<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><!-- generator="wordpress.com" -->
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	>

<channel>
	<title>egzystencja-w-epizodach &amp;laquo; WordPress.com Tag Feed</title>
	<link>http://wordpress.com/tag/egzystencja-w-epizodach/</link>
	<description>Feed of posts on WordPress.com tagged "egzystencja-w-epizodach"</description>
	<pubDate>Wed, 08 Oct 2008 08:10:05 +0000</pubDate>

	<generator>http://wordpress.com/tags/</generator>
	<language>en</language>

<item>
<title><![CDATA[@]]></title>
<link>http://agnieszkabe.wordpress.com/?p=60</link>
<pubDate>Sun, 03 Aug 2008 13:58:39 +0000</pubDate>
<dc:creator>agnieszkabe</dc:creator>
<guid>http://agnieszkabe.pl.wordpress.com/2008/08/03/60/</guid>
<description><![CDATA[Wirtualną miłość przeżywają tylko najwięksi tchórze. To nierealne k o c h a m c i ę. Prawdz]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Wirtualną miłość przeżywają tylko najwięksi tchórze. To nierealne <br><strong>k o c h a m c i ę</strong>. Prawdziwy ból w mostku wywołany wizjami, czyli wielokrotnymi kłamstwami. Każda ze stron kłamie, bo odsłania tylko małą niewidzialną cząstkę siebie, mogąc ją dowolnie dostosować. Dodatkowo z tego ułamka wirtualnej osobowości odbiera tylko to, co chce przyjąć do wiadomości, resztę zapełniając pierworzędną konfabulacją. Tworzy się bajkowy obraz ideału o fizyczności od gruntu stworzonej przez wyobraźnię, w dodatku zdezorientowaną. W konsekwencji można odczuć substytut miłości do kogoś (czegoś?), kto (co?) nie istnieje. Nieprawdziwość zakrywa się stwierdzeniem: to coś więcej. To miłość tak czysta, że wydaje się inna. To połączenie dusz. Dusz. Dusz. To magia. Niech to nigdy nie mija.</p>
<p>Ale wirtualne zauroczenie (nie używajmy większych słów) dane jest przeżyć tak silnie tylko raz. Bo okazuje się, że każdy jest zdolny do bycia kimś wspaniałym na kilka smsowych sekund, na odległość, na ekranie, gdy nie ma zagrożenia zdemaskowaniem. Teoretycznie każdy uliczny cham i nieudacznik może być tym jedynym, magicznym królewiczem na białym smsowym rumaku. Na jakie poświęcenia jest gotów? Na to, że zamilknie na parę dni? Przynajmniej zaoszczędzi.</p>
<p>Wreszcie znalazłam odpowiedź. NIE MOŻNA ŻYĆ SAMĄ BEZCIELESNĄ NIEWYPOWIEDZIANĄ WYOBRAŹNIĄ. To nie jest życie, to nędzna wegetacja. Dodatkowo uzależnia jak narkotyk, zamyka człowieka w czterech pancernych ścianach. Jaki los czeka tych, którym nigdy nie uda się z nich wydostać?</p>
<p> </p>
<p><strong><span style="text-decoration:line-through;">zbawienie.</span></strong> <em>jakie to szczęście że cię pożegnałam!</em></p>
<h6>Jakie to szczęście, że w końcu przejrzałam:*</h6>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[2]]></title>
<link>http://agnieszkabe.wordpress.com/?p=58</link>
<pubDate>Fri, 04 Jul 2008 21:10:47 +0000</pubDate>
<dc:creator>agnieszkabe</dc:creator>
<guid>http://agnieszkabe.pl.wordpress.com/2008/07/04/2/</guid>
<description><![CDATA[Nie wybieram żadnego z was, moje dwa zderzone ze sobą przypadkowo światy. Każdy z was czyni mnie]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Nie wybieram żadnego z was, moje dwa zderzone ze sobą przypadkowo światy. Każdy z was czyni mnie szczęśliwą tylko do pewnego stopnia. Nie potrafię rzucić się głową w przepaść, bo wiem, że niczego w niej nie odnajdę.</p>
<p>Za każdym razem, gdy myślę, że w kimś tak samo gryzą się dwie rzeczywistości okazuje się, że istnieje ściana z pancernego szkła, która zmusza mnie do opowiedzenia się po jednej ze stron. I chociaż widać przez nią drugi świat, on już na zawsze musiałby pozostać nieosiągalny.</p>
