<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><!-- generator="wordpress.com" -->
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	>

<channel>
	<title>anonimowosc &amp;laquo; WordPress.com Tag Feed</title>
	<link>http://wordpress.com/tag/anonimowosc/</link>
	<description>Feed of posts on WordPress.com tagged "anonimowosc"</description>
	<pubDate>Wed, 23 Jul 2008 20:44:42 +0000</pubDate>

	<generator>http://wordpress.com/tags/</generator>
	<language>en</language>

<item>
<title><![CDATA[Anonimowy, znaczy "wolno wszystko"?]]></title>
<link>http://bezpardonu.wordpress.com/?p=71</link>
<pubDate>Fri, 27 Jun 2008 16:21:31 +0000</pubDate>
<dc:creator>riffer</dc:creator>
<guid>http://bezpardonu.wordpress.com/?p=71</guid>
<description><![CDATA[Mój znajomy prowadzi bloga Cartoon Wars gdzie publikuje swoje komiksy nawiązujące do różnych pr]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Mój znajomy prowadzi bloga <a href="http://cartoonwarsblog.blogspot.com/" title="Cartoon Wars">Cartoon Wars</a> gdzie publikuje swoje komiksy nawiązujące do różnych produkcji z rodzaju Science Fiction i fantastyki. Z uwagi na popularność bloga ma tam trochę komentarzy :). Ich ilość pozwoliła mi zauważyć ciekawy aspekt - takie prawo "riffa" :).</p>
<p>Otóż, jeśli dany komentarz zawiera negatywne treści typu "słabe, było, jedź na wakacje, tragedia", a nie zawiera konkretnych argumentów dlaczego dany rysunek jest słaby, to osobnik komentujący zawsze pozostaje anonimowy. Osobniki te już nawet się nie wysilają i nie wymyślają jakiś pseudonimów - po prostu komentują anonomiwo - boją się tego, co pomyślą o nich inni czy jak?</p>
<p>Szkoda, bowiem dla zwykłego szarego internauty nie ma możliwości sprawdzenia, kto właściwie ma o nas negatywną opinię. Ale z drugiej strony - jeśli ktoś nie ma odwagi podpisać się choćby nickiem (i ew. adresem bloga), a do tego jego komentarz "jest aby być" to tak naprawdę ten komentarz jest nic nie wart i nie należy się nim przejmować - bowiem to zwyczajny spam.</p>
<p>Nie chodzi tutaj o podawanie pełnych danych osobowych - nick, czy dodatkowo adres do bloga pozwala nam osądzić, z kim mamy do czynienia - opinia ludzi, którzy nie boją się wypowiadać, zawsze się liczy. A Ci, którzy podają choć tak skromne dane, wypowiadać się nie boją.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Fin de partie]]></title>
<link>http://proces.wordpress.com/?p=1116</link>
<pubDate>Wed, 25 Jun 2008 12:46:18 +0000</pubDate>
<dc:creator>procesVII</dc:creator>
<guid>http://proces.wordpress.com/?p=1116</guid>
<description><![CDATA[Pewien mało znany dziennikarz Gazety, nijaki Bartosz Węglarczyk, chronicznie wciskany - jako lektu]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Pewien mało znany dziennikarz Gazety, nijaki <a href="http://bartoszweglarczyk.blox.pl/2008/06/Co-mysle-o-anonimowosci-w-sieci-wideo.html">Bartosz Węglarczyk</a>, chronicznie wciskany - jako lektura blogowa - przez stronę główną portalu Agory, twierdzi, że ludzie, którzy w sieci występują pod pseudonimami, nie pokazują twarzy - tak jak on - na filmach wideo, są szujami. Nie są wiarygodni, kłamią.<br />
Węglarczyk twierdzi, że ma problem z anonimowością w sieci. Chciałby, żeby każdy podpisywał się nazwiskiem, bo w innym razie, jest po prostu szują internetową.<!--more--><br />
Obstawiam, że gdyby Bartosz nie był nachalnie promowany przez stronę główną Gazety.pl, nie zmieściłby się nawet w top1000. Dzięki permanentnej promocji, wręcz nachalnej, jego blog ma dość wysokie notowania w serwisie Blox.pl.<br />
Oczywiście nazwiskiem może się podpisać każdy: zmyślonym, prawdziwym, bez znaczenia. Może pokazać filmik ze swoją wypowiedzą. Akurat dla Bartosza lepiej by było, gdyby unikał kamer, raczej udzielał wywiadów w radiu, sami widzicie, że niezbyt mieści się w kamerze.<br />
Takim stwierdzeniem pokazał co myśli o swoich komentatorach i czytelnikach. Ci, którzy komentują na blogu <a href="http://bartoszweglarczyk.blox.pl/2008/06/Co-mysle-o-anonimowosci-w-sieci-wideo.html"><strong>Endgame</strong></a>, nie przedkładając panu Węglarczykowi dowodu osobistego, są tchórzami. Szujami okazali się również czytelnicy Endgame. No, ale czegóż się nie robi dla pieniędzy, bo pan Bartosz Końcówka pisze blogi za pieniądze akcjonariuszy Agory S.A. A taki chamski styl podnosi z całą pewnością oglądalność.<br />
Jeśli nie podpiszesz się nazwiskiem, Twoja informacja czy opinia są z założenia kłamstwem.<br />
Pomijając bzdety, które wygaduje - pieszczoszek i maskotka Gazety.pl - autor Endgame, zastanówmy się czy kobiety, które opisują swoje rozterki związane z życiem, problemy małżeńskie, egzystencjalne, są szujami i są tchórzami. Są niewiarygodnymi, bo się nie podpisują? Kobieta, która jest katowana przez męża,  a znajduje ulgę w blogowaniu, jest szują? Nastolatek, zaniedbany przez rodziców, w bólu egzystencjalnym, nie chce by jego koledzy z klasy trafili na jego blog, więc nie ma wyjścia, musi zostać chamem.<br />
Wszyscy moi internetowi znajomi występują w sieci pod pseudonimami, a Bartosz Węglarczyk twierdzi, że tacy kłamią i są szujami.</p>
<p><img class="alignnone size-full wp-image-1117" src="http://proces.wordpress.com/files/2008/06/visuel-fin-de-partie.jpg" alt="" width="300" height="278" /> <strong>Fragment okładki z okładki książki Samuela Becketta "Fin de partie" (<em>Końcówka, ang. Endgame</em>)<br />
</strong></p>
<p><span style="color:#800080;"><strong>Posłuchajcie więc moje kochane Szuje, Szujki i Szujątka, moi kochani Kłamcy i Niewiarygodniuścy</strong></span><br />
U mnie nie musicie się przedstawiać i pokazywać twarzy. Ja Was uwielbiam, uwielbiam tę grę, choćby to miała być Końcówka.<br />
Niech pan Bartosz, wchodząc na blog kobiety piszącej o seksie wrzuci tam swoją rozebraną fotografię. Bo przecież facet piszący, że uprawia seks, a nie pokazujący penisa, w żadnym razie nie jest wiarygodnym.<br />
Nie trzeba wielkiej bystrości by zauważyć, że ktoś, kto za blogowanie bierze pieniądze, kto buduje sobie karierę na blogu, nie będzie pisał zawsze i tylko prawdę. Na prawdę nierzadko może sobie pozwolić ktoś anonimowy.<br />
Znam wielu polityków, dziennikarzy, którzy kłamią, pokazując twarz, podpisując się nazwiskiem i imieniem.<br />
Zlikwidowanie anonimowości w blogosferze, spowodowałoby to, że tacy nijacy jak Bartosz Węglarczyk, forsowani przez portale, zyskaliby na ważności. Być może wtedy w lokalnym rankingu Bloksa, ci którzy znajdują się w tabeli powyżej Bartosza, czyli w większości tchórze i szuje, zostaliby zmuszeni do usunięcia blogów. Wtedy jedyną rację i prawdę, przedstawiałby nam pan Węglarczyk. Reszcie, która nie zostałaby zatwierdzona przez agorowe plenum, nie przedłożyła stosownych dokumentów, Blox.pl by podziękował za współpracę. Aktyw Agory, z działaczem Węglarczykiem na czele, decydowałby o wiarygodności blogerów. Udzielałby wotum zaufania w końcówce.<br />
