<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><!-- generator="wordpress.com" -->
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	>

<channel>
	<title>bioetyka &amp;laquo; WordPress.com Tag Feed</title>
	<link>http://wordpress.com/tag/bioetyka/</link>
	<description>Feed of posts on WordPress.com tagged "bioetyka"</description>
	<pubDate>Fri, 25 Jul 2008 20:14:27 +0000</pubDate>

	<generator>http://wordpress.com/tags/</generator>
	<language>en</language>

<item>
<title><![CDATA[Zbędność i użyteczność]]></title>
<link>http://mminiszewski.wordpress.com/?p=74</link>
<pubDate>Tue, 01 Jul 2008 23:59:41 +0000</pubDate>
<dc:creator>Mirosław Miniszewski</dc:creator>
<guid>http://mminiszewski.wordpress.com/?p=74</guid>
<description><![CDATA[Przyczynek do badań nad antropologicznymi i bioetycznymi aspektami posttotalitarnej nowoczesności.]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align:justify;"><em>Przyczynek do badań nad antropologicznymi i bioetycznymi aspektami posttotalitarnej nowoczesności.</em></p>
<p style="text-align:justify;">Na gruncie antropologii filozoficznej i etyki rodzi się nowa problematyka związana po pierwsze, z rozwojem technologii w zakresie nauk biomedycznych, po drugie, z ich wpływem na postrzeganie człowieka i jego integralności oraz wpływu, jakie na te dziedziny mógł wywrzeć totalitaryzm ze swą ponurą spuścizną eksperymentowania z naturą ludzką. Jeśli uzasadnionym jest twierdzenie, że dwudziestowieczny totalitaryzm zanikł, pozostawiając po sobie cywilizację pogrążoną w głębokim kryzysie, to oznacza to, że w chronologicznym ujęciu żyjemy w epoce post-totalitarnej i naiwnością byłoby sądzenie, że miniony totalitaryzm nie wywarł głębokich zmian w całej strukturze cywilizacyjnej. Podkopane zostały wszystkie zasady na jakich opierał się polityczny ład, zaufanie do prawa i do człowieka jako takiego. Destrukcja tychże wywarła wpływ na fundamenty współczesności.<br />
<!--more--><br />
Hannah Arendt przestrzegała przez fazami totalitaryzmu, który w jej przekonaniu, może mieć w przyszłości kolejne odsłony. Sam precedens jego zaistnienia i wygaśnięcia daje podstawę do obaw, że znów może on nastąpić. Jest to możliwe dlatego, że nasza cywilizacja pozostaje nadal w stanie głębokiego uszkodzenia i pozbawiona jest mechanizmów chroniących ją przed nią samą. Mówiąc prościej, nie potrafimy się bronić jako ludzie przed nami samymi oraz naszymi technologicznymi i politycznymi wytworami.
</p>
<p style="text-align:justify;">Istnieje hipotetyczna możliwość powiązania wprowadzonego przez Hannah Arendt pojęcia „zbędności” w kontekście masowości współczesnego człowieka[1], z pewnymi aspektami współczesnego utylitaryzmu, który pozwala na to, co zwiastował Heidegger w Przezwyciężeniu metafizyki, czyli traktowanie człowieka jako „surowca”[2]. Hipoteza ta zasadza się na przesłance, że istnieje związek z tak pojmowaną „zbędnością”, a utylitarnie traktowaną „użytecznością” człowieka w obszarze technologii biomedycznych. Wszak na poziomie języka te pojęcia są komplementarne. Pytanie, czy można je powiązać ze sobą w proponowany sposób.</p>
<p style="text-align:justify;">Jeśli mówi się dzisiaj o „użyteczności” człowieka, zarówno w kategorii, którą nowoczesne techniki zarządzania  nazywają „zasobami ludzkimi” jak i w odniesieniu do jego ciała, które w pewnych warunkach traktuje się jako rezerwuar tkanek i organów, to hermeneutycznie do sprawy podchodząc wydaje się, że niejawnym i nieświadomym założeniem stojącym u podstaw tego stanu rzeczy jest również pojęcie zbędności, na którym to między innymi opierał się totalitaryzm. Jest to z pewnością wysoce ryzykowna hipoteza, niemniej wydaje się zasadnym ją postawić.</p>
<p style="text-align:justify;">Kolejną z przesłanek jest uznanie związku totalitarnej zagłady z nowoczesnością[3]  oraz z obawami przed postępem technologicznym, wyartykułowanymi przez między innymi Martina Heideggera[4].</p>
<p style="text-align:justify;">Następna przesłanka to wnioski Hannah Arendt, w których uznaje ona, że obozy koncentracyjne i obozy zagłady były antropologicznymi laboratoriami, w których dokonywano eksperymentów na naturze ludzkiej, które wykraczały daleko poza medycynę i technologię. W tychże obozach dokonywano straszliwych eksperymentów biomedycznych a nazistowscy „naukowcy” byli wręcz ogarnięci obsesją daleko posuniętych badań antropologicznych[5]. Wyniki niektórych tamtych badań służyły po zakończeniu II wojny światowej aliantom. Między innymi rozwój amerykańskich technologii kosmicznych był ułatwiony dzięki eksperymentom z przeżyciem na dużych wysokościach, jakie Luftwaffe dokonywała na więźniach obozów koncentracyjnych, a których dokumentacja została zarekwirowana przez armię USA[6]. Rozwój z kolei technologii obliczeniowych w zakresie demografii statystycznej był możliwy dzięki potężnej amerykańskiej korporacji IBM, która przez całą wojnę (nawet po wypowiedzeniu jej Niemcom przez USA) dostarczała nazistom i serwisowała sortery do obliczeń statystycznych, dzięki którym naziści skrupulatnie zewidencjonowali populację Żydów przeznaczonych do wymordowania[7]. Takich kazusów historia III Rzeszy dostarcza obficie. Były to precedensy, które przełamywały pewne granice, które tradycyjnie były nieprzekraczalne.</p>
<p style="text-align:justify;">Nie ma potreby kwestionowania możliwości, jakie pojawiają się wraz z rozwojem technologii medycznych, trzeba jednak wyśledzić ewentualne wątki, tendencje, które tkwią we współczesności będące spuścizną po dwudziestowiecznym totalitaryzmie, które mogą w przyszłości dojrzeć i posłużyć jako „tworzywo” kolejnego etapu totalitarnych praktyk.</p>
<p style="text-align:justify;">W tym rozumieniu praktyki te sięgać mogą znacznie głębiej, niż dotąd sadzono, poszukując ich raczej w obszarze polityki i mogą być związane z naruszeniem granic jakie wyznaczają cielesność  i umysłowość człowieka oraz przejawiać się skrajnym rozproszeniem ośrodków totalnej władzy, tak, że stanie się ona nieuchwytna i niewidzialna, jak w Benthamowskim Panoptikonie. Wszak sama Arendt pisała, że prawdziwe totalne zniewolenie zacznie sie wtedy, kiedy nie będzie można uciec nawet w samego siebie[9]. Czyż nowoczesne techniki obrazowania mózgu, projekty aparatur czytających myśli, odczytywanie i ewidencjonowanie informacji zawartych w kodzie DNA, oparta na tym wszystkim biometryczna kontrola i wreszcie możliwość skrajnie utylitarnego traktowania człowieka na podstawie płynnej i zmiennej definicji życia[10], nie są obszarami, gdzie totalny charakter władzy nad człowiekiem może się ujawnić ponownie? Opisane przez Hannah Arendt kryzys oraz kres polityczności, zwiastują tylko czas, kiedy nastanie kolejny etap tego procesu, tym razem związany z integralnością człowieka jako takiego. Kiedy kolejna granica zostanie przełamana, obozowe zasieki pod napięciem nie będą już potrzebne, aby niewolić całe rzesze ludzi.</p>
<p style="text-align:justify;">W kontekście możliwości, jakie niesie ze sobą medycyna w dziedzinie transplantologii, w tym przeszczepiania głowy i mózgu[11] (co eksperymenty z komórkami macierzystymi i nanotechnologią uczynią pewnie w niedalekiej przyszłości wykonalnym) staniemy przed całym spektrum nowych problemów. Trudno powstrzymać się przez ruchem wyobraźni w tej kwestii, zwłaszcza w odniesieniu do medycznej definicji życia jako zamieszkującej ciało (mózg) świadomości, która stanie się, jak zwiastuje Peter Singer[12], jedynym kryterium i synonimem człowieczeństwa.</p>
<p style="text-align:justify;">Jeśli więc Adolf Hitler wyrzucał ludzi na śmietnisko historii przerabiając ich trupy w popiół i mydło, tak przyszła władza (jakąkolwiek miałaby formę) być może połączy zarazem pojęcia zbędności i użyteczności ludzkiego ciała pozbawionego zgodnie z przyjętymi definicjami cech życia (funkcjonalności)[13], z uznaniem jego użyteczności dla celów transplantacyjnych, technologicznych oraz przede wszystkim biznesowych i politycznych. Totalitaryzm przyszłości, jeśli nastąpi, (a związany będzie z eskalacją takich problemów, jak głód, przeludnienie, epidemie) może wiązać się przede wszystkim z biometrią, biotechnologią i definicją życia, która to obecnie jest niestabilna i motywowana utylitarnie[14] oraz ufundowana na kartezjańskim paradygmacie dualności ciała i świadomości. W tym znaczeniu Arendtowskie i Heideggerowskie „fabrykowanie/przerabianie trupów”[15] może być kontynuowane w zupełnie nowym obszarze. Dlatego w kwestii możliwego pojawienia się totalitarnych tendencji we współczesnej cywilizacji nie tyle rozważania polityczne, co antropologiczne i etyczne wydają się być bardziej istotne. Już nie tylko bowiem utrzymanie politycznych granic świata i prywatności, ale też integralności ciała i osobowości człowieka wyznaczy obszar zmagań, jakie prawdopodobnie przyjdzie stoczyć rodzajowi ludzkiemu.</p>
<p style="text-align:justify;">Czy aby jednak na pewno pojęcie zbędności człowieka w ramach takich kryteriów można rozważać na gruncie etyki utylitarnej i wywodzić z niego tak daleko idące konsekwencje? Jest to pytanie o tyle ważne, że należy je stawiać nawet wtedy, jeśli miano by na nie udzielić negatywnej odpowiedzi. Atoli sam fakt jego postawienia może być skromnym wkładem w konieczny w obecnej post-totalitarnej cywilizacji proces wychwytywania w porę zagrożeń i zwiastunów nadejścia kolejnych form totalnego zwolnienia. Gdyby na początku zeszłego wieku zachowano, nawet na wyrost, ostrożność i w porę wychwycono by pewne tendencje i patologie, być może udało by się zapobiec zbliżającej się wówczas katastrofie.</p>
<p style="text-align:justify;">Problemy nadchodzących czasów stawiają filozofię wobec konieczności podjęcia takich badań nad etyką, aby nadążała ona za rozwijającymi się w szaleńczym tempie naukami biomedycznymi, technologią oraz eskalacją problemów demograficznych i ekologicznych. Póki co, w czasach, które są skutkiem przetrącenia polityczności, to już nie tylko polityka, która jest w zaniku i ustępuje miejsca administracji i biurokracji, ale głownie etyka wyznaczać powinna kryteria, którymi możemy określić stan kryzysu naszej cywilizacji. Totalitaryzm przyszłości może bowiem nie nastąpić wcale tam, gdzie się go spodziewamy – w polityce, ale w zupełnie innym obszarze, a zniewolenie wcale nie musi mieć charakteru zewnętrznego.</p>
<p style="text-align:justify;">Przypisy:<br />
[1] Hannah Arendt, <em>Korzenie totalitaryzmu</em>, t. I, Niezależna Oficyna Wydawnicza, Warszawa 1993, s. 360;  Hannah Arendt, Uwagi końcowe, „Przegląd polityczny” nr 55/2002, s. 133
</p>
<p style="text-align:justify;">[2] Martin Heidegger, <em>Przezwyciężenie metafizyki</em>, tł.  Marek J. Siemek, dokument elektroniczny PDF, s. 18.</p>
<p style="text-align:justify;">[3] Zygmunt Bauman, <em>Nowoczesność i zagłada</em>, Fundacja Kulturalna Masada, Warszawa 1992.</p>
<p style="text-align:justify;">[4] Martin Heidegger, <em>Przezwyciężenie..., op. cit.<br />
</em><br />
[5] Czego przykładem może być choćby fundacja Ahnenerbe - <em>Forschungs und Lehrgemeinschaft (Studiengesellschaft fur Geistesurgeschichte</em>, która była nazistowską organizacją założoną przez Heinricha Himmlera, Hermanna Wirtha i Richarda Waltera Darréra. Powstała w 1935 roku jako fundacja badawcza, w 1940 roku została włączona do SS. Patrz też: Schafft, Gretchen E., <em>Od rasizmu do ludobójstwa. Antropologia trzeciej Rzeszy</em>, Wydawnictwo UJ, Kraków 2006.
</p>
<p style="text-align:justify;">[6] Ernst Klee, <em>Auschwitz. Medycyna III Rzeszy i jej ofiary</em>, Universitas, Kraków 2005.</p>
<p style="text-align:justify;">[7] Edwin Black, <em>IBM i Holokaust. Strategiczny sojusz hitlerowskich Niemiec z amerykańską korporacją</em>, Muza SA, Warszawa 2001.</p>
<p style="text-align:justify;">[8] Peter Singer, <em>O życiu i śmierci. Upadek etyki tradycyjnej</em>, PIW, Warszawa 1997, s. 17n.</p>
<p style="text-align:justify;">[9] Hannah Arendt, <em>Uwagi końcowe</em>, „Przegląd polityczny” nr 55/2002, s. 131.</p>
<p style="text-align:justify;">[10] Chodzi o współcześnie uznawaną definicję śmierci, jako ustaniu funkcjonowania pnia mózgu.</p>
<p style="text-align:justify;">[11] Iwona Ramus-Szatko, <em>Próba rekonstrukcji dyskusji nad normatywnymi uzasadnieniami hipotezy transplantacji głowy człowieka,</em> Annales Universitatis Mariae Curie Skłodowska, Vol. L/LI sectio G, Lublin 2003/2004.</p>
<p style="text-align:justify;">[12] Peter Singer, <em>O życiu ..., op. cit.</em></p>
<p style="text-align:justify;">[13] Jeśli zdefiniowano śmierć człowieka jako ustanie pracy pnia mózgu, a pojawiają się tendencje, aby zmodyfikować tę definicje i za kryterium życia uznać funkcjonowanie świadomości  w wyższych ewolucyjnie partiach mózgu, to czyż wyobraźnia nie zdaje się podpowiadać, że hipotetyczna totalna władza w przyszłości może uznać, że tym kryterium będzie właściwa świadomość, którą będzie można poznać za pomocą technik obrazowania mózgu? Gdyby Hitler Stalin i Mao mieli takie możliwości, nie zawahali by się prawdopodobnie przez ich użyciem.</p>
<p style="text-align:justify;">[14] Na przykład w ramach Singerowskiej „etyki jakości życia”.</p>
<p style="text-align:justify;">[15] Martin Heidegger, <em>Das Ge-Stell</em>, [w:] ”Bremer und Freiburger Vortäge, Gesamtausgabe”, t. 79, red. P. Jaefer, Klostermann, Frankfurt/Main 1994, s. 27; Hannah Arendt, Günter Gaus, <em>Co pozostaje? Günter Gaus rozmawia z Hannah Arendt</em>, „Przegląd Polityczny” nr 55/2002, s.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Jako   b y ł a   zwolenniczka PO głos zabieram...]]></title>
<link>http://defendo.wordpress.com/?p=59</link>
<pubDate>Tue, 22 Apr 2008 16:41:37 +0000</pubDate>
<dc:creator>defendo</dc:creator>
<guid>http://defendo.wordpress.com/?p=59</guid>
<description><![CDATA[Ludzie mają poglądy. A nawet światopoglądy. Wolno im. Gowin sobie poświatopoglĘdził w telewiz]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Ludzie mają poglądy. A nawet światopoglądy. Wolno im. Gowin sobie poświatopoglĘdził w telewizji. Wolno mu? Wolno. Tylko po diabła głosowałam na partię, deklarującą się jako "liberalna", skoro jej wpływowy polityk bzdurzy publicznie nieliberalnie zgoła? Poglądy Pana pOSŁA można streścić tak:<br />
1. In vitro - tak, ale tylko dla par heteroseksualnych i to pozostających w związkach ślubnych. Bo w konkubinatach to tylko przemoc, ruja i poróbstwo. Szanowny pan poseł nie dostrzegł, że badania mówią, iż ok. pół miliona par w Polsce żyje właśnie w takich związkach, a nie są one już - jak dawniej - charakterystyczne dla tzw. dołów społecznych, ale są normą wśród młodych, wykształconych rodaków. Bo oni  wcale nie spieszą się do kościoła. I właściwie kościół powinien się cieszyć - wprawdzie panna młoda idzie do ślubu rzadko z wiankiem, a częściej z przychówkiem in spe lub niosącym tren sukni nawet, ale za to decyzja jest pewnie świadoma. I małżeństwo mniej rozerwalne. Chociaż niewykluczone, że rozrywkowe. Bo ludzie lubią się bawić, jak zauważył  pewien pan o niewymawialnym dla "prawdziwych Polaków" nazwisku - Huizinga(w książce "Homo ludens").<br />
Na marginesie - studenci uczelni niekatolickiej z lubością wspomninają, jak pani wypożyczona z uczelni katolickiej potwornie miała powiedzieć na ćwiczeniach to nazwisko. Zaczęła od "Hhhhhh..." zaczerwieniła się, napisała na tablicy i wystękała: "Rozumiecie państwo...", ale państwo było już głównie pod stolikami, poszukując "upadniętych" piór - pewnie z ogona tej "muzy".<br />
