obawie przed tygrysami szablastozębnymi czy innymi drapieżnymi potworami. Tak czy owak owo wytłumaczenie o strachu przed ciemnością (która sama w sobie groźna nie jest ani odrobinkę) jest jedynie wymówką - ale wymówką tak silną, że nawet człowiek ją stosujący wierzy w nią głęboko. No i tak jest z wieloma uczuciami. Za pozornie prostą strukturą psychoemocjonalną, kiedy wydaje się że wszystko o sobie wiemy (niektórzy nawet w całej swej bucie rozszerzają swoje poczucie wszechwiedzy nie tylko na psychikę swoją, ale i innych), kryje się niewyobrażalnie wielkie siedlisko ukrytych motywów, niewypowiedzianych uczuć, stłumionych potrzeb i zamaskowanych myśli. No gdzieś w tym wszystkim swoje miejsce znajduje także religia. W jaki zatem sposób dojść czym tak naprawdę, poza powierzchownymi deklaracjami, jest dla danego człowieka wiara, jak głęboko ona jest zakorzeniona w  umyśle i które dokładnie potrzeby człowieka spełnia?</p>
<p><a href="http://haes.files.wordpress.com/2008/07/butterfly-suresh.jpg"><img src="http://haes.wordpress.com/files/2008/07/butterfly-suresh.jpg?w=300" alt="" width="300" height="178" class="alignnone size-medium wp-image-213" /></a></p>
<p>Dlatego też do tego postu podchodzę bardzo niepewnie i ostrożnie. Skupianie się na konkretach jest bezcelowe, bo konkrety to tylko co, ja znam i o czym ja wiem - a jak przed chwilą napisałem, w głowie siedzi dużo więcej niż sobie zdajemy z tego sprawę. Z kolei dywagowanie na temat tego, co BYĆ MOŻE uważam i co BYĆ MOŻE mną kieruje z kolei to głupota, bo takich "być może" jest całe mnóstwo, a na dodatek często bywają one ze sobą wzajemnie sprzeczne i nie sposób dojść które ma sens, a które nie. Być może zatem żyjemy w jednym wielkim matrixie kierowanym przez Boga, jak chciał Berkeley, a być może żadnego Boga nie ma, nie było i nie będzie, jak konkluduje Dawkins.  Tak w ogóle to słowa "niewiedza" i "niepewność" pojawiały będą się bardzo często. W zasadzie one właśnie są słowami-kluczami mojego prywatnego "wyznania" i one doprowadziły mnie do tego, że teraz mam do religii wszelakich stosunek taki, jaki mam.</p>
<p><strong>CHRZEŚCIJAŃSTWO - CZYŻBY JEDYNA RELIGIA? (cz. 1)</strong></p>
<p>Ochrzczony zostałem w Kościele Katolickim, podobnie jak dziesiątki milionów innych Polaków bez mojej wiedzy i zgody w wieku kilku tygodni. Od najmłodszych lat, konkretnie zaś - już od przedszkola, jakoś tak nie umiałem tak po prostu uwierzyć i cieszyć się swoją wiarą, jak to bez trudu udawało się innym. Po indoktrynacji katechetki o treści następującej (w dużym skrócie): <em>"Człowiek jest grzeszny i za każdym razem kiedy robi coś złego, popełnia grzech. Ale pojawił się na Ziemi syn Boga, Jezus, który złożył z siebie ofiarę, który zginął na krzyżu, odkupując nasze grzechy i dzięki temu wszyscy mamy szansę iść do raju po śmierci"</em>, kiedy każdy z moich rówieśników kiwał ze zrozumieniem, ja jakoś nie mówiłem z zachwytem <em>"jakie to cudowne, że ktoś taki się się pojawił!"</em>. Szczerze mówiąc, nigdy nie łapałem za bardzo o co z tym chodzi. Dziwny byłem? Może i tak. </p>
