<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><!-- generator="wordpress.com" -->
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	>

<channel>
	<title>becikowe &amp;laquo; WordPress.com Tag Feed</title>
	<link>http://wordpress.com/tag/becikowe/</link>
	<description>Feed of posts on WordPress.com tagged "becikowe"</description>
	<pubDate>Sat, 22 Nov 2008 22:07:50 +0000</pubDate>

	<generator>http://wordpress.com/tags/</generator>
	<language>en</language>

<item>
<title><![CDATA[Doczekać starości?]]></title>
<link>http://kosa1.pl.wordpress.com/2008/08/28/doczekac-starosci/</link>
<pubDate>Thu, 28 Aug 2008 16:36:11 +0000</pubDate>
<dc:creator>kosa1</dc:creator>
<guid>http://kosa1.pl.wordpress.com/2008/08/28/doczekac-starosci/</guid>
<description><![CDATA[Tylko po co?
Dzisiaj znów wrócił na Interii temat emerytur, tym razem w kontekście otwartych fun]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<div class='snap_preview'><p>Tylko po co?<br />
Dzisiaj znów wrócił na Interii temat emerytur, tym razem w kontekście otwartych funduszy. Tym razem projekt przewiduje, że będziecie, mili rodacy, płacić, płacić i płacić, a uzbierane pieniądze i tak pójdą do wspólnego wora. Chodzi o o to, iż rząd planuje pozbawienia prawa własności do uzbieranego kapitału. Inaczej mówiąc - zakładamy taką sytuację: jest małżeństwo, mąż pracuje, żona zajmuje się niepełnosprawnym dzieckiem. Mąż płaci składki, zapisuje się do otwartego funduszu i płaci składki, za żonę (wg teraz oboziązujących przepisów), składki płaci organ wypłacający zasiłek (o ile jest uprawniona). Przychodzi chwila, kiedy mąż traci siły i opuszcza ten wspaniały świat. I co? I żona zostaje z ręką w nocniku, bo nie będzie dziedziczyła ani świadczenia, ani kapitału. Tak samo dziecko dostanie klapsa od świata, bo też nie odziedziczy (a jak już, to najwyżej wadę genetyczną). Tym sposobem utrzymywaliśmy, utrzymujemy i będziemy utrzymywać nasze miłe, kochane państwo.<br />
Tak, tak, wiem, obywatele muszą wypracować zysk, aby państwo miało z czego płacić różne świadczenia, utrzymywać administrację i inną &#8230;ację.<br />
Tylko kto będzie utrzymywał te wdowy, czy wdowców, którzy nie mogli z takich, czy innych przyczyn pracować?<br />
Mam dwie córki. Starsza ma prawie 27 lat. Oficjalnie opłaca KRUS, a dodatkowo opłaca coś w rodzaju polisy w IDG, bo przecież jakoś musi się zabezpieczyć. Jej Pan opłaca ZUS plus dwie inne składki emerytalne. I teraz muszę im życzyć:<br />
1/ dużych dochodów, żeby po opłaceniu składek i podatków na życie jeszcze stykło,<br />
2/ dłuuugich lat życia, żeby mogli z owoców emerytury coś niecoś skorzystać.<br />
Uważam tak: jeśli rząd, państwo nakłada na obywateli określone finansowe zobowiązania, jeśli podważa prawo własności, utrzymuje wysokie podatki, to niech że to państwo zapewni to, do czego się zobowiązuje, a takim zobowiązaniem jest choćby godna emerytura, taka, która pozwoli człowiekowi dożyć w godności swoich dni. A w tej chwili emerytura staje się widmem, godnym określenia horror.<br />
Następnym &#8220;cudownym pomysłem&#8221; jest wypłacanie nieszczęsnego becikowego przez 10 miesięcy po 100 PLN! Przecież to nawet żartem nie idzie nazwać, to kpina. Te 100 PLN to pójdzie na wykonywanie badań, które baby są zobowiązane robić, bo rząd musi mieć pewność, że babsko jest aby pewnikiem ciężarne!<br />
Nie wiem, swego czasu w szkole średniej miałam obowiązek czytania lektury. Mieliśmy tam Kantora, Becketta i Ionesco. Nie przypuszczałam, że przyjdzie mi żyć w czasach, przy których twórczość wymienionych autorów - to bajki dla grzecznych dzieci.</p>
</div>]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Becikowe tylko dla kobiet kontrolujących zdrowie]]></title>
<link>http://cowpolscepiszczy.pl.wordpress.com/2008/08/05/becikowe-tylko-dla-kobiet-kontrolujacych-zdrowie/</link>
<pubDate>Tue, 05 Aug 2008 09:24:04 +0000</pubDate>
<dc:creator>cowpolscepiszczy</dc:creator>
<guid>http://cowpolscepiszczy.pl.wordpress.com/2008/08/05/becikowe-tylko-dla-kobiet-kontrolujacych-zdrowie/</guid>
<description><![CDATA[Zmiana prawa - Jedynie matki, które co najmniej od 10 tygodnia ciąży pozostawały pod opieką lek]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<div class='snap_preview'><p>Zmiana prawa - Jedynie matki, które co najmniej od 10 tygodnia ciąży pozostawały pod opieką lekarską, nabędą od przyszłego roku prawo do becikowego.</p>
<p>Zmianę zasad udzielania becikowego i dodatku do zasiłku rodzinnego po urodzeniu dziecka przewidują dwa projekty nowelizacji kodeksu pracy: rządowy i poselski. Oba rozszerzają też krąg uprawnionych do pobierania dodatku z tytułu opieki nad dzieckiem w trakcie urlopu wychowawczego.<br />