2. "Dziecko rozwija się tylko wtedy harmonijnie i dobrze, kiedy ma ojca i matkę". Panie pośle i reprezentancie Ty mój, mordo Ty moja nieludzka! A da się inaczej? Plemnik i jajeczko - jedno od tatusia, drugie od mamusi. Mało tego - jako jednostka rozwiedziona wychowałam - pańskim zdaniem -  dziwadło, które już niemal na starcie było przegrane. Wiem już, czemu bogobojny totalizator nie pozwolił mu wygrać więcej niż 10 zł. Bo się mi rozwinęło nieharmonijnie. Cud, że jest heteroseksualne!<br />
3. "Sprawcami nadużyć są konkubenci" - jasne, Panie G.! Ślicznie Pan to ujął. Żaden normalny mąż nie zgwałcił córki, żaden ksiądz nikogo nie molestował. Kobiety są w "normalnych" rodzinach kochane do upadłego. Aż upadną - rzetelnie przekonane rzemienną dyscypliną, kablem od żelazka, wężem od pralki... Maczugą już nie - mężowie idą z duchem czasu. Jeden z liderów postępu tłumaczył w sądzie, że udusił żonę dla jej dobra - podobno podduszanie w trakcie orgazmu zwiększa doznania. Ale o tym to już Otello wiedział.<br />
4. Pan Gowin jest szefem komisji d/s bioetyki. Cudo! Etyczny do bólu trzewi, wie, co dobre dla innych. Z pewnością siebie godną pewnego zwierzaka, który też lubi iść  w zaparte, mniema, że posiadł monopol na prawdę jedyną i objawioną. A tymczasem nie posiadł jej - a zgwałcił. A że jest różnica - wiedzą ci, którzy gwałtu doznali. Bo prawda popatrzy z politowaniem, powie: "a myślałam, że jesteś   w i e l k i " i odwróci się tyłem, wskazując miejsce, które post factum należy całować. Nie w ramach pieszczoty - w ramach ekspiacji.<br />
5. Pan Gowin wielce niepolityczny jest(nie chcę rzec, że mało mądry) - bo naraził się jednocześnie wszystkim: liberałom(bo jakoś mu nie po drodze z Friedmannem), Kościołowi(bo jednak in vitro warunkowo dopuszcza), pozostającym w konkubinacie(wyżej opisane), singlom(bo dzieci nie są w stanie wychować), mnie(o to już mniejsza...). Ostatnio pierwszej z konsekrownych w diecezji lubelskiej dziewic  zlecono badanie poczytalności kolejnej kandydatki. W zleceniu wskazano oczywiście ekspertkę, bo nie daj Boże ktoś bezstronny jakąś aberrację by dostrzegł. Tak więc jedna dziewica drugiej wystawiła certyfikat normalności. Niech żyje solidarnośc hymenów!<br />
Zapewne jeden z moich ulubionych hierarchów był w wielkim kłopocie - bo to ani się sprzeciwić, ani popierać... Panie biskupie Życiński! I tak Pana lubię, bo Pan odstaje in plus! A dziewice? Są i będą, odkąd smoki zmieniły dietę i za namową Zatońskiego palenie rzuciły i na trawkę przeszły... tfu! na sałatę... biedne te dziewice, nawet smoki ich nie chcą...</p>
<p>PS. A Jan Maryja Rokita na in vitro załapać się może... Bo po diabła miałby wykonywać te "śmieszne ruchy, niegodne konserwatywnego filozofa"?</p>
<p>Addenda: bardzo proszę o przeczytanie komentarza Torlina do tego tekstu, bo ważny! I mojej odpowiedzi, bo rzeczywiście w tekście zabrakło podstawowej tezy. Zaistniała dopiero w komentarzu.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Tydzień Mózgu w Krakowie]]></title>
<link>http://filozofiaprawa.wordpress.com/?p=42</link>
<pubDate>Sat, 08 Mar 2008 16:45:56 +0000</pubDate>
<dc:creator>Paweł Bakalarz</dc:creator>
<guid>http://filozofiaprawa.wordpress.com/?p=42</guid>
<description><![CDATA[W dniach 10-16 marca, w Krakowie odbędą się wykłady w ramach Tygodnia Mózgu. Wszelkie bliższe ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p ALIGN="justify">W dniach <strong>10-16 marca</strong>, w Krakowie odbędą się wykłady w ramach <strong>Tygodnia Mózgu</strong>. Wszelkie bliższe dane, dostępne <a HREF="http://www.if-pan.krakow.pl/ptp/tydzmozgu08.html">tutaj</a>.</p>
<p ALIGN="justify">W tym miejscu trzeba przypomnieć, że choć tematy nie wiążą się bezpośrednio z filozofią ani prawem, to ustawiczny postęp w neurologii (i innych dziedzinach, składających się na <a HREF="http://pl.wikipedia.org/wiki/Kognitywistyka">kognitywistykę</a>) wpływa bezpośrednio na pojawianie się nowych zagadnień etyczno-prawnych (m.in. możliwość "przywracania" wspomnień, modyfikowania osobowości, a nawet... <a HREF="http://www.nature.com/news/2008/080305/full/news.2008.650.html">czytania myśli</a>!) oraz zmienia naszą wizję człowieka w aspektach istotnych także dla prawa (m.in. natura pamięci a zeznania świadków, możliwość zakwestionowania wolnej woli, a przez to i zmiana paradygmatów odpowiedzialności i winy).</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Klonowanie cz. II: klonowanie reproduktywne - zabawa w Boga czy zadanie od Boga?  ]]></title>
<link>http://proteologia.wordpress.com/?p=94</link>
<pubDate>Fri, 07 Mar 2008 17:01:53 +0000</pubDate>
<dc:creator>mateuszw</dc:creator>
<guid>http://proteologia.wordpress.com/?p=94</guid>
<description><![CDATA[Autor: Mateusz Wichary    
W pierwszej części artykułu o klonowaniu wyjaśniłem najważniejsze ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Autor: Mateusz Wichary  </strong> <!--more--> </p>
<p>W pierwszej części artykułu o klonowaniu wyjaśniłem najważniejsze pojęcia. W związku z tym część druga będzie znacznie krótsza.</p>
<p>Klonowanie terapeutyczne, o którym pisałem w części pierwszej, jest obecnie zdecydowanie nie terapeutyczne dla klonu, którego zużywamy jako brakującą nam część. Jednocześnie, jest błogosławieństwem, o ile brakujące tkanki uzyskujemy z innych tkanek, a nie z ludzkich embrionów. W tym kierunku powinny pójść badania. Co jednak zrobić z klonowaniem reprodukcyjnym, czyli takim, które za cel ma powstanie człowieka?</p>
<p><strong>Przeciw<br />
</strong>Dr Norman Geisler, apologeta i etyk chrześcijański, wymienia następujące argumenty przeciwko klonowaniu reprodukcyjnemu:</p>
<p>„...przede wszystkim to bawienie się w Boga, nie zaś służenie MU. Gwałci ono fundamentalną zasadę, że jesteśmy jedynie opiekunami ciała ludzkiego, nie jego twórcami. (...) Po drugie, klony przyniosą bezprecedensowe psychologiczne i społeczne problemy tożsamości i rywalizacji rodzeństwa. Po trzecie, to obejście danego przez Boga sposobu ludzkiego rozmnażania się - zapłodnienia w łonie matki. W tym sensie zaprzecza świętości seksu, który stworzył, uświęcił i nakazał Bóg (1M 1:28; Hbr 13:4). Po czwarte, to kolejny sposób uniknięcia śmiertelności przez posiadanie identycznego ‘bliźniaka’ żyjącego po naszej śmierci i tak bez końca.”</p>
<p>A więc mamy cztery argumenty przeciw: (i) to pycha przypisywania sobie zdolności należnych samemu Bogu; (ii) to wywołuje problemy tożsamości i funkcjonowania w rodzinie klonu; (iii) to zaprzeczenie świętości seksu przez obejście danej przez Boga metody rozmnażania; (iv) to niezależna od Boga próba ucieczki przed śmiercią.</p>
<p>Wydaje mu się wtórować w punkcie drugim, mimo braku całego teologicznego zaplecza, słynny Ian Wilmut, który sklonował owcę Dolly:</p>
<p>„Co by się stało, gdybyśmy z moją żoną, stwierdziwszy, że jesteśmy bezpłodni powiedzmy 20 lat temu, zdecydowali się na uzyskanie metodą klonowania repliki mojej osoby? Urodziłby się ktoś, kto pod względem genetycznym byłby oczywiście identyczny ze mną. Urodziłby się jednak w innych czasach i miałby inną matkę. Fizycznie bylibyśmy do siebie podobni jak dwie krople wody, ponieważ genetyczna kontrola rozwoju fizycznego jest dość ścisła. Lecz osobowość jest determinowana przez geny tylko częściowo. Określa ją także otoczenie: "byt i okoliczności", jak twierdzi filozof. Udziały genów i środowiska rozkładają się mniej więcej pół na pół.</p>
<p>Jak reagowałaby moja żona, mając w domu nastolatka wyglądającego wypisz, wymaluj jak ja za młodu? Jak ja bym na niego reagował?</p>
<p>Wiadomo, że rodzice nakładają na dzieci ograniczenia, a także mają wobec nich oczekiwania. Czy nie starałbym się zdominować swojego sobowtóra jeszcze silniej, niż to się zdarza zazwyczaj w rodzinie? A może odwrotnie, może całkiem bym się od niego odsunął, nie mogąc znieść emocjonalnego ciężaru obcowania ze wskrzeszoną własną młodością? A co z dzieckiem, które dożywszy wieku 20 lat, patrzyłoby na swojego 55-letniego ojca i wiedziało, że za 35 lat będzie wyglądać dokładnie tak samo jak on? Jak taka kopia uporałaby się na przykład z wiadomością, że ojciec umiera na jakąś chorobę dziedziczną? W skrócie: jak sklonowane dziecko radziłoby sobie z faktem, że z góry zna swoją przyszłość? Ja nie zdecydowałbym się powołać do życia człowieka, który musiałby żyć pod taką presją.”</p>
<p>Nie wolno więc, zdaniem Wilmuta, bezmyślnie poddawać się sentymentom. Decydując się na klonowanie tworzymy odrębną, nowa osobę, na wzór innej, istniejącej. Z jednej strony taką samą, ale z drugiej strony -zupełnie inną, bo przecież jej tożsamość tworzy się inaczej, a i Boże zamiary dla niej mogą być zupełnie inne. Czy podobieństwo do dawcy genotypu jest błogosławieństwem, czy przekleństwem? Zdaniem Wilmuta, zdecydowanie tym drugim.</p>
<p><strong>Utrata dziecka</strong><br />
A co w sytuacji, gdy ktoś stracił dziecko? Czy ktokolwiek ma prawo odmówić mu, o ile oczywiście jest to możliwe technicznie, sklonowania straconego potomka? Znów wypowiada się Ian Wilmut:</p>
<p>„Inny przypadek to rodzice, którzy utracili własne dziecko i chcą je odzyskać. Ktoś, kto takiej tragedii nie przeżył, nie wie, jakie to straszne. Przekonanie, że da się zastąpić zmarłe dziecko jego kopią, to jednak wielkie złudzenie. Po pierwsze, trzeba mieć absolutną pewność, iż to naturalne dziecko nie umarło na chorobę uwarunkowaną genetycznie i że nie miało dziedzicznej skłonności do jakiejś choroby, która się jeszcze nie ujawniła. Dostałoby się kopię identyczną pod względem genetycznym, ale oprócz tego - mnóstwo emocjonalnego bólu. Co się stanie, kiedy sobowtór przekroczy wiek, w którym to pierwsze dziecko zginęło? Jak sobie z tym radzić? Jeśli naturalne dziecko miało jakieś zdolności - powiedzmy muzyczne czy sportowe - to rodzice, bez wątpienia, będą oczekiwali od kopii, że przejawi te same talenty. A jeśli to naturalne dziecko umarło, zanim jego osobowość się ukształtowała i nie wiadomo, czego oczekiwać od kopii?</p>
<p>Koniec końców, wydaje mi się, że łatwiej powiedzieć "nie" każdemu, kto chce klonować dziecko z tego powodu, niż próbować nakreślić hipotetyczną granicę, od której zaczyna się rozwijać osobowość.</p>
<p>Mamy z żoną dwie córki, a chcieliśmy mieć oprócz nich syna. I osiągnęliśmy ten cel bardzo staroświecką metodą: przez adopcję.”</p>
<p>Nikt i nic nie przywróci nam kogoś, kto umarł. Pomocą może być kolejne dziecko, ale nie tworzenie iluzji braku straty. Osoba bardzo podobna będzie pod wielką presją bycia kimś, kogo nie ma. Kim nie jest. Nic dobrego, zdaniem Wilmuta, z tego nie wyniknie. I trudno moim zdaniem, się z nim nie zgodzić.</p>
<p>Podsumowując więc, ewidentnie klonowanie reprodukcyjne wywołuje problemy tożsamości i funkcjonowania dla tak powstałej osoby - względem dawcy genotypu, najbliższych. Nie wolno nam o tym zapominać powołując ją do istnienia. Czy jednak pozostałe argumenty dr Geislera są słuszne?</p>
<p><strong>Za?<br />
</strong>Polemizuje z reprezentowaną przez niego postawą inny znany teolog, John M. Frame. Stwierdzając, że „trudno jest wyobrazić sobie dobra przyczyną dla stworzenia klony siebie samego, raczej niż reprodukowania się w normalny sposób [dzieci - M.W.] bądź używając innych pomocy medycznych”. Trudno, bo motywacje stojące za tworzeniem identycznej kopii siebie samego zamiast „przelewania” siebie w dany przez Boga sposób - poprzez dzieci, które przecież są „kością z kości naszych”, będąc jednocześnie unikalnie stworzone w przez Boga - są narcystyczne. Dodatkowo, tak jak Wilmut zauważa, że ta droga życia na wieki zawodzi - geny to nie wszystko; klon będzie ostatecznie kimś innym, mającym wolność wybrania innej drogi życiowej, kształtowania siebie przez inne czynniki, itp. Po czym dodaje:</p>
<p>„Potrafię jednak wyobrazić sobie jedną dobrą przyczynę: małżeństwo, które nie może mieć dzieci, ponieważ jedno z małżonków jest nieuchronnie bezpłodne. Chcą jednak mieć dziecko, które nosi w sobie genetyczne dziedzictwo przynajmniej jednego z nich, bez korzystania z usług osób trzecich (...). Z pewnością, pragnienie kontynuacji kogoś dziedzicznego dziedzictwa nie jest czymś złym, a przekonanie, aby nie korzystać z „usług” osób trzecich w tworzeniu potomków tego małżeństwa (choć trudne etycznie) jest z pewnością pobożne.”</p>
<p>Takie postawienie sprawy jednak kwestionuje argumenty przytoczone przez dr Geislera, który jest tutaj reprezentatywny dla wielu chrześcijan; argumenty które dyskwalifikują klonowanie reproduktywne jako takie, bez żadnych wyjątków. Frame ujmuje je w postaci czterech argumentów, z którymi krótko polemizuje:</p>
<p>„1. ‘Bóg ograniczył prawo do zarządzania reprodukcją ludzi.’ Cóż, oczywiście; Bóg ogranicza przez swą władzę wszystko. Ale co konkretnie powiedział, co zabraniałoby klonowania?<br />
2. ‘Klonowanie jest procesem nienaturalnym.’ Tak, podobnie jako antykoncepcja. Tak jak leczenie antybiotykami. Tak jak chirurgia. Ale przecież Bóg nie powołuje nas do tego, aby pozostawiać naturę w stanie takim, w jakim jest, ale aby panować nad nią dla Jego chwały (Rdz 1:28nn). (...)<br />
3. ‘Klonowanie jest stwarzaniem, podczas gdy naturalna reprodukcja jest zradzaniem. Stwarzanie jest cechą Boga; zradzanie naszą.’ Zgodnie z moim stanem wiedzy, Biblia nie zawiera jakiegoś etycznie istotnego rozróżnienia wedle tego podziału. Z pewnością posiadamy pewne moce ku tworzeniu, wynikające z obrazu Bożego, na który zostaliśmy stworzeni. Nie jesteśmy, oczywiście, stwórcami w sensie tworzenia pierwotnego materiału genetycznego. Bóg nim jest w Rdz 2:7. Ale nie jest to jasne w Piśmie, iż mamy powstrzymywać się od użycia swych twórczych mocy , które posiadamy, które nam dał. Zauważmy paralelę pomiędzy Rdz 1:27, 5:2 i 5:3.<br />
4. ‘Sklonowane dziecko zostało obdarzone tożsamością, której nie wybrało w swej wolności.’ (...) Ale żadne z nas nie wybrało w swej wolności swojej tożsamości. Wszyscy musimy wziąć ze stołu karty genetycznego kodu, które nam zostały rozdane. Argument ten może próbować udowodnić, że sklonowane dziecko pianisty będzie zmuszane do zostania pianistą wbrew swej woli. Ale w żadnej mierze nie jest to konieczne następstwo klonowania, zresztą rodzice normalnie poczętych dzieci często wywierają podobną presję na swe dzieci.”</p>
<p>Odnosząc je do argumentów Geislera, czwarty nie ma zastosowania - gdyż Frame się zgadza, że to zła motywacja; pierwszy jest bezzasadny w świetle Bożego powołania do przemiany natury, nad którą mamy panować. Trzeci („obejście danego przez Boga sposobu ludzkiego rozmnażania się - zapłodnienia w łonie matki”) pozostaje bez odpowiedzi, niemniej nie ma on jakiejś wyjątkowej siły (patrz argument o „godności poczęcia” w artykule o zapłodnieniu in vitro). Najsłabszym punktem argumentacji Frame’a wydaje się brak odpowiedzi na problemy tożsamości i funkcjonowania w rodzinie, w której ojciec bądź matka mają dokładnie te same geny.</p>
<p><strong>Klonowanie przeznaczenia ?<br />
</strong>Z przedstawionej dyskusji wyłania się również nie wprost odpowiedź na inną wątpliwość: klonowanie przeznaczenia. Przeznaczenia, czyli nieuchronności pewnych wydarzeń, cech, czy decyzji. Myślę, że to właśnie jest największa obawą, która łączy się z możliwością klonowania konkretnych ludzi, a jednocześnie największą podnietą dla narcystycznych zapędów. Żaden z nas nie chciałby drugiego Hitlera; z drugiej strony chcielibyśmy może drugiego Einsteina, a niektórzy, zapatrzeni we własne oblicze, dokładnej kopii samego siebie.</p>
