<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><!-- generator="wordpress.com" -->
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	>

<channel>
	<title>fabularnie &amp;laquo; WordPress.com Tag Feed</title>
	<link>http://wordpress.com/tag/fabularnie/</link>
	<description>Feed of posts on WordPress.com tagged "fabularnie"</description>
	<pubDate>Wed, 15 Oct 2008 22:16:21 +0000</pubDate>

	<generator>http://wordpress.com/tags/</generator>
	<language>en</language>

<item>
<title><![CDATA[Biuro rzeczy znalezionych]]></title>
<link>http://kafkarna.wordpress.com/?p=21</link>
<pubDate>Sat, 31 May 2008 09:34:01 +0000</pubDate>
<dc:creator>eSeN</dc:creator>
<guid>http://kafkarna.pl.wordpress.com/2008/05/31/biuro-rzeczy-znalezionych/</guid>
<description><![CDATA[Wtedy jeszcze nieomal na każdej stacji istniało takie miejsce. Klucz do niego miał zawiadowca, al]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><img class="alignleft" style="float:left;margin:2px;" src="http://img153.imageshack.us/img153/1882/czpacm3.jpg" alt="" width="230" height="307" /><span style="font-size:16pt;">W</span><span style="font-weight:normal;">tedy jeszcze nieomal na każdej stacji istniało takie miejsce. Klucz do niego miał zawiadowca, albo dyżurny ruchu, ten bowiem zawsze był na stacji. Na<span> </span>jednej z małych stacji, dyżurnym był mój dziadek. W małej drewnianej kasetce obok futryny drzwi, w którą był wbity gwoździk do wieszania grzałki, wisiały wszystkie stacyjne klucze. Były tam klucze od biur: od biura zawiadowcy, w którym mógłby choćby jakiś polski dyżurny stawiać stemple kolejowe na pupie polskiej kasjerki, do biura odpraw towarowych, do kasy biletowej, kasy bagażowej, magazynu, kanciapy Tackowiaka i wreszcie do biura rzeczy znalezionych. Biura, w którym nie urzędowali ludzie, ale kurz, robak, i zatęchły zapach starych rzeczy. Ludzie zaglądali tu tylko czasem. Gdy ktoś coś zostawił, albo gdy ktoś chciał tu coś odnaleźć. Wtedy jeszcze ludzie myśleli, że rzeczy same w sobie mogą istnieć, istnieć same dla siebie. Dziś rzeczy nie istnieją jako takie, zawsze mają właścicieli, mogą ich tylko szybko zmieniać. Wtedy jeszcze nieomal na każdej stacji istniało takie miejsce i można było w nich znaleźć wiele interesujących przedmiotów, a nawet uczuć.</span></p>
<h2 style="text-align:justify;"><span style="font-weight:normal;"> </span></h2>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Kraj którego nie ma (1)]]></title>
<link>http://kafkarna.wordpress.com/?p=20</link>
<pubDate>Wed, 23 Apr 2008 20:48:46 +0000</pubDate>
<dc:creator>eSeN</dc:creator>
<guid>http://kafkarna.pl.wordpress.com/2008/04/23/kraj-ktorego-nie-ma/</guid>
<description><![CDATA[Muszę się jednak przyznać do kilku rzeczy.
