<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><!-- generator="wordpress.com" -->
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	>

<channel>
	<title>baptyzm &amp;laquo; WordPress.com Tag Feed</title>
	<link>http://wordpress.com/tag/baptyzm/</link>
	<description>Feed of posts on WordPress.com tagged "baptyzm"</description>
	<pubDate>Fri, 10 Oct 2008 18:50:25 +0000</pubDate>

	<generator>http://wordpress.com/tags/</generator>
	<language>en</language>

<item>
<title><![CDATA[Europa - Ameryka (Wrażenia z USA cz. I)]]></title>
<link>http://proteologia.wordpress.com/?p=179</link>
<pubDate>Fri, 15 Aug 2008 11:34:22 +0000</pubDate>
<dc:creator>mateuszw</dc:creator>
<guid>http://proteologia.pl.wordpress.com/2008/08/15/europa-ameryka-wrazenia-z-usa-cz-i/</guid>
<description><![CDATA[ 
Istnieje kilka różnic, które sprawiają, że całość Ameryki jest inna niż całość Europy]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p> </p>
<p style="margin-bottom:0;">Istnieje kilka różnic, które sprawiają, że całość Ameryki jest inna niż całość Europy.</p>
<p style="margin-bottom:0;"> </p>
<p style="margin-bottom:0;"><strong>Przestrzenie</strong>. Europa jest ściśnięta, Ameryka rozciągnięta. Nasze postrzeganie dystansów i ziemi jest inne. <!--more--> W Ameryce ziemi jest dużo; w Europie z konieczności narody nachodzą na siebie, wyrywając sobie poszczególne krainy i miasta poprzez historię ostatnich 1000 lat.</p>
<p style="margin-bottom:0;"> </p>
<p style="margin-bottom:0;">Mieszkałem w Loiusville, mieście około 400 tysięcznym, które obszarowo było ze 2x rozleglejsze niż taka np. Bydgoszcz, która na warunki polskie też jest całkiem rozległa. Posiadanie własnego domku nie jest problemem. Dziesiątkami kilometrów ciągną się ich osiedla. Najbliższy sklep miejsca, w którym mieszkałem, był ponad 5 kilometrów.</p>
<p style="margin-bottom:0;"> </p>
<p style="margin-bottom:0;">W związku z tym konieczne są do przemieszczania nie dwie nogi, ale auto. Wręcz niezbędne. W Toruniu mogę żyć bez auta. Do sklepu mam 200 metrów. Istnieje sieć autobusów, która dowiezie mnie w miarę szybko do dowolnego miejsca w mieście. Do pracy mogę iść albo jechać. W Stanach wszędzie się jeździ; podaje odległości w minutach (ale jazdy). Kiedy Polak mówi że ma „5 minut do sklepu” odnosi się do dystansu piechotą; Amerykanin autem.</p>
<p style="margin-bottom:0;"> </p>
<p style="margin-bottom:0;"><strong>Nietrwałość</strong> i <strong>współczesność</strong>. Wszystko jest znacznie mniej trwałe niż w Europie. Poczynając od domków, które po 40 latach zaczynają gnić, i trzeba je postawić na nowo. Przez różne przybory kuchenne, jak bardzo praktyczne torebki foliowe, plastikowe kubki, po półprodukty, które trzeba jedynie odgrzać.</p>
<p style="margin-bottom:0;"> </p>
<p style="margin-bottom:0;">Wszystko jest również współczesne. Mało co w otoczeniu jest świadectwem więcej niż 3 pokoleń wstecz. Nic nie przypomina nam istnienia przeszłych pokoleń. Jesteśmy my, nasi rodzice i to, co my, nasi rodzice, zbudowali i zaprojektowali. Nasz świat to my a nie przeszłość. Przeszłość nie ma więc praktycznego znaczenia, bo jej nie ma.</p>
<p style="margin-bottom:0;"> </p>
<p style="margin-bottom:0;">Wydaje mi się, że to tłumaczy nastawienie na teraźniejszość i wprowadzanie zmian, tak charakterystyczne dla Amerykanów. Kiedy obcuje się z 700 letnią katedrą, ona przez samo swe istnienie wymusza szacunek i refleksję, że ci, co byli przed nami, po pierwsze, byli, i nie byli durniami, a po drugie, zrobili coś, czego my z naszą techniką, wciąż łatwo uczynić nie możemy. Coś co wciąż podziwiamy. Amerykanie tego w swym kraju nie posiadają. Historia to część starego świata, Europy. Współczesnością jesteśmy my.</p>
<p style="margin-bottom:0;"> </p>
<p style="margin-bottom:0;"><strong>Mobilność</strong>. Amerykanie są niesłychanie mobilni. Zapytałem w jednym kościele ile razy się przeprowadzali w swoim życiu. Przeciętna jest powyżej 5x; wielu około 10. Myślę, że jest to związane z łatwością adaptacji wróżnych miejscach. Brakiem związania z ziemią, własnym miejscem, które, ze względu na dynamiczny rynek nieruchomości i brak poczucia braku ziemi, poczucie dostępności, łatwości kupienia czegoś, sprawia, że sprzedanie czy kupienie czy wynajęcie czegoś nie jest problemem.</p>
<p style="margin-bottom:0;"> </p>
<p style="margin-bottom:0;"><strong>Jednorodność</strong>. Chodząc po Toruniu chodzę po niemieckim bruku. Urodziłem się we Wrocławiu, który był 500 lat niemieckim miastem; na moim podwórku stały poniemickie kamienice. 2 pokolenia wstecz od daty mojego urodzenia Wrocław był 3 największym miastem Rzeszy Niemieckiej. Choć jestem Polakiem, jestem dumny z tej historii mojego przecież miasta, mimo, że jest to historia związana z zupełnie innym, często wrogim mojemu, narodem. Podobnie na Śląsku Cieszyńskim, skąd pochodzi moja żona – istnieje wiele wspomnień i świadectw bytności Austriaków. Do dziś mówi się, że „za Franz Josefa to bywało.” Polskość jest więc wartością nieuniknienie związaną z innymi wartościami narodowymi.</p>
<p style="margin-bottom:0;"> </p>
<p style="margin-bottom:0;">Język, którym się posługujemy ma mnóstwo powiedzonek innych nacji, które uznajemy za fajne, trafne. <span lang="en-US">„To se ne wrati”, „Okej”, „kindersztuba”. </span>I setki innych. Wszystko to nas przenika i godzimy się na to, bo inaczej się nie da.</p>
<p style="margin-bottom:0;"> </p>
<p style="margin-bottom:0;">Tymczasem w Stanach każdy jest Amerykaninem. Jego przeszłość jest względna, wtórna, względem faktu, że obecnie mieszka w tym wielkim kraju, w którym różnorodność jest normą, ale nie zyskuje żadnego narodowego wydźwięku, bowiem wszyscy tak mocno są pomieszani, iż się nie da siebie opisywać w tych starych kategoriach. Jedyną kategorią jest kategoria wspólna, czyli bycie Amerykaninem.</p>
<p style="margin-bottom:0;"> </p>
<p style="margin-bottom:0;">Są próby łamania tej jednorodności. Na przykład przez białą większość na Południu, albo hiszpańskojęzyczną na Florydzie. W niektórych dzielnicach wielkich miast z określoną narodowością - polską, włoska, meksykańską, itd. Jest to jednak próba skazana na niepowodzenie, bowiem tożsamość musi jakoś łączyć się z uzyskaniem większych praw na z określonym obszarze, na którym jest się większością, co jest w Stanach niewykonalne. Jest niewykonalne, bowiem z definicji jest to miejsce wielokulturowe (z perspektywy pochodzenia) w którym każdy ma prawo mieszkać gdziekolwiek, o ile go na to stać.</p>
<p style="margin-bottom:0;"> </p>
<p style="margin-bottom:0;">W Polsce wciąż mieszkają głównie Polacy; w Anglii Anglicy. W dużych miastach Europy pojawia się zjawisko przemieszania kultur podobne do Amerykańskiego – i w kontekście naszej, europejskiej innej niż amerykańska historii – uważamy je za niepokojące. Zatracanie angielskości przez Londyn, francuskości przez Paryż czy niemieckości przez Berlin jest postrzegane przez Anglików, Francuzów i Niemców negatywnie, bowiem kategorie Anglii, Francji i Niemiec wciąż istnieją. W Stanach ich nie ma.</p>
<p style="margin-bottom:0;"> </p>
<p style="margin-bottom:0;"><strong>A w przyszłości?</strong> A w zasadzie – jeszcze nie ma. Po prostu USA istnieje za krótko. Obserwowałem różnice między ludźmi Południa i ludźmi Północy. To różnice językowe i kulturowe. No ale od tego przecież się zaczyna. Na gruzach jednego cesarstwa rzymskiego łącina zaczęła przybierać lokalne wariacje, z których powstały współczesne języki romańskie. Jesli lokalne struktury staną się na tyle silne, że wyprą strukturę federalną, co przecież stać się może, moga powstać określone państwa. Na przykład, przez bojkot prezydenta. I będziemy mieć Liberalną Republikę Kalfornii, Mormońską Teokrację Apostolską Utah, Protestancką Konfederację Południowców, Stany Zjednoczone Florydy i Nowego Meksyku (hispanojęzyczne), i Stany Zjednoczne Ameryki, które ostaną się wzdłuż wielkich jezior i na północnym wschodzie, które bardzo by chciały wymusić powrót reszty do siebie, ale nie są w stanie – potencjał reszty jest zbyt wielki by to wymusić.</p>
<p style="margin-bottom:0;"> </p>
<p style="margin-bottom:0;"><strong>Religijność</strong>. Ameryka jest religijna. Prawie wszędzie. Na Południu przeważa baptyzm, nad jeziorami i na wschodzie – katolicyzm, na północy (na zachó od jezior) luteranizm, naokoło Utah – mormonizm, w centrum chrystusowi i metodyści, na zachodnim wybrzeżu – różnorodność, w tym różne nowe dziwne religie. Niemniej wszyscy jakoś religijnie się określają. Wydaje mi się że jedynym europejskim odpowiednikiem sa Irlandia i Polska. Religijność niekoniecznie jest sprawą ważną w sensie ścisłego pojmowania zasad wiary, ale jest ważna dla tożsamości. Amerykanin bez religii jest jakimś wybrakowanym Amerykaninem. W Ameryce w coś wierzyć trzeba.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Sytuacja ewangelikalnych Kościołów protestanckich w Polsce]]></title>
<link>http://proteologia.wordpress.com/?p=165</link>
<pubDate>Mon, 11 Aug 2008 22:12:45 +0000</pubDate>
<dc:creator>mateuszw</dc:creator>
<guid>http://proteologia.pl.wordpress.com/2008/08/11/sytuacja-ewangelikalnych-kosciolow-protestanckich-w-polsce/</guid>
<description><![CDATA[Autor: Mateusz Wichary


W opracowaniu tym, choć oczywiście będę formnułował własne wnioski,]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p class="MsoNormal" style="margin:0;"><strong><span><span style="font-size:small;"><span style="font-family:Times New Roman;">Autor: Mateusz Wichary</span></span></span></strong></p>
<p class="MsoNormal" style="margin:0;"><strong><span></span></strong></p>
<p class="MsoNormal" style="margin:0;"><strong></strong></p>
<p class="MsoNormal" style="margin:0;"><span style="font-size:small;"><span style="font-family:Times New Roman;"><span>W opracowaniu tym, choć oczywiście będę formnułował własne wnioski, oprę się nie o własne przemyślenia, ale materiały z sympozjum naukowego poświęconego temu zagadnieniu, które odbyło się w Wyższym Baptystycznym Seminarium Teologicznym w Warszawie, w roku 2003. Wydane zostały jako </span><em>Ewangeliczny protestantyzm w Polsce u progu XXI stulecia, </em><span>- </span>Tadeusz J. Zieliński red., Wyższe Baptystyczne Seminarium Teologiczne w Warszawie,<span>  </span>Wydawnictwo Credo, Warszawa-Katowice 2004, ss. 169.</span></span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin:0;"><span><span style="font-size:small;"><span style="font-family:Times New Roman;"> </span></span></span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin:0;"><span style="font-size:small;"><span style="font-family:Times New Roman;"><strong><span>Brak rzetelnych badań nad polskim ewangelikalizmem</span></strong><span>. </span>Zacznę od dwóch obserwacji pochodzących ze <em>Wstępu</em>. Pierwsza to brak polskich rzetelnych badań nad ewangelikalizmem. W tym kontekście niniejsza publikacja okazuje się pozycją bardzo potrzebna i unikalną. Z drugiej strony, co przyznają sami autorzy, <!--more--> szczególnie w kontekście propozycji dla przyszłości, choć nie tylko, również ich warsztat podlega istotnym ograniczeniom, często zawężając się do obserwacji i doświadczeń w zakresie własnego wyznania.</span></span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin:0;"> </p>
<p class="MsoNormal" style="margin:0;"><span style="font-size:small;font-family:Times New Roman;">5ruga to <strong>znikome znaczenie kulturowe</strong> omawianej duchowej formacji w polskiej kulturze, pomimo już 150 letniej historii. Ta znów obserwacja wskazuje nie tylko na zasadność zajmowania się tak ujętym zagadnieniem, ale wręcz wskazuje konieczność podejmowania wszelkich wysiłków dla zrozumienia przyczyn takiego a nie innego stanu oraz dla wyciągnięcia konstruktywnych wniosków. </span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin:0;"><span style="font-size:small;"><span style="font-family:Times New Roman;"> </span></span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin:0;"><span style="font-size:small;"><span style="font-family:Times New Roman;"><em>Zbigniew Pasek</em> opisuje stan posiadnia współczesnego ewangelikalizmu. Rozpoczyna od zarysowania historii wspólnot ewangelikalnych.<span>  </span>Dzieli ją na dwa zasadnicze okresy: okres przed i po 1989 roku, jednocześnie omawiając te z nich, które swa historię wywodzą z tego pierwszego okresu. Taki podział wynika z zaistnienia po tej właśnie dacie istotnych czynników sprzyjających rozwojowi wspólnot ewangelikalnych. Są to przede wszystkim <strong>wolność religijna</strong> i niczym <strong>nie skrępowany przepływ kontaktów środowisk polskich z zagranicą</strong>. Powstały również nowe <strong>zapisy prawne</strong> ułatwiające rejestrację i działanie już istniejącym kościołom; półki zapełniły się nowymi <strong>publikacjami</strong>, których wydanie przestało być niemożliwością. </span></span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin:0;"><span style="font-size:small;"><span style="font-family:Times New Roman;"> </span></span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin:0;"><span style="font-size:small;font-family:Times New Roman;">Kolejną i najobszerniejszą częścią opracowania jest przegląd kościołów i wspólnot powstałych pomiędzy 1990 a 2003 rokiem. Ciekawy jest sposób ich klasyfikacji. Autor dzieli je na: (i) grupy baptystyczno- ewangeliczne i (ii) zielonoświątkowców i ruchy charyzmatyczne. Wśród pierwszej grupy rozróżnia niezależne zbory ewangeliczne, ruch braci plymuckich, inne zbory, ruchy ewangelikalne wychylone w stronę judaizmu i ewangelikalne misje. Wśród drugiej grupy rozróżnia grupy istniejące od dawna, które ujawniły się dopiero po 1989 roku, niezależne wspólnoty zielonoświątkowe, <em>local church</em> – kościoły miejscowe, <em>Faith Movement</em> – Ruch Wiary, ruch wstawienniczy, ruch prorocki, kościoły komórkowe, oraz wspólnoty, od których większość ewangelikalnych protestantów się dystansuje – ruch Williama Branhama i antytrynitarnych zielonoświątkowców. </span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin:0;"><span style="font-size:small;"><span style="font-family:Times New Roman;"> </span></span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin:0;"><span style="font-size:small;font-family:Times New Roman;">Patrząc na te dane można powiedzieć, że <strong>protestantyzm polski skupia w mikroskali wszystkie wpływy, ruchy i tendencje światowe</strong>. </span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin:0;"><span style="font-size:small;"><span style="font-family:Times New Roman;"> </span></span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin:0;"><span style="font-size:small;"><span style="font-family:Times New Roman;">Trudno ustalić <strong>ilościowy stan posiadania</strong>. Ogólnie rzecz biorąc jest raczej gorzej niż lepiej w statystykach (patrz: <em>Panie, zmiłuj się nad nami</em>, www.protestanci.org). KZ to jakieś max 12.000, KCHB 5.000, wolne kościoły charyzmatyczne 12.000, KECH 2.000, KWCH 2.000, ewangeliczni luteranie 10.000, ewangeliczni metodyści i reformowani 5.000, bliżej niezależne ruchy niech mają 5.000, w sumie 50.000. Mnożąc wszystko x 2 mamy przybliżoną liczbę z dziećmi i sympatykami, czyli ewangeliczny protestantyzm to maksymalnie 100.000 Polaków, co względem 38 mln daje <strong>pomiędzy 0,13%</strong> (dla 50.000) <strong>a 0,26%</strong> (dla 100.000) populacji.<span>   </span></span></span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin:0;"><span style="font-size:small;"><span style="font-family:Times New Roman;"> </span></span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin:0;"><span style="font-size:small;font-family:Times New Roman;">Praca <em>Krzysztofa Brzechczyna</em> to studium historyczne relacji KRK – KCHB.<span>  </span>Omawia dostępne źródła prezentujące <strong>przedwojenną postawę katolicką do baptystów</strong> (w której można dopatrzeć się genezy niektórych dzisiejszych postaw). Można ją streścić w kilku słowach – <strong>niechęć, brak chęci zrozumienia, nierzetelność</strong>. Ta ostatnia przejawiała się w fałszywym przedstawianiu zarówno genezy baptyzmu (wskazując ją w ekstremalnych wypaczeniach anbaptystycznych jeszcze z czasów wojen chłopskich w XVI w., automatycznie przypisywanych „następcom”), rytu chrztu, jak i motywacji dla konwersji<span>  </span>- otrzymywanie <em>masońsko-żydowskich dolarów</em>. Odgrzewano jezuickie pomysły z czasów kontrreformacji o zakopanym pod progiem protestanckich krucyfiksie czy wizerunkiem Maryi; rozsiewano pogłoski o nieuczciwości i propagowaniu wspólnoty żon. </span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin:0;"><span style="font-size:small;"><span style="font-family:Times New Roman;"> </span></span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin:0;"><span style="font-size:small;font-family:Times New Roman;">Taka postawa otoczenia skutkowała odrzuceniem konwertyty, wywoływała „społeczną izolację jednostki i wytworzenie się wokół niej emocjonalnej pustki,” która w oczywisty sposób wpływała na zamknięcie się środowisk ewangelikalnych w sobie. Pomimo zaniku owej katolickiej postawy w okresie powojennym, podsycane jednak przez inne uwarunkowania społeczne, owo zamknięcie w sobie pozostało charakterystyczną postawą na dziesięciolecia. </span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin:0;"><span style="font-size:small;"><span style="font-family:Times New Roman;"> </span></span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin:0;"><span style="font-size:small;font-family:Times New Roman;">Zmiany nastąpiły dopiero w latach osiemdziesiątych – ze względu na zmianę spojrzenia na wyznanie (jego wybór „stał się sprawą prywatna a nie miernikiem patriotyzmu”), ożywienie spowodowane łatwiejszymi kontaktami ze współwyznawcami z Zachodu, powstawianie wielu parakościelnych inicjatyw, oraz inną atmosferę w kontaktach z protestantyzmem ze strony kościoła katolickiego. Nie bez przyczyn jest w końcu zobojętnienie mas na sprawy religii i wiary w ogóle. </span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin:0;"><span style="font-size:small;"><span style="font-family:Times New Roman;"> </span></span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin:0;"><span style="font-size:small;font-family:Times New Roman;">Jaka więc czeka ewangelikalizm przyszłość? Krzysztof Brzechczyn widzi szanse rozwoju<span>  </span>w wyjściu „z intelektualnego zaścianka i udział<span>  </span>w dyskursie politycznym jako pełnoprawna orientacja światopoglądowo-ideowa”, przełamywaniu wciąż istniejących, choć stłumionych i nie ujawniających się jawną niechęcią uprzedzeń oraz integracji środowiska. </span></p>
