<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><!-- generator="wordpress.com" -->
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	>

<channel>
	<title>beit &amp;laquo; WordPress.com Tag Feed</title>
	<link>http://wordpress.com/tag/beit/</link>
	<description>Feed of posts on WordPress.com tagged "beit"</description>
	<pubDate>Sat, 22 Nov 2008 23:59:46 +0000</pubDate>

	<generator>http://wordpress.com/tags/</generator>
	<language>en</language>

<item>
<title><![CDATA[Warszawa, czyli jak się ma sushi do koszerności.]]></title>
<link>http://izanna.pl.wordpress.com/2008/08/12/warszawa-czyli-jak-sie-ma-sushi-do-koszernosci/</link>
<pubDate>Tue, 12 Aug 2008 22:33:36 +0000</pubDate>
<dc:creator>izanna</dc:creator>
<guid>http://izanna.pl.wordpress.com/2008/08/12/warszawa-czyli-jak-sie-ma-sushi-do-koszernosci/</guid>
<description><![CDATA[Jestem synestetykiem, czyli kimś, komu mylą się zmysły. Słuch nakłada się na widzenie barw, a]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<div class='snap_preview'><p><em>Jestem synestetykiem, czyli kimś, komu mylą się zmysły. Słuch nakłada się na widzenie barw, a smaki kojarzą się z dźwiękami. Nawet gdybym była pod tym względem całkiem normalna, kwestie smaku zaliczałabym do dziedzin sztuki. Przyjemność sprawia mi jedzenie rękoma, dlatego jestem pasjonatką sushi. Bierze się palcami zimna rybę, przegryza ją jak skórę zdobyczy i dostaje do parującego jeszcze ciepłem środka ryżowej kulki. na koniec słone strugi kawioru przemywają falą usta morskiego drapieżnika. Jedzenie sushi nie wydaje się modą, ale instynktem, genetyczną pamięcią milionów lat przeżytych w oceanach. Sushi na wynos zalatuje zdechłą rybą wyrzuconą daleko od brzegu. Powinno być jedzone tam, gdzie się je robi. Być może dlatego nowe bary sushi otwiera się dopiero wtedy, gdy nasiąkną tym zapachem.</em><br />
<strong>Manuela Gretkowska, Uciekam z teatru [w: Na dnie nieba]</strong></p>
<p>Mój pobyt w Warszawie upłynął właściwie pod znakiem <strong>sushi</strong>. Oczywiście działo się jeszcze wiele innych, bardzo ciekawych rzeczy, ale sushi pozostanie sztandarowym i najważniejszym wydarzeniem tego wyjazdu.<br />
Ja mogę się pod tym podpisać jedynie bardzo małym druczkiem, a cały splendor skierować na Krapula. Zostałam jedynie asystentką, nie żałującą jednak wasabi, ale skąpiącą ryżu, skądinąd trochę rozgotowanego, ale przecież to był nasz pierwszy raz, jakkolwiek to brzmi, a dwuznacznie brzmieć nie powinno. Chodzi tylko o ryż. Przynajmniej naprawdę wyszedł lepki, a ocet do maczania rąk się na coś przydał.<br />
Zwijał, kroił, kulaliśmy, smarowaliśmy, uklepywaliśmy, kładliśmy, układałam z maniakalną dokładnością, według wielkości, rodzaju, techniki zawijania i własnych widzi mi się, ale akceptowanych przez Szefa Krapula (no i znów Boss). Efekt pracy poniżej:</p>
<p><a href="http://izanna.files.wordpress.com/2008/08/iza-w-wawce-0016.jpg"><img src="http://izanna.wordpress.com/files/2008/08/iza-w-wawce-0016.jpg?w=199" alt="" width="199" height="300" class="alignnone size-medium wp-image-241" /></a><br />
<em>fot. Krzysztof Garbaliński</em></p>
<p>Jeśli mogę doradzić amatorom sushi- unikajcie dużych ilości wasabi i jeśli macie wymagające podniebienie, zdecydujcie się na różowy imbir. Kawior oczywiście czerwony, bo dodaje sushi koloru. A przecież im bardziej kolorowo, tym lepiej smakuje. </p>
<p><a href="http://izanna.files.wordpress.com/2008/08/iza-w-wawce-0011.jpg"><img src="http://izanna.wordpress.com/files/2008/08/iza-w-wawce-0011.jpg?w=300" alt="" width="300" height="221" class="alignnone size-medium wp-image-242" /></a><br />
<em>fot. Krzysztof Garbaliński</em></p>