To jest trochę tak jakby szukać rzeczy tam, gdzie ic]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;">Muszę się jednak przyznać do kilku rzeczy.</p>
<p class="MsoBodyText" style="text-align:justify;">To jest trochę tak jakby szukać rzeczy tam, gdzie ich zupełnie nie ma. Bo przecież szaleństwem byłoby uznać ślad za to, co ślad ów zostawia. Pamiętam jeszcze o tym więc nie zwariowałem, chociaż to wszystko zaczyna przypominać jakiś obłęd. I to obłęd coraz mniej kontrolowany.</p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;"><!--[if !supportEmptyParas]--> <!--[endif]--></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;">Zastanawiam się z czym można to porównać. Obserwowali mnie od jakiegoś czasu. Najpierw za mną jechali. Stanęli za winklem domu i kukali jeden przez drugiego, co ja też robię takiego. To był jeden z tych starych domów jakie mijałem po drodze. Niektóre rozsypywały się czkając aż w ich murach wyrośnie trawa. Inne jak mantra mówiły te swoje „na prodej”.<span> </span>Było widać, że nikt nie chce od dawna ich  kupić. Ten przed którym się zatrzymałem był z grona tych pierwszych. Kolejne lata zdążyły przełamać dach, który teraz ledwo wisiał nad tym wszystkim. Właśnie pod tym dachem rozegrała się ta scenka.</p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;"><!--[if !supportEmptyParas]--> <!--[endif]--></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;">Tuż ponad porcelanowymi izolatorami stanowiącymi jedyny znak, że kiedyś dotarła tu cywilizacja, była kapliczka,<span> </span>a właściwie to, co po niej pozostało. I tym razem ślady okazały się trwalsze od konkretu, do którego widocznie czas ma łatwiejszy dostęp. Z tego wszystkiego, co zobaczyłem, wynikało, że stał tu kiedyś krzyż na którym on kiedyś wisiał. Pod krzyżem zaś miały stać dwie postaci. Nie będę zgadywał kim byli bo i tak to nic nie zmieni. Wyobrażam sobie to mniej więcej tak: któregoś dnia promienie słońca coraz bardziej wysuszały stare drewno, na drzazgi, na wiór, aż wypadły gwoździe, poprzeczna belka nie mogła się trzymać na słowo, słowo honoru, czy słowo co się ciałem stało, więc spadła, ci dwaj, ci dwoje, albo te dwie (w każdym razie te dwie postacie) znikły spod krzyża, razem z belką i rękami Boga. Bóg został sam. I nie tylko opuścili go ludzie, ale opuściły go także symbole. Nawet nie wiem co jest właściwie dla niego straszniejsze.<img class="alignright" style="float:right;margin:3px;" src="http://img402.imageshack.us/img402/354/krzyzyy3.jpg" alt="" width="255" height="327" /></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;"><!--[if !supportEmptyParas]--> <!--[endif]--></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;">Co do tych, co pod krzyżem stali, to najpierw myślałem, że po prostu ze stoickim spokojem opuścili Boga. Potem przyszło mi do głowy, że ta lecąca w dół belka mogła ich pociągnąć za sobą, a nawet zabić. Może była w tym odrobina heroizmu. Poszedłem szukać ich w trawie. Zachwaszczone było jak cholera. Na parapecie z cegieł, ponad którym w oknie pływały na żółtej firanie łabędzie, wygrzewały się dwie jaszczurki. Kiedy zbliżyłem się za bardzo uciekły przez szparę do domu. Kucnąłem i przeczesywałem trawę. Chłopcy, którzy mnie śledzili zdążyli wyjść zza węgła i podjechać swymi bicyklami na mostek, przez który przed chwilą przechodziłem. Ośmielili się. Nie ma przecież potrzeby ukrywać się przed kimś kto zachowuje się jak wariat. Znalazłem belkę i przybite do niej ręce Boga. Ludzi nie było. To wszystko wprawiło mnie w jeszcze większe zakłopotanie. Bo albo oni sobie poszli, albo ktoś ich znalazł, ale jeśli tak, to czemu porzucił belkę i ręce Boga? A może zgnili. Przecież w konfiguracji Bóg – symbol – człowiek, przynajmniej teoretycznie, Bóg powinien być najtrwalszy, zaś człowiek najszybciej odchodzić w niebyt.