<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><!-- generator="wordpress.com" -->
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	>

<channel>
	<title>dziady &amp;laquo; WordPress.com Tag Feed</title>
	<link>http://wordpress.com/tag/dziady/</link>
	<description>Feed of posts on WordPress.com tagged "dziady"</description>
	<pubDate>Mon, 08 Sep 2008 01:04:29 +0000</pubDate>

	<generator>http://wordpress.com/tags/</generator>
	<language>en</language>

<item>
<title><![CDATA[PiS i szkolenia medialne]]></title>
<link>http://whitedervish.wordpress.com/?p=371</link>
<pubDate>Fri, 25 Jul 2008 08:00:35 +0000</pubDate>
<dc:creator>WhiteDervish</dc:creator>
<guid>http://whitedervish.wordpress.com/?p=371</guid>
<description><![CDATA[
Na początku sierpnia posłowie Prawa i Sprawiedliwości rozpoczną serię szkoleń medialnych – ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<blockquote><p>
Na początku sierpnia posłowie Prawa i Sprawiedliwości rozpoczną serię szkoleń medialnych – dowiedział się „Wprost”. Zdecydować miał o tym sam prezes PiS Jarosław Kaczyński.<br />
<!--more--><br />
Zdaniem naszych informatorów, kierownictwo partii chce w ten sposób poprawić medialny wizerunek swoich posłów. – Od pewnego czasu wypadamy w środkach masowego przekazu gorzej niż koledzy z innych partii – opowiada jeden z posłów PiS. </p>
<p>Oficjalnie przedstawiciele PiS nie chcą komentować informacji „Wprost". – Posłowie naszej partii cały czas pracują nad swoimi wizerunkami i nad tym, aby jak najlepiej wypadać w środkach masowego przekazu – powiedział nam poseł Mariusz Kamiński – rzecznik PiS.
</p></blockquote>
<p>Za: <a href="http://www.wprost.pl/ar/134849/PiS-sie-szkoli/" target="_blank">http://www.wprost.pl/ar/134849/PiS-sie-szkoli/</a>.<br />
:D .</p>
<p>Mariusz Kamiński to zapewne wesoły człowiek. Nie znam go osobiście, ale jego wypowiedź mnie rozbawiła :) . Nie no... Przytoczę to jeszcze raz:</p>
<blockquote><p>
Posłowie naszej partii cały czas pracują nad swoimi wizerunkami i nad tym, aby jak najlepiej wypadać w środkach masowego przekazu – powiedział nam poseł Mariusz Kamiński – rzecznik PiS
</p></blockquote>
<p>:D .</p>
<p>Szczególnie dobrze kulturę członków PiSu, w ostatnich czasach, dobrze było widać na obradach komisji regulaminowej. "Hańba!", "Uzurpator!", "Komuna!" itp. Do tego wszyscy członkowie PiSu, razem z Jarosławem Kaczyńskim i Przemysławem Gosiewskim, byli niebywale uradowani słysząc jak ich koledzy obrażają Stefana Niesiołowskiego. Zachowanie żałosne. Przypominają mi się czasy podstawówki. Członkowie PiS jak jakieś niedouczone i niewychowane dzieci, zamiast podjąć sensowną dyskusję, zaczęli przekrzykiwać się obelgami skierowanymi do Pana Stefana Niesiołowskiego.<br />
Słyszałem także jak jakaś <del datetime="00">Pani</del> dziewczynka (kogoś tak się zachowującego, wg. mnie, Panią nazwać raczej nie można) powiedziała do swojej koleżanki coś w stylu: "nie śmiej się już, bo nas kamerują". Irytujące. Nie jest trochę za późno na szkolenia medialne?</p>
<p>Podobno trzeba brać przykład z osób starszych, mądrzejszych od siebie. Niewątpliwie prezydent taką osobą, dla mnie, być powienien. Dlatego też wezmę przykład z dotychczasowego prezydenta i powiem do członków klubu PiS tak: spieprzać dziady!</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Fiflak]]></title>
<link>http://bawidelka.wordpress.com/?p=549</link>
<pubDate>Sun, 27 Apr 2008 18:08:47 +0000</pubDate>
<dc:creator>Mag</dc:creator>
<guid>http://bawidelka.wordpress.com/?p=549</guid>
<description><![CDATA[- Zna pani Fiflaka?
Pytanie wyrosło przede mną niczym dorodna warząchew wśród pól i zbóż ko]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p class="MsoNormal"><em>- Zna pani Fiflaka?</em></p>
<p class="MsoNormal">Pytanie wyrosło przede mną niczym dorodna warząchew wśród pól i zbóż kołyszących się niwami chochli, skrobaków i tłuczków, przed kucharzem nieumiejętnym, choć doskonałym w swej nieumiejętnej umiejętności przypalania wody i solenia herbaty.</p>
<p class="MsoNormal">Przez chwilę wertowałam kartoteki wszystkich znajomych, przypadkowe spotkania, zaczytania, dzienniki pociągowe, kawy zbożowe pite po barach trzeciego świata, ale Fiflaka wśród nich nie było. Przyznałam się więc do totalnej ignorancji i havunołajdijam odnośnie znajomości takich jegomości, i zapytałam grzecznie acz podejrzliwie, o powody, dla których zostaję zagajana w sposób obcesowy i odrobinę natrętny, przez tego blond pana, w butach na rzep, od rana, na na na na.</p>
<p class="MsoNormal"><em>- Niestety nie znam </em>– mówię tak skromnie.</p>
<p class="MsoNormal">Pan tak z ukosa, ze smarkiem z nosa, okiem figlarnym, ciemnym, nachalnym mruga, że do mnie wielce zadziornie.</p>
<p class="MsoNormal"><em>- Zna pani. Załoze śe.</em></p>
<p class="MsoNormal"><em>- Ja też.</em></p>
<p class="MsoNormal">Do rozmowy, w dzień słońcowy włącza się Pan Dziadek boczny, rześki, siwy, granat oczny i z uśmiechem, nie oblechem, kiwa do mnie brody mechem.</p>
<p class="MsoNormal">-<em> Ja też?</em></p>
<p class="MsoNormal">Pytam grzecznie. Wobec szturmu porannego, gdzieś na drodze Kaufland Love - pętla giętka, tramwajowe tam smoczyska pędzą stadnie, biorę, godzę się bezwładnie - na Fiflaka.</p>
<p class="MsoNormal">***</p>
<p class="MsoNormal">Osiem i trójka, trójka i osiem, trasa Piątkowska, dziadek i Tosiek. A tak dokładniej: to Pan Tonisław. Rodzice, zda się, więzi ułańskie, onomastyka, ach dynamika. - <em>To zna go Pfani!</em></p>
<p class="MsoNormal">Jestem do bani. Jasne, że nie znam, cóżże poradzę. Dziadek mi mruga: to naprowadzę, a ja jak zawsze w takim spotkaniu, wciągam się, daję, jedźmy tramwaju!</p>
<p class="MsoNormal">- <em>Bo prose pani, ja go spotkałem tu wczoraj. Wczoraj... Wczoraj... Wczoraj...</em></p>
<p class="MsoNormal">I się zamyślił. Dziadek mi mruga. To mi wygląda - podryw na wnuka, ale niech będzie. Już zaraz maj. Fiflak, nie Fiflak, byle był naj!</p>
<p class="MsoNormal">- <em>Jak on wygląda?</em> - pytam się ładnie.</p>
<p class="MsoNormal">Dziadek mi mruga! A niech to, myślę - słodko, kapryśnie, niechaj mu za to oko wypadnie.</p>
<p class="MsoNormal">-<em> Wyglądnie ładnie</em> - Tosiek orzeka - <em>Chudy i zwiły.</em></p>
