<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><!-- generator="wordpress.com" -->
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	>

<channel>
	<title>bieg-rzeznika &amp;laquo; WordPress.com Tag Feed</title>
	<link>http://wordpress.com/tag/bieg-rzeznika/</link>
	<description>Feed of posts on WordPress.com tagged "bieg-rzeznika"</description>
	<pubDate>Tue, 07 Oct 2008 22:01:49 +0000</pubDate>

	<generator>http://wordpress.com/tags/</generator>
	<language>en</language>

<item>
<title><![CDATA[Klęska urodzaju]]></title>
<link>http://marszoblog.wordpress.com/?p=91</link>
<pubDate>Wed, 07 May 2008 12:08:33 +0000</pubDate>
<dc:creator>marszoblog</dc:creator>
<guid>http://marszoblog.pl.wordpress.com/2008/05/07/kleska-urodzaju/</guid>
<description><![CDATA[Krótka historia dotyczy jednego spośród niewielu majowych weekendów, bliżej chodzi o ten trzeci]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Krótka historia dotyczy jednego spośród niewielu majowych weekendów, bliżej chodzi o ten trzeci z kolei, takie niby nic, leniwy odpoczynek dla wielu, doczytywanie tygodników typu <em>Polityka</em>, wymyślne obiady, dwudaniowe na dodatek, gdzie sadzi się nowe pelargonie do donic na balkonie, myje mopem klatki schodowe i trzepie dywany. Kiedy siada się nad jeziorem, czasami moczy się kija w wodzie, czasami ujeżdża kopytne, czasami psy wyprowadzą właścicieli na spacer. Gra także liga, stadion huczy, race dymią, a szaliki noszą dumę. Gdzieś na jakimś kocu - jacyś młodzi ludzie opalają się toples, wśród swoich łatwiej. Jeszcze inni nerwowo znoszą spotkania rodzinne, spoceni targają zakupy na cały tydzień, szukają pociech na podwórkowych piaskownicach. Leniwie, klasycznie i spokojnie.</p>
<p>Jest to również data szczególna w kalendarzu rajdowym, bowiem w terminie od 16 do 18 maja odbywa się zawodów urodzaj, zatem także jakieś wykopki zawodów, w kolejności wagowej i liczbie uczestników mamy do czynienia z maratonem w Łodzi, Kieratem, Biegiem Rzeźnika, Setką z Hakiem i Wesołą Setką. Wielu z uczestników musiało wybierać, łamało dylematy, zbijało wątpliwości - trzeba wybrać te jedne. Przypadek Łodzi odpada, takie biegi mają swoich zapaleńców, swoich stałych bywalców, swoich prawiczków, a przygotowania do maratonu to nie piwo z chipsami, trwają długo, nużą falowością, ale dają efekty, zatem kto na Łódź temu biegówki, temat zamknięty.</p>
<p>Inaczej rzecz się przedstawia z resztą zawodów, jeden termin - jeden problem, które wybrać?</p>
<p><a href="http://kierat.webpark.pl/" target="_blank">Kierat</a> -  wchodzi w skład PMnO (Puchar Polski w Pieszych Maratonach na Orientację), organizuje go Andrzej Sochoń, setkowa legenda, trasa obejmuje Gorce, 3000m przewyższeń, na orientację, limit 30h.</p>
<p><a href="http://www.biegrzeznika.pl/index_2008.html" target="_blank">V Bieg Rzeźnika</a> - Bieszczady, około 75km, przewyższeń podobnie, trasa wyznaczona, zespoły dwuosobowe, dosłownie rzeźnia dla mięśni, punkty regeneracyjne.</p>
<p><a href="http://haki.uni.opole.pl/setka.php" target="_blank">Setka z Hakiem</a> - trasa liniowa, organizują hercerze, 24h na przejście 100km, opis przejścia, od Nysy do Opola.</p>
<p><a href="http://aksolotl1.home.pl/stowarzyszenie/index.php?option=com_content&#38;task=view&#38;id=27&#38;Itemid=66" target="_blank">Wesoła Stówa</a> - 100km, sztafeta na góra cztery osoby, pętla po 5km do zmiany, teren leśny, okolice Warszawy.</p>