<p>Który z was jest lepszy? W jednym gości głośny śmiech, praca, nauka, zabawa. Wszystkiego można dotknąć, a miłość istnieje tylko po to, by zawrzeć przyzwoity związek małżeński. W drugim nic nie jest takie, na jakie wygląda, zbudowany jest dzięki zamkniętym oczom i drodze do gwiazd. Ale żaden nie jest jednoznacznie właściwy i dobry, dlatego nikt nie może stawiać mnie przed kategorycznym wyborem!</p>
<p>Szczęście może osiągnąć tylko ktoś tkwiący w jednej rzeczywistości. Fragmenty przeplatają się w każdym, ale są tylko błyskami, które uskrzydlają lub rzucają o ziemię. Jeśli otworzą oczy na dualizm, człowiek już zawsze pozostanie rozdarty. Lepiej by były ulotnymi chwilami, które pozwalają na powrót do własnej bajki.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[powracające przed oczami...]]></title>
<link>http://agnieszkabe.wordpress.com/?p=57</link>
<pubDate>Sat, 21 Jun 2008 06:50:54 +0000</pubDate>
<dc:creator>agnieszkabe</dc:creator>
<guid>http://agnieszkabe.pl.wordpress.com/2008/06/21/powracajace-przed-oczami/</guid>
<description><![CDATA[Napisać wiersz. Zadedykować ukochanej.
Zmienić ukochaną. Zmienić dedykację.
]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Napisać wiersz. Zadedykować ukochanej.</p>
<p>Zmienić ukochaną. <em>Zmienić dedykację.</em></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Motylku...]]></title>
<link>http://agnieszkabe.wordpress.com/?p=55</link>
<pubDate>Tue, 03 Jun 2008 20:22:47 +0000</pubDate>
<dc:creator>agnieszkabe</dc:creator>
<guid>http://agnieszkabe.pl.wordpress.com/2008/06/03/motylku/</guid>
<description><![CDATA[&#8230;mój o skrzydłach skroplonych złotą rosą zastygły w ciągłym wznoszeniu! Czy dotrzesz d]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>...mój o skrzydłach skroplonych złotą rosą zastygły w ciągłym wznoszeniu! Czy dotrzesz do ciepłych dłoni, delikatnie kropla po kropli zbierających błyszczące łzy i zamykających je w szkatułce swojego serca? Czy lecisz znając cel jedyny? Może skrzydłami porusza wiatr?  Czy żyjesz tylko we mgle o świcie, w zapachu kwiatów, pośród deszczu gwiazd? Czy przetrwasz gromy i błyskawice? Jak wiele brylantów udźwigniesz? Czy Twe filigranowe serduszko nie rozleci się w pył?</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[miłosny horyzont]]></title>
<link>http://agnieszkabe.wordpress.com/?p=53</link>
<pubDate>Thu, 17 Apr 2008 20:13:54 +0000</pubDate>
<dc:creator>agnieszkabe</dc:creator>
<guid>http://agnieszkabe.pl.wordpress.com/2008/04/17/milosny-horyzont/</guid>
<description><![CDATA[Przedziwna nagła pełnia otoczenia, mnogość tematów, bogactwo dźwięków, barwność świata. W]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Przedziwna nagła pełnia otoczenia, mnogość tematów, bogactwo dźwięków, barwność świata. Wszystko to odsłania się czy wręcz pojawia na nowo, gdy horyzontu nie przesłania bezmyślna pogoń za uczuciem.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[A jednak]]></title>
<link>http://agnieszkabe.wordpress.com/?p=51</link>
<pubDate>Sun, 16 Mar 2008 16:59:29 +0000</pubDate>
<dc:creator>agnieszkabe</dc:creator>
<guid>http://agnieszkabe.pl.wordpress.com/2008/03/16/a-jednak-2/</guid>
<description><![CDATA[Na zawsze już będziemy ze sobą tak, że nie. Takie małe wspólne niebycie. Ja już im bardziej c]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Na zawsze już będziemy ze sobą tak, że nie. Takie małe wspólne niebycie. Ja już im bardziej chcę, tym dalej staram się być. To zabiegi podświadome, odruchy bezwarunkowe. Tak nauczyłam się z Tobą żyć, być nie żyć. Co więcej, potrafię z tego czerpać radość garściami. Nawet serce bije spokojnie, miarowo. Czasami tylko bywam smutna, ale coraz rzadziej. Cieszę się z bycia nikim. Nasza malutka niema umowa. I upewnianie się w tym, jak niewiele dla siebie znaczymy.</p>