<p class="MsoNormal">-<em> Jaki?</em></p>
<p class="MsoNormal">Zawiły, problem się robi. Na dziadka to już nawet nie patrzę, wiem, że mi mruga, choć może właśnie wpadło mu niecnie coś do óczdołu. Nie wiem i badam obu pospołu.</p>
<p class="MsoNormal"><em>- Zwiły, no taki, jak u ślimaka.</em></p>
<p class="MsoNormal">Dziwna natura tego Fiflaka zaczyna bawić mnie niezmierzenie. Jestem stracona, prawie się żenię z tym pięciolatkiem, co mi rozprawia o cudach świata, bajkach i śnieniach, dziadek mi mruga, nic się nie zmienia.</p>
<p class="MsoNormal"><em>- Fiflak to będzie taki czarodziej</em> - mówi mi mały.</p>
<p class="MsoNormal">Taki dzień co dzień to się nie zdarza. Mówię mu na to: <em>- Niech nam czaruje i zrobi lato.</em></p>
<p class="MsoNormal">Mały się śmieje, dziadek mi mruga, mija minuta jedna i druga, a mnie wysiadać trzeba naprędce. Żegnam się, Tosiek wyciąga w ręce do mnie totalnie pomiętoszone kwiaty mleczowe i jak pierścionek daje mi klejąc się niepomiernie. Dziękuję pięknie, mówię śmiertelnie - ważnie i mądrze, tak, jak w senacie - że na herbacie razem z Fiflakiem są tak widziani mile ach za to, jak za oknami palące lato.</p>
<p class="MsoNormal">***</p>
<p class="MsoNormal">Morał się taki z tego wyłania: Mickiewicz uczył <em>Dziadów</em> mrugania.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Polityka jako performance]]></title>
<link>http://amandaie.wordpress.com/?p=143</link>
<pubDate>Thu, 10 Apr 2008 22:25:35 +0000</pubDate>
<dc:creator>amandaie</dc:creator>
<guid>http://amandaie.wordpress.com/?p=143</guid>
<description><![CDATA[Pod koniec marca w katakumbach Bunkra Sztuki (centrum Krakowa), gdzie w ścisłej konspiracji zbiera]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<h4><span style="font-size:14pt;font-weight:normal;">Pod koniec marca w katakumbach Bunkra Sztuki (centrum Krakowa), gdzie w ścisłej konspiracji zbierają się pierwsi krakowscy lewicowcy XXI wieku, oglądałam film „Mary,koszmary” Yael Bartany z Izraela. To jest naprawdę mocna rzecz. Oczywiście ten performance, zrobiony na wzór przedwojennych syjonistycznych agitek, nawołujących Żydów polskich do wyjazdu do Palestyny, ma więcej niż jeden cudzysłów; podobno  inspiracją dla Bartany było jakieś wystąpienie Marcinkiewicza.</span><span style="font-size:14pt;"></span></h4>
<h4><span style="font-size:14pt;font-weight:normal;">W filmie jednoznaczny jest tylko czerwony krawat Sierakowskiego. Stoi on na pustym Stadionie Dziesięciolecia, na podwyższeniu, i do samosiejek chwastów i drzewek, słuchających go równie uważnie jak grupka harcerzy, wysypujących gipsem angielski napis na murawie (3 miliony Żydów ocali 40 milionów Polaków) wygłasza mowę (napisał ją wraz z Kingą Dunin): „Żydzi! Rodacy! Wracajcie! Polscy Żydzi, wracajcie do Polski! Potrzebujemy was, tęsknimy do was, chcemy was między nami, abyście byli naszym lustrem i dopełnieniem! Uspokójcie nas co do waszych pierzyn, które tu zostały!” Czy to są nowe „Dziady” Bartany, Dunin i Sierakowskiego? Sierakowski przyzywa duchy zabitych w Endlösung der Judenfrage? </span><span style="font-size:14pt;"></span></h4>
<h4><span style="font-size:14pt;font-weight:normal;">Ale to powinien wykrzyczeć raczej minister Sikorski, wsparty na rosyjskim wojskowym motocyklu z przyczepą: „Niemcy, oddajcie nam 3 miliony naszych Żydów!!! Oddajcie nam naszych chasydów! Mosterdzieju, niech mnie kule biją!”; jako przedstawiciel polskiego ziemiaństwa, odrodzonego po 89 roku, miałby nawet moralne prawo do takiego wezwania, bo przecież każdy szlachcic miał swego Żyda, arendarza czy faktora, ministra finansów. Ale zabici przez Niemców wspaniali mistycy żydowscy, polscy chasydzi, wierzyli w wędrówkę dusz, więc wedle ich nauk dusze zamordowanych w holocauście dziś już są od dawna na nowo wcielone, ugrzęzłe w materii, co prawda w nowej postaci. Być może niektórzy już do Polski wrócili, wrócili, włączeni w kołowrót śmierć/narodziny,w którym uczestniczą wraz z Niemcami; my, Polacy, świadkowie, musieliśmy patrzeć na fazę zabijania/umierania, byliśmy świadkami zabijania tych, co mieszkali koło nas polskiej ziemi. Jednak nie wydaje się, by o takim, w stylu Baal Shem Tova, do ostateczności nieuchwytnym, powrocie Żydów polskich myśleli Sierakowski z Dunin i Bartaną. 3 miliony dusz Żydów, zabitych przez Niemców… nie posłuchają  wezwań do powrotu. </span><span style="font-size:14pt;"></span></h4>
<h4><span style="font-size:14pt;font-weight:normal;">Nie wrócili do Polski po 89 roku potomkowie tych Żydów, co przed II wojną na kraj świata, do Kalifornii,do Argentyny uciekli z rozsławionych przez Chagalla osławionych sztetl, małych żydowskich miasteczek. Ci, co ocaleli w Polsce albo w Rosji, i też wyjechali, także wracać nie chcą. </span><span style="font-size:14pt;"></span></h4>
<h4><span style="font-size:14pt;font-weight:normal;">Nikt nie wrócił, by zamieszkać na stałe w Lelowie czy Pińczowie czy Kocku. I nic dziwnego, bo żeby wyczuć, jak trudne do życia były te piękne miasteczka, żeby w to się wczuć, wystarczy przejść się krakowskim Kazimierzem ze świadomością, że w tym oto malowniczym domku bez kanalizacji i ogrzewania, w jednym podnajętym pokoju mieszka 15-osobowa rodzina chorego na gruźlicę szewca. Bardzo pobożnego szewca, który umiera z głodu. Może więc wszyscy Żydzi wynieśli z dawnego kraju złe wspomnienia. Na Kazimierzu stoi bardzo zniszczony nędzny domek, w którym urodziła się Helena Rubinstein; dla niej, dla jej spadkobierców nie ma on żadnej wartości sentymentalnej. Jasne jest więc, że czar krakowskiego Kazimierza jest bardzo względny; inny zza szynkwasu pubu, inny na podwóreczkach, gdzie w Jom Kipur Żydzi składali ofiary z kur za dalsze życie ludzi, a patrzyły na to z wysokiego nieba te same gwiazdy, co oglądały zagładę getta.</span><span style="font-size:14pt;"></span></h4>
<h4><span style="font-size:14pt;font-weight:normal;">Polscy Żydzi, co wyjechali z Polski po roku 68, 15 tysięcy, też nie wracają. Gdyby byli z nami, to może mądrzej byśmy rozegrali naszą solidarność i transformację ustrojową po 89. Może gdyby w roku 68 nie wyjechali z Polski, to ostałby się choćby cień idealizmu w funkcjonowaniu władzy. </span><span style="font-size:14pt;"></span></h4>
