<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><!-- generator="wordpress.com" -->
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	>

<channel>
	<title>czwarta-droga &amp;laquo; WordPress.com Tag Feed</title>
	<link>http://wordpress.com/tag/czwarta-droga/</link>
	<description>Feed of posts on WordPress.com tagged "czwarta-droga"</description>
	<pubDate>Mon, 07 Jul 2008 12:10:25 +0000</pubDate>

	<generator>http://wordpress.com/tags/</generator>
	<language>en</language>

<item>
<title><![CDATA[Wewnętrzna dyscyplina]]></title>
<link>http://pracownia4.wordpress.com/?p=96</link>
<pubDate>Thu, 05 Jun 2008 14:43:59 +0000</pubDate>
<dc:creator>iza</dc:creator>
<guid>http://pracownia4.wordpress.com/?p=96</guid>
<description><![CDATA[Dzisiaj jest takie, jakie jest, ponieważ wczoraj było takie, jakie było. I jeśli dzisiaj jest ta]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<blockquote><p>Dzisiaj jest takie, jakie jest, ponieważ wczoraj było takie, jakie było. I jeśli dzisiaj jest takie jak wczoraj, to jutro będzie takie jak dzisiaj. Jeśli chcesz, żeby jutro było inne, to musisz dzisiaj uczynić inne. Jeśli dzisiaj jest po prostu konsekwencją wczoraj, to dokładnie w ten sam sposób jutro będzie konsekwencją dnia dzisiejszego. I jeśli zbadało się dokładnie, co zdarzyło się wczoraj, przedwczoraj, tydzień temu, rok czy dziesięć lat temu, to będzie można bezbłędnie powiedzieć, co się zdarzy jutro, a co nie. [...] To, co się zdarzy lub może się z nami zdarzyć, zależy od jednej z trzech przyczyn: od przypadku, od przeznaczenia lub od naszej woli. Tacy, jacy jesteśmy, prawie całkowicie jesteśmy uzależnieni od przypadku. W prawdziwym znaczeniu tego słowa nie możemy mieć ani trochę więcej przeznaczenia niż woli. [...] To brzmi paradoksalnie, ale mamy wszelkie prawo do tego, by powiedzieć, że znamy naszą przyszłość. Będzie ona dokładnie taka sama, jaka była nasza przeszłość. Nic się nie zmienia samo przez się. </p>
<p>A co usypia człowieka? Wszystko to, co nie jest konieczne, wszystko to, bez czego można się obejść. Niezbędne jest zawsze dopuszczalne. Ale zaraz za tym zaczyna się hipnoza. Przy czym musicie pamiętać, że dotyczy to tylko ludzi pracujących lub tych, którzy uważają, że pracują. A sama praca polega na dobrowolnym poddaniu się na jakiś czas cierpieniu, aby się uwolnić od wiecznego cierpienia. Tymczasem ludzie boją się cierpienia. Pragną przyjemności: teraz, natychmiast i na zawsze. Nie chcą zrozumieć, że przyjemność jest atrybutem raju i że trzeba na nią zapracować. I nie jest to konieczne z powodu jakichś arbitralnych albo wewnętrznych praw moralnych, lecz dlatego, że jeśli człowiek otrzymuje przyjemność, zanim na nią zapracuje, to nie będzie jej w stanie zachować i przyjemność ta zamieni się w cierpienie. A cała rzecz w tym, by otrzymać przyjemność i być w stanie ją zachować. Ten, kto potrafi to zrobić, nie musi się już niczego uczyć. Ale droga do tego prowadzi przez cierpienia.<br />
[Uspieński, FNN]</p></blockquote>
<p>"[...] najbardziej efektywną strategię wypracowali widzący z czasów konkwisty, niekwestionowani mistrzowie skradania się. Składa się ona z sześciu powiązanych ze sobą elementów. Pięć z nich nazywa się atrybutami wojownika. Są to: <strong>kontrola, dyscyplina, wytrwałość, wyczucie odpowiedniego czasu i wola</strong>. Dotyczą one świata wojownika, który wciąż zmaga się z poczuciem własnej ważności". [C.Castaneda - "Wewnętrzny ogień"]<br />
<!--more--></p>
<p>O woli co nieco już <a href="http://pracownia4.wordpress.com/2008/05/24/wolna-wola-albo-mozliwosc-czynienia/">pisaliśmy</a>, o wyczuciu właściwego czasu (kairos) można poczytać na blogu Układ Otwarty (kilka wpisów, m.in <a href="http://arkadiusz.jadczyk.salon24.pl/72648,index.html">ten</a>), dziś rzecz będzie o dyscyplinie.</p>
<p>„Życie jest trudne” – takim zdaniem Scott Peck rozpoczyna swoją książkę „Droga rzadziej wędrowana”, której pierwszy rozdział nosi tytuł „Dyscyplina”. Peck ciągnie dalej:</p>
<blockquote><p>„Większość ludzi nie widzi w pełni tej prawdy, że życie jest trudne. Zamiast tego jęczą, bardziej lub mniej nieustannie, głośno albo po cichu, o swoich potwornych problemach, ciężarach i trudnościach, jakby życie generalnie było łatwe, jakby powinno być łatwe.[...] Życie jest ciągiem problemów. Chcemy o nich jęczeć, czy chcemy je rozwiązać?</p>
<p>Dyscyplina jest podstawowym zestawem narzędzi, których potrzebujemy, żeby rozwiązać swoję życiowe problemy. Bez dyscypliny nie rozwiążemy niczego.</p>
<p>Tym, co czyni życie trudnym, jest fakt, że proces konfrontacji z problememami i rozwiązywania ich jest bolesny. [...] A jednak w tym właśnie  procesie wychodzenia naprzeciw problemom i rozwiązywania ich leży sens życia. Problemy odwołują się do naszej odwagi i naszej mądrości. W rzeczywistości, one kreują naszą odwagę i mądrość. Tylko dzięki problemom wzrastamy psychicznie i duchowo. Jak powiedział Benjamin Franklin: „To, co boli, uczy”.  Jest tak dlatego, że mądrzy ludzie uczą się nie bać, a rzeczywiście dopuszczają do siebie problemy i ból, który ze sobą niosą.</p>
<p>Większość z nas nie jest na tyle mądra. Większość z nas obawiając się bólu w większym lub mniejszym stopniu stara się unikać problemów. Odkładamy je na później, mając nadzieję, że znikną. Ignorujemy je, zapominamy o nich, udajemy, że nie istnieją. </p>
<p>Ta tendencja unikania problemów i nieodłącznie z nimi związanego emocjonalnego cierpienia jest główną przyczyną wszystkich ludzkich chorób psychicznych.”</p></blockquote>
<p>Czy nie tego nas właśnie uczą rodzice pomniejszając dziecięce problemy zarówno w oczach dzieci jak i swoich i unikając stawienia im czoła? W zamian sprzedają nam garść mitów na temat świata zewnętrznego i – co gorsza – na temat nas samych. A że odbywa się to tak powszechnie i wzmacniane jest przez wszelkie możliwe środowiska ze szkołą włącznie, w efekcie mamy społeczeństwa ludzi nie znających co to odpowiedzialność za los swój i bliźnich, ludzi szukających ucieczki od drzemiących w nich pytań w rozrywce, w karierze, w pogoni za tym czy owym... byle dalej od samego siebie.<br />
Czasem, niektórzy, uświadamiają sobie, że coś jest nie tak, ze zaprzeczają swojej własnej naturze, że „ich dzisiaj jest takie samo jak wczoraj, a jutro będzie takie takie jak dzisiaj”. Uświadamiają sobie, że nadzieja, iż problemy znikną same z siebie, jest złudna. </p>
<p>Jak pisze Scott Peck, problemy nie znikną. Muszą zostać przepracowane, w przeciwnym razie na zawsze będą stanowiły barierę dla wzrostu i duchowego rozwoju. Ażeby z ochotą wyjść na przeciw problemowi w jego wczesnym stadium, zanim okoliczności zmuszą nas do stawienia mu (albo konsekwencjom chowania głowy w piasek) czoła, trzeba się zdecydować na odłożenie na bok czegoś przyjemnego czy choćby mniej bolesnego i na doświadczenie czegoś bardziej bolesnego.</p>
<p>Innymi słowy – należy zrezygnować z nieświadomego cierpienia na rzecz cierpienia świadomego. Jest to zadanie o wiele trudniejsze, wymaga podjęcia decyzji i konsekwentnego działania wbrem utartym procedurom, wbrew własnej maszynie, własnym mechanizmom obronnym, wbrew wijącemu się w środku drapieżnikowi, który zrobi wszystko co w jego mocy, żeby ułożyć nas z powrotem do snu. </p>
<p>O konieczności poświęcenia własnego (nieświadomego) cierpienia pisze Uspieński:</p>
<blockquote><p>Następną rzeczą, którą ludzie muszą poświęcić, jest ich cierpienie. Bardzo trudno jest poświęcić własne cierpienie. Człowiek odmówi sobie wszelkiej przyjemności, ale nie porzuci swojego cierpienia. Człowiek zbudowany jest w taki sposób, że nigdy nie przywiązuje się do niczego tak, jak do swojego cierpienia. A od cierpienia trzeba się uwolnić. Nikt, kto nie jest wolny od cierpienia, kto nie poświęcił swojego cierpienia, nie może pracować. Później będę miał jeszcze dużo do powiedzenia na ten temat. Bez cierpienia niczego nie da się osiągnąć, ale jednocześnie trzeba zacząć od poświęcenia cierpienia. Teraz rozszyfruj, co to oznacza.</p></blockquote>
<p>I o konieczności podjęcia nadwysiłku:</p>
<blockquote><p>
[...] człowiek jest zbyt leniwy. Niemal wszystko robi bez wymaganej intensywności albo też nic nie robi, myśląc, że właśnie coś robi; nad czymś, co nie wymaga intensywności, będzie pracował bardzo intensywnie, a jednocześnie przegapi te momenty, gdy intensywność jest niezbędna. Poza tym się oszczędza; obawia się robić cokolwiek nieprzyjemnego. Sam nigdy nie osiągnie koniecznej intensywności pracy. Jeżeli we właściwy sposób obserwowaliście samych siebie, to się z tym zgodzicie. Gdy człowiek podejmuje się jakiegoś zadania, bardzo szybko zaczyna sobie pobłażać. Próbuje wykonać to zadanie w możliwie najłatwiejszy sposób: to nie jest praca. W pracy liczą się tylko nadwysiłki, które wykraczają poza to, co normalne, poza to, co konieczne; zwykłe wysiłki się nie liczą.</p></blockquote>
<p>Scott Peck mówiąc o dyscyplinie wymienia zestaw narzędzi, technik podejmowania świadomego cierpienia i doświadczania bólu towarzyszącemu stawianiu czoła problemom w sposób konstruktywny. Do narzędzi tych zalicza: odwlekanie gratyfikacji, przyjęcie na siebie odpowiedzialności, oddanie Prawdzie i wypośrodkowanie. </p>
<p>„Problem nie leży w stopniu skomplikowania tych narzędzi, ale w woli ich użycia”.</p>
<p>Ci Czytelnicy, którzy znają książki Carlosa Castanedy, przypomną sobie zapewne poniższy fragment „Aktywnej strony nieskończoności” (w szerszym kontekście zacytowany <a href="http://pracownia4.wordpress.com/ksiazki/umysl-latawca/">tutaj</a>):</p>
<blockquote><p>Wspaniała sztuczka dawnych czarowników – ciągnął don Juan – polegała na obciążeniu umysłu latawca dyscypliną. Stwierdzili oni, że jeśli narzucić umysłowi latawca wewnętrzną ciszę, wówczas obca instalacja się rozprasza; daje to każdemu, kto wykonuje ten manewr, absolutną pewność zewnętrznego pochodzenia umysłu. Obca instalacja powraca, tego możesz być pewien, ale już nie tak silna, i tak oto rozpoczyna się proces, w którym rozpraszanie umyslu latawca staje się zabiegiem rutynowym; proces ten trwa tak długo, aż pewnego dnia umysł latawca rozprasza się na dobre. </p>
<p>Smutny to dzień, doprawdy! Od tego dnia będziesz musiał się opierać na własnej inwencji, która jest bliska zeru. Nie będzie już nikogo, kto by ci powiedział, co masz robić. Nie będzie już żadnego zewnętrznego umysłu, który mógłby ci dyktować kretyństwa, do których zostałeś przyzwyczajony.</p>
<p>Mój nauczyciel, nagual Julian, zawsze przestrzegał wszystkich swoich uczniów – kontynuował don Juan – że jest to najcięższy dzień w życiu czarownika, ponieważ prawdziwy umysł – ten, który należy do nas, łączna suma wszystkiego, czego doświadczyliśmy – po trwającym całe życie poddaństwie, jest nieśmiały, niepewny i nie można na nim polegać. Osobiście powiedziałbym, że dla czarownika prawdziwa bitwa rozpoczyna się dopiero w tym momencie. Cała reszta to tylko przygotowania.</p>
<p>Dyscyplina niesamowicie obciąża obcy umysł – odrzekł. – Tak więc, dzięki niej czarownicy przełamują obcą instalację.</p>
<p>[…] zaraz zafunduję umysłowi latawca, który w sobie nosisz, jeszcze jeden wstrząs. Wyjawię ci jeden z najbardziej niesamowitych sekretów magii. Opiszę ci odkrycie, którego weryfikacja i uporządkowanie zajęła czarownikom tysiące lat.</p>
<p>Spojrzał na mnie i uśmiechnął się złowrogo.</p>
<p>– Umysł latawca rozprasza się na zawsze – powiedział – kiedy czarownikowi uda się pochwycić wibrującą siłę, która utrzymuje w jednej całości skupisko naszych pól energii. Jeżeli utrzymają w tym uchwycie dostatecznie długo, umysł latawca zostaje pokonany i się rozprasza. I to właśnie zaraz zrobisz: uchwycisz się energii, która utrzymuje nas w jednej całości.</p>
<p>Dzisiaj naprawdę ci się udało zupełnie poplątać moje ścieżki.</p>
<p>– Rozdziera cię wewnętrzna walka – powiedział don Juan. – Głęboko w środku wiesz, że nie jesteś w stanie odrzucić przyzwolenia na to, by nieodłączna część ciebie, twoja lśniąca otoczka świadomości, stała się w niepojęty sposób źródłem pożywienia dla istot o niepojętej dla nas naturze. A inna część ciebie będzie się temu przeciwstawiać całą swoją mocą.</p>
<p>Przewrót czarowników – ciągnął – polega na tym, że odmówili oni honorowania umów, w których nie byli stroną. Nikt mnie nigdy nie pytał o to, czy nie zgodziłbym się zostać pożarty przez istoty o odmiennym rodzaju świadomości. Moi rodzice po prostu wprowadzili mnie na ten świat po to tylko, bym został czyimś pożywieniem, tak samo jak i oni – koniec, kropka.</p></blockquote>
<p>Tak więc nie ma dróg na skróty. Jeśli ktoś nie chce stać się czyimś pożywieniem, jeśli nie chce wciąż od nowa powtarzać tego samego cyklu, musi zaprząc do pomocy dyscyplinę i robić to, czego maszyna robić nie lubi albo co jej przychodzi z trudnością. Tylko w ten sposób można sukcesywnie zacząć odwracać skutki swojego zaprogramowania i powoli stawać się swoim własnym mistrzem.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Centrum Intelektualne]]></title>
<link>http://pracownia4.wordpress.com/?p=83</link>
<pubDate>Sun, 25 May 2008 12:16:39 +0000</pubDate>
<dc:creator>iza</dc:creator>
<guid>http://pracownia4.wordpress.com/?p=83</guid>
<description><![CDATA[Prof. Kazimierz Dąbrowski
DEZYNTEGRACJA,   A CZYNNOŚCI UMYSŁOWE
Doznania, obserwacja, samoobserwa]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Prof. Kazimierz Dąbrowski</strong><br />
DEZYNTEGRACJA,   A CZYNNOŚCI UMYSŁOWE</p>
<p><strong>Doznania, obserwacja, samoobserwacja</strong> doprowadza nas do większego współdźwięczenia z różnymi punktami widzenia, z różnymi stanowiskami, metodami pracy, różnymi typami umysłowości. Zaczynamy w sobie samych wyrabiać nowe recepcje, nowe postawy i nowe struktury czynności umysłowych. Zaczynamy patrzeć retrospektywnie i prospektywnie na naszą własną strukturę umysłową, na historię naszego rozwoju, na nasze „puste miejsca", niewrażliwe na pewne bodźce umysłowe, na nasze nadmiernie rozwinięte jednostronne struktury. Zaczynamy <span style="text-decoration:underline;">drogą napięć emocjonalnych i analizy rozbijać usztywnione struktury, uwrażliwiać je wielostronnie. Nie ufamy już własnym sądom, własnemu zdaniu</span>. Ten stan pogotowia analitycznego obrazuje znowu cytat z Nietschego (1912):</p>