<p class="MsoFooter" style="margin:0;"><span style="font-size:small;"><span style="font-family:Times New Roman;"> </span></span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin:0;"><span style="font-size:small;"><span style="font-family:Times New Roman;"><em>Noemi Modnicka</em> analizuje <strong>współczesne szanse przed ewangelikalizmem</strong>. . Osią jej jest kontrast pomiędzy doświadczaniem losu – „świat[em], w którym jednostka zajmuje zwykle miejsce, na które została skazana”, czyli rzeczywistości zastanej, wyznaczonej niezależnie od woli jednostki,<span>  </span>a doświadczaniem wyboru. Tezą, iż „to, co dawniej było oczywistym faktem, dziś staje się wyborem” – w tym również wiara i przynależność kościelna. W tym kontekście istotny staje się fakt, iż o ile Kościół katolicki w Polsce jest „religią losu” – to polski ewangeliczny protestantyzm jest <em>par excellance</em> religią (kościołem) wyboru, którego cechy to „świadoma przynależność opart[a] na inicjacji religijnej, konwersj[a] czyli nawrócenie oraz osobowe zaangażowanie jego członków.” Oznaczałoby to, że dla tego ostatniego obecne tendencje są szansą rozwoju.<span>  </span></span></span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin:0;"><span style="font-size:small;"><span style="font-family:Times New Roman;"> </span></span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin:0;"><span style="font-size:small;font-family:Times New Roman;">Temu pozytywowi autorka przeciwstawia inną tendencję obecną w ewangelikalizmie – mówiąc krótko: <strong>powierzchowność nawróceń</strong>. Wyraża się ciągłym rozpamiętywaniem zepsucia katolicyzmu z którego większość niniejszych protestantów pochodzi w kontraście do własnej prawowierności, przy paradoksalnie jednoczesnym faktycznym braku „głębokiej przemiany mentalności.” Dlaczego? Teza, którą stawia, brzmi, „że protestanckie zasady myślenia, mentalność jest sprzeczna z tak zwanym ‘protestanckim charakterem narodowym’.” </span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin:0;"><span style="font-size:small;"><span style="font-family:Times New Roman;"> </span></span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin:0;"><span style="font-size:small;font-family:Times New Roman;">Jest to teza bardzo ciekawa. Dalsza część pracy to jej obrona. Rozpoczyna ją od zarysowania ogólnego rozróżnienia cech społeczeństw protestanckich (praktyczność, wynalazczość, pluralizm, decentralizacja, demokratyczność, zdyscyplinowanie, szacunek do władzy)<span>  </span>i katolickich (przemożny wpływ duchowieństwa, większy szacunek dla spekulacji niż praktyki, funkcji administracyjnych i tytułów niż sukcesu gospodarczego, niechęć do innowacji, postępu, i bogacenia się). Następnie wymienia cechy narodowego charakteru Polaków zaczerpnięte z pracy Edmunda Lewandowskiego: „(1) labilność i słaba wola, (2) przywiązanie do wolności i równości, (3) skłonność do sejmikowania, (4) prymat walki i zabawy nad pracą, (5) wielkopańska duma i zawiść, (6) kompleks niespełnionych nadziei, (7) światopogląd tolerancji i nadziei.” </span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin:0;"><span style="font-size:small;"><span style="font-family:Times New Roman;"> </span></span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin:0;"><span style="font-size:small;font-family:Times New Roman;">W opinii autorki niestety wszystkie one są widoczne w protestanckich zborach, co sprawia, że wątpi, by były „atrakcyjne jako alternatywa wobec Kościoła katolickiego”. „Nawrócenia” nie zmieniają owej, ogólne rzecz biorąc, niesympatycznej tożsamości. Zmienia się jedynie kontekst jej praktykowania. </span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin:0;"><span style="font-size:small;"><span style="font-family:Times New Roman;"> </span></span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin:0;"><span style="font-size:small;font-family:Times New Roman;">Taka teza implikuje jakiś <strong>istotny defekt polskiego ewangelikalizmu</strong>. Wiara w ewangeliczne przesłanie Pisma Świętego przemieniła przecież inne, kiedyś również katolickie społeczeństwa; jest mocą, która wciąż przekształca na całym świecie przeróżne kultury.<span>  </span>Czyżby Polska była przypadkiem beznadziejnym? To istotne nasuwające się pytania, które Autorka pozostawia bez odpowiedzi. </span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin:0;"><span style="font-size:small;"><span style="font-family:Times New Roman;"> </span></span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin:0;"><span style="font-size:small;"><span style="font-family:Times New Roman;"><em>Wojciech Gajewski</em> zastanawia się nad ewangelikalnym polskim charyzmatyzmem. Dane statystyczne nie napawają optymizmem: pomimo ożywienia<span>  </span>w ostatnim dziesięcioleciu nie nastąpił jakiś znaczący przyrost. Jednak, jak przekonuje, „dynamika nie jest jedynie postępem cyfr.” Ważne są bowiem zmiany w sposobie działania i myślenia, które widać od lat 80. Pojawiają się inicjatywy ponad-denominacyjne i nowe sposoby działania, przy podejmowaniu których trzeba jednak zezwalać na wzajemną różnorodność zaangażowanych stron. Niekorzystnym czynnikiem jest niechęć do edukacji (teologicznej). Swą analizę kończy zwróceniem uwagi na „szeroką gamę ofert, która proponuje Kościół katolicki w Polsce”, które „kiedyś realizowane były<span>  </span>prawie wyłącznie przez środowiska ewangelikalne.” Jest to zjawisko pozytywne, które stanowi wyzwanie dla wspólnot ewangelicznych. </span></span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin:0;"><span style="font-size:small;"><span style="font-family:Times New Roman;"> </span></span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin:0;"><span style="font-size:small;"><span style="font-family:Times New Roman;"><em>Mirosława Patalon</em> wskazuje na szerszy kontekst – cywilizacyjny. Dotyka nas kryzys cywilizacji Zachodu – autorytetów i wartości. Będąc przekonanym o nieuchronności rozwoju Kościoła Chrystusowego (jest on wszak gwarantowany Jego niezłomną obietnicą) pyta jednak, „czy my w tym dziele uczestniczymy”? Jest to pytanie zasadne, bowiem Bóg, choć zobowiązuje się do rozwoju swego Kościoła, nie jest zobowiązany do rozwoju polskiego ewangelikalizmu. „Historia pełna jest przykładów odchodzących do lamusa denominacji, misji, inicjatyw.” Co więc robić, aby tam się nie znaleźć? </span></span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin:0;"><span style="font-size:small;"><span style="font-family:Times New Roman;"> </span></span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin:0;"><span style="font-size:small;font-family:Times New Roman;">Zdaniem Autora Kościół więc powinien skupić się w orędziu na żywym Chrystusie, „który daje człowiekowi nadzieję na lepsze jutro, który jedna człowieka z Bogiem i innym ludźmi”, nie poszukiwaniu doskonałego Kościoła, czy apologetyce własnych dogmatów. Powinien być pokorny – czyli stawiający sobie pytania i „twórczo kwestionujący zastane formy” – gdyż inaczej wpadnie w pychę i samoubóstwienie. Powinien przekazywać swe orędzie w zrozumiały dla ludzi niekościelnych sposób. Jego przywódcy powinni znać prawdziwe życie osób, którym przewodzą – stąd pomysł zatrudnienia pastorów na pół etatu. Dalej, powinien być zdecentralizowany - posługiwać się w perswazji raczej przykładem niż hierarchiczną strukturą zależności. Powinien być otwarty na świat – czyli współpracujący z organizacjami spoza własnego środowiska. Powinien dowartościować uczucia, kosztem przewartościowanej roli rozumu w wierze. W końcu, powinien cieszyć się swą różnorodnością raczej niż dążyć do jednolitości – w sferze drugorzędnych nauk czy form pobożności. </span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin:0;"><span style="font-size:small;"><span style="font-family:Times New Roman;"> </span></span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin:0;"><span style="font-size:small;font-family:Times New Roman;">W dalszej części artykułu Mirosław A. Patalon zastanawia się nad edukacją teologiczną. Wychodzi od obserwacji, iż „tradycyjny model edukacji teologicznej jest w wielkim kryzysie i nie przystaje do potrzeb współczesnego Kościoła.” Przyczyną jest wpływ właśnie filozofii dialogu, w świetle której wciąż obowiązująca definicja teologii jako „nauki o Bogu” się nie sprawdza. Bez względu na ten czynnik faktem doświadczanym jego zdaniem jest<span>  </span>produkowanie przez seminaria „absolwentów niewiele przydatnych w służbie Kościoła”, skutkiem czego tworzy się „coraz większa alienacja Kościoła i akademii teologicznej”. Postuluje więc, aby seminarium było raczej „miejscem spotkania”. Oznaczałoby to rezygnację z wykładów dla bardziej interaktywnych form nauczania – wiedza wszak „kształtuje się w procesie wymiany idei”. Byłby to powrót do relacji mistrz-uczeń, w oparciu o którą wychowywał swych przywódców sam Chrystus. Polegać to by miało również na skupieniu się na edukowaniu osób już kościołowi przewodzących, zamiast edukacji wyrwanych z kontekstu służby młodych ludzi. Oznaczałoby to także zaangażowanie się w szkolenie chrześcijan w lokalnych zborach. „Szkoła musi wyjść ze szkoły, tak jak Kościół musi wyjść z Kościoła i pójść do świata, tak jak został do tego powołany”. Również, zjawiskiem pożądanym jest ponaddenomiancyjność, która dialogowi pomaga. </span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin:0;"><span style="font-size:small;"><span style="font-family:Times New Roman;"> </span></span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin:0;"><span style="font-size:small;font-family:Times New Roman;">Jeśli chodzi o nauczycieli, oznaczałoby to imperatyw bycia świadectwem nie tylko w sferze pracy naukowej: „[n]auczyciele seminaryjni nie mogą być jedynie świetnymi intelektualistami, których królestwem jest jedynie biblioteka (...) [ś]wiat potrzebuje dziś autorytetów, społecznie zaangażowanych chrześcijan – przykładów głoszonej w salach wykładowych nauki.”</span></p>
<p class="MsoFooter" style="margin:0;"><span style="font-size:small;"><span style="font-family:Times New Roman;"> </span></span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin:0;"><span style="font-size:small;"><span style="font-family:Times New Roman;"><em>Tadeusz J. Zieliński</em> mówi o hamulcach i podnietach polskiego ewangelikalizmu. Pierwszym hamulcem jest <strong>egocentryzm</strong> – przekonanie o własnej wyjątkowości, lepszości względem innych grup religijnych. Autor wskazuje jako przyczynę owej „religijnej arogancji” wynikającą z doświadczenia teraźniejszego aspektu zbawienia (nawrócenia) pewność, ze względu na fakt, iż odróżnia typowego ewangelicznego protestanta od typowego katolika. Oczywiście, nie jest to cecha zgodna z przesłaniem Nowego Testamentu. Postawa taka „odstręczać musi jednostki samokrytyczne... potrafiące spojrzeć na siebie z dystansem, o dużym<span>  </span>stopniu gotowości do zachowań altruistycznych.” Dalej, to <strong>selektywność etyczna</strong><em> i </em><strong>lekceważenie wysiłku moralnego</strong>. Podkreślanie przełomu nawrócenia skutkuje nierzadko lekceważeniem obowiązku ciągłej, żmudnej i bolesnej przemiany życia. Kolejna cecha to wspomniane już w kontekście artykułu Krzysztofa Brzechczyna <strong>separacjonizm</strong><em> i </em><strong>antykulturowość</strong>. Dalej, to <strong>podatność na podział</strong>: „brak rozeznania między tym, co fundamentalne, a co adiaforyczne, zdaje się stanowić żyzną glebę multiplikacji prądów i odłamów ewangelikalnych”, co ma wpływ na świadectwo i skuteczność w przekazywaniu ewangelicznego orędzia. Z tej cechy wynika <strong>klikowość</strong> – dzierżenie władzy przez klany i rody, gdyż niestety „krew wiąże bardziej niż przekonania”. W końcu, <strong>klerykalizm</strong> – „rozumiany tutaj jako rezerwowanie kluczowych zadań w Kościele dla grupy zawodowych funkcjonariuszy”, sprzeczny z protestanckim przekonaniem o powszechnym kapłaństwie wierzących i <strong>duchowość sensualistyczno- psychotyczna</strong>. Terminem tym Tadeusz J. Zieliński określa zespół zjawisk, które negując nadrzędną rolę Pisma Świętego przyznaje szczególną rolę różnym charyzmatycznym przywódcom, poszukując nie tyle przeżywania nowotestamentowego przesłania, co coraz to nowych sensualnych doznań. </span></span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin:0;"><span style="font-size:small;"><span style="font-family:Times New Roman;"> </span></span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin:0;"><span style="font-size:small;font-family:Times New Roman;">Lista czynników powstrzymujących rozwój jest długa i, jak Autor sam podkreśla, są to czynniki wewnętrzne, co zasługuje na uwagę w kontekście częstego zrzucania odpowiedzialności na słaby rozwój przede wszystkim na czynniki zewnętrzne. Wynikający z tego postulat brzmi, iż „perspektywy rozwojowe ewangelikalizmu polskiego w olbrzymim stopniu uzależnione są od kryjących się w nim zdolności minimalizowania” własnych wad. </span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin:0;"><span style="font-size:small;"><span style="font-family:Times New Roman;"> </span></span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin:0;"><span style="font-size:small;font-family:Times New Roman;">Postulat ten wzmocniony jest przedstawieniem silnych stron polskiego ewangelikalizmu. Ogólnie rzecz biorąc, są to po prostu cechy, którymi charakteryzuje się ewangelikalizm światowy – i które stanowią o jego sile i zdolnościach rozwoju. Przede wszystkim to jego „<strong>bliskoś[ć] względem paradygmatu chrześcijaństwa nowotestamentowego</strong>”, i odmienność od formy religijności typowo katolickiej. Konkretnie, autor wymienia następujące cechy i wartości: <strong>wyraziste orędzie ewangeliczne, osobista pobożność codzienności</strong> (w kontrze do „rytualistyczno-świątecznego” charakteru typowo polskiej religijności), <strong>inicjatywność, przedsiębiorczość, prostota struktur eklezjalnych, odformalizowana liturgia</strong>.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin:0;"><span><span style="font-size:small;"><span style="font-family:Times New Roman;"> </span></span></span></p>
<h3 style="margin:0;"><span><span style="font-size:small;"><span style="font-family:Times New Roman;">Podsumowanie</span></span></span></h3>
<p class="MsoNormal" style="margin:0;"><span style="font-size:small;font-family:Times New Roman;">Jaki obraz ewangelikalnego protestantyzmu w Polsce u progu XXI stulecia wyłania się na podstawie niniejszych artykułów? Ogólnie, widzę małe środowisko z wszystkimi z tym związanymi problemami, o dużych aspiracjach, podsycanych faktem bycia częścią dużego, osiągającego sukcesy, choć zawsze niestety raczej gdzie indziej, ruchu. Jesteśmy trochę zakompleksieni, trochę zawstydzeni, trochę byśmy chcieli coś pozmieniać, a jednocześnie własna niemoc nas zniechęca,<span>  </span>a w tym wszystkim często przytłacza nas własna, wysoka tożsamość – eksponentów Bożej zbawiającej i skutecznej w działaniu i przemianie prawdy; świadków Jezusa Chrystusa, Syna Boga Wszechmogącego. Przede wszystkim, stoimy w tym wszystkim wobec społeczeństwa często albo nam niechętnego albo obojętnego, ledwo nas zauważającego, co w zetknięciu z naszym zazwyczaj autentycznie przeżywanym<span>  </span>zrozumieniem łaski Bożej objawionej w Jezusie, którym chcemy się, przynajmniej na pewnym etapie, dzielić, rodzi ostatecznie zniechęcenie lub frustrację. </span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin:0;"><span style="font-size:small;"><span style="font-family:Times New Roman;"> </span></span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin:0;"><span style="font-size:small;font-family:Times New Roman;">Czy istnieje coś – prócz modlitwy – co możemy robić, aby tą sytuację zmienić? Myślę, że może paradoksalnie receptą jest lekceważenie wpływu społeczeństwa na nas. Wpływu, nie społeczeństwa. Wpływ ten bowiem jest szkodliwy; i prawdopodobnie dopóki będziemy znikomą mniejszością, a będziemy nią jeszcze jakiś czas, będzie rodzić frustrację, chęć odwetu za niczym nie zawiniony chłód czy wrogość, bądź też postawę udowadniania wszystkim, a przede wszystkim sobie, własnej lepszości. Obie reakcje są szkodliwe i niszczą nasze świadectwo oraz chrystusową postawę i charakter. Zamiast więc tworzyć swą tożsamość w reakcji na społeczeństwo, powinniśmy zająć się pracą nad sobą i z tego i w oparciu o to, budować swoją tożsamość. Cieszyć się Słowem Bożym; czerpać z protestanckiej tradycji rzetelnej, uczciwej pracy i silnej rodziny; i w tej sferze, w ten sposób odnajdywać satysfakcję i spełnienie. Innymi słowy, skupić się na tym, co z Bożą pomocą okazywało się najważniejszą siłą ewangelikalizmu na świecie. </span></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[List do wszystkich leniwych i opieszałych]]></title>
<link>http://proteologia.wordpress.com/?p=123</link>
<pubDate>Tue, 18 Mar 2008 16:59:21 +0000</pubDate>
<dc:creator>mateuszw</dc:creator>
<guid>http://proteologia.pl.wordpress.com/2008/03/18/list-do-wszystkich-leniwych-i-opieszalych/</guid>
<description><![CDATA[ Autor: John Bunyan
Przyjaciele! 