Pominę już fakt, że pseudonimy <em>Kataryna</em> czy <em>Passent</em> , mówią mi dużo więcej w sieci niż nazwisko <em>Węglarczyk</em>. Które, w zasadzie, gdyby nie natrętna i upierdliwa promocja jego bloga przez Agorę, nie mówiłoby mi nic. A twarz kogoś, kto właśnie nazwał Was szujami, tchórzami i kłamcami, możecie sobie obejrzeć na stosownym filmie:</p>
<p><span style='text-align:center; display: block;'><object width='425' height='350'><param name='movie' value='http://www.youtube.com/v/nddlJiSzF7Y'></param><param name='wmode' value='transparent'></param><embed src='http://www.youtube.com/v/nddlJiSzF7Y&rel=0' type='application/x-shockwave-flash' wmode='transparent' width='425' height='350'></embed></object></span></p>
<p>Jak się okazuje, wyzywać innych i być chamskimi wobec anonimowych blogerów mogą być ci nieanonimowi. Potwierdził to Blox.pl, wstawiając dziś na <a href="http://proces.wordpress.com/files/2008/06/weglarczyk_25_06.jpg" target="_blank">pierwszą stronę blog Endgame</a>.<br />
Pokazał co myśli o ponad stu tysiącach swoich użytkowników, którzy w kapitalnej większości, nie potwierdzili swej tożsamości.<br />
Zniesienie anonimowości w sieci, na szczęście nieprawdopodobne dziś na mój gust, spowodowałoby, iż Internet stałby się repliką dyskusji w realnych mediach. Prym wiedliby ci sami, których głos w realnej dyskusji wszelakiej się liczy. Zgarnęliby czytelników, którzy musieliby czytać ich jak gazetę, oglądać jak program w telewizji. Bezwolni i bez głosu. Tacy jak Węglarczyk zawładnęliby ich umysłami, ale i też, a może przede wszystkim - pieniędzmi. Dla wszelkiego rodzaju: chamów, szui i tchórzy, byłaby to końcówka gry. Gry przegranej dla każdej ze stron, a nade wszystko dla wolności człowieka.</p>
<p>anonimowa szuja<br />
proces7</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Kim jest przeciętny internauta?]]></title>
<link>http://lavnet.wordpress.com/?p=29</link>
<pubDate>Sat, 15 Mar 2008 22:34:30 +0000</pubDate>
<dc:creator>lavinka</dc:creator>
<guid>http://lavnet.wordpress.com/?p=29</guid>
<description><![CDATA[I dlaczego koniecznie się go definiuje?
Społeczeństwo ma to do siebie, że z natury jest zróżni]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>I dlaczego koniecznie się go definiuje?</p>
<p>Społeczeństwo ma to do siebie, że z natury jest zróżnicowane.  Nikt nie próbuje (przynajmniej u nas, w Chinach i na Kubie może jeszcze tak) wmawiać narodowi, że składa się z identycznych jednostek o identycznych potrzebach. Podejmuję temat mając nadzieję, że opadły już emocje związane z wypowiedzią wiadomo kogo, wiadomo o kim. Nie biorę też na siebie ciężaru polemiki. Wydarzenie to ma z tym wpisem o tyle wspólnego, że tyczy się trudu zdefiniowania szerokiego pojęcia jakim stało się słowo "internauta".</p>
<p>Czy da się wyjąć ze społeczeństwa grupę ludzi, którą jedyną wspólną cechą jest to że korzysta z dobrodziejstw technologii, a co za tym idzie - z internetu? W końcu samo pojęcie "internet" to temat rzeka. Co powoduje, że człowiek siada przed komputerem nie po to by pracować, albo poszukać informacji... ale także, a może przede wszystkim po to by miło spędzić czas? Kiedyś net był przerośniętym katalogiem, magazynem pełnym artykułów, dyskusji, wiedzy naukowej i technologicznej. Dostęp do niego także był utrudniony. Naturalne było, że bywali w nim ludzie związani z tymi dziedzinami.  Początkowo był kopalnią wiedzy dla studentów i tychże było w sieci miliony. To chyba właśnie im net zawdzięcza rozwój... Sieć stała się również bardziej towarzyska. Ale zrodziło to pierwsze konflikty.  Wrażenie anonimowości sprawiało, że dochodziło do nieprawdopodobnych pyskówek. Uczestniczyli w nich wszyscy bez względu na wiek, stanowisko czy tytuł naukowy. Tu wkraczali admini i pojawiła się pierwsza cenzura.  Z czasem w necie pojawiły się obrazki i filmy(postęp technologiczny zwiększający przepustowość łącza). Co oczywiście wykorzystał w szybkim tempie przemysł erotyczny. Niestety internet stał się śmietnikiem. Przyciągał jak lep zboczeńców, oszustów i inne podejrzane mędy. Tym bardziej zrażali się do niego normalni ludzie. Ale część zapaleńców pozostała tworząc podwaliny web 2.0 Sieć zaczęła tworzyć narzędzia, które pozwalały przeciętnemu człowiekowi, nie umiejącemu napisać linijki w htmlu - w sieci jakoś zaistnieć. Internauta najpierw z elitarnego, później ze zdegenerowanego stał się internautą masowym.</p>
<p>Jak to wpłynęło na nieszczęsną definicję? Ano tak, że dziś internautą może być każdy. Pozornie każdy. W praktyce jest to człowiek posiadający na tyle wolnego czasu, by go przebębnić przed monitorem. A zatem w pierwszej linii osoby uczące się oraz mające nienormowany czas pracy i na tyle wysoką pensję, by starczyło z niej na technologiczne nowinki. Internauci też podzielili się na internautów profesjonalnych (traktujących sieć jak miejsce pracy), internautów towarzyskich (lubujących się w zakładaniu i uczestniczeniu w społecznościach internetowych), wreszcie blogosferę - ta zasługuje na oddzielny wpis. Oczywiście grupy te nie są hermetyczne, ale przenikają się wzajemnie. Do tego trzeba jeszcze doliczyć ludzi kupujących/sprzedających w necie co_się_da, tratujących net jak afisz, lub galerię dla własnej twórczości... internet stał się też miejscem dyskusji politycznej i gospodarczej. Nie dziwi więc fakt pojawiania się w nim kampanii wyborczej i każdej innej, weźmy medialne kampanie charytatywne czy szerzej - ogólnospołeczne.</p>
<p>Kolejny powód do zajęcia się tematem "internauty". Opiniotwórczość.  Ni stąd ni zowąd okazało się, że jakieś anonimowe jednostki znane tylko ze swojego nicka czy bloga wpływają na poglądy wieluset ludzi, którzy z kolei powtarzają je dalej czy tona blogach, czy to na forach, czy to na komunkatorach... szybko odkryli to spece od "marketingu szeptanego" i wydaje mi się, że nadal bazują na mikrocelebrytach w tej materii. Internatuta współczesny stanął przed dylematem sprzedania się, tak jak dawno już zrobili to dziennikarze. Na razie ciągle jeszcze są ludzie niezależni, nawet jest ich całkiem sporo. Ale perspektywa prowizji zawsze bywa kusząca. Czas pokaże w którą stronę się to rozwinie.</p>
<p>Mój wpis tylko po wierzchu traktuje problem, być może za jakiś czas opiszę niektóre z poruszonych przeze mnie zagadnień bardziej szczegółowo... dziś jednak poprzestanę na stwierdzeniu, że  "internauta" zmienia się w skali czasu. A może nie tyle czasu co skali technologii i zmian w podejściu do użytkownika strony/bloga/portalu. Teraz jest ten świetny czas, gdy internauta powoli przestaje jawić się jako anonim chowający się za monitorem... Jest człowiekiem z krwii i kości, który ma własne poglądy ale jak każdy, ulega demagogiom, traci zimną krew, czy jest podatny na pokusy. Nie różni się niczym od przeciętnego człowieka. Targają nim te same namiętności... no, może częściej się denerwuje i psioczy na Microsoft... :)</p>
<p>I mam szczerą nadzieję, że jeśli się to zmieni - to tylko na lepsze...</p>
<ul>