<blockquote><p><strong>„Nigdy nie zatajaj i nie zamilcząj przed sobą tego, co by przeciw twej myśli pomyślane być mogło. Poprzysiąż sobie. Jest to najpierwszą uczciwością myślenia. Musisz codziennie toczyć bój z samym sobą. Każde zwycięstwo i każdy zdobyty szaniec nie dotyczą już ciebie, lecz prawdy, ale też każda twa porażka nie dotyczy już również ciebie".</strong></p></blockquote>
<p><!--more--></p>
<p>Inteligencja w związku z tymi procesami przestaje być sprzężona z emocjonalnością protopatyczną, z emocjonalnością prymitywną, podkorową, ale po rozbiciu sprzężeń z wymienionymi formami, po fazie dezyntegraeji, sprzęga się powoli z wyższymi formami struktur dążeniowo-uczuciowych i pozostaje na ich usługach.</p>
<p>Jest to przejście z fazy inteligencji na usługach popędów, w fazę inteligencji na usługach osobowości. <span style="text-decoration:underline;">To nowe sprzężenie inteligencji pozwala na unikanie błędów płynących z rozumowania skażonego kierującymi nim popędami, powoduje osłabienie postawy podmiotowej w sądzeniu, usuwa egocentryzm, dążność wysuwania w polemice tych argumentów, które przez umiejętne ugrupowanie dają pozory prawdy, oświetlając tylko jej odcinek</span>.</p>
<p><strong>Sprzężenie inteligencji ze zrozumieniem i miłością, oddanie jej w służbę osobowości daje najważniejszą podstawę do obiektywizmu, rozszerzając widnokręgi myślowe, rozszerzając znajomość ludzi, usuwając zaciemnienia popędowe</strong>. To ujęcie zgodne jest z treścią rozdziału o miłości z pierwszego listu Pawła z Tarsu do Koryntian:</p>
<p><strong><span style="color:#ff0000;">„Miłość nie czyni nic nieprzystojnego, nie szuka swoich rzeczy, nie jest porywczą do gniewu, nie myśli złego, nie raduje się z niesprawiedliwości, ale raduje się z <span style="text-decoration:underline;">prawdy</span>".</span><br />
</strong></p>
<p><strong>W przeciwieństwie więc do sprzężeń inteligencji z popędami, przy których prawie z reguły nie szuka się obiektywnej, ale „swojej" racji — nowe sprzężenie inteligencji prowadzi do obiektywizmu w myśleniu.</strong></p>
<p>Stebbing (1948) cytuje kilka angielskich wybitnych mężów stanu, którzy odrzucali zasady logiki, ponieważ nie umieli się nimi posługiwać i tak lord Selborne mówi o „sławnej niezdolności do jasnego myślenia, które jest jedną z wyróżniających cech naszej rasy". Austen Chemberlain tak się wypowiada: „Mam głęboką nieufność do logiki stosowanej, do polityki i historia angielska usprawiedliwia mnie". — Baldwin był zdania, że Anglia była szczęśliwszą od innych narodów, ponieważ nie dała się prowadzić przez logikę. Był on wrogiem zbyt ścisłych definicji twierdząc, iż gdybyśmy chcieli zbyt ściśle określać naszą konstytucję, to państwo rozpadłoby się w związku z tym na fragmenty.</p>
<p>Autorka, przytaczając te wypowiedzi, twierdzi, że z<strong>najomość zasad logiki pomaga nam w myśleniu, o ile chcemy myśleć logicznie. Jednakże właśnie „chcenie" takiego myślenia jest rzadkością, zaś realizowanie go jeszcze rzadsze.</strong></p>
<p>Autorka podaje szereg przyczyn tego zjawiska i to głównie przyczyn moralnych. Kryją się one w zagadnieniach „ja" i .„ty", z czym wiążą się braki osobowości. Te przyczyny tkwią w niezdolności do argumentowania, gdy wymagane jest przestawienie się z postawy „ja" w postawę „ty". Jest to zjawisko, które wiąże się z <span style="text-decoration:underline;">posiadaniem jak gdyby „końskich okularów" na oczach czy umyśle</span>. Inne trudności płyną ze <span style="text-decoration:underline;">zbyt małej znajomości przedmiotu, o którym się dyskutuje, z posługiwania się w myśleniu i wydawaniu sądów sloganami, ze skłonności do myślenia naśladowczego</span>. Stabbing mówi <strong>o braku wolności umysłu przy tego typu zjawiskach</strong>. Ernest Dimnet podkreśla w swojej książce wiele podobnych mechanizmów, mówiąc na przykład, że „<strong>Krytyk przychylnie oceniający książkę '' potępi ją z zadowoleniem, jeżeli ostatni jej  rozdział przeczy któremuś z jego ulubionych poglądów</strong>".</p>
<p>Ten sam autor sądzi, że „wszystkie dzieci poniżej 9-10 lat są filozofami" i że „ta niezależność myśli trwa tylko dopóty, dopóki pod wpływem podniet zewnętrznych nie zacznie u dziecka budzić się <strong>instynkt naśladownictwa</strong>". Jest to jakby okres świeżości, oryginalności, braku sztywnej integracji. Tylko u takiego Blacke’a lub Whitemana przejście od dziecka do artysty następuje stopniowo. Przyzwyczajeni jesteśmy do rzeczy jasnych w wąskim zakresie, do rzeczy, które rozumiemy. „<strong>Większość czytelników — pisze Dimnet — rozumie lub myśli, że rozumie to, co jest zupełnie jasne, resztę zaś traktuje jako błąd lufo kaprys autora</strong>".</p>
<p>Dimnet poświęca dużo uwagi zagadnieniu <strong>intuicji oraz wolności moralnej w myśleniu</strong>. Jest on zdania, że przez moralny wysiłek można się wznieść na wyżyny myśli, że <span style="text-decoration:underline;">wartość moralna jest warunkiem wzniosłości myśli</span>. Cytuje tutaj opinię Vauvenargues o tym, że „<strong>wzniosłe myśli rodzą się w sercu</strong>" oraz Jouberta, który twierdzi, że „<strong>nie ma światła w duszach pozbawionych ciepła</strong>".</p>
<p>Dimnet (1938) zwraca uwagę na <strong><span style="text-decoration:underline;">skupienie</span></strong>, które jest stopniowym lub jednorazowym usunięciem wszystkich wyobrażeń obcych naszym myślom". — „To skupienie jest często źródłem największych pomysłów twórczych". Anatol France, patrząc na niebo usiane gwiazdami, został uderzony małością człowieka z jego ambicjami i namiętnościami oraz atomu ziemi z mikroskopowymi państwami na niej. Barres, stojąc nad mogiłą swego ojca, w tym czasie kiedy dzwoniono na nieszpory i uroczysty nastrój ogarnął całą wioskę, uświadomił sobie łączność między przodkami a sobą, którą nazwał „wołaniem ziemi". Wizje te wypełniły życie tych dwóch ludzi, tworząc najistotniejszą treść 40 tomów ich dzieł i kształtując myśli społeczeństwa.</p>
<p>Był to zarazem wyraz oderwania się od wąskiej rzeczywistości aktualnej: w pierwszym wypadku — oderwania się od swego mikrokosmosu i małego świata, w drugim — uruchomienie postawy retrospekcyjnej i pamięci uczuciowej.</p>
<blockquote><p>„Pokrewni mistykom — pisze Dimnet (1938) — są współcześni intuicjoniści, jak Newman, Bergson. Ludzie o takiej kulturze i tak oczytani znają wartość ścisłych danych, lecz wierzą w wyższą logikę, która potrafi wyzyskać znajomość faktów. Pasteur, często miewał intuicje, które potem poddawał uciążliwym badaniom wg zasad nauki. Intuicja tego rodzaju nie jest objawieniem, lecz tylko wynikiem błyskawicznych porównań i przeciwstawień wyobrażeń, nagromadzonych w umyśle i w znacznie większym stopniu elastycznych niż schematy naszego umysłu, które Newman nazywa „pojęciowymi" w przeciwstawieniu do  „rzeczywistych".</p></blockquote>
<p>Według Dimneta stany twórcze, stany „znalezienia siebie" wiążą się z reguły z oddaleniem od reszty świata i wejściem w głąb naszej osobowości. Nagły błysk myśli, którego możemy nawet nie pragnąć, przenika nasz umysł i rozjaśnia go tak, że w jednej chwili dostrzegamy to, czego nie widzieliśmy przed tym, doznając ulgi, która towarzyszy pewności". Co do stosunku niejasności do twórczości Dimnet wyraża opinię następującą, mając na myśli wielkich pisarzy, którzy „nie piszą dlatego, że mają myśli, piszą zaś myśląc. Konsekwencją tego bywa często niejasność, nieład i brak równowagi. Newman przyznał, że w jego „Grammar of Assent" były miejsca, których on sam nie rozumiał. Cóż to jednak szkodzi, jeżeli pisarz zmusza się do myślenia, nie ograniczając się tylko do nauczania".</p>
<p>W oparciu o powyższe rozważania, możemy powiedzieć, że w drodze od struktury prymitywnej do osobowości kulturalnej przechodzimy w zakresie myślenia przez fakty rozluźnienia i rozbicia struktur myślowych. <span style="text-decoration:underline;">Od myślenia całkowicie zjednoczonego z prymitywnymi formami czynności popędowych przechodzimy do myślenia zintegrowanego wokół form gnostycznych</span>, jak myślenie magiczne, prelogiczne, logiczno-sprzężone, a następnie do rozluźnień warstwicowych każdej z tych form myślenia. W miarę powstawania wyższej struktury, te rozluźnione formy łączą się w całość, w wyższą syntezę, w jednolitą twórczą wypadkową poszczególnych form myślenia na ich poziomie najwyższym. Sama „czynność myślenia" — wg określenia Deweya (1957) — „zaczyna się od sytuacji, którą możemy nazwać rozdrożem, od niejasnego położenia, które przedstawia dylemat i ukazuje różne alternatywy", a więc przedstawia pewien proces dezynitegracji.</p>
<p>Wskazywaliśmy wielokrotnie, że <strong>czynności inteligencji, czynności myślenia są czynnościami narzędziowymi dynamizmów dążeniowo-uczuciowych.</strong> Dezyntegracja tych dynamizmów dezyntegruje również czynności myślowe z nimi związane. <strong>Miłość, bezinteresowność, świadoma zdolność do poświęcenia, zdolność do kontemplacji — oczyszczają, podnoszą i rozszerzają nasze myślenie, wprowadzając je na teren bardziej obiektywny rozszerzają nasze horyzonty myślowe, osłabiają czynnik niższych namiętności i sprytu, związany z podstawowymi dynamizmami popędowymi</strong>.</p>
<p>Czy należy wnioskować z tych rozważań, że osobnik, który nie przeszedł przez dezyntegrację warstwicową i znajduje się na poziomie integracji prymitywnej, nie może być dobrym matematykiem, fizykiem ekonomistą, technikiem? Takie twierdzenie nie byłoby dostatecznie umotywowane. Możemy tylko twierdzić, że <strong>będzie on naukowcem o umyśle wąskim</strong>, że będzie miał dużo mniejsze możliwości twórcze aniżeli osobnik po przebyciu fazy dezyntegracji, że jego koncepcje, jego założenia ogólnie będą niedostateczne, wbudowane zbyt ściśle w jego interesy życiowe bez możności odseparowania ich od jego struktury prymitywnej, której poziom będzie się również odbijał na jego pracy naukowej.</p>
<p>A teraz powróćmy na chwilę do zagadnienia inteligencji twórczej. Postawmy sobie pytanie, czy twórczą jest inteligencja, czy też twórczą jest cała. osobowość tworzącego? Jaki jest proces rozwoju twórczości, jakie są jego momenty wywoławcze, jakie warunki powstawania pomysłów? Oczywiście, możemy tutaj tylko szkicowo podać parę uwag. Na pierwsze postawione pytanie możemy odpowiedzieć, że na ogół udział całej osobowości tworzącego znajduje się w stosunku wprost proporcjonalnym do głębi i rozległości procesów twórczych. Powstawanie pomysłu twórczego, rozwój procesu twórczego zawiera w sobie kilka podstawowych elementów, a więc: napięcie uwagi, pracę myśli w zakresie danego zagadnienia, niepokój przy powstawaniu pomysłów i braku dostatecznych elementów do ich rozbudowania, stany nierównowagi myślowej i psychicznej w ogóle, stany podrażnienia i wzmożonej pobudliwości*. Bardzo często po tym okresie następuje jakby faza oddzielenia się żywiołowości procesu twórczego,  przychodzi  okres  uciszenia  się,   „wypoczynku",  często  medytacji i kontemplacji, niekiedy okres odwrócenia się na pewien czas od danego terenu zainteresowań. Pomysł twórczy powstaje zazwyczaj w pierwszym okresie, a rozbudowuje się w drugim, chociaż nie jest to regułą. Są twórcy o tak szerokich zainteresowaniach, o takiej pasji twórczej, że proces wyżej  naszkicowany jest prawie permanentny.  W wielu innych przypadkach mamy do czynienia z dłuższymi lub krótszymi przerwami, z „nocami duszy" w twórczości,  analogicznie do takich przerw w ogólnym rozwoju duchowym. Notujemy często przypływy i odpływy twórczości.</p>
<p>Często wielki przypływ twórczości, zmieniający kierunek, zasięg, przedmiot i poziom twórczości następuje po wielkich klęskach życiowych. Często świeżość twórczości, częstotliwość i oryginalność pomysłów znajdujemy w istocie takich struktur psychicznych, jak pewne typy struktury infantylnej ze wzmożoną pobudliwością różnych rodzajów, z falującym poczuciem, niższości i wyższości, podniecenia i depresji, konfliktów wewnętrznych. W każdym bądź razie proces dezyntegracji wydaje się stać u podstawy wielkich rozkwitów twórczych, w których walka sprzecznych zespołów tendencji, nieprzystosowanie, do rzeczywistości, skłonność do prospekcji i retrospekcji, dynamizmy ideału odgrywają podstawową rolę, szczególnie gdy chodzi o twórczość poetycką, pisarską, plastyczną, filozoficzną, nie mówiąc już o twórczości reformatorskiej w dziedzinie religii i wychowania.</p>
<p>Wydaje nam się, że rozwojowy, pozytywny proces dezyntegracji pociąga za sobą dość istotne zmiany, w strukturze i czynnościach umysłowych, przejawiające się:<br />
a)	w bardziej twórczym charakterze czynności umysłowych;<br />
b)	osłabieniu myślenia wyłącznie formalnego, osłabieniu tendencji do koartacji;<br />
c)	silniejszym zespoleniu czynności myślenia z całą osobowością jednostki;<br />
d)	w równowadze postaw analitycznych i syntetycznych w myśleniu.</p>
<p>- -<br />
* "<strong>Kiedy umysł jakiś przeniknie uczucie prawdziwego zaniepokojenia niezależnie<br />
od tego jak się to uczucie wytwarza, umysł ten ożywia się i staje się przenikliwy<br />
bo jest pobudzany wewnętrznie</strong>" (Dewey 1957).</p>
<p>- -<br />
<em>Dąbrowski, K. (1964). 0 dezyntegracji pozytywnej: [On positive disintegration:] Szkic teorii rozwoju psychicznego człowieka poprzez nierównowagę psychiczną, nerwowość, nerwice i psychonerwice. Warszawa: Państwowy Zakład Wydawnictw Lekarskich.</em></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Wolna Wola albo możliwość Czynienia]]></title>
<link>http://pracownia4.wordpress.com/?p=82</link>
<pubDate>Sat, 24 May 2008 15:20:44 +0000</pubDate>
<dc:creator>iza</dc:creator>
<guid>http://pracownia4.wordpress.com/?p=82</guid>
<description><![CDATA[Ci co podążają za tą częścią siebie, która jest wielka - stają się wielkimi.
