<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><!-- generator="wordpress.com" -->
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	>

<channel>
	<title>golebie &amp;laquo; WordPress.com Tag Feed</title>
	<link>http://wordpress.com/tag/golebie/</link>
	<description>Feed of posts on WordPress.com tagged "golebie"</description>
	<pubDate>Mon, 08 Sep 2008 08:40:02 +0000</pubDate>

	<generator>http://wordpress.com/tags/</generator>
	<language>en</language>

<item>
<title><![CDATA[o lokalnej wojence]]></title>
<link>http://chyba.wordpress.com/?p=357</link>
<pubDate>Thu, 04 Sep 2008 18:07:37 +0000</pubDate>
<dc:creator>sis</dc:creator>
<guid>http://chyba.wordpress.com/?p=357</guid>
<description><![CDATA[Od kilku tygodni zaostrza się otwarty konflikt zbrojny między mną a pierzastymi bojownikami o wol]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align:justify;"><strong>O</strong>d kilku tygodni zaostrza się otwarty konflikt zbrojny między mną a pierzastymi bojownikami o wolność zasrywania czego popadnie. Dopóki toczyliśmy jedynie wojnę podjazdową, a wszelkie działania ofensywno-defensywne rozgrywały się na neutralnym, okołomiejskim gruncie chodników i bruków, istniała jeszcze całkiem realna szansa na podjęcie negocjacji i pokojowe rozstrzygnięcie sporu. Niedawno jednak nadzieja ta przepadła bezpowrotnie.</p>
<p style="text-align:justify;"><strong>Z</strong>dradzieckie siły gołębich terrorystów ośmieliły się bowiem wkroczyć na mój teren i już od dobrych kilku tygodni z zatrważającą regularnością urządzają złośliwe naloty bombowe na mój własny, osobisty balkon. Co najgorsze ofiarami tych podłych praktyk padają przede wszystkim cywile. Czyli moje Bogu ducha winne kwiatki, które wystawiłam tam w dobrej wierze, chcąc, aby te bezradne, chowane dotąd w cieplarnianych warunkach chudziaczki poczuły wreszcie lekki zewik natury, zaznały trochę słońca, letniego wietrzyku i ciepłego, przyjaznego deszczu, zwalniającego mnie przy okazji z obowiązku ich podlewania.</p>
<p style="text-align:justify;"><strong>W</strong> rezultacie, mimo moich najszczerszych chęci, kwiatki, wymęczone do cna pełnym trwogi wyczekiwaniem na systematyczne, wredne i całkowicie nieodpieralne ataki z powietrza, odmawiają dalszego rośnięcia. A ja, sama jak ten palec wobec przeważającej siły wroga, czuję się po prostu bezradna. Podwoiłam co prawda swoje zaczepno-straszące wysiłki, porykując i tupiąc na widok wszystkich przypadkowo spotykanych na swej drodze gołębi, ale te zasrańce, w pełni świadome druzgocącej przewagi, jaką nade mną mają, nic sobie z moich działań nie robią.</p>
<p style="text-align:justify;"><strong>N</strong>a dodatek zabezczelniały już do reszty. Niemal całkowicie zrezygnowały bowiem z niepewnego kukania na mnie z wysokości dachu i zamiast tego zaczęły urządzać sobie beztroskie posiadówki na balustradzie mojego balkonu. Ostatnio dopuszczając się nawet ostentacyjnego zostawiania mi pamiątek w postaci pogubionych piór. Nie mam pojęcia, co robić, ani gdzie szukać sojuszników w tej beznadziejnej walce. <em>Co na to NATO</em>?!?</p>
<p style="text-align:justify;">•</p>
<p style="text-align:justify;"><strong>P</strong>ierwszego października (który, nawiasem mówiąc, od 1977 roku jest także Międzynarodowym Dniem Wegetarianizmu) świętować będę czwartą rocznicę swojej dobrowolnej trawożerności. Sny o kotletach schabowych w chrupiącej panierce nie nawiedzają mnie już tak często, jak dawniej, uroczo opalizująca polędwiczka przestała być jedną z głównych bohaterek moich wyimaginowanych, życzeniowych kanapek i niemal całkowicie pogodziłam się z brakiem schabiku ze śliwkami produkcji mojej rodzicielki. Chyba przestałam już tęsknić za mięsem.</p>