Salomon powiedział, że „pożądanie leniwego zabija go” a j]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p> <strong>Autor: <font color="#000000"><font face="Palatino Linotype, serif"><font size="3">John Bunyan</font></font></font></strong></p>
<p style="margin-bottom:0;margin-left:1cm;margin-right:1cm;"><font color="#000000"><font face="Arial Unicode MS, sans-serif"><font size="3"><font face="Palatino Linotype, serif"><b>Przyjaciele!</b> </font></font></font></font></p>
<p style="margin-bottom:0;margin-left:1cm;margin-right:1cm;"><font color="#000000"><font face="Palatino Linotype, serif"><font size="3">Salomon powiedział, że „pożądanie leniwego zabija go” a jeśli tak jest, to jaki owoc wyda lenistwo tych, którzy je pielęgnują w sobie? (Prz 21:25). Inne przysłowie mówi: <!--more--> ,,syn, który zasypia w żniwa przynosi hańbę” (Prz 10:5). Ośmielam się powiedzieć, że człowiekowi nie może przytrafić się większa hańba niż kiedy zobaczy, że oszukał samego siebie i zaprzedał swoją duszę grzechowi tracąc życie wieczne. Jestem pewien, że najkrótszą drogą do tego jest lenistwo w sprawie własnego zbawienia. Winnica człowieka leniwego w rzeczach tego świata jest tak samo pełna głogu, pokrzyw i chwastów jak winnica leniwego na drodze do Nieba. Leniwy w drodze do Nieba ma serce pełne duszących, a zarazem potępiających duszę grzechów. </font></font></font></p>
<p style="margin-bottom:0;margin-left:1cm;margin-right:1cm;">&#160;</p>
<p style="margin-bottom:0;margin-left:1cm;margin-right:1cm;"><font color="#000000"><font face="Palatino Linotype, serif"><font size="3">Lenistwo powoduje dwie złe rzeczy: </font></font></font></p>
<ol>
<li>
<p style="margin-bottom:0;margin-right:1cm;"><font color="#000000"><font face="Palatino Linotype, serif"><font size="3">Zaniedbanie czasu, jaki należy wykorzystać by udać w drogę do Nieba. </font></font></font></p>
</li>
<li>
<p style="margin-bottom:0;margin-right:1cm;"><font color="#000000"><font face="Palatino Linotype, serif"><font size="3">Spóźnioną skruchę, która jest wynikiem tego zaniedbania.</font></font></font></p>
<p style="margin-bottom:0;margin-right:1cm;">&#160;</p>
</li>
</ol>
<p style="margin-bottom:0;margin-left:1cm;margin-right:1cm;"><font color="#000000"><font face="Palatino Linotype, serif"><font size="3">Zaręczam wam, że ten kto zatraci swoją duszę na tym świecie przez lenistwo, nie będzie miał powodu do zadowolenia kiedy znajdzie się w piekle. </font></font></font></p>
<p style="margin-bottom:0;margin-left:1cm;margin-right:1cm;">&#160;</p>
<p style="margin-bottom:0;margin-left:1cm;margin-right:1cm;"><font color="#000000"><font face="Palatino Linotype, serif"><font size="3">Lenistwu towarzyszy zazwyczaj niedbałość, a niedbałość jest w największej części spowodowana bezmyślnością. Bezmyślność przydaje siły lenistwu i w ten sposób dusza jest pozbawiona ratunku. Lenistwo blokuje działanie Chrystusa i przynosi hańbę duszy (Prz 13:4). </font></font></font></p>
<p style="margin-bottom:0;margin-left:1cm;margin-right:1cm;">&#160;</p>
<p style="margin-bottom:0;margin-left:1cm;margin-right:1cm;"><font color="#000000"><font face="Palatino Linotype, serif"><font size="3">Lenistwo potępia postępowanie nawet najsłabszych stworzeń. Salomon mówi: ,,Idź do mrówki, leniwcze, przypatrz się jej postępowaniu, abyś zmądrzał” (Prz 6:6). „Leń nie będzie orał z powodu zimna” (Prz 20:4); to znaczy nie będzie orał ugoru swojego serca, ponieważ wiąże się to z wysiłkiem jaki musi podejmować każdy, kto chce to zrobić. Dlatego też będzie żebrał w żniwa, to znaczy wtedy, kiedy święci Boży będą radować się wspaniałym niebem i szczęściem przygotowanym dla nich. Leniwemu nie pozostanie już nic poza wołaniem o zmiłowanie. Lecz będzie już na to za późno, jak to zapisano w Mt 25:10-12. </font></font></font></p>
<p style="margin-bottom:0;margin-left:1cm;margin-right:1cm;">&#160;</p>
<p style="margin-bottom:0;margin-left:1cm;margin-right:1cm;"><font color="#000000"><font face="Palatino Linotype, serif"><font size="3">Jeśli chciałbyś Czytelniku poznać lenia w rzeczach dotyczących zbawienia wiecznego, porównaj jego postępowanie z postępowaniem człowieka leniwego w rzeczach tego świata. </font></font></font></p>
<ol>
<li>
<p style="margin-top:0.49cm;margin-bottom:0;margin-right:1cm;"><font face="Palatino Linotype, serif"><font size="3">Leniwy niechętnie zajmuje się pracą, którą powinien wykonać. Tak samo jest z tym, który jest leniwy na drodze do Nieba. </font></font></p>
</li>
<li>
<p style="margin-bottom:0;margin-right:1cm;"><font size="3"><font face="Palatino Linotype, serif">Leniwy jest skłonny zwlekać. Tak samo jest z tym, który jest leniwy na drodze do Nieba. </font></font></p>
</li>
<li>
<p style="margin-bottom:0;margin-right:1cm;"><font face="Palatino Linotype, serif"><font size="3">Każda błaha rzecz, jaka staje na drodze opieszałemu jest wystarczającą wymówką, by nie zabrać się do wykonania swej pracy. Tak samo jest z tym, który jest leniwy w drodze do Nieba. </font></font></p>
</li>
<li>
<p style="margin-bottom:0;margin-right:1cm;"><font face="Palatino Linotype, serif"><font size="3">Leniwy wykonuje swą pracę połowicznie. Tak jest z tym, który jest leniwy w drodze do Nieba. On omalże doświadcza uwolnienia z piekła — ale nigdy całkowicie. Mało brakuje, aby się nawrócił, a jednak nigdy się nie nawróci, by być całkowicie świętym. </font></font></p>
</li>
<li>
<p style="margin-bottom:0;margin-right:1cm;"><font face="Palatino Linotype, serif"><font size="3">Leniwi trwonią czas, w którym można wykonać różne rzeczy. Tak samo jest z tymi, którzy są leniwi w drodze do Nieba. Tacy przegapiają czas łaski. </font></font></p>
</li>
<li>
<p style="margin-bottom:0;margin-right:1cm;"><font face="Palatino Linotype, serif"><font size="3">Leniwi nigdy nie mają dobrych plonów, albo mają je rzadko. Tak samo będzie z człowiekiem leniwym w sprawie zbawienia swojej duszy. </font></font></p>
</li>
<li>
<p style="margin-bottom:0.49cm;margin-right:1cm;"><font face="Palatino Linotype, serif"><font size="3">Leniwi są karani za to samo. Pan Jezus Chrystus ukarze tych, którzy Mu nie służą. Powie każdemu z nich: „Ty niegodziwy i leniwy sługo, na podstawie twoich własnych słów osądzę cię. Mówisz że wiedziałeś jaki jestem i czego wymagam, dlaczego zatem nie dałeś moich pieniędzy do banku?” (Łk 19:22-23). „Weźcie tego nieużytecznego sługę i wrzućcie go w ciemności zewnętrzne, gdzie będzie płacz i zgrzytanie zębów.” (Mat 25:26-30). </font></font></p>
</li>
</ol>
<p style="margin-bottom:0;margin-left:1cm;margin-right:1cm;"><font color="#000000"><font face="Palatino Linotype, serif"><font size="3">Cóż mam powiedzieć? Czas upływa, a ty chcesz być leniwy? Większość twojego życia już minęła; a ty chcesz być leniwy? Twoja dusza jest warta tysiąc światów, a ty chcesz być leniwy? Dzień śmierci i sądu jest u drzwi; a ty chcesz być leniwy? Przekleństwo Boże wisi nad twoją głową; a ty chcesz być leniwy? Ponadto demony gorliwie pracują i starają się wszelkimi sposobami, codziennie, wykorzystać wszelki grzech, aby trzymać cię z dala od Nieba i przeszkodzić ci w dostąpieniu zbawienia, a ty chcesz być leniwy? </font></font></font></p>
<p style="margin-bottom:0;margin-left:1cm;margin-right:1cm;">&#160;</p>
<p style="margin-bottom:0;margin-left:1cm;margin-right:1cm;"><font color="#000000"><font face="Palatino Linotype, serif"><font size="3">Także twoi sąsiedzi są pracowici w rzeczach doczesnych, które zniszczeją; a ty chcesz być leniwy w rzeczach wiecznych, które istnieją na zawsze? Czy chcesz zostać potępiony za lenistwo? Czy chcesz aby aniołowie Boży pominęli cię gdy będą zabierać dusze zbawionych do Nieba, kiedy będziesz leżał na łożu śmierci, a demony będą stały obok gotowe pochwycić cię? Czy Pan Jezus Chrystus był leniwy w dziele odkupienia? Czy kaznodzieje są leniwi w zwiastowaniu tych rzeczy tobie ? A jeśli to wszystko jeszcze cię nie porusza, to powiadam ci: Stwórca nie będzie zwlekał i dopilnuje, aby potępić ciebie, którego zguba od długiego czasu nie drzemie; demony nie będą ociągać się z porwaniem ciebie, ani piekło nie będzie zwlekać z zamknięciem swej paszczy za tobą. </font></font></font></p>
<p style="margin-bottom:0;margin-left:1cm;margin-right:1cm;">&#160;</p>
<p style="margin-bottom:0;margin-left:1cm;margin-right:1cm;"><font color="#000000"><font face="Palatino Linotype, serif"><font size="3">Leniwy człowieku, czy ciągle chcesz spać? Czy chcesz spać snem śmierci? Czy nie obudzą cię żadne wiadomości z Nieba ani z piekła? Czy jeszcze będziesz mówił: ,,Jeszcze trochę pospać, trochę podrzemać”; oraz ,,jeszcze trochę założyć ręce aby odpocząć?” (Prz 6:10). Czy dalej chcesz nurzać się w swoim lenistwie, jak drzwi obracają się na swych zawiasach? Gdybym potrafił wyrazić serdeczny żal i współczujące tobie serce, jakże bym żalił się nad tobą! Jakże bym opłakiwał ciebie! Obym mógł płakać jak Jeremiasz, oby z mych oczu płynęły potoki łez nad tobą! Biedna duszo, zgubiona, umierająca duszo — jakże mam twarde serce, że nie umiem płakać nad tobą! Gdybyś stracił kończynę, dziecko albo przyjaciela, to nie było by to takie straszne jak ZGUBA TWEJ DUSZY. Gdyby trzeba było zostać w piekle tylko na jeden dzień, albo rok nie, nawet na dziesięć tysięcy lat, to byłoby to (jeśli można użyć takiego porównania) niczym. Ale, o zgrozo, pozostaje się w nim na zawsze. Och! Te kończące wszystko słowa NA ZAWSZE. Jak bardzo przerażającym dla duszy będzie gdy usłyszy: „Idźcie precz ode mnie przeklęci w ogień wieczny”. </font></font></font></p>
<p style="margin-bottom:0;margin-left:1cm;margin-right:1cm;">&#160;</p>
<p style="margin-bottom:0;margin-left:1cm;margin-right:1cm;"><font color="#000000"><font face="Arial Unicode MS, sans-serif"><font size="3"><font face="Palatino Linotype, serif"><b>Zastrzeżenie</b>:Ale gdybym wyruszył i biegł tak, jak tego chciałbyś, to by oznaczało, że muszę opuścić mych przyjaciół, gdyż żaden z nich nie biegnie tą drogą.<br />
<b>Odpowiedź</b>:Jeśli jednak wyruszysz tą drogą to będziesz biegł wprost w ramiona Pana Jezusa Chrystusa i w ramiona Boże, jaka więc szkoda może cię spotkać z tego tytułu? </font></font></font></font></p>
<p style="margin-bottom:0;margin-left:1cm;margin-right:1cm;">&#160;</p>
<p style="margin-bottom:0;margin-left:1cm;margin-right:1cm;"><font color="#000000"><font face="Palatino Linotype, serif"><font size="3"><b>Zastrzeżenie</b>: Ale jeśli będę podążał tą drogą, to będę musiał porzucić wszystkie moje grzechy.<br />
<b>Odpowiedź</b>: To prawda, ale jeśli tego nie zrobisz, to będziesz podążał wprost w ogień piekielny. </font></font></font></p>
<p style="margin-bottom:0;margin-left:1cm;margin-right:1cm;">&#160;</p>
<p style="margin-bottom:0;margin-left:1cm;margin-right:1cm;"><font color="#000000"><font face="Palatino Linotype, serif"><font size="3"><b>Zastrzeżenie</b>: Ale jeśli będę biegł tą drogą wtedy będę znienawidzony i stracę miłość mych przyjaciół, krewnych i wszystkich tych, dzięki których mógłbym odnieść korzyści lub polegać na nich, a poza tym wszyscy moi sąsiedzi będą się ze mnie naśmiewać.<br />
<b>Odpowiedź</b>: Ale jeśli nie wyruszysz w drogę na pewno stracisz miłość i łaskę Bożą oraz Pana Jezusa Chrystusa, korzyść jaką jest Niebo i przyszła chwała, zaś Stwórca będzie śmiał się z twojej głupoty: „Dlatego i ja śmiać się będę z waszej niedoli, szydzić będę z was, gdy was ogarnie strach”. A jeśli nie będziesz znienawidzony i wyszydzany to uważaj abyś przez twoją głupotę nie ściągnął na siebie gniewu i szyderstwa wielkiego Boga. Jego szyderstwa i nienawiść będą straszne, ponieważ przypadną na ciebie w strasznym czasie, gdy ogarnie cię niedola i udręka, kiedy nadejdzie śmierć i sąd. Wówczas żaden człowiek na ziemi ani anioł z Nieba nie będą mogli ci pomóc. (Prz 1:26-28). </font></font></font></p>
<p style="margin-bottom:0;margin-left:1cm;margin-right:1cm;">&#160;</p>
<p style="margin-bottom:0;margin-left:1cm;margin-right:1cm;"><font color="#000000"><font face="Palatino Linotype, serif"><font size="3"><b>Zastrzeżenie</b>: Ale przecież chyba mogę rozpocząć bieg dopiero za rok lub dwa?<br />
<b>Odpowiedź 1</b>. Czy wiesz jak długo będziesz żył? Czy Stwórca powiedział ci, że będziesz żył jeszcze pół roku dłużej albo chociaż dwa miesiące? Nie, może się okazać, że nie dożyjesz nawet nowego roku.<br />
<b>Odpowiedź2</b>. Czy chcesz być tak otępiały i niemądry aby zaryzykować los swej duszy w zamian za krótki niepewny okres czasu?<br />
<b>Odpowiedź 3</b>. Czy wiesz jak długo będzie trwał czas łaski? Może jeszcze jeden tydzień, a może nawet nie. Czas łaski kończy się w przypadku niektórych ludzi zanim ich życie na ziemi dobiegnie końca. Gdyby tak się stało w twoim wypadku, wówczas żałowałbyś tego i mówił: Obym tylko zaczął biec zanim minął czas łaski i zanim bramy Nieba zamknęły się przede mną.<br />
<b>Odpowiedź 4</b>. Gdybyś widział, jak jeden z twych sąsiadów nie dba o wzięcie w posiadanie domu lub ziemi, oferowanych mu za darmo, mówiąc że ma na to dosyć czasu w przyszłości, chociaż czasy są niepewne i nawet nie wie, czy te dobra będą mu ponownie oferowane za darmo, to czy nie nazwałbyś go głupcem? A jeśli tak, to czy sądzisz, że jesteś mądrym człowiekiem pozwalając twej nieśmiertelnej duszy wisieć nad piekłem na nitce niepewnego czasu, którą wkrótce może przeciąć śmierć? </font></font></font></p>
<p style="margin-bottom:0;margin-left:1cm;margin-right:1cm;"><font color="#000000"><font face="Palatino Linotype, serif"><font size="3">Szczerze mówiąc wszystkie powyższe zastrzeżenia to słowa leniwego ducha. Powstań człowieku, nie bądź więcej opieszały, nakieruj swe stopy, serce i wszystkie swoje siły na drogę Bożą i biegnij! Na końcu biegu jest korona; tam również czeka miłujący Poprzednik, a mianowicie Pan Jezus, który przygotował dobra Niebios by powitać twoją duszę. Da je tobie o wiele chętniej niż byś mógł to sobie wyobrazić. Dlatego nie zwlekaj ani chwili dłużej, lecz zastosuj w praktyce słowa ludzi z plemienia Dana, którzy zobaczywszy bogactwo ziemi kanaanejskiej powiedzieli do swoich braci: „Nuże! Ruszmy na nich!”; oraz „Widzieliśmy bowiem tę ziemię, że jest bardzo urodzajna. Czy jeszcze chcecie zwlekać?” A może wzbraniacie się aby ruszyć? „Nie leńcie się pójść i zająć tę ziemię.” (Sdz 18:9). </font></font></font></p>
<p style="margin-bottom:0;margin-left:1cm;margin-right:1cm;">&#160;</p>
<p style="margin-bottom:0;margin-left:1cm;margin-right:1cm;"><font color="#000000"><font face="Palatino Linotype, serif"><font size="3">Żegnajcie. </font></font></font></p>
<p style="margin-bottom:0;margin-left:1cm;margin-right:1cm;"><font color="#000000"><font face="Palatino Linotype, serif"><font size="3">Pragnę aby nasze dusze mogły doznać pociechy u kresu podróży. </font></font></font></p>
<p style="margin-bottom:0;margin-left:1cm;margin-right:1cm;"><font color="#000000"><font face="Arial Unicode MS, sans-serif"><font size="3"><span><font face="Palatino Linotype, serif">JAN BUNYAN </font></span></font></font></font></p>
