<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><!-- generator="wordpress.com" -->
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	>

<channel>
	<title>biodra &amp;laquo; WordPress.com Tag Feed</title>
	<link>http://wordpress.com/tag/biodra/</link>
	<description>Feed of posts on WordPress.com tagged "biodra"</description>
	<pubDate>Tue, 07 Oct 2008 16:08:53 +0000</pubDate>

	<generator>http://wordpress.com/tags/</generator>
	<language>en</language>

<item>
<title><![CDATA[z biodra w biodra]]></title>
<link>http://zbiodra.wordpress.com/?p=124</link>
<pubDate>Wed, 25 Jun 2008 10:30:55 +0000</pubDate>
<dc:creator>analog</dc:creator>
<guid>http://zbiodra.pl.wordpress.com/2008/06/25/z-biodra-w-biodra/</guid>
<description><![CDATA[
]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://zbiodra.files.wordpress.com/2008/06/w-biodra.jpg"><img class="size-full wp-image-125 alignnone" src="http://zbiodra.wordpress.com/files/2008/06/w-biodra.jpg" alt="" width="469" height="700" /></a></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Szkoła Turystyki Pieszej]]></title>
<link>http://marszoblog.wordpress.com/2008/03/22/szkola-turystyki-pieszej/</link>
<pubDate>Sat, 22 Mar 2008 21:07:55 +0000</pubDate>
<dc:creator>marszoblog</dc:creator>
<guid>http://marszoblog.pl.wordpress.com/2008/03/22/szkola-turystyki-pieszej/</guid>
<description><![CDATA[„Obok zaspokajania podstawowych potrzeb życiowych, człowiek od wieków wykazywał rozmaite zaint]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p class="MsoNormal">„Obok zaspokajania podstawowych potrzeb życiowych, człowiek od wieków wykazywał rozmaite zainteresowania…” (s. 9) pech chciał, że ludzie zaczęli je powielać i prześcigać się, kto z nich jest lepszym specjalistą. Autorem cytatu jest Piechur-kreator, czyli największy teoretyk spośród trampów, czyli przewodnik Idei marszowych, czyli we własnej osobie Zygmunt Skibicki. Żebyśmy się dobrze rozumieli, nie chcę strącać nikogo z parnasu, nie chcę odbrązawiać pomników, nie taka intencja mną kieruje. Szanuję autora licznych <i>Szkół Turystyki…,</i> a książki te nauczyły mnie niejednej rzeczy w dziedzinie, jednak skoro sam muszę znosić krytykę – to, z sympatii, poddam jej bardziej doświadczonych kolegów ze szlaków.</p>
<p class="MsoNormal">Czepialskość moich czytelników nakierowana jest na styl, raz się podoba, raz nie. Idąc w prywatę zyskuję zadowolenie tej ważnej dla mnie grupy, idąc w ogólność kłaniam się szeroko pojętemu środowisku rajdowemu. Lektura Skibickiego nauczyła mnie jednak, że mimo skierowania do odbiorcy szerokiego, nie można rezygnować ze wstawek rozluźniających i relaksacyjnych, z humoru i dystansu, z przymkniętego oka.</p>
<p class="MsoNormal">Łowić to ja nie potrafię, jedynie słowa w książkach, taki fach, taki traf, zatem czytam i wychwytuję momenty o uroku niewątpliwym, o barwie niezwykłej, o treści niebanalnej, jakże ich dużo u pana Zygmunta. Aby oddać wielkość zjawiska skupię się tylko na przypisach do <i>Szkoły Turystyki Pieszej</i>.</p>
<p class="MsoNormal"> Zacznę nie od szkoły turystyki, a od szkoły życia, bo siła poniektórych porównań jest rażąco trafna i ciekawie oryginalna: „To jest tak jak z samochodami. Niscy faceci preferują długie samochody. Małe kobiety wolą wysokich facetów; wysokie szukają jeszcze wyższych. Są na ten temat złośliwe kawały” (s. 86) – i tylko szkoda, że autor nie poszedł za ciosem, nie wyłuskał z rękawa kąśliwego wyca, szkoda, lubię soczyste pointy, której tutaj zabrakło.</p>
<p class="MsoNormal">Trafiamy także na wyznania intymne, prywatnie czułe i niewygodne, porusza historia oscypków, bo „nigdy nie słyszałem, by polski, naturalny oscypek robiony w „niehigienicznych” warunkach niedomytymi ponoć rękoma bacy zaszkodził komukolwiek – a po słowackich rz…em jak kot” (s. 213) – szkoda tym razem tych domowych przytulaków, kapryśnych chrupkożerców i myszołapów; poza tym prztyczek w słowacki nos, do roboty xeroboye!</p>
<p class="MsoNormal">I sentyment ma swoje miejsce w tych poradnikach: „za czasów mej wczesnej młodości nafta była w każdym wiejskim sklepie! A mówią, że teraz jest ze wszystkim lepiej…” (s. 237).</p>
