<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><!-- generator="wordpress.com" -->
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	>

<channel>
	<title>czlonkowie &amp;laquo; WordPress.com Tag Feed</title>
	<link>http://wordpress.com/tag/czlonkowie/</link>
	<description>Feed of posts on WordPress.com tagged "czlonkowie"</description>
	<pubDate>Wed, 15 Oct 2008 22:19:24 +0000</pubDate>

	<generator>http://wordpress.com/tags/</generator>
	<language>en</language>

<item>
<title><![CDATA[Pomału ]]></title>
<link>http://proday.wordpress.com/?p=108</link>
<pubDate>Fri, 22 Aug 2008 15:33:07 +0000</pubDate>
<dc:creator>proday</dc:creator>
<guid>http://proday.pl.wordpress.com/2008/08/22/pomalu/</guid>
<description><![CDATA[Nowa praca – to ona wypełniła mi ostatnie pół roku. Zabrakło energii, siły, czasu na pozosta]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p class="MsoNormal">Nowa praca – to ona wypełniła mi ostatnie pół roku. Zabrakło energii, siły, czasu na pozostałe sprawy. Ogólnie rzecz biorąc i patrząc z perspektywy – te najważniejsze. Czuję się zniewolona, a pracuję nierzadko głównie dla pieniędzy. Współcześnie pieniądze dają wolność, a ja – czuję się zniewolona. Może nie do końca tą konkretną pracą. Może nie do końca tym konkretnym miejscem pracy. Może nie do końca z powodu tych konkretnych ludzi.</p>
<p class="MsoNormal">Zniewalają mnie moje własne ambicje, moje wyobrażenia, moja niepewność siebie, a w konsekwencji niepewność jutra. Nie pamiętam, czego chcę, nie pamiętam, o czym marzę. Potęga mojej podświadomości umarła gdzieś po drodze, pomiędzy nieustannym brakiem czasu i obawą przed tym, aby cokolwiek zmieniać.</p>
<p class="MsoNormal">Brakuje mi Kacpra, brakuje miłości, bliskości, troski, seksu. Dzieciństwa, beztroski, spontaniczności. Chłodnych powiewów wiatru, promyków słońca na twarzy.</p>
<p class="MsoNormal">Nie wiem, ile telefonów odbieram dziennie. Nie liczę już maili – odebranych i wysłanych. Zapisuję szablony, szkice, aby nie umknęło, co miało wyjść i przyjść dzisiaj, co miało powstać w formie szablonu lub szkicu na jutro.</p>
<p class="MsoNormal">Wszystko brzmi smutnie, ale to wynik mojej niepewności – bo nie wiem, o co kaman w tym dorosłym życiu. I gdzie szukać szczęścia.</p>
<p class="MsoNormal">Beztroska odpada. Postarzała się, Pani Proday. Musi sobie Pani na nowo poszukać. Tylko gdzie?</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Męski wieczór]]></title>
<link>http://proday.wordpress.com/?p=106</link>
<pubDate>Sat, 01 Mar 2008 18:56:00 +0000</pubDate>
<dc:creator>proday</dc:creator>
<guid>http://proday.pl.wordpress.com/2008/03/01/meski-wieczor/</guid>
<description><![CDATA[Padam z nudów. Nie ma to jak się rozchorować na dwa dni przed rozpoczęciem nowej pracy. Czytam w]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Padam z nudów. Nie ma to jak się rozchorować na dwa dni przed rozpoczęciem nowej pracy. Czytam wszystko jak leci: blogi, portale informacyjne, maile, gazety pod ręką. Gdyby mi ktoś tutaj podrzucił materiały propagandowe grup nazistowskich, najprawdopodobniej również przejrzałabym je od deski do deski.</p>