Zgodnie z projektami zarówno becikowe, jak i zapomoga z tytułu urodzenia dziecka zostaną wypłacone, gdy matka co najmniej od dziesiątego tygodnia ciąży do porodu będzie pozostawać pod opieką lekarską. Zapomoga wynosi 1 tys. zł i przysługuje wszystkim rodzicom z tytułu urodzenia dziecka. Do dodatku (1 tys. zł) mają prawo rodzice i opiekunowie uprawnieni do zasiłku rodzinnego, których dochód netto nie przekracza 504 zł miesięcznie na osobę w rodzinie (583 zł, gdy w rodzinie wychowuje się dziecko niepełnosprawne).Rodzice, aby mieć prawo do tych świadczeń, będą musieli przedstawić zaświadczenie wystawione przez lekarza, pod którego opieką pozostawała matka, albo kartę ciąży. W opinii Joanny Kluzik-Rostkowskiej, byłej minister pracy i polityki społecznej, zwiększy to liczbę kobiet w ciąży pozostających pod opieką lekarską. Dzięki temu zmniejszy się odsetek niemowląt z niską masą urodzeniową i zostanie ograniczona ich śmiertelność.<br />
To rozwiązanie powinno być powiązane z powszechnym informowaniem kobiet na jakie świadczenia medyczne mogą liczyć w ciąży - uważa Urszula Kubicka-Kraszyńska z Fundacji Rodzić po Ludzku.</p>
<p>Obecnie, jak wynika z badań, tylko co dwunasta kobieta w ciąży ma lekarza prowadzącego ciążę i poddaje się regularnie badaniom. Z kolei, w opinii lekarzy, obecnie na wizytę u ginekologa, opłaconą przez NFZ, trzeba czekać nawet kilka miesięcy.</p>
<p>Propozycje rządu i posłów przewidują ponadto, że kobiety otrzymujące dodatek do zasiłku rodzinnego z tytułu opieki w czasie urlopu wychowawczego będą mogły wykonywać pracę. Obecnie, jeśli rodzic podejmie jakąkolwiek pracę zarobkową, traci prawo do dodatku.</p>
<p>Dodatek ten ma też przysługiwać rodzicowi korzystającemu z urlopu wychowawczego, który umieści w tym czasie dziecko w żłobku lub przedszkolu. Ważne, aby sprawował osobistą opiekę nad dzieckiem. Joanna Kluzik-Rostkowska, podkreśla, że jeśli dziecko w trakcie urlopu zostanie umieszczone na pięć dni w tygodniu w placówce opiekuńczej, jego opiekun zostanie pozbawiony dodatku.</p>
<p>388 tys. dzieci urodziło się w 2007 roku </p>
</div>]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Mójstary vs. Młode matki - runda 2 ! o tym jak Gołotota powinien łykać antykoncepcje.]]></title>
<link>http://mojstary.pl.wordpress.com/2008/02/21/mojstary-vs-mlode-matki-runda-2/</link>
<pubDate>Thu, 21 Feb 2008 20:46:06 +0000</pubDate>
<dc:creator>mojstary</dc:creator>
<guid>http://mojstary.pl.wordpress.com/2008/02/21/mojstary-vs-mlode-matki-runda-2/</guid>
<description><![CDATA[ Po sukcesie 52 wpisu - “Młode matki - makz tea, not love!” i natłoku komentarzy i niesamowite]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<div class='snap_preview'><p> Po sukcesie 52 wpisu - “Młode matki - makz tea, not love!” i natłoku komentarzy i niesamowitej ilość wejść postanowiłem wrócić do tego tematu. Nie mam już ochoty na dołowanie tych ludzi, bo zacząłem rozumieć, że każdy jest kowalem swojego losu i prędzej czy później wdupi za to co robi. Ja też będę wśród tych osób – jestem całkowicie świadomy tego, ale mimo to nie zrażam się tym faktem.</p>
<p>Jako, że kotlety kilka razy odsmażane, a szczególnie te z mikrofalówki nie smakują tak samo jest to ostatni tekst w tym temacie.<!--more--></p>
<p>Na początku chciałbym wyjaśnić, że runda 2 ma na celu zebranie wszystkich myśli wypisanych w komentarzach pod 1 wpisem - nikt ich nie czyta a na prawdę jest tam wiele rzeczy, które umknęły mi podczas pisania tekstu.</p>
<p><b>Miłość a sex.</b><br />
Bezgraniczna wiara w prawdziwość słów i własną nieomylność. Ilu kobietą wcześniej powiedział słowo kocham po kilku tygodniowej znajomości? Im więcej lat tym więcej razy kochali i tym więcej razy wyznawali tą prawdziwą, wieczną i bezgraniczną miłość, która faktycznie nigdy nie istniała, im partnerka była głupsza i łatwo wierniejsza tym częściej i szybciej to wyznawał.</p>
<p>Mówili “kocham” żeby zapewnić sobie jej oddanie, mówili “kocham” dla lodzika, mówili “kocham” za drobne prezenty, mówili “kocham” dla analka. A ta biedna bezmózga dziewczyna myśląc, że to szczere wyznanie przewracała swój świat do góry nogami i robiła rzeczy, których nigdy w normalnych sytuacjach nie zrobiłaby a którymi niepohamowanie się brzydzi. Podbudowana w jej uznaniu prawdziwością wyznania swojego wiecznego partnera (w jego perspektywie, tylko dziewczyny do wyruchania i zostawienia) nie widzi nikogo poza nim, przełamuje kolejne bariery, bo uważa, że poza nim nie ma nikogo i nie ważne, co zrobi – robi to dla niego a on przecież nie skrzywdziłby jej nigdy w życiu. Uważa, że seks i każde zachcianki swojego partnera jest normalną koleją rzeczy, że okazywanie miłości niepełnoletniej dziewczynie to jednak sex. On stawia sobie za punkt honoru przeruchać dziewczynę, nie ważne, jakim kosztem – najczęściej jej kosztem – nie ważne, jakim sposobem, ale dokonać tego. Wszystko to subtelne podchody, te ćwierć pośrednie, pół pośrednie prośby żebyś wreszcie dała się puknąć.</p>