<p>Słowa Iana Milmuta jednak przeczą takiemu rozumieniu genów, iż determinują one przeznaczenie. Przypomnijmy: „osobowość jest determinowana przez geny tylko częściowo. Określa ją także otoczenie... Udziały genów i środowiska rozkładają się mniej więcej pół na pół”. Za owym środowiskiem (choć ono na pewno Jego wpływu nie wyczerpuje) stoi Bóg. „Z niego, przez Niego i ku Niemu jest wszystko; jemu niech będzie chwała na wieki” poucza natchniony przez Ducha Paweł (Rz 11:36). To Bóg jest przyczyną pierwotniejszą niż geny, otoczenie, wychowanie, osoby które spotykamy na swej drodze, wpływy, którym ulegamy, wybory, do których się przychylamy. To On za pośrednictwem różnorodnych środków, oraz bezpośrednio, kształtuje osoby bardzo podobne w bardzo różny sposób: „Jakuba umiłowałem, a Ezawem wzgardziłem” (Rz 9:13). A więc, przeznaczenia sklonować się nie da, bo nie jest ono w naszych rękach.</p>
<p>Z drugiej strony te same słowa mówią również o naszej odpowiedzialności, jako tych, którzy, choć przeznaczenia nie klonują, to jednak są aktywnymi narzędziami, odpowiedzialnymi za swoje działanie przed Bogiem, w tworzeniu warunków i okoliczności. Również swoich klonów. Choć nie w naszych rękach jest los sklonowanego „potomka”, to jednak do nas należy ocena skutków podjęcia decyzji o powołanie na świat kogoś, kto jest klonem, waz z wzięciem na siebie wszystkich dających się przewidzieć konsekwencji - choćby tych, które sugerował prof. Wilmut.</p>
<p><strong>Wyższa rasa i nieuchronny postęp ludzkości?<br />
</strong>Motywacją dla klonowania wybranych wybitnych jednostek może też być humanistyczne pragnienie (definiowane nawet w kategoriach obowiązku) stworzenia wyższej rasy. Geisler wyjaśnia:</p>
<p>„decyzje etyczne nie są podejmowane w próżni. Zawsze podejmowane są w oparciu o jakiś światopogląd. Ludzka rola w decydowaniu o tym, co dobre i złe, jest tym, co powoduje najbardziej oczywisty konflikt (...) stanowisk. (...) Świecki humanizm wyraża swoje przekonania wyraźne i stale. Humanist Manifestos (Manifesty Humanistyczne) popierają aborcję, eutanazję i samobójstwa. (...) Wyrzekają się jakiegokolwiek Stwórcy czy boskiej pomocy chełpiąc się: „Żadne bóstwo nie zbawi nas, musimy zbawić się sami” (...).”</p>
<p><strong>Co z tego wynika? </strong></p>
<p>„Wszyscy świeccy humaniści wierzą w ewolucję biologiczną. Wielu wierzy, że ponieważ ludzkość rozwinęła tak wysoki poziom technologiczny, ma obowiązek doprowadzić do przyszłej ewolucji rasy. Nadzieje niektórych sięgają nawet bionicznego człowieka czy genetycznej inżynierii ludzkiej. (...) Ostateczny cel to ludzka istota całkowicie wytworzona genetycznie, stworzenie wyższej rasy. (...) Końcowym celem jest całkowite fabrykowanie istot ludzkich.”</p>
<p>Z pewnością takie postawienie sprawy wymaga chrześcijańskiej odpowiedzi. I z pewnością takie rozumienie postępu ludzkości jest jawnie niebiblijne i niechrześcijańskie.</p>
<p>Po pierwsze, jako chrześcijanie wierzymy w postęp, czyli zmiany na lepsze. Bóg nakazał człowiekowi zmianę naturalnego stanu stworzenia na inny, nowy nakazują mu panowanie nad światem (Rdz 1:28). Ale tak samo jak wierzymy w to, że postęp istnieje, dokonuje się na naszych oczach, tak samo wierzymy w to, że prawdziwy postęp - a więc zmiany na lepsze - musi być zgodny z Bożymi, niezmiennymi zasadami. A więc zmiany - tak! - ale tylko podobające się Bogu!</p>
<p>To oznaczać może zgodę chrześcijan i humanistów do pewnego momentu - np. na poprawianie warunków ludziom; na właściwie rozumiane klonowanie terapeutyczne. Jednak samo tworzenie nowego gatunku ludzi, jest niebezpieczną utopią. To nowe stworzenie w Jezusie Chrystusie, który jest „pierwiastkiem tych, którzy zasnęli” (1Kor 15:20) jest nadzieją na doskonałego człowieka, o nowej, bezgrzesznej naturze, nie zmiany genetyczne. Nie istnieje gen grzechu, który można usunąć. Skrzywienia natury ludzkiej przez grzech wykracza poza zapis genetyczny, choć z pewnością skutki grzechu się w nim przejawiają i nie ma nic złego w tym, by je ograniczać.</p>
<p><strong>Wnioski</strong><br />
Z pewnością większość motywacji kryjących się za klonowaniem reproduktywnym jest biblijnie rzecz biorąc, zła i narcystyczna. To, czy klonowanie może być rozwiązaniem dla par beznadziejnie bezpłodnych pozostawiam osądowi czytelników. Na pewno decydując się na ten krok należy świadomie wziąć na siebie odpowiedzialność za wszystkie trudności i problemy związane z tożsamością tak powołanego do życia dziecka. Wydaje mi się, że nie byłbym w stanie go ponieść.</p>
<p>Czy klonowanie reproduktywne jest złe i niebiblijne samo w sobie? Argumentacja, iż jest to zabawa w Boga mnie nie przekonuje, choć być może nie trafiłem po prostu na wystarczająco mocny argument. Człowiek jest człowiekiem bez względu na sposób, w jaki przyszedł na świat, choć oczywiście, należy dążyć do tego, by sposoby te były jak najbardziej podobające się Bogu.</p>
<p>W końcu, naszą nadzieją na postęp jest powrót Chrystusa. Do tego czasu człowiek pozostanie skażony grzechem, i nic tego nie zmieni, choć oczywiście jego egzystencja jako takiego zmieniać się może. Zgrzeszyliśmy i brak na chwały Bożej; tylko zmartwychwstanie do życia sprawi, że staniemy się nowi, że przyjdzie odkupienie ciała naszego.</p>
<p>Artykuł ukazał się w miesięczniku "Słowo Prawdy"</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Klonowanie cz. I: ile warte jest zdrowie, czyli o klonowaniu terapeutycznym]]></title>
<link>http://proteologia.wordpress.com/?p=93</link>
<pubDate>Fri, 07 Mar 2008 16:57:58 +0000</pubDate>
<dc:creator>mateuszw</dc:creator>
<guid>http://proteologia.wordpress.com/?p=93</guid>
<description><![CDATA[Autor: Mateusz Wichary
Artykuł ten rozpocznę od zarysowania podstawowych pojęć.  Staną się one]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Autor: Mateusz Wichary</strong></p>
<p>Artykuł ten rozpocznę od zarysowania podstawowych pojęć. <!--more--> Staną się one wyraźniejsze w trakcie omawiania historii dokonań nauki w tym zakresie, po czym zastanowię się nad nimi jeszcze głębiej.</p>
<p><strong>Podstawowe pojęcia<br />
Klonowanie</strong> to wytwarzanie kopii organizmu wielokomórkowego przy wykorzystaniu materiału genetycznego pobranego z jego komórki somatycznej. Klonowanie, to inaczej tworzenie identycznych kopii oryginału.</p>
<p>Klonować można rośliny, zwierzęta i ludzi. Jeśli chodzi o rośliny, zagadnienie to łączy się z modyfikowaną genetycznie żywnością. Choć jest to temat ciekawy i warty poruszenia, zostanie w tym artykule pominięty. Jeśli chodzi o zwierzęta, to zastosowań jest tu kilka. Po pierwsze, otrzymywanie „żywych fabryk” leków. Zwierzęta wytwarzały by je dużo taniej, niż teraz czynią to firmy farmaceutyczne. W tym celu trzeba pobrać komórki np. od krowy, wprowadzić do nich geny kodujące produkcję potrzebnego lekarstwa i z takich komórek sklonować transgeniczną krowę, która wraz z mlekiem produkowałaby ów lek. Po drugie, otrzymywanie zwierzęcych modeli ludzkich chorób. Tutaj zamiast lekarstwa wszczepiamy zostaje gen chorobotwórczy, a zwierzę staje się celem obserwacji działania lekarstw, które później dopiero po przejściu takich testów zostałyby zaproponowane człowiekowi. W końcu, istnieją i tacy, którzy mają nadzieję przywrócić w ten sposób do życia wymarłe gatunki, np., wilka tasmańskiego.1 Niemniej, najważniejszym celem klonowania zwierząt jest sondowanie możliwości klonowania ludzi.</p>
<p>Bowiem klonować można również ludzi. Klonowanie ludzi posiada dwa cele. Pierwszy z nich to <strong>reproduktywny</strong> – czyli klonowanie zarodka ludzkiego, aby powstał z niego człowiek. Drugi cel to <strong>terapeutyczny</strong>, czyli klonowanie dla powielenia tkanek czy komórek. Ten drugi łączy się bezpośrednio z wyjątkowymi zdolnościami <strong>komórek macierzystych</strong>. Dlaczego? Po pierwsze dlatego, że uzyskuje się je z embrionów ludzkich, a po drugie dlatego, że można je „przymusić” do rozwoju w potrzebną nam tkankę: „Tak wielkie zainteresowanie komórkami pochodzącymi z wczesnych embrionów ludzkich (stadium blastocysty) spowodowane jest tym, że komórki te są liczne, łatwo dostępne, posiadają cechę <strong>toti</strong>- lub <strong>pluripotencjalności,</strong> [czyli: rozwoju możliwego do dowolnego (toti-) bądź wielorakiego (pluri-) ukierowania - przyp. MW] a w przypadku klonowania są immunologicznie zgodne z dawcą jądra, dzięki czemu można je u dawcy jądra zastosować w celach terapeutycznych.”2 Owa immunologiczna zgodność oznacza praktyczny brak niebezpieczeństwa odrzucenia takiej tkanki przez ciało dawcy.</p>
<p>Mówiąc mniej naukowo, „komórki macierzyste tym się różnią od innych, że mogą dać początek dowolnym komórkom budującym nasze ciało. Dzielą się przez całe życie i teoretycznie umożliwiają naprawę naszych zużywających się z dnia na dzień.”3 Pozyskuje się je z „5- lub 6-dniowych płodów, tworzących w tym okresie rozwoju blastocystę. Komórki zewnętrzne blastocysty utworzą łożysko, a komórki wewnętrzne (20-100 komórek), które dadzą początek wszystkim narządom, to właśnie totipotencjalne komórki macierzyste, zdolne do utworzenia wszystkich tkanek i narządów ustroju.”4 Najprostszym i najbardziej skutecznym sposobem pozyskania owych komórek macierzystych jest sklonowanie siebie samego, i wykorzystanie owego klonu jako materiału do wyhodowania odpowiedniej „biologicznej części zamiennej”, której nam potrzeba.</p>
<p>Zanim zaczniemy się zastanawiać nad dylematami związanymi z klonowaniem, warto podkreślić, że potencjalnie klonowanie terapeutyczne jest wspaniałym sposobem na leczenie. Cel jest naprawdę wyjątkowy. Któż nie chciałby wymienić sobie chorego organu? I dlaczego – samo w sobie – miałoby to być coś złego? Samo w sobie jest to równie uzasadnione etycznie jak wszelkie rozmyślne działania mające na celu poprawę zdrowia. Czy jako chrześcijanie mamy problemy etyczne z posiadaniem sztucznych zastawek lub przeszczepom organów? Nie. Medycyna jest dobra. Bóg przez św. Pawła zaleca Tymoteuszowi, aby nie pił już samej wody, ale – ze względu na żołądek i niedomagania – mieszał ją z winem (1Tm 5:23). Innymi słowy, nie ma nic złego w rozmyślnym dbaniu o zdrowie. A więc sam cel terapeutyczny nie jest niczym zasługującym na naganę: dyskusja – i warto być tego świadomym - toczy się nad <em>sposobem</em> osiągania owego dobrego celu. Innymi słowy, nikt kto sprzeciwia się klonowaniu (terapeutycznemu) nie czyni tego dlatego, że sprzeciwia się poprawie zdrowia ludzi. Nie jest również sadystą, który z satysfakcją przygląda się, jak inni cierpią i nie chce im pomóc. Nie jest również przeciwny klonowaniu poszczególnych tkanek uzyskiwanych w sposób w sposób nikogo nie krzywdzący. Natomiast sprzeciwia się cenie, jaką ktoś inny, nie pytany o zdanie, za ów szczytny efekt musi zapłacić. Zupełnie inaczej wygląda sytuacja z reproduktywnym klonowaniem człowieka, nad czym zastanowimy się w drugiej części artykułu.</p>
<p>Na zakończenie uwag wstępnych warto jeszcze zwrócić uwagę, że – skoro potencjalnie zainteresowanych różnorakimi aspektami klonowania jest w zasadzie każdy, kto nie chce się rozstać z życiem bądź zdrowiem – stawką są niewyobrażalne pieniądze. Pamiętajmy o tym, przysłuchując się polemice o dopuszczalnych i niedopuszczalnych sposobach klonowania.</p>
<p><strong>Historia klonowania<br />
</strong>W 1951 r. pierwszy raz udało się przenieść embrion z macicy jednej krowy do drugiej. Wkrótce udało się również sklonować żaby (1952) i myszy (1970). W 1984 r. Australijka o imieniu Zoe urodziła się z zamrożonego embrionu. Jednak przełom nastąpił 5 lipca 1996, gdy Ianowi Wilmutowi urodziła się Dolly - pierwsza owca sklonowana z komórki pobranej z dorosłego organizmu; w tym samym miesiącu także w Roslin Institute urodziły się Polly i Molly - dwie owce sklonowane z komórek zarodkowych z "wstawionym" dodatkowym genem, kierującym produkcją białka - leku dla chorych na hemofilię. W sierpień 1997 r. naukowcy z Beaverton w USA sklonowali małpy, dzieląc ich ośmiokomórkowe embriony; już w styczniu 1998 Richard Seed, biznesmen i ekscentryczny naukowiec, ogłosił, że w ciągu półtora roku zamierza sklonować człowieka.5</p>
<p>Wkrótce jednak okazało się, że rzeczywistość nie jest tak różowa – otóż „Dolly urodziła się... stara. Kiedy specjaliści ze szkockiego Roslin Institute uważniej przyjrzeli się swojemu "dziełu", odkryli, że jej komórki są o sześć lat starsze niż ona sama. Dokładnie o tyle, ile wiosen liczył sobie pierwowzór Dolly - owca rasy Finn Dorset - w momencie kiedy pobierano od niej przeznaczoną do klonowania komórkę.”6 Wynika to z długości telomerów, które „[p]orównywane są często z metalowymi skuwkami na końcach sznurowadeł - bez nich chromosomy rozpadają się. Z każdym podziałem komórki telomery stają się jednak coraz krótsze, aż po określonej liczbie podziałów zupełnie znikają. Dochodzi do uszkodzenia chromosomów i śmierci komórki. A więc im komórka starsza, im więcej podziałów ma za sobą - tym mniej życia przed nią. Jeśli taka nieco zużyta komórka posłuży do utworzenia nowego organizmu, to już w dniu urodzin jego telomery są odpowiednio krótsze.”7</p>
<p>Niedługo po tym odkryciu, w maju 2000 r. na świat w laboratorium Advanced Cell Technology (ACT) w stanie Massachusetts przyszło sześć cieląt, które miało sztucznie wydłużone telomery, co na krótko stało się źródłem euforii. Na krótko, bowiem badania przeprowadzone w 2001 roku dowiodły, że „nawet pozornie zdrowe klony są pełne błędów”8. Przyczyną jest fakt, iż „pewne geny zachowują się różnie w zależności od tego, czy pochodzą od matki czy od ojca”, podczas gdy w przypadku klonowania praktycznie wszystkie geny klonu pochodzą od jednego tylko osobnika. Do prawidłowego rozwoju embrionu potrzebne są więc geny pochodzące od obojga rodziców, podczas gdy geny sklonowane mają rodzica tylko jednego. To odkrycie ostudziło nadzieje związane z klonowaniem reproduktywnym.</p>
<p>W listopadzie 2001 grupa naukowców z ACT sklonowała ludzkie zarodki. Czyżby chcieli komuś „zafundować” życie ze skróconymi telomerami? Nie. „Nie chcieliśmy powielać człowieka, lecz uzyskać komórki do celów leczniczych”9 Innymi słowy, naukowcy „postanowili stworzyć ludzkie embriony po to, by uzyskać z nich komórki macierzyste.”10 „Są one [komórki macierzyste – przyp. MW] nadzieją medycyny. Potrafią przekształcić się w dowolną tkankę organizmu, można więc za ich pomocą naprawiać serca po zawale, leczyć cukrzyków, pacjentów po urazach rdzenia kręgowego, a także chorych na Parkinsona czy Alzheimera.”11</p>
<p>W sierpniu 2001 ze względu na ochronę ludzkich embrionów w USA wydano całkowity zakaz klonowania ludzkich embrionów.</p>
<p>Skutki były dwa: po pierwsze, część badań przeniesiono gdzie indziej. Jednak wykorzystanie tej „technologii produkcji” na przecież potężnym rynku zbytu zostało zakazane. To zmusiło naukowców do poszukiwania sposobów uzyskiwania komórek macierzystych – nie kosztem życia embrionu ludzkiego.</p>
<p>I istnieją duże szanse, że uda się je odnaleźć, choć droga może być długa. W styczniu 2002 uczeni z tej samej grupy badawczej ACT ogłosili, że „uzyskali zarodki makaków (małp) drogą partenogenezy. (...)Wystarczy niezapłodniona komórka jajowa (...). Reszta należy już do naukowców, którzy potrafią odpowiednio ‘zmusić’ komórkę, która w życiu nie widziała plemnika, do rozwoju w embrion”12. To zasadniczo zmienia ocenę efektu, bowiem nie mamy do czynienia z ludzkim życiem – embrionem, czyli zapłodnionym przez plemnik jajem – „[n]ie może być zatem mowy o jego ‘uśmiercaniu’ dla potrzeb eksperymentu.</p>
<p>Zarodek taki może zaś stać się doskonałym źródłem komórek macierzystych, a więc takich, które odpowiednio ‘namówione’ potrafią przekształcić się w dowolną tkankę organizmu.”13</p>