<li>Komentować można <a href="http://lav-net.blogspot.com/2008/03/kim-jest-przecitny-internauta.html" target="_self"><strong><em>TUTAJ</em></strong></a></li>
</ul>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Wywiad z Licealistą]]></title>
<link>http://dziewczynka.wordpress.com/?p=82</link>
<pubDate>Mon, 25 Feb 2008 13:35:21 +0000</pubDate>
<dc:creator>Mała dziewczynka</dc:creator>
<guid>http://dziewczynka.wordpress.com/?p=82</guid>
<description><![CDATA[Na dziś jest niespodzianka! Wywiad z szesnastolatkiem, który w trzy miesiące stworzył najpopular]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Na dziś jest niespodzianka! Wywiad z szesnastolatkiem, który w trzy miesiące stworzył najpopularniejszego bloga na polskojęzycznym wordpressie przebijając wszystkich starych wyjadaczy. Wywiad z <b><a href="http://mojeliceum.wordpress.com/" title="Moje Liceum - Pamiętnik licealisty" target="_blank">Licealistą</a></b>:</p>
<p><b>Masz chyba najpoczytniejszego bloga na polskim wordpressie? Codziennie czyta Cię niemal pięć tysięcy osób. O takim wyniku większość blogerów może tylko pomarzyć.</b><br />
Tak, to chyba prawda, że spośród polskich użytkowników wordpressa mam najpoczytniejszego bloga. Mój blog istnieje dopiero trzy miesiące. W tym czasie odwiedziło go ponad dwieście pięćdziesiąt tysięcy osób. Mam nawet trochę stałych czytelniczek i czytelników. Kilkoro z nich czasami komentuje moje wpisy, ale większość tylko czyta.</p>
<p><b>Co zrobić, żeby mieć tak popularnego bloga?</b><br />
Zaczynałem od dwóch wejść pierwszego dnia. Pewnie jak wszyscy tutaj miałem tak, że na początku tego, co tutaj pisałem, właściwie nikt tego nie czytał. Potem z tych kilku wejść dziennie zrobiło się kilkadziesiąt, potem kilkaset i w grudniu czyli po miesiącu pisania było już kilka tysięcy. Sam byłem zdziwiony tym, że tak wiele osób interesuje to, co mam do powiedzenia. Teraz chyba już przyjmuję to jako naturalny stan rzeczy. Jakiś czas temu mój stryjek dał mi pewną radę – rób to, co cię interesuje. Resztą nie zawracaj sobie głowy. A co może interesować szesnastolatka? Dziewczyny. Gdybym prowadził bloga o problemach filozoficznych dziewiętnastowiecznych filozofów byłoby to całkowicie nienaturalne i zapewne sam uznałbym siebie za kompletnego dewianta. Szesnastolatek nie może być normalny interesując się takimi sprawami. Jest poza tym wówczas niewiarygodny. Bo jakim autorytetem może być szesnastoletni filozof-historyk. Sądzę, że większość moich czytelniczek i czytelników wyczuwa instynktownie, że moje wpisy są jednak autentyczne. Wynikają z prawdziwych przeżyć i z mojego własnego doświadczenia.</p>
<p><b>No, to może powiedz coś o tej prawdziwości zdarzeń…</b><br />
Kilka osób zarzucało mi już, że to co tutaj wypisuje nie może być prawdziwe. Ktoś mi to nawet próbował udowodnić. To prawda, że czasami zmieniam nieco szczegóły zdarzeń, trochę je filtruję i próbuje robić z każdego wpisu samoistną historię, którą da się przeczytać w oderwaniu od reszty. Wszystkie imiona, którymi posługuję się na moim blogu są zresztą wymyślone. Tylko jedna osoba występująca tutaj ma autentyczne imię, takie jakie nosi w realu, ale nie powiem która. Trochę jest w tym dbałości o moją anonimowość, a trochę też muszę zadbać o anonimowość moich znajomych. Większość z nich nie wie, że o nich piszę. Tylko moi dwaj przyjaciele – Kuba i Paweł – są poinformowani o istnieniu tego bloga. Paweł nawet przez pewien czas coś tutaj dopisywał. Głównie podczas mojej nieobecności i mam nadzieję, że tutaj jeszcze wróci.</p>
<p><b>Nie krępuje cię opisywanie takich intymnych zdarzeń z twojego życia?</b><br />
Właśnie dlatego między innymi chcę pozostać anonimowy. Publiczne pisanie o tym, że przespałem się z jakąś dziewczyną jest w polskim społeczeństwie na pewno traktowane z oczekiwaniem na sensację. Chociaż bardzie wstydliwe byłoby pewnie pisanie dla mnie o tym, co o niektórych myślę. Na pewno nie będę też zamieszczał żadnych prywatnych zdjęć, choć zapewne miałbym co zamieszczać. Trochę interesuję się fotografią i robię sporo zdjęć. Szczególnie ostatnio. Nic w tym nie ma profesjonalnego, bo moja cyfrówka to zwyczajny fotopstryk, który ma co najwyżej opcję włącz lampę – wyłącz lampę. Ale mi to wystarcza. Fotografię traktuję jako narzędzie, a nie jako sztukę. Z dobrym sprzętem obecnie każdy może przy odrobinie wysiłku robić świetne zdjęcia nie różniące się od prac znanych fotografów. Podobno któryś z tzw. wielkich mistrzów fotografii powiedział, że każdy człowiek robiąc zdjęcia na chrzcinach i weselach raz w życiu robi zdjęcie, jakiego on nigdy nie będzie w stanie zaaranżować.</p>
<p><b>Uciekasz od tematu.</b><br />
No, to już wracam… Nigdy nie miałem kłopotu z mówieniem (a tym bardziej z pisaniem) o sobie. Może mam ekshibicjonistyczną, ekstrawertyczną naturę. Pewnie, że niektóre sprawy i wydarzenia z mojego życia zachowuję wyłącznie dla siebie. Ale nigdzie nie zadeklarowałem się, że będę pisał o wszystkim. Czasami też nie chce mi się o czymś pisać i też o tym nie piszę. Lenistwo to jedna z moich najważniejszych wad. Lubię pisać o dziewczynach, to najbardziej inspirujący temat i najbardziej interesujący. Dziewięćdziesiąt procent wielkiej sztuki mówi o tym, że ktoś kogoś kocha, albo się z tym kimś kocha. Pozostałe dziesięć jest niewarta uwagi…</p>
<p><b>A jaki jest twój ideał kobiety? Masz w ogóle jakiś?</b><br />
Tak, jak każdy. Lubię dziewczyny, które są po prostu dziewczęce. Większość dziewczyn jest naturalnie ładna, a co najmniej polowa jest piękna. Zupełnie nie rozumiem kompleksów dziewcząt na temat swojego wyglądu. Najczęściej problemem jest to, że nie są wstanie podkreślić swoich atutów i skupiają się na ukrywaniu błędów natury. I kończy się to tym, że widać tylko te błędy, bo cały czas dziewczyna stara się na przykład zasłonić pieprzyk na czole jakąś grzywką, cały czas sprawdza, czy te włosy nadal tam są czy może rozwiał je wiatr… I tylko przyciągają do tego miejsca uwagę. Moja rada do wszystkich dziewczyn: skupcie się na tym co w sobie lubicie, podkreślcie to, a potem zapomnijcie, że istnieje cokolwiek poza tym. Męski wzrok podąża za kobiecymi dłońmi, a jeżeli wasze dłonie nieustannie będą sprawdzały czy nie widać defektów, to na pewno wskażą chłopakowi, którym jesteście zainteresowane, co chcecie ukryć.</p>
<p><b>A może ty jesteś po prostu mało wybredny, jeżeli chodzi o dziewczyny…</b><br />
W wieku szesnastu lat trudno być wybrednym jeżeli w organizmie ma się szalejące hormony. Sama Matka Natura to tak urządziła, że będąc nastolatkiem nieustannie myśli się tylko o tym, jak tu zaciągnąć jakąś koleżankę do łóżka. Zresztą dziewczyny myślą podobnie o chłopakach więc ma się ułatwioną sprawę. Ale są trzy kategorie dziewczyn, które już na wstępie mnie odstręczają. Pierwsza grupa to palaczki. Nie cierpię dziewczyn, które palą papierosy; jest to obrzydliwe, wieśniackie i koszmarne. Raz w życiu całowałem się z dziewczyną, która pali i już więcej nie chcę tego powtarzać. Druga grupa to właścicielki tatuaży i kolczyków. Wygląda to okropnie i kojarzy mi się z długoletnim wyrokiem w ciężkim więzieniu. Jeżeli kolczyki to tylko w uszach i właśnie kolczyki a nie klipsy czy jakiś inny substytut. Maleńkie błyszczące kolczyki w dziewczęcych uszach są bardzo seksowne i pociągające. Gdzie indziej – to dla mnie obrzydlistwo. Trzecia grupa to dziewczyny, które robią wszystko by nie wyglądać jak dziewczyna. Ciężkie buty, workowate spodnie, o trzy numery za duże bluzy z kapturem, albo ćwiekowane kurtki… totalne nieporozumienie. Dziewczyna powinna wyglądać jak dziewczyna. Sukienka, spódniczka, jak spodnie to też w kobiecym kroju podkreślającym krągłości, seksowna, elegancka, ponętna…</p>
