<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><!-- generator="wordpress.com" -->
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	>

<channel>
	<title>historie-prawdziwe &amp;laquo; WordPress.com Tag Feed</title>
	<link>http://wordpress.com/tag/historie-prawdziwe/</link>
	<description>Feed of posts on WordPress.com tagged "historie-prawdziwe"</description>
	<pubDate>Sun, 07 Sep 2008 04:31:59 +0000</pubDate>

	<generator>http://wordpress.com/tags/</generator>
	<language>en</language>

<item>
<title><![CDATA[PWŚCPSN 14]]></title>
<link>http://kamilarondo.wordpress.com/?p=218</link>
<pubDate>Wed, 28 May 2008 18:38:14 +0000</pubDate>
<dc:creator>Kamila Rondo</dc:creator>
<guid>http://kamilarondo.wordpress.com/?p=218</guid>
<description><![CDATA[Film-prezentacja z Indii autorstwa mojego i mojej siostry.
Dźwięki z ulic, z występów, z meczet]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Film-prezentacja z Indii autorstwa mojego i mojej siostry.<br />
Dźwięki z ulic, z występów, z meczetów i świątyń, znad Gangi.</p>
<p><span style='text-align:center; display: block;'><object width='425' height='350'><param name='movie' value='http://www.youtube.com/v/SMIKhyjDBeI'></param><param name='wmode' value='transparent'></param><embed src='http://www.youtube.com/v/SMIKhyjDBeI&rel=0' type='application/x-shockwave-flash' wmode='transparent' width='425' height='350'></embed></object></span></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[PWŚCPSN 10]]></title>
<link>http://kamilarondo.wordpress.com/?p=210</link>
<pubDate>Wed, 23 Apr 2008 00:35:28 +0000</pubDate>
<dc:creator>Kamila Rondo</dc:creator>
<guid>http://kamilarondo.wordpress.com/?p=210</guid>
<description><![CDATA[




Rodzinna fotografia wykonana w Indiach, na jednej z głównych ulic Dźajpuru. Wykonał Pan Fot]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><img class="alignnone size-full wp-image-211" src="http://kamilarondo.wordpress.com/files/2008/04/15_blog.jpg" alt="" /></p>
<table border="0">
<tbody>
<tr>
<td width="700">
<p style="text-align:justify;">Rodzinna fotografia wykonana w Indiach, na jednej z głównych ulic Dźajpuru. Wykonał Pan Fotograf z Dźajpuru.</p>
<p style="text-align:justify;">
[od lewej: siostra, mama, ja, tata; arkusz podzielono na dwie części, pozowaliśmy po dwie osoby; fotograf wykonywał je wielkoformatowym aparatem – taki zakurzony na ten przykład widziałam kiedyś w szkole; chemia w aparacie i woda w wiaderkach na chodniku; pod sklepem ściana, na ścianie jakiś materiał – tło].</p>
<p style="text-align:justify;">
Jak zwykle słoneczny i nieprawdopodobnie duszny dzień. Tłumy mieszkańców i turystów przedzierających się zatłoczoną ulicą, ściśniętych między wozami, między kurzem, promieniami słońca, hałasem wpadającym w jedno ucho i wylatującym drugim.</p>
<p style="text-align:justify;">
Minęła właśnie godzina odkąd zaczęliśmy się targować w jednym ze sklepów (w sklepie tym obsługuje nas Nikki – Hindus mówiący zaskakująco płynnie w języku polskim; podobno ma dziewczynę w Warszawie).</p>
<p style="text-align:justify;">
Po transakcji, rozmowach, uśmiechach, przekonywaniu i innych czynnościach towarzyszących przy zakupach, wychodzimy na zewnątrz, gdzie zostajemy zwerbowane do pozowania (pomysł taty).</p>
<p style="text-align:justify;">
Fotograf korzysta z zawieszonych pod sklepem tkanin, ogromny aparat na podstawie stoi na chodniku, wiadro z wodą obok. To tutaj ludzie przychodzą zrobić sobie na przykład fotografie do dokumentów (tak to wyglądało). Zapewniano nas, że to nie potrwa długo (-Trzy minuty!). Jak wiadomo, licząc czas od naświetlenia zdjęcia, poprzez wywołanie, płukanie, utrwalenie, późniejsze przekopiowanie z papierowego negatywu znów na papier w celu uzyskania pozytywu, tutaj kolejne wywołanie, płukanie, utrwalanie, wypłukanie i suszenie - cały proces z pewnością trzech minut nie trwa. Czas nam uciekał bardzo szybko, a całe pozowanie i wywoływanie przeciągnęło się do 30 minut (czyli tak, jak być powinno). Ale nic to – najważniejsza jest dobra zabawa i możność podglądnięcia pracy tutejszego fotografa. W trakcie, gdy nasze portrety się wywoływały, fotograf wykonał jeszcze jeden pewnej Hindusce.</p>
<p style="text-align:justify;">
Nasze poczęto suszyć, wymachując negatywami i pozytywami w powietrzu, później zaś zawinięto je w gazetę. Przyglądając się tym portretom w rzeczywistości, zauważa się niezwykłą miękkość rysowania obiektywu. Ostrość ustawiona jest na twarze (to co najważniejsze tutaj przecież), zaś to co na obrzeżach, pozostaje w onirycznym braku ostrości.</p>
<p style="text-align:justify;">
Niezwykle frapujący i obezwładniający zapach Indii, aura unosząca się nad ludźmi i w wielu miejscach, światło, słońce, czas, nawet fotografie do dokumentów (oczywiście pomijając z całą pewnością profesjonalne zakłady fotograficzne) – senne, magiczne.</p>
<p style="text-align:justify;">
Nic tylko się przeprowadzać, jak najszybciej.</p>
</td>
</tr>
</tbody>
</table>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[PWŚCPSN 6]]></title>
<link>http://kamilarondo.wordpress.com/2008/03/19/pwscpsn-6/</link>
<pubDate>Wed, 19 Mar 2008 16:06:26 +0000</pubDate>
<dc:creator>Kamila Rondo</dc:creator>
<guid>http://kamilarondo.wordpress.com/2008/03/19/pwscpsn-6/</guid>
<description><![CDATA[
&nbsp;