<p>Jakie to wszystko głupie.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[A jednak]]></title>
<link>http://agnieszkabe.wordpress.com/2008/02/24/a-jednak/</link>
<pubDate>Sun, 24 Feb 2008 09:16:37 +0000</pubDate>
<dc:creator>agnieszkabe</dc:creator>
<guid>http://agnieszkabe.pl.wordpress.com/2008/02/24/a-jednak/</guid>
<description><![CDATA[Wydawało się że nie zawsze
do samego końca
że nigdy już
bo przecież ważna sprawa
jeśli mił]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Wydawało się że nie zawsze<br />
do samego końca<br />
że nigdy już</p>
<p>bo przecież ważna sprawa<br />
jeśli miłość - to nie stąd dotąd</p>
<p>a przyszła jedna chwila<br />
taka sobie nijaka<br />
wywróciło się wszystko<br />
o nic</p>
<p><em>ks. Jan Twardowski</em></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[SK]]></title>
<link>http://agnieszkabe.wordpress.com/2008/01/04/sk/</link>
<pubDate>Fri, 04 Jan 2008 17:21:16 +0000</pubDate>
<dc:creator>agnieszkabe</dc:creator>
<guid>http://agnieszkabe.pl.wordpress.com/2008/01/04/sk/</guid>
<description><![CDATA[.
]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Och, bu i inne.]]></title>
<link>http://agnieszkabe.wordpress.com/2007/12/07/och-bu-i-inne/</link>
<pubDate>Fri, 07 Dec 2007 17:38:28 +0000</pubDate>
<dc:creator>agnieszkabe</dc:creator>
<guid>http://agnieszkabe.pl.wordpress.com/2007/12/07/och-bu-i-inne/</guid>
<description><![CDATA[Do czego prowadzi wieczne umartwianie się? Podchodzenie do wszystkiego jak do kary? Odmawianie sobi]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Do czego prowadzi wieczne umartwianie się? Podchodzenie do wszystkiego jak do kary? Odmawianie sobie tego, na co ma się ochotę a potem oglądanie swojej smutnej twarzy w lustrze? Coś trzeba osiągnąć, z czegoś zrezygnować, by móc częściej się uśmiechać i skakać do nieba.</p>
<p>*</p>
<p>Jeszcze niedawno spytałabym się dziewczyny płaczącej przez chłopca: dlaczego tak właściwie, po jaką cholerę? Powiedziałabym, że nie warto. Ba, byłabym przekonana, że jest niespełna rozumu. Jeszcze niedawno nie czułam żadnego szmeru i łaskotania w sercu, mimo to goniłam uparcie i jak najszybciej do celu, który coraz bardziej się oddalał. Teraz już odzyskałam przywilej odczuwania i rozpaczania nad drobnym gestem. Śmiech zamieniony w lament i znowu w radość i wszystko to w kilka sekund. Drepczę sobie wokół jednego punktu, którego nigdy nie osiągnę. Nie twierdzę, że jest mi dobrze, ale zyskałam przebłysk człowieczeństwa, wciąż nierozwiniętego i introwertycznego.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Do albumu]]></title>
<link>http://agnieszkabe.wordpress.com/2007/11/16/do-albumu/</link>
<pubDate>Fri, 16 Nov 2007 06:31:33 +0000</pubDate>
<dc:creator>agnieszkabe</dc:creator>
<guid>http://agnieszkabe.pl.wordpress.com/2007/11/16/do-albumu/</guid>
<description><![CDATA[nie czekaj na wzajemność
telefon i róże
gdy ciebie nie chcą
nie piszcz nie szlochaj
najważniej]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>nie czekaj na wzajemność<br />
telefon i róże<br />
gdy ciebie nie chcą<br />
nie piszcz nie szlochaj</p>
<p>najważniejsze przecież że ty kogoś kochasz</p>
<p>czy wiesz<br />
ze łzy się śmieją kiedy są za duże</p>
<p><em>ks. Jan Twardowski<br />