<h4><span style="font-size:14pt;font-weight:normal;">Może więc film Bartany to jest – wielkie polityczne odczarowanie przez performance? Sierakowski, zaaranżowany w stylu lat 70, w czerwonym krawacie, odczarowuje tamtoczesnych młodzieńców w typie Balcerowicza czy Kwaśniewskiego, którzy po roku 1968 podnajęli fragment swych torsów na przestrzeń reklamową czerwonego krawatu i dostali dobrą cenę: posłuch milionów Polaków przez wiele lat. A podnajęli się pod czerwone krawaty, gdy w naród już poszła wieść: Władza bije studentów! Biją młodzież! Pałką wychowują własne przyszłe elity! Wyrzucają Żydów z kraju! Gdy się wybiera w taki czas udział we władzy, to wiadomo, że żądza władzy w wybierającym jest szczera. </span><span style="font-size:14pt;"></span></h4>
<h4><span style="font-size:14pt;font-weight:normal;">Nie jedno polityczne odczarowanie jest nam potrzebne. Nie jeden performance.</span><span style="font-size:14pt;"></span></h4>
<h4><span style="font-size:14pt;font-weight:normal;">A gdyby tak wicepremier Pawlak (szczerze polskie nazwisko jako asekuracja) wspiął się na wieżę Kościoła Mariackiego w Krakowie i zawołał: „Niemcy, nasi krakowscy Niemcy, wracajcie! Wracajcie, potomkowie Macieja Heringa, który wybudował tę oto piękną kościelną wieżę, bo mamy bardzo dużo dróg i domów do wybudowania!” </span><span style="font-size:14pt;"></span></h4>
<h4><span style="font-size:14pt;font-weight:normal;">Albo gdyby minister Schetyna wezwał z mola w Międzyzdrojach: „Niemcy z Pomorza i Dolnego Śląska,wracajcie do waszych domów!! Potrzebujemy was jako nasze lustrzane odbicie i nasze dopełnienie! Pragniemy uczyć się dobrej organizacji cywilizowanego życia we wspólnocie miejskiej!”</span><span style="font-size:14pt;"></span></h4>
<h4><span style="font-size:14pt;font-weight:normal;">Albo – można też sobie pomyśleć kogoś, kto idzie Bulwarem Czerwieńskim nad Wisłą pod Wawelem i woła: „Wracajcie, wy, którzy napoiliście w Wiśle wasze konie, wracajcie, to był rok 1241, ale więź istnieje! Tęsknimy do waszego rozmachu i muzyki wojskowej!”</span><span style="font-size:14pt;"></span></h4>
<h4><span style="font-size:14pt;font-weight:normal;">Bo jeśli mowa o restytucji przeszłości, to chyba wszyscy, co kiedyś tu mieszkali, albo ci, co coś tu posiadali, pierzynę czy hutę, albo coś stworzyli, wybudowali czy posadzili, powinni wrócić do swego? Czemu więc tylko Żydzi mają wracać i znaleźć ciepłe miejsce w sercu Polaków? A co z potomkami Niemców czy Austriaków? A co z potomkami Ukraińców? A  Rosjan?</span><span style="font-size:14pt;"></span></h4>
<h4><span style="font-size:14pt;font-weight:normal;">Którzy żyją wśród nas. </span><span style="font-size:14pt;"></span></h4>
<h4><span style="font-size:14pt;font-weight:normal;">W końcu jesteśmy częścią Eurazji. Czas płynie, zmienia wymiary, niweczy mary i koszmary. </span><span style="font-size:14pt;"></span></h4>
<h4><span style="font-size:14pt;font-weight:normal;">Oto jeszcze inne odczarowanie: anegdota. Miron Białoszewski opowiada o polskim pisarzu stypendyście w Paryżu, który chyba w latach 60, jako prawdziwy prowincjusz z Warszawy, zagubił się w wielkim ruchliwym metrze i przerażony zaczął wołać po polsku: Żydzi do mnie! I od razu znalazł się rodak-Żyd, który wyprowadził na powierzchnię zagubionego w labiryncie nowoczesności rodaka-Polaka. </span><span style="font-size:14pt;"></span></h4>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Marzec 68 jeszcze raz ...]]></title>
<link>http://gegenjay.wordpress.com/?p=449</link>
<pubDate>Wed, 19 Mar 2008 16:19:44 +0000</pubDate>
<dc:creator>kilogram13</dc:creator>
<guid>http://gegenjay.wordpress.com/?p=449</guid>
<description><![CDATA[(Nasz Dziennik)
Z Bogdanem Czajkowskim, jednym z przywódców strajku studenckiego na Politechnice W]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>(Nasz Dziennik)</p>
<p><b>Z Bogdanem Czajkowskim, jednym z przywódców strajku studenckiego na Politechnice Warszawskiej w marcu 1968 roku oraz reżyserem i publicystą, rozmawia Mariusz Bober</b></p>
<p><b>Po Pana odmowie przyjęcia Krzyża Oficerskiego Orderu Odrodzenia Polski z rąk prezydenta Lecha Kaczyńskiego mogliśmy przeczytać różne opinie na temat powodów tej decyzji. Jaki więc był prawdziwy motyw?</b><br />
- Rozstrzygający był sprzeciw wobec decyzji Sejmu o trybie ratyfikacji traktatu reformującego. Gdyby nie to, nie poważyłbym się na ten dramatyczny krok. Choć istnieje też powód osobisty i popełniłem kardynalny błąd, wspominając o nim. Ułatwiłem tym manipulację.</p>
<p><b>Dlaczego w taki sposób wyraził Pan sprzeciw wobec dążenia do szybkiego przyjęcia traktatu reformującego?</b><br />
- A w jaki inny sposób mój sprzeciw zostałby dostrzeżony? Co innego mógłbym zrobić, aby wstrząsnąć reprezentantami Narodu? Dokonać samospalenia? Prezydent przyznał mi odznaczenie Polonia Restituta - Order Odrodzenia Polski, a jednocześnie władze podejmują działania, które mogą doprowadzić do tego, że ów order - w niedługim czasie - może oznaczać "Polonia Finita". Dlatego uznałem, że w tej sytuacji muszę wypowiedzieć głośne "nie", które usłyszą wszyscy. Całe życie starałem się postępować prostolinijnie, kierując się słowami Norwida; mieć "tak za tak - nie za nie - bez światło-cienia...". To, że władze nie chcą zapytać Narodu o zdanie w tak ważnej sprawie, oceniam jako niegodziwe. Powinno zostać rozpisane referendum.</p>
<p><b>Nie obawia się Pan jego wyniku?</b><br />
- Nie jestem aż takim optymistą, żeby zakładać, iż obywatele - z całą pewnością - odrzucą traktat reformujący. Niestety, propaganda zrobiła w Polsce swoje i obawiam się, że wynik plebiscytu może być inny, niż chciałbym. Ale jeśli nawet traktat zostanie przyjęty w referendum, powiem: trudno, tak zdecydował Naród, który jest suwerenem, nawet jeśli sam chce się zniewolić. Taki był jego wybór. Ale tej decyzji nie mają prawa podjąć żadne elity; tylko dlatego, że uważają, iż są mądrzejsze i wiedzą lepiej. Co ciekawe - zwłaszcza te, które w kółko prawią o demokracji. Referendum w sprawie przyjęcia traktatu powinno odbyć się tym bardziej że dokument ten podważa prymat Konstytucji RP, która została przyjęta właśnie w powszechnym plebiscycie! Dlaczego więc traktat mieliby przyjmować tylko posłowie? Nawiasem mówiąc - skoro elity są tak pewne wyniku referendum, to przecież ta droga zabezpiecza je przed... Trybunałem Stanu! Przed którym mogą w przyszłości stanąć pod zarzutem zdrady...</p>