<p class="MsoNormal">Kacpra wysłałam samotnie na imprezę. Postanowił pójść z kolegą. Krzysiek podjechał po niego i wszedł do domu. Miałam wrażenie, że na mój widok zacznie krzyczeć, ale podejrzewam, że w jego wieku i z jego doświadczeniem widok kobiety w dresie, z czerwonym nosem i wczorajszą fryzurą nie jest niczym szczególnym. Na tej podstawie postanowiłam się tym spotkaniem nie przejmować. Nie mam pojęcia, gdzie idą i jakie mają plany. Zwłaszcza, że przed udzieleniem odpowiedzi na każde zadane przeze mnie pytanie, Krzyśkowi towarzyszył nerwowy odruch spoglądania na Kacpra.</p>
<p class="MsoNormal">- O! Patrz, Stary, co mam – krzyknął mój domowy Inteligent, przerywając przesłuchanie. Poppersa!</p>
<p class="MsoNormal">Krzysztof nie ukrywał zadowolenia. Co prawda osoba postronna mogłaby rozpocząć snucie podejrzeń o urozmaicone życie seksualne obu panów, bądź też o niecne, zdradliwe względem mnie, plany. Nic z tych rzeczy. Podejrzewam, że pójdą do Krzyśka, aby w towarzystwie filmowych kobiet, wywąchać całą buteleczkę specyfiku.</p>
<p class="MsoNormal">Przyznaję, że dałam się raz namówić. Nic specjalnego. Niektóre źródła jednak przedstawiają go jako męski afrodyzjak, więc to tłumaczy sprawę.</p>
<p class="MsoNormal">Poszukałam w sieci. Poppers to azotan amylu. W formie bezbarwnego płynu, dość silnie żrący, w technice służący do czyszczenia głowic magnetowidowych. Posiada silne właściwości polegające na rozszerzeniu naczyń krwionośnych, powodując wzrost ciśnienia krwi i szybszą akcję serca. Przyjmowany poprzez krótkie inhalacje. Z uwagi na silne właściwości żrące zabroniony jest bezpośredni kontakt z ciałem, w szczególności z błonami śluzowymi. <b>Wypicie grozi skutkiem śmiertelnym.</b></p>
<p class="MsoNormal">Napisali też, że nie jest narkotykiem. Nie rozumiem zatem, dlaczego jest całkowicie zabroniony w Wielkiej Brytanii.</p>
<p class="MsoNormal">Zaczęłam się niepokoić. Tak po babsku. Zadzwoniłam do Kacpra.<br />
Jak zwykle na wstępie rozmowy powitały mnie odgłosy powstrzymywanego męskiego śmiechu. Kacper przypasował sobie do mojego numeru dzwonek z dźwiękiem pykającego radaru i informacją: <i>Twoja kobieta cię namierza! Pyk, pyk. Twoja kobieta cię namierza.</i> Co też, gdybym miała to ocenić pod kątem zawodowym, utrudnia komunikację.</p>
<p class="MsoNormal">Z podniesionym poziomem testosteronu, przemówił:</p>
<p class="MsoNormal">- Co, nie mogłaś już beze mnie wytrzymać, hehe? – spytał lekko pod publikę tonem niskim, jakby w wieku dojrzewania przeszedł co najmniej poczwórną mutację.</p>
<p class="MsoNormal">- Słuchaj, Kacper, ja tu wyczytałam, że pod żadnym pozorem nie można tego pić (cholera wie, co by im przyszło do głowy).</p>
<p class="MsoNormal">- Czego pić? – nie zrozumiał.</p>
<p class="MsoNormal">- Poppersa.</p>
<p class="MsoNormal">- Tak? No luz. Nie będziemy. No, co Ty! Wiem!</p>
<p class="MsoNormal">- To dobrze – ulżyło mi.</p>
<p class="MsoNormal">- Słuchaj, my wpadniemy jeszcze na moment do domu, bo zapomniałem czegoś. Za jakieś piętnaście minut. Żebyśmy Cię nie zaskoczyli.</p>
<p class="MsoNormal">Mój odruch obronny nie pozwolił mi spytać, o czym zapomniał.</p>