<p><b>Z tego co mówisz wynika, że bardziej zwracasz uwagę na strój i zachowanie niż na samą urodę dziewczyny.</b><br />
Bo szesnastolatka prawie zawsze sama z siebie jest ponętna. Taka natura.</p>
<p><b>Po co właściwie piszesz bloga skoro chcesz i tak pozostać anonimowy?</b><br />
Mówiłem już, że to objaw mojego ekshibicjonizmu?... A na poważne, to chyba taka forma dogadania się ze sobą. Nie z innymi, ale ze sobą. Wydaje się nam, że wszystko mamy już dobrze przemyślane i zaplanowane, ale kiedy przychodzi nam o tym powiedzieć mamy z tym trudność, albo odkrywamy, ze to co do tej pory myśleliśmy jest jakieś całkowicie oderwane od rzeczywistości. Dopiero, kiedy o tym się komuś opowie, albo opisze to, co się myśli – sprawa zaczyna jasna. Tylko zwerbalizowane poglądy mają dla mnie rację bytu. Jeżeli nie potrafię przekazać swoich myśli innym to są one bezwartościowe, bo to co nie ma nazwy dla nas nie istnieje. A opisanie czegoś i nazwane to pierwszy krok do opanowania sytuacji. Może to pisanie bloga to jakaś forma psychoanalizy dla ubogich. Klasycznym medialnym stereotypem psychoanalityka jest starszy łysawy pan, który kładzie swoich pacjentów na leżance i każe im opowiadać o sobie, a potem inkasuje za to 300 dolarów z godzinę. Ja mam wszystko teraz całkowicie za darmo. Z tą różnicą, że codziennie ponad cztery tysiące psychoanalityków zbiera się u mnie na konsylium. Takiej opieki psychologicznej jak ja nie ma nawet Britney Spears…</p>
<p><b>Nie chcesz chyba powiedzieć, że pisanie bloga jest chorobą psychiczną?</b><br />
Pisanie bloga chorobą może nie, ale zaburzeniem psychicznym jest na pewno. To nie jest normalne, że mówi się o swoich intymnych przeżyciach tysiącom ludzi. Podobno większość ludzi ma taki dyżurny nocny koszmar, że stają nago przed dużą grupą ludzi. Ja nigdy tego nie miałem. W ogóle nie mam koszmarów nocnych, nie boję się ciemności… Pisanie bloga to coś w rodzaju takiego pokazania się nago i pomachania ludziom – zobaczcie jaki jestem. Większość ludzi w takiej sytuacji zapadłaby się pod ziemię ze wstydu. Ale oni nie piszą blogów. Albo piszą o polityce albo hodowli szczurów w mieszkaniu. Mnie to nie kręci.</p>
<p><b>Masz bardzo sprecyzowane poglądy polityczne.</b><br />
Tak, to prawda. Nie wiem skąd właściwie mi się to wzięło. Moi rodzice ani obie babcie właściwie nie interesują się polityką. Tyle tylko, że chodzą na wybory. Ale to już chyba w Polsce i tak dużo, bo większość Polaków nawet głosować nie chodzi. Jak byłem mały to z moimi kolegami z ulicy bawiliśmy się w partyzantów, konspirację… w wieku dziesięciu lat zostałem dowódcą dwudziestoosobowego oddziału partyzantów złożonego z moich kolegów i trzech koleżanek. Kilkadziesiąt metrów od mojego domu zaczynał się las i to był nasz las w którym gromiliśmy Niemców i Rosjan. Wysadzaliśmy pociągi, odbijaliśmy zakładników, podkładaliśmy bomby… takie chłopięce zabawy. Potem trzeba nas było opatrywać i tym zajmowały się nasze koleżanki-sanitraiuszki.</p>
<p><b>To już wtedy zaczęły się twoje doświadczenia z płcią przeciwną?</b><br />
Każdy dzieciak chyba zaczyna do zabaw w doktora. Ja nie byłem pod tym względem inny i jakiś wyjątkowy. Widuję się zresztą z tymi dziewczynami, z jedną chodziłem nawet do tej samej klasy w gimnazjum, ale nic z tego więcej nie wynikło. To były dziecięce zabawy w poznawanie świata i siebie. Ale bardzo dobrze ten czas wspominam.</p>
<p><b>Ale zabawa w wojnę w dzieciństwie chyba nie powoduje, że ma się potem jakieś określone poglądy polityczne?</b><br />
Sama zabawa pewnie nie. Ale w międzyczasie dowiedziałem się, że w tym lesie mój pradziadek właśnie podczas II wojny światowej robił dokładnie to samo w co my się bawiliśmy. Uczestniczył w czymś, co potem historycy nazwali <i>podlaską bitwą o szyny</i> i między innymi dzięki niemu Niemcy mieli strasznie utrudnione dostarczanie zaopatrzenia na front wschodni. Po prostu zawsze na odcinku pomiędzy Siedlcami a Brześciem w którymś miejscu tory kolejowe były albo wysadzone, albo rozkręcone, albo zatarasowane. Do dziś na polach wzdłuż torów można znaleźć przerdzewiałe łuski po pociskach z wysadzonych transportów broni. Gdzieś w tym czasie dowiedziałem się, że inny mój pradziadek został zamordowany przez Rosjan w katyńskim lesie tylko dlatego, że był polskim żołnierzem, jego brat został zamęczony w Treblince przez Niemców. Od tamtego czasu narasta we mnie atawistyczne przekonanie, że cokolwiek by się nie działo zarówno Rosjan jak i Niemców należy uważać za wrogów. A każdego Polaka, który z nimi współpracuje jako kolaboranta i sprzedawczyka.</p>
<p><b>To mocne słowa.</b><br />
Bo wszystko, co dotyczy poważnych spraw powinno być stanowcze i jednoznaczne. Żadnego rozmemłania, dzielenia włosa na czworo. Dlatego właśnie moje przekonania polityczne są tak zdeklarowane. Stałem się prawicowcem dlatego, że Rosjanie i Niemcy byli lewicowcami. Rosjanie reprezentowali socjalizm ludowy, a Niemcy socjalizm narodowy. Dopiero kilka lat później do tej mojej deklaratywnej prawicowości doszła podbudowa intelektualna. Po prostu wiem, że każda lewicowa władza tylko okrada obywateli i daje jej złudzenia.</p>
<p><b>Lewica to złodzieje?</b><br />
A jak nazwać podatki w wysokości 70 albo 80 procent tego co człowiek wypracował. Tak mamy w Polsce. Nawet biblia mówi, że dziesięcina (czyli 10 procent tego, co się zarabia) to podatek już i tak wysoki. A co państwo nam daje za ten haracz? Opiekę medyczną w której 3 lata trzeba czekać na wizytę u okulisty, szkoły rodem z dziewiętnastego wieku, sądy, które wypuszczają bandytów na wolność, a może policję która czai się w krzakach z radarem zamiast zamykać bandziorów…</p>
<p><b>Nie lubisz szkoły i swoich nauczycieli? Zawsze kiedy o nich piszesz mówisz o nich per <i>nauczycielstwo</i>?</b><br />
A jak można lubić ludzi, którzy tylko czekają na to, że państwo da i podwyżkę i zmniejszy i tak już żenujący zakres obowiązków? Jedna z moich nauczycielek regularnie czytuje pismo <i>Wróżka</i>, wszyscy głosują na postkomunistów, regularnie spóźniają się na lekcje po piętnaście minut, nie starają się ich nawet porządnie prowadzić…</p>
<p><b>Narzekasz, że nauczyciele spóźniają się na lekcję?</b><br />