<p><a href="http://haes.wordpress.com/files/2008/07/czeszewo2.jpg"><img src="http://haes.wordpress.com/files/2008/07/czeszewo2.jpg?w=300" alt="" width="300" height="225" class="alignnone size-medium wp-image-214" /></a></p>
<p>Pytań, jakie sobie zadawałem od najmłoszych lat było mnóstwo. Większość z nich to taka katolicka "klasyka", do której każdy myślący (wierzący czy nie) chrześcijanin wsześniej czy później dojdzie: <em>"Skoro Bog stworzył tylko Adama i Ewę, skąd ich potomstwo miało żony?"; "Jeżeli Bóg stworzył cały świat i wszystko pochodzi od Boga, to skąd wziął się sam Bóg?"; "Jak to może być, że ten sam Bóg istnieje w trzech osobach, które są czym innym, a zarazem tym samym?", "Skoro Bóg jest taki dobry i miłosierny, dlaczego tyle zła jest na świecie"</em>; no i wreszcie najważniejsze: <em>"Dlaczego Bóg aby odkupić grzechy ludzkości, musiał złożyć swojego syna (albo też i samego siebie, zależnie od tego jak interpretować trójcę świętą) w ofierze?"</em>. Ostatnie pytanie jest bardzo istotne. No bo czym była śmierć Jezusa na krzyżu? Jaki cel miał Bóg, aby składać swojego syna w ofierze dla... samego siebie? Interpretacji jest całe mnóstwo, żadna do mnie nigdy nie trafiła. Najbliższą chyba jakiemukolwiek sensowi (chociaż wypaczonemu) jest patrzenie na ukrzyżowanie jako demonstracja Boga dla ludzkości <em>"patrzcie jaki to ja jestem dobry, jak ja się poświęcam!"</em>. Jakkolwiek jednak na to nie patrzeć, historia ta moim zdaniem zupełnie nie trzyma się kupy, jest niezrozumiała i morał z niej do końca jest dla mnie jasny.</p>
<p>Inna bajka to dogmaty i to, w co Kościół każe nam wierzyć. Niepokalane poczęcie, wniebowzięcie Maryi i kilka innych cudownych wydarzeń jakoś nie do końca do mnie docierały. Najwięcej moich wątpliwości wzbudza konsekracja, kiedy to hostia przeistacza się i staje się Ciałem Chrystusa. Kiedy pierwszy raz to usłyszałem od księdza, zapytalem odruchowo: "SYMBOLIZUJE Ciało Chrystysa?", co ksiądz natychmiast sprostował: "Nie, nie... to JEST Ciało Chrystusa". Stwierdzenie jak dla mnie bezsensowne i irracjonalne. Czytałem swojego czasu kilka dzieł chrześcijańskich guru, w których podkreślano jak ważne jest przeistoczenie oraz próbowano uzmysłowić jak to możliwe, że coś, co ewidentnie jest kawałkiem opłatka, jest tak naprawdę cząstką Boga. I chyba źle (z perspektywy wiary) zrobiłem, że drążyłem ten temat, bo moja bezowocna próba zrozumienia tego to był początek końca mojej wiary -  kropla, która sprawiła, że czara goryczy zaczynała wydawać się ciężka, a za jakiś czas - miała się przelać.  </p>
<p><a href="http://haes.wordpress.com/files/2008/07/kaczka.jpg"><img src="http://haes.wordpress.com/files/2008/07/kaczka.jpg?w=300" alt="" width="300" height="225" class="alignnone size-medium wp-image-215" /></a></p>