<p style="text-align:justify;"><strong>A</strong>le gołąbka to bym zeżarła.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[065]]></title>
<link>http://mruu.wordpress.com/?p=71</link>
<pubDate>Tue, 10 Jun 2008 17:52:54 +0000</pubDate>
<dc:creator>anecia</dc:creator>
<guid>http://mruu.wordpress.com/?p=71</guid>
<description><![CDATA[Dostałam dzisiaj swoją pierwszą wypłatę, co spowodowało u mnie małego kopa, który pchnął m]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Dostałam dzisiaj swoją pierwszą wypłatę, co spowodowało u mnie małego kopa, który pchnął mnie do dalszego działania. Dzisiaj dodaję kilka nie udanych (a jakże by inaczej!) zdjęć z niedzielnego wypadu do trójmiasta.</p>
<p>Jakaś starsza kobieta zajadająca się zimnym lodem:</p>
<p><img src="http://i304.photobucket.com/albums/nn198/minewra/166.jpg"></p>
<p>Jakaś dobra dziewczyna karmiąca głodne gołębie:</p>
<p><img src="http://i304.photobucket.com/albums/nn198/minewra/167.jpg"></p>
<p>Chłopcy, którzy pokazywali na co ich stać ;) a tak naprawdę to tańczyli (z tego co wiem to oni są z mojego miasta ale raczej nie wejdą na tą stronę):</p>
<p><img src="http://i304.photobucket.com/albums/nn198/minewra/168.jpg"></p>
<p><img src="http://i304.photobucket.com/albums/nn198/minewra/169.jpg"></p>
<p>Na zdjęciu powyżej i na dolnym jest butelka po piwie, która nie wiadomo skąd znalazła się na Sopockim molo (i to nie dopita!):</p>
<p><img src="http://i304.photobucket.com/albums/nn198/minewra/170.jpg"></p>
<p>Pogoda nam wtedy dopisała. Dzisiaj za to strasznie wiało. Mam kilka zdjęć na kliszy na fisheye'u ale wywołam ją dopiero za miesiąc.. Jak mi się ich kilka nazbiera. Nie ma za bardzo gdzie, kiedy i komu robić zdjęć ale jestem dzisiaj naładowana pozytywną energią i myślę, że to się szybko zmieni.</p>
<p>Pozdrawiam</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[First job, ciasteczka Oreo i inne wiewiórki]]></title>
<link>http://freyka.wordpress.com/?p=12</link>
<pubDate>Wed, 04 Jun 2008 20:44:34 +0000</pubDate>
<dc:creator>freyka</dc:creator>
<guid>http://freyka.wordpress.com/?p=12</guid>
<description><![CDATA[Nie wiem od czego zaczac, dzialo sie mnostwo rzeczy. Wiec moze na poczatku obiecane tematy.
POLACY W]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Nie wiem od czego zaczac, dzialo sie mnostwo rzeczy. Wiec moze na poczatku obiecane tematy.</p>
<p>POLACY W KANADZIE</p>
<p>Nie wiem z czego to wynika, ale nastawienie do zycia tutejszych Polakow pozostawia wiele do zyczenia. Obiektywnie maja idealne zycie. Fantastyczne samochody, wielkie domy, wiekszosc prawie nie musi pracowac, albo dostaja takie wynagrodzenie o jakim w Polsce mozna jedynie pomarzyc. A oni co? Narzekaja jak im zle, jak ciezko pracuja, jacy to sa biedni, nieszczesliwi i oszukiwani. Kto im kaze tu siedziec? Ponadto od razu mozna poznac kto jest Polakiem, a kto Kanadyjczykiem etc. Polacy są niemili, niepomocni, niezyczliwi, nie usmiechaja sie na Twoj widok. Wszystko robia w taki sposob, jakby ich ktos do tego zmuszal... takie jest moje zdanie. Tak ich widze, i irytuje mnie to niemilosiernie...</p>
<p>TIM HORTONS</p>
<p>Wlasciwie Tim Hortons &#60;Timmy&#62; jest najpopularniejsza restauracja drive thru i nie tylko. Nic dodac nic ująć. Wypiera nawet Mc farmera. Pycha kawa, pycha muffiny. Tyle.</p>
<p>LUDZIE</p>