To tylko obrazuje ich podejście do obowiązków jako pracowników szkoły. Może i jako uczeń się cieszę, że się raz czy drugi spóźnili, ale to tylko jako uczeń. Jako obywatel muszę po prostu stwierdzić, że ukradli oni mój czas i czas moich koleżanek i kolegów, okradli naszych rodziców z pieniędzy zapłaconych jako podatek, bo na pewno potem żadna z nauczycielek nie poszła do dyrektorki i nie powiedziała. <i>Spóźniłam się na lekcję. Proszę potrącić mi za te piętnaście minut z poborów.</i></p>
<p><b>Nikt przecież by tak nie zrobił…</b><br />
Nikt w prywatnej firmie by się nie spóźnił, bo za trzecim czy czwartym razem wyleciałby z pracy na bruk. A nauczycielstwo spóźnia się całkowicie bezkarnie i domaga się za to podwyżek. Uważam to za skandaliczne i dlatego trudno mi jest patrzeć ciepło na jakikolwiek element ciała pedagogicznego w moim liceum. Bo dziwnym trafem właśnie takie lewicujące i lewicowe nauczycielstwo wypuszczało jednak na świat bardzo prawicowo nastawioną młodzież. Może to odbywało się na zasadzie przekory i młodzieńczego buntu, ale to młodzi ludzie w mojej szkole byli elementem liberalnym i konserwatywnym, a nauczycielstwo zawsze czerwonym komunistycznym betonem. W latach pięćdziesiątych w mojej szkole zawiązała się patriotyczna organizacja piętnasto- i szesnastoletnich chłopaków i dziewczyn, która postanowiła idealistycznie porwać się z motyka na słońce i zwalczać komunistów. Kilkoro z nich chciało nawet wysadzić pociąg wiozący radzieckich dyplomatów i generałów. Zostali aresztowani i wywiezieni do więzienia na lubelskim zamku. Do tego samego więzienia, który był wówczas częścią niemieckiego obozu koncentracyjnego Treblinka i gdzie Niemcy zamordowali mojego pradziadka. Dostali kilkuletnie wyroki. Ale o tym dowiedziałem się od mojej babci, a nie od nauczycielstwa w liceum.</p>
<p><b>Gdybyś mógł to na kogo byś dziś zagłosował? Na SLD chyba nie?</b><br />
Większości członków SLD należy się trybunał stanu za zdradę… Bardzo szanuję braci Kaczyńskich i nie wątpię w ich patriotyzm. Kiedyś gdzieś przeczytałem, że o ile większość polskich polityków wolałaby zostać dyplomatami Francji, Rosji, Niemiec albo Wielkiej Brytanii i tylko dlatego są polskimi politykami, bo nie mogą być francuskimi, rosyjskimi, niemieckimi czy brytyjskimi to bracia Kaczyńscy są polskimi politykami, bo to właśnie jest dla nich całkowicie satysfakcjonujące. Bardzo podziwiam ich patriotyzm, ale na pewno nie zagłosowałbym na nich ze względu na ich poglądy gospodarcze. Ich program Polski solidarnej jest programem Polski socjalnej, która sprawi, że Polska coraz bardziej będzie się pogrążała w lewicowej utopii, a gospodarka grzęzła w marazmie. Pod tym względem program partii Donalda Tuska jest nieco lepszy, ale to też nie jest mój ideał. Bo jak na razie Tusk więcej mówi niż robi. Dla mnie jest on człowiekiem całkowicie niewiarygodnym jako polityk. Tusk skupia się tylko na tym, żeby go wszyscy kochali, a niewiele robi dla Polski. Wolałbym, żeby zamiast redagował Fakt albo gra w piłkę zajął się konkretną pracą: spełnił obietnice wyborcze obniżenia podatków, zaczął prywatyzować koleje i górnictwo, zliberalizował przepisy…</p>
<p><b>Zagłosowałbyś więc na PO?</b><br />
Nie. Nie zagłosowałbym. Dlatego, że w PO nie ma nikogo, kogo mógłbym nazwać polskim patriotą.</p>
<p><b>O SLD wolę nie pytać?</b><br />
No, tak… O postkomunistach nie chcę nawet myśleć.</p>
<p><b>To może któraś z mniejszych partii? PSL, Samoobrona, Liga Polskich Rodzin? Demokraci?</b><br />
PSL to parta ludzi, którzy nie mają jakichkolwiek poglądów, ale bardzo chcieliby rządzić. I zrobią wszystko żeby dostać kilka stołków. Samoobrona to populiści i ekspozytura SLD. Na LPR mógłbym się zastanowić, bo akurat patriotów tam nie brakuje, ale znów, podobnie jak w PiS, ich poglądy na gospodarkę to czerwony bełkot, który proponuje prosta drogę do Trzeciego Świata. O Demokratach mogę tylko powiedzieć tyle, że nie wiedziałem, że oni jeszcze istnieją… Chyba tylko w umyśle Adama Michnika.</p>
<p><b>Jakie są twoje plany na przyszłość?</b><br />
A jakie może mieć plany szesnastolatek? Na razie chcę przetrwać liceum i zrobić maturę. Mówię przetrwać, bo straciłem już nadzieję, że się w tej szkole czegokolwiek nauczę. Potem pewnie pójdę na jakieś studia. Ale kompletnie jeszcze nie wiem na jakie. Mam jeszcze dwa i pół roku na podjęcie decyzji.</p>
<p><b>A kim byś chciał być w przyszłości? Z dziesięć albo dwadzieścia lat?</b><br />
To raczej mało zależy od mojego chcenia czy niechcenia. Mój ojciec jest rolnikiem, albo jak się teraz ładnie to nazywa – producentem rolnym. I ja jako jedynak odziedziczę jego gospodarstwo.</p>
<p><b>Nie szkoda ci zmarnować swój talent do pisania i zostać rolnikiem?</b><br />
Nie sądzę, żebym miał jakiś wybitny talent do pisania. Poza tym wejście Polski do Unii sprawiło, że chłopi teraz mnóstwo czasu poświęcają na pisanie. Wnioski, deklaracje, kwity, tona papieru… Każdy rolnik został teraz nawet kartografem z przymusu i raz na rok musi dla Unii narysować mapę swoich włości. Także od pisania się nie uwolnię…</p>
<p><b>Myślałeś już może o wydaniu swojego bloga jako książki?</b><br />
Nie pierwsza się mnie o to pytasz… Nie, nie myślałem. Na razie nikt mi tego nie zaproponował. I raczej pewnie nie zaproponuje. Na pewno sporo jeszcze przede mną w tej kwestii. Na męską wersję Doroty Masłowskiej jakoś się chyba nie kwalifikuję. Nie umiem posługiwać się takim bełkotem stylistycznym jak ona. Piszę za prostym językiem bez ozdobników i zawijasów i nie sądzę, żeby mogło to zainteresować jakieś wydawnictwo, a teraz jest trend do pisania jak najbardziej koślawo i bełkotliwie. Nad tym cmokają wszyscy znawcy literatury.</p>
<p><b>Ale przecież codziennie tyle osób chce cię czytać?</b><br />
No, to będą mogli mnie czytać na ekranie komputera. Albo wydrukować sobie kilka stron na domowej drukarce, choć osobiście myślę, że to zbytek zachodu.</p>
<p><b>Chciałam cię jeszcze zapytać o Andżelikę? Jak ona się czuję?</b><br />
Teraz jest już nieźle. Mój przyjaciel Kuba o nią dba tak, że tylko pozazdrościć. Czasami nawet mam ochotę wpaść pod samochód… nie, żartuję… sam nie chcę i nikomu tego nie życzę. Andżelikę czeka najbliższy miesiąc w szpitalu, a potem dość długa rehabilitacja. A potem jeszcze dłuższy i boleśniejszy proces wyzwalania się spod wpływu rodziców.</p>
<p><b>Kila słów na zakończenie do fanów?</b><br />
Nie, na razie nie mam jeszcze fanów i pewnie nigdy nie będę miał. A czytelniczkom i czytelnikom mojego bloga chciałbym podziękować za codzienne wizyty. Nabijajcie statystki. To miłe tak na nie patrzeć. A w ogóle to częściej komentujcie to co piszę… I zapraszam serdecznie na <a href="http://MojeLiceum.wordpress.com/" title="Moje Liceum - Pamiętnik licealisty" target="_blank">http://MojeLiceum.wordpress.com/</a>...</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Anonimowość w internecie - TOR]]></title>
<link>http://motyl.wordpress.com/?p=179</link>
<pubDate>Mon, 18 Feb 2008 19:43:08 +0000</pubDate>
<dc:creator>Paweł</dc:creator>
<guid>http://motyl.wordpress.com/?p=179</guid>
<description><![CDATA[Wpis dla ludzi trochę bardziej obeznanych w temacie.
