<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><!-- generator="wordpress.com" -->
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	>

<channel>
	<title>action-mag &amp;laquo; WordPress.com Tag Feed</title>
	<link>http://wordpress.com/tag/action-mag/</link>
	<description>Feed of posts on WordPress.com tagged "action-mag"</description>
	<pubDate>Fri, 18 Jul 2008 22:11:40 +0000</pubDate>

	<generator>http://wordpress.com/tags/</generator>
	<language>en</language>

<item>
<title><![CDATA[Tabu]]></title>
<link>http://elcede.wordpress.com/?p=111</link>
<pubDate>Sat, 14 Jun 2008 20:10:34 +0000</pubDate>
<dc:creator>Mat</dc:creator>
<guid>http://elcede.wordpress.com/?p=111</guid>
<description><![CDATA[
Tabu - jest to głęboki i fundamentalny zakaz kulturowy, którego złamanie powoduje spontaniczną]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<blockquote>
<p style="text-align:justify;">Tabu - jest to głęboki i fundamentalny zakaz kulturowy, którego złamanie powoduje spontaniczną i niejednokrotnie gwałtowną reakcję ze strony ogółu przedstawicieli tej kultury, gdyż jest przez nich odbierane jako zamach na całą strukturę tej kultury i jej integralność, a więc jako zagrożenie dla dalszego istnienia danego społeczeństwa. <em>Tabu</em> może obejmować czynności, miejsca, przedmioty lub osoby. W najczystszym i najpierwotniejszym znaczeniu terminu czynności te, miejsca, osoby i przedmioty są zarazem zakazane i święte.</p>
<p style="text-align:justify;">W nieco węższym, tylko do niektórych społeczeństw odnoszącym się i bardziej potocznym sensie, są to sprawy, działania, zagadnienie, co do których istnieje rodzaj "zmowy milczenia". Funkcjonujące w danej społeczności <em>tabu</em> jest wówczas rodzajem autocenzury, zwykle głęboko wpajanej w trakcie procesu wychowawczego. <em>Tabu</em> zabrania głośno mówić, pisać, a nawet myśleć i zauważać sprawy nim objęte.</p>
<p style="text-align:right;"><a title="Tabu" href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Tabu" target="_blank">Wikipedia - Tabu</a></p>
</blockquote>
<p style="text-align:justify;">Tabu może być na przykład śmierć. Nie, nie może. Jest! Od zarania dziejów o umieraniu sie nie mówi, nawet w dzisiejszych czasach jest to temat trudny i dla wielu osób drażliwy, choć mnie osobiście jakoś nie rusza. Przepowiadanie śmierci może mieć bowiem skutki katastrofalne i do niej prowadzić. Naprawdę. Świadczy o tym pewna opowiastka.</p>
<p style="text-align:justify;">Nie wiem czy to historia prawdziwa, czy tylko <em>urban legend</em>, ale podobno dawno, dawno temu żyła sobie księżniczka. No dobra, bez bajania i ściemniania i rysowania drugiego dna, które jest puste. Była sobie babeczka, taka dość młoda. Wierzyła we wróżby i prawdopodobnie w Boga (tak jak większość dewotek, które w każdą niedzielę chodzą na mszę, a w każdy poniedziałek czytają swój horoskop). Takie połączenie oczywiście nie może przynieść dobrych rezultatów, bo pan Bóg nie lubił czarowników - co dosadnie pokazała inkwizycja. No więc kobieta ta poszła do wróżki. Jak zwykle po to, żeby zadać pytania na które można odpowiedzieć w najbardziej zawiły sposób i każda odpowiedź klienta ucieszy - czy będę mieć problemy z pieniędzmi, z pracą, zdrowiem, dziećmi, mężem, piątką kotów... i tak dalej. Wróżka oczywiście odpowiedziała jak tylko potrafiła - mąż i dzieci będą się zachowywać jak dotychczas, w pracy żadnych zmian, jeden z kotów może mieć problemy z oddawaniem moczu, za miesiąc będziesz mieć dobry wpływ gotówki... i zakończyła enigmatycznym - umrzesz dokładnie za rok.<br />
Babka się zdenerwowała, że zostało jej tak mało czasu. Ale któż by się nie zestresował, gdyby jedyna osoba, której naprawdę wierzymy, w tym wypadku pani wróżka, powiedziała, że zostało nam nie więcej niż dwanaście miesięcy życia. Więc zaczęła załatwiać wszystkie swoje sprawy, żeby niezałatwione nie zostały w spadku dla jej dzieci. Spisała testament. I tak dalej i tym podobne. A kiedy przyszedł ten dokładny dzień - umarła. Tak jak wróżka przepowiedziała. Ale nie miała żadnego wypadku, nie zginęła też na śmiertelną chorobę ani z przyczyn naturalnych. Nie skonała ze strachu, ze śmiechu ani niczym się nie udławiła. Po prostu - taka presja na niej ciążyła, że nie mogła unieść tego ciężaru - powiesiła się.</p>
<p style="text-align:justify;">Tak więc tabu jest silne. Jest było i będzie. Zwłaszcza tabu magii, śmierci, bóstw. W czasach prehistorycznych, kiedy żadna cywilizacja się jeszcze nie tworzyła, ludzie już wymyślali bogów. Od zjawisk przyrodniczych przeważnie, bo jakoś trzeba było tłumaczyć sobie błyskawice, deszcze, gwiazdy i wiatr. Tutaj powstaje pewien paradoks, gdyż może i bóstwa budowali, ale zaraz zakazywali wymawiania ich imion, gdyż mogło być to uznane przez siły wyższe za świętokradztwo, a co za tym idzie - mogło sprowadzić karę z niebios (gdyż przeważnie tam umieszczano nowo ulepionych panów świata). Trzeba było więc wybierać z plemion kapłana, który się z bogami komunikował - był ich głosem w świecie profanum.</p>