<p>Coz, tego brakuje w Polsce. Nie, nie ludzi ;p Jedziesz na rowerze - wszyscy sie do Ciebie usmiechaja. Idziesz ulica i ludzie mowia Hello/Hi/How are you?.  A w Polsce? Udajemy, ze nie widzimy świata. W sklepie sprzedawcom jest obojetne czy cos kupisz, a tu o klienta dbają. Moze wyolbrzymiam, ale tak widzę Kanadę. Wszystko jest przyjazne, sympatyczne i zyczliwe. Oprócz Polakow, ale o tym juz bylo.</p>
<p>JEDZONKO, SKLEPY etc.</p>
<p>Cóż. Kocham tutejsze sklepy. Wreszcie mam co jesc ;D Z uwagi na to, ze jestem wegetarianka, w Polsce ciezko jest dostac jakies specjalne produkty. Tutaj? Caly dział. I WSZYSTKO jest tansze. Ogromny wybor lodów ;&#62; , sosów, puszek &#60;tak wiem, niezdrowe&#62;, no... wszystkiego. Dla porównania podam ceny niektórych rzeczy (akurat nie jedzenia ;p) Ceny w Kanadzie w cad &#60;dolary kanadyjskie, 1cad = 2,16pln), ceny w Polsce w pln.</p>
<ul>
<li>Buty Nike - w Kanadzie 50 cad / w Polsce (takie same) 215pln</li>
<li>Kurtka Tommy Hilfiger - 60 cad / 280pln</li>
<li>Aparat fotograficzny Fuji finepix s9600 - 490 cad / 1100/1200pln</li>
<li>telefon Samsung x680 - 70cad / 200pln</li>
</ul>
<p>To tylko kilka przykladow, ale jasno widac, ze roznice w cenie są. Ba, nie dosc ze ceny są nizsze, to zarobki sa wyzsze. Automatycznie wychodzi na plus. A skoro jestesmy przy zarobkach ....</p>
<p>PRACA - FIRST JOB, PERSPEKTYWY</p>
<p>Na początku zawsze jest trudno. Pierwszy dzien pracy mam za sobą. Sprzątalam pokoje w motelu. Tragedia. 7 godzin sprzatania. Nawet w domu tak nie bylo :D W dodatku pokoje byly zdemolowane po jakiejs koloni/weekendzie mlodziezowym. Wiecie... wybite szyby, dziury w scianach, rozwalone mikrofalowki, poprzypalany sufit... Standart w Polsce. Najgorsze byly wgniecione w podloge chipsy i popcorn. I slady po fajkach w lodowce. Ale przezylam. Dostane za to 70 cad. Duzo, malo? Kwestia podejscia. Jak na pierwszy raz not bad. Kolejna tura w sobotę. I to bedzie juz ostatnia. Odbiore pieniadze i od poniedzialku uciekam do innej pracy, którą zaowocowala dzisiejsza wycieczka rowerowa. Co prawda mam spory kawalek, ale w koncu jak chce byc fit, to mi sie przyda. Restauracja Golden Oasis. Bede pewnie obierac ziemniaki ;f Do 2pm, a potem jako waitress do 8pm. Dostane 10cad/hr i 8cad/hr jako waitress. Nie bedzie zle, bo sporo mozna dostac z tip'ow &#60;napiwki&#62;. Mam nadzieje, ze uda mi się uzbierac na moj wyjazd do USA. To jest glowny cel... I mam nadzieje, ze sie nie poddam.</p>
<p>Wszystko powoli się rozkręca. Zbliza sie koniec poczatkow. Pogoda jest totalnie żałosna. Zapowiadaja 30C, a jest deszcz, chmury i wiatr. Zapowiadaja burze, a nie pada 4 dni. Nie wiadomo, czego sie spodziewac. A taka mam ochote pojechac na plaze i zapomniec o wszystkim... A plaza jest blisko i jest fantastyczna :)</p>
<p>Wcinam pistacje, ciasteczka Oreo &#60;! fantastyczne&#62; i mysle, czemu tu sie roi od wiewiórek. Jak u nas pelno golebi - tutaj pelno wiewiorek. Wszedzie sa. Idziesz ulica i biegaja w ta i spowrotem. Jedziesz droga - lezy ich 10 rozjechanych... Smutne. I borsukow tez duzo. Jak dzungla.</p>
<p>Wciaz ubolewam, ze nie mam samochodu. Rower dobra rzecz, ale ile mozna... zwlaszcza tu, gdzie teraz jestem. Wasaga Beach jest .. hmm nie miastem :D Mam wszedzie daleko. Mieszkam u kuzynki, ktora ma 3 letniego syna. (Ktorego trzeba nianczyc - dlatego wychodze z domu przy kazdej okazji).</p>
<p>Mysle, ze kolejna notka w poniedzialek po kolejnej pracy, po kolejnym meczacym, owocnym dniu. Na dzisiaj tyle. Do nastepnego.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[o tym, że kiedyś wypadałoby wreszcie dorosnąć]]></title>