<p><b>Wcześniej mówił Pan, że nie można traktować Pańskiej decyzji jako protestu wobec Lecha Kaczyńskiego. Jednak biorąc pod uwagę Pańskie stanowisko wobec traktatu, trudno nie uznać, że również on jest winny obecnej sytuacji, ponieważ to prezydent uczestniczył w Lizbonie w negocjacjach na temat traktatu.</b><br />
- Każdy człowiek - także prezydent - może się mylić. Oczywiście, że mam do niego pretensje, właśnie z tego powodu. Jednak jest on tylko jednym z wielu odpowiedzialnych za tę decyzję. Odmawiając przyjęcia odznaczenia, chciałem skłonić do refleksji prezydenta oraz tych, którzy odpowiadają za sprawy państwa, a dążą do szybkiego przyjęcia traktatu. Chciałem nimi po prostu wstrząsnąć; tym bardziej że nadarzyła się dobra okazja ku temu. Może jedyna w moim życiu. Minister z Kancelarii Prezydenta, która długo rozmawiała ze mną, tłumaczyła, że mogłem to inaczej załatwić; że mogłem wcześniej uprzedzić, iż nie przyjmę odznaczenia i... nie przyjść. Tylko kto by się tym zainteresował? Ja chciałem przemówić głosem tych, którzy są przemilczani. Przecież w wysokonakładowych mediach trudno znaleźć informacje na temat potrzeby przeprowadzenia referendum w tej sprawie. Poprosiłem prezydenta, by pozwolił mi króciutko uzasadnić odmowę, ale się nie zgodził. W mediach zaś zmanipulowano moją wypowiedź, pomijając motyw sprzeciwu wobec traktatu reformującego. Niektóre próbowały zrobić ze mnie człowieka niezrównoważonego. Chodziło także o to, że nie dałem się wykorzystać do bezpośredniego ataku na prezydenta Kaczyńskiego.</p>
<p><b>To znaczy?</b><br />
- Oni początkowo myśleli, że ja protestuję przeciwko temu, iż nie zaproszono do Pałacu - ani nie odznaczono - Adama Michnika. To stwarzało widowiskową okazję, aby "dokopać" prezydentowi. Tu pan prezydent jest sam sobie winien, bo nie pozwolił mi na uzasadnienie. Gdy wychodziłem z sali - po niesłyszalnej rozmowie z prezydentem - podbiegł do mnie rozgorączkowany Jan Lityński, "krzycząc" szeptem: "Gratuluję ci, brawo!". Później - gdy już dowiedział się o moich motywach - w TVN i Salonie Politycznym Trójki prawił, że mam "osobiste obsesje". To pokazuje jego obłudę i całego tego środowiska. Przy tym nie dziwię się specjalnie, że moja troska o niepodległość jest dla niego "osobistą obsesją"... Zawód był tym większy, że powiedziałem tej stacji wprost, co myślę o tej sprawie i o Adamie Michniku. Tego jednak już stacja nie wyemitowała. Ani żadna inna, bo większość mnie o to pytała. Myślę, że nawet mają do mnie pretensję o to, że popsułem im ów wspaniały "pogrzeb", którym miała być "męczeńska"... absencja Michnika!</p>
<p><b>Co Pan w takim razie myśl i o szefie "Gazety Wyborczej"?</b><br />
- W marcu 1968 r. ja i moi koledzy upomnieliśmy się m.in. o Michnika, relegowanego z Uniwersytetu Warszawskiego. Dziś wielu internautów pyta, dlaczego Michnik nie upomniał się o mnie, gdy - w wolnej Polsce - doświadczałem krzywdy (śmiech). Teraz już poważnie. W stanie wojennym współpracowałem z "Tygodnikiem Mazowsze", a redakcja kilka razy korzystała z mojego mieszkania, na dwudniowe "kolegia redakcyjne". Jeszcze kilka lat temu znalazłem w rupieciach kołderkę i talerz, zostawione przez Helenę Łuczywo. W razie "wsypy" ryzykowałem znacznie więcej, bo dodatkowo konfiskatę mieszkania jako "narzędzia zbrodni". To środowisko - już pod wodzą Michnika - przywłaszczyło sobie "Gazetę Wyborczą", przeznaczoną w 1989 r. dla całej opozycji! Dysponując medialnym gigantem - bo "GW" wypełniła ogromną lukę na tym rynku - położył niebywałe "zasługi" w dziedzinie fałszowania historii Polski i indoktrynowania - niestety skutecznie - Polaków w duchu pogardy dla tradycyjnych wartości i naszej historii. Z tej perspektywy uważam, że szkodnictwa A. Michnika nie sposób przecenić. Trzeba też dodać, że owo szkodnictwo ma - jednocześnie - autentyczny i nieoceniony walor, na gruncie krzewienia nowego, demoliberalnego internacjonalizmu. Dlatego jest tak uwielbiony...</p>
<p><b>A co Pan sądzi o obchodach rocznicowych? Nie odnosi Pan wrażenia, że zostały zdominowane przez sprawę tzw. nagonki komunistycznych władz PRL na Żydów, co wywołało falę ich emigracji z Polski?</b><br />
- Podzielam pańską opinię. A także zamieszczoną w sobotnio-niedzielnym numerze "Naszego Dziennika" (8-9 marca) w artykule Leszka Żebrowskiego. Obserwując obchody i tę niesłychaną hucpę, jaką w tym roku zorganizowano w mediach, dochodzę do wniosku, że jeśli to się nie zmieni i za 10 lat obchodom nada się podobny charakter, to chyba zorganizuję "bojówki", które będą protestować... przeciw obchodom (śmiech).</p>
<p><b>Co ma Pan na myśli? </b><br />
- Opisując protesty w marcu 1968 r., media zakłamują ich charakter, eksponując zarzut antysemityzmu. Chcę więc podkreślić, że 40 lat temu w ogóle nas nie interesowało, kto jest Żydem. Problem emigracji Żydów po Marcu '68 dobrze przedstawił właśnie pan Żebrowski. Znam też przypadki, gdy otoczenie żydowskie naciskało na poszczególnych Żydów, domagając się, by wyjeżdżali z Polski. Sugerowano im nawet, że jeśli zostaną, dopuszczą się zdrady... wobec wyjeżdżających. Co więcej, w propagandzie antysemickiej - która była cynicznym narzędziem walki o władzę - brali udział także... Żydzi. Niektórzy później wyjechali. Oczywiście, każde naciski na opuszczenie kraju - zwłaszcza ze strony władz - powodowały dramat. Trzeba też jednak pamiętać, że wielu z nas - także ja, który miałem "szlaban" przez 12 lat - zazdrościło im, że mogą wyjechać. My nie mogliśmy uciec z "sowieckiego raju". Dodam, że nie wyjeżdżali z Polski w bydlęcych wagonach i na poniewierkę, na którą skazano wielu naszych rodaków podczas II wojny światowej. W ubiegłym roku wykonałem dla IPN projekt badawczy w Australii i Nowej Zelandii wśród tamtejszej Polonii i jestem pod wielkim wrażeniem ich losów. To tamci ludzie - deportowani z Kresów Wschodnich II Rzeczypospolitej w 1940 i 1941 r. - przeżyli prawdziwą tragedię. Na tę hekatombę zostało skazanych ponad milion Polaków, w tym dzieci. Wiele z nich nie przeżyło. Ci, którzy przetrwali, do dziś zachowali niezwykły patriotyzm, wiarę i z niezwykłą konsekwencją kultywują tradycję i kulturę polską. Trzeba też wiedzieć, że wielu z naszych rodaków, którym się nie udało (np. z Armią gen. Andersa), zostało skazanych na rusyfikację, ponieważ pozostali w Sowietach, m.in. w Kazachstanie. Około 60 tysięcy z nich zadeklarowało wolę powrotu do Polski. Uważam za największą hańbę III RP to, że o tych ludziach zapomniała. Jeżeli bowiem po wojnie w granice ówczesnej Polski przyjęto ponad 2 mln mieszkańców przedwojennych Kresów, to dziś nie wolno mówić, że III RP nie stać na przyjęcie 60 tys. Polaków. A jednak ostatnio to nie o nich mówiło się najwięcej. Kiedy w ogóle tak "trąbiono" o nich w mediach? Choć ich krzywda jest nieskończenie większa! Zabrakło umiaru - doszło tu do nieprzyzwoitego wręcz zakłócenia proporcji.</p>