<p class="MsoNormal">Po chwili usłyszałam klucze w drzwiach. Krzysiek wyruszył w moją stronę z gotową opowieścią, aby mój mózg nie zdążył zareagować na tego ważniejszego faceta. Gdybym była szybsza najprawdopodobniej popchnąłby mnie do tyłu. Tylko przez jego ramię zobaczyłam Kacpra grzebiącego w płytach DVD z durnowatym uśmiechem.</p>
<p class="MsoNormal">- To, cześć, Mysza – Kacper pożegnał mnie szybko.</p>
<p class="MsoNormal">- Będzie wieczór ambitnego kina, hehe – przycwaniaczył Krzysiek.</p>
<p class="MsoNormal">I tak sobie pomyślałam, po co w ogóle było pytać. Odnoszę wrażenie, że oni są przecież tacy przewidywalni. Takie to moje zezowate szczęscie :-).<span style="font-family:Wingdings;"><span></span></span></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Fajna impreza]]></title>
<link>http://proday.wordpress.com/2008/03/01/fajna-impreza/</link>
<pubDate>Sat, 01 Mar 2008 13:35:13 +0000</pubDate>
<dc:creator>proday</dc:creator>
<guid>http://proday.pl.wordpress.com/2008/03/01/fajna-impreza/</guid>
<description><![CDATA[Nie wiem, czy zdarzyło się Wam pójść na imprezę, będąc namawianym mało kreatywną zachętą]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p class="MsoNormal">Nie wiem, czy zdarzyło się Wam pójść na imprezę, będąc namawianym mało kreatywną zachętą: Chodź! Będzie faaaaajnie!</p>
<p class="MsoNormal">Ja popełniłam ten błąd. Poszłam. Znajomi koleżanki, urządzili w jej restauracji imprezę firmową.</p>
<p class="MsoNormal">Poszłyśmy. Okazało się, że partnerem koleżanki koleżanki jest mój kolega z podstawówki. Nie lubię takich spotkań. Co prawda dają możliwość porównania, kto się bardziej postarzał, kto więcej osiągnął i kto jest bardziej szczęśliwy. Ale recenzowanie ostatnich dziesięciu lat własnego życia przy wódce, w takt muzyki: trzęśmy tyłkami, jest upadlające. No bo jak niby przedstawić swe przenajwyższe osiągnięcia w takich warunkach? Jak zarysować spektakularne sukcesy? Jak zachować czujność, gdyby to druga strona pytała na przykład z podtekstem? Przecież całość kompletnie wypada z kontekstu! <span> </span></p>
<p class="MsoNormal">Spotkanie po latach miało się jednak <span> </span>okazać zaledwie delikatnym wprowadzeniem do koszmarnego wieczoru, kiedy to nieważne, czego by człowiek nie zrobil, jest winny, ukarany i odpowiedzialny za wszystko i wszystkich.</p>
<p class="MsoNormal">Zanim się obejrzałam wesoła trójka – kolega ze szkolnej ławki, jego białogłowa oraz przydupas, którego zabrali ze sobą z pewnością z litości – tarzała się już po podłodze restauracji. Koleżanka przypieczętowała sprawę informacją, że prawie wyczyścili jej bar z gorzkiej żołądkowej. Ta gorzka żołądkowa również była przerażająca i wskazywała na sposób zabawy, jaką nowo napotkani lubili najbardziej.</p>
<p class="MsoNormal">Koleżanka poprosiła o pomoc. – ProDay, wezwij im taksówkę, a ja postaram się ich z chłopakami wyprowadzić. „Chłopacy’, o których była mowa, również nie należeli do najtrzeźwiejszych, ale synergia siły mięśni pozbawiła mnie kompetencji do angażowania się w owe przedsięwzięcie.</p>
<p class="MsoNormal">Wyszłam za nimi. Taksówkę wezwałam na własne nazwisko. Przyjechała, - Dzień dobry, mam tu trójkę znajomych, którzy mieli powody, aby świętować. Proszę ich odwieźć na adres… Spojrzałam pytająco na koleżankę. Koleżanka niewiele myśląc. – Mariusz, na jaki adres was podrzucić?</p>