<p>Przyjmując jego wyznanie i uznając jego urojoną miłość godzisz się na umowę, w której przetargiem jest Twoje ciało, on daje Ci miłość a Ty jemu dupę. Jesteś niesamowicie głupia, jeśli przyjmujesz to z uśmiechem na mordzie, każda honorowa kobieta kopnęłaby tego chuja w sam środek jego brudnej dupy. No, bo dla Ciebie miarą wiarygodności, męskości i przystojności prawdziwego mężczyzny jest szerokość w barach i ilość żelu na głowie.</p>
<p><b>Miłość do dziecka.</b><br />
Matka powinna być z definicji osobą dorosłą, ustatkowaną, mogącą zapewnić dziecku dostateczne życie, kurwa, bo przecież dziecka nie nakarmisz i nie ubierzesz miłością i dobrymi, miłymi słowami. Nawet, jeśli nie o pozycje społeczną, stan materialny i inne rzeczy związane z kasą w wieku 16 lat nie masz najważniejszej rzeczy, którą matka powinna posiadać – doświadczenie – można mówić, że dzieci i młodzież dorasta w dzisiejszych czasach dużo szybciej, jest zmuszona od wczesnych lat do podejmowania prawdziwych samodzielnych decyzji, ale to tylko gadanie. Prawda jest taka, że sama dopiero, co przestałaś być dzieckiem, a teraz sama stajesz przed bardzo wielkim wyzwaniem, które bez pomocy rodziców zwycięży z Tobą.</p>
<p>Czy nie lepiej tego uniknąć? Być świadomą swojej sytuacji i następstw?</p>
<p>Nie rozumie także słów “cieszę się z tego dziecka” usłyszanych z ust 16 letniej matki. Gówno prawda! Skoro nie wiesz co mówić to nie mów nic, to tylko próba usprawiedliwienia a właściwie delikatnie załagodzenia niesmaku wśród rówieśniczek. Nie wierzę, że jeśli miałabyś szanse cofnięcia czasu nie zrobiłabyś tego by zapobiec swojej wpadce.</p>
<p><b>Zabezpieczenia</b><br />
Lata 60 minęły jakiś czas temu i fascynacja badaniem narządów płciowych przez obcych też minęła jakiś czas temu, jakiś czas temu minęła moda na nieskrępowaność stosunków między ludzkich, przejawiająca się wolnym stosunkiem do seksu. Jakiś czas temu także pojawiły się reklamy prezerwatyw i antykoncepcji, wszystko na kurewsko wielkich bilbordach, co by każdy zobaczył. Mają rozmach skurwysyny.</p>
<p>Antykoncepcji dostępnej od ręki, zawsze i wszędzie. Jakiś czas temu pojawiły się także “tabletki dla spóźnialskich” dla tych, którym pała furczała jak ruski wentylator a akurat nie mieli pod ręką gumowca, więc ja was kurwa proszę, nie wciskajcie kitu, że się nie dało uniknąć tego dziecka.</p>
<p><b>Zaskoczone?</b></p>
<p><font color="#ff6600">Jeśli powyższy </font><font color="#ff6600">tekst</font><font color="#ff6600"> godzi w Twoje uczucia religijne, przekonania polityczne, masz inne podejście do życia, mierzysz penisa w łazience, masz w domu pojemniki próżniowe lub słuchasz radia Maryja- to Twój problem, ja mam to w dupie <img src='http://s.wordpress.com/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';)' class='wp-smiley' /> </font></p>
</div>]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[A to Polska właśnie]]></title>
<link>http://launderette.pl.wordpress.com/2008/02/09/a-to-polska-wlasnie/</link>
<pubDate>Sat, 09 Feb 2008 02:06:45 +0000</pubDate>
<dc:creator>Launderette</dc:creator>
<guid>http://launderette.pl.wordpress.com/2008/02/09/a-to-polska-wlasnie/</guid>
<description><![CDATA[Nie mam już słów, które opisałyby moje wzburzenie. Zostały mi tylko takie, których wypowiedze]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<div class='snap_preview'><p>Nie mam już słów, które opisałyby moje wzburzenie. Zostały mi tylko takie, których wypowiedzenie na głos powoduje więdnięcie uszu i bojaźliwe spojrzenia staruszek. </p>
<p>Sprawa ma anty-narodowościowy wydźwięk, więc osoby popierające &#8220;przysposobienie patriotyczne&#8221; byłego ministra edukacji, lepiej nich nie czytają&#8230; </p>
<p>Z założenia notka ma być o służbie zdrowia, bo to na podstawie jej kryzysu będę oceniać nasz kraj, ale znając siebie, zahaczę po drodze o becikowe, religię na maturze, dziurawe autostrady (lub ich brak) i Euro 2012&#8230;<br />
<!--more--><br />
Kryzys w polskiej służbie widoczny jest gołym okiem. Nie trzeba być ministrem pracy czy finansów, żeby dowiedzieć się, że coś ktoś zrobił kiedyś źle. Wystarczy zostać zwykłym pacjentem, żeby zobaczyć, jak szlachetne jest zdrowie, nie ze względu na samą chorobę; ze względu na opiekę, jaką zostanie obdarzony polski ubezpieczony w PZU.</p>
<p>Jestem za częściową prywatyzacją tej instytucji, jaką jest opieka zdrowotna, z kilku prostych względów. Nie znoszę marnować czasu w poczekalniach, nie cierpię stać w kolejkach (marne byłoby moje życie w czasach PRL-u) i nienawidzę wcześnie wstawać, jak nie muszę. </p>