Fotografia z oknem pociągu, przez które z uporem wdziera się światło dnia. Szary, pr]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><img src="http://kamilarondo.wordpress.com/files/2008/03/12_blog.jpg" alt="12_blog.jpg" /></p>
<p style="text-align:justify;">&#160;</p>
<table>
<tr>
<td width="700">
<p style="text-align:justify;">Fotografia z oknem pociągu, przez które z uporem wdziera się światło dnia. Szary, przybrudzony bok przystanął przede mną na chwilę pewnego popołudnia, przy peronie, na którym kiedyś odszedł starszy człowiek. Pamiętam jego odejście, to był ciepły, słoneczny dzień. W pośpiechu zmierzałam na pociąg, by dotrzeć na zajęcia miasto dalej. Mijałam ludzi pogrążonych we własnych myślach, z nieba ciskały dzidami promienie prażące niektóre miejsca na ciele, a gdzieś znad morza okrywał nas chłodny wiatr. Skręciłam na peron, pokonując kolejne stopnie w górę. Spokojnie, miałam jeszcze czas do przyjazdu, wdrapywałam się unosząc głowę i spoglądając na czekające sylwetki. Ale ludzie ci stali jakoś nerwowo spoglądając, trochę niewyraźni, oszołomieni, próbujący nałożyć płaszcz opanowania. Z każdym kolejnym stopniem ogarniałam wzrokiem nowe sylwetki, uważnie obserwując, czy nie jest to być może spowodowane nadjeżdżającą maszyną. Powierzchnia peronu poczęła ukazywać się bardzo powoli, być może dlatego, iż ja zwolniłam kroku. Błękitny, wysoki kasownik stał niezmiennie gdzieś po środku betonowej przystani. To tutaj kasuje się kawałki papierków, by móc przenieść się w inne miejsce możliwie jak najszybciej. Nikt nie zastanawia się, że może taka podróż okazać się czymś naprawdę wielkim. Ot, pociąg podmiejski, codzienne wsiadanie i wysiadanie. Nic wielkiego, następny środek komunikacji miejskiej. Prawie każdy ma jakiś cel – dojechać do pracy, do szkoły, na umówione spotkanie. Ale tego dnia, czubki eleganckich męskich butów wystawały spod czarnego worka, skierowane w stronę kasownika. Czas chyba trzymał mnie pod rękę, bo zwolniliśmy oboje. Obok ciemnej płachty leżała drewniana laseczka, zakręcona z jednej strony, jako uchwyt na dłoń. Nad tajemniczą nieruchomą postacią stało dwóch funkcjonariuszy.</p>
<p style="text-align:justify;">Życie codzienne, wydarzenia, zaskakują . Stawia się nas w sytuacjach, nad którymi nie zastanawiamy się na co dzień. Moja potrzeba skasowania biletu wydawała mi się w świetle zastanym iście absurdalną i pozbawioną sensu. Przecież ktoś odszedł, rozpoczął nową podróż. Nie zwracał już uwagi na zakłopotanych wokół ludzi. Zakłopotanych śmiercią, myślących o tym, że zaraz nadjedzie pociąg i uciekną przed nią, że to wszystko zostanie tutaj, na tym peronie. Ja też chciałam uciec. Obeszłam kasownik, obserwując czubki butów i stanęłam do nich tyłem. Tak, jak najprawdopodobniej on stał, zanim odszedł. Może miał jechać z kimś się spotkać, może jechał, by przejść się z kimś na spacer. Może nawet skasował bilet. Ja i czas szamotaliśmy się z pierwszym kasownikiem, jak na złość nie chcącym nas puścić. Wzięłam głęboki wdech i przysunęłam się bliżej, w końcu zapełniając papierowy bilet potrzebnymi literkami i cyferkami. Przyjechał pociąg.</p>
<p style="text-align:justify;">*</p>
<p style="text-align:justify;">Chłodne popołudnie, jeszcze drażniące słońce, to wszystko otaczało nas i zbliżało się po naszym przyjeździe z pleneru fotograficznego na mieście. Wysiedliśmy na szarym, brudnym peronie. Na tym peronie. Z drugiej strony nadjechał pociąg i stanął, by wypuścić pasażerów, zabrać następnych i pospiesznie sunąć dalej po brudno srebrnych szynach. Stałam przy błękitnym kasowniku i zobaczyłam okno, przez które rozpaczliwie przechodzą ostatnie promienie. Przedzierają się przez brud i śmiało rozglądają wokół. Bok maszyny przyozdobiony gustownie miejskim kurzem czekał. Jeszcze jedna fotografia, jeszcze to okno. Tylko szybko, bo zaraz odjedzie, bo zaraz to światło zniknie. Jest, wykadrowane, sfotografowane. Żegnamy się i rozchodzimy w obie strony do domów.</p>
<p style="text-align:justify;">Przypominam sobie film Antonioniego, „Powiększenie”, w którym bohater przedziera się przez warstwy ziarna fotograficznego, przez ten „brud”, który obraz buduje, by dojrzeć to, co ukryte było w kadrze. Coraz większe powiększenie, powiększenie, powiększenie. Odbitki przypinane obok siebie, budują nową przestrzeń, własne miasto z całą jego skomplikowaną strukturą. Czerwone światło ciemni dramatycznie pochłania szarość.</p>
<p style="text-align:justify;">Skanuję negatyw numer 257, pasek po pasku, klatka po klatce. Jest i okno ze światłem (fotografia z lewej strony nad tekstem), przytłaczająca szarość, ściekający smutek miasta. Okno zaskoczyło mnie swoją witalnością, mimo przykrej budowy kadru, mimo nacierających plam i niewiadomych kształtów. Światło żyje tam po swojemu. Otwieram zeskanowany obraz w programie graficznym, by wyretuszować kurz i ku swemu zdziwieniu odkrywam twarz, przy lewej krawędzi, tam w kawałku ciemnego okna (powiększony fragment z prawej strony nad tekstem). Starszy mężczyzna, w kapelusiku, siedział gdzieś po drugiej stronie wagonu (a może to odbicie w szybie?). Twarz, w ogóle niezauważalna przy całym kadrze. Powiększona, siedzi cicho i spokojnie czeka, aż pociąg ruszy dalej.</p>
<p style="text-align:justify;">Uśmiecham się. Znalazłam go. Niech podróżuje.</p>
<p style="text-align:justify;">&#160;</p>
</td>
</tr>
</table>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[PWŚCPSN 2]]></title>
<link>http://kamilarondo.wordpress.com/?p=183</link>
<pubDate>Sat, 08 Mar 2008 18:59:14 +0000</pubDate>
<dc:creator>Kamila Rondo</dc:creator>
<guid>http://kamilarondo.wordpress.com/?p=183</guid>
<description><![CDATA[