Nie będzie gotowego przepisu co i jak zrobić]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Wpis dla ludzi trochę bardziej obeznanych w temacie.</p>
<p>Nie będzie gotowego przepisu co i jak zrobić, będzie trochę z innej strony. Rzecz trochę bardziej zaawansowana dotycząca czegoś co się zwie Tor.</p>
<p>"</p>
<blockquote><p>Dan Egerstad z Deranged Security ujawnił szczegóły eksperymentu, w wyniku którego niedawno upubliczniono loginy i hasła kilkudziesięciu ambasad i innych instytucji rządowych z całego świata. Informacje te zebrano podsłuchując ruch sieciowy, wychodzący z serwerów Tor.</p>
<p>Sieć <a href="http://tor.eff.org/">Tor</a> zapewnia anonimowość nieporównywalną z żadnymi wcześniejszymi anonymizerami - każdy pakiet w Torze przechodzi przez trzy węzły wybrane przypadkowo z bazy około dwóch tysięcy działających stale na całym świecie.</p>
<p>Z punktu widzenia klienta - np. przeglądarki WWW - Tor jest lokalnym serwerem proxy dostępnym przez protokół SOCKS. Ruch jest szyfrowany na trasie od klienta do pierwszego węzła, a także między wszystkimi kolejnymi węzłami. Ale odwołanie do strony HTTP oczywiście wyjdzie z ostatniego węzła Tor w postaci niezaszyfrowanej, bo nieszyfrowany jest sam protokół HTTP, a ostatni węzeł zadziała tutaj w roli ostatecznego klienta HTTP.</p></blockquote>
<p><i>ale</i></p>
<p><!--more--></p>
<blockquote><p>Rola ostatniego węzła Tor jest więc kluczowa - jako jedyny na całej trasie ma on wgląd w <i><b>niezaszyfrowaną</b></i> treść sesji klienta. Fakt ten wykorzystał Dan Egerstad, właściciel Deranged Security - na kilku kontrolowanych przez siebie węzłach Tor zainstalował sniffer monitorujący niezaszyfrowane sesje POP3 i IMAP, wyłapujący w pobieranych mailach szczególnie interesujące słowa kluczowe ("gov, government, embassy, military, war, terrorism, passport, visa" itd). Sesje te były logowane i to właśnie przypisane do nich loginy i hasła Egerstad <a href="http://www.derangedsecurity.com/deranged-gives-you-100-passwords-to-governments-embassies/">opublikował wcześniej na swojej stronie</a>. Wyglądało to tak:</p>
<blockquote>
<pre>Indian Embassy in Sweden 81.228.8.31 u81004859 Brdv8H5j Russian Embassy in Sweden 81.228.11.36 u86119749 y9z8ApZp

Kazakhstan Embassy in Russia 81.176.67.157 <a href="mailto:akmaral@kazembassy.ru">akmaral@kazembassy.ru</a> 86rb43</pre>
</blockquote>
<p>W całej historii najbardziej zaskakujace jest to, że to administratorzy tych instytucji zasugerowali użytkownikom korzystanie z Tora. Zapewne po to, by uniknąć lokalnej inwigilacji w kraju, z którego łączyli się do serwera. Niewybaczalnym błędem jest jednak niestosowanie szyfrowania SSL, które jest przecież dzisiaj standardowo obsługiwane przez większość klientów i serwerów POP3 i IMAP. Być może administratorom wydawało się, że Tor zapewnia szyfrowanie punkt-punkt, od klienta do serwera - tak jednak nie jest.</p>
<p>Egerstad na swoim blogu wyjaśnił, że podsłuchanych zostało w większości znacznie więcej haseł i loginów niż te 100 opublikowane na jego stronie. W rzeczywistości miały ich być "tysiące", co jest w pełni możliwe.</p>
<p>Podkreślmy więc jeszcze jeden raz - <b>Tor gwarantuje anonimowość</b>, ale <b>Tor nie gwarantuje prywatności</b>. Większość serwerów Tor prawdopodobnie nie podsłuchuje ruchu, ale takiej gwarancji nie mamy. Standardowy użytkownik nie ma wpływu na ścieżkę, jaką wędrują jego dane - trzy kolejne węzły są wybierane losowo. Każdy węzeł może być węzłem pośrednim (wtedy widzi tylko zaszyfrowane dane), albo węzłem końcowym (wtedy widzi oryginalną treść sesji użytkownika).</p>
<p>Co istotniejsze, <b>każdy może uruchomić nowy węzeł Tor i podłączyć go do publicznej sieci</b>. Także z intencją celowej inwigilacji lub kradzieży danych. Użytkownikowi nie przeszkadza to, jeśli oczekuje anonimowości, bo węzeł końcowy nie wie <b>kto i skąd</b> wysyła dane. Ale jeśli w sesji Tor przesyłane są informacje wrażliwe (loginy, hasła, treść korespondencji) to krytyczna jest również ochrona poufności - i o to musi zadbać już sam użytkownik.</p>
<p>Źródło: <a href="http://ipsec.pl/podpis/kradziez-danych-w-sieci-tor.html" target="_blank">ipsec.pl </a></p></blockquote>
<p>"</p>
<p>'Ludzie internetu' radzą by używać wszędzie gdzie się da ssl, kiedy używasz tor'a nie używaj <u><b>swoich</b></u> haseł.</p>
<p>Drugi artykuł:</p>
<p>"</p>
<blockquote><p>Wykrywanie proxy i prawdziwego adresu użytkownika sieci Tor<br />
Grupa <a href="http://ha.ckers.org/">ha.ckers.org</a> przedstawiła opartą o JavaScript technikę wykrywania prawdziwego adresu osoby wchodzącej na stronę przez dowolny system anonymizujący - np. <a href="http://tor.eff.org/">Tor</a>.Technika <a href="http://ha.ckers.org/weird/tor.cgi">działa bardzo skutecznie</a>, także jeśli użytkownik łączy się przez Tor. Działa w ten sposób, że w kodzie ładowanej strony zawarty jest JavaScript, który samodzielnie generuje połączenie TCP do serwera ale nie bezpośrednio tylko za pomocą Javy. Obchodzi w ten sposób ustawienia proxy przeglądarki (a w ten sposób zwykle łączymy się do sieci Tor), co można sobie podejrzeć w kodzie źródłowym strony zwracanej przez <a href="http://ha.ckers.org/weird/tor.cgi">to CGI</a>.W komentarzach do <a href="http://ha.ckers.org/blog/20070926/de-anonymizing-tor-and-detecting-proxies/">artykułu z ha.ckers.org</a> wskazano również na analogiczne techniki, które można zrealizować przy pomocy <a href="http://hackademix.net/2007/09/26/cross-browser-proxy-unmasking/">Flasha (hackademix)</a> oraz na wcześniejszy projekt <a href="http://metasploit.com/research/misc/decloak/">DeCloak</a> robiący to samo i opublikowany przez HD Moore z <a href="http://metasploit.com/">Metasploit</a>.Jak się przed tym mogą zabezpieczyć użytkownicy Tora? Przede wszystkim wyłączając Javę i JavaScript, na przykład za pomocą <a href="http://noscript.net/">NoScript</a>.</p>
<p>Źródło: <a href="http://ipsec.pl/podpis/wykrywatnie-proxy-i-prawdziwego-adresu-u%C5%BCytkownika-sieci-tor.html" target="_blank">ipsec.pl </a></p></blockquote>
<p>"<br />
Więc da się....</p>
<p>Z drugiej strony...</p>
<p>Przykładowo ktoś wymyśla super ekstra projekt "torix" który to gwarantuje "anonimowość". Ludzie tego poszukiwali, chcieli tego, więc damy im to! No i dano z jednym małym haczykiem o którym nikt nie wie (jak na razie) że tak naprawdę to wszystko pic na wodę. Serwery są "nasze" kontrolujemy je.Nagle ktoś z poza "układu", odkrywa nasz haczyk... więc coś trzeba zrobić... co?</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Jak szukać miłości w internecie]]></title>