<p style="margin-bottom:0.42cm;margin-left:1cm;margin-right:1cm;" lang="en-US">
<p style="margin-bottom:0;margin-left:1cm;margin-right:1cm;"><font color="#000000"><font face="Arial Unicode MS, sans-serif"><font size="3"><span><font face="Palatino Linotype, serif">J. Bunyan, <i>Heavenly Footman</i>(wstęp).<br />
Przekład: W. Sałacki </font></span></font></font></font></p>
<p style="margin-bottom:0;margin-left:1cm;margin-right:1cm;" lang="en-US">&#160;</p>
<p style="margin-bottom:0;margin-left:1cm;margin-right:1cm;"><font color="#000000"><font face="Arial Unicode MS, sans-serif"><font size="3"><font face="Palatino Linotype, serif">Materiał pochodzi ze strony: </font></font><font color="#0000ff"><u><a href="http://www.czytelnia.jezus.pl/"><font size="3"><font face="Palatino Linotype, serif">www.czytelnia.Jezus.pl</font></font></a></u></font><font size="3"><font face="Palatino Linotype, serif">, stan na 01.09.2005. </font></font></font></font></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Baptyzm - kazus radykalnego protestantyzmu]]></title>
<link>http://proteologia.wordpress.com/?p=84</link>
<pubDate>Fri, 07 Mar 2008 15:22:54 +0000</pubDate>
<dc:creator>mateuszw</dc:creator>
<guid>http://proteologia.pl.wordpress.com/2008/03/07/baptyzm-kazus-radykalnego-protestantyzmu/</guid>
<description><![CDATA[Autor: prof. Tadeusz J. Zieliński
Zdarza się, że w ramach opisu istoty swojego wyznania baptyśc]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Autor: prof. Tadeusz J. Zieliński</strong></p>
<p>Zdarza się, że w ramach opisu istoty swojego wyznania baptyści pochlebiają sobie określając się jako „protestanci wśród protestantów”. Wartość tej samooceny musi ulec relatywizacji, gdy identyczny sposób charakterystyki stosują względem siebie inne nurty protestantyzmu, co też się nierzadko zdarza. Nie należy jednak zbyt szybko ignorować tego, zdawało by się, objawu pychy wyznaniowej. <!--more--> Ów tradycyjnie stosowany przez niektóre denominacje sposób autoprezentacji może bowiem stanowić trafną eksplikację samej istoty właściwego im sposobu przeżywania chrześcijaństwa. Toteż w niniejszym szkicu potraktowano go jako wskazówkę w rozeznawaniu sedna teologii i praktyki religijnej baptyzmu jako konfesji, która w ciągu 400 lat istnienia realizowała program radykalnego protestantyzmu. Trzeba jednak przy tym zastrzec, iż baptyzm nie jest jedynym przypadkiem, jedynym kazusem znaczącej wspólnoty wyznaniowej podejmującej taki projekt. Na zasadzie case study wywód poniższy ma pokazać, na czym polega baptystyczna wersja radykalnie ujętej protestanckości.</p>
<p><strong>I. Protestantyzm - przedmiot radykalizacji</strong></p>
<p>Jeśli ktoś chce być „protestantem wśród protestantów”, to musi przecież: 1) uznawać protestantyzm za konkretną wielkość, 2) dostrzegać w nim czynnik konstytutywny i twórczy (czyli pozytywny) oraz 3) wychodzić z założenia, że protestantyzm jest wartością, którą warto praktykować konsekwentnie, ściśle. W baptyzmie istnieje taka afirmacja protestantyzmu. Poza zewnętrzną jego kwalifikacją jako wyznania protestanckiego, czego niezliczonych świadectw przytoczyć nie sposób, baptyści na wiele sposobów identyfikują się z protestantyzmem. Czynią to już poprzez wyraźne wskazanie tejże proweniencji, poprzez różnego rodzaju solidarność z innymi protestantami (jak np. autor Raju utraconego John Milton działający na rzecz eksterminowanych waldensów), czy też przez bardzo symbolicznie nadawanie dzieciom imion związanych z kluczowymi osobistościami Reformacji, czego przykładem jest chociażby baptystyczny lider walki z rasizmem Martin Luther King (zm. 1968). Najistotniejsza jest jednak nie deklaratywna, ale faktyczna jedność nauki i praktyki baptystycznej z substancją historycznego protestantyzmu. Nie zapomnę wypowiedzi nieżyjącego już szanowanego diakona z Katowic, który na poziomie przystępnej popularyzacji podjął się uzasadnienia protestanckich cech baptyzmu wobec zwiedzającej tamtejszy dom modlitwy młodzieży licealnej. Prezentację owej jedności, a przy tym sposobu radykalizacji podstawowych treści protestantyzmu na przykładzie baptyzmu zbudujemy tutaj w oparciu o dwie powszechnie uznane zasady ewangelicyzmu: formalną i materialną. Nie ma bowiem wątpliwości co do tego, iż Reformacja przyniosła „koncentrację na Biblii, łasce i wierze”. Przez to protestantyzm jako nurt chrześcijaństwa stał się, jak sądzi Martin Marty, „ruchem biblijnym” („Bible-movement”), poddającym wszystko, co chrześcijańskie normie Biblii (zasada formalna), oraz „ruchem wiary” („faith-movement”), twierdzącym że ludzie są „usprawiedliwieni z łaski Boga przez wiarę” (zasada materialna). Jeszcze inaczej mówiąc o tych szeroko znanych kategoriach: „Jako źródło wiary protestantyzm zna tylko Pismo Święte (zasada formalna), zbawienia zaś poszukuje tylko poprzez wiarę (zasada materialna)”. Obie zasady są wystarczająco wyraziste i bogate treściowo, by - wbrew wątpliwościom rozsiewanym przez autorów ignorujących wątek teologiczny - ustalić sens zjawiska pod nazwą protestantyzm, które w baptyzmie znalazło swoją zradykalizowaną formę.</p>
<p><strong>II. Formalna zasada protestantyzmu w ujęciu radykalnym</strong></p>
<p>1. [<strong>Baptystyczna atencja dla ksiąg symbolicznych</strong>] I renesansowe hasło Ad fontes (Ku źródłom) i reformacyjny ideał Sola Scriptura (Samo Pismo) przysłużyły się nadaniu Biblii pierwszorzędnej roli jako normatywu w teologii i praktyce protestanckiej. Wittenberski i szwajcarski nurt Reformacji różniły się pewnym niuansem co do rozumienia konsekwencji tego faktu. Luteranie dopuszczali istnienie w Kościele praktyk nie zakazanych wyraźnie przez Pismo, reformowani byli bardziej rygorystyczni zezwalając tylko na to, co jest w Biblii wprost ustanowione. Zaznaczająca się szybko w obozie protestanckim różnorodność spojrzeń na niektóre zagadnienia, gorsząca w pośredniowiecznej i postunitarnej Europie, wymuszała - co w oczywisty sposób służyło dobru Kościołów - opracowanie spisanych wyznań wiary i innych oficjalnych formuł doktrynalnych. Luteranizm ujął je w końcu w ramy Księgi Zgody, ewangelicyzm reformowany nie stworzył co prawda zamkniętego katalogu autorytatywnych wypowiedzi tego rodzaju, lecz można wyliczyć kilka podstawowych tekstów konfesyjnych cieszących się tam niekwestionowanym autorytetem. Baptyzm wyrósł z protestantyzmu reformowanego, a ściślej z jego XVI-wiecznej angielskiej wersji: purytanizmu. Odziedziczył po nim styl realizacji ideału chrześcijańskiego, w tym i podejście do Biblii. Zachował także uznanie dla redagowanych w Kościele i podanych na piśmie deklaracji wiary: konfesji, aktów przymierza (covenants) zawiązujących zbór, oraz katechizmów. Już u zarania swych dziejów baptyści opracowywali szereg ksiąg symbolicznych. Wraz z upływem lat urosła ich liczba, zaś pośród nich największym autorytetem po dziś dzień cieszą się: Londyńskie wyznanie wiary z 1689 r., Prawowierne credo z 1679 r., Konfesja filadelfijska z 1742 r., Konfesja z New Hampshire (1833 r.), Wyznanie wiary niemieckich baptystów (1847 r.), Wiara i orędzie baptystyczne (z 1925 r., nowelizowane w 1963 r. i ostatnio w r. 2000), będące deklaracją doktrynalną największej denominacji baptystycznej na świecie pn. Southern Baptist Convention. Zwykle poszczególne krajowe organizacje kościelne baptystów posiadają własne konfesje. Polscy baptyści korzystając z niemieckiego dokumentu z 1847 r. wydali w roku 1930 Konfesję czyli wyznanie wiary i ustrój zborów baptystów, wznowioną we współczesnej szacie językowej w roku 2000.</p>
<p>2. [<strong>Baptystyczna relatywizacja znaczenia tradycji kościelnej</strong>] Choć na określenie owych deklaracji doktrynalnych używamy tutaj stosowanego gdzie indziej terminu „księgi symboliczne”, to jednak ich rola w baptyzmie jest nieporównywalnie mniejsza niż w innych wyznaniach protestanckich. W szczególności baptyści nie byliby w stanie uznać, iż księgi wyznaniowe (symboliczne) zawierają stanowczo obowiązujący wykład nauki Kościoła i jako takie stanowią kryterium prawowierności. W baptyzmie funkcję tego typu dokumentów się relatywizuje i redukuje do rangi informacji o aktualnych poglądach środowiska, które się nimi legitymuje. Duchowny baptystyczny nie będzie więc zobowiązany do składania przysięgi na wierność standardom konfesyjnym swojej denominacji, przyjmowany do zboru wierny nie musi przyrzekać posłuszeństwa kościelnemu wyznaniu wiary, profesor uczelni teologicznej nie otrzyma do podpisu katalogu prawd wiary, których ma się trzymać w ramach procesu dydaktycznego. Dochodzi więc tu do radykalizacji rozumienia hasła Sola Scriptura. Baptyzm chce je pojmować ekskluzywistycznie: samo Pismo jest normą par excellance i tylko jej można przypisywać charakter bezwzględnie wiążący.</p>
<p>Uzasadniając kwalifikację pozabiblijnych źródeł wiary jako norm względnie wiążących, którymi nie wolno krępować sumień, eksponenci baptyzmu podają dwa powody. Pierwszy wskazuje, iż żaden normatyw poza Pismem nie posiada przymiotu natchnienia, nie wyszedł „z ręki Bożej”, nie jest dziełem bosko-ludzkim, co ma miejsce w przypadku Biblii. Inne niż księgi kanoniczne dokumenty pozbawione zostały charyzmatu natchnienia rozumianego tak, jak to czyni się w odniesieniu do Starego i Nowego Testamentu. Odzwierciedlają cechy każdego dzieła ludzkiego, narażone są na znamiona słabości, niedoskonałości, błędu, pomyłki. Już to przesądza ich względną wartość. Drugi powód odmawiania rzeczonym źródłom wiążącego charakteru w Kościele jest wzgląd na dobro duszy. Sumienie ludzkie jest zbyt cenne, by bezwzględnie wiązać je w planie duchowym tym, co znikome, ziemskie, ludzkie, nie-Boskie, by pętać je zdarzającymi się nam czasem „wymysłami ludzkimi”, „ustanowieniami czysto ludzkimi”. Ów element ludzki może się okazać pożyteczny, pomocny, korzystny, ale nie wolno mu nadać sankcji absolutnej. Taką sankcję mogą posiadać wyłącznie rzeczy Boże. W aspekcie zasady formalnej rzeczą Bożą jest Biblia - nie może być za nią uznany żaden normatyw stworzony przez nas, grzesznych. Chodzi o to, by żaden dokument nie posiadający statusu natchnionego (a więc „ludzki”, „niedoskonały”, obciążony możliwością błędu) nie „rządził” absolutnie w Kościele, nie uzyskał pozycji zbliżającego się powagą do Pisma autorytetu. Istotę roli baptystycznych ksiąg symbolicznych syntetycznie ujmuje wydane w 1925 r. „Stanowisko w sprawie historycznego poglądu baptystycznego na temat natury i zadań wyznań wiary”.</p>
<p>W baptyzmie tradycyjnie podkreśla się, iż przy braku należytego akcentowania bezwzględnego autorytetu samej Biblii wzrastać będzie w danej wspólnocie wyznaniowej rola autorytetów pozabiblijnych czyli tradycji niekanonicznej. Naturalną tendencją jest bowiem petryfikacja i nieuzasadniona (z punktu widzenia reguły Sola Scriptura) kanonizacja zastanych, a narastających przez wieki, formuł doktrynalnych. W pewnym momencie mogą one zagrozić skarbowi Kościoła, którym jest sławione przez Reformację „czyste Słowo Boże”. Źródła pozabiblijne, które na zawsze winny pozostawać norma normata (normami normowanymi), przy braku troski o bezwzględną nadrzędność Biblii w praktyce kościelnej i życiu indywidualnego wyznawcy mogą nawet odwodzić od samej prawdy Bożej lub jakoś ją zaciemniać. Nic, nawet najbardziej szanowany pomnik myśli i pobożności chrześcijańskiej, nie powinno stanąć na przeszkodzie bezpośredniej i ustawicznej konfrontacji wierzącego z tekstem Biblii, na przeszkodzie prywatnej lekturze Pisma. Baptyści z emfazą mówią, iż Biblia w swoim głównym przesłaniu jest aktualnym orędziem na każdą epokę, nie potrzebującym usprawiedliwienia i uzupełnienia ze strony późniejszych interpretacji. Musi być poznawana przez każdego źródłowo, odczytywana na nowo w kontekście współczesności, dynamicznie i krytycznie - oczywiście przy uznaniu (tym bardziej bez ignorowania!) dorobku wielowiekowej refleksji nad tekstem natchnionym. Wyraża to znane wśród baptystów hasło, by chrześcijanin miał zawsze „otwartą księgę i otwartą głowę.” Zaś wszystkie norma normata niech łatwo podlegają rewizji, uchyleniu, gdy tylko istnieje przekonanie o ich niespójności w którymś punkcie ze Słowem natchnionym. Podstawową regułą osądu względnych norm wiary jest podstawowa w baptyzmie zasada hermeneutyczna - orientowania się na Jezusa Chrystusa, który jest centrum Biblii, wiary, przepowiadania i życia. On jest w istocie uniwersalnym „kanonem w kanonie”. Jak powiada amerykańska konfesja pt. Wiara i orędzie baptystyczne „Kryterium według którego należy interpretować Biblię jest Jezus Chrystus”, zaś europejska deklaracja wyznaniowa z 1993 r. stwierdza: „[p]isane Słowo składa świadectwo ostatecznemu Słowu, którym jest Jezus Chrystus.”</p>
<p>Baptystyczna rezerwa wobec nadawania pozabiblijnym autorytetom wysokiej sankcji wyraża się też w odmowie sakralizacji wypowiadających się w sprawach doktryny i moralności czynników kościelnych. Uznając, iż Biblia jest spolegliwym świadectwem pełni objawienia Bożego, po pierwsze wyklucza się, iż Kościół, tudzież piastuni urzędu kościelnego są w stanie wprowadzić nieznane wcześniejszym generacjom treści konieczne dla poprawnej relacji z Bogiem. Po wtóre, również dokonywany przez nich wykład Słowa Bożego nie może być odbierany jako bezwzględnie wiążący sumienie wiernych. Jasnym więc jest, iż baptyzm wyklucza istnienie w Kościele nieomylnych proroków, wolnych od błędu interpretatorów Pisma, namiestników Chrystusa etc. Tym bardziej oczywiste będzie jednoznacznie negatywne stanowisko wobec roszczącego sobie prawo do nieomylności papiestwa.</p>
<p>3. [<strong>Baptystyczny strażnik prawowierności</strong>] Powyższe stwierdzenia nie powinny prowadzić do wniosku, że baptystom nie zależy na prawowierności w ich zborach i instytucjach denominacyjnych. Przykładają przecież wagę do wierności konkretnej spuściznie teologicznej i pobożnościowej, zaś przyjmowane przez ich gremia kościelne wyznania wiary mają na celu ustalenie określonego dobra wspólnego ich tradycji konfesyjnej. Mówiąc wprost, strażnikiem ortodoksji baptystycznej może być tylko i wyłącznie zbór czyli lokalna gmina chrześcijańska. Zbór, złożony jedynie ze świadomych i posiadających odpowiednie duchowe kwalifikacje wiernych, w toku wspólnotowego pochylania się nad otwartym Pismem, vis-a-vis tronującego Chrystusa, przy asystencji Ducha, w nurcie uznanej spuścizny religijnej, ustala standard przekonań i postaw obowiązujący wiernych. Nikt nie może go w tym zastąpić - ani baptystyczna struktura pozazborowa, ani duchowny/duchowni zboru, aczkolwiek i jedno i drugie nie pozostaje bez wpływu na proces kształtowania miary prawowierności, obowiązującej wykładni Pisma. Czasem owa miara znajduje wyraz w pisanym dokumencie, ale to nie on powinien być jej testem, a raczej wspólne wszystkim, podstawowe przekonania skupiające daną grupę wiernych razem. Zbór, który zgodnie z eklezjologią baptystyczną jest dobrowolnym zrzeszeniem wiernych (a nie narzuconą przez hierarchów instytucją), gromadzi zwykle ludzi podobnie myślących o sprawach zasadniczych - osoby „nie mieszczące się” w danej wykładni trafiają do gmin duchowo lub ideowo im bliższych. Stąd bierze się pluralizm poglądów zaznaczający się między poszczególnymi zborami i denominacjami baptystycznymi, który uznaje się za coś normalnego i dopuszczalnego. Baptyści mówią: nie musimy się zgadzać we wszystkim, ważne byśmy zgadzali się w sprawach podstawowych tak, by możliwe było wspólne głoszenie Ewangelii lub prowadzenie pracy denominacyjnej. Podobnie zbory stowarzyszając się ze sobą w unie, konwencje itp. dobierają się według podobieństwa doktrynalnego: dogmatycznego lub etycznego. Tworząc tego rodzaju związek międzyzborowy gminy nie muszą zgadzać się ze sobą we wszystkim: potrzebna jest jedność w tym, co uznano za zasadnicze, w kwestiach pozostałych szanowana jest odrębność.</p>