<p style="text-align:justify;">Właściwie to nie tylko głosem, ale również palcem bogów. Uważano bowiem, że kapłani tacy mają moc leczenia, odpędzania złych duchów, muszą odprawiać ceremonie, gdyż ceremonia bez boskiego wysłannika nie może się udać i muszą robić mnóstwo innych rzeczy. Także czarować. O tak - opłacało się być czarownikiem. Czarownik przeważnie był jednocześnie wodzem plemienia, co dawało mu szerokie pole do manewru. Mógł zmuszać ludzi do dziwnych zachowań, grożąc klątwą lub oferując błogosławieństwa. Szamani byli więc bardzo dobrze usytuowani w hierarchii społecznej. Tylko trzeba było jeszcze narzucić tabu na magię i całkowite tabu na bogów. Na tę pierwszą, żeby nie przyszedł jakiś medyk i nie odebrał mu stanowiska, mimo, że był lepsze w te klocki. Na tych drugich, aby nie przylazł ktoś, kto się uznaje za głos boski bliższy panom niż szanowany powszechnie kapłan. Jednych i drugich skazywano na śmierć. Taka zabawa.</p>
<p style="text-align:justify;">W starożytności, trzeba o tym bowiem napomknąć, było bardzo silnie utrwalone w społeczeństwie tabu śmierci. Takie "nie wywołuj wilka z lasu". W Grecji nawet dostosowano język i bogów do tego, żeby przypadkiem komuś się nie wymsknęło. Słowo oznaczające śmierć (dzisiaj całkowicie zapomniane) zastąpiono zniknięciem (thanatos), które posłużyło jako imię dla Thanatosa - boga śmierci. Wszystko łądnie, pięknie i w ramach tabu. Grecy mieli jednak naciapane we łbie.</p>
<p style="text-align:justify;">Potem przyszło sobie średniowiecze. Też wypełnione tabu po brzegi. Tabu na boga, które zostało do dzisiaj. Tak chronili swojego pana, że nawet mu imienia nie nadali. Oczywiście pan Bóg przez swoich kapłanów zakazał wolności słowa i wolności wyznania. A jeśli się komuś nie podobało to mógł odbyć bliskie spotkanie z gorącym pogrzebaczem, nabitym kolcami fotelem, i panem w czarnym kapturze. Inkwizycja miała to do siebie, że potrafiła się bawić. Cudzym kosztem. Dosłownie i w przenośni.</p>
<p style="text-align:justify;">A dzisiaj? Dzisiaj wciąż mamy tabu na śmierć, tabu na "nie wywoływanie wilka z lasu", przed którym chroni się odpukując w niemalowane i inne. Głownie związane z seksem. Nie mówi się dzieciom skąd się biorą - wymyśla się bajeczki o bocianach i kapuście zamiast powiedzieć o jajkach i plemnikach. Nawet w łóżku, dorośli partnerzy nie powiedzą sobie na co mają ochotę. Obchodzą swoje fantazje naokoło mając nadzieję, że partner zrozumie o co chodzi. I nikt nie powie penis, ani pochwa, bo to takie trudne do wymówienia i krępujące. A przecież jedno małe słowo może bardzo wiele zdziałać.</p>
<p style="text-align:justify;">I w ten sposób doszliśmy od śmierci do seksu. Tak, nekrofilia też jest tabu. Ale o tym może kiedy indziej.</p>
<p style="text-align:center;"><span style="font-size:x-small;"><em>Everlast - Black Jesus</em></span><br />
<span style='text-align:center; display: block;'><object width='425' height='350'><param name='movie' value='http://www.youtube.com/v/iHpXQ8XBUYA'></param><param name='wmode' value='transparent'></param><embed src='http://www.youtube.com/v/iHpXQ8XBUYA&rel=0' type='application/x-shockwave-flash' wmode='transparent' width='425' height='350'></embed></object></span></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[A ja miałem...]]></title>
<link>http://elcede.wordpress.com/?p=72</link>
<pubDate>Sun, 20 Apr 2008 22:19:42 +0000</pubDate>
<dc:creator>Mat</dc:creator>
<guid>http://elcede.wordpress.com/?p=72</guid>
<description><![CDATA[Ten tekst jest już bardzo stary, bo ma już prawie 4 lata i jest pisany stylem zupełnie odmiennym ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align:justify;"><em><span style="font-size:xx-small;">Ten tekst jest już bardzo stary, bo ma już prawie 4 lata i jest pisany stylem zupełnie odmiennym od tego mojego dzisiejszego, więc można tu zaobserwować, że kiedyś zupełnie inaczej ubierałem w słowa pisanie o niczym. Właściwie to jest jedna z pierwszych moich prób piśmienniczych, wiec mamy tu także powrót do korzeni, początków, pierwowzorów moich teraźniejszych wypocin. Czy teraz piszę lepiej czy gorzej to pozostawiam do waszej oceny. Osobiście cieszę się, że już z takiego dziwactwa wyrosłem i przeszedłem w dziwactwo zgoła inne. </span></em></p>
<p><span style="color:#ffffff;">.</span></p>