<link>http://dziewczynka.wordpress.com/?p=68</link>
<pubDate>Tue, 12 Feb 2008 10:46:18 +0000</pubDate>
<dc:creator>Mała dziewczynka</dc:creator>
<guid>http://dziewczynka.wordpress.com/?p=68</guid>
<description><![CDATA[Artykuł z pisma Naj:
Jak szukać miłości w internecie
Elżbieta Bogusławska
Czujesz się samotna]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Artykuł z pisma <strong>Naj</strong>:</p>
<blockquote><p><strong><a href="http://www.naj.kobieta.pl/naj3/index.jsp?place=Lead09&#38;news_cat_id=17&#38;news_id=2217&#38;layout=18&#38;page=text" title="Jak szukać miłości w internecie" rel="nofollow" target="_blank">Jak szukać miłości w internecie</a></strong><br />
<strong>Elżbieta Bogusławska</strong></p>
<p>Czujesz się samotna, marzysz o wymarzonym mężczyźnie u boku? Nie wiesz, jak go znaleźć, i chcesz skorzystać z serwisów randkowych w sieci? To dobry pomysł, ale pamiętaj: musisz być ostrożna.<br />
Z roku na rok przybywa małżeństw, które poznały się w wirtualnym świecie. Nic dziwnego. Internet jest łatwym sposobem poznawania ludzi. Dzięki niemu nawet bardzo zajęci mają szansę się zakochać. To także świetny sposób na zerwanie z samotnością dla nieśmiałych, którzy nie mają odwagi zagadnąć kogoś w realu. A co najważniejsze: bez wychodzenia z domu możesz szukać mężczyzny swojego życia. Nie jesteś tak skrępowana jak na randce w rzeczywistości. Wygodne jest też to, że nie musisz mieć zabójczej kreacji i nienagannego makijażu. Możesz uwodzić mężczyznę, siedząc w... piżamie. Masz też dużą możliwość wyboru, dlatego łatwiej znajdziesz kogoś o podobnych zainteresowaniach, kto podobnie patrzy na świat.<br />
<strong>Bądź ostrożna</strong><br />
Szukanie partnera w sieci ma jednak kilka minusów. Wiele osób po prostu kłamie, a sprzyja temu poczucie anonimowości. Licz się więc z tym, że mężczyzna, z którym rozmawiasz, nie musi być wcale wysokim brunetem i kawalerem, za jakiego się podaje, ale np. łysym rozwodnikiem w średnim wieku, mającym dwójkę dzieci, albo... że w ogóle nie jest mężczyzną! Nawet jeśli zamieścił na portalu randkowym zdjęcie, może ono nie być jego - internauci często, zamiast swoich, wrzucają do sieci fotki dużo przystojniejszych znajomych. Wielu panów też deklaruje, że szuka stałej partnerki, a w rzeczywistości zależy im na kobiecie na jedną noc - licz się więc z propozycjami "gorącego seksu". Bywa, że niektórzy traktują flirtowanie w Internecie jako niezobowiązującą zabawę, dlatego traktuj nowe znajomości z dystansem. Oczywiście nie uprzedzaj się do każdego, z kim nawiążesz kontakt. Wokół nas żyje tyle szczęśliwych par, które poznały się przez Internet. Warto więc spróbować.<br />
<strong>Stwórz swój profil</strong><br />
To niezwykle proste. Wystarczy, że wejdziesz na któryś z portali randkowych i zarejestrujesz się w nim. Zwykle wymagane są odpowiedzi na podstawowe pytania: wiek, wzrost, waga, kolor włosów, oczu, stan cywilny, wykształcenie, wyznanie, nałogi, hobby, itp. Następnie podajesz swoje wymagania co do partnera, jego charakteru i wyglądu. Jeśli zamieścisz swoją fotkę, będziesz szybciej zauważona. Kryje się jednak pod tym niebezpieczeństwo utraty anonimowości. Jak z tego wybrnąć? Napisz, że prześlesz zdjęcie osobie zainteresowanej po bliższym poznaniu się.<br />
<strong>Przeglądaj, odpisuj, wybieraj</strong><br />
Gdy już stworzysz swój profil, zaczniesz dostawać wiadomości od różnych mężczyzn. Także ty będziesz mogła przeszukiwać oferty i pisać do tych, którzy wydadzą ci się ciekawi. Internet daje różne możliwości wzajemnego poznawania się. Oprócz wymiany listów, możesz rozmawiać bezpośrednio, na czacie albo przez Gadu-Gadu. Niektóre portale organizują nawet wirtualne "imprezy" dla singli. Jeśli po serii takich "randek" nadal ten mężczyzna wydaje ci się interesujący, sprawdź, jak ci się z nim rozmawia przez telefon - wymieńcie się np. kontaktami w kolejnym komunikatorze internetowym, jakim jest skype. Przez cały czas zachowuj jednak ostrożność - nie podawaj swoich danych teleadresowych, nazwiska (posługuj się nickiem, ewentualnie imieniem). Pamiętaj, że w sieci działa wielu oszustów, którzy mogą wykorzystać te informacje. Starannie badaj, z kim masz do czynienia. Nie przekazuj zbyt wielu wiadomości o swojej rodzinie, pracy. Staraj się poznać partnera. Pytaj go o pasje, zainteresowania, poglądy na różne tematy.<br />
<strong>Spotkanie w realu</strong><br />
Nie przeciągaj wirtualnego randkowania. Jeśli ktoś ci się podoba, staraj się doprowadzić do bezpośredniego spotkania. Zobacz, czy jego obraz, jaki masz w głowie, odpowiada rzeczywistości. Tylko kiedy poznacie się w rzeczywistości, może zadziałać to, co pomaga w miłości - mowa ciała, feromony. Dopiero wtedy może rodzić się między wami prawdziwe zaufanie, niezbędne do budowania bliskości. Dobrym etapem pośrednim między randkami w sieci a rzeczywistymi jest rozmowa z udziałem kamery internetowej - dzięki temu oswoicie się ze swoim wyglądem. Umawiając się na randkę, ze względów bezpieczeństwa wybierz miejsce publiczne i pod żadnym pozorem nie wsiadaj do jego samochodu. Przygotuj się na ewentualne rozczarowanie. Potraktuj wtedy znajomość jako doświadczenie, które czegoś cię nauczyło. Już samo to, że zrobiłaś krok, by pomóc swojemu szczęściu, poprawi ci samopoczucie. Nie trać wiary. Coraz więcej par poznanych przez Internet zakłada sobie obrączki przed ołtarzem. Dlaczego wśród nich nie miałoby być i ciebie?<br />
<strong>Randki w sieci podbiły Europę</strong><br />
Z najnowszych badań przeprowadzonych przez firmę Microsoft wynika, że nawiązywanie znajomości w Internecie jest niezwykle popularne w całej Europie. Aż 85% Polaków flirtuje w sieci. Inne kraje są niewiele gorsze. 69% Finów regularnie rozmawia przez Internet, a ponad 60% Greków próbuje szukać miłości przez komunikatory internetowe. Co ciekawe, większość badanych przyznaje się też do wirtualnego flirtu... w czasie pracy.<br />
<strong>Gdzie na randkę?</strong><br />
W Internecie znajdziesz mnóstwo portali randkowych. Oto adresy najpopularniejszych:<br />
sympatia.onet.pl<br />
randki.o2.pl<br />
single.pl<br />
ilove.pl<br />
tylkorazem.pl (dla osób dojrzałych),<br />
przeznaczeni.pl (portal katolicki),<br />
sympatycznie.pl<br />