</em></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[spirala czasu]]></title>
<link>http://agnieszkabe.wordpress.com/2007/11/03/spirala-czasu/</link>
<pubDate>Sat, 03 Nov 2007 18:41:05 +0000</pubDate>
<dc:creator>agnieszkabe</dc:creator>
<guid>http://agnieszkabe.pl.wordpress.com/2007/11/03/spirala-czasu/</guid>
<description><![CDATA[Koło powoli się zamyka, wąż Uroboros zatapia zęby we własnym ogonie. Wierzę, że w każdym mo]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Koło powoli się zamyka, wąż Uroboros zatapia zęby we własnym ogonie. Wierzę, że w każdym momencie naszego życia kryje się przeszłość, teraźniejszość i przyszłość.</p>
<p>Listopad, pełen obrót. Spotkały się dwie chwile w innym miejscu, w innym czasie. W tej samej osobie, tak różnej od tej sprzed roku.</p>
<p>W dorosłość wkroczyłam ze łzami. Były to łzy pierwsze i chyba ostatnie. Uniosły mnie wysoko, widzę życie z zupełnie nowej perspektywy. Jestem spokojniejsza.</p>
<p>Nie mam żadnej pamiątki z tegorocznej jesieni. Żadnych luźnych kartek zapisanych przelotnymi myślami. Pustka. Zmartwienie.</p>
<p>Mam za to tomik poezji w dłoni. Wiele pytań w głowie. Uśmiech na ustach. Toń w szarym oku.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[na smyczy]]></title>
<link>http://agnieszkabe.wordpress.com/2007/10/17/na-smyczy/</link>
<pubDate>Wed, 17 Oct 2007 17:11:30 +0000</pubDate>
<dc:creator>agnieszkabe</dc:creator>
<guid>http://agnieszkabe.pl.wordpress.com/2007/10/17/na-smyczy/</guid>
<description><![CDATA[Szczekać nie za bardzo można. Przy nodze stój. I ciągnij nas do przodu. Przypniemy ci ładną ko]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Szczekać nie za bardzo można. Przy nodze stój. I ciągnij nas do przodu. Przypniemy ci ładną kokardkę na uszko, na szyjkę, na nóżkę. Różową. Piękna, nieprawdaż?</p>
<p>Cieszysz się, czyż nie? Nie każemy ci jej zdejmować, nie martw się. Postaramy się, byś miała ją jak najdłużej. Dobrze ci z nią przecież. Nigdy nie będzie lepiej!</p>
<p>Ona już wrosła w ciało. Gdy jestem za daleko ściska gardło tak, że nie można oddychać. Z bliska też poddusza. Stopniowo i okrutnie.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[face to face]]></title>
<link>http://agnieszkabe.wordpress.com/2007/09/25/face-to-face/</link>
<pubDate>Tue, 25 Sep 2007 17:46:09 +0000</pubDate>
<dc:creator>agnieszkabe</dc:creator>
<guid>http://agnieszkabe.pl.wordpress.com/2007/09/25/face-to-face/</guid>
<description><![CDATA[Boimy się Ciebie panicznie. Do krwi zagryzamy palce. Dławimy się spazmami płaczu. Nie śpimy po ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Boimy się Ciebie panicznie. Do krwi zagryzamy palce. Dławimy się spazmami płaczu. Nie śpimy po nocach. Ze strachu nawet o Tobie nie myślimy. Mówimy sobie: cierpię, ale to przecież nic w porównaniu z bólem, jaki byś mi zadała! Wmawiamy sobie, że nie istniejesz. W naszych wizjach jesteś katem, który wykona wyrok bez litości. Wiemy, że nie wytrzymamy bezpośredniego kontaktu. Wyssiesz z nas szczęście. Nadzieję. Życie.</p>
<p>Tymczasem pojawiasz się bez zapowiedzi. Nie masz smaku ani koloru. Przyjmujemy Cię do wiadomości. Nasze życie się nie kończy, a wręcz odradza się. Uwolnieni od straszliwych wytworów wyobraźni, zaczynamy cieszyć się tym, co mamy. Dostrzegamy piękno świata. Nie wisi nad nami wyrok. Nic już nie wyciska łez z oczu ani nie spędza snu z powiek.</p>
<p>To my stwarzamy Twój demoniczny obraz, <strong>Prawdo</strong>. Sami budujemy swoje piekło w oczekiwaniu na Ciebie.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[co czujesz?]]></title>