<p>Postanowiłam pewnego pięknego dnia, że muszę coś zrobić z oznakami wieku młodzieńczego i udałam się do dermatologa. Poświęciłam swój tak bardzo potrzebny sen i wstałam o 6.45 z myślą, że w przychodni będę na 7, kiedy otwierają rejestrację. Zadowolona, wręcz w podskokach dotarłam na 3 piętro, gdzie ku uciesze moich oczu nie zauważyłam kolejki! Jakież było moje rozczarowanie, kiedy okazało się, że kolejki nie ma, bo miejsc już nie ma. Jeden lekarz przyjmujący na popołudnie, zażyczył sobie, że w tym dniu przyjmie tylko dziesięciu (10) pacjentów. Inne przychodnie daleko i pewnie też już miejsc nie było, więc wróciłam do domu po to, co zostawiłam w łóżku - spałam do 12. <img src='http://s.wordpress.com/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /> </p>
<p>Mam dwa wyjścia, jeśli nadal chcę skorzystać z pomocy lekarzy, a nawet trzy; 1. przyjść w poniedziałek lub wtorek, kiedy jest więcej lekarzy, oczywiście wstając o 5.30 i czekać pod okienkiem pani rejestrującej od 5.46. 2. Pójść prywatnie; wizyta 50-60zł. 3. Zarejestrować się wcześniej na inny termin - pierwszy wolny - w maju. Krew człowieka może zalać na miejscu. Płacę składkę, jestem ubezpieczona i co? Do tego czasu mogę nie dożyć! OK&#8230; od przypadłości wieku dojrzewania jeszcze nikt nie umarł&#8230; Ale co by było, gdybym zapadła na poważniejszą chorobę? Nic - tylko się kłaść do łóżka i czekać na ostateczne, bo prędzej to przyjdzie niż termin u lekarza. Gdyby usługi medyczne były dodatkowo współfinansowane z kieszeni podatników, lekarze byliby zadowoleni, pacjenci może mniej, ale na Miłość Boską, jak często chodzimy do specjalistów? Jak często badamy krew czy inne płyny? Za takie rzeczy moglibyśmy spokojnie płacić rozsądną cenę, która z roku na rok by spadała na skutek konkurencji placówek służby zdrowia. Osoby przewlekle chore zwolnione byłyby z opłat i za badania płaciłoby ich ubezpieczenie. Proste jak parasol.</p>
<p>Nie jestem ekspertem od finansów/infrastruktury/zdrowia jestem obywatelem kraju, gdzie do dermatologa czeka się 4 miesiące, gdzie dostaje się becikowe za to, że się zdecydowało spłodzić kolejnego Polaka, który ma pracować na emerytury swoich dziadków i rodziców. Dalej, gdzie minister edukacji chce wprowadzić przedmiot &#8220;wychowanie patriotyczne&#8221; i religię na maturze; minister najwyraźniej zauważył, że młodzież uważa, że Polska jest do dupy i próbował wcisnąć im kit, że Piłsudski wielkim wodzem był&#8230; Po pierwsze - tamte czasy już dawno minęły, po drugie - wcale nie był, a po trzecie - żyjemy w świecie multikulturowym, gdzie granice narodowościowe i przynależność przestają mieć jakiekolwiek znaczenie, szczególnie patrząc na zarobki - jak można kochać swój kraj, którego PKB wynosi 12 427$, a w samych Stanach 44 000$ na mieszkańca*. Jak można kochać swój kraj, gdzie u władzy są ludzie, którzy ledwo podstawówkę skończyli? Wróćmy do matury z religii. Niby ma być ułatwieniem dla zdających na uczelnie teologiczne, ale jak ma wyglądać? Abiturienci mają klęczeć przed komisją egzaminacyjną (księża i zakonnice) i odmawiać modlitwy?! Pisać rozprawki w odniesieniu do Biblii?! Przecież to śmieszne. A jak się trafi ateista? Dostanie ocenę niżej, bo nie wierzy!? Skąd Ci ludzie na Wiejskiej w Warszawie (i zapewne w Toruniu) biorą takie poronione pomysły? Wiara jest tak delikatną rzeczą i tak osobistą, a zrobili z tego jakąś broń. Tylko czego chcą bronić? Chyba siebie przed opinią publiczną, która i tak wydała już osąd i wypisała rachunek&#8230; Za życia Jana Pawła II było inaczej. Polska chyba czuła nad sobą płaszcz ochronny płynący prosto z Watykanu, albo dłoń Papieża i chyba nasze nastroje były bardziej pozytywne, jeśli chodzi o wiarę.</p>
<p>Jedźmy dalej, odkąd zdałam za pierwszym razem egzamin na prawo jazdy (tak, musiałam się pochwalić:P), odkąd dowiedziałam się ile kosztuje naprawa/wymiana zawieszenia lub koła, trzeba było nauczyć się jeździć slalomem&#8230; I to gigantem! Dziury są w zasadzie zjawiskiem naturalnym - jesienią w złej jakości asfalt wsiąka woda, zimą zamarza i wiadomo z fizyki - rośnie jej objętość&#8230; i bach! Pojawiają się pęknięcia, bo taka to już natura wody wolnej, że chce się wydostać za zewnątrz. Od pęknięcia do wyrwy nie jest już daleko. Do tego dochodzi jeszcze solanka zimą i szachownica na jezdni gotowa; łata na łacie. Czasem jeszcze te łaty są tak zrobione, że je same trzeba omijać, bo są nierówne. Generalnie stan polskich dróg można podsumować jednym zdaniem. Są do dupy. Stąd 10-letnie zachodnie auta są jak nowe i psują się już po przejechaniu kilkuset kilometrów naszych rodzimych dróg. Nie pozostaje nam nic innego jak think different i przejść do zielonych - rower pod pachę i do roboty/na uczelnię! <img src='http://s.wordpress.com/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /> </p>