<p>Im starszy byłem, tym więcej pytań zacząłem zadawać, tym były one głębiej przemyślane i tym dojrzalsze. Spójrzmy, dla przykładu, na następujący problem: chrześcijański świat to powierzchniowo mniej więcej połowa Ziemi (dwie Ameryki + Europa + spora część Afryki + Australia), zaś ludnościowo - dużo mniej (33% jeśli chodzi o ścisłość). Nie wszyscy chrześcianie to Katolicy - wikipedia podaje, że stanowią oni 17,4% mieszkańców Ziemi. Zatem stwierdzenie, że jedynie Katolicy dzięki uczestnictwu w sakramentach (robionych według jedynego słusznego obrządku) dostąpią zbawienia, napawa trwogą o losy dusz pozostałych 82,6% ludzi, ale jednocześnie każe zapytać - co z nimi? Przecież oni TEŻ się modlą do swojego Boga, też mają własne obrzędy i rytuały i wierzą w ich słuszność równie mocno jak katolicy wierzą w słuszność swoich rytuałów. Żyjąc w mocno skatolicyzowanym społeczeństwie (jak nasze) trudno uwierzyć, że religia katolicka to bardziej wyjątek niż reguła na świecie. Spójrzmy na taką Tajlandię, gdzie zewsząd wyrastają złote świątynie poświęcone Buddzie. Jedźmy do Iranu, gdzie atmosfera wiary w Allaha i wielkiej czci dla słó Mahoeta jest wszechobecna. Przyjrzyjmy się kulturze Indii, gdzie wyznań jest mnóstwo, ale w żaden sposób nie przypominają naszych. Wspomnieć wypada o olbrzymich piramidach budowane przez Majów ku czci różnych bóstw. Zapytajmy ludy Tutsi o to, kogo należy czcić. A najlepiej to pjedźmy do Jerozolimy, gdzie jest totalny misz-masz trzech religii i człowiek, który z żadną nigdy nie miał do czynienia, na pewno miałby spory problem z określeniem która religia jest bliższa prawdy. Powstaje naturalne w tej sytuacji pytanie - KTO MA RACJĘ? Czyja wiara jest lepsza, pełniejsza, bliższa Bogu? Jak to zbadać, jak to sprawdzić, jak do tego dojść? Jedyną konkluzją, do której udało mi się dojść, bardzo istotną w kontekscie dalszych rozważań, było stwierdzenie, że w gruncie rzeczy wszystkie religie czczą tego samego Boga, tylko na różne sposoby. I skoro jest tyle wyznań, tyle sposobów, nie ma możliwości, aby Bóg wyróżnił jakkolwiek jedno z nich. Słucha modlitw wszystkich.</p>
<p>W tym momencie pada na twarz cała doktryna katolicka. Nadal możemy czcić Jezusa, ale jak to możliwe, że Bóg zesłał nam Jezusa, po to tylko aby czciła go ledwie 1/3 ludzkości? Co z resztą ludzi? Czy im nie dane jest dostąpić zbawienia? Można to naciągnąć i dodać, że ten sam Bóg zesłał Buddę do Chin, a Mahometa Arabom. Oczywiście, powstaje zaraz pytanie dlaczego ich poglądy wzajemnie się kłócą, a wyznawcy nierzadko nienawidzą. Ale można też, z równym prawdopodobieństwem, przyjąć, że wszyscy wielcy prorocy, to w gruncie rzeczy zwykli ludzie, obdarzeni sporą mądrością życiową, ale zarazem i wielką charyzmą, która sprawiła, że słuchały ich tlumy, które po śmierci uznały ich za Boga (albo jego wysłannika). Obie koncepcje (przyjęcie wszystkich proroków bądź odrzucenie wszystkich) mają swój sens, niemniej jednak nie można bez uwikłania się w sprzeczności, przyjąć, że wysłannikiem Boga jest Jezus, a kluczowe postacie pozostałych religii to fałszywi prorocy.</p>