<p>Prawda, że apetycznie to wygląda? Gwarantuję, że tak też smakowało. Zupełnie inny smak, niż w <em>sushi barach</em>. Zgodnie z tym, co zauważyła Gretkowska- nie śmierdzi, a smakuje tylko tam, gdzie zostało zrobione, ale świeże, poza tym własnymi siłami. Sztukę jedzenia pałeczkami, <em>waribashi</em>, opanowałam tylko w sferze nadziewania nań imbiru. Reszta to rozkoszowanie się sushi poprzez jedzenie rękoma. </p>
<p><a href="http://izanna.files.wordpress.com/2008/08/iza-w-wawce-0006.jpg"><img src="http://izanna.wordpress.com/files/2008/08/iza-w-wawce-0006.jpg?w=300" alt="" width="300" height="199" class="alignnone size-medium wp-image-243" /></a><br />
<em>fot. Krzysztof Garbaliński</em></p>
<p>Piątek upłynął rzecz jasna pod znakiem odwiedzin w Bejcie Warszawa nierozerwalnie związanych z kolacją szabatową. To, co zwróciło naszą uwagę, to chałka krojona w plasterki (bo chyba nie kromki?) i brak humusu. Na szczęście wino było to samo, ale później zmieniło się w sok <img src='http://s.wordpress.com/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /> Zastanawia mnie, czy szpinak w muszelkowym makaronie był koszerny. <img src='http://s.wordpress.com/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /> Za to zrazy drobiowe i sałatki- jak zwykle bomba, ale koszerne raczej nie były. Pojawiło się trochę gości ze Stanów. Znów język hebrajski mieszał się z polskim, angielskim i rosyjskim. Jak ja lubię tamto miejsce&#8230;</p>
<p>W Warszawie znów poznałam trochę ludzi, odkryłam kilka ciekawych miejsc i -co najważniejsze- nareszcie spotkałam się z Krapulem. Zauważyłam też, że tam atopowe mi ustąpiło, ręce i twarz się zagoiły, jakoś mniej wszystko swędziało, a po powrocie do domu znów będzie to samo. Czuję i powoli to widzę. Skóra okazuje się wskaźnikiem mojego odprężenia.</p>
<p>Mogłabym tak długo i długo, ale resztę wspomnień zostawię dla siebie <img src='http://s.wordpress.com/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /> </p>
</div>]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Moje 19. urodziny]]></title>
<link>http://izanna.pl.wordpress.com/2008/05/17/moje-19-urodziny/</link>
<pubDate>Sat, 17 May 2008 14:42:11 +0000</pubDate>
<dc:creator>izanna</dc:creator>
<guid>http://izanna.pl.wordpress.com/2008/05/17/moje-19-urodziny/</guid>
<description><![CDATA[Deszcz i burza sprzyjają pisaniu, więc oto, co działo się wczoraj.
8.15
Pobudka. Ściśnięty ż]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<div class='snap_preview'><p>Deszcz i burza sprzyjają pisaniu, więc oto, co działo się wczoraj.</p>
<p><strong>8.15</strong><br />
Pobudka. Ściśnięty żołądek. W głowie plącze się Corelli, Beethoven i Berlioz. Jem śniadanie, które dostałam do łóżka. Jak co roku, 16. maja (wyłączając może dwa lata mieszkania na Drzewnej, kiedy to dziewczyny udawały, że dzień jak co dzień, a wieczorem była Niespodzianka). Życzenia, uściski. Trochę lżej, zapominam o stresie.</p>
<p><strong>10.15</strong><br />
Jadę autobusem na spotkanie z M. Przyjechała z Warszawy i zdecydowałyśmy się na poranną, urodzinowo-maturalną mrożoną kawę. Później wizyta w dwóch antykwariatach. W prezencie książka, którą dawno chciałam sobie kupić, ale jakoś nie było ku temu okazji. </p>
<p>Uwielbiam urodziny. Telefon nie milczy cały dzień. Na dodatek byłam zdziwiona, że tak dużo osób pamięta i to nawet ci, których nie widziałam 3 lata. Dziękuję wszystkim!</p>
<p><strong>13.15</strong><br />
Odbieramy rabinkę i A. z PKP. Dopiero się zaczyna. Udzielać dobra energia oczywiście. Śmiechy, rozmowy. Odbieramy chałki na szabat w piekarni i idę w stronę szkoły na maturę z historii muzyki.</p>
<p><strong>14.15</strong><br />
Przejrzałam cały arkusz. Jestem w szoku. Niektóre pytania powalają na łopatki, ale jakoś udaje mi się wybrnąć. Ledwo wyrabiam się w 2 godziny.</p>