Ci co podąż]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align:right;"><em>Ci co podążają za tą częścią siebie, która jest wielka - stają się wielkimi.<br />
Ci co podążają za tą częścią siebie, która jest mała - stają się małymi.</em></p>
<p><span style="color:#0000ff;">Myślę, że każdy zaznajomiony z tematyką szeroko pojętej IV Drogi odnajdzie w poniższym tekście  idee takie jak: wiele „ja”, umysł drapieżnika, bankructwo, śmierć starego „ja”, fałszywa osobowość i prawdziwe „Ja”... A wola to po prostu możliwość Czynienia.</span></p>
<p><strong>Kazimierz Dąbrowski</strong></p>
<p>Akt woli występuje w sytuacjach, w których dochodzi do zderzenia się dwóch lub więcej tendencji czy czynności, które pozostają w postawie sprzecznej do siebie. W procesie przygotowawczym aktu woli biorą udział czynności wyobrażeniowe i afektywne, wahania, opory, przedstawienie argumentów za i przeciw o mniejszej lub większej sile, a w końcu decyzja wykonania danej czynności. Akty woli są tym silniejsze, wysiłek przy podejmowaniu decyzji jest tym większy, im siły tendencji przeciwnych są bliższe równości. Inteligencja organizuje wtedy po obu stronach swoje „za i przeciw", swoje argumenty, które są narzędziem zespołów emocjonalnych, układających się w różne kombinacje w zmiennym, falującym prądzie narastającej walki tendencji. <strong>Tam, gdzie nie ma walki tendencji, tam nie ma aktu woli</strong>. Wybór czysto intelektualny, przy braku silniejszej komponenty przeżyciowej, nie związany z walką i wysiłkiem dla pokonywania oporów nie dotyczy właściwie czynności woli.</p>
<p>Czym jest aktualnie powstający akt woli? Czy jest on tylko wyrazem aktualnie powstałego zespołu niezgodnych ze sobą intencji bez zaplecza wielu konfliktów i walk? Czy tendencje walczące nie są tylko aktualnym przejawem historii przeżyć, wyrytych w pamięci gatunku, przede wszystkim w historii przeżyć w cyklu życiowym człowieka? Myślę, że z reguły <strong>akt woli jest czynnością seryjną, łańcuchową, związaną z wielu konfliktami, wielu oporami, z wielu przezwyciężeniami na drodze rozwoju filo-i ontogenetycznego z towarzyszącą tej czynności pamięcią afektywną. Akt ten jest wyrazem postawy emocjonalnej związanej z typem psychofizycznym danego osobnika</strong>.</p>
<p>Akt woli powstaje więc na tym terenie, na którym poprzedzały go inne różnorodne akty woli. Oznacza on zatem rozdzielenie się, rozluźnienie, rozbijanie dwóch czy więcej tendencji, dwóch czy więcej ich zespołów, z których jedne z ich antycypacjami ulegają osłabieniu lub nawet zanikowi, a inne utwierdzają się, rosną, potężnieją. Akt woli jest więc jedną z nawarstwionych czynności na danym terenie i w danym zakresie, posiadającą bogatą historię na mniejszym lub większym wycinku historii danej jednostki.</p>
<p><strong>Akt woli może dotyczyć czynności zewnętrznych i oporów wewnętrznych, ale istotą jego jest konflikt wewnętrzny</strong>.</p>
<p>Jak już wskazywałem — wysiłek woli wzmaga się w warunkach sił tendencji przeciwnych zbliżonych do równości. W dążeniu do osobowości będzie on <u>rezultatem walki dynamizmów tzw. niższych i wyższych</u>. Wysiłek woli może jednakże wymagać bardzo dużego napięcia i w takich warunkach, kiedy niższe poziomy są wprawdzie wyraźnie opanowane, ale dążenie do ideału, potrzeba związania się i zjednoczenia z wyższą hierarchią wartości jest tak duża, że napięcie nie maleje, natomiast „trawi" jednostkę, <u>potrzeba „pełnego", kompletnego zaprzeczenia niższym warstwom swej osobowości</u>. Tendencja ta, którą można by — na jej bardziej wykształconym poziomie — nazwać instynktem śmierci, dąży niekiedy do zniszczenia życia biologicznego jednostki, albo do wywołania w niej cierpień, które potęgowałyby jej dążenie do zespolenia się z wyższymi wartościami. Taki stan jest więc charakterystyczny dla osobników dążących do doskonałości.</p>
<p>W drodze do osobowości wola będzie się utożsamiać z coraz wyżej wznoszącym się ośrodkiem dyspozycyjno-kierowniczym, tak jak na niższym poziomie utożsamiała się z instynktem samozachowawczym, instynktem walki, mocy itd. Czynności woli w życiu codziennym są szczegółowymi przejawiami tych wielkich sił.</p>
<p>Na niższych poziomach życia ludzkiego wola tworzy całość z popędem, który z większym lub mniejszym natężeniem, na szerszym lub węższym terenie życia osobniczego i grupowego przejawia się jako taki. W ujęciu Nietschego (1909—1910) problem ten przedstawia się następująco:</p>
<blockquote><p>„Nad jednym panuje konieczność w postaci namiętności, nad innym jako przyzwyczajenie do słuchania i posłuszeństwa, nad trzecim jako sumienie logiczne, nad czwartym jako kaprys i zadowolenie swawolne ze zboczenia z drogi. Lecz wszyscy oni będą szukali wolności swej woli właśnie tam, gdzie każdy z nich najsilniej jest związany: jest to tak, jak gdyby jedwabniik szukał wolności swej woli w tym, że snuje nić. Skąd to pochodzi? Widoczne, iż stąd, że każdy tam się uważa za najwolniejszego, gdzie jego odczuwanie życia jest największe, więc jak się rzekło — już to w namiętności, już to w obowiązku, już to w poznawaniu, już to w swawolności".</p></blockquote>
<p>„Wola" jest więc na niższym poziomie życia wyrazem zintegrowanego popędu lub popędów. Jeżeli te popędy tracą na swojej integracyjności, zaczynają wyraźnie demonstrować działanie woli. <u>W przypadku wysokiego rozwoju jednostki jest ona wyrazem jej zintegrowanej na wyższym poziomie psychiki</u>. W okresie dezyntegracji manifestuje się ona w rozterkach i kolizjach i jest ona funkcją dynamizmów zdezyntegrowanych, dążących do integracji wtórnej, do osobowości, której wola staje się funkcją coraz bardziej utożsamiającą się z nią samą, a przez to samo coraz mniej wolną.</p>
<p><strong>Na wyższym poziomie rozwoju nie wola jest wolna, lecz wolna jest osobowość.</strong></p>
<p>- -<br />
<em>Dąbrowski, K. (1964). 0 dezyntegracji pozytywnej: [On positive disintegration:] Szkic teorii rozwoju psychicznego człowieka poprzez nierównowagę psychiczną, nerwowość, nerwice i psychonerwice. Warszawa: Państwowy Zakład Wydawnictw Lekarskich.</em></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Praca nad Centrum Emocjonalnym]]></title>
<link>http://pracownia4.wordpress.com/?p=75</link>
<pubDate>Mon, 19 May 2008 17:38:08 +0000</pubDate>
<dc:creator>iza</dc:creator>
<guid>http://pracownia4.wordpress.com/?p=75</guid>
<description><![CDATA[Po kilku opartych na książkach stricte psychologicznych postach na temat emocji, dzisiaj o pracy n]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Po kilku opartych na książkach stricte psychologicznych postach na temat emocji, dzisiaj o pracy nad Centrum Emocjonalnym z punktu widzenia IV Drogi. W tym wpisie opieram się na wykładach Maurice Nicolla zawartych w książce “Psychological Commentaries on the Teaching of Gurdjieff and Ouspensky”. Starałam się zebrać w jedną całość kilka wykładów poświęconych pracy nad emocjami. Może się więc zdarzyć trochę powtórzeń czy urwanych wątków, proszę o wyrozumiałość. </p>
<p>***</p>
<p>Według nauczań IV Drogi Człowiek, w odróżnieniu od zwierząt, został z rozmysłem stworzony jako organizm wyposażony w możliwość samorozwoju. Z tego punktu widzenia Człowiek jest istotą niekompletną i do niego należy zadanie kontynuowania swojej ewolucji. Istniały i ciągle istnieją na świecie nauczania, zwane ezoterycznymi, które mają mu w tym pomóc. Należy do nich IV Droga, nazywana również “ezoterycznym chrześcijaństwem”, co nie ma nic wspólnego z chrześcijaństwem egzoterycznym.</p>
<p>O Centrum Emocjonalnym mówi się, że jest najwspanialszym z centrów Człowieka, ale w stanie snu, w jakim wszyscy jesteśmy, jest ono zalane negatywnymi emocjami – użalaniem się nad sobą, miłością własną, poczuciem ważności i całą masą innych emocji skierowanych wyłącznie na siebie. Uniemożliwiają nam one zobaczenie siebie, jakimi jesteśmy w rzeczywistości, co więcej – uniemożliwiają nam również prawdziwy kontakt z innymi ludźmi oraz wzajemne rozumienie swoich trudności.<br />
<!--more--><br />
Tak więc nasze Centrum Emocjonalne jest w bardzo złym stanie i naszym zadaniem jest praca nad nim, oczyszczenie go i uwolnienie się od zbędnych emocji, które trzymają nas w stanie snu i czynią z nas niewolników zewnętrznego życia. Weźmy na przykład kogoś, kto jest wiecznie skwaszony, zmartwiony, pełen dezaprobaty, ciągle są z nim problemy.  Jest po prostu nieprzyjemny. Oczywiście Centrum Emocjonalne u takiej osoby nie pracuje prawidłowo. Ktoś taki musi najpierw - poprzez długą i wytężoną pracę samoobserwacji – zobaczyć to. Następnie musi sobie uświadomić, że taki stan Centrum Emocjonalnego kłóci się z ideą jakiegokolwiek samorozwoju, to znaczy, że jest absolutnie niemożliwe - w sensie niniejszych nauk – ukończenie własnego rozwoju, niemożliwa jest ewolucja, dopóki jego Centrum Emocjonalne pozostaje na takim mechanicznym etapie. </p>
<p>Rzecz w tym, że taki człowiek zupełnie nie zdaje sobie sprawy, że taki właśnie jest – niezadowolony, kłótliwy, skwaszony. Wręcz przeciwnie, uważa się za osobę sympatyczną, może i czarującą, a na pewną ugodową. Istnieje więc w nim przepaść,  szczelina w jego świadomości siebie. Szczelinę tę można wypełnić jedynie przy pomocy szczerej i długotrwałej samoobserwacji.  </p>
<p>Największy problem w pracy nad Centrum Emocjonalnym polega jednak na tym, że zawsze się z nim utożsamiamy, a dokładniej, utożsamiamy się z emocjami, pod których działaniem w danej chwili jesteśmy. Swoje stany emocjonalne przyjmujemy jako coś naturalnego i prawdziwego, nie podważamy ich, nie obserwujemy, nie analizujemy. </p>
<p>Każdy człowiek ma swój typowy cykl powtarzających się stanów emocjonalnych – od podekscytowania i entuzjazmu po stany depresyjne i chorobliwe uczucia. Ale ponieważ siła tych emocji jest tak zaślepiająca, ludzie tkwią w tym niezmiennie obracającym się kole emocji. Innymi słowy ludzie nie powątpiewają w swoje emocje, przeciwnie, traktują je tak, jakby były prawdziwymi i zupełnie realnymi stanami. W każdym konkretnym momencie przyjmują swoje emocje za słuszne i uzasadnione. </p>
<p>Otóż każdy nasz stan emocjonalny ma dwa źródła. Jednym źródłem jest zawsze jakiś zewnętrzny bodziec, na przykład ktoś zachował się w stosunku do ciebie niewłaściwie, powiedział ci coś nieprzyjemnego. Drugim natomiast źródłem jest typowa, zwyczajowa emocja biorąca się z jakichś uczuć zrodzonych w twojej przeszłości. Przekroczenie przeszłości jest niezmiernie istotną częścią pracy nad sobą. [por.: Castaneda i wymazanie osobistej historii, rekapitulacja, praca nad prymitywnymi mechanizmami obronnymi]. Większość ludzi nosi w sobie ogromny rejestr nieszczęśliwych chwil, które tak bardzo  podsycali, że często trudno jest uciec od tych żałosnych stanów, które oczywiście dają początek ciągle pojawiającym się negatywnym emocjom, a te z kolei stwarzają bezużyteczne cierpienie. Poradzenie sobie z tym to bardzo specyficzny rodzaj pracy nad sobą i każdy zainteresowany własnym rozwojem musi prędzej czy później stawić temu czoło. W efekcie końcowym spowinna zostać kasowana czy unieważniona cała przeszłość. Innymi słowy, masz nie mieć nic przeciwko nikomu. Musisz darować wszystkie długi. Można to osiągnąć jedynie poprzez całkowitą zmianę opinii na własny temat – poprzez szczerą samoobserwację. </p>
<p>Jeśli chodzi o negatywne nastawienie i odczuwanie nieprzyjemnych emocji w stosunku do drugiej osoby, to załóżmy, że masz możliwość obserwowania u siebie takiego stanu, czyli nie identyfikujesz się z nim w pełni, po części jesteś go świadom. Co z tym zrobisz? Tu przyjdzie z pomocą Praca, którą osobiście wykonałeś. Przyjrzyj się temu, co wywołuje negatywne emocje, co tak trudno ci znieść u drugiej osoby i zajrzyj do swoich zapisów, do swojego Dziennika Pracy i sprawdź, czy nie zaobserwowałeś kiedyś tego u siebie. Spostrzeżenie, że jest się tak samo trudnym jak ta druga osoba wywołuje natychmiastowe uczucie chęci odstąpienia, skasowania, i w efekcie uczucie wolności. Ale do tego trzeba myśleć. Trzeba umieć i zechcieć połączyć w całość różne elementy układanki. To dobry przykład na to, co oznacza myślenie w sensie Pracy. Ten rodzaj myślenia daje ogromne poczucie wolności.</p>
<p>Każde tego typu wydarzenie, każde pojawienie się negatywnych emocji, powinno zostać przemienione w wiedzę. To jest właściwe wykorzystanie energii negatywnych emocji. Pamiętajmy, że cała Praca dotyczy transformacji człowieka – zmiany jego stosunku zarówno do własnej przeszłości jak i do tego, co dzieje się w każdej poszczególnej chwili. [Doskonale pasuje w tym miejscu motto z poprzedniego wpisu: „Bez wspomnień z dzieciństwa czujesz się jak ktoś, kto zmuszony jest stale dźwigać ze sobą skrzynię, której zawartości nie zna. Im jesteś starszy, tym cięższa wydaje ci się ta skrzynia i tym bardziej chciałbyś ją wreszcie otworzyć”. Otworzyć, wysypać zawartość, przejrzeć ją wnikliwie, wyciągnąć nauki, a samą zawartość wywalić.]</p>
<p>Wróćmy do sytuacji, kiedy ktoś mówi nam coś niemiłego i wywołuje to nasze negatywne emocje. Zastanów się - czy zdarzyło ci się kiedyś powiedzieć komuś coś równie niemiłego i czy jesteś w stanie to sobie przypomnieć? Jeśli tak, to ten drobiazg, ten fakt, że ktoś ci coś niemiłego mówi, zostanie od razu skasowany, stanie się neutralny, aczkolwiek może nie udać ci się osiągnięcie tego w tymże właśnie momencie. Większość Pracy wykonasz z opóźnieniem. I nie o wybaczenie tu chodzi, wybaczanie jest bowiem zupełnie bezużyteczne. Musisz to skasować. A osiąga się to zawsze poprzez znalezienie tego samego u siebie. O ile jesteś ze sobą szczery, zawsze coś takiego znajdziesz. Rzecz w tym, że nikt nie może zachować się w stosunku do ciebie inaczej, niż ty zachowujesz sie w stosunku do innych ludzi, bowiem – jak naucza IV Droga - twoje Bycie przyciąga to co cię życiu spotyka. Problem polega na tym, że w sposób naturalny uważamy, że sami jesteśmy miłymi, słodkimi ludźmi. Być może nie powiedziałeś niczego nieprzyjemnego drugiej osobie, ale pomyślałeś i przytaknąłeś tej myśli. Musisz zrozumieć, że to co w głębi duszy myślisz, liczy się dokładnie tak samo, jakbyś to powiedział. Chodzi o te myśli, na które się zgodziłeś, którym dałeś przyzwolenie i pod którymi złożyłeś swój podpis. Inaczej sprawa wygląda, jeśli zdarzy ci się pomyśleć o kimś coś nieprzyjemnego, ale nie dasz tym myślom przyzwolenia. Łatwo jest doprowadzić do swoistej reakcji chemicznej w organiźmie wywołanej takimi myślami, ale nie dawszy im przyzwolenia, nie dopuszcza się do tej reakcji i po jakimś czasie pokusa mija. Jeśli nie idziesz za nieprzyjemnymi myślami czy uczuciami w stosunku do drugiej osoby, ale jednocześnie pozostajesz ich świadomy – wtedy naprawdę pracujesz nad sobą. Jeden z aforyzmów Czwartej Drogi mówi, że nie jesteśmy odpowiedzialni za swoje myśli czy emocje, ale jesteśmy odpowiedzialni za swoje stany. </p>
<p>Powiedzmy to sobie wyraźnie – nie chodzi o zaprzeczanie takim myślom czy negatywnym emocjom, bo to prowadzi na manowce, jest jak skryta modlitwa o zakończenie wewnętrznego konfliktu, a tylko wewnętrzny konflikt daje możliwość rozwoju. Chodzi o nieidentyfikowanie się z nimi, o nie dawanie im przyzwolenia na powodowanie negatywnych stanów. Za każdym razem, kiedy przyzwalasz na negatywne, zgorzkniałe czy podejrzliwe myśli, kiedy skutecznie dajesz im się skusić, to małe naczynie Pracy, ta mała retorta, którą próbujesz w sobie stworzyć, zaczyna w tym momencie przeciekać i naprawienie tego może zająć całe tygodnie. A są to zawsze małe rzeczy, całkiem trywialne, a jednak wyczerpują zupełnie energię, bo powodują wycieki. Na przykład użalanie się nad sobą czy poczucie ważności, duma - kiedy im się oddajesz, zamiast retortą stajesz się dziurawym cedzakiem i wszystko, co w siebie wlewasz, cała praca, którą nad sobą wykonałeś, wycieka. Zazdrość, złośliwość – dziurawią cię. Nienawiść, bo ktoś cię obraził. Wszystki te stany to stany identyfikacji i wszystkie cofają cię na drodze samorozwoju. </p>
<p>Cała prawdziwa psychologia dotyczy tego, jak pomóc człowiekowi w rozwoju, i towarzyszy jej bardzo konkretna idea, a mianowicie taka, że jeśli człowiek zachowuje swoją energię w pewien określony sposób, to może stworzyć z siebie nowego człowieka, zupełnie inną osobę. Używana do przekazania tej idei metafora zmieniała się w czasie. Nauki alchemiczne, pozornie zajmujące się przemianą ołowiu w złoto, tak naprawdę odnoszą się do zmiany samego człowieka w nową istotę, i zawsze towarzyszy temu idea retorty – czegoś, do czego nie mogą przedostać się niewłaściwe wpływy, czegoś, co łączy w sobie wszystkie istotne części człowieka i scala je poprzez tarcie [Muraview] transformując je w nowe ciało. </p>