<p>Fakt ten ma poważne konsenwencje. Podczas mszy ksiądz czyta słowa "Bierzcie i Jedzcie z Tego wszyscy...". Ci, którym zdarza się jeszcze chocić do kościoła, niech zwrócą uwagę - on to CZYTA. Zawsze. Nie mamrocze z pamięci, nie próbuje jakoś wyrazić tego nieco innymi słowami, ale czyta. W skupieniu, powoli, ostrożnie, żeby nie przegapić ani nie przeinaczyć żadnej literki. Są to bowiem słowa konieczne dla ważności mszy. Bez nich nie będzie ważne przeistoczenie, nie będzie ważny sakrament, nie będzie zbliżenia ludzi z Bogiem. Skoro jednak, jak w poprzednim akapicie napisałem, tego samego Boga czcić można na różne sposoby, to przeistoczenie może być ważne z nieco innymi słowami bądź nawet bez nich. Może nawet być msza bez przeistoczenia. Może być nawet zupełnie inny obrządek religijny, poświęcony Bogu wg wskazań innego mesjasza i w gruncie rzeczy nic strasznego się nie stanie. W ten sposób właśnie przestałem być katolikiem, a bardzo krótko po tym - chrześcijaninem. Przełomem w moim życiu okazało się właśnie stwierdzenie, że nie ma jedynej słusznej religii, nie ma jedynego słusznego sposobu czczenia Boga... cały czas jednak pozostaje Bóg. Ale czy on naprawdę istnieje?</p>
<p><a href="http://haes.wordpress.com/files/2008/07/kwiat.jpg"><img src="http://haes.wordpress.com/files/2008/07/kwiat.jpg?w=300" alt="" width="300" height="225" class="alignnone size-medium wp-image-216" /></a></p>
<p><strong>GDZIE JEST TEN BÓG?</strong></p>
<p>Koncepcja Boga jest tak stara jak ludzkość, a moze nawet jeszcze starsza i swoją historią sięga do małpoludów. Czczono rózne rzeczy - zwierzęta, rośliny, obiekty na niebie, fikcyjnych nieśmiertelnych ludzi żyjących na pobliskiej górze Olimp - idea Boga ewoluowała wraz z rozwojem myśli ludzkiej, aż wreszcie kilka tysięcy lat temu zatrzymała się (przynajmniej w naszym rejonie świata) na etapie omnipotentnej i omniprezentnej, wiecznej i odwiecznej, niewidzialnej istoty, nazwanej Bogiem. Istotę tę w róznych rejonach świata czci się po dziś dzień. We współczesnych czasach powraca jednak coraz częściej i coraz głośniej pytanie, które zadawane było i wcześniej, ale cicho i nieśmiało aby tylko uniknąć ośmieszenia czy oskarżenia o herezję - pytanie o to, czy takowa istota w ogóle istnieje. Spróbuję się teraz do tego odnieść.</p>
<p>Problem jest chyba najcięższy ze wszystkich mi znanych, a jego rozwiązanie zdaje się być sprawą beznadziejną. Szukanie dowodu naukowego mija się z celem. Nauka nie jest w stanie dać dowodu istnienia Boga, a sprawę gmatwa jeszcze bardziej fakt, że o wiele łatwiej udowodnić, że coś istnieje aniżeli wykazać, że nie istnieje (zainteresowanym tym faktem polecam poczytanie informacji o <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Czajniczek_Russella">czajniczku Russela</a>). I nauka obalając wszystkie kolejne dowody istnienia istoty wyższej, daje jedynie świadectwo słabości tych dowodów, wciąż jednak nie mogąc sobie rościć prawa do definitywnego zamknięcia sprawy istnienia/nie istnienia Boga. Wszystkie dowody istnienia istoty wyższej, czy to przedstawione w starożytności, średniowieczu czy czasach nowożytnych, takie jak "dowody" św. Tomasza z Akwinu, argument pierwszej przyczyny, celowości czy też bełkot Kanta, dawno temu już padły pod naporem krytyki filozofów, tudzież zostały wysłane do lamusa w wyniku odkryć naukowych. Niegdyś dowodem istnienia Boga było już samo to, że świat istnieje - dzisiaj już wiemy, że powstał on w wyniku Wielkiego Wybuchu, a wszystkie istoty żywe z nami włącznie