<p>Ostatnia kwestia, którą obiecałam się zająć to euro 2012. Jest to ogromna szansa na pokazanie się z dobrej strony. Na pokazanie, że nie pijemy (a jak już, to piwo), że nie kradniemy i nie jesteśmy zacofani. Nie możemy jej zmarnować. Z drugiej strony, podobał mi się pomysł posła Misztala - na pewno spieprzymy sprawę, więc lepiej by było, gdybyśmy prawa do &#8216;eura&#8217; sprzedali Włochom. To jest dopiero think different!! <img src='http://s.wordpress.com/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /> </p>
<p>Na temat naszego kraju jeszcze nie raz się wypowiem, bo nie jest doskonały. Ludzie w nim też jacyś tacy niemrawi i non-stop postawy roszczeniowe przyjmują. A może by tak coś zrobić samemu od czasu do czasu? Jak czegoś nie ma, to trzeba to zrobić i tyle. A nie siedzieć z rozłożonymi rękami i czekać, jak politycy coś wymyślą i państwo da. Nie ma nic za darmo. Zawsze rachunek na koniec jest wystawiany&#8230; Bierzcie przykład ze mnie - na medycynę zdawałam, żeby nie stać w głupich kolejkach, ale punkcików brakło&#8230; <img src='http://s.wordpress.com/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /> </p>
<p>Jadę jutro do Poznania. Ufam w zdolności motoryzacyjne P. Nie mam za to kompletnie zaufania do innych użytkowników drogi, szczególnie takich, których liczba osi przekracza dwie sztuki. Liczę, że będzie wszystko dobrze i już jutro wieczorem poznamy nowych Mac-userów. A już w poniedziałek, albo nawet w niedzielę, wrócimy do grodu Kraka. Bierzemy GPS&#8217;a mojego taty z mapami z roku 2006, myślicie, że dużo się zmieniło od tego czasu na drodze relacji Kraków - Poznań? <img src='http://s.wordpress.com/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /> </p>
<p>Pojedziemy prawdopodobnie taką trasą: <br /><a href="http://maps.google.com/maps?f=d&#38;hl=en&#38;geocode=&#38;saddr=Wielicka+256,+30+Krak%C3%B3w,+Poland&#38;daddr=Pozna%C5%84,+Poland&#38;sll=51.236405,18.244565&#38;sspn=3.260856,7.932129&#38;ie=UTF8&#38;ll=51.236405,18.244565&#38;spn=2.41696,3.49065&#38;om=0&#38;source=embed">View Larger Map</a></p>
<p>*źródło: wikipedia</p>
</div>]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[moc Szafiaków truchleje]]></title>
<link>http://pismoczki.pl.wordpress.com/2008/01/15/moc-szafiakow-truchleje/</link>
<pubDate>Tue, 15 Jan 2008 15:32:08 +0000</pubDate>
<dc:creator>Pajacyk</dc:creator>
<guid>http://pismoczki.pl.wordpress.com/2008/01/15/moc-szafiakow-truchleje/</guid>
<description><![CDATA[– a co tam Pajacyku u Was w Domu słychać?
– no same złe wieści pani Sasiadko Szafiakowa. zł]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<div class='snap_preview'><p>– a co tam Pajacyku u Was w Domu słychać?<br />
– no same <strong>złe wieści</strong> pani Sasiadko Szafiakowa. złe i dla nas i dla Was…<br />
– a co…<br />
– [<a href="http://pajeczaki.wordpress.com/2008/01/14/czlowiek-zmeczony/#comment-2520"><strong>…</strong></a>]<br />
– a pójdziesz Ty Zarazo! żesz plugawe komunistyczne nasienie! a niedoczekanie Wasze! no cholerajas…</p>
</div>]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Nie znam się na edukacji]]></title>
<link>http://polarwombat.pl.wordpress.com/2008/01/04/nie-znam-sie-na-edukacji/</link>
<pubDate>Fri, 04 Jan 2008 16:03:50 +0000</pubDate>
<dc:creator>Polar Wombat</dc:creator>
<guid>http://polarwombat.pl.wordpress.com/2008/01/04/nie-znam-sie-na-edukacji/</guid>
<description><![CDATA[&#8230;I dlatego chciałbym jedynie postawić kilka pytań, które nurtują mnie w kontekście polit]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<div class='snap_preview'><p align="justify"><img src="http://i216.photobucket.com/albums/cc104/polar_wombat/satisfiedwombat.jpg" height="58" width="100" />&#8230;<b>I dlatego chciałbym jedynie postawić kilka pytań, które nurtują mnie w kontekście polityki edukacyjnej u progu kadencji rządu Donalda Tuska. Osobiście byłbym zadowolony, gdybym w 2008 r. usłyszał, czy są one postrzegane jako potencjalne problemy, a jeśli tak, to jak gabinet określi wobec nich swoją pozycję. Mówię celowo o Radzie Ministrów, bowiem zagadnienia te przekraczają niekiedy kompetencje samej tylko Katarzyny Hall.</b></p>
<p><!--more--></p>
<p align="justify">Głównym polem debaty o przyszłości polskiego modelu kształcenia jest nierozstrzygnięta alternatywa: uczyć czy wychowywać? Po trosze ze względów historycznych, szkoły wybierają pierwszą, łatwiejszą drogę, pozostawiając wychowanie rodzicom. Liberał pokroju Janusza Korwina-Mikke prawdopodobnie uzna ją za słuszną, ja mam natomiast co do tego pewne wątpliwości - zwłaszcza w sytuacji, gdy państwo nie ma już monopolu na kształcenie.</p>