<link>http://chyba.wordpress.com/?p=108</link>
<pubDate>Thu, 22 May 2008 00:11:00 +0000</pubDate>
<dc:creator>sis</dc:creator>
<guid>http://chyba.wordpress.com/?p=108</guid>
<description><![CDATA[Co roku, tuż przed urodzinami, nachodzi mnie głęboka wewnętrzna potrzeba poczynienia kilku rewol]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align:justify;"><strong>C</strong>o roku, tuż przed urodzinami, nachodzi mnie głęboka wewnętrzna potrzeba poczynienia kilku rewolucyjnych postanowień, dzięki którym moje dalsze życie ma szansę stać się: lepsze/ ciekawsze/ spokojniejsze/ bardziej uporządkowane/ mądrzejsze/ sensowniejsze (*niepotrzebne skreślić). A w związku z tym, że do sądnego dnia rozstania się z liczbą, oznaczającą dumną połowę wieku wieszczego, został mi już zaledwie miesiąc, i to niecały, powoli zaczyna ogarniać mnie lekka panika. Którą potęguje jeszcze coraz wyraźniejsza świadomość upływu lat. Moich, co najgorsze.</p>
<p style="text-align:justify;"><strong>J</strong>ak co roku obiecuję sobie zatem, że wreszcie spoważnieję. Przestanę zachowywać się jak kapryśny, marudny dzieciak, który wieczorami domaga się bajek i w końcu - że tak się zgrabną parafrazą posłużę - dorosnę do swych lat. Pierwszym krokiem w tym kierunku mogłoby stać się na przykład zawarcie dożywotniego paktu o nieagresji z nieszczęsnymi gołębiami - opatrzonego pokorną i pełną skruchy obietnicą, że zostawię je w spokoju i nie będę ich więcej straszyć. Ostatecznie to przecież nie ich wina, że mają takie śmieszne, wstrętnawe, koślawe łapki i głupawo kiwają główkami, gdy drepczą po chodniku, prawda?</p>
<p style="text-align:justify;"><strong>Z</strong>aniecham także dalszych rozmów z różnorodnymi elementami materii nieożywionej, przypadkowo napotykanymi kotami oraz dreadami. Przy okazji powstrzymam się od wymyślania imion tym ostatnim, żywię bowiem niejasne podejrzenie, że nazywanie kołtunów na swojej głowie Fagocytem, Sorajtem, Chudziaczkiem, Panem Kulkiem czy Kwarkiem nie świadczy na ogół najlepiej o kondycji psychicznej nazywającego.</p>
<p style="text-align:justify;"><strong>P</strong>rzestanę puszczać bańki mydlane na przystanku tramwajowym przed uczelnią i pokwikiwać radośnie na widok ruchomych schodów. Jednocześnie obiecuję też przyhamować nieco swoje zapędy małego podróżnika, który rzeczonymi schodami obowiązkowo odbyć musi ze trzy rundki wte i wewte. Dorosłej, statecznej babie, jaką już niebawem zamierzam się stać, takie zachowanie stanowczo nie przystoi.</p>
<p style="text-align:justify;"><strong>O</strong>kiełznam również nieco swą rozbuchaną potrzebę przekształcenia najbliższego otoczenia w prywatne zoo i przestanę znosić do domu pluszaki, wygrzebywane pokątnie gdzieś w second-handach. Zapamiętać: psy-maskotki nie mogą mieć smutnych oczu. Podobnie jak szopy, wombaty i tygrysy. Kropka.</p>
<p style="text-align:justify;"><strong>P</strong>orzucę smarkatą wiarę w skarpetkowe niebo, do którego trafiają świętej pamięci grzeczne skarpetki, podziurawione przez podłe krasnoludki (nota bene te same wredne kurduple, w chwilach wolnych od wygryzania dziur, trudnią się też na boku wypijaniem po tajniacku mojej maślanki, chowaniem okularów i wciskaniem ich w najdziwaczniejsze miejsca oraz dopisywaniem stron do czytanych lektur).</p>
<p style="text-align:justify;"><strong>I </strong>wreszcie: nauczę się konsumować posiłki jak przyzwoity człowiek. Bez unurzania się dzika świnka, która wyjada ciastka z ciastek z nadzieniem i rurki z rurek z kremem po to, aby to, co najpyszniejsze, zostawić na sam koniec. Koniec z tym! Basta!</p>