wyewoluowały z prostych jednokomórkowców powstałych z kosminczego bulionu kilka miliardów lat temu. Później znajdowano dla Boga rózne miejsca i role we wszechświecie, ale nauka bezlitoście wykazywała za każdym razem, że wyssane z palca koncepcje nie mają racji bytu, a dane zjawisko wytłumaczyć można przy pomocy fizyki, psychologii czy rachunku prawdopodobieństwa. I nawet teraz, kiedy spekuluje się jeszcze po cichu, że może to sam Bóg spowodował wielki wybuch albo kierował w jakiś sposób procesem ewolucji (np. poprzez natchnienie człowieka darem świadomości) spodziewać się można raczej, że i te koncepcje, i tak już będące potężnym wycofaniem pozycji w stosunku do bajań średniowiecznych teologów, zostaną zweryfikowane negatywnie.  Co sprytniejsi księża (np. Michał Heller) ostrzegają (słusznie) przed traktowaniem Boga jako zapchajdziury dla tej czy tamtej teorii mając pełną świadomość tego, że prowadzi to bardziej do ośmieszenia religii aniżeli do udowodnienia istnienia Boga. </p>
<p>Skąd w ogóle wzięła się wiara w Boga? Tysiące lat temu człowiek widząc wiele rzeczy, których wyjaśnić sobie nie umiał (jak np. pioruny na niebie, wschód i zachód słońca czy dziwaczne zjawisko polegające na tym, że ciało ludzkie przestaje czasem oddychać, reagować, poruszać się, następnie stygnie, aż w końcu gnije) zaczął dorabiać do tego różne ideologie. Oczywistym z punktu widzenia człowieka o znikomej wiedzy naukowej oczywistym wnioskiem z tego, że takie, a takie zjawisko zachodzi jest to, że za tym wszystkim stoi KTOŚ. Ktoś potężniejszy i ktoś silniejszy od człowieka. Istota ponadnaturalna, która potrafi sprawić, że z nieba leci deszcz, a w kobiecym łonie powstaje mały człowiek. Z czasem, aby wyjaśnić nie tylko zjawiska naturalne, ale także i relacje międzyludzkie, te prymitywne bożki zaczęły ewoluować, stawały się coraz bardziej ludzkie - bywały zatem zazdrosne, mściwe, okrutne, ale i sprawiedliwe czy miłosierne. Właśnie w ten sposób powstała ogólnie przyjęta wizja Boga żydowskiego (chrześcijańskiego), który daleki jest już od bogów Indian czy plemion papuaskich, jednak wydaje się być ideą będącą odległym spadkobiercą właśnie tych prymitywnych bożków.  Do czego zmierzam? Ano, do wniosku (przyznaję, kontrowersyjnego), że wiele wskazuje na to, że gdyby w tej chwili ludzkość od samego początku była na tym etapie rozwoju naukowego, koncepcja Boga nie pojawiła by się wcale. Pojawiła się ona w zamierzchłych czasach, wywodzi się z wieloletniej tradycji i historii i każda "czątka wiary" obecna w świadomości miliardów ludzi na całym świecie właśnie stamtąd - z głębokiej przeszłości, czasów niewiedzy - pochodzi. Współczesne środowisko naukowe, który szuka wyjaśnień wszystkiego w racjonalnych twierdzeniach, eksperymentach i obliczeniach, nie przewiduje w wyjaśnianiu zjawisk naturalnych roli dla Boga, którą przeznaczono mu od samego początku, dopiero później dodając mu kolejne niekoniecznie związane z wyjaśnieniem tajemnic natury atrybuty. Całkiem prawdopodobne jest zatem, że to nie Bóg stworzył człowieka - to człowiek stworzył Boga.</p>