<p>A ja miałem wtedy 9 miesięcy. Byłem mały, malutki. Leżę sobie spokojnie, naokoło mnie różowo, ciepło przytulnie. Panuje taki leciutki półmrok. Wszystko ładnie, pięknie. Czasem sobie z jakąś białą krwinką pogadam, a to z płytką krwi, czasem nawet jakiś nieuprzejmy wirus się trafi. Fajnie jest, karmią mnie tutaj ogórkami z czekoladą, truskawkami z bitą śmietaną, chlebem z miodem, czasami nawet wódeczką poczęstują. Żyć nie umierać. Pewnego razu, a był to początek zimy, wiem, bo zimno było, coś mi się tu niewygodnie zrobiło, jakby tak ciaśniej. Pierwszy raz się tak czułem, ale może jakieś problemy trawienne, nie wiem. No, więc zaczynam się wiercić. Wiercę się, wiercę, aż tu nagle moja kochana pępowina naokoło szyi mi się zawiązuje. Normalnie to mi pokarm przesyłała, a teraz, co? Najpierw karmiła, a teraz zabić chce? No nie, coś nie pasi. No to ja się z nią szarpać zaczynam. Złapałem i nie puszczam, ale ona mocniej się zaciska. No, ale ja się nie poddaję, nigdy się nie poddałem, to i teraz się nie poddam. Próbuję się okręcić i uciec z pola zasięgu pępowiny. Jak pomyślałem tak też zrobiłem. Już na drugiej ściance sobie leżę, co by mnie nie złapała, aż tu nagle ścianka pęka. Co jest? Nigdy nie pękała to teraz też nie powinna, ale co mam robić dać się udusić pępowinie, czy wylecieć do oślepiającego światła? Kiedyś jak rozmawiałem z jedną hemoglobiną to mi mówiła, że taki tunel czasami się otwiera, jak one tlen noszą z płuc do serca i po całym organizmie, ale to dla płytek krwi zadanie, żeby taki otworek zamknąć. Ale wracając do tematu, co zrobić, dać się zabić pępowinie, czy zobaczyć, co na zewnątrz? Wybrałem to drugie. Wyleciałem, film mi się urwał i zaczął dopiero w...</p>
<p>A ja miałem wtedy 4 lata. Pierwszy raz przypomniałem sobie jak leżałem w brzuchu mamy. Pępowina owinęła się wokół szyjki, a ja z nią walczyłem. Musiałem walczyć, choć z każdą chwilą słabłem. Nie poddawałem się, musiałem wygrać i udało mi się. Wtedy zobaczyłem to światło. Miałem wybór: walczyć z pępowiną, albo wyjść. Postanowiłem to drugie i kiedy już zbliżałem się do otworu... obudziłem się. Zacząłem płakać. Nie wiem, czemu, po prostu ogarnął mnie wielki smutek, tak wielki jak jeszcze nigdy w moim króciutkim życiu. Płakałem, choć nie wiedziałem, czemu. Przybiegli rodzice, przytulili mnie, ale ja wciąż płakałem. Przez ponad godzinę. Potem straciłem siły i zasnąłem znowu. Tym razem nic mi się nie śniło.</p>
<p>A ja miałem wtedy 16 lat. Drugi raz miałem ten sen, w którym byłem w brzuchu mamy. Znowu ta okropna pępowina owinęła się wokół mojej szyi jak boa, a ja musiałem z nią walczyć o swoje życie. Nie mogłem się poddać, nie mogłem. To było straszne. Bolały mnie wszystkie członki, wszystkie części mojego malutkiego ciałka, dusiłem się. Musiałem walczyć, musiałem też wygrać tę walkę. Wygrałem. Wówczas zobaczyłem to światło, oślepiające, palące w oczy. Nie mogłem go znieść, a jednak coś mnie do niego przyciągało. Musiałem iść. Kiedy już zbliżałem się do światła, obudziłem się. Wszystko mnie bolało, nie mogłem złapać oddechu, oczy mnie piekły. Poczułem ogromny smutek. Dlaczego? Pamiętam: dzisiaj zginął mój tata. Napadli go, postrzelili. Zginął w drodze do szpitala. Nie miał żadnych szans. Przypomniało mi się, że kiedy pierwszy raz miałem ten sen, kiedy miałem cztery lata, moi dziadkowie zginęli w wypadku samochodowym. Czy to możliwe? Czy ten sen jest alarmem dla mnie? Może, ale kto to wie? Tej nocy nie mogłem już zasnąć.</p>
<p>A ja miałem wtedy 21 lat. Po raz trzeci przeżywałem ten sen. Pępowina zacisnęła się na mojej szyi mocniej niż zwykle, ale nie mogłem się poddać. Musiałem ją od siebie oderwać. Za babcię, za dziadka, za tatę. Za nich wszystkich. Muszę, nie mogę dać za wygraną. To jest walka o nich. Udało się. Wygrałem. Znowu widzę światło, przemieszczam się w jego kierunku, wszystko mnie boli, ale się zbliżam. Czy kiedykolwiek dowiem się, co jest po drugiej stronie tunelu? Może, może teraz? Nie, nie tym razem. Obudziłem się. Już wiem, już wiem, że ktoś zginał. Łapię za telefon, dzwonię do babci, nikt nie odbiera. NIIEEEEE.... Muszę obudzić mamę, musimy jechać do babci. Mama się budzi, ale mówi, że to tylko zły sen i że babcia na pewno ma się dobrze. Zakładam szybko spodnie, kurtkę, wybiegam z domu. Odpalam samochód i jadę. Do babci. Szybko, jedź szybciej. Dojechałem. Wbiegam szybko po schodach, na czwarte piętro, wyjmuję kluczę do domu, otwieram. Wchodzę do sypiali, jest babcia, sprawdzam puls............ Babcia nie żyje. Dzwonię szybko po lekarza. Do szpitala. Po dziesięciu minutach pogotowie przyjeżdża, powiedzieli mi, że nie da się jej już uratować. Moja babcia, moja kochana babcia.</p>