<p>III. <strong>Materialna zasada protestantyzmu w ujęciu radykalnym</strong></p>
<p>Główną ideą rządzącą myśleniem i wiarą zwolenników XVI-wiecznej Reformacji, jak i ich pobożnych protestanckich następców była prawda o niezasłużonym, łaskawym zbawieniu ufającego Bogu grzesznika. Ujęta ona została w kształt doktryny o usprawiedliwieniu bezbożnego z łaski przez wiarę, w niedościgły sposób eksplikującej wszystkie konstytutywne elementy przełomowego w dziejach religii biblijno-reformacyjnego orędzia o zbawieniu. Przywiązanie do prawdy o iustificatio impii przesądziło soteriologiczną predylekcję protestantyzmu, dla którego stała się ona kryterium (zasadą materialną) osądzającym poprawność wszelkiej nauki i praktyki kościelnej oraz stwierdzającym zarazem, kto i co posiada znamię protestanckości. Mimo różnicującego niuansu w identyfikacji treści zasady materialnej w luterańskim i reformowanym nurcie ewangelicyzmu, i tu i tu idzie o to samo: by zbawienie uważać za łaskawy - dokonywany z zewnątrz - czyn Boży zrealizowany w Chrystusie. Baptyzm przynależąc do reformowanej tradycji teologicznej podziela w pełni ten sposób widzenia rzeczy. Brad Creed w publikacji dokonującej remanentu poglądów teologicznych baptystów na przełomie mileniów mówi o stałym „centralnym znaczeniu zagadnienia zbawienia dla tożsamości baptystycznej” i potwierdza, że „sprawa zbawienia jest wciąż sercem i duszą tego, co znaczy być baptystą.” To ogólne stwierdzenie autor uściśla pisząc, iż „baptyści przejawiają tendencję podkreślania kwestii z zakresu inauguracji zbawienia, kładąc nacisk na element usprawiedliwienia w doświadczeniu zbawienia.”. Uznając zasadniczą trafność tej konstatacji należy dodać, iż najbardziej zadomowioną przez wiele pokoleń w baptyzmie metaforą soteriologiczną jest odrodzenie (regeneratio). Pastawę tę odziedziczono po anglosaskiej ortodoksji reformowanej, początkowo w sensie tam przyjętym: odrodzenie pojmowano jako suwerenny akt Pana, będący wykonaniem odwiecznego dekretu predestynacyjnego, mogący się ziścić w duszy - jak Bóg chce - na rozmaitych etapach życia człowieka i niezależnie od jakiegokolwiek czynu i obrzędu z naszej strony. Zważywszy, iż od początku swoich dziejów baptyzm był obszarem rywalizacji dwóch odmiennych sposobów podejścia do kalwińskiej spuścizny, zrozumiałym się staje, iż występowało tam różne akcentowanie poglądów na ludzką wolę i jej determinację. Generalnie jednak protestantyzm baptystyczny przyjął reformowany, wywodzący się z Reformacji szwajcarskiej (a potem purytanizmu), model chrześcijaństwa. Ze względu na swoje fundamentalne oddanie temu modelowi, pomimo zmieniających się akcentów w sprawach pomniejszych, w baptyzmie z powodzeniem mogły być i nadal są uprawiane wszystkie wielkie teologie noszące rysy protestanckie. Przy zasadniczo ewangelickim paradygmacie religii przyjmowały się tutaj np.: teologia ortodoksji reformowanej, teologia XVIII-wiecznych przebudzeń, teologia oświeceniowa, modernistyczna, fundamentalistyczna, dialektyczna, renesansu myśli reformatorskiej, sekularyzacji, postmodernistyczna czy postliberalna. Nazwiska baptystów znaleźć można zarówno na listach wybitnych przedstawicieli teologicznej awangardy (Walter Rauschenbusch, Harry Emerson Fosdick, William Hamilton, Harvey Cox) jak i opcji konserwatywnej (Herschel H. Hobbs, Ernest Kevan, Albert Moehler) i fundamentalistycznej (Jerry Falwell, Pat Robertson). Gros uznanych teologów-baptystów plasuje się jednak - tak w przeszłości, jak i dzisiaj - w centrum teologicznego spektrum, gdzie kultywuje się tradycyjną i konwencjonalną teologię umiarkowanego protestantyzmu (John Bunyan, John Gill, Augustus H. Strong, Bernard Ramm, Carl Henry, Millard Erickson). W istocie baptyzm (podobnie zresztą jak anglikanizm i metodyzm) nie proponuje żadnej nowej teologii w stosunku do istniejących dwóch teologii protestantyzmu: luterańskiej i reformowanej. Nie ma więc czegoś takiego jak teologia baptystyczna sensu stricto. Są natomiast teologowie-baptyści uprawiający którąś z odmian teologii protestanckiej, i respektujący przy tym wyznaniową specyfikę baptyzmu. Specyfika owa dotyczy jednak głównie praktyki, sposobu praktykowania teologicznych założeń protestantyzmu.</p>
<p><strong>(i) Radykalizacja indywidualnego aspektu materialnej zasady protestantyzmu</strong></p>
<p>1. [<strong>Baptystyczny postulat pełnej zdolności jednostki w sprawach religii</strong>] Materialny wyznacznik protestantyzmu tradycyjnie polega na przekonaniu, iż człowiek może już teraz znaleźć się w kręgu osób ratowanych od fatalnych skutków ludzkiej kondycji. Ratunek ten (zbawienie) odnosi się do ludzkiego losu w wymiarze przeszłym, teraźniejszym i przyszłym. Dzięki niemu już teraz jesteśmy uwolnieni od pewnych dotkliwych ciężarów naszej egzystencji, wstąpiliśmy w nową relację z Bogiem, ale czeka nas jeszcze wielka ocalająca nowość w przyszłości. Choć nasze zbawienie jeszcze się w pełni nie ziściło, to jednak skutecznie jesteśmy już jego uczestnikami. Reformacja z mocą przywróciła nowotestamentowe orędzie, iż upragniony przez nas ratunek jest dostępny już teraz i że przychodzi on spoza nas, od Boga, który stał się prawdziwym człowiekiem. Zasadniczy teraźniejszy aspekt zbawienia opisany został w tej tradycji za pomocą nauki o usprawiedliwieniu z łaski przez wiarę, która precyzuje, iż oczekiwany przełom jest w pełni darmowym darem Pana i przyswajamy go bez jakiejkolwiek naszej zasługi. Protestantyzm zwykle skrupulatnie podkreślał dwa elementy tej prawdy: iż owe zbawcze novum jest 1) sola gratia propter Christum oraz 2) sola fide. To znaczy: iż dane jest nam z 1) samej łaski jedynie ze względu na Chrystusa i 2) przyswajane jest tylko samą wiarą.</p>
<p>Gorliwymi wyznawcami tak rozumianej zasady materialnej i to w jej odniesieniu indywidualnym (względem jednostki) i zbiorowym (względem społeczności ludzkich) stali się baptyści. Ich wzięty z purytanizmu etos rygorystycznego traktowania spraw wiary nakazał im radykalnie podchodzić do prawdy o usprawiedliwieniu grzesznika. Baptystyczna radykalizacja materialnego wyznacznika protestantyzmu w aspekcie indywidualnym przyjmuje zwłaszcza postać wyostrzenia zasady sola fide (samą wiarą). Na tle debaty w kwestii, w jaki sposób człowiek przyswaja łaskawy i niezasłużony dar usprawiedliwienia, baptyści zdecydowanie twierdzą, iż w tej sprawie decydująca jest wyłącznie sama wiara, bez jakiegokolwiek udziału innych czynników, w tym sakramentów, innych obrzędów religijnych, uczynków, kapłańskiego pośrednictwa etc. Przy tym wydarzeniu zbawczym konieczna i wystarczająca jest ufna, zdająca się na miłosierdzie Boga, wiara. Regułę sola fide ujęto więc tutaj ekskluzywistycznie: wyłączenie dotyczy wszystkiego poza nią. Z tej refleksji dotyczącej pierwszej fazy zbawienia grzesznika wyrastają dalsze wnioski. Zdaniem baptystów konstytutywna dla poprawnej relacji z Bogiem na wszystkich etapach życia duchowego jest sama wiara, która się bierze ze Słowa Bożego. Inne czynniki, choć przydatne i pochodzące z ustanowienia Chrystusa, jak członkostwo w zborze, udział w nabożeństwie publicznym, uczestnictwo w sakramentach chrztu i komunii, posługa duszpasterska, są cenną, nakazaną przez Pana, ale jedynie pomocą, wsparciem dla tej wiary. Ich brak jej nie obezwładnia. Wiara, zbudowana na szczerym Słowie Bożym, może się mieć bez nich zupełnie dobrze.</p>
<p>Stanowisko baptystów w tej sprawie dobrze oddaje rozpropagowane przez amerykańskiego teologa baptystycznego Edgara Y. Mullinsa (1860-1928) pojęcie soul’s competency - „zdolności duszy”, o którym autor ten mówi, że mamy tu do czynienia z „podstawową zasadą, co do której zgadzają się wszyscy baptyści i z której wyrastają wszystkie baptystyczne zasady”. Philip L. Jones zaś powiada, iż „w istocie żadna doktryna nie była ani nie jest tak typowa dla baptyzmu jak właśnie ta.” „Zdolność duszy” (względnie: „zdolność jednostki”, „zdolność osoby”, „indywidualne odniesienie duszy do Boga”, „odpowiedzialność duszy przed Bogiem”) oznacza ona przede wszystkim dwie rzeczy: 1) że każdy człowiek może zawsze zbliżyć się do Chrystusa, bez przeszkody ze strony kogokolwiek i bez obawy, iż potrzebna jest mu jakakolwiek dodatkowa pomoc, 2) że każdy człowiek jest w stanie podjąć samodzielną decyzję zjednoczenia się ze Zbawicielem i ciąży na nim odpowiedzialność uczynienia tego. Stwierdzenia te mogą brzmieć najzupełniej zwyczajnie dla protestanckiego ucha. Istotne jest jednak to, że są podane wprost jako fundamentalna prawda i przy określeniu wszystkich jej konsekwencji dla ewentualnych roszczeń ze strony osób i spraw, które chcą pośredniczyć w naszych relacjach z Najwyższym. Jak zaznacza Mullins „[n]a przestrzeni całej swojej udokumentowanej historii baptyści byli pierwszorzędnymi głosicielami prawa każdej osoby do bezpośredniego dostępu do Boga. Wynika to jasno z zanegowania przez nich pośrednictwa jakiejkolwiek osoby, systemu kościelnego, czynnika politycznego, rytuału lub ceremonii w stosunkach między duszą a Bogiem” Na tym tle oczywista staje się teza o dokonywanej przez baptystów relatywizacji i minimalizacji roli wszystkich poza wiarą i biblijnym Słowem urządzeń („instytucji”) religii chrześcijańskiej, a więc relatywizacja i minimalizacja zewnętrznych elementów religii, gros których ma charakter symboliczny, umowny, konwencjonalny, wskazujący poza siebie. Pochodną takiego stanu rzeczy będzie indywidualizacja, prywatyzacja, deformalizacja i w konsekwencji sekularyzacja religijności. Baptyzm nie postrzega tego jednak jako zjawiska niepożądanego. Ważne jest bowiem dla niego duchowe doświadczenie wiernego, osobiste spotkanie z Chrystusem, wewnętrzna przemiana jestestwa wyznawcy pod wpływem więzi z Jezusem. Doświadczenie to jest powszechnie dostępne - każdy, bez względu na kontekst kulturowy, religijny, narodowy, rasowy itp. może stać się jego uczestnikiem - zbawienie nie jest zawężone do którejkolwiek z tych grup, zbawieni mogą znajdować się wszędzie, gdyż „[w] każdej chwili i na każdym miejscu każdy może zawołać do Boga z głębi swego serca i Bóg usłyszy modlitwę szczerego upamiętania.” Dzieje się tak ze względu na „zdolność jednostki w sprawach religii” (competency of the soul in religion) i jej korelat - „powszechne panowanie Chrystusa” (universal Lordship of Christ). Zważmy wszak przy tym, że baptystyczna radykalizacja materialnej zasady protestantyzmu nie sprowadza się tylko do pozbawienia zewnętrznych elementów religii jakiejkolwiek doniosłości zbawczej. Nie chodzi tutaj jedynie o negację czynników uznanych za akcydentalne, lecz jednocześnie także o afirmację, o uwypuklenie personalnego, personalistycznego i chrystologicznego wymiaru więzi na styku: kierowany biblijnym Słowem wierny - w żaden sposób niezapośredniczony Chrystus (wcielony Bóg). Biblijny personalizm, już zanim znane było to pojęcie, odezwał się w baptyzmie w postaci personalizmu praktykowanej i zalecanej przez baptystów religijności. Znalazł on punkt oparcia w wyeksponowanym tam Chrystusie - stąd typowy dla doświadczenia religijnego baptysty chrystocentryzm.</p>
<p>2. [<strong>Baptystyczny postulat pełnej wolności jednostki w sprawach religii</strong>] Po dziś dzień formułowany przez baptystów postulat suwerenności relacji wyznawca-Chrystus względem zewnętrznych form napotyka na niezrozumienie i sprzeciw wielu innych kręgów wyznaniowych jako zbyt radykalny i sprzeczny z dominującą tradycją chrześcijaństwa. Natomiast rewolucyjne swojego czasu wołanie baptystów w innej sprawie, a mianowicie o pełną wolność religijną dla wszystkich uznaje się dzisiaj w kręgu kultury zachodniej za rzecz oczywistą. Żądanie w tej mierze prowadziło do stworzenia każdej jednostce możliwości wywiązania się ze swojej odpowiedzialności przed Bogiem. Skoro - jak powiada Mullins - „[n]ajwyższym i niezbywalnym prawem wszystkich ludzi jest prawo bezpośredniego, swobodnego i nieskrępowanego dostępu do Boga”, to trzeba czynić starania, by każdy miał zagwarantowaną wolność uczynienia tego. Właśnie idea „zdolności duszy” (soul’s competency) zrodziła ideę „wolności duszy” (soul’s liberty). W dojrzałej postaci głosili ją już pionierzy baptyzmu - John Smith (1570-1612), Thomas Helwys (1550-1616), John Murton (zm. 1630), Mark Leonard Busher (I poł. XVII w.), Samuel Richardson (I poł. XVII w.), domagający się pełnej wolności religijnej i wyjęcia spraw religijnych spod władztwa państwowego. Wyjątkowe w ich postawie było to, że tej wolności domagali się nie tylko dla siebie, ale także dla innych: także dla odrzucanych w Anglii „wyrzutków” społecznych: „żydów, papistów, turków i bezbożnych”. W praktyce ustrojowej konkretnego bytu państwowego mógł ją zastosować w pierwszej połowie XVII stulecia pastor Roger Williams (1603-1683), który zapoczątkował na kontynencie amerykańskim tradycję baptystycznego zaangażowania na rzecz rozdziału Kościoła i państwa jako najmocniejszej gwarancji swobód sumienia. Obok niego zasługi we wprowadzeniu i utrzymaniu tego „żywego eksperymentu” ustrojowego mieli współwyznawcy m.in. John Clarke (1609-1676) Isaac Backus (1724-1806), John Leland (1754-1841), Charles Evans Hughes (1862-1948), Hugo Black (1886-1971), Joseph Martin Dawson (1879-1973).</p>
<p>Istotę opisanej baptystycznej postawy religijnej, akcentującej wolność i odpowiedzialność jednostki, którą można odczytywać jako efekt ścisłej realizacji zasady materialnej, celnie uchwycił przywołany już teolog luterański Martin E. Marty. W głośnym artykule pt. Baptistification Takes Over, przedstawiając tezę, iż chrześcijaństwo amerykańskie (gdzie baptyści są największym wyznaniem protestanckim) ulega „ubaptystycznieniu”, „baptystyfikacji”, identyfikuje zasadnicze rysy baptystycznego stosunku do religii. Są to jego zdaniem: indywidualizm, personalizm, wolność, wybór, wolontaryzm (dobrowolność/własnowolność) i prostota. Cechy te, zdaniem uczonego, w ramach zachowań religijnych i społecznych przejmują w USA także katolicy, luteranie, anglikanie itd., co postrzega jako tendencję korzystną.</p>
<p><strong>(ii) Radykalizacja zbiorowego aspektu materialnej zasady protestantyzmu</strong></p>