<p style="text-align:justify;">•</p>
<p style="text-align:justify;">
<p><strong>J</strong>uż niebawem. A tymczasem, w ramach przygotowań do nadchodzącej dojrzałości i odpowiedzialności, zamierzam oderwać się od rozmaitych, czyhających na mnie przyjemności i przyjemnostek i w akcie pokory spędzić cały, zaczynający się już dzisiaj długi łikend, na pisaniu Bardzo Mądrej Pracy.</p>
<p style="text-align:justify;"><strong>M</strong>uszę przyznać, że póki co idzie mi świetnie. Otworzyłam Łorda, siedzę, popijam kawę i gapię się tępawo w monitor. A w tle pogrywają mi Fasolki... Hmm.</p>
<p style="text-align:justify;"><strong>C</strong>hyba jednak odłożę to dorastanie jeszcze na czas jakiś. Może do momentu, gdy skończę okrągłe ćwierć wieku? Pracę co prawda napisać muszę, ale z tą powagą nie spieszy mi się przecież. Nie pali się.</p>
<p style="text-align:center;"><img class="aligncenter" style="vertical-align:baseline;" src="http://userserve-ak.last.fm/serve/160/1919865.jpg" alt="" width="160" height="160" /></p>
<p style="text-align:justify;">•</p>
<p><em>Fantazja, fantazja, bo fantazja jest od tego,<br />
Aby bawić się, aby bawić się, aby bawić się na całego.</em></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Na spacerniaku]]></title>
<link>http://elcede.wordpress.com/?p=82</link>
<pubDate>Tue, 06 May 2008 16:28:07 +0000</pubDate>
<dc:creator>Mat</dc:creator>
<guid>http://elcede.wordpress.com/?p=82</guid>
<description><![CDATA[&#8220;Miłosć to nie pluszowy miś, ani kwiaty,
To też nie diabeł rogaty,
Ani miłosć, kiedy je]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align:right;"><span style="font-size:xx-small;"><em>"Miłosć to nie pluszowy miś, ani kwiaty,<br />
To też nie diabeł rogaty,<br />
Ani miłosć, kiedy jedno płacze, a drugie po nim skacze.<br />
Miłość to żaden film w żadnym kinie, ani róże,<br />
Ani całusy - małe, duże,<br />
Ale miłość, kiedy jedno spada w dół, drugie ciagnie je ku górze."</em><br />
happysad - Zanim pójdę</span></p>
<p style="text-align:justify;">Długie weekendy mają to to siebie, że są długie, sprzyjające spotkaniom i porośnięte skąpaną w rosie, długą, soczystą trawą. Taki był i ten. Rozpoczął się dość leniwie, tylko po to, żeby zakończyć się w równie, powolnym i spokojnym stylu. Ba - prze te kilka dni, leniwość razem z lenistwem stworzyły miksturę, która wylewała się z magicznego kotła.</p>
<p style="text-align:justify;">W sumie wszystko można by zamknąć w kilku słowach. Ale po co robić takie zrównoważenie formy i treści, skoro można polewać wszystko hektolitrami wody, czerpiąc z tego dużo zabawy i uprzykrzając życie innym, którzy muszą przez tę rzekę wodolejstwa i chaszcze ozdobników i postosłowia przejść? Lepiej wyciągnąć armię Bezsensowców zaopatrzonych we Wspaniałe Tarcze Ogłupienia, Paplające Tuniki Ochrony Przed Magią Ognia, oraz Gladiusy Znudzenia +2 i postawić ją przed oczami czytelnika, który bierze wszystkie te techniki odmóżdżające na klatki piersiowe swoich szarych komórek, tym samym mechapomarańczując się i z własnej woli organizując sobie własny i osobisty horror szoł jak ta lala.</p>
<p style="text-align:justify;">Jednak wracając do tego weekendu pięciodniowego i dość hedonistycznego, który skropił się kilkoma łzami, wieloma pocałunkami oraz deszczem majowym, muszę powiedzieć, że w końcu moje Bagno, które było do tej pory znane tylko w teorii, zostało odkryte w prawie, że w pełnej okazałości. Oczywiście, Bagno nie wyjawiło jeszcze wszystkich tajemnic. Niektórych nie znam nawet ja. No, ale ważnym jest, że w końcu ktoś może poświadczyć o moim zamieszkiwaniu bagien i miłości do gołębi. Kupomiotów.</p>