<p>W sierpniu 2004 r. doniesiono o zezwoleniu na klonowanie terapeutyczne w Wielkiej Brytanii. W tym samym czasie trwały prace nad klonowaniem terapeutycznym zarodków ludzkich w Korei, skąd w maju 2005 dotarła wiadomość o fenomenalnej wręcz skuteczności – „w tej chwili uzyskiwanie sklonowanych zarodków człowieka jest łatwiejsze niż w przypadku zwierząt! Po raz pierwszy na świecie wyhodowali też z ludzkich klonów 11 linii komórek macierzystych dokładnie dopasowanych do pacjentów”14. Bardzo niedawno, bo w grudniu 2005 okazało się jednak, że wyniki badań były oszustwem. Linii było 2 a nie 11 i wszystkie szybko obumarły.</p>
<p><strong>Czy klonowanie terapeutyczne jest słuszne? (Czyli o definicjach raz jeszcze)<br />
</strong>Wróćmy do zasadniczego podziału klonowania – na reproduktywne i terapeutyczne. W wielu publikacjach sugeruje się, iż mamy tu do czynienia z dwoma zasadniczo różnymi zjawiskami, gdzie jedno – reproduktywne - należy słusznie potępić (lub przynajmniej wstrzymać się na obecnym etapie z aprobatą), podczas gdy drugie – terapeutyczne – należy uznać za słuszny środek służby dla dobra ludzkości. „Przez określenie "terapeutyczne" chce się osiągnąć akceptację etyczną tej procedury. Jako argumenty na rzecz klonowania przywołuje się przewidywane olbrzymie korzyści terapeutyczne dla milionów chorych ludzi. W tym kontekście etyków krytykujących tę procedurę postrzega się jako hamujących postęp medycyny i wyzwalanie ludzkości od uciążliwych chorób i cierpień.”15</p>
<p>Tymczasem – z czysto biologicznego punktu widzenia - jest dokładnie odwrotnie. „Tę samą procedurę klonowania raz nazwano klonowaniem reprodukcyjnym, a innym razem - klonowaniem terapeutycznym. W pierwszym przypadku embrion z definicji ma być początkiem życia ludzkiego i ma się nadawać do dalszego rozwoju, w drugim zaś - nie będzie początkiem, i to nie dlatego że nie może się rozwijać, ale z powodu przeznaczenia do celów, terapeutycznych.”16 Innymi słowy, mamy ten sam embrion – który, w zależności od decyzji lekarza, jeśli weń nie zaingeruje, to rozwinie się i urodzi jako niemowlę, bądź też, jeśli zacznie się go przekształcać, stanie się jakimś organem. Nie ingerowanie w jego rozwój (klonowanie reprodukcyjne), w wyniku którego stanie się dorosłym człowiekiem, ma być czymś złym bądź niekoniecznie dobrym; podczas gdy ingerencja tworząca z embriona jakąś tkankę (klonowanie terapeutyczne) na wymianę dla innych ludzi – ma być czymś właściwym i dobrym, wszak służy ulżeniu cierpienia jakiegoś człowieka.</p>
<p><strong>Terapeutyczne – dla kogo?<br />
</strong>Takie rozumowanie nasuwa zasadniczą wątpliwość – czy pozytywnie nacechowana nazwa „terapeutyczne” pasuje do sytuacji, w której ktoś niewinny (nie pytany o zdanie) dla kogoś innego ginie. Mówiąc jeszcze innymi słowy, „gdy zapytamy, czy klonowanie terapeutyczne jest dla klonu ludzkiego terapeutyczne, to się okazuje, że nie tylko nie jest, ale wprost przeciwnie, prowadzi do jego zniszczenia. Ekstrakcja komórek macierzystych z embrionu nie jest jego terapią, lecz pozbawieniem życia. Z etycznego punktu widzenia mamy więc do czynienia z klonowaniem użytkowym, czyli w celu uzyskania komórek do badań naukowych, do wykorzystania w lecznictwie oraz dla zysku. (...) Okazuje się więc, że w "klonowaniu terapeutycznym" brano pod uwagę wszystko z wyjątkiem tej istoty ludzkiej, o którą w nim chodzi. Pominięto ją milczeniem, usunięto z dyskusji etycznej. Uczynił tak bez wielkiego namysłu nie filozof czy etyk, ale przedstawiciel firmy, która po to powstała, aby przynosić zyski.”17</p>
<p>Wróćmy więc jeszcze raz do naukowców, którzy szlachetnie „postanowili stworzyć ludzkie embriony po to, by uzyskać z nich komórki macierzyste” co stanowi „nadzieję medycyny” 18.</p>
<p>Czyż to nie jest najgorszy, czarny humor? Równie dobrze można by tryumfalnie ogłosić, że naukowcy „postanowili stworzyć ludzkie embriony po to, by uzyskać z nich nogi, ręce, płuca, serca, nerki, żołądki” – innymi słowy zrobić z ludzi części wymienne dla innych, znajdujących się w bardziej szczęśliwym położeniu. „Ludzki zarodek” to przecież człowiek, tyle, że nie mówi i nie zapłacze.19 No i rzeczywiście, teraz już możemy się zgodzić, że to faktycznie „nadzieja medycyny”, ale medycyna ta staje się ewidentnie zbrodnicza. To tak, jak gdybyśmy uważali to za niesprawiedliwe, że idzie obok ktoś ze zdrową nogą, a my nie możemy jej sobie wyrwać i wstawić w miejsce chorej. Ale teraz - skoro odkryliśmy sposób na takie jej wyrwanie, aby było możliwe jej wstawienie w nasze ciało (kosztem co prawda jego śmierci) - ogłaszamy to jako „nadzieję medycyny”! Takie działania w służbie medycyny mają już swą tradycję – można tu wspomnieć o „dokonaniach” lekarzy w obozach koncentracyjnych, którzy – z korzyścią dla reszty ludzkości i postępu nauki przecież - robili na więźniach doświadczenia, które zazwyczaj prowadziły do ich śmierci. Czy rzeczywiście pochwalamy te działania? I bardziej podstawowe pytanie: czy jako naśladowcy Jezusa Chrystusa mamy prawo je pochwalać?</p>
<p>Istotę „terapeutyczności” klonowania przybliża obraz z dziedziny transplantologii, czyli przeszczepów organów z jednego ciała do drugiego. Otóż, stosując logikę zastosowaną w przypadku klonowania, „należałoby powiedzieć, że transplantacja terapeutyczna [a więc rzekomo etycznie poprawna i słuszna – tak jak klonowanie terapeutyczne – przyp. MW] to taka, w której wszystkie tkanki i narządy żywego, zdrowego człowieka zostają od niego pobrane i użyte do leczenia innych ludzi. W tym wypadku również można by uznać, że człowiek dorosły nie jest jednostką, lecz zbiorem narządów, dlatego wolno go "rozłożyć" na cele terapeutyczne.”20 Jego ciało jest przecież nadzieją dla innych ludzi; podobnie jak w przypadku klonowania to, że żył, a w wyniku transplantacji umarł, należy przemilczeć i uznać za rozsądną cenę za ulżenie cierpienia innych ludzi. Więcej: „można też takie stanowisko poprzeć rachunkiem korzyści, w którym poświęcenie jednego zdrowego człowieka dla uratowania 10 chorych będzie opłacalne.”21 Mówiąc krótko: będąc zwolennikami terapeutycznego klonowania nie powinniśmy mieć żadnych oporów przed terapeutyczną – dla dobra ludzkości i poprawy zdrowia milionów ludzi przecież – transplantacją.</p>
<p><strong>Zróbmy to tanio<br />
</strong>Ale to nie wszystko: „"Do wykorzystania komórek macierzystych w medycynie - pisze Włodzimierz Korohoda z Instytutu Biologii Molekularnej UJ - nie są niezbędne komórki totipotencjalne z embrionów. Aby uzyskać rozmaite typy tkanek, neurony, kardiomiocyty, mięśnie, nabłonki itd., wystarczają komórki pluripotencjalne i multipotencjalne. Takie komórki można wykorzystać do implantacji w celu regeneracji serca po zawale (kardiomiocyty) lub leczenia choroby Parkinsona (neurony), wywołania zrastania kości (osteoblasty), gojenia ran (keratynocyty). Źródłem komórek pluripotencjalnych może być szpik, krew pępowinowa, a nawet tkanki dorosłego człowieka. (...) Większość biologów uważa - podsumowuje swoje stanowisko Korohoda - że przedstawiony kierunek prac zasługuje na poparcie, gdyż nie wiąże się z kontrowersjami etyczno-moralnymi". Tak więc tzw. terapeutyczne klonowanie embrionów ludzkich "nie ma - jego zdaniem - żadnego uzasadnienia, poza finansowym. Naciski na dopuszczenie do takich prac, mimo niewątpliwych zastrzeżeń etycznych, wynikają nie z potrzeb naukowych, ale czysto merkantylnych."”22</p>
<p>Nie chodzi więc o dylemat moralny: kogoś życie – moje zdrowie. NIE jest tak, że embriony są KONIECZNYM „materiałem” dla uzyskania tak istotnych w leczeniu komórek macierzystych – gdyż istnieją inne sposoby ich uzyskania niż poprzez unicestwienie zarodków. Zarodki są po prostu materiałem tanim, i łatwiejszym do uzyskania niż inne. A więc ktoś umiera, nie dlatego, że jest to konieczna cena za poprawę życia innego; umiera, bo dzięki temu taniej jest zrobić innemu dobrze.</p>
<p><strong>Wnioski<br />
</strong>Podsumowując dyskusję o klonowaniu terapeutycznym posłużę się jeszcze jednym cytatem: „Nasuwa się więc podejrzenie, że presja sukcesów naukowych i handlowych oraz redukcyjna mentalność niektórych specjalistów od inżynierii komórkowej stała się powodem nihilizacji statusu embrionu ludzkiego. Przeprowadza się ją dwukierunkowo - od biologii komórki do etyki, i odwrotnie - od etyki do pozytywnej oceny moralnej pewnych procedur. W pierwszym podejściu wystarczy zredukować klon ludzki do zbioru komórek zarodkowych, a te ostatnie zrównać z komórkami somatycznymi, w drugim - wystarczy wykorzystać etycznie pozytywny termin i nazwać klonowanie człowieka terapeutycznym, aby tę procedurę moralnie usprawiedliwić.”23</p>
<p>A więc, jesteśmy świadkami dwóch procesów. Po pierwsze, świadomie, ze względu na egoistyczne cele naukowców i wizję wielkich zysków firm farmaceutycznych obniża się status embriona ludzkiego przez wprowadzanie w błąd opinii publicznej. Wmawia się nam, że nie jest istota ludzką, lecz jedynie zespołem bliżej nie określonych komórek. Powodem jest fakt, iż embrion ludzki jest doskonałym, tanim półproduktem – idealnym materiałem do produkcji zamiennych tkanek dla jego bliźnich, którzy różnią się od niego jedynie posiadaniem portfela. Bo nie dojrzałością ani odpowiedzialnością. Po drugie, świadomie coś moralnie odrażającego i wstrętnego określa się budzącą pozytywne skojarzenia nazwą, uwypuklając pozytywny cel – i zupełnie pomijając zbrodnicze środki, jakie do niego prowadzą.</p>
<p><strong>Jeden z tych najmniejszych<br />
</strong>Chciałbym na końcu przestrzec wszystkich chrześcijan przed relatywizacją tego problemu. Choć można tu się odwołać do wielu fragmentów Pisma, odwołam się do fragmentu, który w świetle rozwoju medycyny i nauki widzę w nowej perspektywie. To Mateusza 25:40: „Zaprawdę powiadam wam, cokolwiek uczyniliście jednemu z tych najmniejszych moich braci, mnie uczyniliście.” Ewidentnie i same te słowa i przypowieść, z której zostały wyjęte dowodzą, że na Sądzie Ostatecznym to praktyczne okazywanie miłości będzie wyznacznikiem autentyczności naszego naśladowania Jezusa Chrystusa. Jesteśmy zbawieni z łaski przez wiarę, ale wiarę, która „jest czynna w miłości” (Gal 5:6), która bez uczynków jest martwa (Jak 2:17) i niczym się nie różni od wiary demonów (Jak 2:19); którą poznaje się po wykonanym dzięki niej dziele i trudzie towarzyszącej jej miłości (1Tes 1:3), albo – już zupełnie wprost – po uczynkach (Jak 2:18). Nie są to uczynki, przez które jesteśmy zbawieni – bo zbawieni jesteśmy przez śmierć i doskonałe życie Jezusa Chrystusa. Ale są to uczynki, które zawsze pojawiają się w życiu autentycznie wierzących i zbawionych dzięki Jezusowi, przez wiarę24; i jeśli się nie pojawiają, to należy wątpić w autentyczność owej wiary. Nawet czynienie cudów i prorokowanie nie zastąpią owego moralnego posłuszeństwa (Mt 7:22-23).</p>
<p>Wracając do owej przypowieści – wyjątkowe znaczenie dla naszego Pana ma „jeden z tych najmniejszych moich braci.” Oczywiście, toczą się dyskusje na temat znaczenia „braci” – czy chodzi o wszystkich ludzi (braci cielesnych; bliźnich), czy tylko ludzi wierzących (braci w duchowym znaczeniu). Wydaje mi się jednak, że zamiast rozpoczynać rozważania od definicji „brata” warto skupić się najpierw na tej jego cesze, którą Pan tutaj podkreśla – „jeden z tych najmniejszych.” Czyli najmniej istotny, niezauważany, lekceważony, popychany, pomijany, nie atrakcyjny, słaby, może nawet ułomny. Intencją Pana jest więc, aby chrześcijańska miłość wyrażała się właśnie wobec takich (w tym kontekście jakoś ciężko mi uwierzyć, że jedynie wierzących), nie zaś tych, którym – jako silnym, ważnym, znaczącym, ustawionym, bogatym, zdolnym, obiecującym – pomagać się opłaca. Mamy troszczyć się o tych, o których nikt się nie troszczy; zauważać tych, których nikt nie zauważa; zwracać się do pomijanych i odtrąconych.</p>
<p>Otóż nikt nie jest bardziej pomijany, lekceważony i niesprawiedliwie wykorzystywany – nikt nie jest bardziej „jednym z tych najmniejszych” – niż nienarodzone embriony ludzkie, traktowane przedmiotowo przez zaślepionych zyskiem i sławą – tak, w Bożych oczach, choć niestety nie według naszych ułomnych ludzkich praw – zbrodniarzy. I myślę, że testem naszego chrześcijaństwa (między innymi oczywiście) jest jednoznaczna obrona ich prawa do życia, co jest przejawem troski o nie w najbardziej podstawowym sensie.<br />
<strong>Przypisy</strong>:<br />
1 A. Wajrak, Czy uda się przywrócić do życia wymarłego wilka tasmańskiego?, GW 28-05-2002<br />
2 T. Biesaga , Komórki macierzyste i klonowanie człowieka - nadzieje i zagrożenia, <a href="http://www.mp.pl/">www.mp.pl</a>, stan na 10.02.2006<br />
3 A. Włodarski, Komórki macierzyste, GW 18-12-2000<br />
4 T. Biesaga, dz.cyt.<br />
5 Na podstawie: Klonowanie. Kalendarium, A. Włodarski, GW 11-12-2000.<br />
6 A. Włodarski, Klonowanie. Zahamować starzenie się, GW 11-12-2000.<br />
7 Tamże.<br />
8 A. Włodarski, Klonowanie. Klony zawierają błędy, GW 10-07-2001.<br />
9 S. Zagórski, Klonowanie. Sklonowanie ludzkich embrionów, GW 25-11-2001.<br />
10 Tamże.<br />
11 Tamże.<br />
12 M. T. Załoga, Etyczne źródło komórek macierzystych, GW 31-01-2002.<br />
13 Tamże.<br />
14 M. Kawa, Wielki postęp w klonowaniu człowieka, <a href="http://www.biotechnolog.pl/">www.biotechnolog.pl</a>, stan na 10.02.2006.<br />
15 T. Biesaga, dz.cyt.<br />
16 T. Biesaga, dz.cyt.<br />
17 T. Biesaga, dz.cyt.<br />
18 S. Zagórski, dz.cyt.<br />
19 Omawiam i udowadniam to w pierwszym z artykułów o o bioetyce.<br />
20 T. Biesaga, dz.cyt.<br />
21 Tamże.<br />
22 T. Biesaga, dz.cyt.<br />
23 Tamże.<br />
24 Jest to reformacyjna i protestancka nauka wyrażona hasłem: sola fide numquam sola: sama wiara, ale nie sama, czyli sama wiara nas zbawia, ale ta wiara nigdy nie jest sama – zawsze posiada towarzyszy, którzy wraz z nią się pojawiają w życiu. Są nimi właśnie dobre uczynki, owoce Ducha Bożego.<br />
25 Za: <a href="http://www.okiem.boo.pl/okiem/nauka/eugenika">www.okiem.boo.pl/okiem/nauka/eugenika</a>, stan na 10.02.2006.</p>
<p>Artykuł ukazał się w miesięczniku "Słowo Prawdy"</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Zapłodnenie in vitro: czy dopuszczalna alternatywa? ]]></title>
<link>http://proteologia.wordpress.com/?p=92</link>
<pubDate>Fri, 07 Mar 2008 16:48:42 +0000</pubDate>
<dc:creator>mateuszw</dc:creator>
<guid>http://proteologia.wordpress.com/?p=92</guid>
<description><![CDATA[Autor: Mateusz Wichary
Co to jest?1
Sam termin in vitro (łac. w szkle) oznacza odtwarzanie w labora]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Autor: Mateusz Wichary</strong></p>
<p><strong>Co to jest?1<br />
</strong>Sam termin in vitro (łac. w szkle) oznacza odtwarzanie w laboratorium reakcji chemicznych (zwłaszcza syntezy złożonych związków organicznych) normalnie zachodzących w komórkach organizmów <!--more--> lub pracę z żywymi komórkami, wyizolowanymi z organizmu macierzystego i umieszczonymi w warunkach laboratoryjnych umożliwiających podtrzymywanie ich życia. Natomiast</p>
<p>Zapłodnienie in vitro jest jedną z technik leczenia niepłodności. W Polsce fachowo nazywa się je rozrodem wspomaganym, a popularna nazwa to zapłodnienie z probówki. Zapłodnienie in vitro to zespół procedur medycznych, które prowadzą do uzyskania komórek płciowych żeńskich (jajeczek z jajników) i męskich (plemników) i do zapłodnienia komórki żeńskiej przez męską pozaustrojowo, czyli poza organizmem kobiety. Po zapłodnieniu i uzyskaniu zarodków sprawdza się ich jakość i w odpowiednim stadium rozwoju przenosi się je do macicy, tak by mogły się tam zagnieździć. Jednorazowo przenosi się zwykle dwa-trzy zarodki. Jeśli po zapłodnieniu uzyskano większą liczbę zarodków, zamraża się je. Zwykle za pierwszym razem nie udaje się uzyskać ciąży, wówczas do następnych zabiegów wykorzystuje się właśnie te zamrożone zarodki. Zapłodnienie in vitro przeprowadza się najczęściej wówczas, gdy para wyczerpała inne możliwości leczenia niepłodności.2</p>