</p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;"><!--[if !supportEmptyParas]--> <!--[endif]--></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;">Jakkolwiek by nie było tych dwóch młodych Czechów patrzyło na mnie nie tylko z zainteresowaniem, ale i niekłamanym politowaniem. Potem pojechali mnie śledzić dalej.</p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;">
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[W starym kinie]]></title>
<link>http://kafkarna.wordpress.com/?p=10</link>
<pubDate>Fri, 18 Apr 2008 14:58:30 +0000</pubDate>
<dc:creator>eSeN</dc:creator>
<guid>http://kafkarna.pl.wordpress.com/2008/04/18/w-starym-kinie/</guid>
<description><![CDATA[Przez środek ulicy szedł mężczyzna z cylindrem na głowie. Szedł wymachując laską. Zupełnie ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;"><strong><span style="font-size:16pt;">P</span></strong>rzez środek ulicy szedł mężczyzna z cylindrem na głowie. Szedł wymachując laską. Zupełnie nie zważając na takt muzyki, dzięki której powinien przecież nabrać elastycznego kroku tańcgibka, walił z buta przed siebie. A potem właził ten paralityk do kina, w którym siedział jakiś stary facet podobny do Jaruzelskiego i przez dziesięć minut opowiadał o czymś, co za chwile miało pojawić się na ekranie. Gadał mądrze, długo i monotonnie jak przystało na niedziele. Siedzieliśmy naprzeciwko niego. Nasze nogi nie dostawały do ziemi. Jak się nie ma kontaktu z ziemią to trudno się na czymś skoncentrować. W tym przypadku oczywiste jest, że pan statyczny jak świecznik tuż za nim, nie mógł liczyć na zainteresowanie. Babcia kręciła się w kuchni przy rosole. Rodzice wychodzili na dymka, a my nie wiedzieliśmy co zrobić z rękami. Jak już stary gadał zbyt długo to zdarzało się że któryś z nas wyłapał piąchą od drugiego. Któregoś tam dnia babcia dała nam ten album tylko po to żeby nas uspokoić. W kilka tygodni okazało się, że stary zasuwał z tego szklanego pudełeczka o naszym albumie. Byli tam żołnierze w mundurach, młode damy zbierające kwiaty, faceci w ciemnych płaszczach i kapeluszach na głowie, cwaniacy palący papierosy, czarne motocykle i czarne lokomotywy, kolejarze, lotnicy, marynarze, romantycy z fajkami w zębach i książką, w pozie nóżka na nóżkę, kandelabry, rowery, konie, ciemne uliczki, mężczyźni wyglądający na cinkciarzy, był nawet Hitler, który później okazał się naszym pradziadkiem. Wtedy zaczęliśmy oglądać uważniej filmy z cyklu „W starym kinie”. Wszystko po to by później siąść i układać dialogi, tworzyć fabuły, z albumu robić komiks. Nigdy nie zdarzyło się nam by któryś dostał w ryja nad albumem.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[California 2019r.]]></title>
<link>http://przemeke.wordpress.com/2007/11/22/9/</link>
<pubDate>Thu, 22 Nov 2007 17:18:07 +0000</pubDate>
<dc:creator>przemeke</dc:creator>
<guid>http://przemeke.pl.wordpress.com/2007/11/22/9/</guid>
<description><![CDATA[Byl uroczy, sloneczny dzien. 13 letni Franek, emigrant z Polski z tesknieniem wypatrywal brzozek i w]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Byl uroczy, sloneczny dzien. 13 letni Franek, emigrant z Polski z tesknieniem wypatrywal brzozek i wierzb na horyzoncie. Zasmuony faktem ich braku rozgladal sie za otaczajacymi go amerykanskimi dziewczynami. A bylo na co popatrzec.<br />