<p>A ja miałem wtedy 30 lat. Czwarty raz przeżywałem sen. Już wiedziałem, że ktoś zginął. Z najbliższej rodziny została mi tylko mama. Nie, to nie może być ona. Muszę się obudzić, muszę ją uratować. Moja mama. To dzięki niej jestem na tym świecie. To dzięki niej mogę przeżywać wszystko, co najszczęśliwsze. To wszystko dzięki niej. Muszę się obudzić. Czy walka z pępowiną ma sens? Ma, może uratuję moją mamę. Muszę walczyć. Wszystko mnie boli, duszę się, walczę. Za mamę, muszę to zrobić dla niej, dla mojej matki. Wygrałem tę walkę, ale ile razy jeszcze będę musiał ją przeżywać? Otwiera się, widzę światło, widzę oślepiające światło. Muszę się pospieszyć. Budzę się. Ubieram spodnie, buty, kurtkę, wybiegam z domu, odpalam samochód, jadę. Muszę się spieszyć, może ją jeszcze uratuję. Dojeżdżam. Otwieram furtkę, wchodzę po schodach, otwieram drzwi. Wbiegam do jej pokoju. Nie ma jej. Może jest w szpitalu? Wyjmuję komórkę. Dzwonię do szpitala. Jest moja mama? Jest. Żyje? Żyje. Zbiegam po schodach, wchodzę do samochodu, jadę, do szpitala. Wbiegam do niego, jestem zmęczony, ale to nie ma znaczenia, moja mama musi przeżyć. Niestety już nie żyje. Zabił ją, rak piersi ją zabił.</p>
<p>A ja miałem wtedy 72 lata. Piąty raz przeżywałem sen. Ktoś zginął, ale kto? Żona, dzieci, wnuczęta? Pępowina się zaciskała wokół mojej szyi, ale ja nie mam już siły z nią walczyć. Nie mam siły. Wiem, że tym razem mnie udusi. To jest nieuniknione. Zabije mnie. Tyle razy udawało mi się, a teraz nie mogę. Nie wygram z wężem. Zobaczyłem światło, ale tym razem pępowina wciąż zaciskała się na mojej szyi. Co jest w tym świetle? Światło się przybliża, choć ja się nie poruszam. Patrzę. Co tam jest do cholery? Śmierć!</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Action Mag]]></title>
<link>http://sokpomaranczowy.wordpress.com/?p=45</link>
<pubDate>Tue, 15 Apr 2008 18:36:38 +0000</pubDate>
<dc:creator>Martika</dc:creator>
<guid>http://sokpomaranczowy.wordpress.com/?p=45</guid>
<description><![CDATA[Ech no i wszystko się zmienia.
Jest sobie taki magazyn. Magazyn, który zresztą większoość czyt]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Ech no i wszystko się zmienia.</p>
<p>Jest sobie taki magazyn. Magazyn, który zresztą większoość czytających tego bloga zna. Magazyn, do którego widoku na ekranie monitora wzdychałam mając lat niespełna 13 i myśląc, jak to bym chciała być członkinią tej elity Autorów, tych, którzy mają władze, którzy panują nad słowem, a ono nie wyraża sprzeciwu. Którzy piszą tak, jak nigdzie indziej i którzy są tak odlegli i tak różni ode mnie. Idole. Ja mogłam być tylko Czytelniczką, w dodatku tak nieśmiałą, że niegodną wysyłania maili do nich. Cóż.</p>
<p>Minęło parę lat i teraz? Co miesiąc czeka się na nowy numer Action Maga. Action Maga, którego od roku regularnie tworzę, na którym nauczyłam się, że nie zawsze liczy się tylko treść, ale też forma. Że słowa mogą być piękne, że można z nich układać wszystko co się zechce, a co ciekawsze, sprawiać, by dzięki paru literom ktoś inny ułoży coś zupełnie innego. Że pisanie, to nie tylko "tworzenie" nędznych wypracowań, pod linijkę, pod kluczyk, pod miarkę, ale to właśnie tworzenie. Że może być odskocznią, ostoją, odpowiedzią.</p>
<p>W internecie znajdziemy wiele zinów. Ale tylko AM jest tak cudownie grafomański (tak, to słowo ma pozytywne znaczenie!), tylko tutaj teksty są... No właśnie. Niedefiniowalne. Trzeba choć raz przeczytać cały numer, żeby zrozumieć o co mi chodzi.</p>
<p>Ale ja nie o tym miałam. Miało być o tym, że formuła się zmieniła, co mnie napawa nostalgią. Już nie będzie comiesięcznego czekania na cały numer, komentarzy na forum... Idziemy za duchem czasu, szukamy nowych Czytelników. Stać to się musiało. Czy to wyjdzie na dobre, czy wręcz przeciwnie, zobaczymy. W każdym razie wiele zmieni. Od teraz artykuły będą publikowane na bieżąco, w sieci, tamże komentowane i czytane, AM jako miesięcznik, przestanie być główną formą Maga. Cóż...</p>
<p>W każdym razie.</p>
<p><a href="http://actionmag.net">http://actionmag.net</a></p>
<p>Polecam.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Film z "X" w tytule]]></title>
<link>http://elcede.wordpress.com/?p=41</link>
<pubDate>Thu, 21 Feb 2008 19:34:10 +0000</pubDate>
<dc:creator>Mat</dc:creator>
<guid>http://elcede.wordpress.com/?p=41</guid>
<description><![CDATA[Spójrz! Cóż za piękna dama - ten powab, szyk, styl. Oczy błękitne szafirowo,  włosy złotem o]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Spójrz! Cóż za piękna dama - ten powab, szyk, styl. Oczy błękitne szafirowo,  włosy złotem obsypane, rzucone na wiatr, targane ciepłą bryzą, usta gorące od  ognistych pocałunków. Zwróć uwagę na jędrne, opalone letnim słońcem piersi  zerkające zza dekoltu idealnie dopasowanej białej sukienki z falbankami. Piękne  dziewczę, oh, jakże wspaniałe. Widzisz te nagie ramiona stworzone do całowania,  te malutkie, zręczne paluszki, paznokcie pomalowane bezbarwnym lakierem, te  drobne stópki, których najdrobniejszy ruch wprawia innych w drżenie? Słyszysz  ten głos delikatny jak morska bryza wykrzykujący BIERZ MNIE, RŻNIJ MNIE.</p>