Można też skorzystać z internetowych ofert (płatnych i darmowych) biur matrymonialnych, np.<br />
czandra.com.pl<br />
szczesliwe.pl<br />
biuromatrymonialne.be<br />
cupido.pl<br />
<strong>Oni poznali się w sieci</strong><br />
Pierwsze spojrzenie Doroty padło na oryginalny nick: dart. - To podobnie jak Darth Vader, bohater genialnych "Gwiezdnych wojen" - pomyślała. Ona ukrywała się pod nickiem docia. Może właśnie dzięki temu pierwszemu pozytywnemu skojarzeniu zdecydowała się "zagadać" do nieznajomego. Nie robiła sobie jednak wielkich nadziei. Przez kilka tygodni, czyli odkąd wróciła do Olsztyna po dwuletnim pobycie w Stanach Zjednoczonych, bezskutecznie próbowała poznać kogoś interesującego na Gadu-Gadu. Dotychczas trafiała tylko na głupkowate zaczepki nastolatków. Dart szybko odpowiedział na wiadomość Doroty. Ich pierwsza rozmowa była pasjonującą wymianą zdań o "Gwiezdych wojnach". Dorota dowiedziała się wtedy, że nick dart nie pochodzi od lorda Vadera, ale od nietypowego nazwiska Roberta - d'Aystetten i od słowa art, czyli sztuka. Przez kolejne tygodnie wieczory spędzali przed komputerami. Nie przesłali sobie zdjęć, by nie psuć aury tajemniczości. Szybko odkryli, że łączy ich niezwykła historia. Najpierw uzgodnili, że są rówieśnikami. Potem wyszło na jaw, że chodzili do tej samej podstawówki. Mieszkali dwie ulice od siebie, a później oboje studiowali w Gdańsku. Nie chcieli już dłużej ukrywać się w sieci. W realu spotkali się trzy tygodnie od pierwszego kliknięcia. Dokładnie w dniu 30. urodzin Doroty. Nie byli sobą zaskoczeni. To niesamowite, ale bardzo podobnie widzieli siebie oczami wyobraźni. Pobrali się 10 sierpnia 2002 roku, rok po pierwszym kontakcie w sieci. Odkąd mają siebie, nie szukają znajomych w Internecie. Ale kibicują innym. Mówią, że w realu nie tak łatwo się spotkać, za to w Internecie jest morze możliwości...</p></blockquote>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Czy anonimowość w internecie jest potrzebna?]]></title>
<link>http://lavnet.wordpress.com/?p=8</link>
<pubDate>Mon, 28 Jan 2008 15:54:46 +0000</pubDate>
<dc:creator>lavinka</dc:creator>
<guid>http://lavnet.wordpress.com/?p=8</guid>
<description><![CDATA[ Trochę się pozmieniało ostatnimi czasy. Posiadanie skrzynki mailowej i nicka na forum dyskusyjny]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p style="margin-bottom:0;"><span style="font-family:Arial,sans-serif;"> Trochę się pozmieniało ostatnimi czasy. Posiadanie skrzynki mailowej i nicka na forum dyskusyjnym przestało być czymś dziwnym. Dziwny stał sie natomiast ich brak. Strach przed ujawnieniem swoich danych w sieci też już nie ten sam co kiedyś... powiedziałabym, że dla wielu ludzi ujawnianie prywatnych, wręcz intymnych danych o sobie, stało się swoistym przejawem ekshibicjonizmu... Czy jednak wszyscy zdają sobie sprawę z konsekwencji ujawniania tych danych. Niekoniecznie. Częściej jak zwykle... mądry Polak po szkodzie.... </span></p>
<p style="margin-bottom:0;"><span style="font-family:Arial,sans-serif;"> Ostatnio w polskiej internii dał się zauważyć wysyp portali społecznościowych. Już nie tylko dla nastolatków, ale dla całej populacji. I tu pojawił się problem. Okazało się, że dużo łatwiej odnaleźć konkretną osobę w sieci niż w realu... pochopne wpisanie adresu przez dłużnika na jakimś portalu ułatwia odnalezienie go przez firmę windykacyjną... udostępnienie profilu na n-k powoduje najazd starych znajomych, o których niektórzy chcieli by zapomnieć.... do tego jeśli ktoś prowadzi anonimowo blog i udostępnił na nim swój numer gg... a wpisał go w profilu n-k – każdy odnajdzie go po tym numerze... a więc i imię, i nazwisko, i miasto z którego pochodzi.... no i koniec z obgadywaniem przyjaciółek czy kolegów z pracy na blogu :) </span></p>
<p style="margin-bottom:0;"><span style="font-family:Arial,sans-serif;"> Tak, tak, teraz trzeba się dwa razy zastanowić co i na jaki temat się pisze. Czasy gdy bez ogródek ludzie sobie wygrażali i obrzucali epitetami na forach pomału przechodzą do lamusa.... coraz częściej wygląda to tak, że mamy swój profil na gronie, naszej-klasie, blipie czy gdzieśtam indziej i logując się z niego piszemy na otwartym forum...  osobowość internetowa powoli staje się tak samo ważna jak papierowa wizytówka... a avatar mówi o człowieku więcej niż jego zdjęcie... kiedyś ludzie pchali się na internet, ponieważ mogli być tu anonimowi... dziś są już tą anonimowością zmęczeni... a może zbyt znudzeni? Coraz częściej pojawia się “trynd” odwrotny... ludzie chcą być rozpoznawalni, nawet jeśli nie pod imieniem i nazwiskiem. </span></p>
<p style="margin-bottom:0;"><span style="font-family:Arial,sans-serif;"><span> Nick</span> staje się trzecim imieniem, pseudonimem twórczym, a  wirtualna wizytówka, na którą można wrzucić swoje zdjęcia, opisać zainteresowania, wrzucić film własnej produkcji – jest idealna by w sieci jakoś zaistnieć. Społeczność wirtualna zaczyna funkcjonować na zasadzie odbicia społeczności realnej. Tak samo można awansować w oczach innych, tak i się zbłaźnić... Nieraz byłam świadkiem zmiany nicka przez osobę, która swoimi wypowiedziami straciła szacunek u innych. Tworząc nowy nick, zaczęła życie internetowe na nowo... by niedługo potem zostać rozpoznaną... wielonickowość zazwyczaj charakteryzuje trolle, ale czasem i zwykły człowiek zmuszony jest zmienić nick... na przykład by uniknąć pomylenia go z kimś innym. Tak też było ze mną... dawno, dawno temu (w latach 90tych ubiegłego wieku) miałam nick Lili. Ale po jakimś czasie odkryłam, że jest on popularny w sieci bardziej niż Ania czy Asia w realu... Musiałam więc wymyślić sobie inny, by nie być jedną z tysiąca. </span></p>
<p style="margin-bottom:0;"><span style="font-family:Arial,sans-serif;"> Anonimowość dobra jest dla osób, które w sieci chcą coś kupić, napisać mail do ukochanego (śmieszy mnie brak świadomości,że jego treść może przeczytać admin i przesłać go wszystkim znajomym) czy wyrzucić swoje żale na forum z powodu wdepnięcia w psią kupę.... ale w większym przedziale czasu staje się ona balastem... zapewne to tłumaczy dużą popularność portali społecznościowych. Ludziom znudziło się powtarzanie w kółko kim są i czym się interesują...</span></p>
<ul>
<li>Komentować można <a href="http://lav-net.blogspot.com/2008/03/czy-anonimowo-w-internecie-jest.html" target="_self"><em><strong>TUTAJ</strong></em></a></li>
</ul>
]]></content:encoded>
</item>

</channel>
</rss>