<p><strong>Jak to się dzieje?3<br />
</strong>Zapłodnienie in vitro oznacza, że plemniki i komórka jajowa partnerów zostały umieszczone razem na płytce laboratoryjnej, gdzie dochodzi do zapłodnienia. Jest to najczęściej stosowana technika wspomagająca płodność. Najlepszymi kandydatkami do tego zabiegu są kobiety z uszkodzonymi jajowodami (zapłodnienie poza ustrojem -in vitro - zastępuje jajowód i spełnia jego funkcję). Dla uzyskania komórek jajowych stymuluje się jajniki podając leki zwiększające ilość wzrastających pęcherzyków, tak, że w jednym cyklu można pobrać z jajnika kilka dojrzałych komórek jajowych. Są one pobierane podczas laparoskopii albo częściej przez nakłucie cienką igłą sklepienia pochwy pod kontrolą USG. Po nakłuciu pęcherzyków aspiruje się płyn pęcherzykowy i zawarte w nim komórki, które z kolei odszukuje się w płynie pod mikroskopem.</p>
<p>Nasienie pozyskuje się z reguły po 48- godzinnej abstynencji płciowej, w dniu pobierania komórek jajowych. Komórki jajowe i plemniki są umieszczone w specjalnym medium hodowlanym na płytkach z zagłębieniami i pod przykryciem pozostawione na 48 godzin w cieplarce. Po kilkunastu godzinach komórki jajowe zostają zapłodnione. Powstały zarodek po 2-3 dniach hodowli i ocenie morfologicznej w mikroskopie wprowadza się do macicy. Z chwilą gdy zarodek osiągnie postać czterech, ośmiu, albo szesnastu komórek (blastomerów), wówczas zostaje przeniesiony do narządów rodnych kobiety. Większość ośrodków wszczepia trzy do czterech zarodków za jednym razem, a pozostałe mogą zostać zamrożone na później. Obecnie dla zmniejszenia ryzyka urodzenia więcej niż jednego dziecka wprowadza się do macicy określoną liczbę zarodków w oparciu o wiek kobiety. Jedno z ostatnich badań dowodzi, że wszczepienie tylko dwóch zarodków ma takie same szanse powodzenia, a mniejsze ryzyko ciąży mnogiej niż w przypadku 3 czy 4 zarodków.</p>
<p>W czasie dwóch tygodni okazuje się, czy zabieg się udał. Przez około 2 tygodnie po zabiegu zaleca się spokojny tryb życia, unikanie gorących kąpieli i przyjmowanie większej ilości płynów. Odsetek powodzenia sztucznego zapłodnienia w ciągu dwóch pierwszych cykli jest mniej więcej równy i wynosi około 20% a, następnie nieznacznie spada podczas trzeciego cyklu i znacząco spada po czwartej próbie.</p>
<p>Pierwsza udana próba tej techniki zapłodnienia to Louise Brown, która przyszła na świat w 1978r. Od tego czasu więcej niż 100.000 dzieci urodziło się przy użyciu tej metody. Ogólnie, odsetek powodzenia przy stosowaniu techniki zapłodnienia in vitro jest niższy wśród starszych kobiet po 36 roku życia, w przypadkach ze znacznie zmniejszoną płodnością partnera, z niewyjaśnioną przyczyną niepłodności, przy wadach budowy macicy i wśród palaczek papierosów. Wiek kobiety wydaje się jednak czynnikiem najważniejszym. Dlaczego jednak w ogóle powstała taka forma zapłodnienia?</p>
<p><strong>Niepłodność i jej przyczyny<br />
</strong>Niepłodność, to wg definicji i norm Światowej Organizacji Zdrowia, brak możliwości poczęcia dziecka przez parę nie stosującą antykoncepcji po 12 miesięcznym okresie regularnego współżycia płciowego. Innymi słowy: niepłodność to sytuacja, gdy para chcąca mieć dzieci (bo przecież taka intencja łączy się tutaj z niestosowaniem antykoncepcji), pomimo rocznych prób, nie może zrealizować swego pragnienia.</p>
<p>Jest to definicja opisowa zjawiska - czyli taka, która nie definiuje przyczyn, ale opisuje skutki, rozpoznawane społecznie. Dlatego ŚOZ uznaje niepłodność za chorobę społeczną. Obecnie uznaje się, że problem dotyczy ok. 16% par – to wskaźnik bardzo wysoki. Oznacza to, że statystycznie 1 na 6 par - również w naszych zborach - ma problem z niepłodnością.</p>
<p>Warto poznać <strong>najważniejsze przyczyny niepłodności</strong>. Oto one:</p>
<p>Późne decyzje o macierzyństwie: Mówiąc krótko, po 31 roku życia trudniej zachodzi się w ciążę niż we wcześniejszym okresie . Wynika to z faktu, że wiek kobiety, a raczej dokładniej wiek jej jajeczek, odgrywa zasadniczą rolę w płodności. Odsetek zamężnych kobiet, które są niepłodne, wynosi w grupie wiekowej miedzy 20 a 29 rokiem życia 8%, zwiększa się następnie do 15% w wieku 30-34 lat, do 22% w wieku 35-39 lat i do 29% miedzy 40 a 44 rokiem życia. Ten spadek płodności wraz z wiekiem jest wynikiem wzrostu uszkodzeń chromosomalnych w komórkach jajowych.</p>
<p>Waga i intensywne ćwiczenia. Nadmierna lub za niska waga ciała przyczynia się do zaburzeń płodności. Kobiety z zaburzeniami apetytu, takimi jak anoreksja (jadłowstręt psychiczny), czy bulimia (napady żarłoczności z następowym zwracaniem pokarmów), albo kobiety poddające się skrajnie niskokalorycznej diecie są bardziej narażone na zaburzenia płodności szczególnie, jeśli mają równocześnie zaburzenia miesiączkowania. Wegetarianki mogą również mieć problemy, jeżeli brakuje im ważnych składników odżywczych, jak witamina B12, cynk, żelazo czy kwas foliowy. W końcu, na równowagę hormonalną kobiety także ma wpływ intensywny wysiłek fizyczny. Zawodniczki biorące udział w maratonach, tancerki oraz inne kobiety, które ćwiczą fizycznie bardzo intensywnie powinny się liczyć z problemami w tej sferze.<br />
Styl życia. Kobiety, które palą jedną albo więcej paczek papierosów dziennie oraz te, które rozpoczęły palenie przed ukończeniem 18-ego roku życia znajdują się w grupie ryzyka niepłodności. Potwierdzono również związek pomiędzy spożyciem kofeiny a niepłodnością. Nawet spożycie alkoholu na poziomie już ok. pięciu drinków tygodniowo może zaburzać płodność oraz wywierać szkodliwy wpływ na rozwijający się płód. W końcu seksualne zachowania, takie jak stosunki płciowe z wieloma partnerami, odbywanie stosunków podczas krwawienia miesięcznego prowadzą do wzrostu ryzyka zakażenia mikroorganizmami przenoszonymi drogą płciową, co może ostatecznie prowadzić do niepłodności lub ryzyka ciąży pozamacicznej.</p>
<p>Czynniki zawodowe i środowiskowe. Zawód kobiety może mieć wpływ na jej płodność, szczególnie, jeśli jest ona narażona na działanie wysokich dawek związków chemicznych, substancji toksycznych, wysokich temperatur czy ciągłego stresu.</p>
<p>Depresje. Niektóre badania wykazują, ze około 15 do 25% kobiet zachodzi w ciążę w ciągu czterech miesięcy od momentu, kiedy zwróciły się o pomoc do lekarza, zanim jeszcze zostało rozpoczęte bardziej zdecydowane leczenie, co sugeruje, ze stres albo inne psychologiczne czynniki odegrały swoja rolę w problemie niepłodności. Wśród kobiet, które próbują zajść w ciążę, depresja jest bardzo powszechna.</p>
<p>Podsumowując: niepłodność jest spowodowana i wkomponowana w zwykłe „wkręcenie się” w styl życia promowany i wymagany w obecnym czasie w obszarze naszej cywilizacji. Nie trzeba wielkiej przenikliwości, by zaobserwować, że odkładanie decyzji o macierzyństwie wynika m.in. z konieczności zrobienia studiów, poświęcania czasu na ciągłe podnoszenie kwalifikacji czy postawienia najpierw na zrobienie kariery. Ciągłe głodówki i diety wynikają z wielkiej presji społecznej na idealny wygląd. Stres łączy się obecnie z przeciętną pracą w okresie „dorabiania się” – gdy trzeba jakoś związać koniec z końcem, podejmując różne dodatkowe prace, przyzwyczaić się do ciągłego spłacania kredytów, itp. Palenie i picie stają się popularnym wentylem bezpieczeństwa; podobnie pozbawione zobowiązań zachowania seksualne, które powołują upragnione rozprężenie i relaks.</p>
<p>Wszystko układa się w logiczną całość, prawda? Ale czy to jest Boża logika? Jestem przekonany, że nie. Ef 2:1-3 uczy nas, że animatorem mody „tego wieku”, czy „tego świata” jest szatan. A to między innymi oznacza, że wymusza on, przez tworzenie pewnych społecznych, nawet i tych powszechnych, mechanizmów, którym ciężko się nie poddać, takie a nie inne, wcale nie podobające się Bogu zachowania – jak np. traktowanie seksu, narkotyków, spontanicznego wydawania pieniędzy, alkoholu jako uzasadnionej przez ciągły stres i ciągła pogoń – jako wentyl bezpieczeństwa, sposób na ucieczkę, relaks, przerwę czy szybką gratyfikację samego siebie. Przyzwyczailiśmy się, że jako chrześcijanie w stylu życia się zbytnio nie odróżniamy od innych ludzi: powielamy ten sam model życia, dodając do tego kościół i osobiste życie duchowe. I chciałoby się dodać: stroniąc od tych wentylów bezpieczeństwa, o których wspomniałem.</p>
<p>Problem tylko w tym, że przyczyny mają swoje skutki. Jeśli pozwalamy wodzie kapać, to nie dziwmy się, że żłobi skałę. Tryb w maszynie nie ma zbyt wiele do gadania. Jeśli powielamy ten sam model życia, to będzie nam naprawdę trudno, jeśli w ogóle będzie to możliwe, uchronić się od skutków, jakie ono ze sobą niesie. Stąd jestem przekonany, że obecnie jest czas dla kościoła, aby poważnie zastanowić się nad kształtowaniem alternatywnych modeli życia; że bez nich ostatecznie mało czym będziemy się różnić od świata, a przede wszystkim nie będziemy żadnym wyzwaniem czy prawdziwą, wyraźną alternatywą.</p>
<p>Tak czy inaczej: takie właśnie przyczyny stoją za niepłodnością. Oznacza to, że niepłodność nie jest zjawiskiem nieodwracalnym. Zmieniając styl życia, uspokajając je, likwidując czy ograniczając możliwe przyczyny niepłodności, większości par – w naturalny sposób – udaje się doprowadzić do zapłodnienia. Jednak istnieje zawsze odsetek par, które albo nie mają dość cierpliwości, albo wiary, albo ochoty na te wszystkie zmiany albo dla jeszcze innych przyczyn nie widzą innego rozwiązania - i decydują się na metodę zapłodnienia in vitro. Musimy sobie uświadomić, że niedługo, o ile nie już teraz właśnie, stać będzie i przed kościołem pytanie, o to jak odnieść się do tej metody odpowiedzi na niepłodność. Aby móc odpowiednio odnieść się do tego zjawiska, zastanówmy się nad nim uwzględniając ważne z perspektywy Bożego Słowa jego aspekty.</p>
<p><strong>Skutki uboczne<br />
</strong>Wydaje mi się, że dla właściwej oceny tego zjawiska konieczne jest zwrócenie uwagi na następujące fakty:</p>
<p>Po pierwsze, w przypadku sztucznego zapłodnienia "in vitro" przygotowuje się większą ilość komórek jajowych; pragnie się w ten sposób zmniejszyć ryzyko niepowodzenia całego przedsięwzięcia. Ogólna skuteczność techniki jest bardzo niska. Ów wskaźnik 20% jest najwyższym z przyjmowanych w nauce.4 Oznacza to w praktyce, że średnio, przy założeniu maksymalnej skuteczności sztucznego zapłodnienia "in vitro", osiemdziesięcioro dzieci na sto ginie.</p>
<p>Po drugie, istnieje duże ryzyko anomalii płodu.</p>
<p>Po trzecie, wzrasta istotnie ryzyko ciąż pozamaciczych. Ryzyko wystąpienia tego rodzaju ciąży w technice przenoszenia embrionów z probówki do narządów rodnych kobiety zwiększa się trzykrotnie.</p>
<p>Po czwarte, pojawiają się bardzo często ciąże mnogie. W przypadku zastosowania techniki in vitro ilość ciąż mnogich wzrasta od 4 do 22 proc. Samo w sobie nie jest to problemem; problemem jest fakt, iż pojawienie się ciąży mnogiej traktowane jest przez niektórych lekarzy jako wskazanie do przeprowadzenia tak zwanej "redukcji embrionalnej", czyli aborcji selekcyjnej. Lekarze po prostu zabijają niechciane embriony, zgodnie z oczekiwaniem przyszłych rodziców, którzy przecież „zamawiali” jednego potomka, a nie dwóch, trzech, czy czterech.</p>
<p>Po piąte, technika ta szkodliwie wpływa na organizm matki. „P. Connor wymienia następstwa zdrowotne związane z indukowaniem nadowulacji oraz z pobieraniem komórek jajowych. Odnośnie do tych pierwszych wymienia: występowanie cyst, problemy z koagulacją (tromboembolizm), ciążę trzonową (molar pregnancy), zawał serca mięśniowego i rak jajnika. Odnośnie do tych drugich autorka wymienia powikłania związane z laparoskopią przeprowadzaną w anastezji generalnej (wysokie ryzyko zejścia śmiertelnego, zawał serca mięśniowego, krwotoki, przebicie jelita) oraz z ultrasonograficznym pobieraniem komórek jajowych (krwotoki, zejścia śmiertelne).”5</p>
<p><strong>Pytania<br />
</strong>Pierwsze, podstawowe pytanie brzmi: czy zygota (zarodek) jest człowiekiem? Odpowiedź twierdzącą, z dość obszernym uzasadnieniem, zamieściłem w pierwszym artykule o bioetyce. Jeśli tak, to odpowiedź na pytanie, które – w świetle obecnej sytuacji jest jak najbardziej zasadne - mianowicie: czy mamy prawo tworzyć warunki, w których wiemy, że 80% zarodków (zygot) umrze? wydaje się prosta: nie, nie mamy takiego prawa.</p>
<p>Nie chcę tu wcale powiedzieć, że zapłodnienie in vitro jest złe samo w sobie, jako pozaustrojowa forma zapłodnienia. Ale choć cel jest dobry, pamiętajmy, że dla Boga ważne jest również to, jak do niego dochodzimy. Np. Bóg chce, abyśmy wiedli „ciche i spokojne życie” – ale nie wszelkim kosztem, idąc do tego dobrego celu po trupach – przeciwnie: chce, abyśmy je również wiedli „we wszelkiej pobożności i uczciwości” – czyli (między innymi) nie wolno nam poświęcić dla tego celu uczciwości. (1Tm 2:2).</p>
<p>Dlatego chcę powiedzieć i mówię, że choć samo w sobie zapłodnienie in vitro nie implikuje śmierci kogokolwiek, i jako takie nie może być interpretowane jako coś złego, to jednak ze względu na obecny stan proponowanych metod, które do niego prowadzą, owszem, implikuje. Czyli: stosowanie metody in vitro dziś, ze względu na to, że kosztem uzyskania upragnionego potomka jest śmierć kilku innych przy okazji – jest dla ludzi wierzących grzechem takim samym jak aborcja. Obecne metody zapłodnienia in vitro oznaczają bowiem śmierć 80% powstających w jej toku zarodków ludzkich, a więc po prostu – ludzi, istot dokładnie takich jak my, nas, w naszym najwcześniejszym stadium rozwojowym.</p>
<p>Aby to sobie jasno przedstawić, wyobraźmy sobie, że ktoś nam proponuje uzyskanie upragnionego dziecka. Bardzo się z tego cieszymy i pytamy, co się z tym wiąże. Otóż, mówi on, abyśmy mogli mieć jedno żywe, musimy mieć piątkę, z których cztery zostaną zabite. Czy mamy prawo do zapłacenia tak wysokiej ceny za posiadanie tego jednego dziecka? Więcej – czy mamy prawo uczynić to w pełnej świadomości Bożej akceptacji dla naszego postępowania? Nie wolno nam skazywać niewinnych ludzi na śmierć, dla dobra kogoś innego. Nie wolno nam dysponować życiem (oprócz własnego) innych ludzi. Nie mamy do tego prawa.</p>
<p>Ale to nie wszystkie możliwe pytania. Kolejne są następujące: Czy mamy prawo powoływać życie, o którym wiemy, że istnieje większe niż normalnie prawdopodobieństwo upośledzenia? Znów, może nam pomóc tu obraz: czy dopuścilibyśmy do zapłodnienia wiedząc, że ze względu na chorobę, którą właśnie przechodzimy, życie, które może powstać, jest zagrożone poważnymi powikłaniami i wadami?</p>
<p>Czy mamy prawo chcieć dziecka za wszelką cenę? Przez „wszelką” rozumiem tu nie wszelkie możliwe działania, wydawanie wszelkich pieniędzy, które są dla mnie dostępne, ale dosłownie wszelkie możliwe – łącznie z tymi, które Bogu się nie podobają? Oczywiście nie. Przypomina tu się Doktor Faust, który pragnąc mądrości – skądinąd wartości Bogu się podobającej – nie chciał zatrzymać się w obszarze wiedzy dla niego wyznaczonym i oddał duszę diabłu po to, by sięgnąć do wiedzy, której sam, w zgodzie z Bogiem, uzyskać nie mógł. Cel nie uświęca środków. Cel, jakkolwiek szczytny, nie usprawiedliwia wszelkich możliwych sposobów, którymi można go osiągnąć. Człowiek wierzący Bogu musi się ostatecznie zgodzić z ograniczeniami, które On na niego nakłada. I pokornie je przyjąć jako Bożą wolę, bez względu na własne pragnienia i cele. To Jego, a nie nasza wola ma się dziać na ziemi, tak jak dzieje się w niebie.</p>