<p>Widzisz? Cera zniszczona alkoholem, tabletkami antykoncepcyjnymi i  wczesno-poronnymi. Twarz poznaczona zmarszczkami po ciągłych uśmiechach przed  kamerą, usta nienaturalnie rozwarte po przygodach z mężczyznami. Spomiędzy warg  wystaje język, przyzwyczajony do tego, że tylko momentami siedzi bez zajęcia.  Nogi powykrzywiane nienaturalnymi pozycjami, rozkraczone prowadzą w górę, ku  maszynie śmierci, zabijającej tak wiele nienarodzonych dzieci, maszynie, która  przy każdym zgonie niewinnej duszyczki doprowadza do spazmów szczęścia, orgazmów  przyjemności.</p>
<p>Twoja kolej! Dotknij tej gładkiej skóry i poczuj jej  chropowatości, blizny i zmarszczki od słońc solarium, chemii wstrzykiwanej  prosto w ciało i umysł. Pocałuj jej wargi, te od ust, te od łona i poczuj kwaśny  smak męskiego nasienia rozprowadzonego nierównomiernie na każdym milimetrze jej  nagiego ciała, które odpycha i przyciąga zarazem perwersyjną pozą. Poczuj tę  woń, odór mieszaniny tanich perfum, ludzkiego potu oraz ejakulatu. A teraz  usłysz jak błaga swoim zniszczonym od alkoholu głosem: WEJDŹ WE MNIE! JESZCZE  RAZ! Chcesz tego? Powiedz, chcesz?</p>
<p>Nie, nie odwracaj wzroku i  przypatrz się tym żywym zwłokom, które wymiotują seksapilem z każdego otworu  ciała. To u nich czar osobisty stał się turpistyczną klątwą, pozostawiającą w  umyśle ropne krosty spaczonej osobowości, urok fizyczny wygiął się w groteskowe  kształty obrzydliwych gargulców osadzających się na twarzy, zaś wdzięk  personalny przeistoczył się w coś, co przyciąga do siebie ludzi tak samo jak  lepra.</p>
<p>Wciąż chcesz jej dotknąć i słuchać jak szepce Ci do ucha  słówka o słodkim zapachu zgnilizny? A może wolisz jej siostry, które każdego  dnia oddają się lasom i drogom krajowym, zaś każdej nocy wymiotują żale do  znienawidzonego świata, lub kuzynki, będące atrakcyjnymi manekinami domów  użyteczności publicznej, gdzie z diamentowej szafki za kryształową kotarą możesz  wybrać najbardziej interesujący Cię okaz samogwałtu psychicznego, duchowego i  fizycznego? Jeśli nie, to zawsze zostają dla Ciebie ich ciotki i matki,  sprzedające swe ciała kamerom filmowym i aparatom fotograficznym, by pokazać swe  chore wnętrze jak największym rzeszom ludzi za jak najmniejsze pieniądze.</p>
<p>Teraz pewnie zapytasz mnie, dlaczego tak traktuję te „kobiety”. A  ja pewnie odpowiem Ci: „Bo nie ma świętości na tym świecie”, zrobię krótką pauzę  i dokończę zachęcającym „Smacznego!”.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Sto! Lat!]]></title>
<link>http://robertszymczak.wordpress.com/?p=181</link>
<pubDate>Tue, 19 Feb 2008 20:23:45 +0000</pubDate>
<dc:creator>Robert Szymczak</dc:creator>
<guid>http://robertszymczak.wordpress.com/?p=181</guid>
<description><![CDATA[
&#8220;I na tej z wielu dróg
Po co ci para nóg
I tak dotrzesz na pewno do końca
Nie potrzebny ci]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><img src="http://robertszymczak.wordpress.com/files/2008/02/avatar.jpg" alt="avatar.jpg" height="269" width="347" /></p>
<p><i>"I na tej z wielu dróg<br />
Po co ci para nóg<br />
I tak dotrzesz na pewno do końca<br />
Nie potrzebny ci wzrok<br />
Żeby wyczuć swój krok<br />
I nie musisz wciąż radzić się słońca"</i></p>
<p><i>Jacek Kaczmarski "Bob Dylan"</i></p>
<p>Właśnie dzisiaj ukazał się setny numer <a href="http://www.actionmag.pl">Action Maga</a>, magazynu internetowego pierwotnie dodawanego jedynie na cover CD-Action, założonego przez Maćka "Q'nika" Kuca, do którego każdy mógł napisać tekst o czym chciał i on (jeżeli był dobry) był tam publikowany. Ta idea przewodnia utrzymała się aż do setnego numeru i trwać będzie nadal, póki Action Mag istnieje. Jasne, przez cały czas jego trwania dużo się zmieniło, były Zjazdy, powstało forum, czat, zmieniał się layout, ludzie przychodzili i odchodzili etc. ale ta myśl pozostała niezmieniona. Piękna myśl wolności twórczej, pisania o czym się chce, polemizowania itp.</p>
<p>I nadszedł 100, jubileuszowy numer AM. Właściwie aż ciężko na ten temat coś powiedzieć. Dzięki AM rozwinąłem się twórczo, dał mi szanse publikować swoje prace, dzięki AM poznałem wielu fantastycznych ludzi i przeżyłem wiele cudownych chwil, których z pewnością nigdy nie zapomnę. Ten wpis jest moim małym hołdem, dla tego magazynu, dla jego idei, dla Maćka, który wcielił ją w życie (dzięki stary!), dla actionmagowców, którzy ten cudowny mag współtworzą. Naprawdę, to co robimy jest wielkie i wspaniałe!</p>
<p>Nie wiem kim bym był, gdybym nie poznał w wieku tych 11 lat Action Maga. Na pewno kimś zupełnie innym, bo Action Mag dał mi wiele,  w pewnym stopniu ukształtował mnie, mój gust muzyczny, poglądy itp. Przeczytałem tam wiele artów dla mnie ważnych, które pamiętam do dziś. I jestem za to cholernie wdzięczny.</p>