<p class="MsoNormal">Siedzący pod ścianą restauracji Mariusz, niewiele myśląc, zdradził całemu światu, gdzie należy go zawieźć. – A niech jedzie do ch…!</p>
<p class="MsoNormal">Przyznam szczerze, że dawno nie byłam uczestnikiem tak patologicznej sytuacji. Co więcej, bez żadnej przyczyny, nieświadoma zasad własnego członkostwa w nowej organizacji, a tym bardziej sposobu przyznania mi z tego tytułu złotej karty.</p>
<p class="MsoNormal">- Wie Pani, co? Ja ich nie zabiorę. Oni mi całą taksówkę zapaskudzą. Poza tym są agresywni – zaznaczył taksówkarz.</p>
<p class="MsoNormal">A<span>  </span>ja! Jak niby ja miałam zareagować? Że niby nie rozumiem? Nie zastanawiając się długo wyjęłam tułów z okna, po czym odprowadziłam taxi wzrokiem niczym matka posyłająca dziecko na pierwszą kolonię.</p>
<p class="MsoNormal">Podeszłam do ściany śmierci. Pytam ostro. – Mariusz – gdzie Wy mieszkacie? Chcę Wam pomóc. Nie możecie siedzieć tu pod ścianą. Pobiją was, okradną, albo zabiorą na izbę wytrzeźwień.</p>
<p class="MsoNormal">Nie mam pojęcia, czy wypowiadając te ostatnie słowa, przywołałam w jego odurzonym mózgu jakieś szczególne wspomnienia z dzieciństwa. Tak, czy siak Mariusz wstał nagle i zaczął biec przed siebie. Biegł i biegł. Po czym padł twarzą na chodnik.</p>
<p class="MsoNormal">Nie wytrzymałam! Czułam się jak w grze komputerowej.</p>
<p class="MsoNormal">Mówię: Nie, ja rezygnuję! Mam to gdzieś! Niech sobie leżą, bluzgają, robią, co chcą! Ja sobie rąk nimi brudzić, Koleżanko, nie będę!</p>
<p class="MsoNormal">Koleżanka spojrzała błagalnym wzrokiem. – ProDay, to moja restauracja. Zamknięta impreza. Ja nie mogę ich tutaj zostawić. Ja za to odpowiem.</p>
<p class="MsoNormal">Na wieść o odpowiedzialności, pojawił się radiowóz. – Dobry wieczór. Pomóc paniom? – spytał jakby szarmancko mundurowy, otwierając tamę wodospadu Kłamiara.</p>
<p class="MsoNormal"><span></span>- Nie, nie dziękujemy. Koledzy trochę przesadzili, ale czekamy właśnie na taksówkę. Coś dzisiaj problem z tymi taksówkami.</p>
<p class="MsoNormal">- Państwu by się chyba przydała podróż z nami – odparł policjant bynajmniej nie wskazując na Koleżankę, czy na mnie.</p>
<p class="MsoNormal">Prawie odetchnęłam z ulgą, ale wydech w połowie zatrzymała Moja Wspaniała Partnerka.<br />
– Nie, nie, oni mieli firmową imprezę. Zaraz jadą do domu. Rodziny czekają. Proszę Pana, proszę im tego nie robić. My wszystko załatwimy.</p>
<p class="MsoNormal">Policjant wyciągnął papiery do podpisu, na których, jak się po chwili dowiedziałam, miał spocząć MÓJ autograf. Odjechali. Zatrzymując się przy znajdujących się około pięćdziesięciu metrów od nas, przy zwłokach Mariusza.</p>
<p class="MsoNormal">Koleżanka: ProDay, idź tam! Załatw to. Powiedz, że on jest z nami.</p>
<p class="MsoNormal">Nie wytrzymałam. Najprawdopodobniej na tle nerwowym dostałam histerycznego ataku śmiechu. Wyglądałam przy tym jak ‘przedmiotowy’ Mariusz kilka minut wcześniej. Zawiodłam co prawda Partnerkę, ograniczając tym samym własny współudział. Poradziła sobie jednak beze mnie, wyrywając go ze szponów prawa i rzucając z powrotem pod ścianę.</p>