<p align="justify">Ponieważ dojeżdżam do biura komunikacją miejską, rano zdarza mi się słuchać rozmów młodzieży w wieku gimnazjalnym. Odnoszę niejasne wrażenie, że akurat reforma edukacyjna przeprowadzona przez rząd Jerzego Buzka (przy całym szacunku dla pozostałych reform z pakietu), w szczególności prowadząca do powstania gimnazjów, okazała się lekarstwem gorszym od choroby. Jeśli dobrze liczę, do gimnazjów - co gorsza, często zlokalizowanych w tych samych budynkach, co podstawówki - trafiła młodzież w wieku lat 13-16, rozrywana przez hormony i kierowana silną potrzebą uznania przez grupę rówieśniczą. Mam wrażenie, że młodzież w tym najtrudniejszym wieku była przed reformą w psychologicznie łatwiejszej sytuacji, bowiem struktura społeczna w klasach była do pewnego stopnia ugruntowywana przez pięć lat szkoły podstawowej, od zakończenia etapu nauczania początkowego. Teraz trzynastolatki trafiają na głęboką wodę i czują potrzebę walki o swoje miejsce w nowym stadzie. Najgorzej chyba odbija się to na dziewczętach, bo w próbach przyspieszania procesu dojrzewania sięgają zarówno po broń konfekcyjną, grypseropodobny argot, czy, nie daj Boże, <a href="http://kobieta.gazeta.pl/wysokie-obcasy/1,53668,4773379.html">piercing</a>. Według Janusza Czapińskiego (patrz: &#8220;Koniec&#8221; Jacka Żakowskiego), tzw. pokolenie T, obecnych gimnazjalistek, jest precedensem w historii polskiego społeczeństwa i niebezpiecznie balansuje na krawędzi marginesu społecznego. Pytanie: czy jest jakiś pomysł, inny niż koncepcje Romana Giertycha, żeby tę niełatwą młodzież w jakiś sposób socjalizować?</p>
<div align="justify"></div>
<p align="justify">Wydaje mi się, że kłopot jest także i z tzw. nową maturą. Nie chciałbym generalizować, bowiem w równym stopniu teraz, jak i w latach 90. (na które przypadają w lwiej części moje lata szkolne) trafiają się często młodzi ludzie szczerze zainteresowani zdobywaniem wiedzy, ale znajomi wykładowcy ze szkół wyższych załamują ręce, że trafiają się (czyli jest to przypadek incydentalny, ale jednak występujący, czego wcześniej nie było) studenci (a zatem ludzie mający za sobą maturę), którzy nie potrafią określić, z jakimi państwami graniczy Polska, czy umiejscowić w czasie drugiej wojny światowej. Co jest przyczyną takiego stanu rzeczy?</p>
<p align="justify">Kolejną ważną sprawą, na której się nie znam, są programy dydaktyczne. Nie jestem zwolennikiem pójścia ściśle w ślady Europy Zachodniej - mam znajomego młodego Szkota, który przyznał mi się, że nie ma zielonego pojęcia o historii swojego kraju ani Europy, bowiem w programie szkolnym miał jedynie historię RPA, jako przykładu dowodzącego możliwości i celowości podjęcia pokojowego współistnienia pomiędzy ludźmi o różnych kolorach skóry. Mam na myśli co innego: czy konieczne jest egzekwowanie od dwunastolatka dat pokoju kaliskiego czy kluczowych punktów wojny stuletniej, czy może lepiej nauczyć go, czym były zakony rycerskie i czym były punkty sporne w relacjach krzyżacko-polskich, czy też, co król Anglii miał do króla Francji i jakie długofalowe skutki dla tożsamości obu krajów miała wojna? Gdy chodziłem do szkoły, dziwiło mnie też, co się działo w Europie w okresie, który w podręcznikach historii wypełnia biała plama - pomiędzy upadkiem Cesarstwa Zachodniego a Karolem Wielkim. Przecież okres ten w dużym stopniu zdefiniował np. język angielski - może można poświęcić godzinę lekcyjną na historię wczesnego średniowiecza? Chwalę sobie moje liceum za wysoki poziom matematyki - gdybym miał zbadać przebieg zmienności funkcji czy policzyć prostą całkę, nie powinienem mieć z tym problemu. Tyle tylko, że aktualnie bardziej przydaje się umiejętność przeliczenia procentu składanego - na zagadnienia finansowe także powinno się znaleźć miejsce w programie matematyki liceum ogólnokształcącego. Z obserwacji widzę też, że tzw. wiedza o społeczeństwie jest zazwyczaj traktowana w szkole po macoszemu - efektem jest niska frekwencja wyborcza: bo co oznacza frekwencja 53% w październikowych wyborach? Że pomimo ważnej debaty ideologicznej o przyszłości kraju, co najmniej 1/3 społeczeństwa z czystego lenistwa tudzież obojętności zostało w domu. Przeciętny absolwent polskiej szkoły ma nieporównywalnie szerszą wiedzę od swojego brytyjskiego rówieśnika, to prawda - nie mamy się czego wstydzić, jednak z praktycznymi umiejętnościami stosowania tej wiedzy jest już gorzej. Poza tym wciąż mam wątpliwości, czy np. każdemu jest potrzebna umiejętność komparatywnego opisu komórki bakteryjnej i roślinnej, tudzież przebiegu granicy zlodowaceń podczas trzeciorzędu. Cóż, zaufam w tej sprawie fachowcom.</p>
<p align="justify">Chciałbym natomiast wiedzieć, jakie działania MEN zamierza podjąć w celu wsparcia edukacji przedszkolnej, co zapowiada. Nic nie zmieni mojego przekonania o nonsensowności budżetowego becikowego (ale nie mam nic przeciwko becikowemu wypłacanego przez samorządy, bo to one najlepiej potrafią ocenić potrzeby społeczności lokalnych!), więc sądzę, że środki przeznaczane na ten cel świetnie mogą być po konsultacji z MPiPS wykorzystane do dofinansowania małych, rodzinnych, osiedlowych lub wiejskich przedszkoli. Taki krok w mojej ocenie z jednej strony zrównałby szanse startu dla dzieci z rodzin uboższych i nieco bardziej zamożnych, a przy tym skuteczniej poprawił poziom przyrostu naturalnego w kraju. Problemem dla społeczeństwa jest bowiem dylemat młodych przedstawicielek klasy średniej, które odkładają dziecko na przyszłość z uwagi na zaangażowanie w karierę zawodową - dla nich 1000 PLN becikowego nie jest żadnym bodźcem do założenia rodziny. Te rodziny, na które becikowe faktycznie oddziałuje, i tak zazwyczaj charakteryzują się wyższym, niż przeciętna poziomem dzietności, a niekiedy są także klientami pomocy społecznej.</p>