<p>Trwajmy dalej w tym co robimy przyjaciele, bo Action Mag to wielki i wspaniały twór i trzeba go pielęgnować. Nie tylko przy okazji setnego numeru AM, ale co miesiąc! Dziękuje wam za to co było i nie mogę się doczekać tego co będzie.</p>
<p>God save the Action Mag!</p>
<p>(parafrazując Misia Eryka ;) )</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Siedem cudów farby]]></title>
<link>http://krotoszynski.wordpress.com/?p=176</link>
<pubDate>Tue, 19 Feb 2008 17:52:11 +0000</pubDate>
<dc:creator>Michał Krotoszyński</dc:creator>
<guid>http://krotoszynski.wordpress.com/?p=176</guid>
<description><![CDATA[Kiedy stoję przed obrazem - a ostatnimi czasy zdarza mi się to częściej niż kiedyś - to niemal]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p ALIGN="justify">Kiedy stoję przed obrazem - a ostatnimi czasy zdarza mi się to częściej niż kiedyś - to niemal zawsze patrzę na dzieło jakby było skończone i to skończone od zawsze. Jest dla mnie czymś, jak to się mówi mądrze, zastanym; czymś co już było przedtem, ale ja to dopiero spotkałem. Patrzę więc na te wszystkie przedwieczne kropki i linie, na te prastare bohomazy i pradawne abstrakcje i widzę w tym - błędnie rzecz jasna - graficzne objawienie, rodzaj malarskiego zwiastowania. A przecież obraz to wynik długiej ewolucji, setek zmian i poprawek; obraz też się rodzi i dorasta na płótnie.</p>
<p ALIGN="justify">Obserwowanie tego dorastania może być interesujące; poświęcono mu wiele programów popularnonaukowych. Współczesna technika daje nam bowiem nowe możliwości i dzięki niej możemy dowiedzieć się jakich zmian dokonywał artysta; możemy - zauważmy metaforycznie - wejrzeć pod wierzchnie warstwy farby, zajrzeć obrazom pod spódniczki. Mamy możliwość dowiedzieć się jak zmieniała się malarska wizja; gdy mamy dość sprzętu i cierpliwości, to jesteśmy wstanie prześledzić te przemiany kropka po kropce i impast po impaście.</p>
<div ALIGN="justify">A że sprzęt jest coraz lepszy, to i coraz starsze warstwy możemy odkrywać. Niedawne badania - w których, jest mi to miło oznajmić, miałem przyjemność uczestniczyć - dały zaskakujące rezultaty: okazuje się, że największe arcydzieła naszej kultury były w swej pierwotnej wersji inne niż myśleliśmy do tej pory. Inne to jednak niewłaściwe słowo: pierwotne wersje były po prostu lepsze. Dlatego też - z okazji setnego numeru Action Maga - postanowiłem siedem z nich zaprezentować; niech świat zobaczy, co mu zamalowano!<BR><br />
.</div>
<div ALIGN="center"> * * *<br />
<BR>.</div>
<div ALIGN="center"></div>
<div ALIGN="justify"></div>
<div ALIGN="justify">
<div STYLE="text-align: center"><img HEIGHT="550" WIDTH="400" BORDER="0" SRC="http://krotoszynski.wordpress.com/files/2008/02/1.jpg" /></div>
</div>
<div ALIGN="justify">
<div ALIGN="center"></div>
<div ALIGN="center"></div>
<div ALIGN="center"><i><br />
Leonardo da Vinci - Mona Lisa </i></div>
<div ALIGN="center"></div>
</div>
<div ALIGN="justify"></div>
<div ALIGN="justify">Gdy przyjrzymy się pierwowzorowi Giacondy, słynnego obrazu Leonarda da Vinci, widzimy jak mylne były nasze dotychczasowe domysły dotyczące tego arcydzieła. Wbrew temu co pisało się w różnych pseudopublikacjach, Giaconda nigdy nie miała brody, ani też problemów ze zgryzem: jej pierwowzór miał za to uśmiech figlarny i wzrok skierowany ku górze. Gdy postawić obraz na ziemi, a samemu wleźć na szafę - Giaconda wodzi za ludźmi oczami.<br />
<BR>.</div>
<div ALIGN="justify"></div>
<div ALIGN="justify"></div>
<div ALIGN="center"> * * *<br />
<BR>.</div>
<div ALIGN="center"></div>
<div ALIGN="center"></div>
<div ALIGN="justify">
<div STYLE="text-align: center"><img HEIGHT="400" WIDTH="400" BORDER="0" SRC="http://krotoszynski.wordpress.com/files/2008/02/2.jpg" /></div>
</div>
<div ALIGN="justify">
<div ALIGN="center"></div>
<div ALIGN="center"><i> </i></div>
<div ALIGN="center"><i>Witruwiusz - Homo sphericus</i></div>
<p>Czymże byłby renesans bez Witruwiusza i jego człowieka! Czymże był człowiek witruwiański bez kwadratu, bez koła i bez - okularów?! Otóż tak, okularów. Okazuje się, że człowiek wiruwiański w wersji pierwotnej, najwcześniejszej, miał okulary, które silnie podkreślały sferyczność całej kompozycji. Sferyczność podkreślona była także fryzurą postaci i ułożeniem jej ust: okazuje się więc, że niewłaściwą nazwą była popularny niegdyś Homo quadratus - winniśmy go zwać raczej Homo sphericus.</p></div>
<p ALIGN="center">* * *</p>
<div ALIGN="center"> <img HEIGHT="677" WIDTH="368" BORDER="0" SRC="http://krotoszynski.wordpress.com/files/2008/02/3.jpg" /><i></i></div>
<div ALIGN="center"></div>
<div ALIGN="center"><i><br />
Sandro Boticelli - Narodziny Wenus </i></div>
<div ALIGN="justify"></div>