<p class="MsoNormal">Wezwaliśmy kolejną taksówkę. Zanim przyjechała, Mariusz wstał ponownie. Podniósł własną kobietę, po czym teatralnym szeptem zakomunikował jej: Idziemy!</p>
<p class="MsoNormal">Uciekli. Przysięgam. Po prostu pobiegli przed siebie, jakby centrum miasta nie miało murów, ulic, kodeksu ruchu drogowego…</p>
<p class="MsoNormal">A my tym samym zostałyśmy z jednostkowym przypadkiem. Przyjechała taksówka, której jednostkowy przypadek dosiadł po uprzednim poinformowaniu mnie, że jest uparty i lubi się droczyć, wreszcie podwójnym pytaniu, co będzie, jeśli nie wsiądzie.</p>
<p class="MsoNormal">- Gdzie Pan ma cię zawieźć? – spytałam. - Do dzielnicy wschodniej – wybełkotał. Zanim zdążyłam zatrzasnąć drzwi, ostatni z ostatnich zadał taksówkarzowi trudne pytanie: Za ile?</p>
<p class="MsoNormal">- A wyjdzie około pięćdziesiąt złotych – odparł uczciwie kierowca, co nie przypadło do gustu naszemu bohaterowi.</p>
<p class="MsoNormal">– A ja to bym Ci nawet dał siedemdziesiąt! Ale, że Ty, ch…, taki pazerny, to s….laj!</p>
<p class="MsoNormal">Konsekwencją filozoficznej dyskusji była oczywiście wysiadka.</p>
<p>- ProDay, nie ma innego wyjścia. Trzeba go zawieźć do domu. Ja piłam - umyła ręce Moja Partnerka.</p>
<p class="MsoNormal">– Dobrze, ale kto ma go…? <span> </span>Ja? – zrozumiałam wreszcie. Przecież ja nie mam z nim nic wspólnego.</p>
<p class="MsoNormal">– Ale podpisałaś papiery policyjne! – przyznała wrednie zadowolona.</p>
<p class="MsoNormal">Po dłuższej rozmowie wpakowałyśmy go do mojego auta. Przez całą podróż do dzielnicy wschodniej, spał. Gdy dojechaliśmy na miejsce, obudziłam go, aby spytać o dokładny adres. Nie odpowiedział mi. Za to pomylił mnie z jakąś Ewą, rzucając się do całowania. Tego moje stalowe nerwy nie wytrzymały.</p>
<p class="MsoNormal">Wyszłam z auta. Zadzwoniłam na policję. Oddałam w ręce przyzwyczajonych. Pomachałam na pożegnanie. Wróciłam do domu.</p>
<p class="MsoNormal">Koleżanka dzisiaj dzwoniła dziękować z pytaniem, jakim cudem udało mi się go odwieźć do domu. Opowiedziałam szczegółowo o własnej kapitulacji, która wywołała zdziwienie.</p>
<p class="MsoNormal">Tłumaczyłam, że oddałam go policji, bo wydał mi się niebezpieczny… Że ją przepraszam, ale naprawdę nie miałam wyjścia. Że próbowałam… - Ale ProDay – przerwała mi. On się obudził u siebie w domu. Dziękuję. Jesteś najlepsza – przeprosiła.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Badania okresowe]]></title>
<link>http://proday.wordpress.com/2008/02/28/badania-okresowe/</link>
<pubDate>Thu, 28 Feb 2008 21:05:52 +0000</pubDate>
<dc:creator>proday</dc:creator>
<guid>http://proday.pl.wordpress.com/2008/02/28/badania-okresowe/</guid>
<description><![CDATA[No i jestem po badaniach okresowych. Minimalnie wymagany poziom hemoglobiny i zaniżone erytrocyty. ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p class="MsoNormal">No i jestem po badaniach okresowych. Minimalnie wymagany poziom hemoglobiny i zaniżone erytrocyty. Pan Doktor powiedział, że to z tego powodu, że jestem dynamiczna. Po czym powołał się na dietę. Nie wolno mi jeść, co popadnie. Mam się zastanawiać nad codziennym doborem diety. - Niedowaga, Pani ProDay! W Pani wieku to dosyć niebezpieczne. Chyba chce Pani mieć dzieci? – przygwoździł mnie do niewygodnego krzesła. – A co to jest PR Director? – To taki dyrektor w agencji reklamowej. Od wizerunku klientów – odparłam, czując się jak najbardziej żałosną istotą na świecie. – Aha, to ja mam tutaj przykład PR. Kazali nam dawać pacjentom kopertę, aby mogli sobie schować wyniki – uzasadnił. Uśmiechnęłam się. – Wie Pani, bo ja tak sobie żartuję, że kiedyś to nam dawali wypchane koperty , a teraz my Wam oddajemy puste, hehe – wymusił mój uśmiech.</p>
<p class="MsoNormal">Proszę sprawdzić, czy Pani dane się zgadzają. – Si – potwierdziłam jakby nie na przesłuchaniu. W takim razie zadam teraz Pani kilka pytań.</p>
<p class="MsoNormal">Nie czekając na moją reakcję rozpoczął: Padaczka, choroby układu moczowego, kostnego, choroby psychiczne… - Nie wiem, czasami się zastanawiam, czy nie jestem wariatką – przyświrowałam. – O, dzisiaj miałem taką jedną psychiczną – zaprzeczył.</p>
<p class="MsoNormal">Zastanawiałam się w tym czasie, czy opowiadać o depresji. Jestem przyzwyczajona do tego, że lekarzom się płacze. – Choroby w rodzinie: schizofrenia? Nie. Rak? Tak. Złośliwy? Tak. Gdzie? (wiadomo, co chciałam powiedzieć). U matki. Czego? (nie wiem czego ;-) ). Sutka. Odchrząknął, skazując mnie na perspektywiczną śmierć z tej samej przyczyny. Pali Pani? Czasami. Ile? Trochę. Wpisał coś ad hoc. Od kiedy? Pierwszą fajkę miałam w ustach, gdy skończyłam 15 lat. Ale to nie byłaby dobra odpowiedź. - Proszę zapisać, że od pięciu.</p>
<p class="MsoNormal">Jak się Pani czuje ogólnie? Jak Pani ocenia swój stan zdrowia? Luksusowo – odparłam. Dobrze – wpisał. Proszę się rozebrać. Rozbierając się przewróciłam parawan. Proszę dopisać w wywiadzie – niezdarna – zażartowałam. Uśmiechnął się. Widzę, że jest Pani bardzo otwarta na siebie. Cokolwiek miałam przez to rozumieć. Osłuchał. Ostukał. Czynniki szkodliwe w poprzednich miejscach pracy? Komputer. Mogę się ubrać? Tak. Wcześniej Pani pracowała z komputerem? Nie, ot tak ze mnie zrobili dyrektora. Wcale nie pracowałam na to ostatnie sześć lat – cisnęło mi się na usta. Tak pracowałam. Gdzie, na jakim stanowisku i jak długo. Dyktando wykazało, że średnio co 2 lata zmieniam pracę.</p>
<p class="MsoNormal">No dobrze. W taki razie badania są ważne przez następne cztery lata. Ale podejrzewam, że Pani i tak wcześniej zmieni pracę – zasugerował odkrywczo. Myślę, że tak. Aby? – zadał pytanie niezwiązane z przedmiotem rozmowy. - Aby urodzić dziecko, ustatkować się. Aby znaleźć ciepłą posadę. Dojrzeć. - Do związku? – przerwał mi. Też – odpowiedziałam. Jeszcze Pani nie dojrzała? - osądził. Jeszcze nie. Moja odpowiedź zapisał najprawdopodobniej w rubryce choroby psychiczne. Wreszcie podziękował. Dziękuję. Do widzenia – pożegnałam się zmieniając ton głosu z prześladowanej na dziewczęcy. Powodzenia, Pani ProDay – zaznaczył moje nazwisko. Wyszłam.</p>
<p class="MsoNormal">- Co tak długo? – spytała mnie czekająca na zewnątrz Hania. Nic, Kochana, nic. Nie wiedział, co to PR. Tłumaczyłam.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Depresja, over]]></title>
<link>http://proday.wordpress.com/2007/05/08/depresja-over/</link>
<pubDate>Tue, 08 May 2007 14:43:36 +0000</pubDate>