<link>http://agnieszkabe.wordpress.com/2007/09/13/co-czujesz/</link>
<pubDate>Thu, 13 Sep 2007 20:56:49 +0000</pubDate>
<dc:creator>agnieszkabe</dc:creator>
<guid>http://agnieszkabe.pl.wordpress.com/2007/09/13/co-czujesz/</guid>
<description><![CDATA[Wiesz, szczęście wymyka nam się z rąk. Dopiero, gdy ucieknie zdajemy sobie sprawę z tego, że n]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Wiesz, szczęście wymyka nam się z rąk. Dopiero, gdy ucieknie zdajemy sobie sprawę z tego, że nim było.</p>
<p>Wiesz, za bardzo nie doceniasz tego, co masz. A to może się skończyć w każdej chwili. Wystarczy nieuważny ruch i wszystko pryśnie. Wtedy będziesz płakać długo i rzewnie, bo będzie już za późno i to tylko o <strong>jedną sekundę</strong>.</p>
<p>Dla człowieka czasami jest o jeden malutki kroczek czy włosek za dużo. Wytrzyma ból,  zdradę, śmierć bliskich. Załamie się, gdy uslyszy jedno nieprzychylne słowo, uchwyci obojętne spojrzenie. Nigdy nie wiesz, co zrani do krwi. Zabije nadzieję.</p>
<p><strong>Nigdy.</strong></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Cóż.]]></title>
<link>http://agnieszkabe.wordpress.com/2007/06/18/coz/</link>
<pubDate>Mon, 18 Jun 2007 20:56:10 +0000</pubDate>
<dc:creator>agnieszkabe</dc:creator>
<guid>http://agnieszkabe.pl.wordpress.com/2007/06/18/coz/</guid>
<description><![CDATA[Otwieram więc oczy i widzę już w blasku słońca głębokie bagno, nad którym unosi się zgniły]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Otwieram więc oczy i widzę już w blasku słońca głębokie bagno, nad którym unosi się zgniły fetor. Cóż, te niewysłane wiadomości to pytania retoryczne. Znaki na niebie i ziemi istnieją. Intuicja też nie myli. Znowu trzeba uderzyć bolącą już głową o ścianę, tak samo grubą i twardą jak zawsze.</p>
<p>Nie ma już siły ani pomysłów. Trzeba czekać. Rękoma od czasu do czasu poruszyć, by nie udławić się śmierdzącą mazią. Zapach da się znieść.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Dlaczego?]]></title>
<link>http://agnieszkabe.wordpress.com/2007/06/03/dlaczego/</link>
<pubDate>Sun, 03 Jun 2007 08:21:22 +0000</pubDate>
<dc:creator>agnieszkabe</dc:creator>
<guid>http://agnieszkabe.pl.wordpress.com/2007/06/03/dlaczego/</guid>
<description><![CDATA[Po przebudzeniu dopadło pannę Agnieszkę pytanie: Dlaczego? Być może spróbowałaby na nie odpow]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Po przebudzeniu dopadło pannę Agnieszkę pytanie: Dlaczego? Być może spróbowałaby na nie odpowiedzieć, mimo małej szansy na uchwycenie sensu. Być może podjęłaby się tego zadania, gdyby to pytanie pojawiło się ni stąd ni zowąd, po raz pierwszy, z zaskoczenia. Pytanie to jednak zadomowiło się w porankach panny Agnieszki na tyle, że zdziwiłaby się, gdyby nie powitało jej tuż po otwarciu oczu.</p>
<p>Panna Agnieszka przeciągnęła się i wyszła z łóżka. Podeszła do okna, szybkim ruchem ręki odsunęła firankę i wyjrzała. Zawsze, gdy pojawiało się znajome pytanie, niebo było zachmurzone. I tym razem jej nie zawiodło - bure chmury szczelnie spowijały odległy błękit. Słońce próbowało się przez nie przebić, lecz panna Agnieszka mogła sobie tylko wyobrazić jak pięknie świeciłoby na bezchmurnym firmamencie.</p>
<p>Dialog z niebem, choć szczery i nie dający wiele nadziei, wcale nie zniechęcał panny Agnieszki. "W końcu każdy ma takie niebo, na jakie zasłużył" - pomyślała. "Ale kto powiedział, że wiatr nigdy nie rozwieje chmur?"</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[nic. nigdy.]]></title>
<link>http://agnieszkabe.wordpress.com/2007/05/27/nic-nigdy/</link>