<div ALIGN="justify">Słynne dzieło Boticelliego także kiedyś wyglądało inaczej: ot, było inne na twarzy. Reszta - w całej swej okazałości - była niezmienna; mimo licznych zmian krajobrazu ciało kobiece nie poruszyło się ani o centymetr. To sprawia, iż dwa wnioski są uprawnione. Po pierwsze, głowa Wenus, którą znaliśmy do tej pory, nie należy do przedstawionego na obrazie ciała. Po drugie, ważniejsze, ciało przedstawione na obrazie należy do właścicielki głowy przedstawionej wyżej. Czyli: do kogokolwiek by nie nalezała powyższa twarz - już wiemy, jak wygląda pod prysznicem :)<br />
<BR>.</div>
<div ALIGN="justify"></div>
<div ALIGN="justify"></div>
<div ALIGN="center"> * * *<br />
<BR>.</div>
<div ALIGN="center"></div>
<div ALIGN="justify"></div>
<div ALIGN="justify">
<div ALIGN="center"> <img ALIGN="middle" HEIGHT="500" WIDTH="370" BORDER="0" SRC="http://krotoszynski.wordpress.com/files/2008/02/4.jpg" /></div>
</div>
<div ALIGN="justify">
<div ALIGN="center"></div>
<div ALIGN="center"></div>
<div ALIGN="center"><i><br />
Leonardo da Vinci - Dama (?) z gronostajem (?)<BR>.<br />
</i></div>
<div ALIGN="center"></div>
<div ALIGN="center"></div>
</div>
<div ALIGN="justify"> A to dopiero szok! Dama z łasiczką - zwana też niekiedy Damą z gronostajem - to wcale nie Dama i wcale nie ma łasiczki na rękach! Portret, w swym pierwowzorze, przedstawiał młodego, brodatego mężczyznę; acz mężczyznę o wyraźnie żeńskich już kształtach i przyodzianego w damskie ciuszki. Na rękach trzyma zaś buldoka, znaną w renesansie alegorię brzydoty. Buldok ten - jakże kochany, ale i jakże przede wszystkim brzydki - karze nam spojrzeć inaczej na dzieło Leonarda: nie wszystko, co na pierwszy rzut oka wydaje się pięknym (Dama z łasiczką), pięknym jest w istocie (Facet z buldokiem).<br />
<BR>.</div>
<div ALIGN="justify"></div>
<div ALIGN="justify"></div>
<div ALIGN="center"> * * *<br />
<BR>.</div>
<div ALIGN="center"></div>
<div ALIGN="justify"></div>
<div ALIGN="justify">
<div STYLE="text-align: center"><img HEIGHT="220" WIDTH="340" BORDER="0" SRC="http://krotoszynski.wordpress.com/files/2008/02/5.jpg" /></div>
</div>
<div ALIGN="justify">
<div ALIGN="center"></div>
<div ALIGN="center"><i><br />
Michelangelo Buonarroti - Stworzenie Adama w Kaplicy Sykstyńskiej </i></div>
<p>Kolejna niespodzianka: Bóg według Michała Anioła to nie brodaty starzec, do jakiego tak łatwo przywykliśmy. Michał Anioł jest bardziej wymagający, bardziej ambitny, żąda od nas więcej - przedstawia Boga jako krótko ostrzyżonego, młodego mężczyznę. Bóg uśmiecha się - można powiedzieć, że stworzenie człowieka to dla niego żart i figiel. Niewiele zmienia się w postaci Adama - ta postać nadal jest zborna, muskularne ciało wydaje się naturalnie, harmonijnie dostosowane do przedstawionej tu twarzy. Całość stworzenia nabiera tu charakteru zabawy - Bóg jest tu jeszcze bliżej człowieka.<br />
.</p></div>
<div ALIGN="center">* * *<BR>.</div>
<div STYLE="text-align: center"><img HEIGHT="480" WIDTH="400" BORDER="0" SRC="http://krotoszynski.wordpress.com/files/2008/02/6.jpg" /></div>
<div ALIGN="center"><i><br />
Jan Vermeer - Dziewczyna z perłą <BR>.</i></div>
<div ALIGN="justify"></div>
<div ALIGN="justify">Arcydzieło Jana Vermeera było kiedyś jeszcze piękniejsze. Nadal zachowana jest tu delikatna gra trzech barw: czerwonej, żółtej i niebieskiej. Twarz kobiety jest jednak subtelniejsza i poważniejsza; postać traci tani erotyzm, zyskuje za to szlachetność i powagę. Doprawdy, trudno jest zrozumieć dlaczego Vermeer zdecydował się przemalować ten obraz - i najlepszym jednak zdarzają się katastrofalne w skutkach pomyłki.<br />
.</div>
<div ALIGN="justify"></div>
<div ALIGN="justify">
<div ALIGN="center"> * * *<br />
.</div>
<div ALIGN="center"></div>
</div>
<div ALIGN="center"><img ALIGN="middle" HEIGHT="400" WIDTH="400" BORDER="0" SRC="http://krotoszynski.wordpress.com/files/2008/02/7.jpg" /></div>
<div ALIGN="center"><i>Hans Holbein - Ambasadorowie </i></div>
<div ALIGN="justify"> Arcydzieło Hansa Holbeina, Ambasadorowi, było kiedyś równie dostojne - lecz nieco bardziej orientalne. Ekscentryczne fryzury przedstawionych postaci wskazują, iż mamy tu do czynienia z dyplomatami z Lewantu, którzy to dyplomaci przyjęli europejską kulturę, tradycję, stroje i zwyczaje. Spytajmy jednak siebie: czy stosownie wyglądają w tych strojach? Co tu nie pasuje: czy dziwne fryzury, czy dziwne dla dyplomatów stroje? Tak oto arcydzieło Holbeina staje się czymś więcej niż tylko portretem: to pierwszy bodaj w dziejach malarstwa obraz antyglobalistyczny.<br />
<BR><br />
.</div>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Najstarszy prawiczek świata]]></title>
<link>http://elcede.wordpress.com/2008/01/02/najstarszy-prawiczek-swiata/</link>
<pubDate>Wed, 02 Jan 2008 15:18:05 +0000</pubDate>
<dc:creator>Mat</dc:creator>
<guid>http://elcede.wordpress.com/2008/01/02/najstarszy-prawiczek-swiata/</guid>
<description><![CDATA[ &#8220;Babę zesłał Bóg - raz mu wyzedł taki cud.