<p><strong>16.30</strong><br />
Szybki obiad w restauracji i odwiedziny w szkole muzycznej. Zaczynam szykować się na szabat.</p>
<p><strong>18.15</strong><br />
Stoję z M., rabinką i A. Słuchamy przedługiej części oficjalnej otwierającej Noc Muzeów. Dostaję urodzinową różyczkę. Stres schodzi, bo ile można się denerwować. Po pewnym czasie zaczyna się nabożeństwo szabatowe.<br />
<a href="http://izanna.files.wordpress.com/2008/05/obraz-1828.jpg"><img src="http://izanna.wordpress.com/files/2008/05/obraz-1828.jpg?w=300" alt="" width="300" height="242" class="alignnone size-medium wp-image-217" /></a><br />
Widzę sporo znajomych twarzy- z kursu hebrajskiego, z poprzednich festiwali, ze szkoły. Atmosfera jest niezwykła. Przypominają mi się wieczory w Bejcie. Pstrykam zdjęcia rabince, M. i A. Później razem śpiewamy psalm i kilka szabatowych pieśni, ludzie powoli łapią melodię <em>Lecha Dodi</em>.<br />
Wino, roznoszenie chałek. <em>Szabat szalom</em> mówione trochę nieśmiało.<br />
Po nabożeństwie kolacja szabatowa. Później przejście do sali, gdzie jest wystawa <em>Żyd niemalowany</em>. Gram kilka melodii żydowskich i śpiewam <em>Mishaelę</em> na przemian z <em>Hymnem o miłości</em>. Duszno, gorąco, mnóstwo ludzi, fleszy i czewonych lampek kamer. Kilka mikrofonów. Oklaski. Dziękuję.</p>
<p><strong>20.15</strong><br />
Czas się zbierać. Ale pożegnać się z ludźmi z Bejt Warszawa nie jest tak łatwo. Rabinka mówi:<br />
-Łan song. For mi. Plis. Wery macz.<br />
-Którą?<br />
-<em>Michela</em><br />
-Ok</p>
<p> Śpiewam więc specjalnie dla niej. Patrzymy sobie prosto w oczy. Szeroki uśmiech. Czuję, jak moje gardło powoli protestuje, ale do końca piosenki jest w porządku.<br />
Zagadujemy się trochę o moim przyjeździe do Warszawy i wspólnej podróży do Krakowa, mówiąc po polsku i angielsku, a rabinka dodatkowo po rosyjsku, kiedy jej nie rozumiem (czy po rosyjsku w takim razie mam zrozumieć?). Jest bardzo sympatycznie. Robimy sobie kilka pamiątkowych zdjęć. Uściski, buziaki i &#8230;<em>Happy Birthday to you</em> w wykonaniu A. i rabinki. <em>Iza, zadzwonię</em> na pożegnanie. Później fotka z M. i do domu.</p>
<p>To był jeden z piękniejszych dni w moim życiu. Zamiast torta humus i cymes. Zamiast szampana, wino.</p>
<p>Szkoda, że dziś już 17. maja.</p>
</div>]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Majowo]]></title>
<link>http://izanna.pl.wordpress.com/2008/05/07/majowo/</link>
<pubDate>Wed, 07 May 2008 13:26:20 +0000</pubDate>
<dc:creator>izanna</dc:creator>
<guid>http://izanna.pl.wordpress.com/2008/05/07/majowo/</guid>
<description><![CDATA[Maj się zaczął. &#8220;Proszę Państwa do sali&#8221;. Zaczęła się matura. Póki co z głowy ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<div class='snap_preview'><p>Maj się zaczął. <em>&#8220;Proszę Państwa do sali&#8221;</em>. Zaczęła się matura. Póki co z głowy mam pisemny język polski. Wiedziałam, że moje zainteresowanie twórczością Mrożka do czegoś się przyda. Niestety nie mogę tego powiedzieć o Miłoszu. Po maturze będzie mnie od niego odrzucać, to pewne.</p>
<p>Jak na razie, to piszę prezentację, <strong>Krapul</strong> dzielnie mi recenzuje i wprowadza poprawki, czasem drastyczne- wywalił mi jedno zdanie! Ale jak się ma żyłkę humanisty i takie studia w CV, <em>o litości nie ma mowy</em>. <img src='http://s.wordpress.com/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /> </p>
<p>Jutro pisemny język niemiecki. W planach mam powtórkę zwrotów do listu prywatnego i formalnego. Niczego więcej się nie nauczę. Przed ustną trzeba będzie popracować.</p>
<p>16. maja, oprócz matury z historii muzyki i urodzin, Noc Muzeów. Nareszcie chwila wytchnienia.</p>