<p><b>Czym były protesty studenckie Marca '68, które również Pan organizował?</b><br />
- Była to spontaniczna (choć może trochę naiwna) rewolta młodzieży przeciw zniewoleniu Polski. Przeciw okupacji sowieckiej i zakłamaniu, które nazywało ją... niepodległością. Tu przywołam jeszcze raz postać Jana Lityńskiego, ponieważ kilka lat temu napisał, iż wówczas zrozumieli oni - tzw. komandosi - że ich lewicowa retoryka nie trafia do społeczeństwa. Dlatego skorzystali z pretekstu, jakie dało zdjęcie "Dziadów", do przestawienia się na retorykę narodową. Jednak z ich strony to była czysta taktyka. Z kolei Adam Michnik jeszcze 15 lat temu publicznie przyznawał, że w ich słowniku politycznym nie było takiego słowa, jak niepodległość. My natomiast cały czas myśleliśmy o niej; nawet wtedy, gdy wydawała się ona odległą przyszłością. Marzyliśmy o niej, choć nie wpisaliśmy jej na sztandary. Dla władz PRL to była ideologiczna klęska.</p>
<p><b>Dlaczego?</b><br />
- Komuniści nigdy nie dowierzali tym, którzy urodzili się przed wojną i pamiętali niepodległą Polskę. Więc nasze pokolenie - urodzone już w PRL - było w ich planach tym, które utrwali "władzę ludową", zapominając o niepodległości.</p>
<p><b>Niekiedy w mediach porównuje się polski Marzec '68 do "rewolucji", która przetoczyła się w tym samym roku w Europie Zachodniej, zapoczątkowując rządy lewicy. Dlaczego? Przecież cele były tak naprawdę bardzo różne?</b><br />
- Jedyna zbieżność, jaką widzę, to ten sam rok, chociaż na Zachodzie "rewolucja" wybuchła w maju. Być może rozruchy w Polsce jakoś zainspirowały młodzież w Europie Zachodniej, ale podłoże ideologiczne obu ruchów było diametralnie różne. My w większości protestowaliśmy przeciw komunizmowi. Nawet jeśli pisaliśmy na transparentach o socjalizmie, to była to taktyka wobec władz. Mieliśmy bowiem świadomość, że jesteśmy w obozie; może najweselszym jego baraku, jak się wówczas mówiło, ale jednak w obozie. Chcieliśmy wówczas choćby złagodzić panujący "zamordyzm". Natomiast ci, którzy protestowali na Zachodzie, to byli zwykle anarchiści, wywodzący się z różnych nurtów lewackich. Przykładem może być Daniel Cohn-Bendit [obecnie poseł do Parlamentu Europejskiego - przyp. red.]. Do tego, co się działo na Zachodzie, można przyrównać co najwyżej dążenia grupy komandosów...</p>
<p><b>Te same cele?</b><br />
- Właśnie, o czym świadczy choćby bliska znajomość i zbieżność poglądów Michnika i Cohn-Bendita. Oni mają podobne źródła. Przed 40 laty grupie komandosów nie doskwierała okupacja sowiecka, ale to, że decydenci PRL realizują nie taki komunizm, który im się podobał. Uważali, że zainstalowaliby go lepiej. Dla Polski oznaczało to jednak takie samo zniewolenie - cóż bowiem za różnica pomiędzy komunistami wprowadzającymi ten ustrój na modłę stalinowską (czy "gomułkowską") a tymi od... Trockiego? W każdym przypadku kraj pozostawał pod okupacją internacjonalistów. To, że niektórzy "komandosi" byli w więzieniu, niewiele tu zmienia. Immanentną cechą komunizmu są walki frakcyjne; czasem na śmierć i życie... Przecież Gomułka też siedział.</p>
<p><b>Traktat reformujący stanie się narzędziem narzucania po prostu nowej wersji komunizmu?</b><br />
- Ja bym to nazwał raczej nowym kolektywizmem w sferze wartości. I to - w nieodległej perspektywie - przymusowym kolektywizmem! A więc nową - niezwykle groźną, bo mało "uchwytną" - wersją totalitaryzmu, wprowadzaną przy akompaniamencie "trąb"... demokracji. Polska - i to niepodległa Polska - nie jest najlepszym miejscem do realizowania takiego eksperymentu. Zdają sobie sprawę z tego ci, którzy najbardziej ciągną nas do superpaństwa europejskiego, a które ja nazywam eurokołchozem. Dla takich ludzi niepodległość Polski nigdy nie była fundamentalnym punktem odniesienia. A skoro w Europie może - "po wsze czasy" - zapanować taki ustrój, to bez specjalnego żalu wyrzekną się owej niepodległości. Ważniejsza bowiem jest Europa, w której nie ma miejsca dla Boga i personalistycznej wizji człowieka niż niezależność Polski, w której ponadto do głosu dochodzić mógłby - o zgrozo! - znienawidzony Kościół. Zauważmy jeszcze, że ci ludzie są niejako opętani - począwszy od marksistowskiej młodości - misją "zmajstrowania"... "nowego człowieka". I teraz oto pojawiła się nowa szansa...<br />
Uważam, że obecne pomysły przekształcania UE w superpaństwo to niezwykle groźna nowa utopia. Nie mam wątpliwości, że ten projekt się nie powiedzie. Powstaje jednak pytanie, jakim kosztem Europa przekona się o tym, gdy UE się rozpadnie? Wystarczy cofnąć się do eksperymentu komunistycznego, aby uświadomić sobie, jaką cenę mogą za to zapłacić ludzie.</p>
<p>Dziękuję za rozmowę.</p>
<p>Bogdan Czajkowski - reżyser, publicysta, autor sztuk teatralnych i scenografii. W 1990 r. był autorem głośnych filmów animowanych "z siekierką", w kampanii prezydenckiej Lecha Wałęsy. W 1991 r. twórca kampanii telewizyjnej Porozumienia Centrum. W swoim dorobku ma także krótkie filmy prezentowane m.in. na międzynarodowym festiwalu w Krakowie.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[o marcu 1968]]></title>
<link>http://gegenjay.wordpress.com/2008/03/07/o-marcu-1968/</link>
<pubDate>Fri, 07 Mar 2008 21:58:26 +0000</pubDate>
<dc:creator>kilogram13</dc:creator>
<guid>http://gegenjay.wordpress.com/2008/03/07/o-marcu-1968/</guid>
<description><![CDATA[(prawy.pl)
Stalinięta wracają z ciepłych krajów?
