<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><!-- generator="wordpress.com" -->
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	>

<channel>
	<title>filologia-polska &amp;laquo; WordPress.com Tag Feed</title>
	<link>http://wordpress.com/tag/filologia-polska/</link>
	<description>Feed of posts on WordPress.com tagged "filologia-polska"</description>
	<pubDate>Sat, 30 Aug 2008 09:58:44 +0000</pubDate>

	<generator>http://wordpress.com/tags/</generator>
	<language>en</language>

<item>
<title><![CDATA[3M]]></title>
<link>http://bawidelka.wordpress.com/?p=542</link>
<pubDate>Tue, 15 Apr 2008 08:33:43 +0000</pubDate>
<dc:creator>Mag</dc:creator>
<guid>http://bawidelka.wordpress.com/?p=542</guid>
<description><![CDATA[dedykowane studentom polonistyki
Drogę wytycza się idąc - zuchwale, niedbale, bez kosmicznego wym]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><em>dedykowane studentom polonistyki</em></p>
<p class="MsoNormal"><span style="color:#993366;">Drogę wytycza się idąc - zuchwale, niedbale, bez kosmicznego wymiaru przyszłości, zbędnych form, stylu, względnej płodności - materii, która pcha nas, jak wiatr, który zwykł pchać - zające chmur po  pasztecie nieba; - i przez ten jego spieczony pryzmat, mrugać i smarkać na życia miarę, na to, co zwykłe i to, co zastane.</span></p>
<p class="MsoNormal"><a href="http://bawidelka.files.wordpress.com/2008/04/collegium-maius.jpg"><img class="alignnone size-full wp-image-543" src="http://bawidelka.wordpress.com/files/2008/04/collegium-maius.jpg" alt="" width="400" height="256" /></a></p>
<p class="MsoNormal">Ulica Fredry wytycza się sama. Ciągle od nowa, ciągle od rana - ( choć w mym przypadku oj od południa, nie bądźmy śmieszni, przecież to studia), gwarna, tętniąca i roześmiana. Wysiadam zwykle na Teatralce, spódnica, włos blond, dłonie i palce, płaszcz, klaszcz w tramwaju, Collegium Maius! I chociaż mogę jeden przystanek przesiedzieć jeszcze w puszce blaszanej z numerem dziewięć, jeden i siedem, to wolę nogą podejść przed siebie.</p>
<p class="MsoNormal">Ulica Fredry - przyjemne metry.</p>
<p class="MsoNormal">Zaczynam tłumem, łokciem, bo umiem, i z mostu Nowy - kierunek Teatr, macham pociągom, we włosach nieład, a pod stopami żyły kolei, dudnią i tętnią, słońce się klei, do barier, kloszów, lamp i kaloszów, we wzorach dawnych, mostem wystawnych. ( Gdyby zabrakło dla mnie mieszkania, most ten zamawiam!). I tak od rana przemierzam szablon wzniesień miastowych, mijając parki, stajenki, głowy, co piwne - tlą się tuż pod pegazem, ciężkie i mokre za każdym razem. Dalej Mickiewicz w koszulce Lato, banda uczniaków, fontanna, zator na skrzyżowaniu tuż przed majusem, wszak na zajęcia spóźnić się muszę! Po lewej Wielki Teatr piosenki, satyry, grozy, <em>sanie i płozy</em>, opery, halki, jęczą kochanki pana Moniuszki, wcinam paluszki.</p>
<p class="MsoNormal">W końcu dochodzę, parkan, kiosk, słodzę, kawa na wynos ukryta w szatni, brak toalety, miast ławek nawy - więc jak w kościele ( w każdą niedzielę - choć doń nie łażę, Pan Bóg mnie skaże) cichnę i modlę się w wielkim skupieniu, nie przeczytawszy wstępu z BeeNu.</p>
<p class="MsoNormal">
]]></content:encoded>
</item>

</channel>
</rss>