<pubDate>Sun, 27 May 2007 20:10:35 +0000</pubDate>
<dc:creator>agnieszkabe</dc:creator>
<guid>http://agnieszkabe.pl.wordpress.com/2007/05/27/nic-nigdy/</guid>
<description><![CDATA[Spotkałam dziś po drodze drzewo Mojej Jedynej Miłości. Przytuliłam się do niego kiedyś, tylko]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Spotkałam dziś po drodze drzewo Mojej Jedynej Miłości. Przytuliłam się do niego kiedyś, tylko raz, pamiętam. Teraz chcę wgryźć się zębami w jego korę, paznokciami rozdrapać pień, sprawdzić co jest w środku. Mijam je zawsze, rzadko zatrzymując myśli na dłużej. Dziś chciałam dotknąć. Przecież stoi i będzie stało. Ale nie potrafiłam go odróżnić od innych brzóz rosnących w lesie.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[nauka]]></title>
<link>http://agnieszkabe.wordpress.com/2007/05/17/nauka/</link>
<pubDate>Thu, 17 May 2007 19:11:27 +0000</pubDate>
<dc:creator>agnieszkabe</dc:creator>
<guid>http://agnieszkabe.pl.wordpress.com/2007/05/17/nauka/</guid>
<description><![CDATA[Cierpliwości i pokory uczę się dotykiem szkła i metalu. Ich linie papilarne są wyczuwalne, wyst]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Cierpliwości i pokory uczę się dotykiem szkła i metalu. Ich linie papilarne są wyczuwalne, wystarczy mocno chcieć. Nawet plastik może być ciepły, a ciekły kryształ uśmiechnięty. Mogą pulsować z moją skronią. Najbardziej trzeba być niczym, można wtedy oddychać pełną piersią, nie garbić się. Kiedy indziej zwijać się w bólu, miotać się bezszelestnie. W bólu tym odpoczynek, bo ból to znajomy, przyjaciel dnia codziennego. Dzień po dniu trzeba go przegryzać, po stoczonej bitwie utrzymywać wysoko powieki. I cieszyć się z przywileju walki. Gdy rzęsy już splotą się, można patrzeć i uśmiechać się do woli. Dotykać.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[tyk tyk]]></title>
<link>http://agnieszkabe.wordpress.com/2007/05/10/tyk-tyk/</link>
<pubDate>Thu, 10 May 2007 20:12:32 +0000</pubDate>
<dc:creator>agnieszkabe</dc:creator>
<guid>http://agnieszkabe.pl.wordpress.com/2007/05/10/tyk-tyk/</guid>
<description><![CDATA[Minuty ciągną się jak guma, sklejają w bezkształtną masę, rozwlekają coraz szerzej, przywier]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Minuty ciągną się jak guma, sklejają w bezkształtną masę, rozwlekają coraz szerzej, przywierają do brzegów chwili. Otaczają z każdej strony, obejmują ciepłe ramiona, ściskają serdecznie. Brak powoli powietrza, ginie chwila w żelaznym uścisku, uduszona olbrzymim tworem. Niekiedy zdoła jeszcze przed śmiercią zakwilić, podskoczyć nerwowo, zapłakać nad swym marnym losem. Przyspiesza cały proces, udaje wolną wolę. Dławi się własnym płaczem.</p>
<p>Spazmy nasze codzienne, niewidoczne, choć to w nas coś umarło. W kółko te same śmierci, coraz rzadsze pogrzeby czy choćby łza uroniona. A cmentarzysko coraz większe, większe, ma tą właściwość, że im większe, tym słabiej widoczne. Od czasu do czasu potknięcie o drzewko, co wyrosło na szczątkach.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[kleptomania]]></title>
<link>http://agnieszkabe.wordpress.com/2007/04/09/kleptomania/</link>
<pubDate>Mon, 09 Apr 2007 11:29:39 +0000</pubDate>
<dc:creator>agnieszkabe</dc:creator>
<guid>http://agnieszkabe.pl.wordpress.com/2007/04/09/kleptomania/</guid>