<p>Usiłujemy osiągnąć wyższy poziom Bycia. Jaka jest oznaka wyższego poziomu Bycia? Odwróćmy to pytanie – czy myślisz, że ktoś, kto jest pełen użalania się nad sobą, zazdrości, zawiści, narzekań, złośliwości, depresji i negatywnych stanów wszelkiego rodzaju, może wejść do Królestwa Niebieskiego? Czym jest to Królestwo Niebieskie? Dlaczego wyłącznie to, co możemy osiągnąć przez praktykowanie prawdziwej psychologii, prowadzi do stanu, który w języku Pracy nazywa się “Wyższym Stanem Bycia”? Mamy więc do zrobienia coś bardzo konkretnego. Cała Praca naucza o czymś bardzo realnym i dobrze sprecyzowanym. Jest to droga prowadząca do konkretnego i możliwego do osiągnięcia celu.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[O inteligencji emocjonalnej]]></title>
<link>http://pracownia4.wordpress.com/?p=73</link>
<pubDate>Wed, 14 May 2008 23:08:02 +0000</pubDate>
<dc:creator>iza</dc:creator>
<guid>http://pracownia4.wordpress.com/?p=73</guid>
<description><![CDATA[Jakiś czas temu poruszyliśmy temat emocji i mechanizmów obronnych. W planie był cały cykl wpis]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Jakiś czas temu poruszyliśmy temat <a href="http://pracownia4.wordpress.com/2007/12/13/emocje-czym-sa/">emocji</a> i <a href="http://pracownia4.wordpress.com/2007/08/21/zderzaki-programy-umysl-drapieznika/">mechanizmów obronnych</a>. W planie był cały cykl wpisów na ten temat i wokół niego, no ale cóż.... były inne rzeczy do zrobienia. Spróbuję nadrobić zaległości. W pierwszym wpisie wymienione zostały różne emocje. Podczas gdy w języku potocznym, a nawet często w literaturze psychologicznej emocje i uczucia używane są zamiennie, są jednak sytuacje, kiedy takie rozróżnienie jest wskazane:</p>
<p><strong>emocje</strong> - względnie nietrwałe stany afektywne, o silnym zabarwieniu i wyraźnym wartościowaniu, poprzedzone jakimś wydarzeniem i ukierunkowane (Wikipedia). Inaczej mówiąc, są to automatyczne i krótkotrwałe reakcje organizmu, mające na celu przygotowanie organizmu do odpowiedniej reakcji. Teorii na temat emocji jest wiele, większość z nich zgadza się co do podziału emocji na pierwotne i wtórne, jako pierwotne wymieniając 4 pary: smutek-radość, odraza-akceptacja, strach-złość, zdziwienie-oczekiwanie. Natomiast emocje wtórne (przeważnie wyuczone) to ich kombinacje i wariacje.   </p>
<p><strong>uczucia</strong> - stany psychiczne wyrażające ustosunkowanie się człowieka do określonych zdarzeń, ludzi i innych elementów otaczającego świata, polegające na odzwierciedleniu stosunku człowieka do rzeczywistości. Uczucia stanowią świadomą interpretację emocji, dokonywaną na podstawie zakodowanych w pamięci człowieka wzorów kulturowych i doświadczeń oraz podyktowanej nimi oceny sytuacji. Ta sama emocja - rozumiana jako niezależny od woli proces psychiczny, będący reakcją organizmu na bodźce - może zostać zinterpretowana jako różne uczucia w zależności od sytuacji. Ponieważ rozpoznanie (uświadomienie sobie, zinterpretowanie) emocji jako określonego uczucia polega na nadaniu jej określonego znaczenia (związaniu jej z określonym pojęciem), uruchomiona zostaje wiedza o właściwych temu uczuciu konotacjach kulturowych. (na podstawie Wikipedii)</p>
<p>Wróćmy teraz do książki Daniela Golemana, <strong><em>Inteligencja emocjonalna</em></strong>: <!--more--><br />
(w nawiasach kwadratowych [ ] moje komentarze)</p>
<p><u>Znamiona umysłu emocjonalnego</u> </p>
<p>Dopiero w ostatnich latach powstał naukowy model umysłu emocjonalnego, który wyjaśnia, dlaczego w tak wielu naszych działaniach kierujemy się emocjami i jak to możliwe, że w jednej chwili postępujemy rozsądnie, a w następnej irracjonalnie. Ukazuje on ponadto, że emocje mają swoją własną logikę. </p>
<p>[W naukach ezoterycznych mówi się o trzech, czasem czterech, podstawowych centrach człowieka. Są to centrum ruchowe, centrum emocjonalne i centrum intelektualne. „Umysł emocjonalny” zdaje się tu odpowiadać pojęciu centrum emocjonalnego.] </p>
<p>Najlepsze chyba opracowania tego zagadnienia przedstawili niezależnie od siebie Paul Ekman, szef Laboratorium Ludzkich Interakcji w Kalifornijskim Uniwersytecie Stanowym w San Francisco, oraz Seymour Epstein, psycholog-klinicysta z Uniwersytetu Stanowego Massachusetts. Aczkolwiek Ekman i Epstein wzięli pod uwagę odmienne dowody naukowe, to wspólnie przedstawili listę podstawowych cech odróżniających emocje od całej reszty naszego życia psychicznego.</p>
<p><u>Szybka, ale bezmyślna reakcja</u></p>
<p>Umysł emocjonalny jest dużo szybszy niż umysł racjonalny; przystępuje do działania, nie zastanawiając się ani chwili nad tym, co robi. Szybkość jego reakcji wyklucza jakąkolwiek refleksję czy analizę, która jest znakiem szczególnym umysłu myślącego. W procesie ewolucji ta szybkość działania związana była najprawdopodobniej z koniecznością podejmowanie owej najbardziej podstawowej decyzji - na co zwrócić uwagę, a po jej skierowaniu, powiedzmy na inne zwierzę, z koniecznością podejmowania następnych, błyskawicznych decyzji w rodzaju: „Czy ja to zjem, czy to zje mnie?” Istoty, które musiały zbyt długo zastanawiać się nad odpowiedzią na takie pytanie, miały niewielką szansę dochowania się licznego potomstwa i przekazania mu swych wolniej działających genów.</p>
<p>[Tutaj mamy pomieszane emocje z instynktami. Faktem jest jednak, że centrum emocjonalne jest najszybsze, między innymi z tego powodu tak trudno nad nim pracować]</p>
<p><strong>Działaniom, które inicjuje mózg emocjonalny, towarzyszy szczególnie silne poczucie pewności, będące produktem ubocznym uproszczonego sposobu patrzenia na świat, który dla umysłu racjonalnego może być absolutnie szokujący</strong>. Kiedy emocje opadną, a nawet już w trakcie działania, chwytamy się na tym, że myślimy: „Po co ja to zrobiłem?” Jest to znak, że przebudził się umysł racjonalny, ale daleko mu do szybkości reakcji umysłu emocjonalnego.</p>
<p>[Mózg emocjonalny może, ale wcale nie musi inicjować działań. Kiedy to robi, uzurpuje energię centrum intelektualnego, inaczej mówiąc „myślimy emocjonalnie” albo „działamy pod wpływem emocji”. Z punktu widzenia zarówno ezoteryki jak i psychologii rozwoju, nie jest to – delikatnie mówiąc – szczyt marzeń.]  </p>
<p>Ponieważ wybuch emocji następuje niemal natychmiast po jej wyzwoleniu, mechanizm oceny postrzeżenia musi działać bardzo szybko, nawet w kategoriach czasu pracy mózgu, którą mierzy się w tysięcznych częściach sekundy. Ta ocena potrzeby działania musi być automatyczna, tak szybka, że nigdy nie przedostaje się do naszej świadomości. Zaczynamy reagować emocjonalnie, zanim zorientujemy się, co się właściwie dzieje.</p>
<p>W tym trybie postrzegania poświęca się dokładność na rzecz szybkości, polegając na pierwszym wrażeniu, reagując na ogólny obraz sytuacji albo na jej najbardziej rzucające się w oczy aspekty. Ogarnia się całość jednym spojrzeniem i reaguje, nie tracąc czasu na rozsądną analizę tego, co się dostrzega. Wrażenie mogą zdominować i określić jaskrawe elementy sytuacji, przeważając nad dokładną oceną jej pozostałych szczegółów. Wielkim plusem takiego schematu reagowania jest to, że umysł emocjonalny potrafi błyskawicznie odczytać emocjonalne znaczenie sytuacji (on jest na mnie zły; ona kłamie; to napawa go smutkiem), przeprowadzając jej natychmiastową ocenę, na podstawie której mówi nam, kogo mamy się strzec, komu ufać, kto jest przygnębiony. Umysł emocjonalny jest radarem, ostrzegającym nas przed niebezpieczeństwem; gdybyśmy (czy też nasi ewolucyjni przodkowie) czekali, aż niektóre z tych sądów wyda umysł racjonalny, to nie tylko moglibyśmy się pomylić, ale też moglibyśmy być już martwi. Minusem jest to, że <strong>wrażenia te i intuicyjne oceny mogą być błędne albo pochopne, ponieważ doznajemy tych pierwszych i dokonujemy tych drugich w drobnym ułamku chwili</strong>.</p>
<p>Paul Ekman uważa, że szybkość, z jaką opanowują nas emocje, zanim zdamy sobie w pełni sprawę z tego, że w ogóle je odczuwamy, odgrywa zasadniczą rolę w szybkim dostosowaniu się do sytuacji - mobilizują nas one do reakcji na wymagające natychmiastowego działania wydarzenia bez tracenia cennego czasu na zastanawianie się, czy zareagować, a jeśli tak, to jak. </p>
<p>[W takiej sytuacji przeważnie umysł po prostu się broni. Przed czym, dlaczego i w jaki sposób – w artykule Zderzaki, Programy...]</p>
<p>Korzystając z opracowanej przez siebie metody odkrywania emocji na podstawie obserwacji drobnych zmian w wyrazie twarzy, Ekman może śledzić mikroemocje, których oznaki ukazują się na twarzy w czasie krótszym niż pół sekundy. Ekman i jego współpracownicy odkryli, że emocja uwidacznia się na twarzy w postaci zmian w napięciu mięśni już w parę tysięcznych sekundy po wydarzeniu, które ją wyzwoliło, oraz że zmiany fizjologiczne typowe dla danej emocji - takie jak nagłe uderzenie krwi do głowy i przyspieszenie rytmu pracy serca - zaczynają się również w ułamkach sekundy. Jest to szczególnie wyraźne przy emocjach intensywnych, takich jak strach przed nagle pojawiającym się zagrożeniem.</p>
<p>Ekman twierdzi, że z czysto technicznego punktu widzenia pełne natężenie emocji trwa bardzo krótko i utrzymuje się raczej przez kilka sekund niż przez długie minuty, godziny czy dni. Uzasadnia swoją tezę twierdzeniem, że gdyby dana emocja utrzymywała umysł i ciało w stanie napięcia przez długi czas, bez względu na zmieniające się okoliczności, to byłoby to niekorzystne dla procesu przystosowywania się. Gdyby emocje wywołane jednym wydarzeniem stale się utrzymywały, mimo iż od tego momentu minęło wiele czasu i bez względu na to, co dzieje się wokół nas, to uczucia byłyby marnymi wskazówkami co do tego, jakie mamy podjąć kroki. Po to, by emocja utrzymywała się przez dłuższy czas, trzeba przedłużonego działania bodźca, który stale wywołuje ją na nowo, na przykład wtedy, kiedy rozpaczamy po stracie ukochanej osoby. Jeśli jakieś uczucia utrzymują się godzinami, to są one zwykle nastrojem, stłumioną ich formą. Nastrój nadaje naszym zachowaniom pewien ton uczuciowy, ale nie wpływa tak silnie na nasze postrzeganie i zachowanie jak emocja w całym swym natężeniu.</p>
<p><u>Najpierw uczucia, potem myśli</u></p>
<p>Ponieważ odebranie sygnału i zareagowanie nań zabiera umysłowi racjonalnemu więcej czasu niż umysłowi emocjonalnemu, to „pierwszy impuls” w sytuacji emocjonalnej płynie nie z głowy, lecz z serca. <strong>Istnieje też drugi rodzaj reakcji emocjonalnych, wolniejszych niż poprzednio omówione, które zanim wyrażą się uczuciem, gotują się wpierw i dojrzewają w myślach. Ten drugi sposób wyzwolenia emocji jest siłą rzeczy bardziej racjonalny i z reguły zdajemy sobie w pełni sprawę z myśli, które je wywołały.</strong> [O ile się tym zainteresujemy i choć w niewielkim stopniu obserwujemy się i chcemy coś o sobie wiedzieć.] Ocena sytuacji zajmuje wówczas więcej czasu, a kluczową rolę w decydowaniu o tym, jakie emocje zostaną wyzwolone, odgrywają nasze myśli i rozpoznanie. Po dokonaniu oceny - „ten taksówkarz chce mnie oszukać” albo „to dziecko jest urocze” - następuje odpowiednia reakcja emocjonalna. W tym wolniejszym ciągu wydarzeń uczucie poprzedza jaśniej sformułowana myśl. Tę wolniejszą drogę obierają bardziej złożone emocje, takie jak zakłopotanie czy zdenerwowanie przed zbliżającym się egzaminem, pojawiające się po kilkunastu czy kilkudziesięciu sekundach albo nawet po wielu minutach od zaistnienia sytuacji, która je zapoczątkowała. Są to emocje wywołane myślami o danej sytuacji.</p>
<p>Natomiast w układzie elementów powodujących natychmiastową reakcję emocjonalną uczucie zdaje się wyprzedzać myśl albo co najwyżej pojawiać się równocześnie z nią. Taka gwałtowna reakcja występuje w sytuacjach, kiedy natychmiastowe działanie może decydować o naszym przetrwaniu. Na tym właśnie pole siła takich raptownych decyzji - mobilizują nas one w ułamku sekundy do stawienia czoła krytycznej sytuacji. <strong>Nasze najintensywniejsze uczucia są bezwiednymi, odruchowymi reakcjami; nie mamy żadnego wpływu na to, kiedy wybuchną</strong>. „Miłość - pisał tak Stendhal - jest niczym gorączka, która pojawia się i przechodzi niezależnie od naszej woli”. W taki sposób ogarnia nas nie tylko miłość, ale także złość i strach, które zdają się raczej napadać nas niż wypływać z naszego wyboru. Z tego powodu mogą one często służyć jako usprawiedliwianie naszych zachowań: „Jest faktem, że nie możemy wybierać emocji, które nas ogarniają”, zauważa Ekman. Pozwala to nam tłumaczyć się niekiedy, że zrobiliśmy coś niewłaściwego, ponieważ znajdowaliśmy się pod wpływem emocji.” </p>
<p>[Powiedziałabym, że nie jest niczym niewłaściwym BYCIE pod wpływem emocji, niewłaściwym jest – poza sytuacjami wymagającymi odruchowej reakcji, ale wtedy mamy do czynienia raczej z instynktem niż z emocjami – MYŚLENIE i DZIAŁANIE pod ich wpływem, jakby rozum, w który zaopatrzyła nas natura, dawał się stosować jedynie do rozwiązywania krzyżówek... ]</p>
<p>Tak jak istnieje szybka i wolna droga prowadząca do wyzwolenia emocji - jedna poprzez błyskawiczną percepcję sytuacji, druga poprzez refleksję myślową - tak też zdarzają się emocje pojawiające się na zawołanie. Przykładem może być tu rozmyślne wywoływanie u siebie określonych uczuć, jeden ze środków warsztatu aktorskiego, jak choćby przywoływanie smutnych wspomnień po to, by w oczach pokazały się łzy. Nie znaczy to wcale, by tylko aktorzy byli do tego zdolni; mają po prostu większą wprawę niż reszta w świadomym wykorzystywaniu tego sposobu wywoływania emocji, w korzystaniu z drogi prowadzącej do uczucia poprzez myśl. Aczkolwiek <strong>niełatwo jest wpłynąć na to, jakie konkretne uczucia wywołuje określony rodzaj myśli, to możemy wybierać to, o czym myślimy</strong>. Tak jak fantazje erotyczne mogą wywoływać podniecenie seksualne, tak też wspomnienia o szczęśliwych chwilach mogą poprawić nam nastrój, a melancholijne rozważania wprawić w zadumę.</p>
<p>Jednak umysł racjonalny zwykle nie decyduje o tym, jakie „powinniśmy” mieć uczucia. Nachodzą nas one na ogół jako coś nieuniknionego i stajemy przed faktem dokonanym*. Tym wszakże, co umysł racjonalny może zazwyczaj kontrolować, jest przebieg tych reakcji. Z nielicznymi wyjątkami, nie decydujemy o tym, kiedy się wściekać, kiedy smucić, i tak dalej.</p>
<p>[Jest to moim zdaniem bardzo duże uproszczenie polegające na wyidealizowaniu sytuacji. Uproszczenie tak duże, że w sensie praktycznym niemal rozmija się z prawdą. Nasz umysł bowiem jest od samego początku programowany – narzuca mu się co powinien myśleć, a zwłaszcza co mu wolno czuć, a czego czuć nie wolno. W efekcie prawdziwe swoje emocje i uczucia spychamy głęboko do podświadomości, często tracąc z nimi kontakt na zawsze, a żyjemy uczuciami dozwolonymi albo wymaganymi. O możliwych konsekwencjach takiego stanu rzeczy będzie w następnym wpisie.]</p>
<p><u>Rzeczywistość symboliczna</u></p>
<p>Mózg emocjonalny kieruje się logiką asocjacyjną i bierze on elementy symbolizujące rzeczywistość albo wyzwalające wspomnienia o niej za nią samą. Dlatego właśnie porównania, metafory i obrazy przemawiają, podobnie jak korzystające z nich dzieła sztuki - powieści, filmy, poematy, pieśni, sztuki teatralne i opery - bezpośrednio do umysłu emocjonalnego. Wielcy nauczyciele duchowi, tacy jak Budda i Jezus, poruszali serca swych uczniów, przemawiając do nich językiem emocji, nauczając za pomocą przypowieści, baśni i opowieści. W istocie rzeczy, z racjonalnego punktu widzenia, religijne symbole i obrzędy mają niewiele sensu; wyrażają się one w języku serca. [...]</p>
<p>[Drugą stroną tego samego medalu są mechanizmy obronne i wszystkie sytuacje, kiedy reagujemy emocjonalnie nie na “tu i teraz”, a na wszystko, co nam się z aktualną sytuacją kojarzy, jak z tym człowiekiem w niebieskim kapeluszu z artykułu Zderzaki, programy...]</p>
<p>Seymour Epstein wskazuje, że podczas gdy umysł racjonalny doszukuje się logicznych powiązań między przyczynami i skutkami, to umysł emocjonalny nie przeprowadza takiej analizy, tworząc powiązania między rzeczami, które mają jedynie pewne podobne, ale wyraźnie rzucające się w oczy cechy.</p>
<p>Umysł emocjonalny funkcjonuje w wielu sprawach podobnie jak umysł dziecka, a podobieństwa te są tym większe, im silniejszymi ogarnięty jest emocjami.  Jedną z takich infantylnych cech jest myślenie kategoryczne, w którym wszystko jest albo białe, albo czarne, bez żadnych pośrednich odcieni szarości; w głowie kogoś, kto zamartwia się tym, że popełnił faux pas, może natychmiast pojawić się myśl: „Zawsze palnę jakieś głupstwo”. Inną cechą tego infantylnego stylu jest myślenie spersonalizowane, polegające na traktowaniu własnej osoby jako centralnego punktu każdego wydarzenia, na przyjmowaniu wszystkiego jako zachowania czy działania skierowanego ku nam. Przykładem takiego myślenia jest wypowiedź kierowcy, który po spowodowaniu wypadku wyjaśniał: „Słup telefoniczny nagle wjechał prosto na mnie”.</p>