<p>Za i przeciw, z rywalizacji odpada Wesoła Stówa, po pierwsze skierowana jest do zespołu, po drugie gonitwa za czasem, odcinki 5km (w wersji minimalnej) po pięć takich na osobę, miłe, ale w porównaniu z konkurentami odpada i nawet bez szczegółowej analizy można się z tym zgodzić. Często na pytanie "dlaczego?" odpowiadamy po prostu: "bo tak", ta sytuacja jest w sam raz na taki unik.</p>
<p>Drugi odpada Rzeźnik, bieg przeznaczony jest dla mocnych łydek, wybieganych płuc i żelaznej pompy, tutaj liczy się przebyty kilometraż, doświadczenie natury ultra. Kategorie 19-23 raczej nie będą reprezentowane przez licznych chętnych, to zapalone jednostki chętne by dostać dobre lanie, takie balansowanie na granicy rozumu, a totalnej głupoty, gdzie głowa, gdzie nogi. Rezygnacja z Rzeźnika jest dla wstępniaków rozsądna, nie dla psa kiełbasa, nie dla średniaka rzeźnik, także nie zagrzeję miejsca w pociągu, nie zasilę bieszczadzkich zwłok.</p>
<p>No i zaczyna się finał. Bitwa wieczoru. Gong i marsz, start i próba charakteru. Kierat jako maraton górski (umowne określenie) to nie tylko 100km, ale także przewyższenia, dystans zwiększa się do 130km, a przecież całość jest na orientacje, wybierając wariant idealny można mówić o 130km, ale taki przecież nie istnieje, zawsze nie to wejście, nie ten szus i kroki w plecy, wg mojego optymistycznego założenia, przeciętny piechur, bywalec Harpagana - powinien zrobić (zanim przybije do mety) około 150km. Ma na to 30h, powodzenia śmiałkowie, doceniam wyzwanie, szansę na punkty w PnMO, z chęcią bym spróbował, ale podobnie jak w zeszłym roku powiem "nie tym razem". Zostaje Setka z Hakiem, niby trasa liniowa, to taka z nicią Ariadny, nic się nie złego stać nie może, bezpieczeństwo i wygoda, odpada nawigowanie, opis siedzi, można zapomnieć o mapie, a iść za wskazówkami przejścia - nic bardziej mylnego. Jeśli frustruje błąd na Harpaganie, to o ile bardziej  - tam - gdzie (z pozoru) mylić się nie sposób. Łatwo powiedzieć, że co to za zabawa, tylko iść, ale dla odmiany może warto czasami tylko iść. Czytanie mapy jest wygodne, można przystanąć, zastanowienie, wraca oddech, wraca wariant. A tutaj goni grupa, goni czas, skraca się dystans, nie mniej niż w MnO. I tutaj będzie ból, pot, odciski, spięcie, krew, ywruk, zmiana skarpet, chęć rywalizacji, zastanowienie nad przestrzenią, nad tym co zostało, kiedy śpiwór, kiedy sen, kiedy coś ciepłego, kiedy koniec, kiedy sukces, kiedy zadanie wykonane. Jeśli nie można zrobić czegoś przy kilku podejściach, to może warto sobie pomóc, może warto spróbować czegoś (z pozoru) łatwiejszego, zobaczyć czy dystans to tylko magiczna liczba, czy może wykonalny plan. Co różni Setkę z Hakiem od MnO? Na pewno podejście uczestników, nawigatorzy powiedzą, że to gówno tylko iść jak za rękę, że to proste jak konstrukcja cepa, jednak ci, którzy cenią sobie każdy wysiłek, każdą szansę na niebanalne spędzenie czasu, każdą okazję, żeby się sprawdzić w nowych warunkach, żeby nie tracić formy i motywacji (na to z pozoru trudniejsze) - nie powinni rezygnować z takich zawodów. Nie zawsze tam gdzie nas nie ma musi być beznadziejnie, Kapuściński uczy ciekawości na drugie/drugiego - może warto słuchać rad mistrza.</p>
<p>Na koniec tego może przesadzonego moralizatorstwa powiem, kto wie czy nie tłumaczę się ze strachu przed Kieratem i dlatego dorabiam filozofię, kto wie, nie zaprzeczam. Ale chcę mimo wszystko postulować o docenienie małych (z pozoru) zawodów, tych wielkich dla uczestników, tych przygód niezapomnianych, kilometrów w nogach, poświęceń cennych jak każde inne, tylko tyle.</p>
]]></content:encoded>
</item>

</channel>
</rss>