Głos mężczyzny w słuchawce telefonu, który oznajmia, że właśnie urodziła mu się córka]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><img src="http://kamilarondo.wordpress.com/files/2008/03/66_2.jpg" alt="66_2.jpg" /></p>
<table>
<tr>
<td width="700">Głos mężczyzny w słuchawce telefonu, który oznajmia, że właśnie urodziła mu się córka.</p>
<p>Starsza kobieta oświetlona wieczornym światłem latarni, z bukietem kwiatów, które sprzedaje.</p>
<p>Dziecko w autobusie śpiewające wciąż swoją ulubioną piosenkę.</p>
<p>Popołudniowy, letni deszcz na mojej ulicy i skąpana w nim ciepła jezdnia.</p>
<p>Sen podsycający nadzieję.</p>
<p>Szum powracających i oddalających się fal morskich, obmywających drobny piasek.</p>
<p>Delikatnie utkane skrzydła, unoszące korpusy owadów.</p>
<p>Korzenie, pnie i dostojne korony drzew, smagane wiatrem.</p>
<p>Dźwięki, unoszące się gdzieś nade mną, które znam, od kiedy tylko pamiętam.<br />
 <br />
Zapach, który przenosi mnie w przeszłość.</p>
<p>Szyby w pociągach, porysowane ostrym narzędziem, i przechodzące przez nie światło.</p>
<p>Przelotny uśmiech nieznajomej osoby, którą mijam na ulicy.</p>
<p>Nić porozumienia, mimo nieznajomości języków obcych.</p>
<p>Spękane chodniki, mieniące się szeroką paletą barw w zależności od zastanej pogody.</p>
<p>Przejmujące, wyczuwalne napięcie i cisza muzyków przed uwolnieniem pierwszych dźwięków muzyki dawnej.</p>
<p>Dym z palącego się kadzidła, figlarnie zataczający łuki i koła w powietrzu.</p>
<p>Gasnące, zmęczone latarnie na ulicach.<br />
 <br />
Spotkanie przyjaciół, których od dawna się nie widziało.</p>
<p>…</p>
<p>(nie ma znaczenia kolejność w Pięknie)<br />
 </td>
</tr>
</table>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[PWŚCPSN 1]]></title>
<link>http://kamilarondo.wordpress.com/?p=181</link>
<pubDate>Wed, 05 Mar 2008 23:33:11 +0000</pubDate>
<dc:creator>Kamila Rondo</dc:creator>
<guid>http://kamilarondo.wordpress.com/?p=181</guid>
<description><![CDATA[