<p class="MsoNormal">No i „żaden woreczek foliowy nie zapewni szczelności – kwaśniejący pot wydziela sporo produktów gazowych!” (s. 258) – o zgrozo!</p>
<p class="MsoNormal"> Momentami wyjątkowymi w całym przewodniku, w całym kompendium wiedzy marszowej, w całym tym pisaniu – są fragmenty, które dotykają jakże śliskich stosunków damsko-męskich. Pan autor wykazuje się czujnością i dobrym smakiem, pisze jakoby jego rady mogły odmienić nasze podejście do życia, naszą formę i odporność na efekty zimowych randek (kichanie, kaszel), ale zarówno dostrzega, że „moje gwarancje nie dotyczą tych konsekwencji randki, które wynikają z pozbycia się stroju w całości” (s. 17), gdyby tak było - musiałby zmienić tytuł na <i>Szkołę Turystki Integracyjnej</i>, bądź <i>Marszosutra</i>.</p>
<p class="MsoNormal">Co więcej, napotykam na tezę, że „lata robią swoje – proszę Panów” (s. 86), ma ona przypis, dopowiedzenie odspodne, a w nim: „po Paniach to tylko mniej widać – czasami!” (s. 86) i byłbym w stanie pochylić czoła, bo nie zawsze to, co proste jest tendencyjne, tylko owo sakramentalne „czasami”! jak ono bawi i igra, jak ono stąpa po cienkim lodzie wyszukanego żartu, jak ono buduje napięcie.</p>
<p class="MsoNormal">To nie wszystko.</p>
<p class="MsoNormal">Kolejnym wątkiem poruszonym dosłownie są różnice anatomiczne. Konstatacje wielce osobliwe typu: „nie da się ukryć – to w partiach biodrowych budowa kobiety najistotniej różni się od konstrukcji meskiej” (s. 101) i chciałbym zakrzyknąć „Alleluja!” bo to tak na czasie nawet; albo „lekki plecak wyprawowy waży obecnie ponad 15 kg. Jeśli mężczyzna chce ulżyć swej towarzyszce, musi liczyć się z dodatkowym wysiłkiem”, przede wszystkim jest to turystyczna interpretacja Biblii, w drugiej kolejności rada w pigułce jak być gentelmenem. Cenne to. Niestety nie wiem jak ocenić kolejny zjawiskowy cytat, brzmi on tak: „na tym polu [rozstaw kości miednicy] kobiety też znacznie górują nad facetami – rozmiarem w stosunku do wzrostu oczywiście” (s. 206), hmm…</p>
<p class="MsoNormal">„Panie nie powinny zapomnieć o stanikach. Ta uwaga pochodzi od jednej z moich koleżanek. Jeśli chodzi o moje zdanie – mogą zapomnieć!” (s. 280) – i jak tu czytać bez puszczenia oka, bez marginesu błędu skierowanego w satyrę i kabaret, jak wierzyć późniejszym radom o zachowaniu się w towarzystwie niedźwiedzi na szlaku, jak zaufać co mamy pakować do plecaka na dłuższą pieszą wyprawę, skąd pewność, że ten niedźwiedź nie będzie miał ochoty na harce, a plecak nie odleci razem z nami.</p>
<p class="MsoNormal"> Uzasadnienie mojej ironii: jestem polonistą, także mszczę się za słowa (też w przypisie) „nie mam nic przeciwko Mickiewiczowi, ale mierzcie zamiary podług sił, a nie siły na zamiary! Romantyzm w planowaniu jakichkolwiek wędrówek jest nadzwyczaj niebezpieczną ideologią” (s. 167), a tak poważnie – wciąż szanuję Skibickiego, nawet bardziej za te wstawki, tego typu poradniki męczą, ten temat znosi praktykę, mniej teorię, zatem doceniam starania nad dobrym samopoczuciem czytelników, które propaguje autor. <i>Chciałbym, żeby nic się nie zmieniało.</i></p>
<p class="MsoNormal"> Na koniec kwiatek dla cierpliwych: „każdy, nawet najlżejszy, plecak na ostrym podejściu będzie się wydawał ciężki – zawsze! Tak to już jest” (s. 35) – zgadzam się, tak to już jest!</p>
<p class="MsoNormal"> <span style="font-size:10pt;">Wszystkie cytaty pochodzą z książki Zygmunta Skibickiego – <i>Szkoła Turystyki Pieszej</i>, Wydawnictwo Skibicki, Pelplin 2006.</span></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Regina Coeli]]></title>
<link>http://bawidelka.wordpress.com/2007/12/05/regina-coeli/</link>
<pubDate>Wed, 05 Dec 2007 22:52:00 +0000</pubDate>
<dc:creator>Mag</dc:creator>
<guid>http://bawidelka.pl.wordpress.com/2007/12/05/regina-coeli/</guid>