<p>[Moim zdaniem Goleman miesza. Wcześniej pisząc o umyśle emocjonalnym pisał o stanie idealnym, teraz zaś pisze o stanie zaburzonym, nie rozróżniając jednego od drugiego. To bowiem, o czym w mówi w powyższym akapicie, nie jest, a dokładniej: nie musi być, nieodłączną cechą umysłu emocjonalnego. W praktyce, niestety, tak właśnie na to centrum wpływają traumatyczne przeżycia i wyuczone mechanizmy obronne, prowadzące do zafałszowanego postrzegania tak siebie, jak i rzeczywistości zewnętrznej, a niekiedy i do zaburzeń osobowości. Rzecz w tym, że nie musimy na tym etapie pozostać do końca życia. ]</p>
<p>Ten infantylny sposób myślenia ma do siebie to, że takie myśli potwierdzają się same, tłumiąc albo „ignorując” wspomnienia faktów, które przeczą przekonaniom umysłu emocjonalnego, oraz skwapliwie wychwytując te, które je podtrzymują. Przekonania umysłu racjonalnego nie są nieodwołalne; nowe dowody mogą i sprawić, że odrzuci stare przekonanie albo zastąpi je nowym, ponieważ opiera swe rozumowanie na dowodach obiektywnych [o ile nie doszło do zdysocjowania, zaprogramowania, nie jest uwikłany w bronienie swojego obrazu rzeczywistości. A takie umysły należą do rzadkości]. Natomiast umysł emocjonalny traktuje swoje przekonania jako absolutnie prawdziwe i niepodważalne, a zatem odrzuca wszelkie stojące z nimi w sprzeczności dowody. To właśnie dlatego jest tak trudno dyskutować z osobą przygnębioną czy zdenerwowaną: bez względu na to, jak przekonująco wyglądają nasze argumenty z logicznego punktu widzenia, nie liczą się zupełnie, jeśli nie zgadzają się z nastawieniem emocjonalnym w danej chwili. Uczucia same potwierdzają swoją słuszność, opierając się na swych własnych „postrzeżeniach” i „dowodach”. [To wynik identyfikowania z emocjami.]</p>
<p><u>Przeszłość kładąca się ciężarem na teraźniejszości</u></p>
<p>Kiedy jakaś cecha wydarzenia wydaje się podobna do niosącego z sobą silny ładunek emocjonalny wspomnienia z przeszłości, to umysł emocjonalny reaguje na to wydarzenie, wyzwalając uczucia, które towarzyszyły zapamiętanemu wydarzeniu. <strong>Reaguje on na to, co się dzieje obecnie tak, jak gdyby działo się to w przeszłości</strong>. [Tak właśnie działają nasze programy, mechanizmy, umysł drapieżnika] Kłopot w tym, że kiedy oceny wydarzenia dokonujemy szybko i automatycznie, możemy nie zdawać sobie sprawy, że sytuacja jest inna niż dawniej. Ktoś, kto nauczył się w dzieciństwie, na przykład przez bolesne bicie, reagować intensywnym strachem i odrazą na pełne złości spojrzenie, będzie reagował do pewnego stopnia w ten sposób jako osoba dorosła nawet wtedy, kiedy złe spojrzenie nie niesie ze sobą takiej groźby. [Będzie w ten sposób reagował tak długo, jak długo nie podejmnie świadomego, długotrwałego wysiłku, żeby swoje zachowania obserwowac, analizować, zmieniać.]</p>
<p> Jeśli takie uczucia są silne, to wyzwalana przez nie reakcja jest oczywista. Ale jeśli uczucia są nieokreślone albo bardzo słabe, to możemy nie zdawać sobie w pełni sprawy z naszej reakcji emocjonalnej, mimo iż zabarwia ona nasze zachowanie w danej chwili. W takim momencie nasze myśli i reakcje nabierają tego samego zabarwienia, które miały w podobnej sytuacji w przeszłości, chociaż może się nam wydawać, że wywołują je jedynie aktualne okoliczności. Nasz umysł emocjonalny wykorzystuje umysł racjonalny dla swoich celów, w wyniku czego tworzymy wyjaśnienia naszych uczuć i reakcji - racjonalizacje - usprawiedliwiając je okolicznościami chwili obecnej, nie zdając sobie sprawy z wpływu, jaki wywiera nań pamięć emocjonalna, chociaż możemy być przekonani, że doskonale to widzimy. W takich chwilach umysł emocjonalny zaprzęga umysł racjonalny do swych własnych zadań. [O niewłaściwej pracy centrów zainteresowany tym tematem Czytelnik może przeczytać <a href="http://www.quantumfuture.net/pl/zlapracacentrow.htm">tutaj</a>]</p>
<p><u>Rzeczywistość specyficzna dla stanu emocjonalnego</u></p>
<p>Funkcjonowanie mózgu emocjonalnego jest w znacznym stopniu określone stanem, w jakim się znajduje, stanem, który wytwarza konkretne, wzbierające w nas w danej chwili uczucie. Nasze myśli i działania w chwilach, kiedy czujemy romantyczny poryw, są zupełnie odmienne od naszych zachowań w momentach wściekłości albo przygnębienia. W mechanice emocji każdemu uczuciu towarzyszy odmienny repertuar myśli, reakcji, a nawet wspomnień. Taki swoisty dla stanu emocjonalnego repertuar zaczyna dominować zwłaszcza w momentach intensywnych uczuć.</p>
<p>Jedną z oznak jego uaktywnienia się jest pamięć selektywna. Reakcja umysłu na sytuację emocjonalną składa się po części z ułożenia wspomnień i możliwości działania w taki sposób, że te z nich, które mają największy związek z daną sytuacją, umieszczone zostają na samej górze hierarchii zachowań, a więc są najchętniej wybierane. A jak się przekonaliśmy, każda ważniejsza emocja ma swą charakterystyczną sygnaturę biologiczną, pewien wzór zmian, które zaczynają zachodzić w ciele, kiedy dana emocja zaczyna dominować, oraz unikatowy zespół sygnałów, które zaczyna wysyłać nasze ciało, kiedy emocja ta weźmie nas we władanie.</p>
<p>* * *<br />
<em>Czytelników zainteresowanych podejściem ezoterycznym do emocji zapraszamy do zapoznania się z tekstami zamieszczonymi na stronie quantumfuture, w dziale <a href="http://www.quantumfuture.net/pl/4droga.htm">Nauki IV Drogi</a>.<br />
</em></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Tu i teraz]]></title>
<link>http://pracownia4.wordpress.com/?p=50</link>
<pubDate>Tue, 08 Apr 2008 00:27:23 +0000</pubDate>
<dc:creator>pracowniaiv</dc:creator>
<guid>http://pracownia4.wordpress.com/?p=50</guid>
<description><![CDATA[Czytałam dziś pewien tekst W. Eichelbergera i natknęłam się na zdanie:
&#8230;pogrążenie się]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Czytałam dziś pewien tekst W. Eichelbergera i natknęłam się na zdanie:</p>
<blockquote><p>...pogrążenie się we wspomnieniach albo snucie wizji przyszłości stanowi zgubny nawyk umysłu, pozbawiający nas szansy na pełne przeżywanie naszego powszedniego "tu i teraz".</p></blockquote>
<p>i zaczęłam się zastanawiać, na ile różnych sposobów można zrozumieć owo "tu i teraz".  Przypomniał mi się akapit, którym Laura Knight-Jadczyk kończy swój rozdział mówiący m.in. o Trzech Siłach (tak, tak, będzie o tym... niedługo) w książce "The Secret History of The World" (cytuję w moim 'zgrubnym' przekładzie):</p>
<blockquote><p>Wracając do przykładu z pieczeniem chleba: w pewnych wypadkach mąka może być "prawdą", a ogień - "kłamstwem", woda natomiast może być określoną sytuacją, w której pierwsze dwie się spotykają i oddziaływują ze sobą [nawiązanie do jednego z najczęściej podawanych w ezoteryce przykładów Trzech Sił]. Jeśli Wrażenia są "pożywieniem", to zasada ta winna być rozważana z dużą uważnością,  kiedy mamy do czynienia z "przyjmowaniem Wrażeń" czy też "przyswajaniem wpływów 'B'" - co jest procesem stosowania Prawa Trzech to danej sytuacji czy dynamiki naszego życia i "Myślenia Młotem" ("Thinking with Hammer"). Zaczynamy też rozumieć, że Miłość, tak jak i Bóg, ma wiele twarzy w Kreacji. Uświadamiamy sobie również, dlaczego taka wiedza jest dozowana początkującym: <span style="text-decoration:underline;">jakże łatwo jest to rozumienie przekręcić, wypaczyć i  nadużyć.</span></p></blockquote>
<p><!--more--><br />
Mnie <em>przeżywanie 'tu i teraz'</em> przywodzi na myśl programy, czyli mechanizmy obronne, oddzielające nas od teraźniejszości, a także Castanedy/don Juana ideę rekapitulacji oraz wymazywania osobistej historii. Dopiero po przepracowaniu tego jesteśmy w stanie przybliżyć się do możliwości bycia tu i teraz: odpowiadania świadomie na sytuację, w której postawił nas Wszechświat, bądź którą sami wykreowaliśmy (wrócimy do tego przy okazji Trzech Sił) - w przeciwieństwie do mechanicznego <em>reagowania</em>.</p>
<p>W tymże tekście W.E. - trzymając się w dużym stopniu buddyjskiego sposobu myślenia - pisze:</p>
<blockquote><p>Dzięki przebudzeniu umysłu, co czasem może zająć <em>tysiące lat</em>, pogłębia się nasze pojmowanie i doświadczanie Boga.</p></blockquote>
<p>Gurdżijew przedstawił swoją wizję czterech dróg i ich charakterystyki (choćby w książce Uspieńskiego "Fragmenty nieznanego nauczania"), twierdziąc przy tym, że IV Droga jest drogą najszybszą. Może to jest tak, że kiedy powstawał buddyzm, hinduizm itd., i później, kiedy Gurdżijew zbierał klocki i składał je w nauczania IV Drogi, dostępna podówczas wiedza narzucała takie a nie inne metody pracy. Dziś mamy dodatkowo do dyspozycji nowe klocki-narzędzia, które - właściwie zastosowane - wspomagają nas w wysiłku obiektywnego Widzenia świata, a więc i siebie samych, jakim jest/jesteśmy. Tych, którzy nie czytali, zachęcam do zapoznania się z artykułem <a rel="bookmark" href="http://pracownia4.wordpress.com/2007/08/21/zderzaki-programy-umysl-drapieznika">Zderzaki, programy, umysł drapieżnika,</a> a tych, którzy czytali - do przypomnienia go sobie.</p>
<p>A teraz coś bardzo na temat, co 'padlo nam jak z nieba' w postaci świeżego wpisu na pewnym <a href="http://stalkingpoint.blogspot.com/2008/04/prezent-teraniejszoci.html">Blogu</a>:</p>
<blockquote><p><span style="font-weight:bold;">Teraźniejszość i obecność</span></p>
<p>Uwagi na temat bycia obecnym znajdujemy w wielu ezoterycznych wykładach. Zgłębimy różne spojrzenia oraz możliwe przekręcenia tego tematu.</p>
<p>Najprostszą formą tej idei jest ta, że działać można tylko w teraz. Przeszłość nie podlega modyfikacji, a przyszłość jeszcze się nie wydarzyła, stąd jedyne okno do działania otwiera się teraz. Teraz jest rezultatem przeszłości, ale przyszłość jest rezultatem teraźniejszości.</p>
<p>Jednakże, wyżej wymieniona idea ma sens tylko wtedy gdy ktoś jest rzeczywiście obecny w teraz, takim jakie istnieje obiektywnie. Na przykład wyobrażenia na temat teraz nie kwalifikują się jako obecność. Obecność, w wyżej wymienionym sensie, oparta jest na bardziej lub mniej obiektywnym byciu, zarówno pod względem pamiętania siebie, jaki i pod względem wiedzy o sytuacji.</p>
<p>Bycie obecnym nie nie powinno być mylone z ideą oportunistycznego 'życia chwilą' albo 'carpe diem.' Życie w teraźniejszości i bycie obecnym nie oznacza ignorowania konsekwencji. A raczej, teraźniejszość widziana jest jako rozszerzająca, rozwijająca się by objąć wszystko, co jest organicznie z nią połączone.</p>
<p>Konsekwencje czynów oraz odpowiedzialność za nie są połączone z działaniem w teraźniejszości. Śnienie na jawie o tym, co mogłoby być, co może nadejść, jest rzeczą nie połączoną z obecnym momentem, a z drugiej strony jest umysłowym odlotem od teraźniejszości i nie stanowi życia w teraźniejszości.</p>
<p>Niektóre ruchy New Age przyjmują przekonywające idee o byciu obecnym w danej chwili i przekręcają je w taki sposób, iż oznaczać mają natychmiastową maksymalizację korzyści lub przyjemności, a także stanowić mają szybki środek zaradczy, bo przecież tylko teraźniejszość się liczy, nic innego nie istnieje. W rzeczywistości, idee takie po prostu usprawiedliwiają służenie sobie i subiektywnie wypierają naturalne konsekwencje działań czy bierności.</p>
<p>Jeżeli człowiek byłby naprawdę świadomy teraźniejszości i nie byłby odgrodzony od niej poprzez zaprzeczenie, wyparcie, samozadowolenie oraz śnienie na jawie, katalizator doświadczenia mógłby być efektywniej użyty i przekształcony w pracę. Gurdżijew na przykład, mówi o zachorowaniu na 'jutro', które jeszcze dodatkowo umniejsza, już niedostateczną ludzką zdolność do czynienia. Iluzja bycia zdolnym do czynienia, zwłaszcza jeśli rzutowana w przyszłość, jest agentem samo-uspokajaczem, który nie dopuszcza człowieka do zobaczenia w jakim stopniu jest on niewolnikiem nawyków i okoliczności. Zaprzeczanie temu prawie uniwersalnemu stanowi rzeczy, samo w sobie stanowi barierę dla obiektywnego bycia w kontakcie z teraźniejszością. Innymi słowy, okłamywanie siebie jest przeszkodą na drodze do bycia w teraźniejszości.</p>
<p>Inne przypadki nie bycia obecnym, obejmują negatywną wyobraźnię lub zbędne i nieproduktywne zamartwianie się o przyszłość, czy też życie dawną dawną chwałą bądź wstydem. Znowu, musimy rozróżnić pomiędzy obiektywną wiedzą faktów, a wytworami wyobraźni. Moglibyśmy powiedzieć, że jedyną rzeczywistością jest teraźniejszość, a zarówno przeszłość jak i przyszłość są wyobrażeniami. Mimo to, wyobrażenia te są niezbędne do codziennego funkcjonowania, a wyobrażenia, które są zgodne z teraźniejszością są bardziej sprzyjające działaniu, niż wyobrażenia od teraźniejszości oddzielone.</p>
<p>W bardziej abstrakcyjnym sensie, teraźniejszość i obecność prowadzą do rozważań na temat natury czasu. Czas nie może być oddzielony od idei wydarzania się, czy jego pomiaru. Gurdżijew formułuje to w Opowieściach Belzebuba, gdy mówi, ze czas powstaje wraz ze stworzeniem samym w sobie, jest jednak wyjątkowo subiektywny w postrzeganiu. Jakakolwiek obiektywna definicja czasu opiera się na procesach następujących przyczynowo, w kolejnych stopniach, korespondujących z oktawą przedstawioną w Prawie Siedmiu. Innymi słowy, czas składa się z odrębnych jednostek, korespondujących z odrębnymi stopniami w obserwowanych procesach. W tym sensie czas jest linearny i wyodrębniony.</p>
<p>Kasjopeanie powiedzieli, że 'prawdziwą miarą czasu jest rozszerzona obecność'</p>
<p>P: (L) Czy możemy powiedzieć, że wszystko, co istnieje w materialnym wszechświecie, ma "x" lat?<br />
O: Nie. To jest wieczne teraz. Coś nie tylko zdarzyło się, ale zdarza się i zamierza się zdarzyć. Rozszerzona obecność.</p>
<p>Rozszerzona obecność może być zrozumiana jako spojrzenie z lotu ptaka na wszystkie możliwe linie czasu. Każda linia czasu jest ciągiem odrębnych procesów i składa się z odrębnych stopni przyporządkowanych do Prawa Siedmiu. Procesy nie są ściśle zdeterminowane, stąd też linie czasu prowadzą w kierunku rozmaitych, możliwych dróg. Drogi te wspólnie tworzą plan (poziom) wieczności, jak Uspieński i Murawiew go nazywają. Widząc to niejako z góry, takim jakim jest, mamy widok na rozszerzoną obecność, gdzie wszystko co było, jest i będzie odbywa się jednocześnie, jeśli możemy użyć takiego słowa. Co więcej, użycie słowa obecność zamiast teraźniejszość sugeruje, że nie jest to niezależne od obecności obserwatora.</p>
<p>Wiele materiałów New Age zbytnio upraszcza tę idee poprzez twierdzenia, że czas liniowy jest złudzeniem, które po prostu może lub powinno być ignorowane. Jest to zwyczajnie nierealne z ludzkiej perspektywy, nawet jeśli byłoby odczuwaniem rzeczywistości z wyższowymiarowej perspektywy.</p>
<p>Stać się wolnym od czasu, taka koncepcja ma nawet istotne znaczenie w ludzkim języku, wymaga świadomości i wiedzy o czasie oraz o wydarzeniach w czasie. Prostym przykładem jest twierdzenie iż ci, którzy nie znają historii, są zobowiązani do jej powtórzenia. (...) Idea rekapitulacji Castanedy jest rodzajem uwalniania własnego ja od czasu, w tym sensie, że osoba przeprowadzająca rekapitulację stara się udostępniać coraz to większy się zakres czasu świadomości, jakby przenosząc to wszystko do teraźniejszości. Pamiętanie siebie w sensie 4 Drogi jest próbą odzyskania wolności od czasu poprzez nie inwestowanie energii w rzeczy poza zakresem teraźniejszości. Idee te mogą początkowo wyglądać na sprzeczne, lecz z gruntu nie są takie.</p>
<p>Ludzka 'maszyna' organizuje czas w linearnym trybie percepcji, aby nadać temu sens. W tym kontekście, moglibyśmy powiedzieć, że linearny czas jest wynikiem Upadku pierwszego człowieka oraz 'skorumpowanego' DNA ludzkości, jak sugerują Kasjopeanie. Inny typ istoty, jak istota z wyższej gęstości, może posiadać mentalną zdolność, która nie wymaga czasu, by rzutować siebie na linearną sekwencję, w celu bycia zrozumiałą. Zatem, chociaż wszechświat może być taki sam, to percepcja może się radykalnie różnić w zależności od od natury i zdolności postrzegającego.</p>
<p>W każdym razie, doświadczenie rozszerzonej obecności, w najszerszym tego słowa znaczeniu, z tymi wszystkimi wymaganiami pod względem przeszłości, konsekwencjami i alternatywami, jest krokiem w kierunku obiektywnej świadomości i wolności od złudzeń. W Zielonym Języku sens słowa 'teraźniejszość”' ma podwójne znaczenie, pierwsze to „teraz”, a drugie to prezent, otrzymany dar. Rozszerzona teraźniejszość, postrzegana taką jaka jest, nie tylko jako idea, stanowi 'prezent od najwyższego.'</p></blockquote>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Układ Otwarty i Efekt Motyla]]></title>
<link>http://pracownia4.wordpress.com/?p=31</link>
<pubDate>Sun, 27 Jan 2008 11:26:39 +0000</pubDate>
<dc:creator>pracowniaiv</dc:creator>
<guid>http://pracownia4.wordpress.com/?p=31</guid>
<description><![CDATA[Dziś troszkę inny wpis niż zazwyczaj.