<description><![CDATA[Grawitacja zbyt gwałtowna, masa wielka, plackiem leżę na lekko już zazielenionej trawie. I jak t]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><font size="2">Grawitacja zbyt gwałtowna, masa wielka, plackiem leżę na lekko już zazielenionej trawie. I jak tu wstać i odlecieć? Ciśnienie napiera, wciska w ziemię, wgniata w jezioro. Tak tonę w kolorze żywym, w sylwetce, w oprawie oczu. I jak tu nie widzieć oka przysłoniętego, bródki, tyłu głowy, kiedy coraz głębiej i wszystko wdziera się, dusi, połyka się. Ani wypłynąć czystym, bo szczęście powierzchni atakuje zachłyśnięciem i znowu spadasz w dół w dół. A niebo nad tobą płacze, jakie kochane. Pomyślało o tobie.</p>
<p>Zasmakowałam i kradnę już teraz wszystko, podporządkowuję i przywłaszczam.Cieszę się, że wzór gotowy. Ale też i nie kłamię, żeruję otwarcie, żerem się chwalę. Bo kradnę dobre, sprawdzone, bezpieczne. A moje własne jest chore, koślawe i nigdy nikt nie podał materialnej ręki, ramienia, boku.</p>
<p>Dlatego nie ma już uśmiechu w tym oknie burym. Zabijam je deskami jak siebie. Zostaje kleptomanka. Nie wie jak użyć wykradzione życia.</p>
<p></font></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[LOA]]></title>
<link>http://agnieszkabe.wordpress.com/2007/03/21/loa/</link>
<pubDate>Wed, 21 Mar 2007 16:11:45 +0000</pubDate>
<dc:creator>agnieszkabe</dc:creator>
<guid>http://agnieszkabe.pl.wordpress.com/2007/03/21/loa/</guid>
<description><![CDATA[Jedna nóg i rąk para. Jedna oczu para. Uszu. Rzęs i brwi. Dziurek w nosie.
Jedna głowa. Jedno se]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Jedna nóg i rąk para. Jedna oczu para. Uszu. Rzęs i brwi. Dziurek w nosie.</p>
<p>Jedna głowa. Jedno serce.</p>
<p>Jedna prawda.</p>
<p>Ja.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[jak jak jak]]></title>
<link>http://agnieszkabe.wordpress.com/2007/01/26/jak-jak-jak/</link>
<pubDate>Fri, 26 Jan 2007 21:39:44 +0000</pubDate>
<dc:creator>agnieszkabe</dc:creator>
<guid>http://agnieszkabe.pl.wordpress.com/2007/01/26/jak-jak-jak/</guid>
<description><![CDATA[W płucach piach, tony piachu i żwiru zebranego przez lata całe, powietrze już się tam nie dosta]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>W płucach piach, tony piachu i żwiru zebranego przez lata całe, powietrze już się tam nie dostaje, nie działa ta najważniejsza czynność życiowa. Niepoetycki narząd wewnętrzny, serce czerwone pompuje już tylko wino czerwone, coraz wolniej i ślamazarniej. Tona śniegu w przewodzie pokarmowym. Już nic nigdzie się nie wydostanie. W mózgu tkwi widelec zatopiony głęboko, krew nie sika wokół, zrośnięta antena. Ale rusza się jeszcze wszystko jak zostało zaprogramowane, jak trybiki zegarka, jak zębatka. Tu, tak, góra, dół, spanie i jedzenie. A prawda zamknięta szczelnie jak zwykle w puszce, zalutowana, stalowa otoczka, oszlifowany diament, nie rozłupiesz jej już niczym. Mogę przebić się jeszcze głębiej, może wreszcie zawyję z bólu i łzy popłyną ludzkie, mokre, słone i ciepłe, takie jak Twoje z błyszczących wielkich oczu. Gdzie tu logika, im weselej tym smutniej, na szczycie - sztylet w pierś własną jak było jest i będzie. Jak zabić tą drugą, jak jak jak. Niech zginie, niech rzuci się pod poduszkę, przez okno, niech się wyłączy. Nie będzie już złudzeń, będzie ta sól w oku, pamiętasz, ale będzie słodka już słodka, bo bez niej, bez drugiej siebie mnie. Co z tego że nikt nie widzi, skoro jest i tylko po alkoholu osiągamy spójność. Co z tego że to przez brak wreszcie świadomości. Szumi mi później kolorami mój ujednolicony dualizm, spać nie mogę i wiem wtedy że stało się normalne życie setki ludzi dla mnie uwięzione trzeźwością i widelcem, który nie pozwala się zbliżyć. Wbij mi siekierę w kręgosłup, bo inaczej nie potrafię i tylko uciec mam ochotę.</p>
]]></content:encoded>
</item>

</channel>
</rss>