<p align="justify">No i sprawa ostatnia: nieszczęsna matura z religii. Żeby sprawa była jasna - jestem zbyt dużym konformistą, aby oponować przeciw samemu pomysłowi: jeśli komuś dodatkowa, nieobowiązkowa matura z religii do czegoś się przyda, czemu odbierać mu możliwość jej zdawania? Jednak znowu, diabeł tkwi w szczegółach. Katarzyna Hall w rozmowie z Jackiem Żakowskim 21.12 powiedziała najpierw, że  w ramach takiej matury oceniana byłaby wiedza, a nie poziom wiary. Dalszy przebieg rozmowy był jednak kuriozalny:</p>
<blockquote><p>Katarzyna Hall: Trzeba sięgnąć do kryteriów oceniania opracowanych przez nauczyciela.</p>
<p>Jacek Żakowski: Ale pytam ministra.</p>
<p>Katarzyna Hall: Ale ja nie stawiam tych ocen z religii na lekcji. Jest autonomiczny w swoich decyzjach nauczyciel, który musi się kierować zapisami programu, wewnątrzszkolnego systemu oceniania i kryteriami oceniania, które wynikają z jego programu oceniania. To samo dokładnie dotyczy nauczyciela matematyki, języka polskiego i każdego innego przedmiotu.</p>
<p>Jacek Żakowski: I też minister nie kontroluje tego w żaden sposób?</p>
<p>Katarzyna Hall: Kontroli państwa podlega to, czy nauczyciele realizują zapisy podstawy programowej. Każdy nauczyciel każdego przedmiotu ma obowiązek zrealizować zapisy podstawy programowej. Podstawa programowa to jest oczywiście dokument państwowy, ustanowiony przez ministra edukacji.</p>
<p>Jacek Żakowski: W przypadku religii też?</p>
<p>Katarzyna Hall: Nie, w wypadku religii nie. Natomiast w wypadku każdego innego przedmiotu jest to dokument będący prawem ustanowionym przez Ministerstwo. <i>(źródło: Tok FM, 21.12.2007)</i></p></blockquote>
<p align="justify">Krótko mówiąc, religia może znaleźć się na egzaminie państwowym, ale państwu nic do egzaminu z religii. Coś tu chyba, tego, nie halo? Uściślając zatem moje stanowisko: sądzę, że nie może być elementem matury egzamin z przedmiotu, od wpływu na program i zasady oceniania którego państwo się odcina. Jak ostatecznie wygląda stanowisko rządu w tej sprawie?</p>
<p align="justify">W ogóle wydaje się interesujące, że w 1979 r. na naukę i badania w Polsce przeznaczano ok. 1,5% PKB, a obecnie 0,5% PKB. W ten sposób społeczeństwa informacyjnego się raczej nie zbuduje. Polscy informatycy regularnie przywożą nagrody z zawodów międzynarodowych, co oznacza, że w tej naukowej mizerii roi się od talentów. Niestety, aby te talenty wykorzystać w kraju, państwo musi zainwestować w badania naukowe - głównie podstawowe, bo te są dla biznesu zbyt ryzykowne - a więc, w instytuty. Czy ktoś o tym myśli, czy też pozostawiono problem akcjom takim jak &#8220;Zostańcie z nami&#8221;, prowadzona przez <i>Politykę</i>?</p>
<p align="justify">Mówiąc szczerze, mam duże oczekiwania związane z nominacją Michała Boniego na stanowisko sekretarza stanu w KPRM. Uważam, że obecnie to jedna z kilkunastu może najtęższych głów w kraju, głowa, która w dodatku zdaje sobie sprawę ze strategicznych wyzwań stojących przed Polską - także z tego edukacyjnego.</p>
</div>]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Młode matki - makz tea, not love!]]></title>
<link>http://mojstary.pl.wordpress.com/2007/10/23/mlode-matki/</link>
<pubDate>Tue, 23 Oct 2007 19:43:16 +0000</pubDate>
<dc:creator>mojstary</dc:creator>
<guid>http://mojstary.pl.wordpress.com/2007/10/23/mlode-matki/</guid>
<description><![CDATA[Notkę tą dedykuję młodym mamom&#8230;
Nie jestem w ciąży i nie urodziłem, zasadniczo nie zami]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<div class='snap_preview'><p>Notkę tą dedykuję młodym mamom&#8230;<!--more--></p>
<p>Nie jestem w ciąży i nie urodziłem, zasadniczo nie zamierzam. Powód oczywisty.<br />
Z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że nie polecam tego żadnej szanującej się dziewczynie w wieku 16 lat z prostej przyczyny, o której nie dowiecie się od koleżanek, chłopaka czy rodziców z powodu dobrego wychowania i/lub ich cipowatości.</p>