<p>W końcu: czy dziecko ma prawo do zwykłej ciąży – „poczęcia na sposób ludzki”? Dużo zależy od tego, co konkretnie rozumiemy pod słowem „prawo”. Możemy rozumieć je jako „powinno, ze względu na dobry wpływ na nie” – w tym sensie dziecko „ma prawo” do „poczęcia na sposób ludzki” tak samo jak prawo do ciekawych książek, długich spacerów z rodzicami, wychowania, wakacji na wsi, własnego pokoju, discmana, itp. Ale wiemy, że większość z nas tego wszystkiego nie miała, a jednak nie uważamy, że nasi rodzice postąpili niewłaściwie powołując nas na świat. Mówiąc inaczej: choć dobrze by było, by dzieci miały wszystko to, co mogłyby mieć, to przecież fakt, iż tego wszystkiego nie możemy im zapewnić, nie powinien nas odstręczać od decyzji o macierzyństwie. Raczej: powinniśmy się zastanowić, nad tym, czego wymaga od nas Bóg - czy potrafimy, jesteśmy w stanie, wychowywać je „dla Pana” – gdyż taki jako rodzice otrzymaliśmy nakaz i z tego, a nie z zapewnienia ww. będziemy zdawać przed Nim sprawę (Ef 6:4). Czyli: choć oczywiście lepiej byłoby, żeby nie było chorób i niepłodności, i lepiej byłoby, by nie było potrzeby sięgania po metodę in vitro, wydaje się, że samo to, iż dziecko nasze nie poczęłoby się w zwykły sposób, nie powinno wpływać na zrezygnowanie z tej metody.</p>
<p><strong>Rozwiązanie<br />
</strong>Co więc powinna robić wierząca para, która ma problem z niepłodnością? Zanim podzielę się kilkoma wskazówkami, rozpocznę od tego, że sam (z żoną oczywiście) musiałem czekać kilka lat na narodzenie potomka. I wiem, jakie myśli się pojawiają.</p>
<p>Po pierwsze więc, zastanówmy się, jak i po co żyjemy. Może przez niepłodność Bóg nam pokazuje: zatrzymajcie się! Gdzie się tak spieszycie? Do czego? Po co żyjecie? Jestem przekonany, że Bóg w wielu przypadkach wykorzystuje niepłodność do zmuszenia nas – niedojrzałych, zagonionych, i płytkich – do zmiany życia tak, byśmy mieli więcej czasu dla Niego i dla bliskich. Tak, to może oznaczać zmniejszenie standardu życia; niewygodne cięcia. A kto powiedział, że nie? Wszystko, co dobre, ma swoją cenę. Również macierzyństwo. Może przez niepłodność Bóg pokazuje nam, że nie wszystko możemy mieć razem? Ze trzeba w życiu dokonywać wyborów, które kosztują? To dzieci myślą, że jak dorosną będą i piosenkarką i aktorką i lekarką czy też, w wersji chłopięcej, i lotnikiem i czołgistą i informatykiem. Człowiek dojrzały rozumie, że musi wybrać – czyli decydować się na coś raczej, niż na coś innego; mieć jedno zamiast drugiego; być lekarzem i już niestety nie piosenkarką; informatykiem zamiast czołgistą.</p>
<p>Po drugie, bądźmy „wytrwali w nadziei” (1Tes 1:3), czyli cierpliwi w wierze. Bóg otwiera i zamyka łona. Sprawia, że „niepłodna ma dom, jest matka cieszącą się dziećmi” (Ps 113:9). Różnorodne doświadczenia, które nas zasmucają mają jeden dobry cel: „ażeby wypróbowana wiara wasza okazała się cenniejsza niż znikome złoto, w ogniu wypróbowane, ku chwale i czci i sławie, gdy się objawi Jezus Chrystus” (1P 1:6-7). Innymi słowy: chodzi o to, abyśmy przez nasze posłuszeństwo, cierpliwość, ufność, przysparzali chwały naszemu Zbawicielowi. Nasza wiara bowiem, która kształtuje się w takich doświadczeniach, będzie Jemu przynosić chwałę, cześć i sławę, kiedy powróci.</p>
<p>Wiara, która nie czeka, nie jest wiarą. Wiara, która nie prosi, nie woła, nie wzywa pomocy, nie ufa, nie jest wiarą. „Wzywaj mnie w dniu niedoli, wybawię cię, a ty mnie uwielbisz!” (Ps 50:15). A to wszystko dzieje się w czasie. Czasie, nad którym nie my mamy kontrolę, ale Ten, który – nawet gdy tego nie rozumiemy – sprawuje mądrze „wszystko według zamysłu woli swojej” (Ef 1:11).</p>
<p>Po trzecie, korzystajmy z wszystkich możliwych podobających się Bogu zdobyczy medycyny. Pańska jest ziemia i wszystko, co ją napełnia – w tym i medycyna. Co oznacza, że wolno nam z tego wszystkiego korzystać, będąc jednak w tym posłusznym Temu, do którego należy cały świat, i przed którym cały świat musi zdać sprawę.<br />
<strong>Przypisy:<br />
</strong>1 W opracowaniu definicji zapłodnienia in vitro oraz jego przyczyn oparłem się o pracę dr n. med. Piotr Micińskiego, ze strony <a href="http://www.mediweb.pl/womens">www.mediweb.pl/womens</a>.<br />
2 Często zapłodnienie in vitro występuje wraz z innymi technikami leczenia niepłodności: owe techniki wspomagające płodność, tzw. metody wspomaganego rozrodu (ART- Assisted Reproductive Technics) to zabiegi, które polegają na pobraniu jajeczek, a następnie ich połączeniu z plemnikami poza ustrojem kobiety i wprowadzeniu zarodka do macicy. Inne, prócz zapłodnienia in vitro metody to dojajowodowe przeniesienie gamet (gamete intrafallopian transfer, GIFT), dojajowodowe przeniesienie zygoty (zygote intrafallopian transfer, ZIFT) oraz dokomórkowe wstrzyknięcie plemnika (intra-cytoplasmic sperm injection, ICSI).<br />
3 Wiadomości w tym paragrafie i w dużej mierze w paragrsafie „Skutki uboczne” pochodzą z artykułu Artura J. Katolo „Sztuczne zapłodnienie in vitro dobrem - dla kogo?”, <a href="http://www.kosciol.pl/">www.kosciol.pl</a> .<br />
4 „ Dla przykładu M. Vidal podaje liczbę 20 proc., P. Crosignani - 10-15 proc., M. Vignali - 12, 5 proc., A. Spagnolo - 10-13 proc., P. Connor - 10 proc. Podane liczby oznaczają ilość dzieci jaka przychodzi na świat w wyniku zastosowania sztucznego zapłodnienia "in vitro".” Tamże.<br />
5Tamże.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Nienarodzone: zbędna część kobiety czy człowiek? ]]></title>
<link>http://proteologia.wordpress.com/?p=91</link>
<pubDate>Fri, 07 Mar 2008 16:45:11 +0000</pubDate>
<dc:creator>mateuszw</dc:creator>
<guid>http://proteologia.wordpress.com/?p=91</guid>
<description><![CDATA[Autor: Mateusz Wichary 
Punkt wyjścia
Wychodzę w tym artykule z założenia, że życie wszystkich]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Autor: Mateusz Wichary </strong></p>
<p><strong>Punkt wyjścia<br />
</strong>Wychodzę w tym artykule z założenia, że życie wszystkich ludzi, oprócz poszukiwanych za najgorsze zbrodnie złoczyńców, należy chronić. Wierzę, że jeśli ktoś jest człowiekiem, to jego życie ma wartość samo w sobie, jako właśnie życie człowieka a nie krowy czy małpy, <!--more-->  i w tym wymiarze jest ona taka sama jak wartość życia jakiejkolwiek innej istoty ludzkiej. Nie ma znaczenia to, gdzie przebywa (czyli, czy np. w brzuchu matki czy poza); czy go ktoś widział, czy nie; oraz jak wygląda (zarówno człowiek wyglądający jak nie-człowiek, ze względu na swój początkowy rozwój, czy też ze względu na deformujące go w późniejszym okresie inwalidztwo, ze względu na to, że jest człowiekiem, ma prawo do życia).</p>
<p>Stąd znalezienie odpowiedzi na pytanie o nienarodzone i sposób, w jaki można i należy je traktować, oznacza, że trzeba sobie odpowiedzieć najpierw na pierwotniejsze pytanie, mianowicie: kiedy człowiek staje się człowiekiem? Czy wychodząc z łona kobiety po 9 miesiącach? Czy 28 dni po porodzie? A może wcześniej, w łonie matki? A jeśli wcześniej, to kiedy?</p>
<p><strong>Co to znaczy człowiek?<br />
</strong>Najpierw rozpatrzmy kilka faktów, które wprowadzą nas w bytowanie, sposób istnienia nienarodzonego; jego rozwój. A więc spójrzmy na cechy owej rozwijającej się w brzuchu kobiety istoty, na to, co i kiedy się dzieje, rozpoczynając od momentu zapłodnienia (godzina 0):</p>
<p>  - Podział komórek (w przypadku bliźniaków jednojajowych): 2-4 dzień.<br />
  - Zagnieżdżenie zygoty: 7 dzień.<br />
  - Wysłanie informacji hormonalnej powstrzymującej cykl miesięczny, przygotowującej piersi do laktacji i sprawiającej zmiany w miednicy: 10 dzień.<br />
  - Bicie serca: 18 dzień.<br />
  - Przetaczanie własnymi siłami krwi: od ok. 21 dnia (3 tygodnie)<br />
  - Wykształcenie się oczu: 28 dzień (ok. 4 tygodnie).<br />
  - Działanie mózgu możliwe do zaobserwowania przez elektrofalogram (to nie oznacza, że wcześniej go nie ma, ale że wcześniej jest to dla dzisiejszej techniki wciąż niemożliwe do ustalenia) - ok. 40 dzień (6 tydzień).<br />
  - Pojawienie się zarodków zębów mlecznych: 6,5 tygodnia<br />
  - Ssanie palca: ok. 50 dzień (6-7 tydzień)<br />
  - Ruchy ciała: 6-7 tydzień. Reaguje całym ciałem na bodźce zewnętrzne, choć- są wciąż niezauważalne dla matki.<br />
  - Wydzielanie soków żołądkowych: 8 tydzień<br />
  - Wykształcenie się wszystkich organów wewnętrznych: 8 tydzień<br />
  - Zezowanie, przełykanie, ruchy językiem: 9-10 tydzień<br />
  - Samodzielne oddychanie: 11-12 tydzień (3 miesiąc). O ok. 20% wolniejszy rytm, jeśli matka pali. Najpierw to nieregularne oddechy, powoli stają się regularną czynnością.<br />
  - Pojawiają się paznokcie i rzęsy: 11-12 tydzień. Pomimo, że waga wciąż praktycznie żadna - ok. 30 gr! Na tym etapie rozwoju wszystkie narządy funkcjonują. Jest bardzo wrażliwe na ból, odbiera ukłucie szpilką, hałas; szuka wygodnej pozycji, kiedy jest niepokojone. W tej fazie, w opinii Arnolda Gesel’a, "organizacja jego psychomatycznej osobowości jest dobrze ukierunkowana." Po tym czasie nic nowego nie będzie się rozwijać- lub zmieniać- funkcji, będzie następował jedynie naturalny dalszy wzrost i dojrzewanie organizmu.</p>
<p>Należy tu powiedzieć, że dopiero po tym momencie prawo polskie zaczyna prawnie chronić ów byt jako człowieka. Oznacza to, że wyżej opisana istota prawnie wciąż nie jest rozpoznawana jako człowiek, a co za tym idzie można ją traktować jako zbędną część kobiety. Co dzieje się dalej?</p>
<p>  - Śpi i budzi się razem z matką. Można go nauczyć- kojarzenia dźwięków z mającymi nastąpić- bodźcami bólowymi i ucieczki przed nimi. Nie wszystkie dzieci będą reagować- tak samo, są już indywidualnościami. (13-14 tydzień)<br />
  - Czuje smak: 13-14 tydzień: Jeśli jego płyn owodniowy stanie się słodszy będzie połykać- go częściej; jeśli będzie kwaśny to przestanie połykać- .<br />
  - Słyszy; prawdopodobnie pamięta: 14 tydzień.<br />
  - Śni (obserwujemy fale REM które mówią o aktywnej fazie snu): 24 tydzień.<br />
  - Może płakać- ; zakrywa oczy przed światłem (pada na brzuch bardzo mocno): 17 tydzień.</p>
<p><strong>3 możliwe odpowiedzi<br />
</strong>Na pytanie, kim jest owa istota można udzielić odpowiedzi przynajmniej na trzy możliwe sposoby. Po pierwsze z perspektywy nauki, czyli medycyny. Po drugie, z perspektywy filozoficznej. Po trzecie, z perspektywy religijnej, którą w tym artykule, przeznaczonym dla ludzi wierzących, ograniczę do przedstawienia wniosków opartych na Piśmie Świętym.</p>
<p><strong>Odpowiedź medyczno/naukowa<br />
</strong>Oczywiście jak każda nauka, medycyna posługuje się własnymi specjalistycznymi pojęciami, których używa w swych wypowiedziach. Przyjrzyjmy się pokrótce tym niezbędnym dla zrozumienia udzielanych odpowiedzi.</p>
<p>Po pierwsze, zygota to komórka diploidalna powstała z połączenia komórek płciowych. Zarodek to u człowieka rozwijający się osobnik w okresie od zapłodnienia do końca 8 tygodnia ciąży (definicja położnicza) lub do powstania pierwotnych narządów osiowych takich, jak struna grzbietowa i cewa nerwowa, co następuje w końcu 7 tygodnia rozwoju. Zapłodnienie to połączenie się gamet żeńskiej z męską i wytworzenie zygoty. Gamety to komórki płciowe (plemniki albo komórki jajowe). Płód to osobnik od 9 tygodnia (definicja położnicza) lub od 7 tygodnia życia (def. embriologiczna) do porodu.</p>
<p><strong>Człowiek pojawia się ... gdy działa mózg<br />
</strong>Niektórzy medycy (i nie tylko) łączą nazwanie jakości owego życia z określeniem życie człowieka z działaniem mózgu. Zarodek stawałby się więc ludzkim płodem około 6-7 tygodnia. Argument opiera się na rozumowaniu, iż skoro przyjmuje się w medycynie za moment śmierci nieodwracalne ustanie czynności układów krążenia, oddychania a przede wszystkim mózgu i zniesienie ogółu jego funkcji jako jednostki czynnościowej, łącznie z zanikiem świadomości, to analogicznie jego pojawienie się jest momentem, w którym pojawia się życie.</p>
<p>Problem polega na tym, iż nie jest to tak wyraźna definicja. Dr Piotr Jurkowski pisze tak: „Nie jest prawdą, że brak aktywności mózgu jest uważany za moment śmierci człowieka. Występują przejściowe stany braku aktywności komórek nerwowych kory mózgowej obserwowane jako linia izoelektryczna w zapisie EEG. Ludzie tacy mogą nawet bez specjalnych zabiegów "ożyć". Wielogodzinny brak aktywności jest po prostu pomocniczym kryterium śmierci kory mózgowej czyli tzw. "osobniczej śmierci człowieka". Nie jest też prawdą, że komórki nerwowe tworzące mózgowie rozpoczynają swoją aktywność. w 12 tygodniu życia wewnątrzmacicznego. Powstanie mózgowia jest przez embriologów datowane na 3-4 tydzień. Przebudowa i doskonalenie mózgowia odbywa się przez cały okres prenatalny i również w okresie postnatalnym (czyli po urodzeniu się dziecka).</p>
<p>Po drugie jest to definicja nie mająca przełożenia w prawie, podczas gdy przyjęcie jej względem nienarodzonych w oczywisty sposób owe skutki prawne posiada - istoty przed tym momentem są traktowane jako zbędna część kobiety, których zgodnie z prawem polskim chronić nie należy. Obecnie podstawą do zezwolenia na zaniechanie czynności leczniczych czyli praktycznie śmierć całego organizmu człowieka, jest w niektórych krajach stwierdzenie wielogodzinnego braku potencjałów w zapisie EEG pacjenta pomimo stymulacji silnymi bodźcami.</p>
<p>Po trzecie, takie spojrzenie może być argumentem za ochroną życia od samego początku, gdyż całkiem prawdopodobne, że brak rejestrowania życia wynika z problemów aparatury a nie samych funkcji organizmu płodu. Oddajmy znów glos dr Jurkowskiemu: „Skoro każda żywa komórka pobudliwa może zmieniać swój potencjał, więc powinien być możliwy zapis potencjału od momentu wyróżnicowania się takich komórek. Tak więc brak zapisu czynności bioelektrycznej np. w 4 czy 5 tygodniu wewnątrzłonowego życia dziecka wynika tylko z możliwości technicznych lub warunków wykonywania badania. Należy pamiętać też o tym, że już od zapłodnienia każdy z nas ma indywidualne cechy i swoje tempo rozwoju. Dotyczy to również mózgowia. W pracy naukowej nikt rozsądny nie napisze, że "nie ma" lecz, że "dotychczas nie stwierdzono".”</p>
<p><strong>Człowiek pojawia się ... w momencie poczęcia</strong><br />
Dr Willke twierdzi, że jedynym rozsądnym momentem, na który medyk może wskazać bez posądzenia o zarzut arbitralności w swym osądzie to moment poczęcia. Od tego bowiem momentu jest to nie potencjalny człowiek ale człowiek o całkowitym potencjale. Jej rozumowanie wygląda następująco:</p>
<p>„Jak zdefiniować, ocenić, czy coś jest życiem ludzkim? Powinniśmy zapytać: Czy istota jest żywa? Tak. Posada cechy życia. Czyli, reprodukuje własne komórki i rozwija je. Czyli, prościej, nie jest martwa. Czy jest to istota ludzka? Tak. Jest wyjątkową istotą, całkowicie odróżnialną od jakiegokolwiek innego żywego organizmu, całkowicie ludzką w swoich cechach, w tym w swoich 46 chromosomach, i może się rozwinąć jedynie w postać w pełni dojrzałego człowieka [a nie w coś innego - przyp. MW]. Czy jest kompletna? Tak. Nic nowego nie zostanie dodane od momentu połączenia plemników i komórki jajowej, aż do śmierci oprócz wzrostu i rozwoju tego, co od tego momentu tam się znajduje. Wszystkiego, co potrzeba, to czas, aby się rozwinąć i dojrzałość.</p>