Blog Arka Układ Otwarty bierze udział w konkursie na Blo]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Dziś troszkę inny wpis niż zazwyczaj.</p>
<p><img src="http://pracownia4.wordpress.com/files/2008/01/blogroku.thumbnail.jpg" alt="" hspace="3" vspace="3" width="128" height="85" align="left" /></p>
<p><em>Blog Arka</em> <a href="http://arkadiusz.jadczyk.salon24.pl/"><span style="color:#333399;"><strong>Układ Otwarty</strong></span></a> <em>bierze udział w konkursie na <a href="http://www.blogroku.pl/kategoria_glosuj.html?catId=23">Blog Roku</a>. Można na niego zagłosować wysyłając SMS o treści <strong><span style="color:#333399;">E00181</span></strong> [E-zero-zero-181] na numer <strong><span style="color:#333399;">71222</span></strong></em><em>. Koszt 1,22 zł brutto. <span style="color:#ff0000;"><br />
<span style="color:#333300;"> Głosowanie tylko do 29.01.2008, godz. 12:00 !</span></span></em></p>
<p><em>Uaktualnienie: Blog Arka przeszedł do III Etapu. Można od nowa głosować, tym razem <span style="color:#ff0000;">do 19 lutego 2008</span>. Treść i numer </em><em>SMS </em><em>bez zmian.</em></p>
<p>Od jakiegos czasu Arkadiusz poświęca sporą część każdego dnia na swój blog - na zbieranie materiałów, przygotowywanie wpisów, odpowiadanie na komentarze. Powiecie - co w tym nadzwyczajnego? Przecież mnóstwo ludzi prowadzi blogi i te blogi pochłaniają ich uwagę i zajmują im czas. Często nawet mnóstwo czasu.</p>
<p><!--more--></p>
<p>To prawda. Prawdą jest też że ich blogi często mają MNÓSTWO czytelników. Bo blog to pamietnik pisany w sieci. A kogo nie kusi zaglądanie do cudzego pamiętnika? Ilu ludzi na tej planecie jest zainteresowanych kreatywnym wykorzystaniem danego im czasu? Zdecydowana większość nie jest. Oni wolą pozaglądać tu i tam, cudze myśli, cudze życie - to zdecydowanie łatwiejsza strawa, a w dodatku można ją pochłaniać nie przerywając sobie snu. Z Arka blogiem jest inaczej. Choć zapewne i to się zdarza (tylko jaki z tego pożytek?), raczej trudno jest jego wpisy po prostu "połknąć". Są trudne, prowokujące, stanowią wyzwanie dla stereotypowego sposobu myślenia. Można jednak podjąć wyzwanie i próbować przełączyć obwody zmuszając umysł do wysiłku przecierania nowych ścieżek połączeń.</p>
<p>Arkadiusz niejako za motto swojego blogu - bo od tego zaczął pierwszy wpis - przyjął <a href="http://arkadiusz.jadczyk.salon24.pl/25448,index.html">cytat z Poppera</a>:</p>
<blockquote><p>"Jestem racjonalistą. To znaczy, usiłuję podkreślać wagę racjonalności u człowieka. Lecz, jak wszyscy myślący racjonaliści, nie twierdzę, że człowiek jest racjonalny. Wręcz przeciwnie, jest rzeczą oczywistą, że nawet najbardziej racjonalni ludzie są, pod wieloma względami, wielce nieracjonalni. Racjonalność nie jest cechą ludzką, nie jest też faktem o ludziach. Jest to *zadanie docelowe dla ludzi* - zadanie ciężkie. Osiągnięcie racjonalności, choćby po części, jest rzeczą trudną.</p>
<p>Choć nigdy nie sprzeczam się o słowa, nigdy nie definiuję słów, tutaj muszę wszakże wyjaśnić co rozumiem przez `racjonalność'. Przez racjonalność rozumiem po prostu krytyczny stosunek do problemów - <strong>gotowość uczenia się na naszych własnych błedach, oraz przyjęcie postawy świadomego doszukiwania się naszych błedów i naszych uprzedzeń</strong>."</p></blockquote>
<p>Jak wielu z nas na to stać? Czyż nie wolimy raczej doszukiwać się błędów i uprzedzeń u innych? Czyż nie łatwiej jest zobaczyć źdźbło w oku bliźniego, niż belkę w swoim? [Łk, 6:41] Ano łatwiej. Zastanawiam się, co tych niewielu pcha, żeby iść pod prąd, zadawać pytania i szukać na nie odpowiedzi nie zadawalając się pierwszą lepszą podaną na tacy przez media, nauczycieli, guru, przywódców, sąsiadów, autorytety... drążyć tak długo, jak długo trzeba, żeby zdemaskować własne uprzedzenia, powszechne mity, półprawdy czy wierutne kłamstwa. I w każdej chwili być gotowym zacząć od początku, jeśli się okaże, że tak trzeba. Co może być źródłem ich siły i wytrwałości?</p>
<p>W kolejnym swoim wpisie Ark wyznaje:</p>
<blockquote><p>Nie tak dawno nauka zaczęła z niemałym sukcesem badać układy złożone. Np. pogoda w danym miejscu i w danej chwili jest wynikiem skomplikowanych procesów w układzie złożonym. Względnie dobrze potrafimy przewidywać pogodę na krótką metę, ale od czasu do czasu przychodzi nagle trąba powietrzna. Prognozuje się tory huraganów, ale te, od czasu do czasu nieoczekiwanie skręcają. Układem złożonym jest społeczeństwo, z układami złożonymi mają do czynienia ekonomiści. Można wierzyć w teorie spiskowe, że wszystkim tym sterują jakieś tajemne i potężne grupy, jednak z tego co wiemy z teorii i praktyki układów złożonych i nieliniowych wynika, że układy takie mogą mieć historie zasadniczo zależne od minimalnej zmiany parametrów jakiejś chwili. Nazywamy to potocznie "efektem motyla". Machnięcie skrzydła motyla w jednym miejscu planety może owocować, po dostatecznie długim czasie, powstaniem huraganu na drugiej pólkuli. Jest to tylko popularna ilustracja, jednak fakt pozostaje faktem: układy złożone, podlegające nieliniowej dynamice, mogą być bardzo czułe na minimalne choćby zmiany danych wyjściowych, które to zmiany ilościowe mogą prowadzić do zmian jakościowych - po dostatecnie długim czasie. Społeczeństwo, jak już nadmieniłem jest takim układem. Wszechświat cały jest takim układem. Każdy z nas jest częścią tego układu - póki żyje i póki działa, lub choćby się tylko komunikuje. Każde więc nasze działanie, lub zaniechanie takowego, może więc wpłynąc w zasadniczy sposób nie tylko na przyszły los naszej planety, ale i całego Wszechświata. Jak zauważył to Clifford, choć nie było wtedy jeszcze rozwiniętej teorii dynamiki nieliniowej układów złożonych, <strong>straszne to brzemię i straszna odpowiedzialność</strong>. Niewielu z nas jednak tą odpowiedzialność bierze serio.</p></blockquote>
<blockquote><p>W dalszym ciagu będę pisał tylko dla tych, którzy są skłonni dopuścić, że w tym to co wyżej napisałem może jednak być jakieś ziarno prawdy.</p></blockquote>
<blockquote><p>Co zrobić wobec takiej odpowiedzialności? Zwierzę się tu Państwu, że kiedy jeszcze byłem studentem, w swoim dzienniku pisałem: <strong>"cokolwiek czynisz, czyń to tak, jakby zależał od tego los całego Wszechświata"</strong>.</p></blockquote>
<p>Arkadiusz swoim blogiem stara się powiększyć grono tych nielicznych, którzy są w stanie przyjąć taką postawę - otwartą i odpowiedzialną. Bo od nich naprawdę może zależeć los całego Wszechświata.</p>
<p>Gurdżijew tak mówił o mniej więcej tym samym:</p>
<blockquote><p><span>– Czy istnieje jakaś <em>świadoma siła, </em>która walczy z ewolucją? – zapytałem.</span></p>
<p><span>– Z pewnego punktu widzenia można tak powiedzieć – rzekł G.</span></p>
<p><span>Odnotowuję to, gdyż może się to wydać sprzeczne z tym, co powiedział on wcześniej, a mianowicie, że na świecie istnieją tylko dwie walczące ze sobą siły, “świadomość" i “mechaniczność".</span></p>
<p><span>– Skąd bierze się ta siła? – zapytałem.</span></p>
<p><span>– Wyjaśnienie tego zajęłoby dużo czasu – odpowiedział G. – W obecnej chwili nie może to mieć dla nas praktycznego znaczenia. Istnieją procesy, nazywane czasami “inwolucyjnym" i “ewolucyjnym". Różnica pomiędzy nimi jest następująca: proces inwolucyjny ma swój świadomy początek w Absolucie, ale już w następnym stadium staje się on mechaniczny i w trakcie swego rozwoju staje się on coraz bardziej mechaniczny. Proces ewolucyjny, przeciwnie, zaczyna się na wpół świadomie, ale w trakcie rozwoju staje się coraz bardziej świadomy. Jednakże świadomość i świadomy opór wobec procesu ewolucyjnego mogą także pojawić się w pewnych momentach procesu inwolucyjnego.</span></p>
<p><span>Skąd bierze się ta świadomość? Oczywiście z procesu ewolucyjnego. Proces ewolucyjny musi toczyć się bez przerwy. Każde zatrzymanie powoduje przerwanie podstawowego procesu. Pojedyncze fragmenty świadomości, które zostały zatrzymane w rozwoju, także mogą się połączyć i przynajmniej przez pewien czas żyć dzięki temu, że walczą z procesem ewolucyjnym. W końcu czyni to proces ewolucyjny jeszcze bardziej interesującym. Zamiast walki z siłami mechanicznymi może chwilami pojawiać się walka z celowym oporem, stawianym przez całkiem potężne siły – choć oczywiście nie da się ich porównać z tymi, które kierują procesem ewolucyjnym.</span></p>
<p><strong><span>Te stawiające opór siły czasami mogą nawet zwyciężyć. Powodem tego jest fakt, że siły kierujące ewolucją mają bardziej ograniczony wybór środków. Innymi słowy, mogą one stosować tylko pewne środki i pewne metody. Siły stawiające opór nie są ograniczone w wyborze środków i mogą stosować wszystkie środki, nawet te, które prowadzą tylko do tymczasowego sukcesu, a w ostatecznym rozrachunku niszczą w danym punkcie zarówno ewolucję, jak i inwolucję.</span></strong></p>
<p><span>Ale jak już powiedziałem, pytanie to nie ma dla nas praktycznego znaczenia. Dla nas ważne jest tylko to, by ustalić, gdzie rozpoczyna się ewolucja i w jaki sposób ona przebiega. I jeśli pamiętamy o całkowitej analogii zachodzącej pomiędzy ludzkością a człowiekiem, to nie będzie trudne ustalić, czy ludzkość można uważać za ewoluującą.</span></p>
<p><span>Czy możemy na przykład powiedzieć, że życiem rządzi grupa świadomych ludzi? Gdzie się oni znajdują? Kim są? To, co widzimy, całkowicie temu przeczy: światem rządzą ci, którzy są najmniej świadomi, ci, którzy najmocniej śpią.</span></p>
<p><span>Czy możemy powiedzieć, że obserwujemy w życiu przewagę tego, co najlepsze, najsilniejsze, najbardziej odważne? Nic z tych rzeczy. Wręcz przeciwnie, widzimy przewagę wszelkiego rodzaju wulgarności i głupoty.</span></p>
<p><span>Czy możemy powiedzieć, że obserwujemy w życiu dążenia do jedności, do zjednoczenia? Oczywiście nic podobnego. Widzimy tylko nowe podziały, nową wrogość, nowe nieporozumienia.</span></p>
<p><span>A zatem w obecnej sytuacji ludzkości nic nie wskazuje na postępującą ewolucję. Wręcz przeciwnie, jeśli przyrównamy ludzkość do człowieka, to całkiem wyraźnie dostrzegamy, że osobowość wzrasta kosztem esencji, to znaczy to, co sztuczne, nierzeczywiste i obce, wzrasta kosztem tego, co naturalne, rzeczywiste i własne.</span></p>
<p><span>Wraz z tym widzimy wzrost automatyzmu.</span></p>
<p><span><strong>Kultura współczesna wymaga automatów. I ludzie niewątpliwie zatracają swe nabyte nawyki niezależności i zamieniają się w roboty, w tryby maszyn. Nie da się przewidzieć, jak to się skończy i jak z tego wybrnąć. Tylko jedna rzecz jest pewna: zniewolenie człowieka rośnie i powiększa się. </strong>Człowiek staje się dobrowolnym niewolnikiem. Nie potrzeba mu już nawet łańcuchów. Zaczyna on lubić swoją niewolę, zaczyna być niej dumny. I jest to najokropniejsza rzecz, jaka może się człowiekowi przytrafić.</span></p>
<p>Wszystko, co do tej pory powiedziałem, dotyczyło całej ludzkości. Ale, jak już wcześniej podkreśliłem, ewolucja ludzkości może postępować tylko dzięki ewolucji pewnej grupy, która z kolei <span>będzie przewodzić i oddziaływać na resztę ludzkości.</span></p>
<p><span>Czy możemy powiedzieć, że taka grupa istnieje? Być może na podstawie pewnych oznak moglibyśmy to stwierdzić. W każdym razie musimy przyznać, że jest to bardzo mała grupa i z pewnością całkiem niewystarczająca do tego, by podporządkować sobie resztę ludzkości. Spoglądając na to z innego punktu widzenia, możemy powiedzieć, że ludzkość znajduje się w takim stanie, że nie potrafi zaakceptować przewodnictwa świadomej grupy.</span></p>
<p><span>– Ile osób może należeć do tej świadomej grupy? – zapytał ktoś.</span></p>
<p><span>– Tylko oni sami to wiedzą – powiedział G.</span></p>
<p><span>– Czy oznacza to, że oni wszyscy nawzajem się znają? – spytała znowu ta sama osoba.</span></p>
<p><span>– Jakże mogłoby być inaczej? Wyobraź sobie, że w tłumie śpiących ludzi znajdują się dwie lub trzy osoby, które nie śpią. Z pewnością będą się znały. Natomiast ci, którzy śpią, nie mogą ich znać. Ile ich jest? Nie wiemy tego i dopóki nie staniemy się tacy jak oni, nie możemy tego wiedzieć. Wcześniej zostało wyraźnie powiedziane, że każdy człowiek może widzieć tylko z poziomu swojego własnego bycia. <strong>Ale <em><span style="color:#ff0000;">dwustu świadomych ludzi</span>, </em>gdyby tacy istnieli i gdyby uważali to za konieczne i słuszne, mogłoby zmienić w całości życie na Ziemi.</strong> Jednakże albo nie jest ich wystarczająco dużo, albo tego nie chcą, albo być może nie nadszedł jeszcze czas, albo też inni ludzie śpią zbyt mocno.</span></p>
<p><span>Dochodzimy tutaj zatem do zagadnień ezoteryzmu.</span></p></blockquote>
<p>Tyle (i znacznie więcej) możemy przeczytać we "Fragmentach nieznanego nauczania". Swój drugi wpis Ark kończy w ten sposób:</p>
<blockquote><p>Zakończę cytatem z broszurki Andrzeja Łobaczewskiego p.t. " Patokracja - Rzeczywista Natura Komunizmu":</p></blockquote>
<blockquote>
<div>
<blockquote><p>"Patokracja jest stanem, w którym swoistej mobilizacji ulega istniejąca w każdym kraju patologiczna mniejszość społeczna i ona przejmuje władzę nad społeczeństwem ludzi normalnych. Patokracja nie jest żadnym ustrojem społecznym! Jest ciężką chorobą narodów lub organizacji społecznych, która ma swoje etiologiczne przyczyny zawsze obecne w każdym kraju, oraz swój charakterystyczny przebieg. Dlatego istnieje ona potencjalnie w każdym kraju świata. Zjawisko zostaje wyzwolone w długotrwałym procesie jego genezy, kiedy można badać, kiedy rozumiemy jego istotę. Jego obraz zmienia się w czasie zbyt szybko, aby można było taki stan traktować jako pewną formę ustrojową, ideologiczną czy polityczną.<strong> Tylko obiektywne zrozumienie takich fenomenów historii w im odpowiadających kategoriach naukowych może prowadzić do wyleczenia narodów z tej choroby i jej późniejszych skutków.</strong> <em>Ignota nulla curatio morbi</em> (nie ma leczenia niezrozumiałej choroby) - powiada podstawowa zasada medycyny."</p></blockquote>
</div>
</blockquote>
<blockquote><p>Choć Andrzej Łobaczewski, autor broszury, umieścił w tytule "komunizm", to przecież, nawet bez lornetki, możemy elementy patokracji dojrzeć dziś niemal wszędzie. Czy mamy patokratom "wierzyć"? Ufać? Pokładać wiarę w tym, że troszczą się oni o "dobro społeczne"? Jak dowodzi tego W.K. Clifford, wiara, przekonania, są ukrytymi motorami naszych czynów (lub bezczynności). <strong>A od każdego naszego czynu (lub jego zaniechania) może, w nieliniowym złożonym układzie, zależeć los nie tylko nasz własny, nie tylko najbliższych, nie tylko kraju, planety, ale i całego Wszechświata.</strong></p></blockquote>