<description><![CDATA[Mam ochotę na wieczór ciepły, nabrzmiały i długi. Na buszujące w oknach mokre od pary wodnej f]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Mam ochotę na wieczór ciepły, nabrzmiały i długi. Na buszujące w oknach mokre od pary wodnej firanki, pająki kroplenia się na szybach rozpływających się w zachwycie; pościel pachnącą jaśminem i pieprzem, rozdrabniającą się w cierpkości ust i drżeniu łydek. Na zlizywanie z pozostałości dnia śmietanki wieczności, która zawiera się w cieple dotyku i słodyczy warg. Ochotę mam.</p>
<p>Na filiżanki czekolady z bitą śmietaną i rozpuszczonymi krówkami ciągutkami z odrobiną rumu i cykorii; pomarańcze nurzane w roztopionym lukrze i marcepan przekładany truflami. Na cierpkość wiśni w gorzkiej czekoladzie i anyż poprzetykany wanilią.  Żeby parnym wieczorem wchodząc po cichu, przy zdjęciu płaszcza zbić cukiernicę i wdepnąć bosą stopą w tę słodycz piętrzącą się w miliardach kawałków codzienności. Żeby oprzeć się o kuchenny stół,  biodrem zahaczyć o dzban pełen mleka, wylać go na kolana i spijać śmietankę wieczności z rozpalonych ud.</p>
<p>Mam ochotę na koc poprzetykany drżeniem i plamiony nocą. Krem orzechowy rozmazany na palcach i policzkach. Zaklejenie totalne gdzieś na prześcieradle, które jest żaglem podczas długich nocy bezśnienia i zapamiętania. Żeby wkołysać się w ruch warg i bioder, i popłynąć hen za horyzont, gdzie biegną wszystkie zdrożne myśli.</p>
<p>Żeby pełną garścią rozetrzeć Ci na klatce piersiowej sos malinowy i przykleić się do Ciebie bezwstydnie, bezsilnie, bezpruderyjnie. Wpakować Ci do ust śliwki w czekoladzie i przy ich pomocy mierzyć długość języka. Mam ochotę nie dać Ci spać do rana i poddawać Cię wyszukanym torturom na bazie mleka i czekolady.</p>
<p>Na sam koniec zaś poczęstować Cię śmietanką wieczności w obiciu bioder, bez której już nie będziesz mógł żyć.</p>
<p>Wchodzisz?</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Wieczór panieński]]></title>
<link>http://bawidelka.wordpress.com/2007/11/28/wieczor-panienski/</link>
<pubDate>Wed, 28 Nov 2007 16:38:59 +0000</pubDate>
<dc:creator>Mag</dc:creator>
<guid>http://bawidelka.pl.wordpress.com/2007/11/28/wieczor-panienski/</guid>
<description><![CDATA[Na początku zdejmuję koszulkę i puszczam włosy wolno. Chwilę mierzwię je u nasady, nawijam poj]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Na początku zdejmuję koszulkę i puszczam włosy wolno. Chwilę mierzwię je u nasady, nawijam pojedyncze kosmyki na palce, nucę ciche <em>tell me You'll miss me while I'm alone and blue..., </em>owijam się ręcznikiem i wstępuję w przestrzeń zarezerwowaną dla jaśminu, wanilii, mleka, cierpkości wiśni, dla subtelnej ambry i agrestu z domieszką różu; w miejscu - gdzie tak robi za tak, a westchnienia są na porządku dziennym - <em>tu i tu i tam... i tu</em>, gdzie para wodna oddaje się wilgotnieniu. To jedna z najbardziej doniosłych czynności w ciągu całego dwudziestoczterogodzinnienia; takie uhonorowanie porządku dnia na swój zmysłowy sposób - poziom delikatNIEnia wsiąkający w rzęsy i wargi.</p>
<p>Ramiona i biodra są esencją kobiecości. W nich zawiera się powolne przyzwolenie, skinienia, w nich śpią zaklęte obietnice i przyrzeczenia. To takie bastiony przepierzeń szorstkości językowych i kocich pomruków. To też bramy otwierające i zamykające się z hukiem, wtedy, kiedy trzeba, kiedy wolno, kiedy można, kiedy kromka nieskończoności jest w końcu do spróbowania. Gościu wejdź - a odpocznij sobie.</p>
<p>Ciepły prysznic jest podsumowaniem dnia, wyjęciem z niego małych szczypawek, dużych szypułek niemiłości, wyselekcjonowaniem kadry wieczornych, ciepłych myśli i preludium do pościelenia. To rytuał zmysłów poprzetykany berberysem i amarantem. Cicha rapsodia pocałodniowa usychająca w powolnym odpływaniu i rozbijaniu się na milion kawałków w kroplach wody, tylko po to, żeby już za chwilę można było wyruszyć na morza wielkie i wody szerokie statkiem niezatapialnym, który ma żagiel z prześcieradła.</p>
<p>Na takich wodach w cichym zaśnieniu wieczornym kołyszą się pełne biodra.</p>
<p><a href="http://slownik.you-and-me.pl/slowo/tell.html"><br />
</a><a href="http://slownik.you-and-me.pl/slowo/blue.html"></a></p>
]]></content:encoded>
</item>

</channel>
</rss>