<p style="text-align:justify;">Co jeszcze się działo? Działo się wiele: rozprawianie o przyszłości i rodzinie podczas kolacji przy świecach i małym berbeciu, chodzenie po sklepach z damską odzieżą bez celu, tylko po to, żeby w końcu upodobnić się do siebie wzajemnie odzieżą wierzchnią, darowanie ładniejszych kolczyków, ciekawszych książek, pirackich filmów, chodzenie po parkach, ulicach, miastach, wsiach, chodnikach, do kina, jedzenie, picie, spanie, pisanie listów, śmianie się i płakanie, przygotowywanie nieumiejętne posiłków, szerzenie zajebistości. Działo się dużo, a zarazem tak niewiele. Bo czasu za mało. Pięć dni, cztery noce, mało snu, a jeszcze tak wiele chciałoby się móc zrobić. Może następnym razem. Oby następnym razem.</p>
<p style="text-align:center;"><em>Muchy - Najważniejszy dzień<br />
<span style='text-align:center; display: block;'><object width='425' height='350'><param name='movie' value='http://www.youtube.com/v/quYE75j4DH8'></param><param name='wmode' value='transparent'></param><embed src='http://www.youtube.com/v/quYE75j4DH8&rel=0' type='application/x-shockwave-flash' wmode='transparent' width='425' height='350'></embed></object></span></em></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Two minutes to midnight]]></title>
<link>http://robertszymczak.wordpress.com/?p=196</link>
<pubDate>Wed, 16 Apr 2008 12:30:18 +0000</pubDate>
<dc:creator>Robert Szymczak</dc:creator>
<guid>http://robertszymczak.wordpress.com/?p=196</guid>
<description><![CDATA[
&#8220;Chorus
The killers breed or the demons seed,
The glamour, the fortune, the pain,
Go to war a]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><img class="alignnone size-full wp-image-201" src="http://robertszymczak.wordpress.com/files/2008/04/galaxytail_stars1.jpg" alt="" width="324" height="293" /></p>
<p><em>"Chorus</em><br />
<em>The killers breed or the demons seed,<br />
The glamour, the fortune, the pain,<br />
Go to war again, blood is freedoms stain,<br />
But dont you pray for my soul anymore.<br />
2 minutes to midnight<br />
The hands that threaten doom.<br />
2 minutes to midnight<br />
To kill the unborn in the womb."</em></p>
<p><em>Iron Maiden "Two minutes to midnight"</em></p>
<p>Cudowny jest ten moment kiedy nie można zasnąć, nie dlatego, że się nie może, tylko, że się nie chce. Leży się wtedy, słucha tego co się w okół dzieje i jedyne czym się zajmujemy to istnieniem. Wbrew pozorom dzieje się dużo, zawsze w nocy dzieje się dużo. Kulawy diabeł skacze po dachach i zagląda bezczelnie przez okna, czarny kocur przebiega cicho, cichutko przez ulice, a  dawne bóstwa, których już nikt nie czci, wyją żałośnie do księżyca za dawnymi czasami. Co jakiś czas pod oknem przemknie jakiś wąpierz, żeby pójść do zapyziałego baru i napić się wódki, zabić nudę, którą daje wieczne życie. I tak przez całą noc, ty tylko leżysz i słuchasz i obserwujesz zamkniętymi oczami. Jak upiór, tylko brakuje opery.</p>
<p>Potem człowiek budzi się, wkłada płaszcz i buty ze stukającymi podeszwami (prawdziwe buty muszą mocno uderzać o chodnik) i wychodzi na świat słoneczny, świat spalinowy, świat żywcem wyjęty z <em>"La valse d'Amélie"</em> Yanna Tiersena, wypełniony muzyką akordeonu, szmerem naszych głosów, chrobotem Warszawy i radością serc. Idziemy raźnym krokiem przez miasto, schylamy lekko głowę przed okienkiem starej kamienicy, w której odpoczywa w kurzu diabeł i kruszymy trochę chleba, żeby rzucić okruchy gołębiom. Trójca święta swoją drogą, ale miejskim demonom też ofiarę wypada złożyć. Chce się żyć, chce się tańczyć walca, zanucić <em>"New york new york" </em>Sinatry i iść dalej. tup tup tup.</p>