 Jak pamiętamy, starożytni Rzymianie potrafil]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>(prawy.pl)</p>
<p><b>Stalinięta wracają z ciepłych krajów?</b></p>
<div class="index_wiadomosc_content_pierwsze_intro"> Jak pamiętamy, starożytni Rzymianie potrafili każde spostrzeżenie przedstawić w postaci pełnej mądrości sentencji. Tak właśnie postąpił również poeta Wergiliusz, zauważając, że „fama crescit eundo”, co się wykłada, ze plotka rośnie w miarę rozchodzenia się.</div>
<table style="border:1px double #d1d4db;float:left;margin-right:0;margin-bottom:10px;" width="625">
<tr align="center">
<td style="width:410px;text-align:center;"><img src="http://prawy.pl/r2_grafa_prop.php?nazwa_obrazka=./admin/felietony/gfx/37188.jpg&#38;px=400" class="index_wiadomosc_content_pierwsze_img" /></td>
</tr>
<tr>
<td>&#160;</td>
</tr>
</table>
<p><span class="index_wiadomosc_content_pierwsze_tresc">Plotki mogą rozchodzić się albo w przestrzeni, albo w czasie, ale w jednym i w drugim przypadku rozrastają się tak samo. Oto już w najbliższą sobotę, 8 marca, minie 40 lat od tak zwanych „wydarzeń marcowych”, które plotka próbuje dzisiaj przedstawić, jako wybuch „organicznego polskiego antysemityzmu” – coś w rodzaju miniaturowego holokaustu, którego ofiary pozostają nieutulone w żalu aż do dnia dzisiejszego.</p>
<p>Tak się składa, że wydarzenia te pamiętam również jako ich – najpierw mimowolny, a potem – już świadomy i dobrowolny uczestnik, jako że w marcu 1968 roku byłem studentem III roku Wydziału Prawa Uniwersytetu Marii Curie- Skłodowskiej w Lublinie. Zanim jednak przejdę do samych wydarzeń, chciałbym przedstawić je na tle historycznym, dzięki czemu ich istota, przebieg i następstwa – a także dzisiejsza, rozrośnięta „fama” – staną się lepiej zrozumiałe.</p>
<p>Wszystko zaczęło się od śmierci Józefa Stalina, która – jak podało Radio Moskwa – nastąpiła 5 marca 1953 roku, a więc równo 55 lat temu. Wprawdzie Józef Stalin był „Słońcem Ludzkości” – tak przynajmniej utrzymywał wówczas i prof. Leszek Kołakowski i Bronisław Geremek i wiele innych autorytetów drobniejszego, że tak powiem, płazu – ale pozostawił po sobie kilkadziesiąt milionów trupów. W większości Rosjan, ale przedstawicieli innych narodów też wśród nich nie brakowało. Kiedy zatem zakończyły się uroczystości pogrzebowe i rytualne lamenty, a także – kiedy już towarzysze radzieccy szczęśliwie ukatrupili Wawrzyńca Berię – wszyscy zaczęli się zastanawiać, na kogo wskaże teraz nieubłagany palec, jako na współwinowajcę stalinowskich zbrodni. Nie musze dodawać, ze im bardziej ktoś był w to zamieszany, tym większy odczuwał niepokój. Te nastroje szybko przeniosły się również do Polski, gdzie niepokój gwałtownie wzrósł po tak zwanym tajnym referacie Chruszczowa, który część tych zbrodni ujawniał.</p>
<p>W takich sytuacjach ogromnie liczy się refleks. Lepszym refleksem wykazali się stalinowcy pochodzenia żydowskiego, których było całkiem sporo zwłaszcza w aparacie propagandy i terroru.. Stalinowcy z propagandy pierwsi podnieśli nieubłagany palec, wskazując na tubylczych funkcjonariuszy aparatu terroru, jako na właściwie jedynych sprawców „błędów i wypaczeń”, będących treścią „kultu jednostki”. Ci tubylczy siepacze nie posiadali się ze zdumienia i zgorszenia. Owszem – łamali kości, zrywali paznokcie, mordowali i rabowali – co do tego nie ma wątpliwości – ale rozkazy przecież wydawali im tamci! W ten oto sposób narodził się antagonizm, który odbił się czkawką w marcu 1968 roku i odbija się również dzisiaj.</p>
<p>Sytuacja nieco się uspokoiła, kiedy po „odwilży” w 1956 roku opuściło Polskę około 25 tysięcy Żydów – głównie z aparatu i UB – ale antagonizm między dawnymi wspólnikami komunistycznych zbrodni tlił się nadal.</p>
<p>Pewną pożywką dla niego były objawy starczego uwiądu komunizmu, jaki pojawiać się zaczął w latach 60-tych. Żeby jakoś temu przeciwdziałać, niektórzy komunistyczni zbrodniarze, jak np. Mikołaj Diomko, znany bardziej pod pseudonimem Mieczysława Moczara, postanowili podjąć próbę zaszczepienia więdnącego komunizmu na ciągle żywym pniu nacjonalistycznym. W ten właśnie sposób w PZPR pojawiła się frakcja „partyzantów”, mająca porachunki z nadal silnym w partii lobby żydowskim.</p>
<p>Ale z nacjonalizmem jest ten problem, że trzeba mu wskazać wroga. Wróg oczywiście był; każdy wiedział, że to Związek Radziecki, ale Moczar ani nie chciał, ani nie mógł przecież go wskazać. Z pomocą „partyzantom” przyszedł przypadek.</p>
<p>Oto w czerwcu 1967 roku na Bliskim Wschodzie wybuchła „wojna sześciodniowa”, zakończona sromotną klęską popieranych przez ZSRR krajów arabskich. W przeważającej części opinii polskiej, a już na pewno – w środowiskach studenckich, wywołało to rodzaj mściwej satysfakcji, że wreszcie ktoś Sowietom skopał tyłek, niejako również w naszym imieniu. Podkreślam to z naciskiem, bo dzisiaj pojawiają się głosy, że wtedy właśnie doszedł do głosu rzekomy „organiczny polski antysemityzm”. Tymczasem było akurat odwrotnie.</p>
<p>Oczywiście Breżniew natychmiast to zauważył i już 19 czerwca 1967 roku Władysław Gomułka zaczął się odgrażać, że zlikwiduje „syjonistyczną piątą kolumnę”. Czy ta kolumna była syjonistyczna – obawiam się, że o żadną ideowość tego typu posądzać jej raczej nie można. Była to raczej sitwa zorganizowana na zasadzie rasowo-plemiennej – ale była i ze swej strony też dążyła do konfrontacji, dzięki której mogłaby opuścić cudny komunistyczny raj nie z piętnem stalinowskich zbrodniarzy, tylko biednych ofiar komunizmu – z czego na wrażliwym Zachodzie znowu można by ciągnąć profity.</p>