<p><a href="http://izanna.files.wordpress.com/2008/05/1057platki-stokrotki1.jpg"><img src="http://izanna.wordpress.com/files/2008/05/1057platki-stokrotki1.jpg?w=300" alt="" width="300" height="225" class="alignnone size-medium wp-image-213" /></a></p>
<p>Rosa zakochana, Yoozek będzie miał dziecko, Krapul biega po Wawie w pasiaku, Buxtehude nawet nie wiem, czy żyje&#8230; się porobiło na tym świecie&#8230;</p>
</div>]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[A przeciwko Tobie może być użyty każdy czuły gest...]]></title>
<link>http://izanna.pl.wordpress.com/2008/04/30/a-przeciwko-tobie-moze-byc-uzyty-kazdy-czuly-gest/</link>
<pubDate>Wed, 30 Apr 2008 11:47:29 +0000</pubDate>
<dc:creator>izanna</dc:creator>
<guid>http://izanna.pl.wordpress.com/2008/04/30/a-przeciwko-tobie-moze-byc-uzyty-kazdy-czuly-gest/</guid>
<description><![CDATA[Postanowienia właściwie wypełnione, wyłączając &#8220;Cudzoziemkę&#8221; . Szukam desperacko ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<div class='snap_preview'><p>Postanowienia właściwie wypełnione, wyłączając <em>&#8220;Cudzoziemkę&#8221; </em>. Szukam desperacko skrzypcowego koncertu <em>Brahmsa</em>. Rower odświeżony. Pojechałam wczoraj na wycieczkę. Siedziałam godzinę nad Odrą, na łące. Łabędzie, konie. Widok na Połupin- stare dzieje. </p>
<p>Nie wiem dlaczego, ale powrócił do mnie wczoraj <strong>Buxtehude</strong>. Łzy mi leciały, że to wszystko się rozpadło. Z czyjej winy? Dlaczego? </p>
<p>Tak nie powinien się zachowywać człowiek zakochany. </p>
<p>Znów miałam dziwny sen. Czytałam książkę, potem obserwowałam pająka. Czy pająk przynosi szczęście? Przydałoby się trochę&#8230;</p>
<p>No, ale nie można narzekać. <strong>Życie jest piękne</strong>, świeci słońce, jest ciepło, PITy już do skarbówki zaniesione, wernisaż &#8220;Żyd niemalowany&#8221; już załatwiony na nowym zamku krośnieńskim.</p>
<p>Dobrze jest. Nieźle. Zawsze może być gorzej.</p>
<p>P.S.<br />
Znów na &#8220;Pręgach&#8221; płakałam&#8230;</p>
</div>]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Beit Mery]]></title>
<link>http://desdaqui.pl.wordpress.com/2008/04/14/beit-mery/</link>
<pubDate>Mon, 14 Apr 2008 09:27:50 +0000</pubDate>
<dc:creator>ferrancanet</dc:creator>
<guid>http://desdaqui.pl.wordpress.com/2008/04/14/beit-mery/</guid>
<description><![CDATA[A pocs quilòmetres de Bierut es troba Beit Mery, un racó de tranquil·litat en comparació amb la ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<div class='snap_preview'><p>A pocs quilòmetres de Bierut es troba Beit Mery, un racó de tranquil·litat en comparació amb la capital libanesa. Al cap damunt d&#8217;aquest turó hi ha un convent construït en el mateix lloc on hi havia hagut una construcció bizantina, abans una de romana&#8230;</p>
<p style="text-align:center;"><a href="http://picasaweb.google.com/ferrancanet/LlocsDelLBan/photo#5188979120847418834"><img src="http://lh6.ggpht.com/ferrancanet/SAL1BJ0HddI/AAAAAAAABHY/Jvm6xPBiv98/s400/DSC02970.JPG" alt="" /></a></p>
<p>La vista des d&#8217;allà domina tot Beirut, cap a l&#8217;oest, i cap el nord i l&#8217;est les muntanyes que separen la costa de la Bekaa. Val la pena fer una escapada per conèixer el lloc.</p>
<p>Hi ha una <a href="http://www.beitmery.com/html/" target="_blank">pàgina web</a> amb més informació sobre el lloc</p>
</div>]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[W Dniu Kobiet]]></title>
<link>http://izanna.pl.wordpress.com/2008/03/08/w-dniu-kobiet/</link>
<pubDate>Sat, 08 Mar 2008 18:09:27 +0000</pubDate>
<dc:creator>izanna</dc:creator>
<guid>http://izanna.pl.wordpress.com/2008/03/08/w-dniu-kobiet/</guid>
<description><![CDATA[Musi byc do wyboru.