<p>Treściowa zasada protestantyzmu bierze się z wyeksponowanego w tym nurcie chrześcijaństwa orędzia o zbawieniu jednostki. Posiada ona przede wszystkim wymiar indywidualny, naprzód zawiera odniesienie do jednostki, ale oddziaływa przecież także na zbiorowość: zbiorowość ludzi kierujących się jej treścią czyli na Kościół oraz na ogół społeczeństwa - zbiorowość, pośród której przyszło Kościołowi żyć. Węzłowe treści nauki o usprawiedliwieniu sola fide wpływają na kształt Kościoła chcącego żyć jej orędziem: spełnia ona funkcję instrukcyjną, inspirującą oraz krytyczną, osądzającą. Ustala treść myśli i praktyki chrześcijańskiej, i ruguje niezgodne z nią poglądy i postawy. Na te dwa zasadnicze sposoby doktyna o iustificatio impii (usprawiedliwieniu bezbożnych) formuje kształt Kościoła, który chce, by artykuł ten w nim rządził jako czysta Ewangelia. W obu tych wymiarach baptyzm stawia zasadę materialną protestantyzmu w sposób radykalny.</p>
<p><strong>A. W zbiorowości chrześcijan</strong></p>
<p>1. [<strong>Materialna korekta eklezjologii w baptyzmie</strong>] Baptyści podkreślają, iż inicjacja chrześcijańska jest sprawą wyłącznie bezpośredniej i indywidualnej relacji między jednostką a Bogiem. Usprawiedliwienie, odrodzenie i nawrócenie człowieka dokonuje się w relacji „sam na sam” z Bogiem. Nie znaczy to jednak, iż życie chrześcijanina ma płynąć w odosobnieniu od innych chrześcijan. Już z mocy zbawczego aktu Bożego człowiek odrodzony staje się członkiem duchowej wspólnoty - Kościoła Jezusa Chrystusa, który jest mistycznym organizmem, ciałem Pana. Przejawia się on - według poglądów baptystycznych - namacalnie w postaci lokalnych gmin chrześcijańskich, zwanych ze staropolska zborami. Wyznawca Chrystusa powinien stać się odpowiedzialnym członkiem jednej z nich, gdyż nowotestamentową normą (dopuszczającą tylko nadzwyczajne, spowodowane obiektywnymi względami, wyjątki) jest trwanie wierzącego we wspólnocie autentycznych chrześcijan. Ponieważ człowiek usprawiedliwiony jest grzesznikiem (simul iustus et peccator), który mimo wysiłku etycznego takim pozostanie po eschatyczne spotkanie z Panem, to elementem korzystnie wspierającym jego zmagania o poprawną postawę będą dobrodziejstwa niesione przez wspólnotę chrześcijan. Kościół jest cenną pomocą na chrześcijańskiej drodze, choć jego niebagatelna doniosłość dotyczy porządku uświęcenia (uczniostwa), a nie porządku zbawienia. Radykalnie pojmowana zasada materialna neguje bezpośrednią zbawczą doniosłość Kościoła, gdyż tylko sama wiara - i nic innego - ma po stronie ludzkiej konstytutywne znaczenie dla zaistnienia zbawczej więzi człowiek-Bóg. Zasada ta „rozbiera” Kościół z jego nadmiernych roszczeń. Każe mu pokornie siedzieć w tle jedynie doniosłego dla apropriacji zbawienia aktu osobistej, indywidualnej wiary ufającego Jezusowi grzesznika. Materialny skopus Reformacji „obcina”, ruguje, redukuje wszystkie przejawy życia kościelnego, które są niezgodne z prawdą o usprawiedliwieniu z łaski przez wiarę: kult ofiarniczy, kapłaństwo pośredniczące, religię zasług wyrażającą się w odwoływaniu się do „lepszych” chrześcijan (w zaświatach czy hierarchii kościelnej), „lepiej” wiedzące (artykułujące objawienie) urzędy etc. Wszyscy grzesznicy bywają zbawieni na tej samej zasadzie - przez daną przez Boga wiarę (jakość), a nie ze względu na skalę nagromadzonych zasług, godności, urzędów (ilość), przeto wszyscy pozostają w tym samym „dystansie” do Boga. Kościół jest więc wspólnotą równych przed Bogiem - aczkolwiek rozmaicie, pluralistycznie obdarowanych. Tak nauka o usprawiedliwieniu prowadzi do reformacyjnej nauki o powszechnym kapłaństwie wszystkich chrześcijan. Jednakowy sposób apropriacji zbawienia prowadzi do jednakowego statusu wiernych w Kościele. Obserwatorzy protestantyzmu szybko dostrzegli iunctim między ewangelicką zasadą treściową a ideą powszechnego kapłaństwa, jako czynniku wykluczającym inne kapłaństwo i inne przejawy „zarozumiałości” Kościoła. Stąd też w wielu opisach istoty protestantyzmu pojawia się triada koronnych jego znamion: 1) Biblia jako nadrzędne źródło objawionej prawdy, 2) nauka o usprawiedliwieniu przez samą wiarę, 3) powszechne kapłaństwo wszystkich wierzących. Według tejże wizji, w ramach której zasada materialna wymusza egalitaryzm wszystkich usprawiedliwionych, każdy indywidualny chrześcijanin, a co za tym idzie i cały Kościół musi przyjąć względem Sprawcy zbawienia wyłącznie postawę „pasywnej receptywności” (Bernhard Lohse). Skupiona u stóp Krzyża społeczność usprawiedliwionych sola fide nie może być wspólnotą roszczącą sobie zasługi, wyjednującą ofiarą łaski, dokonującą jakiejś transakcji wymiennej z Bogiem. Wszyscy „doprawdy są żebrakami” (Luter), przeto mogą jedynie przyjmować to, co dane im jest łaskawie z zewnątrz. Powszechne kapłaństwo wszystkich chrześcijan stanowi zatem podwalinę myślenia o Kościele w kontekście zasady materialnej.</p>
<p>spis treści</p>
<p>2. [<strong>Eklezjalny charyzmat baptyzmu</strong>] Największa odrębność baptyzmu względem innych nurtów reformacyjnych zaznaczyła się w momencie jego powstania w obszarze szeroko pojętej eklezjologii, nauki o Kościele. W kontekście angielskiego ewangelicyzmu reformowanego (purytanizmu) przełomu XVI i XVII wieku tylko ta kwestia różniła baptystów od prezbiterian i w jeszcze mniejszym stopniu od kongregacjonalistów. Skrupulatność z jaką pierwsi, ale i późniejsi, baptyści ustalali swoje poglądy na Kościół i z jaką strzegli swojej odrębności i tożsamości w tym względzie kazała im nawet czasami twierdzić, że są „ruchem eklezjologicznym”, szczególnie oddanym właściwej artykulacji prawdy o Kościele i ścisłemu wdrożeniu jej w życie. Przyjęli bowiem - mogące razić zwłaszcza luteran - założenie, iż właśnie w tym punkcie Reformacja nie doprowadziła do końca swojego dzieła, pozostawiając niedopuszczalne z punktu widzenia Pisma elementy starego, przedreformacyjnego Kościoła. Ten zarzut kierowali nawet pod adresem sukcesorów Kalwina, już i tak uznawanego w chrześcijaństwie zachodnim za rygorystę w kwestiach praktyki kościelnej. Baptyzm od swego zarania domagał się zrewidowania poglądów na Kościół w myśl zasady treściowej Reformacji, zaś najlepszą jego zdaniem do tego drogą było ścisłe realizowanie idei restytucjonizmu (przywrócenia tego, co pierwotne, oryginalne): stanowczego, precyzyjnego, radykalnego powrotu - bez względu na koszt społeczny - do kształtu Kościoła jaki poznać można na kartach Nowego Testamentu.</p>
<p>Egzegeza Pisma, wszak prowadzona według hermeneutycznych założeń angielskiego kalwinizmu, doprowadziła baptystów do przeświadczenia, że jedyną widzialną postacią Kościoła chrześcijańskiego, posiadającą Bożą sankcję, są lokalne zbory (gminy) chrześcijańskie. Są one (zawsze w liczbie mnogiej) konieczną (zawsze musi być Kościół widzialny) ale i w zupełności wystarczającą manifestacją jednego, powszechnego, niepodzielnego Kościoła Jezusa Chrystusa. Afirmując w pełni reformacyjną naukę o Kościele niewidzialnym, złożonym z ogółu wybranych wszechczasów, szli tropem wielkich reformatorów dowartościowujących lokalną gminę wyznawców, ale posunęli się jeszcze dalej, relatywizując znaczenie innych niż zbór struktur kościelnych - są one co prawda dopuszczalne, ale nie są niezbędne i nie mogą powoływać się na Boży mandat (de iure Divino). Największe jednak novum wprowadzili w zakresie kryterium przynależności do zboru, sposobu włączenia doń człowieka i sakramentologii.</p>
<p>3. [<strong>Istota zboru baptystycznego</strong>] Zbór w baptyzmie to nie parafia, grupa wiernych skupionych na danym obszarze geograficznym, objęta opieką duszpasterską, a wspólnota wiadomej liczby chrześcijan niekoniecznie pochodzących akurat z okolic, gdzie zbór ma siedzibę. Zbór baptystyczny stanowi społeczność ludzi, którzy własnowolnie chcą być razem jako wyznawcy Jezusa Chrystusa, czyli wspólnie wielbić Boga, wspólnie korzystać z atutów członkostwa zborowego i wspólnie wykonywać swoje powinności chrześcijańskie. Baptyzm mocno akcentuje doniosłość członkostwa zborowego, wskazując, iż każdy chrześcijanin ma obowiązek przynależeć do widzialnego Kościoła oraz zaznaczając, iż kandydatowi na członka stawiane są merytoryczne wymagania, gdyż przyjmuje się tam zasadę świadomego członkostwa. Zbór czyli Kościół empiryczny jest w chrześcijaństwie baptystycznym „zborem wierzących” (ang. believers’ church), co uznaje się za prostą konsekwencję założeń soteriologicznych. Skoro chrześcijanin to człowiek zjednoczony z Bogiem przez wiarę, usprawiedliwiony i odrodzony sola fide, to także zbór musi być związkiem wyłącznie wierzących. Baptyści uznają taką eklezjologię za odtworzenie nowotestamentowego wzorca Kościoła widzialnego, zaś dziedziczą go wprost po ukształtowanej u schyłku XVI wieku angielskiej purytańsko-kongregacjonalistycznej koncepcji gathered church (zgromadzonego dobrowolnie zboru). Zgodnie z nią zbór jest wspólnotą ludzi samodzielnie ubiegających się o członkostwo, skupiających się w oparciu o jednoznaczne, świadome i dobrowolne oddanie Chrystusowi, osobistemu Zbawicielowi. Mają być wolni w tym akcie od jakiejkolwiek presji, w tym także (co kiedyś było bardzo dotkliwe) presji państwa. Zbór baptystyczny jest w tym sensie „Kościołem wolnym”, do którego chrześcijanin (tak - już chrześcijanin) przyłącza się na zasadzie wolontaryzmu, i który to Kościół jest wolny od instytucjonalnych, organicznych związków z państwem.</p>
<p>Pionierzy ruchu baptystycznego nie różnili się od wczesnych kongregacjonalistów w zakresie przeświadczenia, iż członkiem zboru może być jedynie osoba zdolna do złożenia przy przystąpieniu do zboru osobistego wyznania zbawczej wiary. Jednakże baptyści w wyniku podjętych poszukiwań nowotestamentowej formy wyrażenia tej wiary i przyłączenia do widzialnego Kościoła doszli do przekonania, że biblijnym sposobem dokonania tego kroku jest chrzest wiary (ang. believers’ baptism), a więc nowotestamentowy obrzęd wykonany na osobie wierzącej. Jak widać celem nie był chrzest, a ustalenie poprawnej formuły (w tym i procedury) nabycia członkostwa i włączenia do zboru, formuły która byłaby zarazem sposobem weryfikacji spełnienia kryteriów członkostwa (istnienia w człowieku wiary i złączonej z nią woli naśladowania Pana jako uczeń, członek Kościoła). W rezultacie baptyzm osiągnął zarazem przeświadczenie co do biblijnej, a więc poprawnej formy przystąpienia do zboru (przez chrzest a nie jedynie werbalne wyznanie wiary jak w ich kongregacjonalistycznym mateczniku), a także poprawnej formy chrztu (chrzest wierzących). Służyło to jednak podstawowej dla - wiedzionych eklezjologiczną pasją - baptystów sprawie ustalenia właściwego modelu widzialnego Kościoła. Ilekroć więc mówi się tam o zborze wierzących i ochrzczonych chrześcijan, to owa koniunkcja jest kwalifikacją członkostwa zborowego - podkreśla, że zbór może być złożony wyłącznie ze świadomych i chcących (samodzielne wejście do wody chrztu) przynależności zborowej chrześcijan.</p>
<p>Skongregowany z wierzących i ochrzczonych na wyznanie tej wiary chrześcijan, miejscowy zbór jest według poglądu baptystycznego „zupełnym” Kościołem, Kościołem par excellance. Pan wyposaża go we wszystkie niezbędne mu na danym etapie istnienia dary, by wykonywał swoją wielką misję: głoszenia Ewangelii zgubionym, zapewnienia duchowego domu członkom, służby dobroczynnej i oświatowej na rzecz otoczenia. Sam może sobie radzić i bezpośrednio podlega jedynej Głowie Kościoła, a innej mieć nie może, Jezusowi Chrystusowi. Nawet rzucony na całkowite odludzie, pozbawiony kontaktu ze światem zewnętrznym i mało liczny, może wiążąco wykładać i głosić Słowo, ordynować swoje sługi, sprawować wewnętrzną dyscyplinę, udzielać chrztu i komunii. Prawo czynienia tego bierze się ze statusu jako pełnego Kościoła, który swej „władzy” (a poprawniej: mocy), nie czerpie z przekazywanych przez jakiegokolwiek człowieka plenipotencji, a z przyjętego przez tworzących go wiernych Słowa Bożego, hołubionego przez ludzi zdających się na Boga sola fide.</p>
<p>Jak już zaznaczono treściowa zasada protestantyzmu przesądza pozycję wiernych w ramach zboru. Wszyscy jego członkowie w ten sam sposób nabywają dostęp do Boga czyli do Jego zbawienia, są więc sobie przed Zbawcą równi i na mocy dobrodziejstw więzi z Bogiem stają się uczestnikami powszechnego kapłaństwa. Fakt ten przesądza prawo bez wyjątku wszystkich do uczestnictwa w decydowaniu o biegu spraw w Kościele, co znajduje ujście w demokratycznym zarządzie zborem. Zbór baptystyczny jest więc „małą demokracją”, demokratycznym mikroświatem, gdzie każdy wierny, także najskromniejszy, ma prawo głosu i wpływania na najważniejsze nawet decyzje. Egalitaryzm takiego zboru wyklucza hierarchiczność w życiu kościelnym. Urząd posługi kościelnej, który musi się zdaniem baptystów pojawić w każdym poprawnie ukonstytuowanym zborze, przejawia się w postaci funkcji pastora, w którą zbór wprowadza osoby posiadające niezbędne przygotowanie do służby Słowa, duszpasterskiej i administracyjnej. Baptyzm zna ministerium tylko jednej rangi - pastora zwanego też prezbiterem, ministrem, starszym, znacznie rzadziej biskupem. Jest ono zasadniczo związane z lokalnym zborem: z jego rozporządzenia się wywodzi i na jego rzecz działa. Nie polega ono na święceniach, powodujących wytworzenie w duchownym „niezatartego znamienia” i nie stanowi odrębnego - względem powszechnego - kapłaństwa. Ordynacja pastorska w baptyzmie jest wyraźnym, urzędowym i publicznym powierzeniem funkcji przywódcy zboru, która ściśle wiąże się z głoszeniem Słowa, sprawowaniem zadań duszpasterskich i zarządzaniem sprawami zborowymi. Jest ona wyrazem założenia, iż w sprawie przywództwa w zborze panować musi porządek, odpowiedzialność i klarowność. Duchowny baptystyczny nie może być zobowiązany do życia w celibacie, chociażby z tego powodu, iż w baptyzmie - źródłowo ze względu na zasadę treściową - każdy wierny ma prawo wyboru stylu życia. Do urzędu kościelnego dopuszcza się sporadycznie kobiety, stanowi to jednak wyjątek od zasady. Ordynację kobiet praktykują zwłaszcza niektóre denominacje baptystyczne w krajach anglosaskich, co - jeśli chodzi o skalę - stanowi jednak zjawisko marginalne w skali baptyzmu światowego. Baptyści negują potrzebę dbania o tzw. sukcesję apostolską, rozumianą jako ciągłość przekazywania święceń, których pierwszymi szafarzami mieli być apostołowie. Zależy im natomiast na apostolskości nauki i praktyki, mierzonej wiernością względem wzorców danych w Nowym Testamencie. Pastor baptystyczny nie jest ani kapłanem ani zwierzchnikiem wiernych, a raczej mającym posiadać osobiste walory ich współbratem-przewodnikiem, głoszącym Słowo duchowym doradcą i współorganizatorem życia kościelnego. A więc nic - także rozumienie urzędu duchownego - nie może stanowić obrazy, wywodzącej się z materialnej normy protestantyzmu, zasady powszechnego kapłaństwa.</p>