Babę zesłał Bóg - cos innego przecież m]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<div style="text-align:right;"><span style="font-size:xx-small;"><em> "Babę zesłał Bóg - raz mu wyzedł taki cud.<br />
Babę zesłał Bóg - cos innego przecież mógł.<br />
Żeby dobrze zrobić wam, żeby dobrze robić wam<br />
Babę zesłał Pan!"</em><br />
Renata Przemyk - Babę zesłał Bóg</span></div>
<p align="justify">Kobiety uwielbiają prawiczków. Ba, nawet więcej, one ich <strong>ubóstwiają</strong>. Takie spostrzeżenia nasuwają się same o 2 w nocy, kiedy człowiek zauważa w lustrze, że znów zarósł, a kiedy z głośników sączy się electronic body music (EBM). Kobiety kochają prawiczków i jest to naukowo nieudowodnione, lecz co stanie się przełomem w nauce kiedy już zostanę wielkim naukowcem lub innym badaczem-seksuologiem. Lub teraz, ot tak na szybko jeśli przedstawię krótki, zwięzły i równie logiczny co futurepop ciąg skojarzeniowy.</p>
<p align="justify">Kobietom (oczywiście cały czas mowa, a właściwie pisownia, o większości kobiet, a nie o całym gatunku) podobają się Hiszpanie. Gładka, opalona czekoladowo skóra, umięśnione mokre ciało skrzące się w promieniach andaluzyjskiego słońca, czarne kręcone włosy, ciemne, wyraziste oczy, które mogą jednym mrugnięciem doprowadzić do orgazmu i śnieżnobiałe zęby. Ognisty, południowy temperament, gra na gitarze flamenco i tańczenie do tych melodii. Tak, kobiety kochają Hiszpanów. Biorąc pod uwagę, że jednym z najpopularniejszych imion hiszpańskich jest Jesus, który jest w tym momencie najstarszym znanym prawiczkiem w świecie, samo nasuwa się skojarzenie, że panie ich lubią - niedoświadczonych i nierozdziewiczonych.</p>
<p>Gdyby pan Jezus dzisiaj żył - co by to się działo. Szał!</p>
<p align="justify">Gdyby pan Jezus był <strong>świntuchem</strong> to kobiety by go pożądały. W końcu która pani nie chciałaby być z bogiem wszystkiego (w tym pieszczot, miłości fizycznej, czekolady, różowego wina i gry wstępnej) i w dodatku z <strong>prawiczym</strong> bogiem? Sprowadzenie jednym dotknięciem, a może nawet tylko jednym ruchem brwi, najwspanialszego orgazmu jaki taka kobieta mogłaby w swym życiu przeżyć nie jest dla boga problemem, a takie możliwości, wabiłyby kobiety z najdalszych stron świata - Greczynki, Hiszpanki, Egipcjanki, Polki, Czeszki, Ukrainki czy Finki. Boskie.</p>
<p align="justify">Lecz co my, panowie, moglibyśmy wówczas zrobić, bezsilni wobec boskiego uroku i magicznych, niebiańskich mocy? Cóż my, biedni i uciśnieni, słyszący od swych kobiet jęki zachwytu nad ich wspaniałym i jedynym orgazmodajnym obiektem westchnień? Cóż? Nic. Dlatego pan Jezus, w swej nieskończonej dobroci nie wraca na ziemię z nieba (o ile to oczywiście istnieje, w co, jako agnostyk raczej wątpię), żebyśmy my, mężczyźni mogli mieć swe chwile przyjemności u boku pięknych i <strong>naszych</strong>, a nie boskich, a więc czyichśtam, kobiet. Babę <strong>nam</strong> zesłał bóg!</p>
<p>A nawet jeśliby i przyszedł się nam naprzykrzyć. Co byśmy zrobili? Proste - ukrzyżowali.</p>
<div style="text-align:left;"><span style="font-size:x-small;"><em>Zombie Girl - Jesus was a zombie</em></span></div>
<div>[audio http://lcd_88.w.interia.pl/Zombie%20Girl%20-%20Jesus%20was%20a%20zombie.MP3]</div>
]]></content:encoded>
</item>

</channel>
</rss>