<p>Dziewczyna która zachodzi w ciąże, nie użyję tutaj słowa &#8216;wpada&#8217; bo o wpadce można było mówić 20-30 lat temu kiedy dostęp do prezerwatyw był znikomy a/i wiedza z zakresu edukacji seksualnej nie istniała, nasuwa się jasny wniosek- świadoma ciąża. Dziewczyna która w wieku 17 lat  /<i>wybaczcie stwierdzenie</i>/ dała się przedupić bez prezerwatywy jakiemuś kolesiowi, nieznajomemu na dyskotece za drinka, koledze z klasy, chłopakowi, bratu kolegi na sylwestra (nie mówię tutaj o problemie gwałtu) jest zwykłą dziwką przesiąkniętą tylko jedną myślą- &#8220;włóż mi&#8221;, można tutaj pierdolić o chęci posiadania dziecka no ale to tylko pogarsza sytuację, w tym momencie traktujecie dziecko jak przedmiot, rzecz, zabawkę ciesząc się z niego jak Indianie którzy pierwszy raz dostali do ręki rewolwer- a co jeśli obudzicie się rano i poczujecie, że macie tego wszystkiego pełną dupę i pora się pozbyć bachora. Też mi kurwa wybór, oddanie do domu dziecka i skazanie na patologie. Po ukończeniu 18 lat &#8220;wypuszczą go na wolność&#8221; i dołączy do osiedlowej ekipy, wyglądającej tak że sympatyczniejsze mordy to na fladze pirackiej można znaleźć. Chciała być matką, a Dekoral wciąż biały.</p>
<p>Najbardziej mnie wkurwia gadanie o tym, że trzeba pomagać takim osobą, wspierać je w ciężkich sytuacjach, szczególnie podczas ciąży, stwarzać perspektywy, wspomagać finansowo, umożliwiać kształcenie&#8230; może jeszcze założymy fundacje<br />
<b>&#8220;dla potrzebujących którzy sami świadomie zjebali sobie życie&#8221;</b>,<br />
pomoc owszem ale bardziej niż o pomoc apelowałbym o wpierdol dla niej, aby nosiła przez 9 miesięcy te dziecko z myślą, że kiedy urodzi zostanie ukarana skoro sama myśl o dziecku w takim wieku nie jest dla niej pokaraniem. Po takim czasie dlatego żeby nie zrobić jej przysługi i nie przerwać przypadkiem tej ciąży skacząc jej po głowie.</p>
<p>Jakby tego było mało, młode mamusie są ciężarem dla otoczenia i nie mówię tutaj o rodzinie ale o całkiem obcych ludziach. Domagacie się przykładu? Proszę bardzo!<br />
Co tydzień rozpoczynałem zajęcia o godzinie 8:00, miałem 2 lekcje z jednym nauczycielem i było wszystko fajnie. No ale po miesiącu jedna z młodych mam obudziła się i oświadczyła, że chce mieć i uczęszczać na zajęcia. Niby nie widać jeszcze problemu, ale lekcje ma z tym samym nauczycielem co ja, mało tego- zażyczyła sobie zajęcia na godzinę 8:00 akurat w tym dniu co ja. Bo ona musi, bo ona karmi.<br />
Jebie mnie to, że karmisz. Ja też muszę nakarmić kogoś. Siebie. Nienawidzę odgrzewanych obiadów. Trzeba było łykać tabsy i nie dupić się po kątach. Nie byłoby problemu.<br />
Z jakiej racji ja mam zostawać po godzinach? Nie udupiłem tego dziecka, jaka w tym moja kara?<br />
Humanitaryzm? Mam w dupie humanitaryzm, to największa choroba tocząca ten świat, toczy go wielkimi hasłami i chujarobieniem, bądźmy humanitarni dla biednych, głodnych dzieci, 700tyś. umierających w środku nikąd, karpiami zabijanymi na Boże Narodzenie, Kurczakami na fermach KFC, może się coś poprawi. Rany boskie. Kiedy wiedzę polityków odwiedzających domy tych biednych na znak wsparcia mam ochotę wsadzić im w dupę wszystko co można. Ale to inny temat.</p>
<p>Wracając do tego o czym wspomniałem na początku, czymś czego nikt ci nie powie w twarz a pewnie, chociaż raz poczułaś &#8220;TO&#8221; we wzroku ludzi. To obrzydzenie, do ciebie, do tego kim jesteś i co zrobiłaś. Życie jest brutalne, nikt ci nie będzie droga mamo prawił komplementów za to, że urodziłaś dziecko, nikt nie ma ku temu powodów.<br />
Jeśli chłopak odszedł od ciebie i nie ma zamiaru wrócić, to nie liczyłbym się z tym, że znajdziesz szybko jakiegoś leszcza, który wcieli się w role ojca. Z resztą nie widzę powodu dlaczego by miał. Kiedy chłopak tłumaczy się, że boi się odpowiedzialności to wciska ci kit. Brzydzi się twoją osobą.<br />
Normalny facet przy zdrowych zmysłach, mający do wyboru normalną dziewczynę i &#8216;ciebie&#8217; wypnie się na młodą matkę, choćby nawet ze względu na swoją dobrą opinię, strach przed rozmowami za plecami robi swoje (&#8221;On wziął sobie jakąś przeruchaną klientkę z dzieckiem&#8221;).<br />
Wasza szansa tylko w osobach które was nie znają, wciskać kit, bajerować a kiedy koleś się zakocha JEB! powiedzieć, że masz dziecko i wychowujesz je bez ojca.</p>
<p>Inną kwestią jest wychowanie dziecka.<br />
Dziewczyna która jeszcze nie dorosła do wychowywania dziecka, nawet przy pomocy rodziców nie będzie miała cierpliwości do dorastającego dziecka. Nie będzie potrafiła wytłumaczyć dziecku &#8220;istoty zła&#8221; skoro ona nie do końca ją poznała. Prędzej czy później dziecko zacznie stwarzać niesamowite problemy, a mamusia dostanie za swoje. <b>I kółko się zamyka.</b></p>
<p>Tyle na ten temat.</p>
<p><font color="#ff6600">Jeśli powyższy tekst  godzi w Twój honor, zdrowie psychiczne, wartości chrześcijańskie które wyznajesz, masz inne podejście do życia, jesteś ekologiem, składasz kanapki w McDonaldzie lub słuchasz irackiego Heavy Metalu- to Twój problem, ja mam to w dupie.</font></p>
</div>]]></content:encoded>
</item>

</channel>
</rss>