<p>Uznając zbory za jedyne widzialne, zgodne z Nowym Testamentem, przejawy Kościoła Jezusa Chrystusa, baptyzm zawsze podkreślał potrzebę ich współpracy. Na przestrzeni jego historii zawsze przejawiała się tendencja zrzeszania się zborów w oparciu o kardynalne prawdy wiary, przy dopuszczeniu różnic w sprawach drugorzędnych i przy respektowaniu autonomii każdego z nich. Zjawisko łączenia się gmin baptystycznych w unie, konwencje, związki, zrzeszenia, konferencje etc. określa się jako zasadę asocjacjonizmu. Efektem jej działania w praktyce kościelnej baptystów są związki lokalne (np. na terenie jednego miasta), regionalne, krajowe, kontynentalne i światowe. Na szczeblu światowym powstał w 1905 r. w Londynie Światowy Związek Baptystyczny (Baptist World Alliance) jako dobrowolne zrzeszenie (tzw. organizacja doradcza, ang. advisory organization) krajowych unii baptystycznych, zaś na naszym kontynencie w 1949 r. utworzono związek pn. Europejska Federacja Baptystyczna [EFB] (European Baptist Federation). Światowy Związek skupia obecnie ponad 162 tysiące zborów zrzeszających ok. 43 mln. członków, który ogółem - wraz z nie posiadającymi statusu członków zborów dziećmi i innymi osobami trwale związanymi ze zborami - ogarnia wspólnotę ponad 100 mln wiernych.</p>
<p>Mimo wyakcentowania szczególnej pozycji zboru lokalnego jako jedynego posiadającego sankcję Bożą przejawu powszechnego Kościoła, jak widać baptyzm nie unika jednak tworzenia innych struktur organizacyjnych. Stosunkowo szybko od momentu zaistnienia przystąpił do tworzenia instytucji denominacyjnych. Powstawały one ze względów pragmatycznych: tam gdzie trzeba było przystąpić do przedsięwzięć przekraczających możliwości jednego zboru, powstawały „związki celowe” prowadzące do za seminariów teologicznych, organizacji misyjnych (zajmujących się misją zagraniczną lub krajową) wydawnictw, domów opieki itp. Ilość tego rodzaju instytucji jest duża i powstają one także na płaszczyźnie międzynarodowej współpracy baptystów (czego przykładem może być Międzynarodowe Baptystyczne Seminarium Teologiczne [International Baptist Theological Seminary] w Pradze czeskiej będące strukturą powołaną przez EFB). Także wielu duchownych baptystycznych, obok osób nieordynowanych, pełni funkcje w owych organach, co za tym idzie powstaje pytanie, czy nie mamy tu do czynienia de facto z naruszeniem baptystycznej zasady rygorystycznego kongregacjonalizmu. Istnienie struktur pozazborowych baptyzm stara się postrzegać jako nieuniknioną konieczność, posiadającą pewien precedens w pragmatycznej współpracy i wymianie międzyzborowej czasów apostolskich. Przykłada się jednak wagę do minimalizowania znaczenia tychże instytucji, a nade wszystko do ciągłego akcentowania, iż nie są to struktury stricte kościelne i jako takie nie posiadają sankcji z ustanowienia Bożego, nie są konieczne dla istnienia widzialnego Kościoła, nie mają gwarancji trwałości w baptystycznym życiu religijnym, a zwłaszcza - co szczególnie ważnie - nie powinny mieć żadnej władzy nad zborami. Mówiąc o strukturach denominacyjnych (pozazborowych) baptyści tradycyjnie zaznaczają ich fakultatywność, warunkową dopuszczalność. Obawiają się bowiem przypisywania im nadmiernej wagi, przyznania im silnej pozycji, co może prowadzić do osłabienia wyjątkowego statusu zboru, którego autonomia, suwerenność i prymat w życiu religijnym jest - zdaniem baptystów - opierającą się na zamyśle Bożym gwarancją jego dynamizmu, rzutkości i innowacyjności w zakresie misji religijnej i społecznej. Dlatego wypowiadają się przeciwko wizji chrześcijaństwa pozbawiającej zbór praw na rzecz uprawnień innych struktur kościelnych, w tym i przeciw przyznawaniu tym ciałom władczych uprawnień względem zboru. Baptyzm nie zna kategorii władzy kościelnej, tym bardziej takiej władzy przypisanej do jednostki. Wertykalne pod względem organizacyjnym wspólnoty religijne, z ulokowanymi na ich szczycie ośrodkami władzy, w żaden sposób nie mogą zyskać uznania jako model życia kościelnego dla baptystów. Najmocniejszym przykładem struktury, o której mowa jest papiestwo.</p>
<p>4. [<strong>Typ eklezjalności baptyzmu</strong>] Powstaje pytanie, jaki rodzaj kościelności reprezentuje baptyzm. Nie ulega wątpliwości, iż wyliczone cechy każą - posługując się tradycyjną typologią - zaliczyć go do kategorii „kościołów niskich”, „prostych”, „skromnych”. Co więcej, co może zabrzmieć szokująco, baptyzm świadomie wogóle nie chce się uznawać za Kościół jako taki. Powołuje się przy tym na szacunek do biblijnej i reformacyjnej nauki o jednym, niepodzielnym, duchowym Kościele Jezusa Chrystusa, do którego należą szczerzy wyznawcy Chrystusa, bez względu na przynależność wyznaniową. Nie uznaje się za odłamek Kościoła, który trzeba dokleić do innych jego rozerwanych części lub, co byłoby gorsze, za jedyny właściwy Kościół, który mimo rozbicia chrześcijaństwa zachował wszystko, co niezbędne, by słusznie nosić takie miano. Baptyści bowiem uznają, że żaden nurt chrześcijaństwa nie może i teraz, w przeszłości i w przyszłości rościć sobie takich praw. Sami nie tworzą takiego Kościoła. Wciąż istnieje bowiem ich zdaniem niepodzielny powszechny Kościół, którego żadne wyznanie nie może sobie zawłaszczyć, ani żadna schizma czy herezja zniweczyć. Nie należy więc podnosić ręki na Una Sancta poprzez tworzenie konkurencyjnej względem niego struktury ogólnoświatowej, a raczej dbać o właściwy kształt jedynej jego uprawnionej widzialnej manifestacji: zborów lokalnych czyli lokalnych gmin chrześcijańskich. Baptyzm uważa się raczej za rodzinę zborów chcących praktykować chrześcijaństwo nowotestamentowe, a w konsekwencji - co jest mimowolnym efektem - odrębnym wyznaniem. Wbrew jego założeniom, a zwłaszcza jego zasadom eklezjologicznym byłoby uznawanie się za Kościół. Ściśle rzecz biorąc nie ma więc jednego światowego Kościoła Baptystycznego, takiegoż Kościoła na kontynencie czy krajowych. Mogą istnieć co najwyżej związki zborów baptystycznych. Baptyści nie wyrzekają się jednak prawa do uznawania się za realizatora poprawnego modelu chrześcijaństwa biblijnego. Na marginesie rozważań na temat kościelności baptyzmu wskazać trzeba, iż wybitny indywidualizm religijności baptystycznej może przynosić także niekorzystne skutki. Harry Emerson Fosdick dostrzegał niebezpieczeństwo przesadnej indywidualizacji postaw niektórych swoich współwyznawców, stojącej na przeszkodzie zgodnemu życiu zborowemu. Kiedy w istocie „pojedynczy człowiek jest zborem” może brakować troski o ogólne dobro wspólnoty, trudno będzie o potrzebny kompromis na rzecz współzborowników, a nawet o utrzymanie jedności zboru. Efektem tego mogą być rozłamy, niepotrzebne mnożenie denominacji, a nawet wyznań.</p>
<p>5. [<strong>Katholickość baptyzmu</strong>] Pierwszą podstawą katholickości baptyzmu jest teza, iż nigdy nie było w zamyśle Bożym istnienie jednej zuniformizowanej i zcentralizowanej struktury kościelnej na świecie - jednej ogólnoświatowej organizacji kościelnej skupiającej wszystkich chrześcijan. Druga podstawa to twierdzenie, iż wszyscy chrześcijanie mają być skupieni w pełni autonomicznych zborach lokalnych, pozostających w duchowej jedności w sprawach pierwszorzędnych, a pluralistycznych w kwestiach wagi pośledniej. Powstaje w ten sposób otwarta formuła organizacyjna chrześcijaństwa, w której zmieścić się mogą różne tradycje i spojrzenia, zgodne w zakresie fundamentaliów chrystianizmu. Nie powstanie ekskluzywistyczna pionowa struktura, która uzna jedną odmianę chrześcijaństwa, a wykluczy inne, i będzie w ten sposób obrazą dla partnerstwa chrześcijan. Obstawanie przez baptystów przy wizji duchowego powszechnego Kościoła Jezusa Chrystusa, do którego przyjmuje nie człowiek, a znający serca ludzkie Bóg, oraz koncepcji widzialnego Kościoła wyrażającego się wyłącznie w lokalnych zborach, daje prawo do bycia równoprawną cząstką chrześcijaństwa wszystkim kręgom chrześcijan. Jest ona wolna od przymusu budowy jakiejś globalnej superstruktury i rezygnacji przez poszczególne środowiska chrześcijańskie z tego, co dla nich drogie, i co zarazem nie sprzeciwia się biblijnym fundamentom. Poprzez swój pogląd na rolę zboru miejscowego (zbór jako „Kościół par excellence”) baptyzm jest „ekumenicznie dopasowany”. Nie jest Kościołem, którego struktury w warunkach pojednanego chrześcijaństwa trzeba by niwelować do poziomu struktur innych Kościołów, nie jest wspólnotą, której przekonania stanowią jakieś novum względem spuścizny Kościoła pierwotnego. Brak w nim nagromadzonych przez wieki oczywistych innowacji względem prostego chrystianizmu apostolskiego sprawia, że nie on stanowi przeszkody dla istnienia pojednanego chrześcijaństwa skupionego na centrum orędzia biblijnego. Przy odkrywaniu duchowej jedności widzialnego chrześcijaństwa baptystom jednak bezwzględnie zależy, by ośrodkiem jedności była sama radykalnie postawiona i serio na co dzień traktowana - omawiana tutaj - zasada materialna czyli czysta Ewangelia o usprawiedliwieniu grzesznika sola fide. Rzecz w tym, by wszystkich tych, którzy się mienią chrześcijanami przekonać, iż skupiać ma Solus Christus, a nie wyniesione na piedestał sprawy, zasługujące na kwalifikację jako drugorzędne. A przecież już istnieje realna więź między chrześcijanami, którzy są związani z sercem naszkicowanej tutaj radykalnie pojętej Ewangelii. Tego rodzaju jedność akcentuje baptyzm, co na Światowym Kongresie Baptystycznym w Berlinie latem 1939 r. wyraził George W. Truett (1867-1944): „Radujemy się wielce z duchowej jedności ze wszystkimi, którzy miłują Jezusa Chrystusa w szczerości i w prawdzie. Cenimy ich sobie jako naszych braci w jednej zbawczej łasce Chrystusowej, jako współdziedziców życia Bożego i nieśmiertelności. Radujemy się ze społeczności z nimi i uważamy, że duchowa jedność wszystkich prawdziwych wyznawców Chrystusa jest zarówno teraz, jak i zawsze będzie błogosławionym faktem. Duchowa jedność nie zależy od organizacji, form czy rytuałów. Jest ona czymś głębszym, większym, szerszym i bardziej stabilnym niż którakolwiek i wszystkie razem wzięte organizacje. Baptyści radośnie uznają wszystkich wierzących w Chrystusa jako swoich braci we wspólnym zbawieniu, bez względu na to, czy znajdują się oni w którejkolwiek społeczności protestanckiej, społeczności katolickiej, którejkolwiek innej społeczności lub nie przynależą w ogóle do żadnej społeczności.” Wychodząc z tego założenia baptyści - wzorem swoich pragmatycznych struktur - przystępowali do tworzenia organizacyjnych ram współpracy międzywyznaniowej, ekumenicznej. Byli wśród współzałożycieli prekursora współczesnego ekumenizmu, brytyjskiego Evangelical Alliance w 1846 r., są obecni w krajowych i międzynarodowych organizacjach ekumenicznych jak Konferencja Kościołów Europejskich (KEK), gdzie baptysta tradycyjnie pełni funkcję sekretarza generalnego. Jednakże nie wszystkie unie baptystyczne okazują jednakową gotowość do angażowania się w ekumenizm instytucjonalny (wspominają w zamian o „ekumenizmie serc”) - największa denominacja baptystów, Southern Baptist Convention z USA, „taktownie odmówiła” zaproszeniu do członkostwa w Światowej Radzie Kościołów. Z zasady angażują się natomiast w relacje ekumeniczne, w ramach których nie ma zagrożenia w postaci rozmywania wyznaniowej specyfiki. Jako przykład korzystnych sposobów realizacji idei ekumenicznej podaje się zwłaszcza lokalne organizacje ekumeniczne (zwłaszcza ewangelikalne a la Alians) oraz bilateralny dialog międzywyznaniowy. Na szczeblu globalnym Światowy Związek Baptystyczny przeprowadził oficjalne rozmowy tego rodzaju lub jest w ich toku z: luteranizmem, ewangelicyzmem reformowanym, mennonityzmem, anglikanizmem, rzymskim katolicyzmem i prawosławiem.</p>
<p>Przy zdecydowanym przywiązaniu do protestanckiej zasady treściowej, wyakcentowaniu prawdy o soul’s competency, nauki o soul’s freedom i przy odmówieniu sobie jako wyznaniu statusu odrębnego Kościoła, baptyści nie mogą się uznawać za wspólnotę jedynozbawczą. Baptyzm w swej istocie nie jest w zakresie nauki o zbawieniu ekskluzywistyczny. Nie może powiedzieć, iż to tylko w jego szeregach jest dostępne zbawienie, iż tylko baptyści mogą liczyć na Bożą zbawczą przychylność. Teza taka pozostawałaby w zupełnej sprzeczności z najgłębszymi prawdami ich orędzia. Zdaniem baptysty wyłącznie Jezus Chrystus jest Zbawicielem, i nikt i nic innego. Przeto nie można zamknąć zbawienia w jakiejkolwiek strukturze, obrzędzie czy religijnej postawie. Zbawieni mogą być przeto wszędzie, w każdym wyznaniu chrześcijańskim, a także poza nimi - wszędzie, gdzie są ludzie, którzy osobiście i szczerze zawierzyli Jezusowi (znowu sola fide!) w sprawie swojego losu doczesnego i ostatecznego. Oni to - wszyscy uczciwi wyznawcy Pana - w konsekwencji tworzą jeden niepodzielny Kościół swojego Zbawiciela, który nie może być zawłaszczony ani przez baptystów ani kogokolwiek innego.</p>