<dc:creator>proday</dc:creator>
<guid>http://proday.pl.wordpress.com/2007/05/08/depresja-over/</guid>
<description><![CDATA[Wszystko idzie ostatnio jak z płatka. Nie wiem, czy to jedynie cisza przed burzą, ale odsuwam myś]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p class="MsoNormal">Wszystko idzie ostatnio jak z płatka. Nie wiem, czy to jedynie cisza przed burzą, ale odsuwam myśli fatalistyczne. Lis się pakuje. Dostał pracę w fajniejszym miejscu – u mojego brata. Tam mu będzie dobrze, tam rozwinie skrzydła i mam nadzieję – będzie czerpał z pracy dodatkowo lepsze korzyści materialne.</p>
<p class="MsoNormal">Ja mam w sobie jakąś werwę do pracy. Pomyślałam, że nie muszę wierzyć w firmę, w której pracuję. Zatraciłam w tym siebie i zapomniałam, ile jestem warta. Czasami potrzeba czasu i drugą połowę roku zaplanowałam w żywszych kolorach. W głównej mierze to zasługa Kacpra. Odzywają się ostatnio do mnie zapomniani ludzie. Mam do nich dystans. Śmieję się z naszych przeszłych stosunków. Wiele kontaktów cenię i miło mi, że to działa w dwie strony. Marzę o tym, aby zawsze było tak spokojnie jak teraz. To tylko kwestia mnie.</p>
<p class="MsoNormal">Psychoterapeuta twierdzi, że ze mną lepiej, ale abym uważała na siebie i traktowała delikatnie. Średnio to idzie w parze z ambicjami, ale zgorzkniałam już chyba na tyle, aby czasami odpuszczać i poczekać na nowe kilka minut. Jest tylu ludzi na świecie, a ja nie chcę być egoistą.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Proday's Placement]]></title>
<link>http://proday.wordpress.com/2007/03/07/prodays-placement/</link>
<pubDate>Wed, 07 Mar 2007 12:32:51 +0000</pubDate>
<dc:creator>proday</dc:creator>
<guid>http://proday.pl.wordpress.com/2007/03/07/prodays-placement/</guid>
<description><![CDATA[Spotkałam się wczoraj z Bratem. Było całkiem luksusowo.
Pogadaliśmy o życiu, o sobie nawzajem ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p class="MsoNormal" style="text-indent:35.4pt;">Spotkałam się wczoraj z Bratem. Było całkiem luksusowo.</p>
<p class="MsoNormal">Pogadaliśmy o życiu, o sobie nawzajem – żadnych ciężkich tematów. Sushi jak to sushi również było całkiem lekkie. Pogadaliśmy o Lisie i Jego pracy.</p>
<p class="MsoNormal">O mojej również – zainspirował mnie, że czas w sumie działa na moją korzyść. Krótko przecież bawię w mojej agencji, a robię fajne projekty, przy których w dalszym ciągu się uczę.</p>
<p class="MsoNormal" style="text-indent:35.4pt;">Dzisiejszy poranek był ciężkawy. Trudno obudzić się nagle i przyznać, że nie jest się już tym samym człowiekiem. Związek z Filipem wiele zmienił, Lis uważa jednak, że tak czy siak – niezależnie czy zależnie od Filipa, dojrzałam. Poznawanie drugiego punktu widzenia i zaprzyjaźnianie się z nim zmienia człowieka na dobre. Muszę się zatem sama ze sobą oswoić, i oczywiście podjąć decyzję o tym, czy mi dobrze z poprzestawianymi priorytetami. Nagle w tym całym zamęcie zabrakło konkretnie osobistego celu, a wszystko stało się warte tyle co garść prochu.</p>
<p class="MsoNormal"><span>            </span>Przede mną nowe dni i sporo czasu. Wszystko chyba przede mną. Super :-)</p>
]]></content:encoded>
</item>

</channel>
</rss>