<p>Dobra okazją stały się „Dziady” w reżyserii Kazimierza Dejmka w Teatrze Narodowym. Dramat ten, jak wiadomo, obfituje w akcenty antyrosyjskie, które podczas kolejnych przedstawień wywoływały demonstracyjnie burzliwe oklaski. Strasznie denerwowało to Gomułkę, który sztorcowany przez Breżniewa i wystraszony nie na żarty sytuacją w Czechosłowacji, nakazał w końcu zdjąć „Dziady” z afisza. Ostatnie przedstawienie stało się okazją do burzliwej demonstracji, przy czym autentyczne oburzenie ogarnęło również ludzi zirytowanych „skandaliczną dyktaturą ciemniaków”. I kiedy wyrzucono z uniwersytetu dwóch uczestników tej demonstracji: Adama Michnika i Henryka Szlajfera – 8 marca na dziedzińcu Uniwersytetu Warszawskiego odbył się protestacyjny wiec. Milicja i ormowcy rozpędzili go pałami, wskutek czego rozruchy przeniosły się na ulice Warszawy. Przypadkowo będąc tego dnia w stolicy i natknąwszy się na rozpędzany przez milicje pochód, natychmiast się do niego przyłączyłem, a następnego dnia zdałem kolegom w Lublinie szczegółową relację.</p>
<p>Demonstracje studenckie, jakie na następnych dniach miały miejsce we wszystkich ośrodkach akademickich w Polsce, nie miały ani charakteru antysemickiego, ani filosemickiego – tylko po prostu antykomunistyczny. I wielu polskich studentów przypłaciło swój udział w tym buncie represjami.</p>
<p>Wkrótce też rozpoczęły się wyjazdy z Polski żydowskich emigrantów. Zmiana miejsca zamieszkania zawsze wiąże się z jakimś przeżyciem, ale używanie na tę okoliczność określenia „wypędzenie” - nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. Kto nie chciał wyjeżdżać, ten wcale nie musiał i nie było mu z tego powodu gorzej, niż wszystkim innym Polakom. Pogorszenie swojej sytuacji mogli odczuwać ci, którym skończył się okres dobrego fartu albo w propagandzie, albo w partii, albo w milicji, albo w wojsku, albo w administracji gospodarczej. Utracone posady w komunistycznym establishmencie – oto całe ówczesne „męczeństwo”. Spora część tych świeżo upieczonych „męczenników” weszła zresztą natychmiast w rolę „ofiar komunistycznego reżymu”, z tym większą gorliwością, im wyższą rangę w tym reżymie posiadali i im więcej zasług dla jego umocnienia położyli. To właśnie o nich mówił popularny wówczas dowcip o Aaronku, którego dyrektor przyłapał podczas lekcji na szkolnym boisku.</p>
<p>- Dlaczego nie w klasie – zapytał? - Bo logiki nie ma – odparł Aaronek. - Jak to: logiki nie ma? Co to ma znaczyć? - Bo, panie dyrektorze, ja się zesmrodziłem i pan nauczyciel mnie wyrzucił z klasy na świeże powietrze, a cała reszta siedzi w tym smrodzie.</p>
<p>Warto o tym pamiętać również i dzisiaj, kiedy „marcowi męczennicy” dość natarczywie domagają się przywrócenia obywatelstwa, a niektórzy tubylczy dygnitarze podlizują się im i nadskakują, pewnie w nadziei na łaskawy chleb w nowym reżymie.</p>
<p>Mówił Stanisław Michalkiewicz</p>
<p>Felieton z Radia Maryja/www.michalkiewicz.pl</p>
<p></span></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Michnik-Szechter i Dziady ...]]></title>
<link>http://gegenjay.wordpress.com/2008/02/20/michnik-szechter-i-dziady/</link>
<pubDate>Wed, 20 Feb 2008 21:41:55 +0000</pubDate>
<dc:creator>kilogram13</dc:creator>
<guid>http://gegenjay.wordpress.com/2008/02/20/michnik-szechter-i-dziady/</guid>
<description><![CDATA[(iskry.pl)
..czyli &#8220;endokomuna&#8221; wiecznie żywa

Od dłuższego czasu staram się nie czy]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>(iskry.pl)</p>
<p><b><img src="http://www.polonica.net/imag/michnik_kiszczak.jpg" align="left" height="NaN" hspace="4" vspace="1" width="120" />..czyli "endokomuna" wiecznie żywa<br />
</b></p>
<div align="justify">Od dłuższego czasu staram się nie czytać "Gazety Wyborczej" i nie polemizować z zamieszczanymi na jej łamach bajkami. Po pierwsze dlatego, że nie warto się niepotrzebnie denerwować, a po drugie dlatego, że wytykanie bajkopisarzom, iż fantazjują, trochę mija się z celem.</div>
<p>Ale po lekturze (przypadkowej) wstępniaka, jaki wysmażył Naczelny z okazji 40-lecia słynnej i legendarnej już konfiskaty spektaklu "Dziady" Mickiewicza, reżyserowanego przez Kazimierza Dejmka (premiera 25 listopada 1967 - Red.), przyznaję, że mnie "trafiło".</p>
<div align="center"><img src="http://galba.blox.pl/resource/am.JPG" align="middle" hspace="4" vspace="1" /></div>
<p>Po prostu, pomyślałem sobie, że przechodzi przysłowiowe "ludzkie pojęcie", aby w największej, uchodzącej za opiniotwórczą, gazecie ukazującej się w Polsce, można było na pierwszej stronie publikować takie rzeczy. Jakie rzeczy?</p>
<p>Adam Michnik pisze, że w 1968 roku "broniliśmy kultury, wolności i godności polskiej przed Chamem i Ciemniakiem. Bowiem Cham i Ciemniak, ubrani w mundur ułański z ryngrafem na piersi, manipulując fobiami i emocjami, sięgali po władzę nad Polską." Cóż takiego strasznego się stało? Oto w nowej rzeczywistości, po 1968 roku: "mieliśmy żyć w Polsce bez Gombrowicza i Miłosza, bez Słonimskiego i Kołakowskiego, bez Jasienicy i Andrzejewskiego (…)" i chwilowo "przegraliśmy": "40 lat temu Polska demokratyczna przegrała z Polską dyktatury czarnosecinno-sowieckiej, zwyciężył duch endokomuny."</p>