-Czesc, jak sie masz? - Zapytal Franek nienaganna angielszczyzna z nietutejszym akcentem (w 2020 polskie szkoly uczyly angielskiego a nie samej zbednej gramatyki).<br />
-Kim jestes?<br />
-Jestem Franek. Chcesz zostac moja dziewczyna?<br />
-Nie rozumiem.<br />
-No czy zostaniesz moja dziewczyna. Bede cie trzymal za reke, kupowal lody waniliowe, opowiadal wiersze i bronil cie bede.<br />
-Masz na mysli partnerke seksualna?<br />
-Nie mowilem nic o seksie.<br />
-To by nie bylo seksu miedzy nami?<br />
-Nie wiem, moze. Ale czy to takie wazne?<br />
-Nie wiem, moze, a nie? - Dziewczyne bardzo zdziwil, ten nietutejszy chlopak o okraglych rysach i pieknym, szczerym slowianskim usmiechu (chodz oczywiscie nie wiedziala, ze to co widzi nazwane jest szczerym slowianskim usmiechem).<br />
-Moja tata mowi, ze na seks przyjdzie kiedys czas. Ze narazie wazne sa lody waniliowe i spacery.<br />
-A kto to jest tata?<br />
-Nie wiesz kto to jest tata?<br />
-Taki pan co podwozi mnie do szkoly codziennie?<br />
-Zapytaj sie mamy, ona wie.<br />
-Nie mam mamy. To znaczy jest taka pani i taki pan, i jak bylam mala to mowilam na nich mama i tata ale u nas juz tak nie wolno.<br />
-Motyla noga! - zdziwil sie Franek - jak to?<br />
-No nie mozna i tyle. Smiesznie mowisz, skad jestes?<br />
-Z Polski. To w Europie. Wiesz gdzie to?<br />
-Niee.<br />
-To ci opowiem kiedys.<br />
-Dobra. Czy juz jestem twoja dziewczyna?<br />
-Chyba tak. Idziemy do parku?<br />
-Nie wiem. A po co?<br />
-Bo parki sa ladniejsze niz drogi. Bo ptaki sa fajniejsze niz samochody, a kwiaty przyjemniejsze niz spaliny. Tak mowi dziadek.<br />
-To chodz!.. Jaki dziadek?<br />
-No dziadek, tato mojego taty. A co, ty juz nie masz?<br />
-Nie mam. Moja opiekunka.. - dziewczynka obrocila sie nerwowo wokol siebie - Moja mama powiedziala, ze jej tato ma juz dosc i jedzie do szpitala w ostatnia podroz. I juz go nie widzialam.<br />
-Przykro mi. Moj dziadek zyje i nawet kasztany zbiera.<br />
-A co bedziemy potem robic? Zbierac kasztany?<br />
-Tu chyba nie ma kasztanow. Ale moge ci nazrywac kwiatkow.<br />
-Ale potem potem.<br />
-Kiedy potem.<br />
-No jak juz duza bede i ty duzy bedziesz.<br />
-No na przyklad mozesz zostac moja Zona.<br />
-Zona?<br />
-No jasne.<br />
-A co to znaczy.<br />
-To samo co teraz, ale z Bogiem. I bede mogl cie calowac. - Franek, mimo, ze chlopakiem byl bystrym jak na swoj wiek i tak sie nieco zaczerwienil.<br />
-Aha. A ja nie wierze w Boga. Chyba.<br />
-Jak to?<br />
-No bo w szkole mowili, ze Boga nie ma.<br />
-Bog jest. Popatrz tam.<br />
-Na co.<br />
-Na wszystko.<br />
-Nie rozumiem.<br />
-Zrozumiesz. Chodz.</p>
<p>Z dedykacja dla pana gubernatora Californii, Arnolda Schwartzeneggera, ktory to podpisal ustawe zakazujaca uzywania w podrecznikach szkolnych taki slow jak 'mama', 'tata' czy 'maz' i 'zona'. A wszystko to aby nie urazic pedalow. Brawo panie "Republikaninie". Teraz chlopcy moga uzywac szatni dziewczynek (jezeli ma taka potrzebe) i odwrotnie, ale bedzie "rownosc" plci, co nie? Czy za kilkanascie lat za zdanie "normlana rodzina to kochajacy sie mezczyzna i kobieta oraz ich dzieci" pojdzie sie do wiezienia? Bo posade nauczycielska stracisz juz dzis.</p>
<p ALIGN="center"><a HREF="http://przemeke.wordpress.com/files/2008/01/raising_gay_flag.jpg" TITLE="raising_gay_flag.jpg"><img SRC="http://przemeke.wordpress.com/files/2008/01/raising_gay_flag.jpg" ALT="raising_gay_flag.jpg" /></a></p>
]]></content:encoded>
</item>

</channel>
</rss>