<p>6. [<strong>Konfesyjność baptyzmu</strong>] Wobec narzucającej się w kontekście powyższych stwierdzeń opinii o otwartości baptyzmu chce się zapytać o naturę jego konfesyjności. Nie ulega wątpliwości, że przedstawiciele tego wyznania cenią sobie własną tożsamość wyznaniową, są dumni ze swojej duchowej, historycznej i społecznej spuścizny, zaznaczają odrębność względem innych nurtów chrystianizmu, uważając że posiadają wartościową, zasługującą na przechowanie i krzewienie specyfikę. Paradoksalnie jednak wśród baptystów istnieje przekonanie, iż z obnoszeniem się ze swoim baptyzmem nie można przesadzać, że przejawiająca się tu i ówdzie „pycha baptystyczna” („Baptist brag”) może stanowić zagrożenie dla tego, co prawdziwie ważne w życiu wierzącego i Kościoła, a więc czegoś, co jest głębsze i istotniejsze niż konfesyjność, a jest prawdziwie chrześcijańskie i biblijne. Samej istoty sprawy dotyka Augustus H. Strong (1836-1921) mówiąc podczas inauguracji Światowego Związku Baptystycznego w Londynie w 1905 r. zdawkowo, ale dobitnie: „Naszą wielką powinnością jest zawsze i wszędzie wyznawać, że przede wszystkim jesteśmy chrześcijanami i dopiero po tym, na drugim miejscu, baptystami”. Umiejętność zachowania dystansu wobec swojej konfesyjności może być odebrana znowuż jako efekt działania w baptyzmie zasady materialnej, a także zasady protestanckiej w rozumieniu Paula Tillicha. Zasada materialna powiada, iż o przynależności do kręgu zbawionych (duchowego Kościoła Chrystusowego) decyduje wyłącznie osobisty stosunek do Jezusa (ufna wiara). A zatem żadna konfesja (baptyzm czy inna), denominacja, Kościół wyznaniowy, nie jest w stanie „zapanować” nad wszystkimi, ogarnąć wszystkich autentycznie wierzących w Jezusa chrześcijan. Roli i rangi konfesji nie należy więc absolutyzować, acz warto ją traktować jako cenną, konieczną pomoc na drodze realizacji powołania chrześcijańskiego. Każdy chrześcijanin powinien być stanowczo związany z konkretną konfesją, gdyż nie ma chrześcijaństwa awyznaniowego, każdy Kościół czy grupa chrześcijańska jest wyznaniowa, pytanie tylko, czy jego wyznanie jest poważne, konstruktywne i biblijne. Dlatego baptyści tworzą wyznanie, chcą być razem (asocjacjonizm) z ludźmi o tożsamych poglądach w sprawach zasadniczych, lecz nie są wyznaniem, które ma im przysłonić ich chrześcijaństwo, ma im zastąpić to, co boskie w chrześcijaństwie, czy uniformizować chrześcijan w obszarach, gdzie winna manifestować się różnorodność. Żywa w baptyzmie tendencja, by swej konfesji nie absolutyzować, nie stawiać na piedestale nasuwa na myśl Tillichowską „zasadę protestancką”. Rzeczywistość Boża, Prawda Boża jest nieuwarunkowana, nie może pozostać zamknięta w tym, co tworzymy i posiadamy jako ludzie. Trzeba przeto ustawicznie ku niej wychodzić, nie chełpiąc się, że ją doskonale zawłaszczyliśmy. Także żadne wyznanie, żaden Kościół wyznaniowy nie panuje nad tym, co Boże. Z pokorą i dystansem do samych siebie powinni przeto chrześcijanie sprawować wielkie tajemnice Boskie, nie uznając się za przełożonych nad nimi. A ponieważ mamy jednak skłonność do przeceniania swego stanu posiadania, co jest wielce zdrożne, musimy wracać ad fontes, do najczystszych źródeł, by unikać nieszczęśliwie krępujących nas, usidlających, petryfikujących własnych interpretacji i perspektyw. Ratunek niesie tutaj radykalnie stosowana zasada formalna, domagająca się ustawicznego wracania do Biblii, zobiektywizowanego standardu mowy Bożej. Świeża, podejmowana na nowo, dynamiczna lektura Pisma będzie stawiała twórcze wyzwania dla skorupiejącej w naturalny sposób tradycji wyznaniowej. To zadanie wskazuje Rauschenbusch: „Baptyści poprzez ustawiczne wiązanie się z Nowym Testamentem, przywiązali swój rydwan do wędrującej gwiazdy i będą musieli dać się przez tę Bożą gwiazdę ciągnąć.” W baptyzmie - mimo istnienia w jego obrębie silnych ośrodków konserwatywnych, a w USA także fundamentalistycznych - jest więc zrozumienie dla koniecznością podążania cały czas za prawdą nawet jeśli miało by to się dziać kosztem baptyzmu. Baptyzm nie jest celem - to przekonanie jest silnie zakorzenione wśród przedstawicieli omawianego kręgu, dlatego z czystym sumieniem i odważnie można go poddawać nawet najgłębszej korekcie w perspektywie Słowa Bożego i realizować starokościelne wezwanie: Ecclesia reformata semper reformanda. Musi być wierny Słowu, inaczej staje się bezużyteczny. Ponieważ nie jest celem - ale tylko przydatnym i wartościowym środkiem - baptyzm nie ma Bożych gwarancji niezniszczalności, co nakazuje baptystom z jeszcze większym samokrytycyzmem sprawować swoją wyznaniowość. Takie gwarancje ma tylko wiecznotrwały, niepodzielny duchowy Kościół Jezusowy.</p>
<p>7. [<strong>Dopuszczalna zewnętrzność w baptyzmie</strong>] Świadomość doczesnego „uwarunkowania” religii, w tym i chrześcijaństwa, prowadzi baptyzm do odkrycia, iż Nowy Testament proponuje takie postaci religijności, które minimalizują skupienie na nich samych a wskazują poza siebie, na przedmiot naszej troski ostatecznej. Jaka tedy „zewnętrzność” religii jest możliwa przy tego rodzaju założeniach? Z perspektywy swojego indywidualizmu i kongregacjonalizmu, rozumianych tutaj odpowiednio jako skupienie na sytuacji jednostki oraz na doniosłości zboru lokalnego, baptyści starają się pytać o dopuszczalne formy religijności prywatnej i zborowej (praktykowanej w zborze). Należy przy tym podkreślić, iż baptyzm na przestrzeni swej historii unikał „marzycielstwa”, polegającego na głoszeniu tezy, iż religia jest sprawą czysto duchową w tym sensie, że może się obyć bez formy zewnętrznej. Podkreślał przecież, iż chrześcijanin powinien regularnie przestrzegać pewnych form zewnętrznych, to znaczy praktyk religijnych jak systematyczne studium Pisma, modlitwa, pobożny śpiew, uczestnictwo w chrzcie i komunii oraz innych formach wspólnotowego życia kościelnego. W konsekwencji i doczesny (widzialny) zbór Pański ma „trzymać fason”: być porządnie zorganizowany, mieć dokładnie znaną liczbę członków świadomie nabywających prawa i biorących na siebie obowiązki, ordynowanych w ramach skrupulatnej procedury ministrów, sakramenty udzielane chrześcijanom starannie do tego przygotowanym etc. Rzecz w tym, że przy wszystkich tych wyraźnie ustalonych formach baptyzm chciał dokładać starań, by ich kształt, ilość i jakość odpowiadały rygorystycznym - ich zdaniem - założeniom ujętym w Nowym Testamencie. Owa zewnętrzność miała być ściśle określonego rodzaju. Wynikało to z przekonania, iż i w zakresie tego rodzaju przejawów chrześcijaństwa musi wyrażać się pewna zamierzona przez Boga dyscyplina.</p>
<p>Przyjęcie podstawowej tezy soteriologicznej, iż decydująca dla apropriacji darów zbawczych - jak chce radykalnie ujęta protestancka zasada treściowa - jest tylko wewnętrzna wiara a nie żaden zewnętrzny akt (zdanie się na zewnętrzną formę) prowadzi do minimalizmu w zakresie „zewnętrzności” w religii. Dochodzi do tego zniesienie dychotomii sacrum-profanum. Wszędzie, gdzie jest zbawcza osobowa więź człowiek-Bóg, oparta o wystarczającą (choć owocującą) wiarę, tam jest „najintensywniejsza” bliskość Boga, niezagrożona przez żadną „świeckość”. Zresztą od czasu wcielenia i wejścia Jezusa, Boga-człowieka, między ludzi, we wszystkie rewiry życia, łącznie z tymi najmniej kojarzonymi z religią, świeckość (profaniczność) nie jest przeciwieństwem świętości. Następuje „odczarowanie” świata (Max Weber) - cały może on być już Boży, swojski, spenetrowany, a świeckość może być dobra. Rzeczywistości Bożej nie da się i nie wolno zamknąć w tradycyjnie pojmowanej sakralności. Należy więc wyzwolić chrześcijaństwo z bezwzględnej zależności od zewnętrznych form. Podejście takie dynamizuje chrystianizm, nie skazuje go na kształt „religii uświatowionej” w sensie koniecznego nieodwracalnego uwikłania go w instytucji, w urzędzie, znaku, geście. Przywraca Królestwu Bożemu jego duchowy charakter, nie sprowadzając do naszych „namacalnych” tworów. Takie myślenie nakazuje skupiać się na treści, a nie na formie, a formę uznawać tylko wtedy, gdy służy tej treści.</p>
<p>Chcąc zilustrować kategoryczność stanowiska baptystycznego w odniesieniu do dotkniętych wyżej wątków, George Truett uczynił to w kontekście chrześcijaństwa zachodniego przeciwstawiając postawę baptyzmu w omawianych kwestiach rzymskiemu katolicyzmowi: „Wizja baptystyczna i wizja rzymskokatolicka są w stosunku do siebie antypodami. Wizja rzymskokatolicka ma charakter kapłański, sakramentalistyczny i eklezjastyczny. W swoim schemacie zbawienia wywyższa Kościół, kapłana i sakramenty. Wizja baptystyczna nie ma charakteru kapłańskiego, sakramentalnego i eklezjastycznego. Baptyzm naucza, że jeden jedyny Kapłan ze względu na grzeszną ludzkość wkroczył do miejsca świętego zrywając raz na zawsze zasłonę, dla wszystkich odsłaniając i otwierając zdrój łaski tak, że każda najprostsza dusza na świecie, która idzie drogą upamiętania, może odtąd z odwagą zdać się na Boga.” Typową w swoim środowisku opinię o dopuszczalnej zewnętrzności chrystianizmu wypowiada w popularnym folderze obecny pastor baptystyczny z Torunia: „Kierując się nauczaniem Biblii, odrzucamy istnienie: 1) świętych miejsc - Kościół jest tam, gdzie w danej chwili wierzący w Chrystusa zbierają się, by Go wielbić. Kościół nie jest budowlą lecz społecznością; 2) świętego czasu - Boga należy czcić zawsze i wszędzie, całym swoim życiem, a nie od święta; 3) świętej kasty - w Nowym Testamencie wszyscy chrześcijanie nazwani są kapłanami, gdyż jako oczyszczeni krwią Chrystusa mają wolny dostęp do tronu Boga, nie potrzebując żadnych pośredników; 4) świętych rytuałów - jedynie biblijne sakramenty, chrzest i komunia, mają wartość o tyle tylko, o ile wyrażają istniejącą rzeczywistość duchową, tj. przyłączenie i udział w społeczności z Bogiem - same przez się nie są w stanie nic dać.”</p>
<p>Co do zasady wszystkie zachowywane w baptyzmie formy religijne muszą mieć wyraźne oparcie w relacjonowanej przez Nowy Testmanent praktyce Kościoła apostolskiego. Zawierza się geniuszowi bliskich apostołom pierwszych chrześcijan i najwcześniejszych wspólnot chrześcijańskich, których kult był prosty, naturalny, spontaniczny acz uporządkowany. Dwiema podstawowymi akcjami nabożeństwa publicznego w baptyzmie jest czytanie i zwiastowanie podanego w protokanonicznej Biblii Słowa Bożego, oraz dwa ustanowione i na stałe wprowadzone do Kościoła przez Chrystusa obrzędy: chrztu i komunii. Na tym się kończy niezbędna zewnętrzność kultu poprawnie ukontytuowanego zboru baptystycznego. Cześć religijna ma mieć charakter czysto duchowy, powściągliwy jeśli idzie o zastosowanie materialnych paramentów. Baptyzm nie zna osób (poza Bogiem w Trójcy jedynym), miejsc (sanktuariów, świątym) i przedmiotów (obrazów, figur, relikwii itp.) świętych oraz ich kultu i - odpowiednio - pielgrzymek do nich. Unika także sakralizacji czasu. Niedziela jest odziedziczonym po apostołach pierwszorzędnym dniem pobożnych zgromadzeń chrześcijan. Generalnie przestrzega się podstawowych elementów cyklu roku kościelnego, zwłaszcza obchodzi się święta Wielkiej Nocy i Narodzenia Pańskiego, przy zrozumieniu umowności i symboliki tego rodzaju zachowań. Ze względu na negację kultu kogokolwiek obok Bogiem obce są baptystom święta maryjne i uroczystości na cześć osób ogłoszonych świętymi, gdyż neguje się ideę kanonizacji. Obrzędami z zasady dokonywanymi w zborze (czyli w ramach wspólnoty chrześcijan) są: zawarcie małżeństwa chrześcijańskiego, które jednak jest przede wszystkim traktowane jako akt stanu cywilnego, ordynacja pastorska oraz pogrzeb chrześcijański. Otrzymują więc one stosowną oprawę typową dla kultu publicznego: głoszenie Słowa, modlitwa, muzyka zboru lub chóru/zespołu/wokalisty. Prowadzący nabożeństwo zwykle nie nosi szczególnego stroju liturgicznego (jeśli już to najwyżej skromną czarną togę). Żadna czynność stanowiąca element baptystycznego kultu publicznego nie jest zastrzeżona dla osób ordynowanych. Choć dotyczy to także chrztu i komunii, sprawowanie któregoś z tych ustanowień przez nieordynowanych następuje jednak w sytuacjach nadzwyczajnych czyli w praktyce jest to rzecz wyjątkowa. Natomiast odpowiednio przygotowani świeccy nierzadko zapraszani są do wygłaszania kazań przed zborem.</p>
<p>8. [<strong>Sakramentologia w baptyzmie</strong>] Chrzest i Wieczerza Pańska - dwa obrzędy nakazane Kościołowi, by sprawował je aż po eschatyczne spełnienie, nie są traktowane przez baptystów jako kanały łaski, choć czasami niektórzy teologowie baptystyczni tradycyjnie nazywają je „środkami łaski” (ang. Means of grace). Nie godzą się oczywiście na postrzeganie ich jako obrzędów działających ex opere operato. By nie suponować takiego właśnie odbioru zwykle unikają stosowania w stosunku do nich określenia „sakramenty” na rzecz pojęcia „ustanowienia”. W ten sposób podkreślają ich charakter jako signa nuda (łac. nagie znaki), symboliczne, widzialne Słowo, widzialne kazanie. Symboliczność obu ustanowień Jezusowych nie dezawuuje ich znaczenia. Baptyzm akcentuje ich niezbywalność, niezbędność w życiu zboru i pojedynczego chrześcijanina oraz konieczność skrupulatnego sprawowania oraz podchodzenia do nich z pietyzmem, powagą i szacunkiem. Doniosłość chrztu i Wieczerzy w poglądach baptystycznych nie polega jednak na uznaniu ich sprawczego dla relacji człowiek-Bóg charakteru. Prymat w kształtowaniu tej relacji ma bezpośredni, niezapośredniczony w żaden sposób, pierwotny kontakt konkretnej osoby z Bogiem. Baptyści przenieśli w swej teologii sakramenty z obszaru zbawienia do porządku uświęcenia. Sakramenty ich zdaniem nie służą na etapie inicjacji zbawczej relacji z Bogiem, są zaś pomocą na drodze życia chrześcijańskiego jako potwierdzenie, umocnienie posiadanej już - dzięki samej wierze - więzi jednostki ze Zbawicielem. Inne postrzeganie ich roli, szczególnie uznanie za sposób inicjacji chrześcijańskiej (przeniesienie do porządku zbawienia), stanowi według myśli baptystycznej zagrożenie dla radykalnie pojmowanej zasady sola fide. W tym sensie poprawne postrzeganie obu ustanowień ma dla baptystów wielkie znaczenie, zaś odstąpienie od tej perspektywy jest w ich opinii niebezpieczne dla właściwego rozłożenia akcentów w doktrynie i praktyce chrześcijańskiej. Determinację baptystów przy plasowaniu sakramentów w porządku wzrostu chrześcijańskiego a nie inicjacji chrześcijańskiej ostro wyakcentował wielki orator baptystyczny Karol Spurgeon (1834-1892): „Nie mogę tak jak George Fox, zrezygnować ze sprawowania chrztu i Wieczerzy Pańskiej, lecz zdecydowanie tak właśnie wolałbym postąpić, uważając to za mniejszy błąd niż sprzyjać wywyższaniu chrztu i Wieczerzy ponad to, do czego są przeznaczone.”</p>
<p>Restytucjonizm baptyzmu nakazuje mu sprawować oba sakramenty w precyzyjnie nowotestamentowym kształcie. Wieczerzę Pańską udziela się pod obiema postaciami, co nie nasuwało w protestantyzmie żadnych wątpliwości. Inaczej stało się w wypadku chrztu - od zarania Reformacji powstał spór między wielkimi reformatorami a anabaptystami. Podobnie baptyści znaleźli się w nurcie kontestatorów odziedziczonej po średniowieczu teologii i praktyki chrzcielnej. Odmienne od innych protestantów potraktowanie tego obrzędu wyróżniło ich, stało się ich potocznym znakiem rozpoznawczym i źródłem ich nazwy (ang. Baptist - chrzciciel), będącej początkowo zwykłym przezwiskiem. Analizując specyfikę baptystycznego poglądu na chrzest należy wskazać na ich opinię o właściwym uczestniku chrztu, właściwej formie chrztu i właściwym pojmowaniu jego skutku - najlepiej w tej kolejności, gdyż indywidualizm baptyzmu i nauka o soul’s competency nakazuje naprzód pytać, jaki jest jego stan duchowy. Baptyści domagają się, by do chrztu dopuszczać tylko tych, którzy mają fides viva, żywą ufną wiarę skupioną na Jezusie, którzy stali się Jego uczniami, a więc w przypadku których już, a więc jeszcze przed chrztem, zainicjowane zostało życie chrześcijańskie. Dla nich jest chrzest, jako wyraz, zewnętrzna manifestacja wewnętrznej realności - zanurzenia w spowodowaną przez krzyż śmierć Chrystusa i wynurzenia ku nowemu życiu i zmartwychwstaniu. Baptyści chrzczą tych ludzi, bo taki jest ich zdaniem porządek ukazany w Nowym Testamencie, ale też bo ma on sens w świetle nauki o sola fide. Decyduje więc o tym zwykła chęć wierności biblijnemu Słowu. Baptyści nie są nowochrzczeńcami, gdyż chrzczą tylko raz tam, gdzie nie było biblijnego chrztu, tak jak inni protestanci nie uznają za Wieczerzę obrzędu, w którym zaniedbano jej znak. Nie poszukują okazji do powtórnego chrzczenia - nie praktykują chrzcin swoich dzieci, a to dlatego, by po osiągnięciu odpowiedniej dojrzałości mogły one przyjąć poprawny chrzest lub żadnego. Ruch baptystyczny zabiega o nowotestamentową formę chrztu - jest ona właściwa wówczas, gdy katechumena zanurza się całkowicie w wodzie w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego. Pokropienie lub polanie nie oddaje głębokiej symboliki (totalne pogrążenie w Jego odkupieńczej mocy) ustanowionego przez Chrystusa aktu. Co do działania chrztu baptyści akcentują, iż jest on samym