<p><a href="http://haes.wordpress.com/files/2008/07/nebula.jpg"><img src="http://haes.wordpress.com/files/2008/07/nebula.jpg?w=300" alt="" width="300" height="225" class="alignnone size-medium wp-image-217" /></a></p>
<p>Jeszcze niedawno kategoryczne stwierdzenie, że Bóg nie istnieje, było jak dla mnie co najmniej ryzykowne. Rasowi ateiści, całkowicie odrzucający koncepcję Bytu Wyższego w zasadzie wydawali się mi równie zaślepieni i zamknięci na dyskusję jak katolicy czy muzułmanie, przekonani bezwględnie o prawdziwości własnej religii. Po lekturze "Boga Urojonego" Dawkinsa patrzę na to nieco inaczej. W książce tej autor niesamowicie przekonująco, argumentując czysto logicznie dowodzi, że zegoś takiego jak Bóg nie ma prawa być we wszechświecie, jednakże podreśla w jednym miejscu, że PRAWIE na pewno nie ma Boga. Kwestia nie jest przecież wcale taka prosta. Być może istnieje siła wyższa, być może nie. Pewne przesłanki wskazują na to, że istnieją na naszym świecie rzeczy, których nigdy nie rozgryziemy i że prawdopodobnie ktoś lub coś kreuje naszą rzeczywistość w sposób nie do końca zgodny z wizją wszechświata, jaką dyktują nam współczesne paradygmaty naukowe. Być może paradygmaty są błędne i trzeba je skorygować, a może... kto wie?</p>
<p><strong>CHRZEŚCIJAŃSTWO - CZYŻBY JEDYNA RELIGIA? (cz. 2)</strong></p>
<p>Ustaliliśmy zatem, że nie wiemy, czy Bóg istnieje czy nie i - co gorsza - wydaje się, że nigdy tego nie odkryjemy. Zanim przejdziemy do implikacji tego stwierdzenia, jeszcze jedna raz powrócimy do pytania o to, czy chrześcijaństwo (katolicyzm) jest jedyną słuszną religią. </p>
<p>To myślenia jest taki: Jeżeli Bóg nie istnieje - sprawa prosta: Boga nie ma. Jeżeli zaś istnieje - nie możemy być pewni jego formy. Czy jest tylko siłą spajającą wszechświat, bezosobowym bytem przenikającym wszystko, a może świadomą i myslącą istotą podobną do człowieka - tyle tylko, że wszechmocną? Jest wielu Bogów czy tylko jeden? Jeżeli dopuścimy tę ostatnią możliwość - czy ten jeden Bóg (w postaci osobowej) jest istotą z natury dobrą (pojęcie "dobro" jest niejednoznaczne; przyjmijmy tutaj jego potoczne znaczenie) czy też może (jak twierdzą malteiści) złą, winną wszelkiego zła na świecie, przed którym chronią się ludzie wzajemną życzliwością i pomocą? Może jest tak, że to nie ludzie niszczą to, co Bóg nam daje, ale próbują naprawić to, co nam zabiera? A może po prostu Bóg nie interesuje się zupełnie naszym światem i pozostawił go samemu sobie, jak chciał Einstein? Możliwości jest, jak widzicie mnóstwo. Co więcej, nie znamy sposobu aby ustalić która z nich jest prawdziwsza od innych - pozostają jedynie domysły i spekulacje, ewentualnie opieranie się na Piśmie Świętym, przy czym nie mamy żadnej gwarancji że to, co tam jest nie jest bajką opartą gnieniegdzie na historycznych wydarzeniach. Stąd też śmiem twierdzić, że zamykanie się w jednej koncepcji i dodawanie jeszcze do niej mnóstwa szczegółów nie bardzo wiadomo skąd wziętych jest zatem wysoce nierozsądne. A dokładnie tak robi większość religii. Przeanalizuję to na przykładzie katolicyzmu, bo akurat ta religia mi jest najbliższa (wszak oficjalnie wciąż jestem katolikiem...), najlepiej mi znana, a poza tym najbardziej rozpowszechniona w naszym kraju.</p>