<p>Na koniec swych rozważań Michnik nie może oprzeć się refleksji, że oto w dzisiejszych czasach: "nurt, który wtedy konfiskował Dziady, okazał się nader żywotny. Cham i Ciemniak naszych czasów chcieli wyrugować Gombrowicza z lektur szkolnych, urządzili nikczemny skandal nad trumną Miłosza, z upodobaniem lżyli Szymborską, gdy otrzymała Nobla".</p>
<p><img src="http://solidarnosc.free.fr/images/Michnik__Jaruzelski.JPG" align="right" height="NaN" hspace="4" vspace="1" width="200" />W swoim niedługim tekście Redaktor Naczelny popełnił co najmniej trzy bardzo poważne fałsze. Pierwszym fałszem jest pominięcie całkowitym milczeniem tego, co działo się w Polsce przed 1968 rokiem. Że nie było to przypadkowe pominięcie (w końcu nie zawsze można poruszyć wszystkie wątki w jednym tekście), świadczą użyte przezeń sformułowania. Michnik pisze, że "40 lat temu Polska demokratyczna przegrała…" tak, jakbyśmy wcześniej mieli do czynienia z jakąś Polską demokratyczną, a nie Polską stalinowską, zniewoloną przez Sowietów. Pisze, że po wydarzeniach 1968 roku "mieliśmy żyć w Polsce bez Gombrowicza…." tak, jakby przed tą datą w Polsce swobodnie ukazywały się dzieła wybitnych polskich pisarzy i poetów. Ktoś może powiedzieć, że nie było potrzeby wyliczać ani akcji "Burza", ani procesu 16-tu, ani gehenny więzień stalinowskich, ani walki z Kościołem. Ale Michnik skrzętnie wylicza to, co nastąpiło w Polsce po 1968 roku (grudzień 1970, Solidarność, stan wojenny). A więc z jego tekstu wynika, że w 1968 roku rozpoczęła się walka z "Chamem i Ciemniakiem", czyli "endokomuną". Przedtem - jakby nie działo się nic złego…</p>
<p>Drugim fałszem, jest sprowadzenie istoty wydarzeń marcowych do walki o "kulturę, wolność i godność polską", walki między "siłami jasności" a "chamskim ciemniactwem". Abstrahując od tego, że w tle toczyła się walka frakcyjna między komunistami, uczestnicy wydarzeń marcowych - nawet jeśli wprost nie głosili hasła niepodległości - w praktyce upominali się o poszanowanie narodowej tożsamości, gwałconej od wielu lat przez namiestników z sowieckiego nadania. Niby brzmi podobnie, ale jednak to coś zupełnie innego: ani w 1968 roku, ani w następnych latach większość społeczeństwa nie walczyła li tylko o "kulturę, wolność i godność polską", ale przede wszystkim o to: "Żeby Polska była Polską". Po stronie Niepodległości często stali ludzie prości, niewykształceni, po prostu polscy patrioci. Po stronie sowieckich namiestników natomiast nie brakowało niestety "nie-chamów" czy "nie-ciemniaków", czyli "oświeconych wykształciuchów".</p>
<div align="center"><img src="http://iskry.pl/images/stories/Humor/komuna.jpg" height="352" width="500" /></div>
<p>Nie pierwszy i nie ostatni raz Michnik przypisuje sobie kompetencje Archanioła, strącając do piekieł wszystkich przeciwników i obdarzając niebem swoich zwolenników. Z opisu przedstawionego przez Michnika - chodzi konkretnie o "Chama i Ciemniaka" (przebranego w ułański mundur i ryngraf), sięgającego po władzę w Polsce przy wykorzystaniu "fobii i emocji" - można odnieść wrażenie, że utożsamia się on z usuniętą od władzy frakcją partyjną, której zwolennicy Moczara zarzucali "niepolskie" pochodzenie. Ale zwolennicy Moczara na pewno nie zakładali "ryngrafu", ponieważ byli nie mniej antyklerykalni od swych przeciwników, partyjnych rewizjonistów. A ci ostatni nie zawsze byli kulturalnymi profesorami i poetami. Niektórzy z nich wywodzili się z Urzędu Bezpieczeństwa…</p>
<p>Trzecim fałszem, jaki Michnik popełnił, jest postawienie znaku równości między komunistami a współczesnymi kontestatorami, którzy dążyli do "wyrugowania Gombrowicza z lektur szkolnych", organizowali "nikczemny skandal nad trumną Miłosza", "z upodobaniem lżyli Szymborską, gdy otrzymała Nobla". Michnik użył określenia "nurt", aby dać do zrozumienia, że "Cham i Ciemniak" sprzed 40 laty żyje obecnie w środowiskach prawicowych. Nicią łączącą dwa, wydawałoby się nie mające ze sobą nic wspólnego, zjawiska jest magiczne słowo: "endokomuna". Michnikowi chodzi o to, że "Cham i Ciemniak" wykorzystywali i wykorzystują hasła narodowe, aby zwalczać elitę kulturalną. Nieuzasadnione jest insynuowanie związku między Moczarem a ruchem narodowym, który ze swej istoty był zawsze bliski Kościołowi, podczas gdy Moczarowcy byli obsesyjnie antykatoliccy. Nieprawdziwe jest stawianie znaku równości między rządzącą w Polsce frakcją komunistyczną, a obecnymi, nielicznymi i nie mającymi większych wpływów, środowiskami.</p>
<p>Zniekształceniem wręcz skandalicznym jest niedostrzeganie różnic między komunistami a zwolennikami prawicy. Używanie zjadliwych określeń pod adresem przedstawicieli "twardogłowej" prawicy nie najlepiej współbrzmi z jednoczesnymi peanami na cześć obrony "kultury, wolności i godności polskiej". Kultura i wolność polegają - drogi Panie Redaktorze - na umiejętności uszanowania odmiennych poglądów.</p>
<p>A tak w ogóle, to nie najlepiej brzmi ten pompatyczny tekst o "obronie kultury" (wysokiej) przed "Chamem i Ciemniakiem", zamieszczony na pierwszej stronie, w tym samym numerze gazety, w którym - jako prezent dla Czytelników - dołączono płytę z filmem "Rambo". Nie mam osobiście nic przeciw temu filmowi, jednak darmowe rozdawnictwo produktów kultury jarmarcznej nie pasuje do jednoczesnego kreowania się na misjonarza, niosącego "kaganek oświaty". W języku prostych ludzi taką postawę nazywa się obłudą.</p>
<p><b>Wojciech Turek</b></p>
<p><i>Adam Michnik, Dziady z dynamitu, Gazeta Wyborcza, 31 stycznia 2008</i></p>
]]></content:encoded>
</item>

</channel>
</rss>