<p>Czy jest to więc tylko jedna komórka? Tak. Ale istotna i wyjątkowa. Ta jednak komórka jest obecnie albo męska albo żeńska. Ów człowiek jest unikalny, czyli nigdy wcześniej w historii świata taki dokładnie osobnik ludzki się nie pojawił. Nigdy w historii kolejny raz drugi dokładnie taki człowiek nie powstanie. Byt ten jest kompletny, czyli nic więcej - żadna część - nie zostanie dodana. Byt ten jest zarządzany od środka, rozwijając się w samo-kontrolowanym, ciągłym procesie wzrostu, rozwoju, i wymiany własnych obumarłych komórek. Ta żywa istota jest zależna od swej matki w zakresie ochrony i pożywienia, ale we wszystkich innych aspektach jest całkowicie nowym, innym, unikalnym i niezależnym bytem.”</p>
<p>Innym naukowcem o którym warto wspomnieć jest francuski genetyk prof. Jérôme Lejeune. W sierpniu 1989 r. Sąd w Maryville, w stanie Tennessee w USA, miał zająć stanowisko w sprawie o szczególnym znaczeniu dla etyki. Miał rozstrzygnąć, czy siedem ludzkich embrionów, znajdujących się w stanie zamrożenia, powinno zostać uznanych przez prawo za wspólny majątek małżonków, którym mogą swobodnie dysponować jako rzeczą, czy też za istoty ludzkie. Jérôme Lejeune, profesor katedry Genetyki Fundamentalnej na Wydziale Medycyny w Paryżu i odkrywca trisomii 21 (przyczyny mongolizmu) zeznawał jako biegły na tym procesie. Oto jego słowa:</p>
<p>„To, co definiuje istotę ludzką, to jej przynależność do naszego gatunku. A więc fakt, czy jest ona starsza czy młodsza nie przyczynia się do zmiany gatunku. Ani żaden młodzieniec, ani żaden staruszek nie przeniósł się z jednego gatunku do innego. Należą do rodzaju ludzkiego. I to jest właśnie definicja.”</p>
<p>Czy zygotę należy traktować z takim samym szacunkiem, co dorosłą jednostkę ludzką?</p>
<p>„Na to pytanie nie odpowiadam, ponieważ wychodzę z punktu widzenia wiedzy. Tłumaczę jedynie, czym jest istota ludzka, a sędzia jest tym, który ma rozstrzygnąć, czy ta istota ludzka ma takie same prawa jak cała reszta. Jeżeli wprowadzi się zróżnicowanie między istotami ludzkimi, należy podać powody, dla których to zróżnicowanie się wprowadza. Ale jeżeli pyta się mnie Pan jako genetyka, czy ta istota jest istotą ludzką, odpowiedziałbym: tak; wobec tego, że jest istotą i jest ludzką, a więc jest istotą ludzką.”</p>
<p><strong>Podsumowując</strong>: z perspektywy naukowej zygota jest człowiekiem, ponieważ jest żywa, i jest życiem już ludzkim - ludzkim, a nie jakimś innym, czy też ludzkim jedynie w części, bądź ludzkim jedynie potencjalnie w przyszłości: zawiera bowiem pełny potencjał do przyszłego rozwoju, jest unikalna, posiada pełny garnitur genetyczny, niczego jej nie brakuje. Życie to będzie rozwijać się naturalnie i płynnie - prenatalnie i po porodzie - bez żadnych dodatkowych koniecznych zmieniających jego jakość ingerencji właśnie takim, jakim jest, i nie innym. Jakiekolwiek więc próby wskazywania innego momentu jako przełomowego dla istnienia tego życia są sztuczne i arbitralne, bowiem wszystko, co następuje po powstaniu zygoty, to rozwój życia, które istnieje w swym określonym kształcie i jakości właśnie od tego momentu, nie zaś od jakiegokolwiek innego. Wskazywanie jednego raczej niż innego etapu rozwoju jako przełomowego i rzekomo wprowadzającego owo życie w ludzką jakość istnienia jest pozbawione jakichkolwiek obiektywnych argumentów. Wszystko, co następuje po powstaniu zygoty, to różne etapy rozwoju tego życia, które swą jakość zyskało w chwili, gdy powstałą zygota, czyli życia, które się w swym charakterze nie zmienia, a ów charakter jest ludzki.</p>
<p><strong>Odpowiedź filozoficzna</strong><br />
Z pewnością, odpowiedzi filozoficznych jest wiele. W tym artykule ograniczę się do jednaj, ze względu na jej bezpośredniość w nazywaniu stanowiska moralnego kryjącego się za wszystkimi próbami traktowania nienarodzonego życia ludzkiego instrumentalnie i przedmiotowo. Będą to fragmenty wywiadu profesora Petera Singera, wykładowcy elitarnego uniwersytetu Princeton w Stanach Zjednoczonych. Jeśli wierzyć rektorowi tej uczelni, miałby to być "najbardziej wpływowy z żyjących etyków". W swoich ponad dwudziestu książkach oraz w niezliczonych artykułach naukowych Singer uzasadnia, dlaczego przyznaje on prawa człowieka i ludzką godność tylko ludziom, którzy mają świadomość.<br />
„Peter Singer: Z moralnego punktu widzenia nie jest przecież ważne, czy embrion to ludzkie życie, lecz jedynie pytanie, jakie ma on możliwości i właściwości. Ponieważ to na nich opiera się jego moralny status.</p>
<p>Der Spiegel: Ale embrion we wczesnym stadium nie ma przecież praktycznie większych zdolności niż bakteria, czy - powiedzmy - sadzonka kartofla. A więc znajduje się pod względem moralnym na tym samym poziomie co one?</p>
<p>Peter Singer: Różnica polega na tym, że embrion ma rodziców, dla których może on mieć znaczenie. A sadzonka kartofla ich nie ma.</p>
<p>Der Spiegel: Jeśli jednak ci rodzice nie mieliby nic przeciwko temu, można by użyć ten embrion do każdego dowolnego celu - nawet jeśli miałby on posłużyć do wyrobu kremu do twarzy, czy środka wzmagającego potencję?</p>
<p>Peter Singer: Nie miałbym z tym etycznego problemu.</p>
<p>Der Spiegel: Czy w pańskich oczach nie ma żadnego znaczenia fakt, że ten embrion nie ma wprawdzie rozumu, ale ma potencjał, żeby ten rozum wykształcić?</p>
<p>Peter Singer: Nie - w każdym razie nie w tym świecie, w którym nie cierpimy na niedostatek ludzi. Nie mamy przecież żadnych problemów z powiększaniem zaludnienia świata - jeśli już, to raczej z czymś wręcz przeciwnym. Proponowałem kiedyś, żeby wprowadzić okres przejściowy 28 dni po urodzeniu, po których dopiero dziecko nabywałoby pełnię praw. Jest to co prawda arbitralnie wybrany moment, który zapożyczyliśmy z idei, pochodzącej ze starożytnej Grecji. Dałoby to jednak rodzicom czas na decyzję.</p>
<p>Der Spiegel: Oznacza to, że do tego czasu rodzice mogliby zabić swoje dziecko, po prostu dlatego że go nie chcą?</p>
<p>Peter Singer: Zależałoby to od okoliczności. We wszystkich krajach rozwiniętych zapotrzebowanie adopcyjne na jako tako zdrowe dzieci jest zdecydowanie większe niż podaż. Dlaczego więc mieliby zabijać dziecko, skoro mogliby je oddać do adopcji?</p>
<p>Der Spiegel: A dzieciom już nie 'jako tako zdrowym' pozwalałoby się po prostu umrzeć?</p>
<p>Peter Singer: Byłoby to zdecydowanie odmienne od naszej oficjalnej, chrześcijańskiej etyki. Ale w wielu innych kulturach nie jest to postrzegane jako okrucieństwo. W starożytnej Grecji dziecko było włączane do społeczności dopiero po 28 dniach od narodzin - przed upłynięciem tego okresu można było je porzucić gdzieś w górach. W Japonii bardzo długo zabijanie dzieci uchodziło za rzecz całkiem normalną, jeśli ich narodziny następowały zbyt szybko po sobie.</p>
<p>Der Spiegel: To, że jest to u nas zabronione, jest przecież wielkim, humanitarnym osiągnięciem.</p>
<p>Peter Singer: Chrześcijanie przywykli uważać, że wszystko, co robią, stanowi postęp moralny. Miałbym tu swoje wątpliwości. Powiedzmy to w ten sposób: jeśli ludzie znajdują się na tak niskim poziomie intelektualnym, że nie są świadomi sami siebie, to nie mamy obowiązku utrzymywać ich przy życiu.”</p>
<p>Poglądy Singera są świadectwem obecnej zmiany trendów w światowej etyce, która zasługuje na oddzielny artykuł. Tu warto jedynie wspomnieć, iż zgodnie z owym nowym spojrzeniem życie samo w sobie nie ma wartości; ma ją, kiedy jest to życie godne, realizujące się, stąd owej godności podstawowym warunkiem jest świadomość i zdolność do samorealizacji; dostęp do wszelkich wygód, luksusów i środków stawania się doskonalszym i bardziej spełnionym. Jakiekolwiek inne życie nie jest życiem prawdziwie zasługującym na szacunek. Oznacza to, że słusznie należy zabijać tych, którzy tego potencjału nie mają, dodatkowo swym istnieniem ograniczając potencjał tych, którzy mogliby się zrealizować pełniej. Czyli na przykład, kobieta myśląca o karierze ma prawo usunąć niechcianą ciążę i jest to etycznie słuszna decyzja, bo ma prawo do kariery, a dziecko, które ma jak na razie znacznie mniejszy od niej potencjał, tego prawa (i prawa do życia) nie ma. Inny przykład postawy wynikającej z takiej etyki to pytanie, które w Holandii usłyszało kiedyś małżeństwo, spacerujące z swą kochaną i kochającą córką na wózku inwalidzkim po parku: „dlaczego je tak męczycie?”. Znów, zdaniem pytającego, na dziecku tym należy dokonać eutanazji, bowiem nigdy nie będzie miało pełnych możliwości do samorealizacji. Argument, który również bazuje na takim rozumowaniu, to twierdzenie, iż nie należy pozwalać rodzić się dzieciom w patologicznych rodzinach.</p>
<p><strong>Odpowiedź biblijna</strong><br />
Zarówno Kościół Katolicki jak i protestantyzm jednym głosem występują przeciw traktowania nienarodzonego dziecka przedmiotowo. Jeśli chodzi o argumentację biblijną, jest ona bardzo zbliżona.</p>
<p><strong>Obraz Boży wyjątkową cechą życia każdego człowieka</strong>. Podstawowy tekst rzucający światło na godność człowieka to Rdz 1:26-27. Być człowiekiem to być stworzonym nie inaczej, niż na obraz Boży. Na czym on polega? W czym tkwi? Tekst nie wskazuje na jakąś konkretną cechę człowieka; raczej na sam sposób stworzenia: stąd to, co zostało stworzone, a więc człowiek jako taki, jest obrazem Bożym. Stąd KAŻDY człowiek jest stworzeniem Bożym, stworzonym według owego specjalnego wzorca. Skutkiem tego jest wyjątkowa wartość życia człowieka, znów, nie uzależniona od czegokolwiek innego; to wartość człowieka wynikająca z prostego faktu bycia człowiekiem. Jest to potwierdzone przez tekst Rdz 9:6, gdzie uzasadnieniem dla zakazu swobodnego pozbawiania życia człowieka przez człowieka oraz najwyższego wymiaru kary za morderstwo jest właśnie noszenie w sobie obrazu Bożego przez każdego najwyraźniej, nawet po Upadku, człowieka. Nie ma żadnych dodatkowych uwarunkowań. Po Upadku w grzech obraz Boży, choć wypaczony, wciąż jest w nas obecny. Podsumowując więc, życie ludzkie jest wyjątkowe, ponieważ człowiek, jako taki, jest wyjątkowy. Nie wolno nikomu go bezkarnie zabijać, bo życie ludzkie jest wyjątkowym rodzajem życia.</p>
<p><strong>Płód jest człowiekiem</strong>. Ps 139:13-16 uczy, że Bóg stwarza dziecko w łonie matki, zarówno proces tworzenia się dziecka jak i skutek jest cudowny; Bóg ma nad jednym i drugim całkowitą kontrolę. Podobnie księga Joba 10:8-1 uczy, że życie ludzkie rozpoczyna się w łonie matki. Życie jest darem od Boga, synonimicznie z byciem człowiekiem. Jermiasza 1:5: uczy, że Jeremiasz (a nie pół-Jeremiasz) został stworzony w łonie matki; i wtedy również rozpoczął się realizować Boży plan względem Jeremiasza, a nie od chwili urodzenia, czy jakiejkolwiek innej.</p>
<p><strong>Poczęcie determinuje istnienie człowieka</strong>. Ze słów zwiastowania Marii w Łk 1:35-36 uczymy się, że istnieje rozróżnienie pomiędzy momentem poczęcia i urodzenia, oraz, że to poczęcie determinuje istnienie człowieka. To poczęcie a nie cokolwiek innego sprawiło, zdeterminowało, Kto się urodzi w łonie Marii. Z w. 35 widzimy, że urodzenie człowieka jest skutkiem zacienienia, czyli zapłodnienia (jakkolwiek akurat w tym przypadku trudno mówić o zwykłym zapłodnieniu). Fragmenty takie jak Łk 1:41 i 44 bardzo wyraźnie nazywają płód „dzieciątkiem”. Jest to zwykłe słowo, używane zazwyczaj na określenie dzieci już po urodzeniu. Podobnie Rdz 25:23 i Rz 9:11 mówią o Jakubie i Ezawie jako o ludziach, choć jeszcze nie zostali urodzeni; więcej, już wtedy Bóg realizował względem nich swe odwieczne zamiary; już wtedy traktował ich jako ludzi o pełnym potencjale, natomiast już w sposobie wyjścia z łona widzimy ich ukształtowany charakter.</p>
<p>W końcu, z J 1:16 uczymy się, że stać się człowiekiem to przyjąć ciało. Odkąd Syn Boży przyjął ciało, stał się w pełnym tego słowa człowiekiem. A więc, logicznie rzecz biorąc, nastąpiło to w chwili poczęcia, czy też chwilę po, czyli w momencie, gdy powstała zygota (jakkolwiek na pewno w jakiś sposób była ona szczególna, skoro to Duch Święty był „męską” stroną w tym akcie), gdy pojawiło się to, co jest pierwszym etapem fizycznego ciała (o ile można mówić o początku odrębnego ciała, to pojawiło się właśnie w tym momencie).</p>
<p>Dalej, z (np.) J 3:16 uczymy się, że jest dystynkcja, rozróżnienie, pomiędzy odwiecznym Synem a Ojcem. Na ten obraz zostaliśmy stworzeni. Stąd: płód jest oddzielnym bytem niż byt, z którego pochodzi, a więc płód nie jest po prostu częścią ciała matki. Jest to o tyle istotne, że często słyszy się argument, jakoby płód nie był oddzielną osoba, ale jedynie częścią ciała matki, z którą to częścią ciała ma prawo robić co zechce.</p>
<p><strong>Podsumowując</strong>: Człowiek jest wyjątkowa istotą, której życie ma samo w sobie niezbywalną wartość obrazu Bożego. Z tego względu nie wolno zabijać człowieka bezkarnie, a słuszna karą za to jest śmierć winowajcy. Człowiek jest człowiekiem od poczęcia; od poczęcia realizuje się również Boży plan względem niego. Płód jest człowiekiem. Nie jest jakąś inną istotą. Płód nie jest więc częścią matki, ale jest jej dzieckiem. Istnieje ciągłość istnienia od momentu stworzenia w łonie matki, w sposób nieznany i do końca nie poznawalny przez człowieka, którego autorem jest Bóg, przez moment porodu do istnienia poza łonem. To poczęcie, zapłodnienie, jest (z ludzkiej perspektywy) początkiem życia.</p>
<p><strong>Życie wynika z zapłodnienia, pojawia się w łonie matki i jest święte</strong>. Tym samym należy je chronić od samego początku. Nie strzelamy w las, wiedząc, że tam mogą być ludzie. Powstrzymujemy się, bo gdybyśmy strzelili wiedząc o tej możliwości, byłbym winny tej śmierci. Podobnie, nie wolno nam świadomie pozbawiać życia płodu w łonie matki. Nauka wniosek taki potwierdza; filozofia nie jest w stanie powiedzieć czegokolwiek wiążącego, prócz odrzucenia wszelkiej godności ludzkiego istnienia jak takiego.</p>
<p><strong>Argumenty za aborcją</strong><br />
Aby móc całościowo odnieść się do pytania o status nienarodzonych dzieci, należy jeszcze rozpatrzyć logicznie argumenty za traktowaniem dziecka w łonie matki jako zbędnej części kobiety.</p>
<p><strong>Mój brzuch należy do mnie</strong>! „Należy do mnie” ma tu implikować „mogę z nim robić, co zechcę.” To oczywiście nieprawda. Czy możemy bezkarnie wycinać sobie narządy wewnętrzne? Spróbujmy sami spróbować sobie obciąć rękę. Zostalibyśmy za to ukarani, a co najmniej zamknięci do specjalnego szpitala, gdzie dopilnowanoby, abyśmy już więcej tego nie zrobili. Po drugie, jeśli płód jest niezależnym bytem, który jedynie w kilku, choć kluczowych funkcjach życiowych jest zależny od kobiety, która go nosi (w niczym nie chcę ująć roli matki; chcę po prostu wskazać, że dziecko jest oddzielnym bytem, bez względu na bliskość swego związania z matką. Zresztą, podobnie dzieje się po urodzeniu. Bez matki również jest praktycznie skazane na śmierć, a przecież z tego powodu nie odmawiamy mu odrębnej tożsamości), to nie jest jedynie częścią brzucha matki. Czy jeśli powstanie dziecko z probówki, będzie należeć do laboratorium?</p>
<p><strong>To zacofanie; brak postępu</strong>. To argument bardzo arbitralny i pusty. No bo względem kogo są zacofani ci, którzy wierzą w świętość życia człowieka? Względem pana Petera Singera? A skąd to wiadomo, że pan Peter Singer jest postępowy, a nie po prostu okrutny i w swym bucie względem Boga do bólu logiczny? Również, nie czuję się w żadnej mierze pośledniejszym i zacofanym człowiekiem względem rozwiązłych, rozkrzyczanych i egoistycznych kobiet, z których składa się większość zwolenniczek aborcji.</p>