Zmieniać się, żeby tylko nic się nie zmieniło.
To łatwe, niemożliwe, trud]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<div class='snap_preview'><p><em>Musi byc do wyboru.<br />
Zmieniać się, żeby tylko nic się nie zmieniło.<br />
To łatwe, niemożliwe, trudne, warte próby.<br />
Oczy ma, jeśli trzeba, raz modre, raz szare,<br />
czarne, wesołe, bez powodu pełne łez.<br />
Śpi z nim jak pierwsza z brzegu, jedyna na świecie.<br />
Urodzi mu czworo dzieci, żadnych dzieci, jedno.<br />
Naiwna, ale najlepiej doradzi.<br />
Słaba, ale udźwignie.<br />
Nie ma głowy na karku, to będzie ją miała.<br />
Czyta Jaspersa i pisma kobiece.<br />
Nie wie, po co ta śrubka i zbuduje most.<br />
Młoda, jak zwykle młoda, ciągle jeszcze młoda.<br />
Trzyma w rękach wróbelka ze złamanym skrzydłem,<br />
własne pieniądze na podróż daleką i długą,<br />
tasak do mięsa, kompres i kieliszek czystej.<br />
Dokąd tak biegnie, czy nie jest zmęczona.<br />
Ależ nie, tylko trochę, bardzo, nic nie szkodzi.<br />
Albo go kocha, albo się uparła.<br />
Na dobre, na niedobre i na litość boską.  </em></p>
<p><strong>Wisława Szymborska, Portret kobiecy</strong></p>
<p><a href='http://izanna.wordpress.com/files/2008/03/kobieta.jpg' title='kobieta.jpg'><img src='http://izanna.wordpress.com/files/2008/03/kobieta.thumbnail.jpg' alt='kobieta.jpg' /></a></p>
<p>Kupiłam płytę z mantrą. Wróciłam na jogę, tym razem z Hanią. Odwiedziłam <strong>Krapula</strong>, zabalowałam na i po szabacie w Bejcie. Przeżyłam w Warszawie piękne chwile. Pożegnałam się z Tomaszem. Zaczynam porządkować swoje życie. W krótkim czasie dużo się wydarzyło. Za dużo. Przeżyłam przesilenie i sprawy nabrały innych barw. Jaśniejszych i wyraźniejszych.<br />
Kwartet ma nieformalny urlop. Szykuję się do matury. Język polski, niemiecki, historia muzyki. Co do prezentacji, nie mam jeszcze nic. Nie mogę znaleźć dobrej, chwytliwej tezy. Ale zdążę. Muszę.<br />
Do tej pory spontaniczność nie była moją domeną. A tymczasem bez żadnych planów minął mi jeden tydzień, potem drugi. Nie, żebym się nudziła. Przeciwnie. Odświeżyłam &#8220;stare&#8221; kontakty.<br />
Zaczynam dostrzegać, że życie naprawdę ma sens.<br />
I te czekoladki w kształcie serc rano na poduszce, która nie służy już wyłącznie do pochłaniania łez.</p>
</div>]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[II Dni Kultury Żydowskiej]]></title>
<link>http://izanna.pl.wordpress.com/2007/10/13/ii-dni-kultury-zydowskiej/</link>
<pubDate>Sat, 13 Oct 2007 20:39:51 +0000</pubDate>
<dc:creator>izanna</dc:creator>
<guid>http://izanna.pl.wordpress.com/2007/10/13/ii-dni-kultury-zydowskiej/</guid>
<description><![CDATA[Dzisiaj mija drugi dzień festiwalu. Jutro zakończenie.