<p>Katolicy zatem na pytanie "czy jest Bóg czy go nie ma" odpowiadają bez wahania: JEST. Na pytanie "jaką ma formę" odpowiadają: OSOBOWĄ i na dodatek jeszce uzupełniają szczegółami - dzielą go na trzy osoby boskie, każdej z nich przydając pewne role. Na pytanie czy jest dobry, czy zły - odpowiadają też bez wahania DOBRY. I znów dodają mnóstwo szczegółów. Wprowadzają pojęcie grzechu i dokładają całą historię o Jezusie, zrodzonym z dziewicy, który zmarł na krzyżu, aby nas od tego grzechu ocalić. Specjaliści od starożytnego Rzymu twierdzą co prawda, że Jezus był postacią historyczną i najprawdopodobniej właśnie na krzyżu zmarł, ale to tylko świadczy o Jezusie (i to Jezusie-człowieku!) a nie o poprawności chrześcijańskiej wizji świata. Następnie tworzy się całą ideologię dotyczącą sposobu, w jaki owego Boga (i Jezusa) należy czcić, na czele z odprawianiem mszy w której kulminacyjnym punktem jest spożywanie Hostii, czyli opłatka, który jak to chrześcijanie są święcie przekonani, jest ciałem Boga. Hmmm... jak na świat, w którym tak naprawdę nawet nie wiemy, czy Bóg istnieje, czy też nie, fascynująco dużo w chrześcijaństwie jest tych rytuałów i szczegółów dotyczących czczenia Boga i doprawdy zaskakująco wielkie jest przekonanie ludzi o ich słuszności i prawdziwości. Oczywiście, przekonania te nie biorą się znikąd, bo oparte są na Biblii. Pomijając już kwestię prawdomówności Biblii i wykluczając to, że znajdują się w niej jakiejkolwiek konfabulacje i coraz bardziej bliskie fantastyce dopiski mnichów przepisujących przez stulecia to dzieło, to jednak pamiętajmy, że Kościół wiele prawd wyciąga z Biblii nadinterpretując pewne zapisy (przykład czyśćca jest najbardziej klarowny), a od czasu do czasu biorąc niektóre rzeczy zupełnie z sufitu (np. wniebowzięcie NMP). </p>
<p><a href="http://haes.wordpress.com/files/2008/07/phnla156.jpg"><img src="http://haes.wordpress.com/files/2008/07/phnla156.jpg?w=300" alt="" width="300" height="200" class="alignnone size-medium wp-image-218" /></a></p>
<p>Prawda jest taka, że podchodząc do sprawy zgodnie z metodologią naukową, o Bogu nie wiemy kompletnie nic. Skoro nie wiemy, to skąd wiedzieć czy on wymaga jakiejkolwiek naszej czci, a nawet jeśli wymaga - to jaki sposób jego czczenia jest właściwy? Jeżeli nawet założymy, że Bogu potrzebne jest nasze uwielbienie, że on sobie cokolwiek z tego robi, to skąd przekonanie, że Żydzi robią to lepiej od Szyitów, Protestanci od Prawosławnych, a Katolicy lepiej od Siouxów? Jakby dobrze się zastanowić, to żadna religia nie jest lepsza ani gorsza niż pozostałe. Owszem, niektóre wymagają poważniejszego traktowania aniżeli inne (nie porównujmy tworzonej i rozwijanej przez 2000 lat potęgi i wiedzy Kościoła, obecnej w tysiącach ksiąg, monumentalnych świątyniach i dobrej czy złej, ale na pewno olbrzymiej roli w historii Europy, z ludźmi tańczącymi z siekierą wokół ogniska w nadziei, że jutro będzie padał deszcz); niektóre są nawet społecznie pożyteczne - różne przykazania, których lud