<p><strong>Wolność dysponowania własnym ciałem</strong>. To bardziej naukowa wersja hałasowania o brzuchu, który do mnie należy. A więc: to nie jest ciało kobiety; nie mamy tak czy inaczej takiej wolności. W końcu: na tak sformułowany argument warto odpowiedzieć: dobrze, wolność, ale KOGO? Tylko matki? Dlaczego nie dziecka? Ostatnio natrafiłem na następująca informację: „W dniach 18-22 września 2004r. odbyła się w Genewie (...)konferencja na temat bezpiecznej aborcji z udziałem międzynarodowych ekspertów, przedstawicieli rządów, lekarzy i organizacji pozarządowych - w tym Federacji. Obrady poświęcone były planowanej na przyszły rok przez WHO publikacji, której celem jest poprawa jakości i dostępności usług przerywania ciąży na świecie. Aborcja jest prawnie dopuszczalna w przeważającej większości krajów, przynajmniej w określonych przypadkach. Tymczasem prawo często jest interpretowane i realizowane w sposób znacznie bardziej restrykcyjny, przez co aborcja jest praktycznie bardzo trudno dostępna, jak to ma miejsce w Polsce (por. nowy raport Federacji). W rezultacie kobiety korzystają z usług gorszej jakości, narażając przez to swoje życie i zdrowie.” Ciekawe, że szermierze walki o godne i wygodne życie kobiety, o jej prawo do wolności usuwania niechcianej ciąży ani się nie zająknęli o prawach i trosce o życie i zdrowie dziecka. Wszystkie te argumenty opierają się na milczącym, fałszywym, jak pokazałem, założeniu, choć bardzo politycznie poprawnym, iż płód nie jest pełnowartościowym człowiekiem. To nie jest więc popieranie wolności, ale całkowitej dyskryminacji jednego człowieka przez drugiego; stanie po stronie silniejszego; odmowa prawa do życia jednemu ze względu na pragnienie wygody innego obywatela, a wszystko zgodnie z prawem. Podsumowując: prawo do aborcji nie jest wcale realizacją tego postulatu.</p>
<p><strong>Zagrożenie życia matki</strong>. Przede wszystkim, obecnie NIE ISTNIEJE praktycznie taki problem - przy obecnych zdolnościach medycyny. Tak więc nie powinien pojawiać się dyskusjach, które rozpatrują nie sytuacje modelowe, ale praktykę. Jeśli natomiast rozmawiamy o racjach stricte filozoficznych czy etycznych, to z punktu widzenia Pisma Świętego życie ludzkie jest warte życia ludzkiego; stąd należy dążyć do ocalenia obu i nie stawiać dylematu w kategoriach: które z nich? A jeśli już rzeczywiście musielibyśmy wybrać (choć jak mówię, problem jest tu czysto spekulatywny, nie praktyczny), to odpowiedź na pewno nie brzmi, iż człowiek poza łonem ma więcej praw niż ów w łonie; za kryterium wyboru należy przyjąć zatem inne względy.<br />
<strong>Urodzenie dziecka upośledzonego</strong>. Po pierwsze, należy zapytać, czy należy ludzi skazywać na śmierć tylko dlatego, że nie będą w stanie dorównać innym? Zapytajmy takich osób. Żyją pośród nas. Jest to argument zakładający owa nową koncepcję godności życia, która wynika z osiągnięć, sukcesu, możliwości konsumpcji, a nie postrzegania życia samego jako wartości. Po drugie, poza kilkoma wyjątkami rzadkich schorzeń i chorób, nie jesteśmy w stanie ocenić STOPNIA upośledzenia, a więc orzec o przyszłym przebiegu rozwoju dziecka. Pewna bliska mi osoba urodziła się jako wcześniak, z bardzo wysokim prawdopodobieństwem różnych wad, a jest całkowicie ich pozbawiona i wyjątkowo utalentowana.<br />
Po trzecie, Pismo uczy nas, że choroby zawierają się w Bożym planie. Choroba Pawła była sposobem uczenia go pokory (2Kor 12:7-9). Dalej, czasem choroba jest sposobem na ukazanie się chwały Bożej w cudzie uzdrowienia: „A usłyszawszy to Jezus, rzekł: Ta choroba nie jest na śmierć, lecz na chwałę Bożą, aby Syn Boży był przez nią uwielbiony” (J 11:4). „A przechodząc, ujrzał człowieka ślepego od urodzenia. I zapytali go uczniowie jego, mówiąc: Mistrzu, kto zgrzeszył, on czy rodzice jego, ze się ślepym urodził? Odpowiedział Jezus: Ani on nie zgrzeszył, ani rodzice jego, lecz aby się na nim objawiły dzieła Boże” (J 9:1-3). Bóg również przez choroby i upośledzenia realizuje swój plan. Mówiąc wprost, nie powinniśmy zabijać ludzi dlatego, że są chorzy, a przez to uciążliwi! Bóg realizuje swój plan i poprzez choroby. W końcu, warto zauważyć, że wbrew rzucanym hasłom, nie chodzi tu o dobro dziecka. Nie chodzi o troskę o nie, ale o ochronę rodziców przed kłopotami. Nie chcą takich dzieci. I choć możemy zrozumieć ich ból, oraz powinniśmy im pomóc w miarę możliwości w noszeniu tego ciężaru, nie wolno nam zezwalać im z tego względu na morderstwo.</p>
<p><strong>Powody ekonomiczne</strong>. To przeciwstawianie doli dziecka losowi matki. Warto zauważyć, że cała konstrukcja różnych rzewnych wywodów opartych na tym argumencie jest zbudowana tak, jak gdyby to dziecko było winne temu, że je powołano do życia; jakby ono było odpowiedzialne za wejście w ten świat, i jako nieproszony gość, który chce się do nas wprosić wbrew naszej woli, może być pozostawione przed drzwiami. Jak gdyby celowo, rozmyślnie i okrutnie niszczyło świat swojej matce - którą przedstawia się jako jego ofiarę, biedną nierozgarniętą istotkę, zagubioną, niedojrzałą; którą należy zwolnić z tego przykrego i dużego obowiązku. Kto jest odpowiedzialny za przyjście na świat dziecka? To nie była decyzja dziecka, ale ojca i matki. Kto powinien ponieść ciężar decyzji ojca i matki? Dziecko? Czy rzeczywiście dziecko jest tutaj katem, a matka ofiarą? Czy rzeczywiście dziecko powinno skupić na sobie skutki decyzji matki i ojca? Czy rzeczywiście słusznie jest pozbawić życia niewinne dziecko, dla oszczędzenia cierpień (tak, cierpień, należy to jasno powiedzieć. Niemniej, widzieć całą sytuację bez sentymentalnych skrzywień) głupiej nastolatce, czy marzącej o karierze studentce, która nie potrafiła oprzeć się pokusie?</p>
<p>Czasem dorzuca się tutaj jeszcze, że ojciec się nie poczuwa do odpowiedzialności, albo że uciekł. W domyśle: jaka ona biedna. W domyśle: ma prawo usunąć ciążę. Znów, zapytajmy wprost: czy to dziecko jest winne, że dziewczyna była głupia i źle wybrała faceta, z którym się przespała? Fakt - to bardzo źle, że tak postąpił i powinno się takich mężczyzn doprowadzić do porządku i napiętnować takie postawy. Fakt - była głupia, że w ogóle spała nie ze swoim mężem, ale z jakimś przystojniachą - bo przecież chodzi tu prawie zawsze o niechciane dzieci przychodzące na świat poza małżeństwem. No ale kto ma odpowiadać za jej głupotę? Dziecko? Swoją głową? Nóżkami? Rączkami? Wspaniałym stworzonym przez Boga umysłem i nieśmiertelną duszą?</p>
<p>Nie zwalajmy winy na dziecko, bo właśnie ono tutaj jest w 100% niewinne całej sytuacji! Nie wspierajmy braku odpowiedzialności i rozwiązłości. Świat przywala na aborcję, bo tak naprawdę traktuje innych przedmiotowo. Przyzwala, bo chce zrzucać odpowiedzialność za niedojrzałość i głupotę z barek owych matek, ponieważ sam nie chce żadnych obciążeń i trudności. Rozumie te matki. Etyka chrześcijańska jest im obca, niezrozumiała. Znacznie łatwiej jest im utożsamić się z ową matką niż z niechcianym dzieckiem. I łatwo jest ulec owej ułudzie, iż dziecko naprawdę jest tym, które słusznie ponosi skutki głupich wyborów rodziców. Ale my, chrześcijanie, powinniśmy na taki sposób myślenia być odporni. Tylko, czy wciąż jesteśmy?</p>
<p>Inne najczęstsze powody ekonomiczne są następujące: ciężka sytuacja materialna matki, niemożność zapewnienia dziecku odpowiednich warunków (ale czy naprawdę lepiej jest je zabić?). Choć w praktyce, z reguły dokonuje się aborcji bez słowa zapytania o powód. Sprowadza się ją do sprawy tak błahej jak pójście do dentysty. Generalizując, przyjmuje się, pominąwszy kwestie religijne, że jeżeli opieka nad dzieckiem znacznie by pogorszyła sytuacje matki i utrudniła jej lub wręcz uniemożliwiła zdobycie pracy i środków do życia, lub spowodowała utratę dotychczasowego miejsca zarobku aborcja powinna być dopuszczalna. Znów, jakość życia (matki) jest ważniejsza od samego życia (dziecka), które tą jakość obniża.</p>
<p>Ale pójdźmy dalej tym tokiem myślenia: jeśli wolno zabić dziecko ze względów ekonomicznych, to wolno zrobić cokolwiek ze względów ekonomicznych. A jeśli wolno zrobić cokolwiek dla poprawiania swej sytuacji ekonomicznej i bytowej, to więzienia są zbrodnią wobec niewinnych (pokrzywdzonych) ludzi, którzy po prostu przez kradzież realizowali swoje słuszne prawo. Oczywiście, wszyscy zwolennicy aborcji zarzuciliby mi absurdalność. Dlaczego? Ponieważ milcząco zakładają, że nienarodzone nie są pełnowartościowymi ludźmi - bo jeśli są, moje rozumowanie nie jest absurdem, ale słuszna implikacją. Dzieci, jako milczące w całej dyskusji, należy uprzedmiotowić; uznać, że mają prawo żyć o tyle tylko, o ile służą samorealizacji żyjących ludzi. W tym kontekście bardzo trafna wydaje się obserwacja Jana Pawła II o nienarodzonej istocie: „Jest ona słaba i bezbronna do tego stopnia, że jest pozbawiona tej znikomej obrony, jaką stanowi dla nowo narodzonego dziecka jego błagalne kwilenie i płacz”. Czy właśnie dlatego mamy prawo zlekceważyć jej prawa?</p>
<p><strong>Podsumowując</strong>: żyjemy w świecie, który ze względu na różne przyczyny - opinię społeczną, grupy lobbystyczne, niewiarę w Boga, a przede wszystkim milczenie ofiar - nie widzi bo nie chce widzieć oczywistego faktu, że nienarodzone dzieci to ludzie i w związku z tym zezwala na najgorsze z możliwych przestępstw - na morderstwo.</p>
<p><strong>Blog</strong> Jako przykład sposobu myślenia naszych rodaków chciałbym zacytować fragment dyskusji z blogu proaborcyjnego, który bardzo mnie poruszył. Pamiętajmy, że nie dyskutujemy o abstrakcyjnych zasadach, ale zasadach życia. Życia, którym żyją ludzie i które wyciska swój ślad na charakterze i sposobie myślenia i spojrzenia na Boga, wartości i samych siebie.</p>
<p>- (...) Sama usunęłam ciążę dwukrotnie, zrobiłam to w sytuacji przymusowej - po raz pierwszy w stanie wojennym, w okresie internowania mojego męża, a po raz drugi - w związku z rozwodem - po prostu odkryłam po zajściu w ciążę, że mąż ma kochankę, co położyło kres naszemu związkowi - nie należę do kobiet, które potrafiłyby wybaczyć coś takiego. Aborcja dwukrotnie zapobiegła poważnym perturbacjom życiowym i - zabrzmi to patetycznie, zbyt patetycznie, ale mimo to użyję tego określenia - uratowała moją godność jako kobiety, pozwalając spokojnie uporządkować sprawy osobiste.</p>
<p>- Mam za trzy godziny zabieg, całą noc nie spałam. Jest mi ciężko, ale jestem zdecydowana - wiem, że to dobra decyzja, a raczej - "mniej zła". Aborcja to nie bułka z masłem. Nigdy w życiu tak się nie czułam. Ale jednocześnie, gdzieś głęboko we mnie krzyczy instynkt: Ratuj się!!! Ratuj swoje życie!!! Słucham komentarzy "obrońców życia nienarodzonego" i włos staje mi dęba - tyle w nich pogardy, nienawiści, niezrozumienia do tych, które to życie noszą w sobie. To co piszą jedynie utwierdza mnie w mojej decyzji. Co oni mogą wiedzieć?! Sama teoria. Jeszcze rok temu sama potępiałam koleżankę, która przerwała ciąże ze względu na ciężkie wady rozwojowe płodu. Taka byłam święta. Teraz wróciła do mnie cała moja hipokryzja - jakby mi ktoś zdarł zasłonę z oczu. Przerywam ciążę, bo facet, który jest ojcem dziecka, nie kocha mnie. To dużo mniejszy kaliber niż wady rozwojowe, prawda? A jednak to robię. Nie chcę być sama z dwójką dzieci. Przepraszam cię, istotko, która musisz wrócić - wybieram siebie.</p>
<p>- Gratuluję decyzji Aniu. Nie daj sobie nigdy i nikomu wmówić, że zrobiłaś coś nie tak. Wolność uświęca tę decyzję i wara całemu światu, ze szczególnym uwzględnieniem zakłamanych pseudo-moralistów o brudnych rękach i sumieniach od Twoich indywidualnych wyborów.</p>
<p>- Już tydzień po. To niesamowite, ale po zabiegu, gdy obudziłam się już ze znieczulenia, ze zdziwieniem odkryłam, że moje serce pełne jest słodyczy i ulgi. Ból przyszedł później - wraz z pierwszym telefonem od ferujących wyroki "przyjaciół". Czuję się teraz bardzo samotna. Wykluczona. Mam ochotę wyjechać z tego miasta, a może i z kraju. Ludzie tutaj są tak skrajni i dogmatyczni. Moja matka: przecież nic się nie stało! Inni za to nie podają mi ręki. Boże! Kiedy to się skończy? Kiedy świat pozwoli mi wrócić do Dobrej Rzeczywistości? Przykro mi, że ono się nie urodzi. Ze smutkiem dotykam małych ubranek, które zostały dla drugiego jeszcze po pierwszym. Ale też czuję, wiem w głębi duszy, że to była dobra decyzja - dla mnie i dla niego. I nie ma to nic wspólnego z morderstwem - bo skąd przyszłoby to przejmujące uczucie spokoju i ulgi? Urodzić je a potem winić cały świat za to, jakie mam życie - to byłaby moja klęska.</p>
<p>- dr P. A. (dokonujący aborcji po godzinach)- Musiałbym cierpieć na schizofreniczne rozdwojenie jaźni, by uznać taką decyzję za błędną lub złą. Aborcja jest jednym ze środków kontroli urodzeń - nie równorzędnym wprawdzie z antykoncepcją - ale zawsze dopuszczalnym i dobroczynnym. Celowo mówię i podkreślam - dobroczynnym - bowiem z mojego doświadczenia wynika, że decyzja o aborcji nigdy nie jest niezasadna. Zawsze istnieją okoliczności, które sprawiają, że dziecko po prostu nie może się urodzić, nie może - bo byłoby to ze szkodą dla wszystkich - a przede wszystkim dla niego samego. Te okoliczności mogą mieć różny charakter - może to być ubóstwo, konieczność zapewnienia godnego bytu starszym dzieciom, poczęcie dziecka w wyniku cudzołóstwa - w czasie trwającego związku małżeńskiego, poczęcie dziecka w wyniku gwałtu. Wszystko to sprawia, że przyjście dziecka na świat byłoby równoznaczne z ufaktycznieniem olbrzymiego zła, a aborcja - jako zabieg, który pozwala temu zapobiec - jest zatem sama w sobie dobra.</p>
<p>- Zrzekając się dziecka, skazujemy je na dorastanie w sierocińcu. A sierociniec to tylko dach nad głową i wyżywienie. Za mało by żyć jak człowiek, za mało by osiągnąć w życiu spełnienie i szczęście. Przecież brak miłości ze strony bliskich, związana z tym samotność i pustka egzystencjalna - to najgorsze, co może spotkać człowieka. Nikt nie jest w stanie bez tego żyć, jeśli pod pojęciem życia chcemy rozumieć coś więcej niż tylko stan biologicznej wegetacji. Wyobraźcie sobie, co przeżywają te dzieci, gdy patrzą na swoich rówieśników...</p>
<p><strong>Co powinniśmy robić?<br />
</strong>Przede wszystkim nie dokonywać aborcji. Wcale nie uważam tego za oczywiste, że tak właśnie się w naszych zborach dzieje. W atmosferze społecznego przyzwolenia, przyparta do muru siostra ze zboru, która po cichu pozwoliła sobie na pofolgowanie z chłopakiem, może sięgnąć po ten środek załatwienia swoich problemów. Warto w tym kontekście zastanowić się nad tym, jaką postawę przyjąłby zbór wobec niej, rodzącej nieślubne dziecko. Osobiście traktowałbym ją jako osobę ostatecznie dowodzącą swojej dojrzałości i odpowiedzialności; która zdała bolesny egzamin z dorosłości i posłuszeństwa Bogu. Z pewnością atmosfera naznaczenia i drwiny ze strony osób w zborze, które tylko łasce Bożej, bo nie wrodzonej moralności przecież, zawdzięczają to, że same nie znalazły się w podobnej sytuacji, może tylko stać się kolejnym argumentem za zabiciem nienarodzonego. Czy chcemy tego? Pewnie, że lepiej by było, żeby młodzież nie spała ze sobą przed ślubem - i należy o tym nauczać, i należy nazywać to grzechem, a przede wszystkim świadczyć o tym samemu własnym przykładem. Ale musimy umieć wybaczać. Inaczej pośrednio możemy przyczynić się do tego, że jakiegoś dziecka zabraknie na Szkółce Niedzielnej.</p>
<p>Po drugie, rozmawiać z naszymi znajomymi. Mówić, a nie chować się. Uświadamiać im, że cokolwiek noszą w łonie, jest człowiekiem. A