<p>Tak sie zastanawiam - to w końcu jest Ark Racjonalistą czy Romantykiem? Myślę, że udało mu się coś niesłychanego - udało mu się połączyć w sobie obie te wydawałoby się wzajemnie sprzeczne postawy. Ciekawe, jak wypadnie Arka blog w rankingu. Ile osób czynnie zademonstruje swoje zainteresowanie a może coś więcej niż tylko zainteresowanie. Zastanawiam się też, jaka jest szansa, że znajdzie się na tej planecie <em>dwustu świadomych ludzi</em> i czy kiedy nadejdzie czas, będzie komu stanowić jądro nowej ewolucji.</p>
<blockquote><p>" ... pozostawać wyłącznie na poziomie ciała oznacza rozpadać się wraz z ciałem, albo - mówiąc brutalnie, jak Mistrz Eckhart - <em>gnić wraz z ciałem</em>. Trzeba więc jeszcze odkryć coś innego. Ale co to znaczy 'odkryć'? To znaczy, że trzeba robić. <strong>Zawsze pojawia się kwestia <em>robienia</em></strong>.</p>
<div>-- Jerzy Grotowski, "Rodzaj Wulkanu"</div>
</blockquote>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Prawda Cię wyzwoli]]></title>
<link>http://pracownia4.wordpress.com/2008/01/09/prawda-cie-wyzwoli/</link>
<pubDate>Wed, 09 Jan 2008 03:17:10 +0000</pubDate>
<dc:creator>pracowniaiv</dc:creator>
<guid>http://pracownia4.wordpress.com/2008/01/09/prawda-cie-wyzwoli/</guid>
<description><![CDATA[ 
(Otworzyć oczy na naszą własną historię&#8230;)
Alice Miller
 
Przemoc w wychowaniu, pomijana]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p class="MsoNormal"><span style="font-size:10pt;"> </span></p>
<p class="MsoNormal"><span style="font-size:10pt;">(Otworzyć oczy na naszą własną historię...)</span></p>
<p class="MsoNormal"><span style="font-size:10pt;">Alice Miller</span></p>
<p class="MsoNormal"><span style="font-size:10pt;"> </span></p>
<p><strong><span style="font-size:10pt;">Przemoc w wychowaniu, pomijana w oficjalnych przekazach (kościoła czy medycyny) ulega zazwyczaj „wyparciu”, szczególnie przez tych, którzy są jej ofiarami. W jaki sposób dziecko – lub dorosły – mógłby pozwolić sobie na swobodne, uzdrawiające opowiedzenie o swej krzywdzie, jeśli przez miłość do bliskich ukrywa lub wręcz zaprzecza przemocy fizycznej, słownej czy emocjonalnej jakiej stał się ofiarą w dzieciństwie?</span></strong></p>
<p><strong><span style="font-size:10pt;">W swej książce, <em>Libres de savoir</em> (tytuł oryginału: <em>Evas Erwachen</em>, 2001), Alice Miller, na podstawie świadectw swoich pacjentów, pokazuje drogę jaką przebyli ci, którzy odważyli się zmierzyć z traumą dzieciństwa, uznając i naprawiając szkody jakie wyrządziło im tradycyjne wychowanie.</span></strong></p>
<p><!--more--></p>
<p><span style="font-size:10pt;">Najważniejszym elementem opowieści o dziele stworzenia świata przez Boga było dla mnie, od dzieciństwa, jabłko – owoc zakazany. Nie potrafiłam zrozumieć dlaczego Adamowi i Ewie zakazano poszukiwania wiedzy. Według mnie wiedza i świadomość zawsze były czymś pozytywnym. Wydawało mi się całkowicie nielogiczne, że Bóg zabronił pierwszym, stworzonym przez siebie i na swoje podobieństwo ludziom odkrywania zasadniczej różnicy pomiędzy dobrem i złem.</span></p>
<p><span style="font-size:10pt;">Później poznałam różne interpretacje przypowieści o stworzeniu lecz mój dziecięcy bunt trwał nadal. Intuicyjnie odrzucałam uznanie posłuszeństwa za cnotę, ciekawości za grzech i unikania wiedzy o tym czym jest Dobro i Zło za stan idealny. Według mnie jabłko poznania pozwalało poznać Zło i dlatego właśnie stanowiło wyzwolenie, czyli Dobro.</span></p>
<p><span style="font-size:10pt;">Istnieją przeróżne teologiczne wytłumaczenia zasadności boskich nakazów. Odzwierciedlają one najczęściej, według mnie, postawę zastraszonego i sterroryzowanego dziecka, które ze wszystkich sił stara się uznać niezrozumiałe działania rodziców za dobre i pełne miłości. Dziecko nie może zrozumieć przyczyn tych działań. Nie rozumieją ich nawet sami rodzice, gdyż toną one gdzieś w mrokach ich własnego dzieciństwa.</span></p>
<p><span style="font-size:10pt;">Nigdy nie mogłam pojąć dlaczego Bóg chciał zatrzymać Adama i Ewę w Raju pod warunkiem, że pozostaną nieświadomi i dlaczego ukarał ich za nieposłuszeństwo narzucając im cierpienie.</span></p>
<p><span style="font-size:10pt;">Nie czułam też nigdy tęsknoty za Rajem, gdzie z posłuszeństwa i niewiedzy czyni się warunek szczęśliwości. Nie wierzę w siłę miłości, która, według mnie, oznacza bycie posłusznym i grzecznym. Nie może istnieć miłość bez bycia wiernym samemu sobie, swoim uczuciom i potrzebom. I dążenie do wiedzy jest jej częścią. Najwyraźniej Bóg chciał pozbawić Adama i Ewę tej wierności samym siebie. Myślę, że aby móc kochać, musimy mieć prawo być sobą, żyć bez wykrętów, masek i fasad. Możemy kochać naprawdę tylko wtedy, gdy nie unikamy wiedzy, do której mamy dostęp (jak drzewo wiedzy w Raju) i gdy mamy odwagę jeść owoce z tego drzewa. W związku z tym trudno jest mi zdobyć się na jakąkolwiek tolerancję kiedy słyszę, że trzeba bić dzieci, by stały się „dobre” i podobały się Bogu.</span></p>
<p><span style="font-size:10pt;">Właśnie takie rzeczy można przeczytać w pismach większości sekt religijnych i nie tylko. Opowieść o dziele Stworzenia długo nie pozwalała nam otworzyć oczu i uznać świadomie, że zostaliśmy wprowadzeni w błąd. Przykłady moich pacjentów pokazują w jaki sposób płacimy naszym zdrowiem za ten zakaz wiedzy.</span></p>
<p><span style="font-size:10pt;">Przypominam sobie, że będąc dzieckiem przysparzałam mnóstwo kłopotu rodzicom, gdyż z uporem zadawałam pytania, które były dla nich najwyraźniej niewygodne. Często, choć miałam je na końcu języka, połykałam je z powrotem, ale one wciąż powracały i do dziś nie przestają mnie nurtować. Chcę korzystać z mojej dorosłej wolności i pozwolić zadawać je do woli mojemu wewnętrznemu dziecku.</span></p>
<p><span style="font-size:10pt;">Dlaczego Bóg umieścił drzewo poznania dobra i zła w samym środku pięknego Raju jeśli nie chciał, by Jego stworzenie jadło z niego owoce? Dlaczego wystawił ludzkie istoty na pokusę? Dlaczego Bóg potrzebował tego wszystkiego skoro jest Bogiem Wszechmocnym, stworzycielem świata? Dlaczego chciał zmusić ludzi do posłuszeństwa jeśli jest Wszechpotężny?</span></p>
<p><span style="font-size:10pt;">Czy nie wiedział, stwarzając człowieka, że ten jest z natury swojej ciekawy? Dlaczego więc zmuszał go do działania wbrew jego naturze? Jeśli stworzył Adama i Ewę, mężczyznę i kobietę, uzupełniających się seksualnie, jak mógł oczekiwać od nich, że zignorują swoją seksualność? Dlaczego mieli to zrobić? Co by się stało gdyby Ewa nie zerwała owocu z drzewa dobra i zła? W takim przypadku można domniemywać, że Adam i Ewa nie połączyli by się seksualnie i nie mieli potomstwa. Czy wtedy świat pozbawiony by był ludzkich stworzeń? Adam i Ewa musieliby żyć wiecznie sami, bez potomstwa?</span></p>
<p><span style="font-size:10pt;">Dlaczego prokreacja związana jest z grzechem i dlaczego kobiety muszą wydawać na świat dzieci w straszliwym bólu? Jak zrozumieć fakt, że z jednej strony Bóg zakładal, że ludzie będą sterylni, a z drugiej strony opowieść o dziele Stworzenia donosi, że ptaki i bestie się mnożą? Bóg musiał już wtedy mieć w umyśle ideę potomstwa.<br />
Dalej można przeczytać, że Kain się ożenił i miał dwoje dzieci. Gdzie znalazł Kain swoją żonę jeśli na świecie był tylko Adam i Ewa oraz Kain i Abel? Dlaczego Bóg odrzucił Kaina gdy ten okazał się zazdrosny? Czy nie wzbudził w nim sam tej zazdrości preferując Abla w sposób intencjonalny?</span></p>
<p><span style="font-size:10pt;">Nikt nie chciał odpowiedzieć na moje pytania, ani w dzieciństwie ani później. Zazwyczaj się oburzano, gdy stawiałam w wątpliwość wszechmoc i wszechwiedzę Boga i uznawałam za nielogiczne i sprzeczne informacje, którymi mnie zbywano. Dorośli unikali problemu mówiąc mi na przykład: „nie możesz brać Biblii tak dosłownie, to są tylko symbole”. Symbole czego? – pytałam i nie otrzymywałam odpowiedzi. Lub mówiono mi: « Biblia zawiera również dużo mądrych i prawdziwych rzeczy ». Nie zaprzeczałam temu. Lecz dlaczego muszę akceptować to, co uważam za nielogiczne?</span></p>
<p><span style="font-size:10pt;">Dzieci chcą być kochane i akceptowane, więc w końcu robią to im się nakazuje. I właśnie dokładnie to zrobiłam.</span></p>
<p><span style="font-size:10pt;">Lecz moja potrzeba zrozumienia nie zniknęła. Nie mogąc zrozumieć pobudek boskich, usiłowałam zrozumieć pobudki ludzi – zrozumieć dlaczego wykazują oni tak wielką gotowość przyjmowania oczywistych sprzeczności.</span></p>
<p><span style="font-size:10pt;">Pomimo najszczerszej chęci nigdy nie potrafiłam zrozumieć, co złego zrobiła Ewa. Uważałam, że skoro Bóg kochał stworzone przez siebie istoty, to nie mógł chcieć, by pozostały one ślepe. Czy rzeczywiście to wąż zwiódł Ewę rozpalając w niej pragnienie poznania, czy też może sam Bóg to zrobił? Gdyby jakiś zwykły śmiertelnik pokazał mi coś godnego pożądania i zapowiedział mi, że nie mogę tego dotknąć uznałabym jego działanie za intencjonalnie perwersyjne i okrutne. Lecz o Bogu tego nie wolno było nawet pomyśleć– a cóż dopiero głośno powiedzieć!</span></p>
<p><span style="font-size:10pt;">Zostałam więc sama z moimi przemyśleniami, gdyż bezowocne okazało się także moje poszukiwanie odpowiedzi w książkach. Aż pewnego dnia zrozumiałam, że obraz Boga, jaki przekazuje nam tradycja, stworzony został przez ludzi wychowanych według zasad tzw. Czarnej Pedagogiki, na co wielu przykładów dostarcza sama Biblia. Ludzie ci w dzieciństwie zaznawali sadyzmu, uwiedzenia, kar i nadużywania władzy i z pewnością nie mieli dobrych doświadczeń ze swoimi ojcami. Żaden z nich zapewne nie posiadał ojca, który byłby szczęśliwy widząc, że jego dzieci są ciekawe wiedzy – ojca, który zdawałby sobie sprawę z daremności oczekiwania od nich rzeczy niemożliwych i który powstrzymałby się od karania.</span></p>
<p><span style="font-size:10pt;">Dlatego też ludzie ci mogli stworzyć obraz Boga o takich cechach, jakie mieli ich ojcowie: Boga zdolnego wymyślić ten sadystyczny i okrutny scenariusz, dającego Adamowi i Ewie drzewo poznania dobra i zła i zabraniającego im jednocześnie spożywania z niego owoców, czyli stania się oświeconymi i niezależnymi. Ich Bóg chciał by pozostali od Niego całkowicie zależni.</span></p>
<p><span style="font-size:10pt;">Uważam, że ojciec, który czerpie przyjemność ze znęcania się nad dzieckiem, jest sadystyczny.</span></p>
<p><span style="font-size:10pt;">A karanie dziecka za rezultaty własnego sadyzmu nie ma nic wspólnego z miłością a za to mnóstwo wspólnego z Czarną Pedagogiką. Biblia jest pełna takich przykładów. W ten właśnie sposób twórcy Biblii postrzegali ich „kochającego” ojca. W liście do Hebrajczyków (12 ; 6-8) Święty Paweł pisze bez ogródek, że kary cielesne są tym, co daje nam pewność, że jesteśmy prawdziwymi synami Boga a nie bękartami: „Bo kogo miłuje Pan tego karci, chłoszcze zaś każdego, którego za syna przyjmuje.”</span></p>
<p><span style="font-size:10pt;">Myślę dziś, że ludzie wychowywani z szacunkiem, bez poniżania i ciosów, będą wierzyli w innego Boga gdy dorosną, kochającego, u którego można znaleźć zrozumienie, który jest dla nas przewodnikiem i dobrym przykładem do naśladowania. Lub też po prostu ludzie Ci obejdą się bez boskiego obrazu, i oprą się na przykładach ludzkich zachowań uosabiających w ich oczach prawdziwą miłość.</span></p>
<p><span style="font-size:10pt;">Moja ksiązka jest wyrazem mojej identyfikacji z Ewą, lecz nie tą infantylną postacią powielaną w tradycyjnych przekazach, która jak Czerwony Kapturek z bajki ulega naiwnie namowom zwierzęcia lecz z Ewą, która odkrywa niesprawiedliwość sytuacji i odmawia przestrzegania boskiego przykazania: ”Nie będziesz wiedział”. Która odważa się dostrzec różnicę między Dobrem i Złem oraz ponieść konsekwencje swoich czynów.</span></p>
<p><span style="font-size:10pt;">Na tych stronach opisuję wglądy do których uzyskałam dostęp dzięki temu, że znalazłam odwagę słuchania przekazów mojego ciała a w ten sposób odszyfrowania ich znaczenia od samego początku mojego życia.</span></p>
<p><span style="font-size:10pt;">Powrót do krainy dzieciństwa, aż do świtu mojego życia, pozwoliła mi odkryć i opisać subtelne mechanizmy zaprzeczania, które rządzą większością ludzi na świecie. Są one, niestety, rzadko dostrzegane, gdyż paraliżujący przekaz: „Nie będziesz wiedział” przeszkadza nam w zobaczeniu prawdy.</span></p>
<p><span style="font-size:10pt;">Moim zdaniem mamy nie tylko prawo ale wręcz obowiązek wiedzieć czym jest dobro i zło, by wziąć odpowiedzialność za nasze własne życie i za życie naszych dzieci. Tylko poznając prawdę możemy się stać wolni - wyzwolić się ze strachów i leków, których doświadczaliśmy jako dzieci, obwiniane i karane nieświadomie popełniane „grzechy”.</span></p>
<p><span style="font-size:10pt;">Tylko w ten sposób możemy się wyzwolić od brzemiennego w skutki lęku przed grzechem nieposłuszeństwa – lęku okaleczającego życie tak wielu ludzi i czyniącego z nich niewolników własnego dzieciństwa.</span></p>
<p><span style="font-size:10pt;">Jeśli jako dorośli otrzymamy właściwą pomoc możemy wyzwolić się z tego straszliwego zaklęcia. Możemy zdobyć rzetelne poznanie i zdać sobie sprawę, że nie musimy dłużej szukać jakiejś mądrej logiki w wszystkim, co przekazują nam systemy edukacyjne i nauczyciele religii jako prawdę objawioną – a co jest wyłącznie produktem ich własnych lęków.</span></p>
<p><span style="font-size:10pt;">Odczujemy wtedy, ze zdziwieniem, ulgę, że nie musimy już grać roli dzieci zmuszanych do uznawania za logiczne czegoś, w czym logiki nie ma, jak robi to jeszcze wielu filozofów i teologów. Jako dorośli mamy w końcu prawo nie uchylać się przed rzeczywistością, odmawiać wiary w nielogiczne tłumaczenia i pozostać wierni sobie samym i naszej historii.</span></p>
<p><span style="font-size:8pt;">Wypatrzony <a href="http://koniecmilczenia.ngo.org.pl/art/4ampra.html" target="_blank">tutaj</a></span></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Emocje - czym są?]]></title>
<link>http://pracownia4.wordpress.com/2007/12/13/emocje-czym-sa/</link>
<pubDate>Thu, 13 Dec 2007 00:17:54 +0000</pubDate>
<dc:creator>pracowniaiv</dc:creator>
<guid>http://pracownia4.wordpress.com/2007/12/13/emocje-czym-sa/</guid>
<description><![CDATA[Dziś będzie o emocjach.