<p>Wieczorem po ciężkim dniu stukamy podeszwami trochę mocniej, czując na plecach ciężar zmęczenia. Szalik wije się po ramionach, kurtka opada z sił i układa się na mnie do snu. Gołębi już nie ma, odleciały załatwiać swoje demoniczne sprawy, czarny kocur powoli przełazi z jednego dachu na drugi, a ja stukam coraz szybciej podeszwami. Stuk, puk, stuk, puk, chód, bieg, więc biegnę,  tańczę bieganego walca między kamienicami. Oddaje hołd powstańczym pomnikom, uśmiecham się do Pana z Gitarą i lecę dalej. Chyba gołębie mnie lubią.</p>
<p><img class="alignnone size-full wp-image-202" src="http://robertszymczak.wordpress.com/files/2008/04/golob0qd3.jpg?w=500" alt="" width="276" height="235" /></p>
<p>Wszechogarniający kosmos czy brukowana uliczka, północ czy południe, Lucyfer czy Gołąb i tak jest magicznie i tak się żyje. Nigdy nie będzie takiego życia ;)</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Wróbelki]]></title>
<link>http://bawidelka.wordpress.com/2007/12/30/wrobelki/</link>
<pubDate>Sun, 30 Dec 2007 14:01:17 +0000</pubDate>
<dc:creator>Mag</dc:creator>
<guid>http://bawidelka.wordpress.com/2007/12/30/wrobelki/</guid>
<description><![CDATA[Lubię długo parzyć herbatę. Przyglądać się, jak drobiny niczym ćmy wirują w bursztynowym p]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Lubię długo parzyć herbatę. Przyglądać się, jak drobiny niczym ćmy wirują w bursztynowym płynie przetykanym miodem i sokiem pomarańczowym, by już za chwilę roztopić się, niczym dmuchane ciastka na słońcu. Do tego nadgryziony piernik, przysypany lukrem, jak śniegiem, w głośnikach <i>Filandia</i> Świetlików i można przestrzenie zdobywać.</p>
<p>Lubię nawlekać na palce krówki ciągutki. Rozciągnąć je na całą szerokość, śmiejąc się i mrugając - rozlaznąć i nadąć, a potem robiąc z tej masy słodko-słodkiej nawijankę zedrzeć ją zębami i zakleić się do końca. Lubię też maczać takie krówki właśnie w gorącym płynie herbacianym, kroplić je, rozmiękczać, a potem przyklejać na język i seplenić, gdy przylepność ich jest tak wielka, że nie pozwala nawet na poważnie się przedstawić. Mahta jeztem.</p>
<p>Lubię także straszyć gołębie. Niehumanitarnie i nieetycznie bez powodu. Wyskoczyć na balkon, zaśmiać się z przytupem, rękoma wyczynić jakieś wygibańce i wznieść w powietrze tę chmarę osrańczo-gruchającą, która czai się tylko na to, żeby zabrać małym wróbelkom ziarenko, czy inne robaczątko. Na takie bestialstwo zaś godzić się nie mogę i godzić się nie będę. Wróbelek jest małą ptaszyną, Wróbelek istotka niewielka. Taki mały sens życia zawarty w szarzeniu porannym, gdzieś na granicy między zdobywaniem pożywienia, a piórczeniem się w taflach kałuż odbijających małe żyćka. Wróbelek to wstąpienie w esencjonalność. Więc gołębie, do jasnej cholery, a kysz! :)</p>
<p>Dziś lubię jeszcze, jak mi się uśmiech w kąciku ust kręci swawolnie i mimochodem. Bo jest to doniosły znak dla całego świata, że <i>można</i>, że <i>trzeba</i> i że nawet, jak czasem coś gdzieś gryzie albo kąsa, to najważniejsze zawsze pozostanie to samo. Z wróbelkiem na czele.</p>
<p>***</p>
<p>Ten świat jest piękny do obłędu. Nie żeby takim był, ale ja go takim widzę.<br />
Tak zwykł mawiać Bohumil Hrabal. A potem wypadł przez okno karmiąc gołębie.</p>
]]></content:encoded>
</item>

</channel>
</rss>