Ale zanim&#8230;

Piątek upłynął dość]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<div class='snap_preview'><p>Dzisiaj mija drugi dzień festiwalu. Jutro zakończenie.<br />
Ale zanim&#8230;</p>
<p><img src="http://izanna.wordpress.com/files/2007/10/beit_logo.jpg" alt="Logo Beit Warszawa" /></p>
<p>Piątek upłynął dość energicznie, bo od rana były ogromne zmiany w programie. Planowo miałam cztery wejścia po dziesięć minut z pieśniami żydowskimi. W rzeczywistości miałam dwa po mniej więcej trzy minuty. Prezes tłumaczył to zawirowaniami związanymi z referatami i na pewno miał rację. Jedynym wykładem, który zaczął się punktualnie i planowo się zakończył, był wykład rabina Burta Schumana z reformowanej gminy żydowskiej Beit Warszawa <em>(o wizycie w Bejcie pisałam gdzieś wcześniej)</em>. Po nim miałam okazję porozmawiać chwilę z rabinem, co dało mi wiele radości. Przekazałam pozdrowienia dla Patrycji i nie kryłam zadowolenia z naszego ponownego spotkania. W zamian dostałam ponowne zaproszenie do Bejtu <em>(oczywiście na szabat)</em>. Skorzystam NA PEWNO dopiero, gdy napiszę maturę i będę mieć więcej czasu na wszystko.<br />
W piątek na żaden inny referat się nie załapałam <em>(jeśli nie liczyć połowy o rekonstruowanym muzeum żydowskim w Wawie)</em>, ale za to udało mi się uczestniczyć w trzygodzinnych warsztatach pisma hebrajskiego! Po wytężonej pracy umysłowej każdy z nas zaprezentował na tablicy swoje imię i nazwisko, rzecz jasna w języku hebrajskim. Już wiem, czym różni się on od jidisz. Mimo wszystko- wolę hebrajski.<br />
Po zaśpiewaniu <strong>Avinu malkeinu</strong> <em>(Nasz Ojcze)</em> udzieliłam trzech wywiadów. Jeden z nich poszedł w eter szybciej, niż myślałam, bo już wieczorem dostałam telefon od babci, że byłam w radiu. Okazało się, że redaktorka nagrała też samą pieśń. Ciekawe, ciekawe. Niestety inna nie wykazała się zbytnią inteligencją, bo pierwsze pytanie (którego nie pozwoliłam jej zanotować), brzmiało: <em>&#8220;Czy jest Pani Żydówką?&#8221;</em>. Proszę Pani. Nie jestem, ale nawet gdyby, to co? Przyklaśnie Pani wesoło, tak jak to Pani zrobiła, kiedy zaprzeczyłam? Nie wiem, czemu miało służyć to pytanie. I raczej się nie dowiem, bo Pani poczerwieniała i zaczęła mówić trochę konkretniej, chociaż nadal niezbyt mądrze <em>(Czy wszystkie pieśni żydowskie są tak wzruszające?)</em>. Ta kobieta nic nie wie o tej kulturze. Żal. Z szacunku dla prasy nie napiszę, z ktorej gazety jest owa Pani redaktor (na szczęście nie z Lubuskiej, tyle mogę powiedzieć).</p>
<p>Sobota z reguły jest dniem miłym, lekkim i przyjemnym. Tak teżbyło dzisiaj. Zaśpiewałam kilka pieśni, zagrałam <strong>Szalom aleichem</strong> i&#8230; razem z rabinem Schumanem w czasie odsłonięcia tablicy poświęconej Levysohnom zaśpiewałam <strong>Hine ma tow</strong>. Łezka w oku się zakręciła, bo przypomniał mi się mój pierwszy szabat i ten drugi, w Bejcie z Patrycją. Od tego wszystko się zaczęło. Śpiewanie po hebrajsku, wycieczka do Oświęcimia, przyjaźnie z Żydami.<br />
Po odsłonięciu wszyscy poszliśmy świętować szabat (&#8221;Szabat szalom, szalom szabat&#8230;&#8221; słyszało się z każdej strony). Pyszne jedzenie, jak to w kuchni żydowskiej. Do tego zielonogórskie wino. Humus zagryzany macą i naprawdę świetna atmosfera. Przy okazji odbyłam kilka budujących rozmów, które znów dały mi do myślenia, ale też rozjaśniły umysł.</p>
<p>Został jeszcze jeden dzień festiwalu. A w nim koncert kwartetu. <strong>Intermezzo</strong>, tak się teraz nazywamy. Nowa wiolonczelistka, to i nowa nazwa. Kciuki proszę!</p>
<p>P.S.<br />
O moich duchowych i uczuciowych zawirowaniach napiszę kiedy indziej lub najlepiej wcale, bo czuję się fatalnie. A miało być zupełnie inaczej. Nie tak. </p>
</div>]]></content:encoded>
</item>

</channel>
</rss>