Człowiek jest złożoną organizacją, składającą się z czterech czę]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><span style="font-size:10pt;">Dziś będzie o emocjach.</span></p>
<blockquote><p><span style="font-size:10pt;">Człowiek jest złożoną organizacją, składającą się z czterech części, które mogą być połączone, nie połączone lub też źle ze sobą połączone. Wóz połączony jest z koniem za pomocą dyszli, koń połączony jest z woźnicy lejcami, a woźnica połączony jest z panem dzięki głosowi pana. Jednakże woźnica musi słyszeć i rozumieć głos pana. Musi on wiedzieć, jak powozić, a koń musi być nauczony, jak reagować na lejce. Co się tyczy związku pomiędzy koniem i wozem, to koń musi być właściwie zaprzężony. Istnieją zatem trzy połączenia między czterema odcinkami tej złożonej organizacji. Jeśli w jednym z tych połączeń czegoś brakuje, to organizacja nie może działać jako jedna całość. Połączenia są zatem nie mniej ważne niż same “ciała". Pracując nad sobą, człowiek pracuje równocześnie nad “ciałami” i nad “połączeniami". Ale jest to innego rodzaju praca.</span></p>
<p><!--more--></p></blockquote>
<blockquote><p><span style="font-size:10pt;">Praca nad sobą musi zacząć się od woźnicy. Woźnicą jest umysł. By móc usłyszeć głos pana, woźnica – po pierwsze – nie może spać, to znaczy musi się obudzić. Wtedy może się okazać, że pan mówi językiem, którego woźnica nie rozumie. Woźnica musi się nauczyć tego języka. Kiedy się go nauczy, będzie mógł zrozumieć pana. Ale jednocześnie musi też nauczyć się prowadzić konia, zaprzęgać go do wozu, karmić, czyścić go i utrzymywać wóz w porządku. Na co zdałoby mu się rozumienie pana, jeśli nie byłby w stanie niczego zrobić? Pan mówi mu, żeby gdzieś pojechał. Ale on nie może się ruszyć, ponieważ koń nie został nakarmiony, zaprzężony, a on sam nie wie, gdzie są lejce. Koń to nasze emocje. Wóz to nasze ciało. Umysł musi nauczyć się kontrolować emocje. Emocje zawsze pociągają za sobą ciało. W takim porządku musi postępować praca nad sobą. [...]</span></p></blockquote>
<blockquote><p><span style="font-size:10pt;">Niektórym ludziom trudno jest zrozumieć różnicę między myślą i czuciem, innym trudno zrozumieć jest różnicę między czuciem i doznaniem albo między myślą i impulsem ruchowym. Mówiąc bardzo ogólnie, można powiedzieć, że funkcja umysłowa działa zawsze przez porównanie. Intelektualne wnioski są zawsze wynikiem porównania ze sobą dwóch lub większej liczby wrażeń. Doznanie i emocja nie rozumują, nie porównują, określają one po prostu dane wrażenie poprzez jego aspekt, poprzez to, czy jest ono – w tym lub innym znaczeniu – przyjemne lub nieprzyjemne, poprzez jego kolor, smak, zapach. Co więcej, doznania mogą być obojętne – ani ciepłe, ani zimne; ani przyjemne, ani nieprzyjemne; “biały papier", “czerwony ołówek". W doznaniu bieli czy czerwieni nie ma niczego przyjemnego czy nieprzyjemnego. W każdym razie niekoniecznie musi być coś przyjemnego lub nieprzyjemnego, związanego z tym lub tamtym kolorem. Te doznania pochodzące z tak zwanych “pięciu zmysłów", jak również inne, takie jak doznanie ciepła, zimna, itd., są doznaniami instynktowymi. Funkcje czuciowe, czy też emocje, są zawsze przyjemne lub nieprzyjemne; <span style="text-decoration:underline;">obojętne emocje nie istnieją</span>.</span></p></blockquote>
<p align="right"><span style="font-size:10pt;"><span>- P.D. Uspieński, <em>Fragmenty nieznanego nauczania</em>.</span></span></p>
<p><span style="font-size:10pt;">Zajrzyjmy do książki Daniela Golemana, <strong><em>Inteligencja emocjonalna</em></strong>: </span></p>
<p><span style="font-size:10pt;">Czym jest emocja?</span></p>
<p><span style="font-size:10pt;">Słowo na temat tego, co nazywam emocją, terminem, nad którego precyzyjnym znaczeniem zastanawiają się od ponad stu lat psycholodzy i filozofowie. W najbardziej dosłownym sensie <em>Oxford English Dictionary</em> definiuje emocję, jako „każde poruszenie czy zakłócenie umysłu, uczucia, namiętności; każdy stan wzburzenia albo podniecenia psychicznego”. W znaczeniu, w którym używam tu tego słowa, emocja odnosi się do uczucia i związanych z nim myśli, stanów psychicznych i biologicznych oraz zakresu skłonności do działania. Są setki emocji, ich barw, odmian, rodzajów i niuansów. W istocie rzeczy jest dużo więcej subtelnych odcieni emocji niż słów na ich określenie.</span></p>
<p><span style="font-size:10pt;">Badacze wciąż nie mogą dojść do porozumienia na temat tego, które emocje uważać można za podstawowe - ów błękit, czerwień i żółcień uczucia, z których odpowiedniej mieszaniny powstają wszystkie inne barwy - a nawet czy w ogóle istnieją jakiekolwiek podstawowe emocje. Niektórzy teoretycy grupują emocje w podstawowe rodziny, aczkolwiek nie wszyscy zgadzają się z ich: propozycjami. A oto najczęściej zgłaszani kandydaci (kandydatki) i niektórzy członkowie ich rodzin:</span></p>
<p><span style="font-size:10pt;"><span><strong>Złość</strong>: furia, wściekłość, uraza, gniew, irytacja, oburzenie, animozja, niechęć, obraźliwość, wrogość i, chyba będąca szczytem, patologiczna nienawiść i szał</span></span></p>
<p><span style="font-size:10pt;"><span><strong>Smutek</strong>: żal, przykrość, boleść, melancholia, użalanie się nad sobą, zniechęcenie, przygnębienie oraz w postaci patologicznej - głęboka depresja.</span></span></p>
<p><span style="font-size:10pt;"><span><strong>Strach</strong>: niepokój, obawa, nerwowość, zatroskanie, konsternacja, zaniepokojenie, onieśmielenie, strachliwość, bojaźń, trwożliwość, popłoch, przerażenie; w postaci psychopatologicznej - fobie i ataki lękowe.</span></span></p>
<p><span style="font-size:10pt;"><span><strong>Zadowolenie</strong>: szczęście, przyjemność, ulga, błogość, rozkosz, radość, uciecha, rozrywka, duma, przyjemność zmysłowa, miły dreszczyk, uniesienie, zaspokojenie, satysfakcja, euforia, zaspokojenie kaprysu, ekstaza oraz - na samym końcu skali - mania.</span></span></p>
<p><span style="font-size:10pt;"><span><strong>Miłość</strong>: akceptacja, życzliwość, ufność, uprzejmość, poczucie bliskości, oddanie, uwielbienie, zaślepienie, agape [miłość niebiańska].</span></span></p>
<p><span style="font-size:10pt;"><span><strong>Zdziwienie</strong>: wstrząs, zaskoczenie, oszołomienie, osłupienie, zdumienie.</span></span></p>
<p><span style="font-size:10pt;"><strong>Wstręt</strong>: pogarda, lekceważenie, nieprzychylność, obrzydzenie, odraza, niesmak, awersja.</span></p>
<p><span style="font-size:10pt;"><strong>Wstyd</strong>: poczucie winy, zażenowanie, zakłopotanie, wyrzuty sumienia, upokorzenie, żal z powodu tego, co się zrobiło, hańba i skrucha.</span></p>
<p><span style="font-size:10pt;">Lista ta nie jest z pewnością wyczerpującym wykazem różnych kategorii emocji. Co na przykład powiedzieć o takich mieszaninach różnych emocji jak zazdrość, która jest wprawdzie odmianą złości, ale zawiera też sporą domieszkę smutku i strachu? A co począć z cnotami takimi jak wiara i nadzieja, odwaga i wybaczenie, pewność i spokój? Albo gdzie umieścić takie klasyczne wady, jak niedowierzanie, zadowolenie z siebie w każdych okolicznościach, lenistwo i odrętwienie albo znudzenie? Nie ma na to prostych odpowiedzi; naukowcy nadal spierają się o to, jak klasyfikować emocje.</span></p>
<p><span style="font-size:10pt;">Pewnych argumentów przemawiających za tym, że istnieją emocje osiowe, dostarczają badania Paula Ekmana z Uniwersytetu Stanowego Kalifornii w San Francisco, który odkrył, że wyraz twarzy zdradzający cztery z nich (<strong>strach, złość, smutek, zadowolenie</strong>) rozpoznawany jest we wszystkich kulturach na świecie, w tym przez ludy nie znające ani kina, ani telewizji, co zdaje się świadczyć, że są one uniwersalne. Ekman pokazywał zdjęcia twarzy wyrażających dokładnie różne emocje przedstawicielom kultur tak odległych od naszej jak kultura żyjącego w górach Nowej Gwinei i tkwiącego jeszcze w epoce kamiennej plemienia Fore i stwierdził, że w każdym zakątku Ziemi rozpoznaje się bez trudu te same podstawowe emocje. Ten uniwersalny charakter wyrazu emocji na twarzy pierwszy zauważył prawdopodobnie Darwin, który potraktował to jako dowód, że siły ewolucji wycisnęły wzory tych sygnałów w naszym ośrodkowym układzie nerwowym.</span></p>
<p><span style="font-size:10pt;">Poszukując podstawowych zasad, ujmuję za Ekmanem i innymi emocje w kategoriach rodzin albo wymiarów i uważam, że główne rodziny - złość, smutek, strach, zadowolenie, miłość, wstyd i tak dalej - świadczą o nieskończonym bogactwie niuansów naszego życia emocjonalnego. W centrum każdej takiej rodziny znajduje się podstawowe „jądro” emocjonalne, z którego rozchodzą się w niezliczonych mutacjach koncentryczne fale spokrewnionych z nim emocji. Zewnętrzne kręgi tworzą <strong>nastroje</strong>, które - technicznie biorąc - są bardziej stłumione i utrzymują się dłużej niż emocje (choć zdarza się dość rzadko, by ktoś opanowany był złością przez cały dzień, to nie jest niczym wyjątkowym utrzymujący się przez dłuższy czas nastrój podenerwowania i irytacji, kiedy byle co wyzwala wybuch złości). Za nastrojami znajdują się <strong>temperamenty</strong>, czyli stan gotowości do wywołania danej emocji czy nastroju, który sprawia, że jesteśmy melancholijni, bojaźliwi albo weseli. A jeszcze dalej, za tymi dyspozycjami emocjonalnymi, rozciągają się zupełne <strong>zaburzenia</strong> emocjonalne, takie jak kliniczna depresja czy nieustanny niepokój, kiedy to czujemy się stale tak jakbyśmy byli w stanie zatrucia.</span></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Zderzaki, programy, umysł drapieżnika]]></title>
<link>http://pracownia4.wordpress.com/2007/08/21/zderzaki-programy-umysl-drapieznika/</link>
<pubDate>Tue, 21 Aug 2007 00:58:36 +0000</pubDate>
<dc:creator>pracowniaiv</dc:creator>
<guid>http://pracownia4.wordpress.com/2007/08/21/zderzaki-programy-umysl-drapieznika/</guid>
<description><![CDATA[http://www.signs-of-the-times.org/signs/forum/viewtopic.php?id=6419&amp;p=1

Porozmawiajmy dziś o p]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><span style="font-family:Verdana,sans-serif;"><span style="font-size:8pt;">http://www.signs-of-the-times.org/signs/forum/viewtopic.php?id=6419&#38;p=1</span></span></p>
<p style="margin-bottom:0.51cm;"><span style="font-family:Verdana,sans-serif;"></p>
<p>Porozmawiajmy dziś o programach - zwanych także zderzakami/buforami i umysłem drapieżnika - o tym, jak je nabywamy oraz w jaki sposób wpływają na nas przez całe życie, a przynajmniej dopóty, dopóki nie dowiemy się czegoś na ich temat, nie zbadamy ich i nie zaczniemy ze zrozumieniem radzić sobie z nimi. </p>
<p>Zacznijmy od podstaw:</p>
<p>W miarę rozwoju niemowlęcia zmienia się natura każdego kolejnego jego doświadczenia - związanego ze światem wewnętrznym bądź zewnętrznym - w sensie intensywności (oddziaływanie/emocja). Podczas stosunkowo spokojnych okresów o niskim natężeniu emocji niemowlę wchłania wszelkiego rodzaju informacje o swoim środowisku – uczenie się kognitywne. Ten typ uczenia się nie ma istotnego wpływu na system motywacji niemowlęcia.<br />
<!--more--><br />
Kiedy indziej noworodek ma okresy wysokiej afektywnej aktywności. Są one na ogół związane z potrzebą lub pragnieniem doznania przyjemności lub komfortu, albo też z pragnieniem/potrzebą ucieczki od czegoś z powodu strachu lub bólu.</p>
<p>Okresy szczytowej afektywnej intensywności angażują rozwijające się dziecko w intensywne doświadczenia uczenia się stosunku do samego siebie i do innych (włącznie ze światem w ogólności) i są to doświadczenia, które składają się na obciążone silnymi emocjami obwody pamięci w rozwijającym się mózgu i mogą w późniejszym życiu stać się bardzo szkodliwymi „programami” czy przejawami „Umysłu drapieżnika”.</p>
<p>Owe struktury obciążonej silnymi emocjami pamięci utworzone w stanach szczytowej afektywności stanowią podstawę systemu motywacyjnego danej osoby – co uważa ona za niezbędne dla przetrwania, jak zdobyć to, czego potrzebuje i jak uniknąć tego, co bolesne czy zagrażające przeżyciu.</p>
<p>Rzecz jasna, najbardziej „idealna” koncepcja siebie i innych w oczach niemowlęcia to „doskonały, troskliwy inny człowiek i doskonałe, zadowolone Ja” i takie obrazy tworzą się w umyśle noworodka pod wpływem satysfakcjonujących doświadczeń.</p>
<p>Z drugiej strony, frustrujące czy bolesne przezycia prowadzą do koncepcji wykorzystującego albo znęcającego się drugiego człowieka oraz potrzebującego, bezradnego Ja.</p>
<p>Prowadzi to do silnego stresu dla organizmu. </p>
<p>Niemowlę, którego opiekun jest generalnie troskliwy i czuły, MOŻE, z racji doświadczeń chwilowej frustracji czy pozbawienia, zinternalizować obrazy sadystycznego, ograniczającego „świata zewnętrznego i ludzi w nim żyjących”.</p>
<p>Jednocześnie noworodek, którego opiekun zaniedbuje obowiązki albo źle traktuje dziecko, może mieć sporadycznie satysfakcjonujące doświadczenia we właściwych momentach, co z kolei może prowadzić do wewnętrznego obrazu kochającego, opiekuńczego świata i takichże ludzi w nim żyjących.</p>
<p>Generalnie jednak, z racji trwania rozwoju, można by powiedzieć, że niemowlę będzie miało więcej doświadczeń jednego albo drugiego typu i może pojawić się wyrównanie skutków złych doświadczeń, co je niejako poprawi, chociaż i to zależy od genetycznej natury jednostki.</p>
<p>Teraz zajmijmy się należącym do starożytnej tradycji „problemem wielu ja”, w języku współczesnej psychologii znanym jako „<strong>dyfuzja tożsamości</strong>”.</p>
<p>Dyfuzja tożsamości odnosi się do osób o strukturze psychicznej charakteryzującej się raczej fragmentacją niż integracją wewnętrznej reprezentacji siebie i innych.</p>
<p>Na dyfuzję tożsamości cierpi – w mniejszym lub większym stopniu – większość ludzi, a to z powodu różnego rodzaju pozytywnych i negatywnych doświadczeń towarzyszących okresom o dużej intensywności doznań w niemowlęctwie czy też w późniejszym życiu. Problem ten jest osią książki Marthy Stout, „The Myth of Sanity”, w której pisze ona o <strong>dysocjacji</strong> i o tym, w jaki sposób ludzie sami to wywołują w dzieciństwie, używając jako rodzaj mechanizmu obronnego, co później wchodzi w nawyk.</p>
<p>Osoba może dysocjować w każdym momencie życia, kiedy przechodzi przez burzliwy okres, wywołujący duże napięcie w emocjach i myśleniu – strukturach neurologicznych. Sęk w tym, że kiedy to robisz, za każdym następnym razem staje się to coraz łatwiejsze... </p>
<p>To jak wydeptywanie ścieżki, którą jest coraz łatwiej iść. Można to porównać do gromadzenia się śladów pyłu węglowego w rozdzielaczu silnika spalinowego, co prowadzi do niekontrolowanego iskrzenia świec zapłonowych. </p>
<p>Oglądanie telewizji, filmów, czytanie (tak!), pornografia, gry wideo – cokolwiek - to wszystko są powszechne sposoby dysocjacji czy radzenia sobie ze stresem. Pamietajcie, że stres może być spowodowany konfliktem pomiędzy pragnieniami a rzeczywistością.</p>
<p>Dyfuzja tożsamości staje się problemem, kiedy zaczyna się utrwalać. Może wówczas prowadzić do dominacji braku poczucia własnej wartości albo celu czy też „centralnego Ja”. Oznacza to, że osoba taka idzie przez życie bez spójnych przekonań, wartości, celów, nie ma jasnego poczucia kierunku, jasnego poczucia własnego Ja, a to, co ma dla niej znaczenie, określane jest wyłącznie przez sytuację, w której się aktualnie znajduje. Tacy ludzie są jak chorągiewki na wietrze – w którą stronę wiatr powieje, w tą się obracają. Kiedy są w grupie, która robi to czy tamto, robią bezmyślnie to samo, ponieważ to właśnie robią wszyscy pozostali.</p>
<p>Myślę, że wszyscy już widzicie, że ta dyfuzja tożsamości przejawia się w takim czy innym stopniu u niemal każdego.  U większości ludzi dyfuzja jest niewielka, a większa część ich wnętrza jest w jakiś sposób zintegrowana, choć z pewnością  wciąż jest zlepkiem tysięcy automatycznych programów.</p>
<p>Przyjrzyjmy się teraz dokładniej <strong>Prymitywnym Mechanizmom Obronnym</strong>, zwanym też  programami, zderzakami czy „umysłem drapieżnika”.</p>
<p>Mechanizmy obronne stanowią sposób, w jaki od niemowlęctwa do dorosłości uczymy się radzić sobie ze stresem czy konfliktem. Bardzo często są tworzone przez automatyczne funkcje mózgu, które aktywują się jako reakcja na stres.</p>
<p>Pewne napięcia spowodowane są konfliktami pomiędzy naszymi pragnieniami, emocjami, a „światem realnym”. Jednym z najbardziej podstawowych jest wczesne napięcie, którego może doświadczyć dziecko kiedy jest głodne (pragnienie) i nie zostaje nakarmione. Albo kiedy jest mu za zimno albo za gorąco, albo coś je boli, a ulga nie nadchodzi.</p>
<p>Później dziecko może mieć ochotę na ciastko (pragnienie) i mówi mu się: „nie, dopiero po obiedzie”, i chociaż dziecko nie odczuwa silnego głodu, to jednak istnieje pragnienie ciastka, która spotyka się z odmową. W jaki sposób dziecko uczy się radzić sobie z tym stresem wynikłym z odmowy? Jakkolwiek to zrobi, będzie to przejaw mechanizmu obronnego, który może być albo prymitywny niemowlecy - dziecko czuje się zagrożone i zaczyna krzyczeć i płakać jak niemowlę, albo adaptacyjny (dziecko dorasta i uczy się czekać, aż dostanie ciastko po obiedzie).</p>
<p>Zatem ludzie dorastają wśród wszelkiego rodzaju napięć – pochodzących 