Światło pojawia się rankiem i wspina po fasadzie bloku, który obserwuję dzień w dzień z o]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><img src="http://kamilarondo.wordpress.com/files/2008/03/31_2.jpg" alt="31_2.jpg" /></p>
<table>
<tr>
<td width="700">
<p style="text-align:justify;">Światło pojawia się rankiem i wspina po fasadzie bloku, który obserwuję dzień w dzień z okna. Balkony budzą się, unosząc na sobie jakieś doniczki, niekiedy wychodzących na nie ludzi. Na jednym z parapetów czasami przysiada kot i obserwuje ulicę. Po południu światło ześlizguje się w dół, wtedy czysty błękit nieba lekko szarzeje. Wieczorem w tym radośnie pomalowanym prostokącie rozpalają się okna słabszymi i mocniejszymi światłami z sufitu, czy lamp stojących. Czasami ktoś wygląda z okna na ulicę badając (tak myślę) jezdnię szarą, różową, niekiedy nawet zielonkawą. Uliczna latarnia przy moim oknie rozświetla pomarańczem ostatnie widoczne skrawki rzeczywistości.</p>
<p style="text-align:justify;">Za czym wygląda się z okien? Można z nich łapać światło, leniwie wyciągając dłoń i obracając ją na wolnym powietrzu. Niektórzy wystawiają swój pysk (to żadna obraza, nie tylko ludzie twarze swe lokują w oknach) i dostojnie patrolują okolicę. Ja na swoim trzymam dwie sterty książek. Książek dla dzieci, ponieważ akurat to miejsce im przypadło. Mają widok na zewnątrz, słońce nad sobą, smutne i radosne deszcze, zimą obserwują śnieg. Kto wie, może im tam treść czasami drga i kukają by coś nadpisać.</p>
<p style="text-align:justify;">Śniło mi się okno balkonowe. Właściwie rzecz opisując bardziej szczegółowo, było to okno balkonowe i drzwi. I najdziwniejsze w tym wszystkim to, iż dostałam niespotykaną możliwość obserwowania z okna się śniącego, tego, co jest na zewnątrz, jednocześnie obserwując owo okno z zewnątrz. W obserwacji tej celem było okno, czy skupienie się na samej czynności obserwowania? Wewnątrz ktoś jeszcze spał, więc było dość ciemno, zaś na zewnątrz rozpoczynał się dzień. Dwie uzupełniające się przestrzenie, jedna z ledwo wdzierającym się do środka światłem, druga nim wypełniona. W końcu obserwując drzwi i okno z zewnątrz, w szybie, niczym rozdzierająca niebo błyskawica, błysnął pierwszy silny promień słońca…</p>
<p style="text-align:justify;">Skupmy się na tym, co najważniejsze.</p>
</td>
</tr>
</table>
]]></content:encoded>
</item>

</channel>
</rss>
